Anetastp | 00:38:06 |
heniek | 03:07:20 |
Julianaempat... | 05:07:06 |
soighlah | 06:42:47 |
Edek_2 | 07:12:11 |

Wiadomo nie znalazłam się w tym miejscu z czystego przypadku.
Witajcie jestem kobietą zdradzoną (chodź milej było by mi witać się w innych okolicznościach, no cóż stało się...)
A stało się to w poniedziałek (pieprzone spolecznosciowki i fb ). Odkryłam wiadomości męża z laska z którą pracowali swego czasu razem, treść wiadomości no cóż...napiszę tak, brakowało mi tylko popcornu bo nie wierzyłam, że mój mąż zna takie teksty, przecierałam oczy ze zdumienia. Po moim powrocie z pracy do domu istny cyrk, miał godzinę na spakowanie się i aut. Oczywiście prosił, błagał, ale w tamtym czasie myślałam, że go dosłownie zabije. Mamy dzieci. Małe dzieci (12-lat i 6-lat). Od tamtej pory bywa w domu codziennie (jest u dzieci) za każdym razem prosi, przeprasza, błaga, kaja się, zapewnia że kocha, że nigdy więcej, że tylko ja i nikt inny, płacze, a nawet klęczy.
Wiecie co... ja od poniedziałku nie jem, nie śpię...mój świat dosłownie prysł, coś co wydawało mi się nie do ruszenia, coś co było mega mocne i trwałe okazało się zwykłą iluzją, mrzonką, mydlana bańką. I tak kocham go, bo przecież nie przestaje się kogoś kochać ot tak sobie, to się boję cholernie się boję, bo to diaska zawsze zdrada kojarzyła mi się z winą obydwojga małżonków, a robiąc przez ostatnie nieprzespane noce mój rachunek wyszło mi, że ja byłam za dobra, poprostu skubany miał wszystko podane na tacy (wszystko).
Mam totalny mętlik w głowie i najgorsze są te noce gdzie proszki nasenne dają sen tylko na max 4 h i te myśli od których wariuje. Dobrze, że są dzieci, dzięki nim mam siłę funkcjonować, rano zwlec się z łóżka i iść do pracy, która też stała się moim ukojeniem.
Podpowiedzcie mi...bedzie lepiej? Wiem, że to jest jest kwestia indywidualna...ale sami wiecie dobra rada, lub dobre słowo, każde słowo...to jest dużo (nikomu o tym nie mówiłam).
murka Dodane dnia 09-02-2018 22:34
Będzie. Lepiej niż dziś będzie na pewno. Lepiej niż przed poniedziałkiem? Nie wiem. smiley
Adam2012 Dodane dnia 10-02-2018 01:03
Devi.
Będzie lepiej. Nie jesteś pierwsza skrzywdzona przez męża i nie ostatnia. Wszyscy (może prawie wszyscy) przez to przechodziliśmy i żyjemy. Lepiej, gorzej, różnie ale ...czas goi rany. Sen po kilka godzin dziennie to też nic dziwnego w zaistniałej sytuacji. I te myśli chodzące ciągle po głowie...Masz dzieci, więc masz wielką motywację żeby żyć. Musisz żyć dla nich. Dasz radę.
smiley
dirty Dodane dnia 10-02-2018 17:25
Czy Ty podjelas decyzje? Czy to był impuls ? W jakim kierunku chcesz iść? Ta zdrada to koniec i nie ma dyskusji czy jednak dopuszczasz danie mu szansy?
Każda decyzja ma swoje konsekwencje i generalnie nie ma się co oszukiwać będzie bolało czy odjedziesz czy zistaniesz. Pewnie droga próby niesie za sobą więcej wyrzeczeń ... ale warto dać sobie czas bo nie musisz teraz niczego obiecywać i deklarować.
devi dnia luty 12 2018 14:18:50
Od tego zdarzenia minął tydzień. W dniu wczorajszym, po całym nieprzespanym tygodniu, nie możliwości jedzenia, wylanych łzach, złości oraz bezsilności, oraz jego błaganiach, kajaniach się i jego obietnicach...pozwoliłam mu wrócić do domu. Nie wiem czy postąpiłam dobrze, czy źle. Czuję się, że jestem w lekkim zawieszeniu, w takiej próżni. Całe to wydarzenie zmieniło mnie. Jestem inna. I teraz siedząc i pisząc to, zastanawiając się czy zrobiłam krok w przód, czy w tył...nie wiem, najnormalniej nie wiem. Na dziś dzień czuję smutek. Nie czuję już złości, lecz smutek, taki w sobie wewnętrzny smutek.
mnie ten smutek łapie do dziś. wiele lat upłynęło, zanim się dowiedziałam, a potrafi zaboleć dzisiaj też. Nie było nam to potrzebne, Tobie też nie Po reakcji sądząc Twojemu mężowi również.
Czy gdybyś się nie dowiedziała to zabawa Twojego męża trwałaby dalej? Czy znalazłaś coś co świadczy o tym że się zorientował że nie chce w to brnąć? Czy tylko dlatego, że złapałaś za rękę przypomniał sobie że mu na Tobie zależy? To po pewnym czasie stanie się dla Ciebie ważne, w tej chwili nie myśl o tym czy idziesz do przodu czy się cofasz... To nie jest ważne w tej chwili. Masz do tego prawo.
Bedzie lepiej. Naprawde,kazdy dzien zbliza Cie jakos do ukojenia tego co teraz,ktos kiedys gdzies pisal ze czas nie leczy,ale ja wierze w to ze czas leczy rany. Czas oddala bol, stopniowo staje sie coraz mniejszy,bo inne sprawy,problemy beda wazniejsze. Daj sobie szczegolne wsparcie,sama sobie. Bardzo pomaga nasz forumowy czat,szczegolnie na poczatku,bo daje duzo wsparcia i przede wszystkim oderwanie mysli. Nie przestrasz sie ze ludzie tam zartuja, smieja sie. Ty tez bedziesz i trzymam za Ciebie kciuki mocno, bo bylam w tej samej prawie sytuacji wlasnie rok temu.
Co moge dzisiaj powiedziec? Uplywajacy czas zaciera bol.
U Ciebie maz wyraza skruche i zal,zaluje, przeprasza. To dobry znak,tak sie powinien zachowywac facet po zdradzie. Moj udawal ze nic sie nie stalo i ze to co widze to nieprawda, dlatego juz prawie po rozwodzie. U Ciebie jest nadzieja ze jeszcze wszystko poskladanie, jesli tylko bedziesz chciala to zrobic dla siebie.
Pozdrawiam:cacy
Co to znaczy ?
Ze chcesz próbować zdiagnozować Wasze problemy, bo przecież zdrada jest skutkiem czegoś...
ze następnie chcesz dać szanse ? By dać szanse Wam wymaga to dużej ilości pracy a pokus nie brakuje: pokusa skupiania się na swoim bólu i rozdrapywaniu ran; pokusa dowalanie i wbijania szpil bo zasłużył; pokusa obwiniania wyłącznie zdradzająca osobę ze problemy związku; postawa księżniczki przeproszaj mnie; pokusa zakopania wszystkiego pod dywan bo ładnie przeprosił, były kwiaty, seks, nowa torebka, wakacje na Karaibach...
Świadomie skupiam się na Twoich pokusach bo realnie masz wpływ wyłącznie na siebie, a realny bol który odczuwasz (znam jego smak) wskazuje również różne zakręty.
Jego praca jeśli będzie to droga diagnozowania, przyznania się do winy, naprawiania, proszenie o przebaczenie i ponoszenie konsekwencji (choćby faktu Twojego cierpienia, braku ufności, czy jednak pokus których zupełnie do zera nie da się usunąć).
To po krotce jakaś propozycja by ogarnac ten bałagan i wyszło coś z tego pozytywnego - choć by tak się stało musi tez poza ta praca, zamazaniem upłynąć wiele czasu.
To co to zejście znaczy?
Cytat
Przechodzisz pewien etap po zdradzie, bo jest ich... czasami kilka, czasami kilkanaście. Ty teraz, po złości, eksplozji emocji, wpadłas w stan smutku po utraconej miłości.
Dotarło do Ciebie, że żyłas dotąd w swego rodzaju iluzji, jak w filmie. Zdawało Ci się, że znasz zakończenie. Okazalo się, że niekonieniecznie
Pozwoliłas wrócić męzowi, bo jeszcze działa ten fluid związku bez skazy. Chcesz, by sen trwał nadal...
Tylko to już nie ten sam film i nie ten sen. Wszystko się zmieniło..
Już wiesz, że Twój doskonały, wspanialy mąż i ojciec, ma wady ktorych nie jesteś w stanie zaakceptować.
Teraz dopadł Cię moment, w którym na Twoich barkach spoczął los waszego związku. Musisz się ogarnąć na tyle, by odpowiedzieć sobie na kilka pytań; Np. czy jesteś w stanie żyć dalej z nim, skoro Cię zawiódł i upokorzył? Nie mowię o zaufaniu, bo ono może nigdy już nie powrócić, niezależnie od tego ile wysiłku w odbudowanie go włoży Twój mąż. Już nic nigdy nie będzie takie samo.
Od teraz Twoje życie z nim przypominać będzie siedzenie na beczce prochu; Lont został odpalony, kiedy beczka wybuchnie?... Możliwe, że z błachego i nieistotnego powodu.
Twój mąż teraz płacze i się kaja.. A co, gdybyś nigdy nie znalazła jego kwiecistej korespondencji z innymi damami? Dalej by się bawił w Casanovę ? Pewnie tak.
Na te wszystkie pytania musisz sobie sama odpowiedzieć i to w krótkim czasie.
Na razie nic nie musisz... Nie muszisz wybaczać, nie musisz wykładać deklaracji, nic nie musisz. Mąż zwolnił Cię swoją zdradą ze wszystkich Twoich powinności wobec niego. Daj sobie czas i dobrze go spożytkuj. Ochłoń, oddal się od niego na tyle, by mieć szersza perspektywę. Nie daklaruj się i nie "wybaczaj", potrzebujesz czasu. Ile? Tego nikt nie wie, a już na pewno nie Ty. Jeszcze wszystko może się stać i możesz podjąc każdą decyzję. Dobrze, aby Twój mąż otrzymał od Ciebie w tej kwestii jasy komunikat.
Pozdrawiam i trzymaj się.
Cytat
Wybacz Myśląca ale nie zgodzę się. Los ich związku zależy jednak teraz bardziej od męża Devi....to na nim spoczywa obowiązek "udowodnienia" że ten romans był ogromnym błędem....i chce odbudować to co tak łatwo zamienił w pył. Nie ma sensu robienia z Devi cierpiętnicy za nie swoje błędy, i zrzucaniu na niej ciężaru dalszego funkcjonowania (bądź nie) związku.
Cytat
Oko za oko, ząb za ząb?
Wiem że mąż Devi sprzeniewierzył się przysiędze małżeńskiej
"... i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci."
Ale czy nie zasługuje na szansę?
"...kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem...r1;
Jak napisałem wcześniej podzielam pogląd dirty-ego. Zdrada męża Devi MOGŁA BYĆ skutkiem problemów między wami....moim zdaniem warto się nad tym pochylić.....w swoim czasie.
Co do Twoich odczuć Devi to zapewne większość z nas mogła by napisać książkę na temat tego swoistego chaosu który ma się w głowie....i chyba to na początku jest najtrudniejsze. Uporządkować myśli. Stanąć trochę na nogi. Inni robią to trochę szybciej...drudzy zaś wolniej- bardzo indywidualna sprawa w której jest wiele zmiennych mających na nią wpływ.
Moim zdaniem to że wrócił....i przede wszystkim pozwoliłaś mu na to dobrze rokuje....czas pokaże jak będzie dalej.
Z jednym zdaniem Myślącej się zgodzę
Cytat
Także trzymaj się Devi.
Cytat
W jednymk wypadku masz rację; Gdyby Devi miala obowiązek wybaczyć mężowi, gdy ten zrobi dużo w tym kierunku. Jednak to chyba nie jest takie proste? Zahaczam o to, że nie każde małżeństweo po zdradzie da się uratować, nawet mimo szczerych chęci obu stron.
Nie robię też z Devi cierpiętnicy, tylko namawiam do głębszego wejrzenia w siebie, w jej uczucia do męża po tym, czego od niego doświadczyła. A to wymaga czasu i przepracowania, zwłaszcza swoich emocji.
Cytat
Moim zdaniem to o niczym nie świadczy, przynajmniej na razie. Może tylko o tym, że mąż przyłapany na zdradzie chce i robi co się da, aby mu się upiekło.
Także postawa Devi nie jest jednoznaczna, bo sama mowi o tym, że ma mętlik w głowie i nie jest pewna słusznosci swojej decyzji.
Tym bardziej, że (znów to slowa Devi) nie mieli zadnych problemów przed zdradą, przynajmniej takich, które byłyby widoczne dla niej czy sygnalizowane przez męża. Tutaj akurat nie chce się wdawać w dyskusję o tym, kiedy zaczynają się problemy w związku, uswiadomione lub nie. Jednak czasami zdrada nie wynika z problemów, a z zupełnie innych powodow, na które zdradzony nie ma większego wpływu, lub nie ma go wcale. Czyli krótko; nie zgadzam się z tezą, że każda zdrada wypływa z problemów w zwiazku, choć zdecydowana większość jednak takie ma podłoże. Jest to temat rzeka i można dyskutować w nieskończoność, a tego nikt nie chce, przynajmniej w tym watku.
Cytat
Niczego takiego nie napisałam, choć przy okazji: Czy każdy ma obowiązek nadstawiać drugi policzek, gdy dostal wystarczajaco silny cios za pierwszym razem i boli tak, że trudno go zapomnieć?
Carlos, zrobiłes bardzo dogłębna analizę mojego wpisu, ale nie był on skierowany do Ciebie, tylko do Devi. Kierowałam się w nim tym, co czułam czytając jej post, nie Twój, więc siłą rzeczy możesz się z nim nie zgodzić i mieć inne zdanie. Trudno, żebyśmy po tym, co każdy z nas przeszedł, mieli jak jeden mąż jedno stanowisko i jedną pod sznurek opinię o tym, jak żyć "po". Każdy z nas swój dramat przeżył po swojemu i inaczej dziś patrzy na wiele spraw.
Będzie dobrze, jesli autorka przeczyta kilka różnych rad, czasem też bardzo odmiennych od siebie i wybierze dla siebie te, które sama uzna za pomocne jej w sytuacji, w ktorej się znalazla. Ona wie pewnie najlepiej to wszystko, czego my tylko się niestety domyslamy pisząc swoje rady.
Osobiście życzę jak najlepiej Devi, także w kwestii wybaczania. Tylko wiem, że wszystko ma swoją cenę, czasem zbyt wysoką, by ją zapłacić bez szkody dla siebie na przyszlość. Nie jestem w tym temacie hurrra optymistką.
To tyle
Pozdrawiam i trzymaj się ciepło Carlos.
Ale po kolei.
msz post tytułowy został napisany tydzień temu, było to bardzo świeże. To był okres tych nieprzespanych nocy, tych nocy o których nawet teraz gdy je wspominam jest mi po prostu źle. Szukałam różnych odpowiedzi gdziekolwiek. Wiem, głupia jestem, bo przecież w internecie można znaleźć wszystko i nic. Trafiłam i TU czytałam niektóre Wasze opisy, odczucia, doświadczenia. I któregoś wieczora czułam potrzebę, że muszę to wywalić, poczułam, że to miejsce jest odpowiednie, w końcu tu są ludzie w podobnych sytuacjach lepszych lub gorszych, lecz podobnych. Ci którzy stoją po jednej i po drugiej stronie barykady. Ale zmierzając do Twojego wpisu, tak, jasne w sobotę wzięłam wino, poszłam do znajomej (ufam jej i zna nas obydwoje), wywaliłam to z siebie (2 butelki wina + picie na smutno = kolejne życiowe doświadczenie, którego nigdy więcej nie chce). Tak, zrobiło mi się lepiej, takie oczyszczenie, pozbycie się żółci która przez 6 dni ulewała się ze mnie. Nie wydaje mi się abym trąbiła "o tym" na prawo i lewo. Jestem z natury bardzo skrytą osobą, nie lubię rozmawiać o sobie (dziwne prawda? że internet daje taką śmiałość, tą anonimowość).
dirty "sprowadził się" czyli wrócił do domu (wiem, niby oczywiste, a jednak to co wydaje się być czymś prostym, jest najbardziej skomplikowane). Tylko wiesz co? To już nie jest to samo, dla mnie całe to wydarzenie, to doświadczenie bardzo mnie zmieniło. Stało się coś, co całkowicie zmieniło moje podejście do wszystkiego, do mnie samej oczywiście również. Zauważyłam, że stałam się obojętna, smutna, czuję się jak bym tkwiła w próżni. Jakbym stała z boku i obserwowała. Była obserwatorem, a nie uczestnikiem. Najgorsza jest moja niewiedza. Kurcze, ja dosłownie nie wiem nic. Zawsze byłam osobą ogarniającą, uśmiechniętą, zaradną i gdy wywalali mnie drzwiami to po cichaczu wślizgiwałam się oknem...a teraz? Teraz ta niewiedza i te niewiadome powodują, że ja głupieje. Wrócił w niedzielę, mamy dziś wtorek...to są tylko 2 dni (tylko czy aż?) a ja nie potrafię, po prostu nie potrafię przejść do porządku dziennego. Bo do diaska, przecież stało się, zrobił ze mnie kaktusa, osobę która ma w sobie multum większych i mniejszych kolców. Od 17 lat jesteśmy razem z czego 13 lat po ślubie, przez ten czas budowaliśmy sobie tą wieżę (nasz związek, nas) jasne, nie każdy klocek pasował, co niektóry miał jakieś braki i nie każdy był idealny, lecz wspólnie dążyliśmy do tego aby ona stała na mocnym gruncie, ciągle ją budując. I co? I jebut! Jednego dnia budzisz się rano, dajecie sobie buziaka rano przed wyjściem do pracy (jak co dzień), a za godzinę czasu tego nie ma. Okazuje się, że to wszystko jest wyimaginowane. To boli, właśnie to boli, że żyjesz z kimś, kogo wydaje Ci się, że znasz, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic.
Piszesz o rzeczach materialnych. Czy w nich jest sens? Nie. Bycie z kimś (dla mnie) jest bezwarunkowe. To jest ta bezwarunkowa miłość. To zjednoczenie dusz, to poczucie bezpieczeństwa, to bycie ze sobą ponadto, to są gesty, to są błahostki, to jest pielęgnowanie siebie nawzajem, podlewanie wspólnej roślinki jaką jest związek, aby ona nie zwiędła, aby nie uschła. I na bank tu nie chodzi o prezenty. Nigdy nie ruszały mnie wybujałe prezenty, po prostu nie lubię ich. I gdyby on mi teraz stanął z tym biletem na Karaiby, trzymając w drugiej dłoni nową torebkę, wyśmiałabym go i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Między nami psuło się od 2 lat. Od 2 lat zaczęłam od niego czuć obojętność. Wiecie jak to jest? Na bank znacie to uczucie. Przez dwa lata rozmawiałam z nim o tym, mówiłam mu, że nie jestem szczęśliwa. Że między nami się coś wypala. Że on się poddaje. Że nie walczy o mnie, o siebie o nas. Przez dwa lata wszystko sama kleiłam, sama próbowałam aby to trwało, abyśmy my trwali. Ok. 1,5 roku temu pierwszy raz odkryłam wiadomości tej dziewczyny do niego, gdzie pisała mu, że za nim tęskni. Był wkurw mega wielki. Ale oczywiście co? Powiedział, że nie...że to ona chce i ona w ogóle go nie interesuje i przecież on kocha tylko mnie, no i oczywiście abym się nie martwiła, ze to tylko taka tam koleżanka z pracy. I teraz analizując przez ostatnie dni to wszystko, ja nie wiem ile to trwało, czy miesiąc, czy dwa (tak jak on to mówi) czy rok, czy dwa (czyli od momentu kiedy między nami zaczęło się psuć). Mój mąż zaczął bawić się w Kolumba i zaczął odkrywać nowe lądy. Nowa świeżość, nowe to "coś". Wczoraj gdy rozmawialiśmy (tak, teraz rozmawiamy bardzo dużo) powiedziałam mu, że nie dawał mi żadnego sygnału, ani tym bardziej nie powiedział mi wprost że tego właśnie chce. Że tego właśnie oczekuje. Że za tym właśnie tęskni. Tym bardziej, że za każdym razem, gdy sama otrzymywałam różne propozycje, na bieżąco mu o tym opowiadałam. Wiecie tak z uśmiechem, że o przyszedł i sobie pomyślał ktoś tam, że może coś tam, a jednak nie może. Kurde przecież każdy ma swój kręgosłup moralny.
A nasze zejście co znaczy? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Może będę w stanie odpowiedzieć Ci na to pytanie za kilka dni, za jakiś czas. Dziś nie umiem, przepraszam.
Myslaca widzisz nikt nie jest idealny, bo nie o ideały chodzi. Nie interesuje mnie życie przewidywalne i nudne (ideały z tym własne mi się mocno kojarzą z przewidywalnością i nudą) to tak masz rację, on nawalił, na całej linii nawalił. Rozwalił mój świat w drobny maczek.
Dokładnie, masz rację, identycznie mu powiedziałam. Gdybym ja o tym się nie dowiedziała, mogło by to trwać jeszcze bardzo długo. Bo nie było momentu w którym on sam któregoś pięknego dnia wrócił do domu, spojrzał na mnie i sam w duchu powiedział sobie "kurde co ja robię? mam żonę, dzieci, po co mi to?" nie, nie było tak. On w to wchodził całym sobą. Skreślił nasze małżeństwo w momencie kiedy zaczął z nią regularnie pisać i nie była to wymiana zdań typu: co u Ciebie? W tej poniedziałkowej rozmowie ona opisywała mu swój sen erotyczny z nim w roli głównej (domyślcie się jego i jej tekstów). A bo nie wiecie...ich relacja nie zakończyła się na wymianie wiadomości, całowali się. Tyle wiem od niego. Czy to jest prawdą, czy poszli dalej, nie wiem. Jedno jest pewne on się nie ocknął i nawet jeśli się ze sobą nie przespali to wnioskując po treści tej poniedziałkowej wiadomości, do tego by doszło wcześniej czy później. Chce jeszcze zaznaczyć, że gdy pisałam post pisząc w nim, że chłopak miał wszystko, tyczyło się to również alkowy, tu również miał wszystko...
carlos widzisz, zawsze uważałam, że jeśli małżonkowie, partnerzy zaczynają się zdradzać, jest to wina obydwojga. I tak ciągle tak myślę. W końcu kij ma dwa końce, prawda? Tylko hmm, jakoś nie potrafię, nie umiem tego znaleźć w sobie. Nie chce tu wyjść na jakąś nieskazitelną matkę polkę, bo nią nie jestem (oj nie). To moimi jedynym mankamentem było poświęcenie się, poświęcenie się jemu, dzieciom. Zatracenie się im tak na 200%, porzucając swoje "ja" po drodze. Wszystko robiłam dla nich, nic dla siebie. I najwidoczniej wbiłam go w poczucie świadomości, że on może wszystko, nawet bawić się w Kolumba i w odkrywanie tych nowych lądów. To też jest złe. Wiem to. Tylko widzicie, jeśli dwie osoby się kochają, to to jest takie naturalne, dziś widzę, że ja kochałam bardziej. On zawsze wykręcał się pracą, czy czymś tam innym. Kiedyś mu powiedziałam, że jeśli są dwie osoby i jedna tylko walczy, a druga jest bierna i tylko bierze to z tego nic nie będzie...i co on z tym zrobił? Właśnie to co zrobił...odkrył nowy ląd.
Masz rację, że jesli dochodzi do zdrady, to winę ponoszą obydwie strony, tylko czy na pewno? Nie ma ideałów, kazdy zwiazek z czasem napotyka trudności, mniejsze lub większe, ale każdy. Czy wtedy jedynym rozwiązaniem jest zdrada? Czy tylko zdradą można dać odpowiedź drugiej stronie, że przestaje się być szczęśliwym? Czyba nie, choć można zdradą wytłumaczyć sobie wszstko; zdradziłem, bo druga strona była niedobra, albo za dobra, za dużo mówiła, albo za mało, była zbyt troskliwa, albo nie troszczyła się wcale, itp. itd.
Nie szukaj winy w sobie, bo tylko popadniesz w jeszcze głębszy kryzys i depresję. Przyjdzie na to czas. Spróbuj też nie obwiniać w czambuł męża, zdobądź się na oderwanie od tego wszystkiego. Wiem, że to łatwo mówić, ale jesli nie nabierzesz dystansu, to nie ocenisz dobrze ani siebie, ani jego.
Dlatego pisałam o odsunięciu się od niego, nie wałkowaniu tematu, nie prowokowania jego kajania się i przepraszania Ciebie. To już niczego nie zmieni, nie spowoduje, że tamto zniknie i w realu i w Twojej głowie.
Teraz musisz sama ze sobą dojść do ładu, ocenić czy stać Cię na wybaczenie, zbudowanie od nowa relacji z mężem, teraz już innej, bo bardziej świadomej braków jakie w nim odkryłaś.
Na to potrzeba czasu i spokoju. Łatwo nie będzie, ale jest to możliwe. Tylko myśl teraz bardziej o sobie, a nie o tym by znów się poświęcać. Nie myl wciąz kilku rzeczy, w tym ciągłego dawania z siebie 200% ze szczęsciem drugiej strony. Jak widzisz, nie zawsze w związku dostaje się tyle ile się daje. Cała sztuka umieć to przeliczyć i nie dopuszczać by saldo było niekorzystne.
Trochę czasu potrzebujesz, by ochłonąć. Tymczasem pisz. Jak widzisz, Twoje problemy nie pozostają bez echa i nie jesteś z nimi sama.
:cacy
Chcę żebyś wiedziała, że chociaż mnie nie znasz zrozumiem każdą Twoją decyzję i będę kibicował Tobie bądź jak wybierzesz Twojej Drużynie - bo tym powinno być małżeństwo...pozdrawiam
Wychodzi na to, że jeszcze nie wiesz wszystkiego. Jeszcze nie było bezwarunkowego przyznania się do wszystkiego (być może nie będzie). Mam nadzieję że masz 100% pewność o tym, że romans się skończył.
Gdy pisałem o pokusach to jedną z nich było kupienie spokoju sprawami materialnymi. Te pokusy to stan w jaki wpadamy gdy zostaniemy skrzywdzeni poprzez zdradę i one utrudniają budowanie. To takie małe ostrzeżenie, które mimo że to początkowy etap (najbardziej bolesny i emocjonalny) już mają duże znaczenie. To na tym etapie popełniamy najwięcej błędów bo jesteśmy słabi, zranieni...
Na razie ogarniaj się po szoku, Twój świat się rozwalił (nawet jeśli był światem iluzji, wyobrażeń, marzeń) to potrzebujesz chwili by te najgorsze emocje opadły. Daj sobie czas na żałobę...
To co warto jednak zrobić teraz: to zsykaj pewności, że to koniec? odrzuć ideały, że się kaja i płaczę, sprawdź dla siebie (nie wiesz czy to tylko skok w bok czy długotrwały romans, jednak jak ktoś piszę półtora roku to budował już inny nowy wirtualny bądź realno / wirtualny świat). Może sam być rozerwany czego chce tak naprawdę. Lepiej rozczarować się teraz niż sklejać się za pół roku jak uwierzysz, że już ponownie jest piękniej.
Co do Waszych błędów... hm.. pewnie fakt, jak się jeszcze tak gotuje, trudno to analizować tak od razu... on jeszcze nie ma prawa głosu (wiadomo zawinił i teraz nawet racjonalne głosy zostaną zbite) ale ten moment nastąpi, powinien i to będzie proces... czy to, że widziałaś problem oddalania czyni, że jesteśmy mniej winni... (też mam to na sumieniu to widzenie i sygnalizowanie)?
Na siłę nikogo nie zmienimy nie zmusimy - to fakt... ale czemu się oddaliście, czemu mimo, że widziałaś stać Cię było wyłącznie na sygnały (czy można było zrobić coś więcej), przecież oddalanie to pierwszy sygnał rozpadu - który zawsze w dłuższej perspektywie prowadzi do trzeciej osoby do pary. Odpowiedź na to pytanie to dobrze by był proces Waszych rozmów... wielu poszukiwań i wniosków...
Był taki moment, gdzie wzięłam tą całą winę na siebie. Ale z drugiej strony w imię czego? Aby go wybielić? I tak szczerze powiedziawszy, już bardziej pasowałoby i ja miałam o wiele więcej ku temu powodów, abym zrobiła TO ja. Abym to ja poczuła ten dreszczyk.....tylko nigdy nie było mi to do niczego potrzebne, bo przecież w domu miałam kochającego męża.
msz, nie zrozumiałeś mnie. Pisząc, że jestem osobą skrytą, nie chodziło mi o to, że jestem cichą spokojną myszką siedzącą w kącie i bojącą się z niej wystawić noska, aby po nim nie dostać. Mój sposób pisania bardzo mocno mnie odzwierciedla, to ja, taka jestem. A to jak pisze i jakich słów używam i jak je dobieram, to moje myśli, które mnie tworzą. Pisząc, że jestem skryta, miałam na myśli, że nie obnoszę się z moimi problemami życiowymi, na swoimi koncie troszkę ich mam. I idealnie wiem, że tylko zaufane osoby są Ci w stanie pomóc. A czasami dusisz coś w zalążku. Więc w tym kontekście, napisałam to stwierdzenie, że jestem skrytą osobą.
Widzisz, też zawsze uważałam, jak Ty, że zdrada to zdrada. I nie ma szans, nie przebaczę, i pozamiatane, po związku, po małżeństwie. I co? I w momencie kiedy stajesz w takiej sytuacji, to co myślałeś, to jak uważałeś jak postąpisz nijak się ma z Twoimi poglądami i dotychczasowym spojrzeniem na świat. Jak to mawiają, teoria z praktyką nie idą w parze. Tak samo jest ze mną teraz. Ja nie wybaczyłam, ale pomimo tego co on zrobił, pomimo tego że wywaliłam go z domu, pozwoliłam mu do tego domu wrócić. I ja mu na chwilę obecną tego nie zapomniałam, ba! ja mu tego nigdy nie zapomnę (mam za dobrą pamięć), poza tym jestem kobietą, a wiadomo jakie są kobiety, od cholery i one już dzielą włos na czworo, tak samo jest ze mną. Mieszkamy razem. Rozmawiamy. Próbujemy dojść do podstaw gdzie to wszystko zaczęło się psuć. Tak, wziął całą winę na siebie, mówi że jest głupi. Że mając mnie, szukał nie wie czego. No ale znalazł. Znalazła go ona, i tak go urobiła, że dał się złamać. Tylko gdyby kochał tak jak teraz mnie o tym zapewnia....nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. To są wybory, to są pokusy. Albo z nich korzystasz i żyjesz ze świadomością upokorzenia siebie i całego swojego dotychczasowego życia. Albo nie korzystasz i żyjesz w zgodzie ze sobą.
Obłęd, co nie? Totalny mętlik.
Komentarz doklejony:
dirty, tak masz rację. Podczas tego oddalania się zapalało mi się czerwone światło, gdy widziałam jego obojętność, jego wycofanie. To gdy mówiąc do niego o na o naszym związku on siedział patrzył na mnie i nie mówił nic, kompletnie nic. Tylko po moim mówieniu tego tego i tamtego, on zawsze mi mówił, powtarzał jak mantrę "tak masz rację, zmienię się". A ja co? A ja głupia wierzyłam, że on to zrobi. Dwa lata dawałam się mamić, karmić tym jego "tak masz rację", a oprócz tego nie mówił nic. Godziłam się na to. Wiem o tym. Jednakże wierzyłam, a może bardziej chciałam wierzyć, że to nastąpi, kiedyś nastąpi. Tymczasem, on odpychając mnie powtarzając stały tekst, który stał się dla mnie niczym jak lek kaszel, angażował się w nową znajomość.
Cytat
I to całe sedno! Nie wybaczyłas, nie wiadomo czy kiedykolwiek wybaczysz, czy zapomnisz.
Na to potrzba czasu, abyś umiała się z tym pogodzić i zaakceptować. Były już takie przypadki na forum, że para się schodziła, próbowali coś razem zbudować i po roku dziewczyna doszła do wniosku, że to nie ma sensu! Że męczy się i nie umie żyć ze swoim mężem po tym wszystkim, choć mąż ponoć starał się bardzo. Dopiero po roku poukładała to w sobie na tyle, żeby wiedzieć czego naprawdę chce.
Dlatego piszę do Ciebie o czasie, którego na pewno potrzebujesz, nie unikniesz tego. Dziś masz w głowie kociokwik, jak każdy któremu z dnia na dzień zawalił się świat. :niemoc
Cytat
msz....
Bardzo mądre słowa.
Podpisuję się pod nimi obiema rękami.
Cytat
Moim zdaniem nigdy nie ma obowiązku wybaczania....ale rozumiem Twój Myśląca skrót myślowy.
Cytat
Ależ oczywiście- jestem tego doskonałym przykładem
Cytat
Jak sama Myśląca piszesz na to potrzeba czasu. U Devi jest za to teraz cały wachlarz sprzecznych emocji od (ciągle) miłości po nienawiść. Wątpię aby w najbliższej przyszłości była w stanie zrobić swoisty "remanent".
Cytat
Oczywiście dlatego napisałem że to tylko dobrze rokuje. Nic więcej. Zawsze może wystąpić sytuacja w której operacja była udana, ale pacjent zmarł.
Cytat
To samo napisałem wcześniej.
Cytat
Mi (jak i większości chyba osób z tego forum) również wiele rzeczy się wydawało.
Cytat
Tak czasami osoba która wydała się być naszą opoką i najlepszym przyjacielem okazuje się skończonym degeneratem i kanalią. Problemem jest tylko to, czy my wcześniej tego nie widzieliśmy z kim jesteśmy? Czy też nie chcieliśmy widzieć? Albo co gorsza zbudowaliśmy fałszywy obraz naszego partnera.
Cytat
I na tym polega wymiana poglądów na tym forum. Możemy się ze sobą nie zgadzać i przedstawiać swoje odmienne poglądy.
Cytat
Ok. Nie ma żadnego obowiązku....lecz czy umiejętność wybaczenia drugiej (wciąż lub niegdyś ukochanej) osobie jest równoznaczna z nadstawianiem drugiego policzka?
Cytat
Rozumiem to doskonale. Spoko :tak_trzymaj
Cytat
Również pozdrawiam i życzę tego samego Tobie Myśląca
Jasne ze zawsze ktoś dla sportu może coś zrobić mimo, ze ma ideał w domu i jest tak pieknie i cudownie - tylko czy ktoś ma Ideał ?
Zaryzykuje stwierdzenie, ze jak znam trochę par z ciężarem zdrady i te z życia prywatnego i forumowego - to w każdej były przyczyny, jasne symptomy. Ba ale zdecydowana większość ich nie dostrzegala czasem nie dostrzega, bo żyje w bance idealizacji. Nawet po zdradzie są przekonani o swym bajkowym obrazie rzeczywistości w jakim żyli najczęściej obok siebie ale nie razem...
Zawsze jest jakaś przyczyna czegoś ?
Jak chcesz coś w życiu zmienić to musisz nazwać problem, zdiagnozować przyczynę, odpowiedzieć pytanie dlaczego tak jest. Nie nazwana/ nie zbadana sprawa nie wymaga zmiany. Jak nie dopuścisz do siebie prawdy również o tym, ze coś nawaliłeś Ty czy ja - to co uda się cokolwiek posklejać w relacji idealny zdradzony miś/ misiowa i ten zły winny wszystkiemu zdradzający potwór / potworka 😉. (Bosze jakies słowotwórstwo dziś tworze 😉 ).
Jeśli problemem jest wyłącznie zdrada to pozostaje kastracja lub zakucie w dyby i co szczęśliwy związek już będzie? Można jeszcze ubić kochanka / kochankę - w większości w roli gwałciciela występują bo nasze potwory są jakby mniej winne wtedy.
Oczywiście bywają przypadki gdzie przyczyna jest tzw. szukanie wrażeń i ktoś się puszcza bo ma syndrom kulturalnie mówiąc łatwej pani lub szybkiego pana... jasne jak zyjemy ileś lat z ta osoba to wypadało by zadać sobie pytanie czemu tak szybko się puszcza; może niski poczucie wartości, może sportowiec / sportsmenka lub jakies zaburzenie lub zwykla chuć. Może i z nami kiedyś szybko się puścił w wir namiętności lub zaczął od zdrady - ale z nami się nie liczy, a już wyciąganie wniosków z tego to zapewne duży błąd. 😉
Mimo wszystko w dyskusji akademickiej oddaje głos za szukaniem przyczyn czy chcesz zostać czy odejść - warto pogmerac dowiesz się gdzie przespałeś, kiedy przestaliście odrabiać zadanie domowe, a życie powiedziało sprawdzam... ( wena jak nic dziś mnie ogarnęła 😉 )
Cytat
radykalny sposób rozwiązania jakiegoś problemu, ponieważ dość często rozwiązuje również związek
Devi,
Cytat
Jeśli nie miał większego powodu w Tobie, to najwidoczniej wybrał siebie. Nie liczy się z Twoim dobrem tylko ze swoimi korzyściami. Zacznij myśleć tak samo.
Twoje kazania miały go przekonać, żeby coś na Twoją korzyść stracił? Jak miał się zmienić jak sam nic nie tracił?
Cytat
Teraz skupmy się na Devi. Wierzę w to i dopuszczam taką możliwość, że faktycznie była za dobra...że mąż po prostu nie myślał, albo myślał "h.j tam - jakoś to będzie wrazie czego"...i co Ona ma być gorszą żoną - NIE! po prostu mąż musi ją docenić, zrozumieć...i on musi coś zrobić...
I kolejny przypadek...załóżmy że jakaś tam wina Devi była...załóżmy że się oddaliła od niego...ja to rozumiem i dopuszczam taką możliwość...ale nie jesteśmy robotami...każdy ma prawo popełnić błąd...każdemu może zdarzyć się okres złapania doła w małżeństwie...partner może to zrozumieć ale może mieć także pretensje...ba jego pretensje przeważnie będą słuszne...i tu kończy się przyczyna...tu zaczyna się rozwiązanie jakiego partner użyje...i dlatego tak jak pisałem wcześniej zdrada jest rozwiązaniem problemu...można wybrać terapię małżeńską...można przeczekać...można wybrać skoki spadochronowe, wędkowanie..a niektórzy w takiej sytuacji zdradzą...
Ja naprawdę mam liberalne poglądy...mimo, iż uważam że małżeństwo powinno być związane ze sobą emocjonalnie, seksualnie to każde z małżonków powinno mieć kawałek swojego świata...nie przekreślam też zdradzaczy...nie mówię że wszyscy są źli...mówię że zachowali się kur..sko źle
Cytat
A ciekawe jak to wygląda z kobitami, pewnie większość odkrywa nagle, że była bardzo nieszczęśliwa
Monogamia z zasady nie jest naturalna, nawet okresowa, tylko 5% gatunków ssaków jest monogamiczna, homo sapiens jest monogamiczny raczej okresowo, póki się coś lepszego nie trafi; czasami to w monogamii nie wytrwa nawet jednego dnia
Cytat
Nie chcę pisać, co się dzieję z częścią z tych 89% kobiet gdy nagle klapki spadają z oczu, a motyle zamieniają się w obstrukcję...wiem, że Ty masz dokładniejszą wiedzę na ten temat...
Wiem, że niektórym będzie dziś ciężko...wiem, że niektórzy mają w du..ie Walentynki, skoro życie się wali...ale Mimo wszystko: Życzę Wam Wszystkim miłego wieczoru, dużo seksu, panom śladów szminki na.....paniom ciepłego oddechu na szyjce
Cytat
Wszystkim to może nie; no chyba, że dzisiaj odpust z rozgrzeszeniem
nie dołuj z tą monogamią. jest pełno ludzi, facetów i kobiet, którzy nie potrzebują skoków w bok.
msz
dzięki za życzenia ale moze odłóżmy je na za rok, bo w tym roku będzie nie ciekawie:niemoc
Cytat
msz
Szkoda tylko, że jakoś nam z nimi nie po drodze
Jednak mimo wszystko, życzę każdemu z tego forum, gwiazdy nigdy nie gasnącej
Dla uśmiechu, dowcip:
- Czy zostaniesz moją żoną? - pyta chłopak swoją dziewczynę
- Nie wyjdę za ciebie. Mój przyszły mąż musi umieć dobrze gotować, prać,
sprzątać, robić zakupy, patrzeć we mnie jak w tęczę, wypełniać wszystkie moje
życzenia...
- Rozumiem. Cofam moją propozycję. Pozwól jednak, że przez chwilę pozostanę
jeszcze na klęczkach i pomodlę się za tego biedaka...
Trzymajcie się, mimo wszystko!
--
Cytat
To znaczy tyle, ile powiedziano:
Nie można byc za dobrym, bo ci tylek skopią ani się obejrzysz.
Wystarczy tylko wnikliwie wpisy tutaj poczytać;
Zołzy, łachudry, podłe manipulantki mają za partnerów facetów, którzy trafiają tutaj!! :_jezyk
Podobni faceci piszą; że kochaja swoje żony, chca im wszystko wybaczyć|!
Natomiast kobiety, które "były za dobre", dbały o męża, dzieci, całościowo "o dom", wpisują się dziś tutaj z tematami w stylu:
"mój mąż ma kochankę"!
I naprawdę przemilczmy Twój Niezapominajko "sukces" w wybaczaniu męzowi zdrad i upokarzań Ciebie.
Świat nie jest czarno - biały Niezapominajko...
Komentarz doklejony:
Upokorzyć?
Mój Mąż sam siebie upokorzył - mi nie.
On swoją godność zdeptał - nie moją.
Cytat
Twarda dupa,miękkie serce,tyłka ci nie skopią,ale wyrwą serce z uśmiechem na pysku.
Zołzy
A co to znaczy "byłam za dobra"
Cytat
Można mieć charakter, można mieć potrzeby, ale nikt nie jest alfą i omegą, aby zgadnąć, co ukochanemu "chodzi po głowie".
Dziewczyna z charakterem w końcu dojrzeje, zapanuje nad swoim życiem i wyprowadzi się na prostą.
Każda inna będzie udowadniać, że zmieniła świat ...:niemoc
Mozna i tak :cacy
Człowiek generalnie ma tendencje do zrzucania odpowiedzialności z siebie na kogoś innego. Inaczej nazywając: ma problem by się ubrudzić, ma problem ze stanięciem w prawdzie wobec swojej osoby. Co to powoduje - że często gdy jesteśmy zdradzeni (Devi nie wiem czy to dotyczy Ciebie - jednak pokusa myślę, że szybko może stać się realna) wchodzimy w postawę:
ja się tak starałem/ starałam byłem prawie idealny... ale ból cierpienie i ludzka natura powoduje, brak szukania głębiej, brak spojrzenia krytycznego na siebie (o ile trudne to jest i zrozumiałe gdy człowiek przeżywa stres, szok po dowiedzeniu się o zdradzie ale jeśli chcę coś zbudować, to niby na czym ma to zrobić?... na poczuciu własnej świetności i wyłącznej winie drugiej strony...).
Ludzie nie są idealni, nie są monogamistami - ale jak próbują żyć w relacjach z jednym partnerem i po zdradzie chcą budować na nowo to bądź co bądź mogą trwać w poczuciu idealizmu i ociekania samozachwytem albo spojrzeć krytycznie na swoje życie, na siebie i dopuścić, że na tym spiżowym pomniku własnego ego są również jakieś rysy.
Te sformułowania - slogany, o których piszemy to rozpaczliwa próba zrozumienia tego co się stało. Wytłumaczenia i cóż trochę dodatkowego egzaltowania się własnym cierpieniem (by było jasne to jakaś część intencji tych słów jednak nie wyłączna intencja), własną krzywdą - przedstawienia siebie w roli tego bardziej pokrzywdzonego, wbicia się w postawę która skutecznie hamuje budowanie na nowo - dlaczego bo jest tak samo mało prawdziwa jak wyidealizowana relacja, w której zostaliśmy skrzywdzeni.
Dlatego bo te postawy są tak naturalne dla zdradzonych (bo są generalnie naturą ludzką) tak trudno odbudować coś sensownego po doświadczeniu zdrady.
I w walentynkowy wieczór - jak i w każdy inny życzę każdemu by odbudował lub budował na nowo z własną samoświadomością ślepych zaułków i błędów.
Cytat
Zawsze to lepiej z kompletnego frajerstwa i niedoskonałości zrobić cnotę, łatwiej to przełknąć
gorzej jak zacznie się w to naprawdę wierzyć, powtórka z rozrywki murowana choćby ideał się miało przed sobą;
andzia85,
Cytat
nie dołuj z tą monogamią. jest pełno ludzi, facetów i kobiet, którzy nie potrzebują skoków w bok.
Skąd ty to wiesz, do wszystkich detektywa na całe życie wynajęłaś? bo w sobie jeszcze takiej potrzeby nie poczułaś, więc uważasz, że nie poczujesz? bo zostałaś zdradzona i masz silny uraz a szczęścia szukasz w poświęceniu? bo na nikogo do kogo warto by się zbliżyć jeszcze nie trafiłaś? bo wciąż naiwnie wierzysz w czyjąś i swoją niezmienność?
Cytat
Cytat
Cytat
To samo się tyczy wypowiedzi innych dziewczyn..Zahira - nie znam twojej historii (czytałem historie zdradzonych mężów i kobiet które zdradziły), ale po twoich wypowiedziach widzę, że zostałaś bardzo skrzywdzona i zatynkowałaś swoje serce, chociaż błyskotliwość, zadziorność a przede wszystkim temperament aż kipią z Ciebie...Powiem Tobie tylko jedno, bo interpretując twoje komentarze przypuszczam że przejechałaś się na tym, że byłaś "za dobra", że kochałaś za dwoje...I powiem tak - NIE ZMIENIAJ SIĘ!!! W mojej ocenie Ty potrzebujesz tylko jednego - kilka gram szczęścia...Wyobraź sobie, że byłaś jaka byłaś i twój facet to docenia, rozumie, pomaga, kłóci się z Tobą ale szanuje, że jesteś jaka jesteś a On jest po prostu TWÓJ! Nie zmieniaj się! Po prostu wtedy źle wybrałaś...
No i pozostał wątek monogamiczności
Zatynkowałam serce? chyba raczej całą siebie
Nie byłam ani dobra,ani nie kochałam za dwoje ( chyba) ale wcześniej tak myślałam,pani domu,Królowa ogniska domowego...a gdzie w tym wszystkim był mój mąż? a był i robił co chciał... dużo się zmieniło po zdradzie,gdy pozwoliłam mu wrócić do domu,dla niego zawsze byłam jak orzech, nie do przegryzienia.Nam nie było po drodze,dwa różne charaktery,inne pasje inne zainteresowania nie ta bajka,ale mamy dobre relacje i chroń mnie boże co by mu nie przyszło do głowy wracać
monogamiści...jak wymarły gatunek rekina "megalodon" gdzieś,kiedyś ponoć
W tej całej "zabawie" nie chodzi o to żeby się zmieniać, czy zadręczać poczuciem winy bo ideałów zwyczajnie nie ma i nie będzie....a spróbować stanąć "z boku" i ocenić czy ta owa zdrada/zdrady nie jest efektem większego problemu. Ludzie żyjący w związkach mogą latami żyć w przeświadczeniu że jest wszystko ok- a nie jest. U Devi wcale nie musi występować jakiś problem....może być tak, że po prostu jej facet dał ciała po całości- człowiek niestety jest słaby i popełnia cholernie głupie błędy. Piłeczka jest teraz po stronie jej faceta, który musi udowodnić, że zrobił cholernie głupi błąd....i przede wszystkim że wyciągnął z niego lekcję na przyszłość. Wtedy widzę szansę na trwanie tegoż związku- kto wie może jeszcze lepszego niż do tej pory, czego Tobie Devi z całego serca życzę.
Co do udzielania rad innym ludziom z forum (vide np Zahira) to msz mam do Ciebie jedną myśl na ten temat:
"W życiu nie chodzi o czekanie aż burza minie. Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu".
I my ludzie dotknięci/zranieni/złamani, czasem okrutnie doświadczeni próbujemy "tańczyć" w deszczu mimo, iż owa burza mocno nas "potargała" zostawiając zgliszcza, a w większości przypadków tylko spaloną ziemię. Jedni robią to szybciej, inni wolniej, ale w żadnym wypadku nie jesteśmy ludźmi innymi niż przed zdradą......tym bardziej nikt z nas nie zmieni nagle swojego "Ja" tylko dlatego, żeby zbudować (odbudować) związek- bo to by trąciło fałszem.
Bo wiadomo przecież że:
Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość, kiedy jedno płacze,
A drugie po nim skacze
Bo miłość, to żaden film w żadnym kinie,
Ani róże, ani całusy małe-duże
ALE MIŁOŚĆ KIEDY JEDNO SPADA W DÓŁ
DRUGIE CIĄGNIE KU GÓRZE
:tak_trzymaj
Czy byłam zajebistą żoną? To nie jest pytanie do mnie. Lecz do mojego małżonka. Który w chwili obecnej, czyli totalnej skruchy, odpowie na wszystko twierdząco. Ale czy tak było? Czy tak jest? Ja tego do diaska najnormalniej nie wiem. Ja tylko, a może aż robiłam wszystko, dosłownie wszystko aby rodzina była rodziną. Nigdy nie było różowo (poza tym, ja nawet nie lubię różowego koloru), to miało swoje barwy, było wyraźne, było. Dziś jest takie bez barw. Nie wiem ile to będzie jeszcze trwać. I czy te kolory, te barwy kiedyś znów się pojawią. Tak, na dziś dzień jest to wszystko takie porąbane. Jak drwal, który ciacha drewno totalnie i z całą swoją siłą, tak ja czuję się na dziś dzień. Jak to pocięte drewno. Tak jestem poharatana.
Zawsze starałam się aby w naszej rodzinie nie brakowało niczego, żeby było po prostu miło, żeby budzić się obok siebie i czuć to bezpieczeństwo, mieć ten uśmiech na twarzy i miło spędzać ze sobą każdy kolejny dzień i jasne codzienność, rutyna....to przecież jest wszędzie, ale ta rutyna i ta codzienność jest przecież wspólna, więc i ona powinna mieć swoje minusy zamienione na plusy. Banały nie? A jednak. Niby banalnie, a jednak. Niczego w zamian nie oczekiwałam, prócz tego jego 100% ze mną. I co dostałam w zamian? I za co? Właśnie za co? I to mnie totalnie dobija że na to nie potrafię sobie odpowiedzieć, nie umiem i ta cholerna niemoc mnie tak rujnuje wewnętrznie. Nie chce z siebie robić kogoś, komu winno się dziękować. Ale jeśli razem tworzyliśmy rodzinę, razem, wspólnie ją założyliśmy to wspólnie pchaliśmy ten wózek pod te górki i z tych górek. I to nie o tą wdzięczność chodzi. A o zwykłe bycie. Bezinteresowność. I tak zawsze uważałam. I dostałam nauczkę na całe życie. Coś takiego nie istnieje. Po prostu miałam taki obraz w głowie, może to jakiś stereotyp. Teraz to prysło. A w głowie mam co? Pustkę...
Jeszcze jedno. Uważam że nie ma sensu analizowania czemu on mi to zrobił....Osoby które zdradzają same często nie wiedzą po co i dlaczego robią co robią. On Ci tym bardziej raczej nie odpowie po co mu to było.
Trzymaj się Devi :tak_trzymaj
Mój wywód dotyczy zagrożeń jakie czyhają przed osobami, które chcą spróbować budować / odbudowywać związek po zdradzie.
Nie kwestionuje prawa do błędów nikogo ani zdradzonych osób ani zdradzających.
Raczej przestrzegam przed postawą u osób zdradzonych (skrzywdzonych), w której wbijają się w rolę wyłącznie ofiary (lub takiego niby racjonalnego przyjęcia świadomości własnych błędów r11; wiem, nie byłem idealny aler30;.. i to ALE właściwie kasuje wszystko przed).
Zdradzająca osoba często psychologicznie jest pozbawiona prawa krytyki r11; jasne wybrała drogę na skróty i przegięła na całego ale jeśli wpuszczamy ją na powrót w życie, chcemy coś tworzyć to nie da się tego robić na serio, w postawie, w której nie dostrzegasz własnych błędów (w postawie wyłącznie krzywdy) r11; tu jest to pytanie co zbudujesz na takim fundamencie ?? powtórkę z rozrywki w wydaniu własnym lub zdradzacza r11; tylko czy to był cel ponownego zejścia?
By było jasne, nie piszę jaka jest Devi, ani Ty MSZ, staram się nigdy nie używać sformułowań ktoś jest taki czy taki (trochę za mało danych by tak pisać); staram się ostrzegać, zwracać uwagę, zmuszać do refleksji nawet jeśli prowadzi do nie zawsze miłych wniosków; np. r kurna to nie ja zdradziłem ale tu i tu przeginałem na całego i ja też musze coś skorygowaćr1;r30;
Bo by jednak coś naprawić (już obojętnie czy w związku, w pracy, w jakiejkolwiek rzeczywistości):
- trzeba najpierw przeanalizować błędy swoje, cudze, nasze wspólne
- te błędy nazwać po imieniu
- odpowiedzieć sobie czego chcę (lub określić czas kiedy chcemy taką odpowiedzieć sobie postawić byśmy nie tkwili 10 lat w wiecznych wątpliwościach)
- stworzyć plan naprawy / korekty błędów
- rewidować czy ich dokonuje (zawodowo nazwałbym to ewaluacja w trakcie) i następnie korygować
Jednak jeśli problem jest wyłącznie w drugiej osobie, tej zdradzającej to działanie wygląda tak:
- czekam na działanie drugiej strony (w zależności od postawy w jaką się wbiła osoba skrzywdzona
o albo ofiary r11; to czeka i pachnie cholernie cierpiąc,
o lub jest w postawie proszącej r11; więc się płaszczy i też cholernie cierpi;
o lub tworzy skorupę, w której się chroni by nie cierpieć
o kilka innych scenariuszy ale nie przychodzą mi do głowy
r30;.a życie leci dalej ale to jest moje życie i ja mam na nie wyłącznie wpływ nie ktoś innyr30; i zwyczajnie szkoda tego życia, czasu...
ps. ja go straciłem dużo
Zahira - megalodoni istnieją - ja zostałem sprawdzony w najgorszych warunkach - teraz każde inne to bajadera - wątek nie o tym by to teraz rozkminiać
Broń Boże nie myślałem o tym byś wracała do byłego. Raczej chodziło mi o to byś przez instynkt samozachowawczy nie stała się przezroczysta dla potencjalnego "megalodona", który jest Tobie gdzieś tam pisany lub go przypadkowo nie odstrzeliła
Korba z lejdis też mówiła, że nie da się skrzywdzić - skrzywdziła się sama. Oczywiście żeby nie było to żaden przytyk do Ciebie - raczej przypomnienie jak przewrotne potrafi być życie...
Carlos...czy chodzi o zdradę czy o inny kryzys czasami wina jest jednostronna - wątek nie o mnie więc nie będę się rozpisywał...powiem tylko tyle że po 6 latach od pewnych wydarzeń zarówno Ja jak i moja Żona uważamy tak samo...I mimo, że do bycia idealnym partnerem bliżej jest mojej żonie niż mnie to wtedy ja przeciągnąłem nasze małżeństwo przez bagno. Oczywiście żona wtedy też wiele przeszła, ale żona do dziś nie przypisuje mi żadnej winy...a uwierz mi gdyby tak było powiedziała by mi o tym...
Devi! od razu widać, że jesteś silną kobietą i wiem, że poradzisz sobie ze wszystkim. Wiem, że nie wszystko da się zrozumieć i wtedy gdy mija wkurw pozostaje po prostu zwykły żal... Życzę Tobie by po prostu było ci lżej...pozdrawiam
P.S. Zahira!Mało jest na tym padole kobiet od których emanuje "taka dziwna - pozytywna aura" - nie wiem czy tego chcesz, ale mam nadzieję że jakiś megalodon odgryzie od Ciebie wspomnienia i zarazi Cię przyszłością...teraźniejszość jest wspaniała....teraźniejszość jest najbardziej zwariowana...ale zawsze jest teraźniejszością...carpe diem tak wiele i tak niewiele zarazem - dlaczego???Serce
Dajesz mocno do myślenia
Szkoda że nie potrafiłam tak analizować,układać kawałek po kawałku, elementy tych puzzli,bo w tamtym czasie nie dostrzegałam swoich błędów,bo to nie ja zdradziłam więc jestem bez skazy.
Cytat
Tysiące pytań-bez odpowiedzi za wcześnie na to...
"To co się jakiejś osobie przydarza jest charakterystyczne właśnie dla niej.
Można sobie człowieka wyobrazić jako formę i elementy - wszystkie pasujące.
Wraz z upływem życia, po kolei, wpadają one w miejsca przeznaczone im wcześniej pewnym planem."
C. G. Jung
Cytat
Badań jest dużo, tylko wiedza ludzi jest mała a zaściankowość duża
Cytat
Rodziny może i mają szczęśliwe ale czy sami są ?
Gdyby poligamia była dozwolona a związki nie były legalizowane prawnie z całym bagażem konsekwencji mniej było by kochanek a więcej porzuconych zołz
Cytat
Wciąż jestem sierotą, ale chyba są większe
Devi,
Cytat
No niestety, jak bezinteresowność? Też nie byłaś. Chodziło Ci chociażby o poczucie bezpieczeństwa, które być może ci wystarczało bardziej niż cokolwiek; a jemu?
Rutyna i codzienność jest wspólna ale przezywają ją i sobie tłumaczą w różny sposób dwie różne osoby o różnych potrzebach, jednemu z tym dobrze innemu nie.
Cytat
Pojawią się, ale już nie będą te same i czy tam gdzie teraz byś chciała? Jak myślisz, on się zmienił, czy jego obraz w twoich oczach ?.
MSZ (Minister Spraw Zagranicznych) ma chyba sporo ciekawych rzeczy do przejrzenia, na razie buduje napięcie
Ja jestem po dwóch politechnikach, broń boże po dyplomacji - bym się zadusił w tym zakłamaniu...msz - mąż swojej żony
Trzymaj się i uszy do góry.
Cytat
NowaJa,
Yorik,a skąd Ty to wiesz że każdy człowiek potrzebuje skoków w bok, badania jakieś robiłeś? Skąd wiesz że nie ma ludzi - monogamistow?
Badań jest dużo, tylko wiedza ludzi jest mała a zaściankowość duża smiley
nazywanie zaściankowością wiarę we własne przekonania, albo zakładanie tym nie wyzwolonym i nie szastającym tyłkiem koleżankom z forum moherowych berecików jest właśnie mechanizmem obronnym
Ty zakładasz z góry że KAŻDA samica się puści tylko musi mieć odpowiedni obiekt z odpowiednią dawką potrzebnego jej zainteresowania/manipulacji..
Ja się nawet z Tobą mogę częściowo zgodzić, ale myślę że problem tkwi w tym jak wysoko się siebie ceni i na jakim pułapie powiesi sobie poprzeczkę.
W złym momencie życiowym, kiedy w stałym związku zgrzyta i jest się naładowanym złymi emocjami, ta poprzeczka zapewne wisi bardzo nisko. Wtedy byle osobnik beta delta gamma omega krążący wokół stada i żrący resztki, da radę. Główny problem w zdradzie (CHYBA) tkwi w tym, że jedno z dwojga ludzi będących w takim związku nie jest w pełni świadome że jest już aż tak źle. Bo wygodniej jest i przyjemniej i akurat jest okazja podbudować sobie ego byle czym, niż usłyszeć wołanie partnera o uwagę i szacunek, bo to niekomfortowe i trzeba by spojrzeć na siebie krytyczniej.
Ale kiedy poprzeczka wisi na pewnym nieprzekraczalnym pułapie to się człowiekowi nie chce szmacić nawet w imię emocji.
A już samo doprowadzenie do zbudowania emocji z kimś innym niż nasz stały partner jest obniżaniem poprzeczki. Bo jeśli ten/ta trzeci jest naprawdę czymś wyjątkowym i "dlaczego się wcześniej nie spotkaliśmy,jesteśmy sobie przeznaczeni, rzygamy tęczą" to wtedy się do tych trzecich odchodzi nie patrząc na to co zbudowaliśmy z kimś innym. I co na to statystyki? słabo chyba?
może trochę bredzę , ale śpiąca jestem.
Cytat
I teraz jeszcze raz cytat Murki:
Cytat
Uważam, że gdyby jej mąż wtedy napisał: żona mnie zdradziła - to jednak przyznał by się - "tak dobijała się do mnie od dłuższego czasu a ja ją olałem, nie myślałem że jest aż tak źle - nie myślałem że mnie zdradzi"...I tu od razu można by było wypalić z tekstami: rozumiemy Twój ból, ale spójrz na swoje błedy itp...
Dirty - uważam, że jesteś jedną z najwartościowszych osób Waszej Zetkowej społeczności (chodzi mi o wiedzę, obiektywność itp) i tak samo jak Twoją zaletą jest to, że
Cytat
Jednocześnie czasami jest to wadą. Moje zdanie jest takie, że na forum nie trzeba, ale można próbować rokreślićr1; dany przypadek, daną sytuację i daną osobę. Inaczej wystarczyłoby przeczytać książkę z radami r11; co robić po zdradzier30;A właśnie książka nie określi danego przypadku, ale rdruga strona monitorar1; już tak. Oczywiście może się mylić ale właściwe jest to, że próbuje.
I jeszcze jedna sprawa
Cytat
- czekam na działanie drugiej strony (w zależności od postawy w jaką się wbiła osoba skrzywdzona
o albo ofiary r11; to czeka i pachnie cholernie cierpiąc,
o lub jest w postawie proszącej r11; więc się płaszczy i też cholernie cierpi;
o lub tworzy skorupę, w której się chroni by nie cierpieć
Nawet kosztem cierpienia uważam, że te scenariusze są zbyt rzadko akcentowane, a uważam że właśnie one (nie wiem jak to określić) są najmniej sztuczne. Poprzednie (z szukaniem przyczyn w sobie) są również właściwe ale w mojej ocenie odnoszą się częściej niż do "przyczyn zdrady" - do tego jak odbudować związek by trwał i by się to nie powtórzyłor30; A Devi wyraźnie nie może zrozumieć dlaczego r11; i zaakcentować trzeba odpowiedz: rPo prostur1;
Osobiście (hipotetycznie) gdybym dowiedział się o zdradzie żony wybrałbym rolę osoby skrzywdzonej (nie ofiary) czekałbym i cierpiał, aż ona odbuduje moje zaufanier30;gdyby to trwało za długo trudno r11; nie wszystko kończy się happy endem. Ja wiem że związek po zdradzie to już nowy związek, ale ja bym chciał by tworzyły go takie same osoby. Żona musiałaby wyeliminować gradient zdrady i mimo, że nie jestem ideałem nie widzę powodów bym musiał się zmienić by jej w tym pomóc.. I tu uważam, że mimo cierpienia to jest właściwa ścieżka dla Devi. Jak opadnie dym r11; to jej mąż ma się wykazać, a ona ma być taka jaka była. A jak ona mu zaufa i zauważy, że stał się rlepszyr1; to naturalne stanie się że Ona będzie dla niego "jeszcze lepsza"r30; I to będzie naturalne r11; bez szukania przyczyn
Tzn. Czego oczekiwałas ?
Jak chciałaś to uzyskać ?
To można tak niczego i wszystkiego ?
( wiem irytujące pytania kiedyś sam przed bardzo podobnym stanąłem ... długo nad nim myślałem ale wnioski były zaskakujące ) ...
To w końcu wpuściłas go do domu by budować; odbudować; i niczego nie oczekiwać ale oczekiwac by był w 100 % - czy to nie scenariusz z bajki ... czy na piękna katastrofę ?....
Komentarz doklejony:
MSZ - ja wyłącznie w przypadek, dany 😉... choć wszystkie są bardzo zbiezne: i moj i Devi i wielu innych osób. Różnią je figury na szachownicy, krajobraz, poziom świadomości czy samoświadomości, wrażliwości, depresji - ale ruch figur w większości przewidywalne (sam czasami myśle czy to fascynujące czy straszne)...
Wartością człowieka są czyny, które nie potrzebują słów - pamiętaj o tym.
Cytat
tak, zgadza się. Znaczy, wiem to dziś. Jeszcze do niedawna, po prostu chciałam to wiedzieć. Przecież to jak z dobrze postawioną diagnozą lekarską (nie, nie jestem lekarzem). W momencie kiedy wiesz, co Ci nie służy, co psuje, co sprawia, że coś Cię nie niszczy. Izolujesz to od siebie, unikasz to, starasz się wymijać to bardzo szerokim łukiem. Tak samo ja potraktowałam całą tą sytuację, tak bardzo chciałam znać przyczynę. Tylko im bardziej w to wchodziłam, tym bardziej byłam dosłownie głupia. Bo żadna z analiz nie dawała mi odpowiedzi, a moje baza opierała się na domysłach, które zaczęły stawać się po woli udręka. Zatem przestałam to robić. No bo po co? Czasu przecież nie cofnę, prawda? Stało się.
Yorik
Cytat
zmienił się. I on, i jego obraz w moich oczach. Widzę, że się stara. Widzę, że chce. Widzę, że stał się inny. Stał się tym człowiekiem, jakim powinien być zawsze. Kilka dni temu, wróciłam z pracy, zrezygnowana, z tysiącem myśli w głowie, oraz totalną niechęcią, usiadłam, popłakałam się....czułam w sobie tą niemoc, że nie potrafię ot tak sobie wrócić do codzienności, zachowuwać się, jakby nic się nie sało, żyć normalnie, jakby to co się wydarzyło, było tylko akimś snem (a cholera bardzo bym chciała, aby to było właśnie tym snem). On kucnął przy mnie, położył głowę na moich kolanach, po raz setny usłyszałam od niego słowo przepraszam, po raz setny usłyszałam, że on żałuje, po raz setny usłyszałam jego zapewnienia, że zrobi wszystko aby to zmienić. Powiedział, również, że da mi tyle czasu ile będę potrzebowała, że on będzie czekał na mnie.
Czemu to jest tak, ze człowiek docenia to co ma, dopiero w momencie kiedy może to stracić???
Myslaca
Cytat
msz
Cytat
dirty
Cytat
Jak chciałaś to uzyskać ?
To można tak niczego i wszystkiego ?
Cytat
pit
Cytat
dk1981
Cytat
Cytat
Czemu to jest tak, ze człowiek docenia to co ma, dopiero w momencie kiedy może to stracić
Komentarz doklejony:
I jeszcze jedno. Jak się Wam nie uda - trudno - Trza żyć dalej.Ale mimo, że jestem naprawdę daleki od stwierdzenia, że zdrada(a w zasadzie nie jego zdrada - a twoje przebaczenie) jest lekarstwem na cokolwiek to co będzie jak się uda??? Być może będziesz miała to wszystko na co tak długo czekałaś. Będziesz dla męża Tym kim tak długo chciałaś być...Domyślam się, że ciężko teraz tak na to patrzeć...wystarczy że dopuścisz taką możliwość...Miłego popołudnia..Hej
Rozumiem (domyslam się) ze traktowałaś męża jakbyś chciała być traktowana?
Tylko (być może to deficyt rozmow pisanych) czy to nie odbyło się wyłącznie w sferze niewypowiedzianych oczekiwan, przyzwyczajenia do tego ze dawca w tej relacji jest jeden, a biorca z natury trochę bierny.
Jeśli tak jest to stad moje pytanie jak chciałaś to uzyskać?
Już nie chodzi o przeszłość bo zbyt długie grzebanie w niej będzie zatruwało dziś (oczywiście jestem zwolennikiem nazywania błędów po imieniu i wyciągania wniosków), tylko Devi odnoszę wrażenie (być może mylne) ze masz wiele poukładane ale wyłącznie w swojej głowie, w świecie oczekiwań (tych przemilczanych lub wypowiedzianych, a nie zrozumianych, bo natychmiast gdy nie otrzymujesz tego co chcesz Ty już dajesz to czego potrzebujesz) a Twoj bliski świat nie analizuje bo nie musi bo tak został nauczony, bo jest bierny... ale mimo, ze nie mówisz jak czuć i żyć - to oczekujesz ze druga strona tak właśnie postąpi...
To jest właśnie to oczekiwanie właściwie niczego, a jednym słowem wszystkiego byle był z Tobą na 100% - tak abstrakcyjne pozornie, a tak konkretne w sercu, w głowie człowieka, który doświadczył zawodu.
Cytat
Czemu to jest tak, ze człowiek docenia to co ma, dopiero w momencie kiedy może to stracić???
Od 2 lat czułaś jego obojętność i byłaś bezradna. Pytanie czy ta obojętność była wtórna czy pierwotna? Niemniej jednak masz go teraz spowrotem, czyli tak jak chciałaś. Jak inaczej miał zobaczyć, że może coś stracić i jaką ma to dla niego wartość ? Nie będzie czekał całe życie, nie możesz przesadzić zaspokajając swoją próżność bo się zdziwisz; jeśli coś miało wartość, Ty również docenisz jak naprawdę stracisz;
Teraz największy problem będzie w Tobie, Ty już nie będziesz taka sama i w sumie nie powinnaś; powinnaś wiedzieć co było nie tak i nie chodzi o kręgosłup moralny, bo nie ma czegoś takiego, przyczyną była wasza relacja;
Cytat
Niekoniecznie i nie zawsze tak musi być. Niejednokrotnie problem tkwi np. w niezdiagnozowanym zaburzeniu psychicznym osoby zdradzającej czy problemów wynikających z ciężkich doświadczeń z okresu dzieciństwa a tym samym pewnym skrzywieniu psychicznym,moralnym. Nie twierdzę, że w tym przypadku tak jest, ale pod generalizowaniem ja jednak nie podpisałbym się, psychika ludzka to trochę bardziej skomplikowana machina.
Kręgosłup moralny - " To zbiór podstawowych zasad i wartości, których dany człowiek skrupulatnie przestrzega w swoim życiu, mimo że czasem nadarza się okazja do tego, aby postąpić wbrew którejś z tych zasad"
ale cóż bardzo łatwo sprowadzić go do słów rzuconych na wiatr...
Cytat
Jest to cholernie trudne, próbujemy. On się stara. A ja staram się być coraz mniej wycofana. Chodź tak jak napisałam, jest to cholernie, bardzo cholernie trudne zaufać. Zobaczymy. Są momenty, że chciałabym się gdzieś schować, skryć, przeczekać to wszystko, ale idealnie wiem, że bez mojego udziały w tym wszystkim nic się nie zadzieje. A co ma być to i tak będzie. Czas zrobi swoje. I albo będzie tak, albo zupełnie inaczej. Zawsze będzie jakoś.
dirty
Cytat
Tak, oczywiście. W zamian dostałam, prztyczka w nos. To tylko utwierdziło mnie jeszcze mocniej w przekonaniu, że mając miękkie serce, należy mieć zajebiś*ie twardy tyłek, bo nigdy nie wiadomo kiedy dostaniesz cios w plecy, od osób po których nigdy byś się tego nie spodziewał. Brzmi to niczym jak jakieś "coelho`wskie" farmazony.
Cytat
Yorik
Cytat
Cytat
Teraz największy problem będzie w Tobie, Ty już nie będziesz taka sama i w sumie nie powinnaś
Tak, widzę to. Stałam się inna. Wszystko dookoła mnie również stało się inne. Niby wszystko wygląda tak samo, a jest całkowicie inne. Patrzę na wszystko inaczej, odczuwam inaczej. Normalnie jak jakiś inny wymiar.
Cytat
Correct
Cytat
Cytat
Cytat
Cytat
Wiesz kiedy twoje łzy będą miały najwięcej sensu???
postaraj sobie odpowiedzieć na to pytanie.Pozdrawiam Cię!!!
Komentarz doklejony:
Czytając Wasze historie, można różnie oceniać zachowania zdradzaczy po...Twój mąż na razie robi wszystko by właśnie Twoje łzy miały sens...
Cytat
Przyłapanie na zdradzie jak każde odsłonięcie hipokryzji może skutkować silnymi emocjami, bezradnością, agresją i splątaniem, bo przecież miało się nie wydać. Złość na siebie gdzieś musi znaleźć ujście i wytłumaczenie no chyba, że pójdzie w autoagresję. Ciężkie doświadczenia z dzieciństwa nie tłumaczą instynktu zmiany lub potrzeby posiadania większej liczby partnerów. Najczęściej to nie jest choroba tylko silna potrzeba zabawy, bycia kochanym lub podziwianym. Utrzymujący się brak umiejętności tworzenia trwałych więzi to też nie jest żadne zaburzenie psychiczne, tylko niedostosowanie się kulturowo- społeczne. Niekiedy wynika z zaburzeń. Podstawą jest relacja, a przyczyny czemu była zła to inny temat. Doszukiwać się można wszystkiego pod warunkiem, że zacznie się od siebie.
Cytat
I żeby nie było wątpliwości te wszystkie zasady i wartości ma wytatuowane na czole lub na tyłku. Jeśli są nie określone to mowa o niczym. Przecież takie paplanie o jakimś kręgosłupie nic kompletnie nikomu nie mówi. Nie ma uniwersalnych zasad i wartości dla wszystkich osób jak i sytuacji, nie ma takich samych charakterów, każdemu wtłoczono do głowy coś innego, każdy ma inne doświadczenie i wartości na poziomie wewnętrznym, bo hipokrytów głoszących, że mają jakieś bliżej nie określone zasady żeby zrobić na innych wrażenie słowami nie brakuje
Komentarz doklejony:
Devi,
Cytat
No fakt, zaszufladkowałem, wrzuciłem Cię do gatunku homo sapiens
Gdy dostrzeżesz i zaakceptujesz własne słabości, łatwiej Ci będzie zaakceptować je u innych;
Cytat
Zaczynasz zadawać dobre pytania
Czemu ktoś sprawia, że czujesz się wyjątkowo ? Od czego to zależy?
Cytat
Kwestia moich słabości nigdy nie oscylowała wokół próżności. Pycha, która ma innych powalać na kolana, oraz olśniewać nigdy nie była moim priorytetem. Rozkładając ją na czynniki pierwsze (tą próżność) każdy ją definiuje inaczej. W moim mniemaniu to nic innego jak wysokie mniemanie o sobie połączone z potrzebą bycia podziwianym przez innych - sorry, ale do mnie z żadnej możliwej strony nijak to się ma. I chodź mam cholernie diabelsko trudny charakter, oraz wiem, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę nie czerpię z tego jakiś nadprzyrodzonych sił i nie jestem jakąś Wonder Próżną Women. Nie, to nie ja.
Cytat
Wyjątkowo czuję się kiedy mam spokojną głowę. Kiedy wiem, oraz kiedy czuje się bezpiecznie. Kiedy czuje, że rano wstaje z uśmiechem na twarzy. Kiedy sobie nucę. Kiedy czytając książkę wchodzę w nią maksymalnie, bo mając spokojną głowę mogę skupić się na niej w 100%. Na dziś dzień moje poczucie spadło do poziomu bardzo niskiego, nie mam spokojnej głowy. Poczucie wyjątkowości, daje m.in. partner, jak nie przede wszystkim partner to jest to zaufanie, bliskość. To jest świadomość, że masz obok siebie osobę, która jest z Tobą ponadto wszytko, dzięki niej możesz dosłownie fruwać nad ziemią (i nie, nie chodzi mi tu o fazę jakiegoś zakochania, czy fazy motylków w brzuchu), lecz o tym banalnym poczuciu bezpieczeństwa, które w moim odczuciu jest mocno powiązane z poczuciem wyjątkowości. Wyjątkowość, jest w nas. A nie wyjątkowością jest szmatka którą na sobie mamy.
Klasyka. Zobacz co padło. Od bezpieczeństwa musisz zacząć.
Musisz określić czego się najbardziej boisz ? .....i znaleźć na to rozwiązanie; to pozwoli Ci bardziej sensownie funkcjonować;
Wyjątkowość chyba daje raczej poczucie ważności czy wartości dla kogoś i bycia potrzebnym; Czuć się dla kogoś najważniejszym na świecie to fajne uczucie, być w czyichś oczach lepszym niż się jest również. Nie miałaś tego ?
Jeśli nie trafiłem z gatunkiem to przepraszam.
Zapominam, że to portal wielogatunkowy
Cogito ergo sum, więc spokojnie, homo sapiens to prawidłowy gatunek
Cytat
Nie prawda, nie wszystko. Trzeba spróbować określić obszary złudzeń. Gdy pada jeden pewnik z automatu poddajemy w wątpliwość wszystkie. To moment kiedy trzeba zrobić porządek u samego siebie ale nie można zamiatać wszystkiego na jedną kupkę.
Wszystko ma swoje miejsce, emocje oraz czas i to się zmienia. Oceny również.
W pewnym sensie wszystko jest iluzją, zależy od układu odniesienia.
Oszukał mnie, całe życie z nim było iluzją, nie koniecznie. Na tamten czas coś mogło być bardzo szczere.
Są np. kobiety które szczerze mówią to co czują na daną chwilę. Są z mężem, kochają najbardziej męża, z kochankiem, najbardziej kochają kochanka. Nie ma w tym sprzeczności i fałszu, wszystko jest prawdziwe. Jest tylko duża zmienność pod wpływem emocji;
Najbardziej oszukałaś się na tym, że zakładałaś, że coś w życiu może być pewne i niezmienne, za dużo naoglądałaś się romantycznych filmów o miłości i bezrefleksyjnie przyjęłaś coś za pewnik, to właśnie była iluzja
A w życiu pewna jest tylko jego zmiana;
......lub jak kto woli śmierć i podatki
A romantyczne filmy o miłości? Ckliwe historyjki, że żyli długo i szczęśliwie są śmieszne i nadmuchane, oraz przekolorowane do granic możliwości, to są tylko filmy, które właśnie kobietom robią niezłą sieczkę i gąbkę z mózgu. Stronie od nich i nie jestem ich widzem. Nie naoglądałam się takiego repertuaru. I co najważniejsze nie jestem żadną księżniczką, i rycerze na białych rumakach również nie istnieją
Najbardziej oszukałam się, że związek który trwa 17 lat w jednej chwili staje się ogromnym iksem. Człowiek, któremu bezgranicznie ufałam, staje się człowiekiem, którego tak naprawdę nie znałam. To są te moje "podwórkowe" iluzje.