

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:44:01 |
Edek_2 | 00:51:01 |
Rognar | 00:59:20 |
Anetastp | 01:22:16 |
Landexpzglosy | 01:34:06 |

Znaliśmy się 20 lat, od 19 byliśmy razem, 18 lat małżeństwem. Troje dzieci (trzy dziewczyny, najstarsza córka żony z pierwszego małżeństwa). Jak to w życiu bywa, były dobre i złe chwile, ale do tej pory je potrafiliśmy przetrwać, nie jakieś krytyczne, problemy o podział obowiązków, wzajemną pomoc, wychowanie dzieci, itp. Od wakacji 2017 mieliśmy mało czasu dla siebie, bo każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na remont domu, nazbierało się sporo usterek do poprawy. Wiedziałem że za mało czasu spędzamy tak tylko dla siebie, powtarzałem żonie że w końcu musi być czas tylko dla nas, ale ciągle tego czasu nie było, albo ona miała zajęcia albo ja. W połowie stycznia powiedziała że wyprowadza się do drugiego pokoju, bo często jest w kontakcie z najstarszą córką, która spodziewa się lada chwila dziecka, wydzwania do niej, jakby trzeba było w nocy jechać do niej to pojedzie i w związku z tym nie chce przeszkadzać, nie ma sensu abyśmy oboje zarywali noce. W tamtej chwili nic nie przeczuwałem, bo nieraz było tak że spaliśmy oddzielnie, mam w pracy nieraz dyżury całodobowe i jak wiedziałem że w nocy będą dzwonić, mam jakieś prace do wykonania to sam proponowałem aby spać oddzielnie bo nie wyśpi się jak w nocy będę się kręcił, pracował. Ale jak pytałem potem czy wraca do mnie to zawsze mówiła że nie, jest jej dobrze jak jest sama, potrzebuje samotności, odpoczynku, po dwóch tygodniach zaczęła mówić że nie wróci do mnie i ten jej nieobecny wzrok jak na mnie patrzyła, jakby mnie nie było, jakby patrzyła przez mgłę, tak patrzyła na mnie 19 lat temu jak była we mnie zakochana. Próby pytań co jest nic nie dawały, zawsze odpowiedź że nie będzie ze mną, że coś w niej umarło, że ona już nie potrzebuje związku, że się wypaliła, że możemy na razie tak mieszkać oddzielnie dopóki się nie odkujemy z forsą, bo finansowo ostatnio się posypało, ale razem już nie będziemy bo ona potrzebuje czegoś innego. Po miesiącu takiej sytuacji, po wszelkich nieskutecznych próbach rozmowy, dojścia co jest grane, powiedziałem że w takim układzie nie ma sensu się męczyć, a takie dalsze życie jest bez sensu, że jak sobie wyobraża takie życie pod jednym dachem a oddzielnie, i wyprowadzam się, wynajmę coś sobie. Spłynęło to po niej. Tak samo szokiem dla mnie było jak okazało się że wcześniej już poinformowała wszystkich (dzieci i swoją mamę-mieszka razem z nami)że jest między nami źle i nie będziemy już razem, że potrzebuje czegoś innego, chce być szczęśliwa a to co między nami było to umarło. Wiadomo, nikt nie jest bez winy, miała prawo mieć do mnie pretensje o pewne rzeczy, że za mało jej pomagałem i wspierałem, tak samo ja miałem do niej takie same, ale uważałem że nie jest to powód do rozpadu związku, że wszystko można naprawić, zmienić, trzeba tylko rozmawiać, szukać wyjścia, tak jak do tej pory, w końcu te 19 lat byliśmy razem, nauczyliśmy się żyć ze swoimi wadami, może się myliłem i już faktycznie się wypaliła i miała dość. Żadnej próby podjęcia naprawy, nawet szansy na próbę naprawy. Wyprowadziłem się na początku marca, myślałem że może taka faktyczna rozłąka coś zmieni(w międzyczasie wcześniej jak byliśmy w oddzielnych pokojach, to wykonywaliśmy swoje obowiązki, wspólne sprawy załatwialiśmy razem). Dalsze próby dowiedzenia się co jest nawet jak zamieszkałem oddzielnie nic nie dały, kontakt był ale bez żadnych emocji, jeździłem po swoje rzeczy, też to samo. W końcu 25 marca powiedziała mi że ma kogoś, że z nim pisze, że chce z nim spróbować związku (to żeby mi powiedziała wymogła na niej najmłodsza córka, bo ciągle się dopytywałem, przeczucie mi też to mówiło, pamiętałem ten wzrok jak na mnie patrzyła gdy pytałem się czy wróci). Mój świat legł całkowicie w gruzach. Twierdzi że to nic takiego, że tylko z nim pisze, że on ją tylko wspiera, że ona nie chce już żadnych związków, ale potem w rozmowach wychodzi że chce z nim być, że chce tego spróbować, że jest szczęśliwa, że teraz to już by jego skrzywdziła a między nami wszystko skończone. Nie chcę wnikać dokładnie od kiedy to trwa(na pewno ciąża córki i wyjście do innego pokoju to był pretekst) ani co naprawdę zaszło, nigdy nie śledziłem żony, ufałem jej, nie chciałbym się zranić jeszcze bardziej, na pewno zakochani są, bo to dzieci odkryły na jej telefonie pełne uczuć smsy, serduszka, itp między nimi.
Nie mogę zrozumieć jak ktoś może rozwalić czyjś związek, w sieci łatwo naobiecywać cudów, może być fajnie spotykać się z kimś, trudniej zbudować coś przez tyle lat. On jest z daleka, pracuje gdzie indziej, ale jak pisałem od kiedy to jest i w jakiej faktycznie formie nie chcę już wiedzieć. Żona zmieniła się bardzo, schudła, zaczęła chodzić na siłownię, przemodelowała całe swoje życie. Teraz mnie nie potrzebuje już, dzieci odchowane, najstarsza zabezpieczona finansowo, pozostałe córki za rok i dwa lata wyjdą z domu na studia, dom wyremontowany, ja fakt, trochę się zapuściłem, muszę schudnąć.
Jedno podkreśla tylko niezmiennie-ze mną już nie będzie, to umarło. Nie odcięła się całkowicie, bo chce mi pomóc przez to przejść, abym sobie z tym poradził, bo wie jak mnie skrzywdziła(mam takie smsy od niej). Ja byłem i jestem gotów jej wybaczyć, kocham ją, brałem całą winę na siebie, byłem skłonny godzić się na wszelką formę związku aby tylko być razem. Rozum zaś mówi że to faktyczny koniec, czas zmieni wszystko, nie będzie potem już czego naprawiać. Czas leczy rany. Ciężko z tym żyć, po tylu latach, to jakby faktycznie umarła najbliższa sercu osoba. Rozpacz ogromna, ból olbrzymi, sami wiecie. I co bym nie robił, jak sobie nie tłumaczył nie wiem czy kiedykolwiek się z tym pogodzę. Ona jest szczęśliwa, bo znalazła swoje szczęście, mój budowany przez tyle lat świat umarł. Nie potrafię tego zrozumieć
A i mamie i dzieciom (dopóki same nie odkryły) nie mówiła o innym, tylko że to ja jestem winny, że razem się wypaliliśmy, miała pretensje że powiedziałem o tym jej mamie, ale jej mama jak każda matka jest za swoim dzieckiem.
Jutro idę na rozmowę do adwokata, nie będę z nią walczył, i tak ledwo żyję a walka wykończyła by wszystkich. Powiedziałem że dam jej rozwód bez orzekania, niech będzie szczęśliwa. I poczekam 3 lata na to aby przejęła mój obowiązek kredytowy na dom, wszystko jej zostawiłem, wziąłem tylko osobiste rzeczy i samochód który jest w kredycie. W formie alimentów płacę nadal raty frankowe za dom. Jak przejmie kredyt na siebie, zrzeknę się wszystkiego, niech da to dzieciom.
Adam1313
Mam podobny długi staż wspólnego życia z mężem. Doskonale wiem co teraz czujesz, bo przezywam to samo. Pocieszam się ,że czas działa na moją korzyść, czasem mam wrażenie że życie toczy się obok mnie, jak jakiś film w którym odgrywam rolę, daję sobie odczuwać wszystkie emocje ( a jest ich cała masa), bo mam do nich prawo. Tobie Adamie także radzę dać być emocjom jakie odczuwasz, pozłościć się, popłakać cokolwiek co się teraz w Tobie, dać temu ujście.
Wiesz, to co przenika z całego Twojego postu, to dobroć dla żony, mimo wszystkiego co zrobiła, wielkie serce dla niej, klasa, szacunek. Wynika z tego, że jesteś dobrym i przyzwoitym człowiekiem, tym bardziej nie rozumiem, kiedy takim ludziom przytrafiają się tak smutne historie.
Myślę że powinieneś być teraz tak dobry dla siebie samego jak byłeś/ jesteś dla żony, potrzebujesz teraz tego...
Nie wiem czy mam prawo doradzać i oceniać, bo jestem po prostu osobą która przeżyła podobną historię rok temu. Poczucie, że najbliższa osoba właśnie w pewnym sensie już "umarła" i olbrzymi ból niesprawiedliwości i niezrozumienia- dlaczego, obwinianie siebie, chronienie jego, kochanie mimo wszystko, to wszystko znam, da się przeżyć i jest "życie po życiu"
Mogę tylko napisać, że dasz sobie radę, pamiętaj że sinusoida emocji - smutek, żal, złość a potem trochę lepiej i znowu źle- to coś naturalnego i nie wiń siebie za to co przeżywasz. To minie, wszystko mija. I dasz sobie radę bo jesteś silny. Dopiero teraz przekonasz się jak bardzo.
I tak jak kiedyś pisałam Tobie- stań się niezależny od niej, odsuń się, może zapewniając że jesteś otwarty na rozmowę, naprawę, powrót, ale jeśli ona nie zatęskni, nie dostrzeże co może stracić, to ....trudno. Czasami trzeba się po prostu pogodzić z tym co przynosi los...i rób jak Ty sam czujesz.
No i korzystaj ze wsparcia które dadzą Ci inni ludzie, to bardzo pomaga przez to przejść. Plus sprawy logistyczne- adwokat, bo też i o swoje finanse trzeba dbać. Ona kogoś ma, wsparcie, a Ty liczysz tylko na siebie...
Twoja żona po prostu przestałą widzieć w Tobie mężczyznę.
Może widzieć w Tobie wspaniałego przyjaciela, kumpla, ojca swoich dzieci, ale mężczyzny nie widzi.
Seneka napisał był: "Rób swoje i nie miej nadziei"
Więc zachowaj sie jak facet i nie proś i nie błagaj.
Rób swoje, pokazuj jej co traci, ale na nic nie licz.
To nie tak !
Owszem, może się wypaliła , może na stare lata chciałaby przeżyć druga młodość .
Ale nie po Twoim trupie !
Chce odejsc - jej decyzja .
Ale nie rezygnuj z siebie , z Twoich praw, Twojego dorobku.
Chcesz się poświecić dla realizacji jęk zachcianek ?
Nie masz takiego obowiÄ…zku , a nawet i prawa do samounicestwienia .
Żadnych układów , żadnego pójścia na "rękę" bo Ci przetrąci nie tylko rękę ale kręgosłup .
Chce alimenty ?
To płac alimenty , ale nie kredyt za mieszkanie które Ci zabierze.
Potem okaże się , ze będziesz dłużnikiem , "alimenciarzem" a mieszkanie i tak "jej się należało ".
Ty zostaniesz w skarpetkach z plakietka alimemciarza, mieszkał w jakiejś norze.a ona z mieszkaniem jako jej własność , samochodem za który Ty płaciłeś , dziećmi zimdokrtynowani przeciwko Tobie a kochas ... może tan może inny - to akurat nieważne .
Chce odejsc - to niech poszuka sobie lokum.
Ona nie Ty.
Chce kasy - to dom na sprzedaż a alimenty na jej konto z dokładnym opisem ( jeżeli dzieci będą z nią ). Jeżeli dzieci zostaną z Tobą to niech ona płaci alimenty Tobie.
Nie musisz walczyć , po prostu trwać tam gdzie jesteś i odciąć się od niej .
Nie walcz o nią ale zadbaj o siebie o swoje życie .
Masz dzieci, będzie miał wnuki - masz dla kogo żyć .
Ona niech sobie układa życie z fagasem którego zna z internetu i randek na bzykanko.
Powodzenia jej życz . Będzie jej bardzo potrzebne.
Nie musisz walczyć żeby zwyciężyć , pobić ale po to żeby obronić SIEBIE i dzieci.
Dzieci wymogły na nie prawdę , warto dla nich przeżyć .
A Twoje decyzje finansowe prowadzą Coebie na sam dół .
Oszukała Ciebie - jej wina.
Ale jeżeli Ty dasz siebie wyzyskać - to będzie Twoja wina.
Nie masz siły się chandyczyc - niech się tym zajmie adwokat, przynajmniej do czasu aż dojdziesz do siebie.
Nie daj siÄ™ !
Bo jesteÅ› na drodze do zamieszkania po mostem.
Cytat
Idź do prawnika, przedstaw sytuację, bo miękkie pipy na ogół same sobie komplikują życie a potem płaczą;
Kobieta jest bezwzględna i na haju, jak suczka w rui a Ty tego nie widzisz.
Jesteś pewien, że jak jej wszystko zostawisz to da to dzieciom, czy najpierw siebie ustawi w nowym związku?
Ty jeszcze w tym wszystkim serwujesz jej "łatwy start" na nowej drodze życia zostawiając dom. Ten samochód pewnie jest wspólny i wejdzie w kwestie rozliczenia a auto za kilka lat pójdzie na złom - również niezbyt sprytna zagrywka. Wyprowadziłeś się i płacisz za wynajem, zamiast mieszkać w swoim domu. Jeśli żona chce mieć luz to niech weźmie ten ciężar finansowy także na siebie. Zaoszczędzony czas i energię poświęć na odzyskanie "blasku" - siłownia, hobby.
Przelicz jaki miałeś wkład finansowy w wybudowanie domu i spróbuj wycisnąć z tego jak najwięcej dla siebie. 1/4 domu należy do Ciebie więc przynajmniej w takim zakresie uzyskaj rekompensatę. Dzieci masz prawie dorosłe więc alimenty szybko się skończą. Za jakiś czas gdy wyjdziesz z tego bagna docenisz, że masz środki aby zadbać o swoje potrzeby. Nie myśli obecnymi kategoriami. Ty nie zostawiasz tego domu żonie i dzieciom, Ty zostawiasz go tylko i wyłącznie żonie. Jeśli one go kiedyś odziedziczą, to będzie dopiero za kilkadziesiąt lat i tak będzie spłacony przez nią i mamusię. Nawet jeśli dom jest duży i któreś z dzieci postanowi zamieszkać w nim po studiach z matką, to może dorzucić kilka złotych do utrzymania, nie zbiednieje, przed nimi całe życie. Ty masz już swoje lata i musisz zacząć budować wszystko od zera. Powodzenia
Powodzenia i szukaj swoich jaj i to szybko
Możesz nam wyjaśnić , dlaczego chcesz nagradzać żonę ?
Za co ?
Za oszustwo ?
Rozwalenie rodziny ?
Za traumę dla dzieci - bo rozwód rodziców to zawsze trauma która odbija się na dorosłym życiu .
Dlaczego chcesz ja nagradzać , a siebie ukarać ??:_jezyk
Dziś oczywiście jesteś w bólu i czekasz na zejście ale jak będzie wyglądało Twoje życie za jakiś czas nie wiesz. Abosolutnie nie namawiam Cię do mało etycznych ruchów ale podział majątku nie może być tak jednostronny. Nie masz obowiązku utrzymywać kochanka zony tego czy następnego jak to nie wyjdzie - spójrz na to właśnie z tej perspektywy.
To nie jest metoda, która zwrócisz uwagę swojej zony - kobieta na tym etapie zauroczenia zwyczajnie wyłączyła myślenie i włączyła emocje... nie spodziewaj się ze doceni Twój gest... raczej przekonujesz ją o swojej słabości jak i o tym, ze Ty zrobiłeś coś złego dlatego oddajesz wszystko.
Nie krzywdź siebie i nie ułatwiaj jej życia w nowym związku (nie pisze tez o złośliwościach bo warto mieć klasę ale ważne by dbać również o siebie, o swoją godność).
To ona CiÄ™ zostawia czy Ty jÄ…?
Bo jeśli sobie kogoś znalazła, to Ty zostajesz w domku z jej mamusią i dziećmi, a ona się wyprowadza i zaczyna wszystko od zera skoro uważa; że warto;
Ty sam się prosisz o nokaut po którym nie wstaniesz.
poczytaj jak zadzialał dk1981 (http://www.zdradzeni.info/news.php?re...owstart=30)
Cytat
Proste i skuteczne.
W Twoim przypadku jeszcze jej mamusia straciłaby gdybyś Ty postawił sprawę tak jak dk1981.
Dopóki ona mieszka w domu - Ty nie płacisz za kredyt, a alimenty też jej się nie nalezą, bo mieszkacie wspólnie.
I nie licz na to, że raty będą uznane jako substytut alimentów - jeżeli się postara, to alimenty będziesz musiał zapłacić tak czy tak.
a teraz sytuacja odwrotna :
Jeżeli ona się wyprowadza - to ona płaci alimenty na dzieci.
Nooo chyba że dzieci pojadą za nią do gacha kilkaset km. Ale z tego co piszesz to :
1. dzieci mają swoje lata i mogą same decydować,
2. dzieci potrafią ocenić sytuację
3. z 1) i 2) wynika, że mają już swoje zycie, swoich znajomych i nie będą go porzucały dla sprawienia przyjemności matce.
inny scenariusz - ona wynajmuje mieszkanie w Waszej oklicy :
- Będzie ją stać na wynajem mieszkania w Waszej okolicy i płacenie alimentów ?
Jeżeli nie.... to "ooo cooo chooodzi" z tą Twoją wyprowadzką ?
Bo chyba nie liczy na to, że dzieci porzucą mieszkanie w domu na rzecz skromnego mieszkanka.
Jak pisal Yorik - strzeliłeś sobie tą wyprowadzką w kolano.
Dałeś jej pretekst do rozwodu z Twojej winy.
Ty nie masz obowiązku płacić kredytu na ktorym zyska ona, jej mamuśka i finalnie gach.
Nie oszukuj siebie, ze to "dla dzieci". Bynajmniej.
Nawet nie liznÄ… tego domu.
Wyprowadziłeś się bo myślałeś że dla "dobra dzieci" to żona za tobą poleci????:niemoc Mogę Cię zapewnić że jest zupełnie odwrotnie, Twoja żona to dzieci ma tam gdzie słońce nie dochodzi, a Ciebie za kompletnego du.ka(tak całkiem szczerze to nawet jeszcze gorzej).
Kombinuj jak wrócić do domu i wyłożyć kawę na ławę, a jak teściowa popiera córkę to niech sobie idzie razem z nią ( w moim przypadku było dokładnie tak samo, tylko że ja nie pozwoliłem ani żonie ani teściowej sobie po głowie skakać, jestem od 3 lat po rozwodzie i mieszkam z synem, w mieszkaniu w które się wystarałem, więc się da wyjść na swoje
Komentarz doklejony:
hakaa, ciężko powiedzieć, jak wiesz że coś jest z góry ustalone, to grasz zgodnie z regułami. A nikt nie żeni się, zakłada rodziny, dba o nią, planuje przyszłości z myślą że druga strona rozwali to jak domek z kart.
Nie wiem, czy coś bardziej zaboleć może.
Może tylko to, że okazałeś się po 20 latach małżeństwa zapasowym kołem, jak w moim przypadku.