

Kakua | 00:40:52 |
Anetastp | 02:41:11 |
Julianaempat... | 03:04:21 |
Krz 78 | 03:32:39 |
Aanna1a | 04:32:46 |
Nigdy nie pomyślałalabym,że będę sie udzielać na takim forum....Kto jak kto,ale w moim 13letnim związku zdrada w ogolę nie wchodziła w grę. Z mężem znaliśmy się od czasów liceum, to byla nasza pierwsza miłość, to co nas spotkało bylo cudowne...Związek rozwijał się powoli, najpierw przyjażń, mnóstwo rozmów, spotkań a seks dopiero po 2 latach. Spowodowane to było jego chorobą zakaźną , którą udalo się w końcu wyleczyć.W łóżku zawsze było nam cudownie, mieliśmy podobne temperamenty i doskonale się rozumieliśmy. po 5 latach wzięliśmy bajkowy ślub i nadal było cudownie...Nie pamiętam momentu kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać,ale to był chyba okres kiedy mąż otworzył działalność gospodarczą. Oprócz pracy biurowej doszła własna dzialalność. Ja przez cały czas pracowałam jako pracownik administracyjny w urzedzie. Mąż coraz później zaczął wracać z pracy, coraz częściej się upijał i odsuwał ode mnie. Pojawili się nowi koledzy którzy strasznie mu doradzali w sprawie firmy, poza tym jego despotyczna mamusia, której zabrałam ukochanego synusia. Przestał się mnie radzić w sprawach firmy, słuchał kolegów i mamusi. Bolał mnie to i nie wiedzialam co się dzieje....Zaczął mnie oskarżać ze dzieci nie mamy, że kariera jest dla mnie najważniejsza, chociaż tak wcale nie było....Coraz częściej zaczął z nimi wychodzić na piwo, miałam wrażenie ze w towarzystwie innych rozkwita...W końcu przyszła moja choroba....Okazało się ze mam guzy w piersiach i jestem nosicielką genu BRCA1. Na szczęście okazało się że guzy nie były złośliwe ale w przyszłości jestem w 90% narażona na nowotwór piersi bądź jajników. Byłam tym przerażona, potrzebowałam wsparcia a mąż jakby nie mógł się odnaleźć w tej sytuacji, rzucił sie w wir pracy a ja zostałam z tym sama. Pamiętam jak dwa tyg. po mojej operacji poszliśmy na wesele , byłam pewna ze sie mną zaopiekuje a on bawił sie jak kawaler. szalał na parkiecie i pił do upadłego...wróciliśmy wtedy osobno...pozniej kłótnia, przeprosiny i w sumie co impreza to taki schemat. w końcu zaczęliśmy żyć wg, zasady razem a jednak osobno - oboje pochłonęliśmy się pracy, każde miało swoich znajomych i coraz trudniej nam sie rozmawiało... jednakże cały czas się kochaliśmy i trudno było podjąć decyzje o rozstaniu....i nagle bach jestem w ciąży.....
Marzyliśmy o dziecku od dawna wiec radości nie było końca. myślałam ze znowu nam będzie dobrze, ze dziecko nas zbliży do siebie i w sumie na początku tak było. z każdym dniem było coraz gorzej.... przestał ze mną sypiać, nie jeździł na badania, nie dotykał brzuszka i w ogóle przestał sie nami interesować a na koniec wyprowadził do matki.....i zaczai pić.Boże co ja przeżyłam.....nie wiedziałam co sie dzieje....jeździłam do niego prosiłam, krzyczałam, chciałam wiedzieć o co chodzi a on nic.....
pod koniec 6-go m-ca wylądowałam w szpitalu- zagrożenie poronieniem. leżałam 3 tyg i na szczęście nie urodziłam. odwiedzał mnie w szpitalu ale miałam wrażenie ze to nie moj maż, pytałam o co chodzi. żeby mi cokolwiek wyjaśnił. powtarzał, ze wiecznie go krytykuje a on sobie z tym nie radzi... Ja w szpitalu potrzebuje wsparcia a on sobie nie radzi i użala nad sobą. niby sie nami interesował ale swoja uwagę skupiał na sobie....po wyjściu ze szpitala wrócił do domu, ale nic sie nie zmieniło. postanowiłam przeczekać ze względu na ciąże...którejś nocy strasznie sie opił i zostawił na wierzchu telefon....jak zaczęłam czytać esemesy z jakąś niunia o 10 lat od niego młodsza to pękło mi serce....nie dość ze miał romans to ona również byla w ciąży.....termin tydzień po mnie.... wpadłam w szal zaczęłam wrzeszczeć a on głupio sie tłumaczył.....ze jednorazowa przygoda, ze ona do niego pisała bo nie radziła sobie z ciążą a on jej wielce pomagał.....
a ja.........30 tc znowu szpital, skurcze i ból brzucha. chciałam umrzeć w tym szpitalu. zawalił mi sie caly świat, dlaczego ja???dlaczego mój maż tak mnie skrzywdził, mnie i nasza córkę?po 2 tyg wyszłam ze szpitala, obecnie 33 tc przykuje leki na podtrzymanie ale córcia walczy....pomimo tych stresów jest dzielna i podtrzymuje mnie przy życiu.
On twierdzi ze żałuje, chce wrócić i naprawić wszystko ale ja nie chce go widzieć....jak osoba która kocha pod wpływem alkoholu robi takie rzeczy??był pijany i nie wiedział co robi tak się tłumaczy....Oboje znamy ta dziewczynę - młoda , zgrabna i chętna.... Bał się mi spojrzeć w oczy i dlatego tak uciekał, wiedział zę jak mi powie to z nami koniec. ona załamana ciążą on tez i tak zaczęli esemesować i nawiązała się miedzy nimi relacja. Najgorsze jest to,że ja to przeczytałam....dla niego to niby znaczenia nie miało, ze to ja jestem najważniejsza.....Tylko ze przez swoje zachowanie opuścił mnie w ciąży, pozostawił samą sobie z ciążą zagrożoną a oni mieli siebie....Uzalał się w tych esemesach ze jestem wielka pani, egoistka, że mam wygórowane wymagania i znęcam się psychicznie nad nim.Z kolei ona ideał - żadnych wymagań......Siedzę i piszę to i łzy mi płyną....Córcia wierci się w brzuchu. Teraz powinnam być radosna i z utęsknieniem oczekiwać na dziecko a jak jest....Boję się o nią, boję się że się załamię i nie dam rady urodzić...On mi pisze żebym mu dala szanse, że to naprawi,że się pogubił ale ja mu nie wierze....Tak się cieszyliśmy z tego dziecka a co on zrobił??Jak można tak skrzywdzić kobietę w ciąży?czasem jak mi pisze takie czułe smsy to mam ochotę napisać przyjedz, bo pragnę żeby nas przytulił, pragnę bezpieczeństwa i zapewnienia ze nie jesteśmy same...Po tylu latach taki cios i to w takim momencie. Wiem że nie jestem w stanie mu wybaczyć, ale teraz marzę o spokoju, ciężko nie myśleć o tym ale boję się o córkę. Mam nakaz leżenia ale jestem u siostry bo sama w mieszkaniu nie dałabym rady, chyba bym się zapłakała. on siedzi u mamusi, która i tak broni synusia....
Boję się bardzo się boje wszystkiego. Porodu, depresji, ze wkrótce w nią popadnę bo już sobie nie radzę z emocjami, później czy dam radę z takim maleństwem... Boże dlaczego ja??przecież kiedyś było nam tak dobrze.........
Powinnaś sobie zrobić od niego wolne i od podejmowania decyzji, to nie teraz, bo Twój stan Ci na to nie pozwala.
Możesz sobie popłakać, zadawać pytania dlaczego, ale czy to teraz cokolwiek zmieni? czy pomoże? nie...
Wcale Ci się nie dziwię, że mu nie wierzysz, że nie masz poczucia bezpieczeństwa, które jest takie ważne, szczególnie w Twojej sytuacji.
Mąż w takiej chwili powinien być oparciem, z resztą nie tylko w takiej, w ogóle.
Również z tego powodu z kimś się wiążemy, żeby był dla nas oparciem, dawał poczucie bezpieczeństwa, był obok kiedy tego najbardziej potrzebujemy.
Jak zaczyna go brakować, to mamy wrażenie że wali się nam świat, coś się kończy.
Tym bardziej że byliście ze sobą tyle czasu, od liceum, znam to, bo miałam podobnie, jak skończyło się moje małżeństwo, myślałam, że skończyło się życie.
Czas pokazał, że wcale tak być nie musi.
Wbrew wszystkiemu żałowałam, że wtedy nie miałam dzieci - tak sobie myślałam, że miałabym dla kogo żyć.
Ty masz i na tym tylko i wyłącznie się powinnaś skupić.
Masz kogoś obok, kto Ci może pomóc?
Najbardziej żal mi córci bo jeszcze się nie urodziła a już ma tak ciężko....
Komentarz doklejony:
Jak tylko źle się czujesz wchodź na naszego czata
Miłość zaślepia, chce leczyć to na co nie ma wpływu, pozbawia trzeźwego osądu.
Cytat
uważasz ze tylko zdrada jest u was problemem?Gdyby nie ona to mąż ze wszech miar był osobą godną zaufania i odpowiedzialnym partnerem?
Możesz teraz popatrzeć na swój zwiazek z szerszej perspektywy?
Wiek, staż, charakter męża, a nawet nasze miejsce pracy
Masz szansę to uratować, ale on musi pracować nad sobą, bo następna stresująca sytuacja i on ucieknie znów w alkohol i następną lasencję, którą będzie mógł wesprzeć i poczuć się zajebiście. Myślałam, że mnie rozedrze, jak usłyszałam od kochanki nr 1, jaki to mój mąż jest wspaniały i wspierający, jak jej słuchał i doradzał. Mnie tymczasem, siedzącą samą w domu z chorym dzieckiem spławiał przez tel. w 5 minut. Zresztą, poczytaj moją historię.
Nie wiem, jak do sprawy podejdzie Twój mąż. Mój chciał wszystko zamieść pod dywan i na do widzenia usłyszałam, że: "on żałował, chciał spokojnie żyć, ale ja musiałam drążyć, to mam". Nie pozwól na lekceważenie całej sytuacji i przechodzenie do porządku dziennego.
Zdrówka i spokoju dla Ciebie i Twojego dziecka.
Nieważne teraz, co stoi za zachowaniem Twojego męża, to nie ten czas na takie dywagacje. Ciąża to nie tylko sprawa kobiety, jej męża a ojca dziecka także. Jeśli człowiek nie mógł dorosnąć przez 35 lat swojego życia, to sorry Winnetou, ale teraz powinien w przyśpieszonym tempie. Jak tego nie potrafi, to znak że źle wybrałaś ojca dla swojego dziecka i jeszcze wiele przykrości w przyszłości możesz z tego powodu zaznać.
Czas żebyś wzięła sprawy w "swoje ręce", czyli zaczęła być i matką i ojcem jednocześnie dla swojej córki. Wiem, jak bardzo trudna jest taka rola, w sytuacji gdy sama pragniesz podpory, pocieszenia, bliskości i opieki, ale sytuacji nie zmienisz! Jest jak jest, czyli Twój mąż nie dorósł do roli ojca i mniejsza kurcze teraz o powody jego postawy.
Może się ocknie i postara nadrobić swój stracony czas, albo nie... Nie zaprzątaj sobie teraz tym głowy. Teraz Ty jesteś najważniejsza i o siebie i dziecko się martw. Tak Ci się ułożyło i pogódź się z tym. Spokojna i rozprężona matka, to zdrowe i nie znerwicowane dziecko, i to powinno teraz być dla Ciebie najważniejsze.
Sprawy do "załatwienia" z Twoim mężem zostaw na później. Nie zabiegaj, nie apeluj, nie próbuj nawoływać do jego poczucia odpowiedzialności za Was. Zostawisz przy okazji margines dla niego, by sam się opamiętał i zdał sobie sprawę, że dawno przestał być dzieckiem. Sama się przekonasz, z kim się związałaś, tak jako bonus (choć dość bolesny) całej Twojej sytuacji teraz.
Ciągle Twoje rozterki, myślenie o nim, stawianie mu diagnoz, tylko powoduje u Ciebie stres, a ten nie jest bez wpływu na rozwój Twojego dziecka.
Głowa do góry dziewczyno i hajda do przodu!
Trzymaj się i pisz jak będziesz w "dołku". Wiele tu kobiet, które musiały lub dalej muszą mierzyć się w życiu z męską niedoskonałością w tym temacie, są silne i świetnie sobie radzą, a dzieci wychowują tak, by ten mankament w ich życiorysie miał jak najmniejszy wpływ na nie i ich postawy życiowe.
Powodzenia.
Cytat
Jakieś problemy z myśleniem czy z zarozumialstwem? Resocjalizację to powinnaś zacząć od siebie. Jego zachowanie chcesz tłumaczyć? Wytłumacz swoje, to chyba ważniejsze.
Zrozpaczona,
Cytat
Nie byliście już ze sobą dla siebie, więc równie dobrze wpadkę mogła byś zaliczyć z kimkolwiek innym, kto Cię nie chce. Na to samo by wyszło.
Cytat
Myślałaś, że złapiesz go na dziecko mimo, że Was już nie było? A jak nie wyszło, to zmuszanie kogoś, żeby Cię zaczął kochać? Trzeba było o utrzymaniu czy budowaniu więzi pomyśleć przed zajściem w ciążę, nie po.
Cytat
Zastanów się nad tym dobrze. Oczywiście zawsze możesz zwalić wszystko na jego dda, bo to najprostsze i egoizmu czy zarozumialstwa nie zaburzy
Nie wiem kto ma bardziej przechlapane, pani bezrefleksyjna czy Kazimierz uciekający od niej, który jako mąż i nie mąż jest teraz sprawcą wielu ciąż.
Komentarz doklejony:
gorolka - tak właśnie było, wszystko na mojej głowie,ja to lubiłam a on miał spokój...Minęły dopiero 3 tygodnie, muszę ochłonąć i zdystansować się do sytuacji. Teraz muszę myśleć o córci bo to ona jest najważniejsza....
Zrozpaczona blagam nie czytaj wpisow Yorika. Przeczytaj komentarz Myslacej. Lepiej bym tego nie ujela.
Cytat
Ale toksyczni ludzie istnieją i nie mamy na to wpływu. Dużo ich niestety.
Cytat
Aksna to chyba niewiele ich widziałaś, albo niewiele z tych komentarzy rozumiesz.
Otwieranie oczu bardzo boli. Niektórym po takim otwarciu zostaje na zawsze trauma objawiająca się generalizowaniem, zarzucaniem wszystkim ludziom tych samych grzechów które się pojawiły u życiowego partnera/ki i zdejmowaniem tym samym sobie z mózgu problemu z dotarciem do wniosku że: może jednak mój wredny charakter i skłonność do stawiania siebie na piedestale swojej boskości i zrozumialstwa był również przyczyną , a nie tylko skutkiem noszenia poroża. I naprawdę trzeba czasem odrobinkę pomyśleć zanim się komuś dowali z wyżyn własnej nieprzerobionej frustracji. Sarkazm jest dobrym narzędziem w dyskusji tylko jeśli nie obnaża naszych własnych słabości bo wtedy szlag trafia cały efekt
Czytam ten cały dramat,który Cie dotknął i serce się kroi na myśl, że człowiek człowiekowi może zadać tyle bólu.Ano może bo już wszyscy tutaj się o tym przekonaliśmy.Różnica między nami a Tobą jest taka, że wszyscy cierpieliśmy lub cierpimy nadal okrutnie i przeżywaliśmy/przeżywamy prawdziwe katusze bólu po zdradzie ale Ty...Ty jesteś inna.Jesteś inna ponieważ nosisz w sobie nowe życie, Twój skarb największy, krew z krwi
Już wkrótce urodzisz i uświadomisz sobie fakt, że kobieta bardziej kocha dziecko niż męża. Bo dziecko jest na pewno jej, a mąż nie zawsze.
Dziś zawracasz sobie głowę nim,jego kochanka,jej dzieckiem.
Tak naprawdę to wszystko nie ważne, gdy pojawi się ONA Twoja mała córeczka, która będzie liczyła na Ciebie.Na stworzone przez Ciebie poczucie bezpieczeństwa,Na Twoje ciepło,na Twoja czułość oraz dobry stan psychiczny, ponieważ dziecko wcześniej rozpoznaje stan psychiczny swojej matki niż otaczające je przedmioty.
Bardzo chciałabym abyś postarała się dla tej małej kruszynki być na ile to możliwe szczęśliwą i radosną.
Najważniejszy obowiązek wobec dzieci to dać im szczęście.Skup się tylko i wyłącznie na urodzeniu zdrowej córeczki a ona rozpromieni Twój świat i mam nadzieję będzie motywacją byś już nigdy nie niszczyła sobie życia i nie żebrał o miłość.
Tego z głębi serca Ci życzę :cacy