Anetastp | 00:07:03 |
heniek | 02:36:17 |
Julianaempat... | 04:36:03 |
soighlah | 06:11:44 |
Edek_2 | 06:41:08 |

Witam serdecznie. Moja historia dla innych może wydać się klasyczna. 43 lata wspaniałego małżeństwa.On zawsze zapewniał o wielkiej miłości, ja jej się uczyłam i w końcu pokochałam.Dobra sytuacja materialna, wspólne pasje, podróże, rozmowy, przyjemność przebywania z sobą i nagle grom z jasnego nieba. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Miła sobota. Plany popołudniowego wyjścia i nagle małżonek wychodzi z domu. Sprawy zawodowe wzywają.Jest wyjątkowo nerwowy a ja zaniepokojona. Nie mogę uzyskać odpowiedzi na pytanie o co chodzi. I co się okazuje, mąż 30 letniej kobiety chce się spotkać z moim mężem ( 63 lata) ponieważ przez przypadek przechwycił pendrive z osobliwymi zdjęciami i filmem z ekscesów seksualnych w samochodzie. W tym czasie ja przechwytuję korespondencję i wszystko staje się jasne. Romans ich trwa od 2 lat. Pracują w jednym zakładzie. On na stanowisku ona na początku kariery. Do zdrady pierwszej dochodzi w drodze z imprezy integracyjnej. Potem prośby, błagania, tłumaczenia, kajanie się, propozycja wyjazdu na daleki wschód aby odbudować relacje. Niestety we mnie to tkwi tak mocno, że nie mogę o tym przestać myśleć. Tylko zdradzona osoba wie co to za ból. Nadmieniam ,że należę do atrakcyjnych kobiet i wszędzie bywaliśmy razem. Mąż zawsze był dumny ze mnie. Zadaje sobie do dziś pytanie dlaczego. On odpowiada że uległ pokusie młodej wabiącej go kobiety. A po czterech miesiącach znowu przechwytuję ich korespondencję.Nie mógł znieść ciągłego, jak to nazwał, linczowania. Nie wejdę w szczegóły ponieważ do tej pory boli. Małżonek zostaje wyrzucony z domu z dobytkiem. Wraca po 2 dniach błagając o przyjęcie. Obiecuje wspólne pójście na terapię. Podejmuję ryzyko. Ciężko ale podejmuję. Chodzimy na terapię rodzinną. Nie wygląda to obiecująco ale daliśmy sobie szansę. Nie kocham męża tak jak kiedyś. Poznaję go na nowo a poniekąd jest mi go żal. Terapia uzmysłowiła mi wiele rzeczy. Już nie płaczę, już nie szaleję. Otwieram się na życie i na nowych ludzi. To on dzisiaj się boi jaką decyzję podejmę. Jesteśmy razem ale jest to już inne małżeństwo. Brak zaufania pozostał i już zawsze pozostanie. Chciałabym dowiedzieć się czy komuś udało się odbudować małżeństwo po zdradzie. Czy jest dla nas jakaś szansa. A jeżeli nie to jak można ułożyć sobie wszystko tak aby jeszcze zamiast smutku odczuwać radość.
Chyba trudno powiedzieć mi czy się udało? Kiedy ma sie udać, kiedy to ocenić? Osobiście jestem i udało się - dziś tworzymy związek, jednak jest jakaś większa racjonalność, w której skupiasz się na dziś. Nie snuje planów odnośnie tego co będzie za rok, dwa lata czy piec lat.
Zmiana pewnego myślenia, spadek idealizacji partnera i relacji (to pewnie inne spojrzenie o którym piszesz ). Zmiana myślenia, które powoduje ze nie tkwisz zawieszony pomiędzy tym co się stało a marzeniem o wyidealizowanym jutrze. Ten stan mi osobiście towarzyszył po zdradzie długo ale ta zmiana w myśleniu dała jakaś ulgę. By było jasne pokusy by do tego myślenia wracać pojawiają się zawsze - tu nic nie jest dane raz na zawsze.
Czy jest zaufanie ? Tego chyba w stanie dwudziestolatka już nie da się odbudować - ja przestałem tego oczekiwać, może ułatwia to myślenie, skupienie się na dziś.
Jest wiele pokus podczas odbudowywania - staranie się za druga osobę, błaganie za wszelka cenę, obwinianie za wszystko - ja idealny skrzywdzony bo zadaszony Ty winowajca (brak dostrzeżenia błędów wspólnych narastających przez lata).
Zapomniałbym o podkręcaniu własnego cierpienia.
Pewnie inni forumowicze dorzuca kolejne sugestie.
iwonakra - może to byłoby i najprostsze ale jak na razie nie biorę tego pod uwagę. Czasami myślę o chęci poznania kogoś kto dałby mi miłość a co za tym idzie i inne doznania. Chyba jestem staroświecka i nadal mam zasady. A zrobić to tylko dla zemsty-bez sensu.
To nie jest tez tak ze uda się przeskoczyć w nowa relacje tak od. Ten brak zaufania przekłada się najczęściej na nowe i stare relacje. Musi do wszystkiego minąć tez czas żałoby - czy zostajesz, czy będziesz tworzyć nowe, to czas na opłakanie musi jakiś minąć, trudno od razu być super racjonalnym.
Jeśli dla kogoś rodzina jest dobrem najwyższym a zbłądził gdzieś po drodze, nie będzie żadnym problemem poświęcenie wszystkiego żeby tylko ratować to co się zepsuło swoją głupotą.
Będę kontrowersyjny .
Popatrz, 43 lata dobrego małżeństwa , wspólny spacer przez szmat czasu, tyle lat wspólnego dobrego życia . Nie miałaś zastrzeżeń do jego zachowania, zaangażowania .
Teraz....cóż , trafiło się ślepej kurze ziarnko.
Facet znalazł kogoś przy kim poczuł się tak jak z Toba na początku tej drogi.
Oczywiście , powtórka tego pięknego scenariusza jest nierealna, on zdaje sobie z tego sprawę , ale ...
Dzieci odchowane, dom zbudowany, drzewko zasadzone.
Jakie następne zadanie zaangażuje jego umysł i siły ?
No i jest.
O polowe młodsza , prawi komplementy, sprawdza męskość to poczuł te same wyzwanie co 43 lata wcześniej .
Nie żałuj mu.
Niech ma.
Niech się nacieszy dopóki jeszcze może .
Tobie nic nie grozi, a on przez chwile poczuje się jak młody bóg .
43 lata był dobrym mężem , teraz , kiedy jeszcze "może " ma możliwość na odrobine szaleństwa .
A niech mu tam.
A swoją drogą, to Ty musisz być niezła laska, skoro za Twoim mężem uganiają się o 30 lat młodsze
Ciagle grasz w lidze 30 latek !
Jeżeli twój mąż nie zakochał się w tamtej i nie chce z nią być, to potraktuj może tę jego zdradę jako...czynność fizjologiczną. Starszy pan dostał jedyną w życiu okazję i z niej niestety skorzystał. Może gdy tak pomyślisz o tym to Tobie zrobi się lżej.
Zdrada po tylu latach małżeństwa nie boli wcale mniej, niż po roku czy dwóch.
Zdrada to zdrada, możesz wybaczyć, ale nie musisz.
Jeśli uznasz że nie możesz, albo że nie chcesz... To zwyczajnie, odejdziesz.
Pewnie, że szkoda małżeństwa, szkoda razem przeżytych lat... Ale Ciebie też szkoda. Szkoda Twojego życia i tego, że musisz przez to wszystko przechodzić, po 43 latach bycia dobrą i wierną żoną.
Nie wybaczaj zbyt "miękko", bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Może tylko sprawić, że mąż gdy opadnie w nim strach po "wpadce", zacznie doszukiwać się w swej zdradzie dobrych stron, emocji jakie temu towarzyszyły, a to prosta droga do powtórki z kimś innym.
Bądź mądra...
Niech on się stara, pozwól mu pracować nad odbudowaniem zaufania, ale nie deklaruj zbyt wcześnie odpuszczenia mu winy. W Tobie jeszcze wszystko jest za świeże i może różnie się skończyć.
Teraz bardziej zajmij się sobą niż nim.
Swoimi zainteresowaniami, pasjami, własnymi potrzebami. Niech to wszystko w Tobie uspokoi się, przestanie buzować. Dopiero wtedy będzie można podliczyć właściwie straty i zrobić bilans. Za jakiś czas....
Ja wtedy jakoś bałam się tego czasu, jak pamiętam. Dzisiaj jesteśmy razem cały czas - szczęśliwi.
Jak się upewnilam, że tamto skończone? To była decyzja Mojego Męża. Kochanką była koleżanką z pracy, z którą notabene Mój Mąż nadal razem pracuje. Też miałam słowo. I tak naprawdę tylko to jest wstanie powiedzieć. Bo jak inaczej udowodnić?
Nie ma rzeczy, która zrobiona dla nas dałaby nam 100% pewności, że to już skończone,na pewno nie wtedy, kiedy zaufanie zostało utracone. Ja uwierzyłam i dałam nam szasnę, o którą mnie Mąż poprosił. A potem,to już nasza wspólna praca nad związkiem, pozwoliła nam być tu gdzie teraz jesteśmy. Nie jest to łatwa droga. Ale ja niczego nie żałuję. Nie mam żalu do Męża za zdradę. Już nie.
Komentarz doklejony:
Wiesta* przepraszam za literówkę.
Wiesta, myślę, że miłość do męża może wrócić, ale tylko pod warunkiem, że każdego dnia, każdej godziny będzie ci pokazywał jak bardzo mu przykro, jak będzie pokutował, kajał się i pracował nad tym, żebyś mu wybaczyła.
To Ty jesteś teraz górą i...korzystaj z tego bezwzględnie.
Chyba to zależy od tego kim dla siebie jesteśmy wzajemnie. Nie od tego kim chciałybyśmy żebyśmy byli. Nasze "chcenie" jest już zamkniętą przeszłością. Nie wystarczyło naszym połówkom do zatrzymania pewnych rzeczy tylko dla nas i tego nie cofniemy, tak? Dopóki są uczucia, emocje, które mimo krzywd jakie sobie potrafimy wzajemnie zrobić, nie rozłączają nas do końca, (wzajemnie bo po zdradzie potrafimy my zdradzeni być podli i pięknie to usprawiedliwiać), dopóty mamy szansę. To nie jest biznesplan na najbliższy rok dwa trzy. Jeśli spełnisz pewne warunki, to odniesiesz sukces. To jest domek z kart. Taka prawda. Bo komu się udało? Tym co są ze sobą dziesięć lat zdradzie? A w 11 wszystko szlag trafi? Jasne że bierzemy pod uwagę czynniki różne. Dzieci, kredyty, staż wspomnienia. W ogólnym rozrachunku liczy się tylko jedno. Czy chcemy mimo wszystko obudzić się jutro obok siebie, czy już nie. I wiecie co? Ci co nie znają smaku zdrady też tego nie wiedzą
Wiesta trzymaj się ale chyba czas zweryfikował i dał odpowiedzi.
Komentarz doklejony:
Chciałabym tylko dodać, ze jest tu mnóstwo ludzi z którymi możesz porozmawiać. Którzy Cię zrozumieją ,bo przeszli coś takiego jak ty , lub zbliżonego. Pisz do nas , to tez jest jakaś forma terapii i wsparcia. Trzymaj się.
Nie zamartwiaj się tym wszystkim, sytuacji nie zmienisz ,. Dobrze ze wiesz ,że nie będziesz dalej żyła oszukiwana. Wiadomo , że to co cię czeka będzie trudne. ja bardzo obawiam się samotności w chorobie , bo wiadomo że w tym wieku zycia już sobie nie ułożę. Być może, mimo wszystko, zdecyduję się na rozwód, aby mieć już święty spokój. Jestem tym wszystkim śmiertelnie zmęczona.
Wiesto, wytrzymaj, przeczekaj. Jestem tego samego zdania co Binka powyżej. najbardziej go zaskoczysz brakiem kontaktu. Nie dzwoń , nie rozmawiaj, jeśli już to na neutralnym gruncie , poza domem - w kawiarni , restauracji. Nie jesteś winna, zrobiłaś wszystko , co mogłaś, to on nawalił. A on szybko otrzeźwieje, myślę że zrozumie co zrobił i w jakim jest miejscu. I przypełznie na kolanach. Zapomniał ,że ma ponad sześćdziesiątkę na karku i że młódki nie poświęcą mu swojego życia. On chce straszyć Ciebie , kiedy Ty jesteś teraz górą i od ciebie zależy jego dalszy los.? A jeśli nie przypełznie , to może nawet i lepiej . Łatwiej Ci będzie decydować , bo wiesz już z kim masz do czynienia .
Myślę, że teraz spokój szybciej u Ciebie zagości - nie będziesz się zastanawiała czy mają ze sobą kontakt czy nie - te myśli są okropne.
Ten czas -to jest Twój czas.
Trzymam kciuki byś jak najszybciej odzyskała równowagę.
Pozdrawiam serdecznie.
Cytat
Wyobraź sobie, że są, tylko czy Wy szanowne panie jesteście naprawdę takimi zainteresowane? Przecież większość kobiet woli oswojonego chuligana niż ciepłokluchego misia.
Komentarz doklejony:
Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że misie...częściej zdradzają niż chuligani.
Mam podobną sytuację. Czekam na termin rozprawy. Wybaczyłaś? Wrócił?
Komentarz doklejony:
Młodababcia. Możesz napisać prywatną wiadomość.
Ja w rozpaczy daję mu szansę pod warunkiem zerwania kontaktów i wspólnej terapii. On po rozmowie z tamtą informuje, że zrywają (zawieszają?) kontakty na 2 miesiące - dla mnie to kolejny policzek i dowód na brak chęci naprawy naszego związku. Nie widzę żadnej skruchy w jego zachowaniu, nawet najmarniejszego przepraszam. Miotam się, jutro idziemy na pierwszą wizytę u terapeuty...
Cytat
To akurat nie jest prawdą.
Czas nie ma właściwości uzdrawiających. Nie od czasu a od nas zależy, jak go wykorzystujemy i jakie procesy w nas zachodzą np. czy do końca życia jako ofiara losu w żałobie pozostajemy czy traumę przepracowujemy.
Cytat
Naprawdę przepiękna demagogia
Chyba jednak bardziej pokazuje jak są skonstruowane kobiety, oprócz tych niezainteresowanych oczywiście (najczęściej swoimi mężami), bo wtedy nie kuszą