

| pupil | 08. Luty |
| __ZaCzArOwAnA__ | 08. Luty |
| Darco | 08. Luty |
| Feromonka | 08. Luty |
| hanna0802 | 08. Luty |
NieOddycham | 00:37:01 |
milyfacet | 00:49:20 |
Julianaempat... | 02:04:42 |
#
poczciwy | 02:23:15 |
Crusoe | 14:32:45 |

U mnie zakończyło się 10 letnie małżeństwo. 16 lat razem, moja wielka pierwsza miłość. Kiedyś zakochani w sobie, potem przyszło na świat pierwsze dziecko. Bardzooo długo się o nie staraliśmy. Zakochałem się w synu niemiłosiernie, kichnął prychnał w nocu a ja już stałem nad łóżeczkiem. Stał się dla mnie najważniejszy i to trwało prawie 2 lata.
W tym czasie żona poszła na tor boczny, w łóżku przestało być fajnie, życie codzienne stało się szare. Oczywiście miewaliśmy te lepsze i te gorsze momenty. Z najgorszych było to, że żona pocałowała się z innym facetem. Tylko pocałunek, a moje zaufanie do niej updało. Nigdy tego nie wybaczyłem, często wracało i bolało bo wiedziałem, że to pierwszy krok do czegoś gorszego, a jak już go zrobiła to nie będzie się bała wykonać następnego...
Ale jakoś to przetrwaliśmy. Po paru latach przyszło na świat kolejne dziecko, jakoś nam się żyło, ale wiem że stałem się oziębły. Po tamtym pocałunku wciąż moja wiara i zaufanie się nie odbudowało (a minęło parę lat). Nie okazywałem żonie uczuć, chociaż je miałem w środku. Może bałem się że jak powiem że jest ładna i kochana to ucieknie do tamtego. Że upewni się w tym ile jest warta. Teraz wiem że na kobiety to działa odwrotnie, że to by ją mogło zatrzymać, ale czasu nie cofnę i błedu nie naprawie.
Nigdy nie byłem obsesyjnie zadzrosny, nie kontrolowałem telefonu ani facebooka. Chciałem wierzyć że jest ok.
Ostatnie parę miesięcy, los i my sami wystawiliśmy się na próbę. Zaczęła się największa kłótnia w moim życiu. Ubliżaliśmy sobie od najgorszych, wyrzucaliśmy pretensje i problemy z przed lat, których kiedyś nie przegadaliśmy i nie rozwiązaliśmy, bo przecież po paru dniach było ok więc nie trzeba do tego wracać. I to był błąd...
Kłótnia doprowadziła do tego, że dom wystawiliśmy na sprzedaż, ale wciąż w nim mieszkaliśmy. To był pokaz siły, wbijanie szpili tak aż zaboli, jedno drugiemu i na zmianę. W tej całej kłótni, która trwała 4 miesiąca ona chciała mnie znisczyć, zabrać dzieci, większą część domu. Wśród znajomych zrobiła ze mnie potwora - to wszystko po to żeby później łatwiej zrozumieli dlaczego ona się rozwodzi i odchodzi.
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam już nad tym żadnej kontroli, ona wypełniała paiery rozwodowe, walka o dzieci kto kiedy i jak się nimi będzie zajmował. Nasze życie staneło nad przepaścią Było bardzo źle, ale w mojej głowie to była wciąż kłótnia. Niestety nie w jej.
Zaczęła się spotykać z innym facetem (ja o tym wtedy nie wiedziałem), wychodzić wieczorami itd. Domyślałem się, ale jak się zapytałem to mówiła że nie ma nikogo. To była nieprawda. Zdałem sobie sprawę, że nie mam żadnego wpływu na nią i na to co robi i poprostu poddałem się z tym wszystkim. Zgodziłaem się na sprzedaż domu, na papiery rozwodowe, nie robiłem z niczym problemu, przestałem walczyć. Przeprosiłem ją, zrozumiałem swoje błedy, otworzyłem się, ale ona nie chciała słuchać, nie uwierzyła a to było najbardziej szczere jak tylko potrafiłem. Prosiłem ją o to żebyśmy poszli po pomoc, że z pomocą psychologa damy radę, ale ona nie słuchała. Nie słuchała nikogo z otoczenia, ani mnie ani rodziny. Ziała tylko do mnie nienawiścią.
Wciąz mieszkaliśmy razem w jednym domu, ale w osobnych sypialniach. Po paru tygodniach będąc w pracy dostałem od niej wiadomość, że przeprasza. Strasznie się ucieszyłem, tego dnia nie myślałem o niczym innym jak o tym co zrobię żeby być lepszym dla niej, jak ponownie włążę obraczkę na jej palec ślubny, że pojedziemy na super wakacje bo zasługujemy. Miałem tysiąc pozytywnych myśli na minutę. Po powrocie do domu i gotowy na rozmowę o tym jak naprawimy nasz związek usłyszałem: zdradziłam cię, zdradziłam z tym samym kolesiem, zktórym pocałowałam się parę lat temu.
W pierwszym momencie nie poczułem gniewu i złości, nie docierało chyba do mnie co ona mówi. Ja tu przyszedłem naprawiać siebie, nas i walczyć a ona mi wbija nóż prosto w serce. Gniew i złość i żal przyszły po paru dniach. Robiłem wyrzuty, gryzłem się z tym, zacząłem się porównywać do niego, co jest ze mną nie tak, czy ja jestem gorszy? I tak kolejne parę tygodni. Ona mówiła, że przyznała się bo chce zbudować nasz związek od początku, na szczerości, że zrozumiała swój błąd, że rodzina jest najważniejsza. Przypominała mi nasz dzien ślubu i wiele innych cudownych momentów z naszego życia. I chociaż od zawsze powtarzałem, że zdrady nie wybaczę to zacząłem się zastanawiać czy może nie spróbować, bo przecież mamy dwojkę cydownych dzieciaków, dom, tyle nas łączy... Tylko w tym wszystkim co mówiła i jak się zachowywała cały czas mi coś nie pasowało. Nie widziałem tej prawdziwej szczerości, tego poczucia winy za najgorsza krzywdę jaką można wyrządzić sobie na wzajem. Nie widziałem tego zrozumienia własnego błedu.
Ale potem wyszło na jaw dlaczego napisała to przepraszam, dlaczego chciała znów być razem. Bo jej nowy facet się nią zabawił i ją po paru tygodniach zostawił. Tego mi oczywiście nie powiedziała. Dowiedziałem się od innych. Po konfrontacji przyzała że to prawda i wtedy po raz kolejny mój świat runął. Bo wszystko co mi mówiła, sposób w jaki prała mi głowę, jak chciała mną zmanipulować to wszystko było tylko dlatego, że jej drugie życie się posypało. To wszystko to było kłamstwo. Brnęła w nie, wciagąjać przy tym rodzinę i znajomych.
Nie docierało do mnie jak można zrobić coś takiego drugiej osobie. Chociażby z szacunku że byliśmy 16 lat razem, nie powinna kłamać.
Ja nie znając prawdziwego powodu jej porotu, codziennie myślałem czy nie spróbować znów, nie przełknąć tego, zagryźć zęby i się poświecić. Tym kłamstwem pozowiła mi na to, że w pracy dostawałem napadów płaczu, zadręczałem się myślami.
Znów przechodziłem hustawki humoru, jednego dnia jej nienawidziłem, a innego docierało do mnie że chyba ją wciąż kocham. Wspomnienia nie pomagały w tym w ogóle. Miałem ciągłą walkę serca z rozumem. Rozum mówił, nie to koniec tam nie ma przyszłości, a serce nie chciało odpuścić, porzucić tego co nas łaczy. Nie mogłem spać, budziłem się w nocy z koszmarami. Zatraciłem poczucie głodu, schudłem 8kg.
Przeszedłem przez wszystkie etapy emocji jakie towarzyszą po zdradzie. Znów przechodziłem żałobę, płakałem jak bóbr chociaż wcześniej przez lata nie uroniłem łzy.
Jej świat też się zawalił, ale w każdej rozmowie ona wciąż mnie atakowała. Próbowała zrzucić to poczucie winy na mnie. Obarczyła mnie całą winą za to co się stało. Co rusz wyciągała jakieś złe momenty z przeszłości i przyczepiała je do tego co się dzieje. Wmawiała mi, że ona próbowała ze mną rozmawiać miesiące wcześniej przed tą wielką kłótnia. Tylko dla mnie to nie była rozowa; to były pretensje i rządania. Nigdy nie doszliśmy do źródła problemu.
Jestem optymistą, który twardo stąpa po ziemi. Nie podejmuje decyzji pochopnie, wszystko przeanalizuje, rozpatrze każdą opcję. Nie potrafiłem jej znienawidzić na stałe, to uczucie przychodziło ale za chwilę mijało.
Widziałem, że jej też jest źle, że cierpi. Zoferowałem, że dopóki mieszkamy w tym domu to na ile będe mógł to jej pomogę. Oczywiście mi samemu też było ciężko, miewałem napady złości, żalu, gniewu i płaczu. Tylko dzieciaki mnie napędzały, wiedziałem że to dla nich muszę się szybko pozbierać i żyć dalej, zadbać o ich przyszłość.
Przegryzałem to powoli w sobie. Walka rozumu z sercem wciąż trwała, ale rozum zaczął wygrywać. Dziś napisałem list do żony. Nie był to list obwiniający ją, tylko list o tym co czuję i jak ta cała sytacja na mnie wpłynęła. O tym jakie wnioski z tego wyciągnałem na przyszłość i co chcę zrobić z tym dalej.
Zdałem sobię sprawę, że w przeszłości zawiniłem, nie zachowywałem się jak mąż, partner, przyjaciel. Nie zadbałem o jej potrzeby, tylko odsuwałem się powoli na bok. Jasne dbałem o to żebyśmy żyli na poziomie, dbałem o dom, remontowałem, robiłem masę nadgodzin żeby na wszystko nam starczało. Ale nie rozmawiałem z nią. Zabrakło nam dialogu, wspólnych zainteresowań, wspólnych momentów i to powoli nas oddalało od siebie.
Zrozumiałem też, że i ja nie byłem w tym szczęśliwy. Jej codzienne pretensje i kłotnie, moje zmęczenie, stres w pracy i problemy życia codzniennnego sprawiły, że nie czułem ochoty na zbliżenie, przytulenie. Moja więź emocjonalna do niej stawała się coraz cieńsza. Przestałem się cieszyć z życia. Wyremontowany dom, super fura na podjeżdzie ucieszyły tylko na chwilę. Przestałem doceniać czas z rodziną, bo się wiecznie kłóciliśmy. Chciałem jej unikać, żeby się w końcu zamknęła i dała mi świety spokój.
Przez tą kłótnię zrozumiałem, że nie chcę takiego życia, ja znów chcę być taki jak kiedyś, pogodny i zabawny, cieszyć się z głupot, wygłupiać się na codzień i w łóżku, mieć satysfakcję z zabawy z dziecmi. Chcę żyć.
I zdałem sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi dopóki będę z moją żoną. Obojętnie jak mocno byśmy się nie postarali, to te myśli i to co się stało by do mnie wracało. Gnębiłbym się tym w życiu codziennym, a ją pewnie w każdej drobnej sprzeczce. To co się stało wyryło w mojej głowie obraz nieodwracalny, nienaprawialny. Zdałem sobie sprawę, że wydarzyło się tak wiele, że tego się już nie da odbudować, a każda próba naprawy byłaby odroczeniem wyroku.
Pogodziłem się z tym co się stało, dzieje i stanie. I chociaż nie wiem co przyniesie przyszłość (mam 33 lata) to wiem, że kiedyś przyjdzie ten moment, że znow poczuje się szczęśliwy, że bedzie tam ktoś dla mnie a ja dla kogoś - tak jak było wcześniej między mną i żoną. Tylko tym razem nie popełnie tych samych błedów. Będe otwarty w okazywaniu uczuć i będę o to zabieagał.
Mineło zaledwie parę tygodni od tego wydarzenia, a ja dziś mogę powiedzieć że jest mi w końcu lepiej. Co mi pomogło? Napewno pogodzenie się z tym, że to co się stało jest nienaprawialne. Wiem, że cięzko jest odpuścić i zostawić osobę z którą się spędziło połowę swojego życia, ale dla mnie innej drogi nie ma.
Na końcu listu napisałem: żegnaj (imię żony).
Jakiś kontakty z kochankiem? No proszę was. Moja żona zakomunikowała. Jenda próba kontaktu, jeden telefon źle się skończy. Po pierwszym od razu mi powiedziała (być może ze strachu) ostrzeżenia dotrzymałem, teraz pan mieszka gdzieś tam daleko i w sumie w d... mam co robi.
Nie raz czytamy bo nie miałem czasu bo się odsunęliśmy. I krótkie pytanie a co zrobił partner poza wymaganiami aby się przysunąć? Znalazł kochanka/kę Nie moi drodzy "durne wytłumaczenie" jak każde inne, po prostu usprawiedliwienie złapanego za rękę.
Cytat
Adrien przeczytaj dokładnie Betkę :
ale każda potrzebuję faceta który ją wspiera ,pomaga i docenia ....słucha i rozmawia ..
I każda wybiera takiego który nie wspiera, nie pomaga a docenia w łóżku. Penie wielu z nas miało by nawet ochotę gdyby mieli:
- możliwość
- czas
- i nie zapieprzała na rodziny
Wytłumaczenie jak każde inne prawie jak "bo zupa.."
Jak pisałem niestety ale Adrien byłeś niekonsekwentny i być może za mało stanowczy.
Ty po prostu przyjąłeś pozycję obrońcy. Ja mam podobnie, w testach psychologicznych zawsze wychodziło mi, że też jestem "obrońcą" i wiem już, że właśnie "obrończy" najbardziej chyba dostają po tyłkach od swoich kobiet.
Cytat
Chyba przeszedłeś szybki kurs przysposobienia do życia z kobietą
Hakaa,
Cytat
Obrońcy czy opiekuna. Wiele pasożytów to wykorzystuje udając ofiarę, słabość czy bezradność [jakby to kwintesencja kobiecości była], a jeśli to nie zadziała to nagle okazuje się, że są silnymi i bezwzględnymi drapieżnikami bez skrupułów; Przy takiej strategi każdy może zgłupieć i żeby było dobrze zaczyna tolerować pasożyta. Nawet na innych daje się nastawiać
Nawet wychowują synków wpajając uległość do kobiet pod przykrywką tzw. chorego "szacunku" i bycia rycerzem dla dam.
Cytat
dokładnie, a co tam. On cham i gbur a ona tak dzielnie o niego walczyła..a nie, miałą go w dupie gdy wstawał w nocy do dziecka, jak sam pisze. Widać tylko ludzie z mózgiem w takiej sytuacji by próbowali to zmienic, wziełaby go na poważna rozmowę, no ale po co skoro to taki cham.
Jej pocałunek był niewinny, no ot biedna duszyczka szła po ulicy jakis facet sie na nią rzucił, to co ona biedna miałą zrobić? Nieeee, wcale go nie szukała, po prostu sie trafił. Najlepsze na podsumowanie są słowa pita
Cytat
tak cierpiała że potem z kochankiem płakała między 3 a 4 orgazmem
On powinien jej się rzucić do stóp a ona? ona nic nie musi, przecież ona jest TYLKO jego żoną, wystarczy że z nim jest. A że sie przelizałą z innym, no niewinne coś na deser, ojeeej po co robić z tego tragedie
Dalej juz nie bede cytował Adriena bo cały jego post opisuje jaką ,,kochaną" kobietą jest jego żona i jak dzielnie o niego walczyła a on cham zarabiał jej na kuchnie i przewijał w nocy dziecko !!!! no cham i prostak, kto to widział ! powinien zapierdalac 12 godzin a potem cofnac sie w czasie wrócic o 16 i zabrac ja na romantyczna kolacje, Adrien ty chamie no !!!
Adrien - a co do ciebie to mam nadzieję że nie zejdziesz z obranego kursu. Dobrze znam ten typ - to że sie przelizałam z innym? twoja wina, to ze uprawiałam seks przez pare msc z innym? twoja wina. Ale teraz jak mnie kochanek kopnał w dupe to ty to napraw, bo tak cie kocham
teraz ty jej zafunduj takiego kopniaka aż sie wywinie na lewaą stronę.
Cytat
no i świetne podsumowanie B40.
Komentarz doklejony:
Adrienowa - z tego co piszesz to twój mąż jest takim chamem, takim gburem, takim ...tu sobie dodaj co chcesz - to po co chcesz do niego wracać? no skoro takim cham i niedorajda bez uczuć to go zostaw. Kochanek kopnał w dupe i trzeba plan awaryjny reaktywowac?
I pytanie które juz tu pisałem wiele razy - wziełas go kiedys na powazna rozmowe ,,albo sie cos zmieni albo nasze małzenstwo sie rozpadnie"? czy jak zazwyczaj znalazł sie gość obok ktorego sie widuje od czasu do czasu, nie gotuje mu sie, nie sprzata jego gaci, gośc który chciałsobie pobzykać. Wiesz, chyab kazdy facet wie że trzeba rzucic kobiecie garść przygłupich tekstów ,,ale ty jestes peikna, twoj maz cie nie docenia, nie wie co traci, ja bym cie na rekach nosił, jestes dla niego za dobra" i większość leci z wywalonym ozorem, a my ściemniamy ile wlezie, bo skoro jest tak przytępa to czemu nie.
Komentarz doklejony:
Cytat
ja tak mówię żonie jak mnie nakryje w łózku z inną. Zdradzam ją bo ją kocham, nie wiesz o tym? standard
Jednak mogłaś to zrobić wcześniej. Teraz dobrze by było, gdyby Adrien ustalił na ile w takim układzie jak mieliście ze wszystkimi wadami różnisz się od statystycznej kobiety, nie od ideału z marzeń.
Jak zwykle komunikacja u Was nawaliła, bo jedno z Was zajęło się sobą, było głuche, no i poleciało; inaczej być nie mogło;
Cytat
Aż się prosi zapytać. Dalej chciała byś się męczyć z oziębłym despotą? Tak Ci tego brakuje ?
Qrewno droga nie manipuluj ludziskami tutaj bo kazdy z nich takie cos wykrywa na kilometr.
Cytat
Adrianowa, kobieto, nie poniżaj się, kopnij tego roszczeniowca w tyłek z hukiem :wykrzyknik
Komentarz doklejony:
Cytat
a Ty książe myślisz, że Ciebie na kilometr nie widać?
Cytat
Tak, to głupi pomysł i sam w sobie nic by nie zmienił, ale za to reakcja na niego mówi wszystko. Nawet jeśli to tylko unikanie upokorzenia. Jeśli naprawdę chce się z kimś być i wierzy się, że tak będzie,....i to ma być cena, to zrobienie z siebie idioty po zdradzie, to naprawdę bardzo tanio by wyszło.
Jeśli się kogoś naprawdę kocha to powiedzieć komuś to błąd, że się kocha męża jest prawie niemożliwe;
sorki żły portal poszukaj wsparcia na portalu zdradzające szony.
porady prawne, instrukcje jak kłamać i może nawet lipni świadkowie.
Zdradziłaś i szukasz zrozumienia u swoich ofiar :cacy
Adrienowa poszukaj pewnie coÅ› takiego jest
A gdyby zdrady nie było i obydwoje napisaliby pomijając ją?to kto dostałby wsparcie?
Jest sens tak po niej jechać? W sumie obydwoje piszą o tym samym.jedno o potrzebach drugie o jechaniu prawie od początku małżeństwa na urażonej dumie i braku potrzeb/niematerialnych/
Adrienowie każde z was pisze że proponowało terapię i każde pisze że drugie nie było zainteresowane.Bardzo rozjechaliście się w czasie?
Oczywiście uważam, że zdrada jest zdradą. I nie tędy droga. Można było zwyczajnie się rozstać. Ale ja sobie nie wyobrażam siedzieć w emocjonalnej lodówce przez 2 lata. Można powiedzieć, że teraz już rozumiem, dlaczego mój szon ponownie doprawił mi rogi. Choć sam do tego doprowadził.
Cytat
to ze jest drugie dziecko oznacza że seksu było po sufit,czy ledwie od podłogi?to chyba tylko próba reanimacji
Adrien nie pisze ze było inaczej.
Komentarz doklejony:
sam telefon do kochanka miał naprawić ich relacje?Gdyby Adrien ,,postawił na swoim"i ona zadzwoniłaby do kochanka to co ??po 7 latach szał ?Adrien spojrzałby na nią nie tylko jak na matkę dzieci,gospodynię i kogoś do omijania ale zobaczyłby w niej człowieka z którym pora budować z wiązek a nie w nim być?
Pierwszy raz widzę małżeńskie "wywalanie kawy na ławę" na tym forum.
Może forum przerodzi się w kącik małżeńskich terapii albo nawet ławę sądową? Paru prawników tu by się pewni znalazło :-)
I Adrien i jego zona piszą że z bliskością było do dupy więc jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Cytat
Jesteś pewna że ona przewala winę,że broni kochanka? może się broni przed wzięciem wszystkiego na siebie?Bo właściwie z wpisu jej męża cała wina leży po jej stronie.
Cytat
@Adrienowa
Ciekawe dlaczego nie wspomnialas ani razu o swoich bledach. Docenilas chociaz raz jakim jestem tata? Ze po pracy zmeczony wciaz bylem wstanie wstac do mlodego zebys Ty mogla sie wyspac. Jak Ty chodzilas na spacery z dzieckiem, to ja siedzialem w parcy, ale to juz sie nie liczy. Przypomnij sobie jaki kredyt wtedy placilismy (swiezo kupiony dom) i co nam zostawalo na zycie. Jakbym nie robil tych cholernych nadgodzin to by nie bylo z czego obiadu ugotowac, no ale Ty chcialas i to to. A potem beszczelnie potrafilas mi wyrzygac ze Ty chodzisz z dzieckiem na spacery, jezdzisz do parku, na farme truksawek, a ja no albo w pracy albo remontowalem dom. Ale to nie wazne przeciez. Ja widzialem to jako obupulna pomoc sobie, podzial obowiazkow, ja zrobie to, a ty to. Tylko w tym wszystkim zaczalem sie czuc zmeczony, niedosypialem i tak przez lata.
Ty nie rozmawialas juz ze mna, Ty rzadalas, ty oczekiwalas ale ja wsparcia od Ciebie nie widzialem.
Przypomnij sobie jak wygladal nasz seks. Gdzie byla pasja, uczucie, to co bylo kiedys? Seks byl mechaniczny, dokladnie taki jak staralismy sie o dziecko. trzeba o 12, w niedziele o 15, bo jest owulacja, bo kalendarzyk, bo kulka za oknem zakukala. Mi to zbrzydlo, nie bylo tak fajnie i luzno jak kiedys, tylko jak musztra w jakims wosjku. Ani ja ani Ty nic z tym nie zrobilismy wtedy. Ja sie wycofywalem, a Ty mialas jeszcze wiecej rzadan i oczekiwan. Pentla zaciskala sie nam obojgu...
Wszelkie Twoje proby rozmow odbieralem jak atak. No bo czy rozmowy wygladaja tak: jestem nieszczesliwa i chce zeby bylo tak, chce zebys robil tak, chce chce chce...?
Potem ten pocalunek, ktory przeciez tez nie byl przypadkiem. Sama wiesz najlepiej dlaczego akurat on. Bo juz sie przystawial od dawna. Jako zona, mloda mama nalezalo po 3 jego probie uciac to, dac mu do zrozumienia zeby sie odwalil. Zrobilas to? Nie, moze mu mowilas nie nie, ale w srodku czekalas na to zeby znow cie obsypywal czulymi slowkami. Z tad nie bylo potrzeby walki o to w domu, rozwiazania problemu domowego.
Przytaczasz historie z porodu drugiego syna, ale nie napisalas dlaczego nie zdazylem na porod. Jak przyjeci Cie do szpitala, to o 22 pielegniarka powiedziala zebym jechal do domu, ze teraz nic sie nie wydarzy, ale zebym byl pod telefonem. Obydwoje uzgodnilismy ze tak tez zrobimy. Ja wrocilem do domu, w nocy zaczal sie porod i jak pielegniarka mowila Ci zebys dzwonila do meza bo sie juz zaczyna, to co powiedzialas do nie? Nie jeszcze nie. Jak juz sie wkoncu zdecydowalas zeby zadzwonili po mnie to w 3 mnuty bylem w aucie i gnalem na autostradzie ile wlezie - zdazylem przeciaz pempowine. I co bylo potem. Kolejne wyrzygiwanie ze nie bylem przy porodzie 2 dziecka, wlasnego syna - ale to byla Twoja wina, bo gdybys zadzwonila poprostu wczesniej... Lepiej obwinic meza i zrzucic poczucie winy na niego - tak robilas ze wszystkim.
Po Twoim magicznym pocalunku, w pracy sluchalem ze on Cie mial, ze Cie zaliczyl - myslisz ze to bylo mile? Ludzie sie z tego smiali, smiali jaki jestem naiwny Ciagnelo sie to latami, nawrt jak juz to wylecialo z mojej glowy na dluzej, to ktos zyczliwy potrafil mi przypomniec (pracowalismy w tej samej firmie na roznych zmianach dla wyjasnienia). No ale co Ty mozesz wiedziec, nawet wtedy sie nie skruszylas, nie probowalas nic naprawic - zrzucilas soj ciezar na mnie mowiac: nie zdziwie sie jak bedziesz chcial zakonczyc to malzenstwo. Tak pozbywalas jakichkolwiek wyrzutow z siebie.
Cytat
To napisz jak bardzo zalujesz. Co zrobilas zeby sprobowac to naprawic? Ja ci powiem oprocz 5 dni przepraszam i sztucznych lez, to klamalas caly czas ze wszystkim, ty mowilas jedno, oczy drugie, bylas nieszczera ze wszystkimi do okola siebie i po raz kolejny zrzucalas wine na mnie - bo 7 lat temu, bow marcu, bo 5 lat temu. Znow tyralas za klotnie i niepowodzenia sprzd lat. I dalej nic do Ciebie nie dotarlo. Jak ja probowalem rozmawiac i tylko wspomnialem o Twoim nowym misiu to co mowilas? O boze Ty znow o tym mowisz, o boze ty caly czas o tym itd. Mnie to zabolalo i boli, Ciebie nawet nie wzruszylo. Tylko sypalas pustymi slowami, a nigdy nic nie pokazals - tak Ci zalezalo zeby to ratowac.
@Yorik
Ja od poczatku wiedzialem ze ona tego nie zrobi. Nie spali sobie mostu, nie zamknie furtki. Sama przyznala, ze jak nam sie nie ulozy, nie wyjdzie to pewnie zejdzie sie z nim. To mowi wystarczajaco na ten temat.
@Nox
i ten pocalunek, i ta zdrada to nie byly jedyne wyjscia z sytuacji. Ona poprostu bardzo tego chciala i bylo latwo, po co bylo walczyc i sie trudzic jak tam przypelzlo samo?
Ja wiem ze obydwoje o to sie postaralismy, obydwoje sie doprowadzilismy do tego punktu, Tylko ona w tym wszystkim wolala uwierzyc kolezankom, ktore ja buntowaly, kochankowi ktory przeciez przez lata slodzil i kochal tak prawdziwie, ze az na cale 5 tygodni starczylo
Nox w tej wielkiej klotni dopiero naprawde dostrzeglem, ze nie jest tak jak byc powinno. Wrocily te obrazy sprzed lat jak bylo cudownie miedzy nami no i to co jest teraz. Wtedy wlasnie zrozumialem, ze to nie tak ma byc, ze my tkwimy i wtedy tez otworzylem sie przed nia, przeprosilam, wylalem morze lez. Poprosilem zebysy poszli to ratowac, ale ona juz miala misia na horyzoncie, wiec ja juz bylem nie wazny.
niezapomnijmy o jednym fakcie, ze gdyby boczniak dorosl do zwiazku i chcialby z nia byc, to jej by tu juz dawno nie bylo. Nawet jakbym zdechl i padl na glebe, to ona by tylko zdeptala spieszac sie do niego.
@gorolka
Obydwoje dawalismy sobie sygnaly ze jestesmy nieszczesliwi, tylko zadne z nas nie podjela odpowiednich akcji. Byly wyrzuty, awantury, wieczne klotnie, zamykanie sie w sobie i powolne odsuwanie sie od siebie. Niestety zadne z nas wtedy nie zareagowalo, nie zdawalo sobie sprawy co tak naprawde sie dzieje - to bylo toksyczne dla nas obojga.
Pani Adrianowa dokonała świadomego wyboru. Bo zdrada jest świadomym wyborem tchórza, który tego dokonał. Cokolwiek by się nie działo w związku, nikt nie zasługuje na to by zostać w ten sposób potraktowany.
Ta Pani dokonała właśnie takiego wyboru - jej sprawa. Mam nadzieję, że śmietankę za to będzie spijać do końca życia a Adrien znajdzie sobie kobietę, która będzie kochać go na dobre i na złe, będzie w stosunku do niego lojalna, uczciwa i wierna czego autorowi z całego serca życzę
Te wpisy Adriena o "qrewnie" na publicznym forum do swojej jeszcze żony, matki dzieci, gospodyni, praczki, kucharki i seksualnej usługodawajki pogrążyły cię chłopie w moich oczach.
Wiem. Zaradny, ułożony, przemyślany, pracowity ale przy okazji obrażalski, despotyczny, oziębły, do tego chyba nie gentleman.
Myślę, że większość kobiet jednak nie chciałaby takiego typa pod dachem.
Cytat
Nox wroc do mojego wpisu i pokaz mi gdzie napisalem ze to jest tylko jej wina. Powiedzialem, zrozumialem ze obydwoje ciezko na to pracowalismy.
Komentarz doklejony:
Poczciwino, jakiÅ› argumencik do wypowiedzi proszÄ™.
Cytat
Trzeba bylo wpasc na czata wczoraj - uwierz mi znow bys zmienil zdanie.
Raz piszesz ze
Cytat
a teraz ze ona przeciez byla matka (ja przeciez ojcem), gospodynia, praczka i kucharka itd.
Wiesz ja tak samo sie przykladalem do obowiazkow domowych, nie gotowalem bo nie umiem/nie lubie, ale sprzatelm, pralem, remontowalem nasz dom, urzadzalem ogrod, robilem nadgodziny, bralem swoj urlop na to zeby cos zrobic w naszym domu, a jak prosilem zone zeby wziela dzien wolny bo potrzebuje cos zalatwic, albo pojechac gdzies to byl lament niesamowity. Ja robilem za duzo, zdecydowanie za duzo, a ona i tak miala tylko wieczne pretensji.
Niewazne ja wiem ze juz jej nie chce w swoim zyciu i tego bede sie trzymal
Komentarz doklejony:
i to ze im mniej mnie doceniala w czyms tym bardziej ja chcialem byc w tym lepszy i posiwcalem temu jeszcze wiecej czasu... i pentelke na wlasnej szyji zaciskalem sam sobie :niemoc
Oboje sobie zadajcie proste pytanie: czego pragnę od życia i czy mam szansę to zrealizować z nią/nim?
Komentarz doklejony:
Adrien, skoro małżonka jest takim demonem zła, to czemu się nie rozstaniesz z nią? Dla dobra dzieci czy innego powodu?
Zastanawia mnie tylko jedno...
Powód Twojej oziębłości do żony, bo ten feralny pocałunek przecież nie był tylko jej powodem, ale wprost konsekwencją, albo początkiem konsekwencji.
Nie mogę sobie wyobrazić, by młody, zdrowy mężczyzna nakazał sobie celibat z obojętnie jakiego powodu!
Powinienes sobie odpowiedzieć na pytanie, gdzie "pies pogrzebany" . Mnie nasuwają się nastepujące powody, nie rozbijałam na te które leżą po stronie żony, Twojej, czy waszej wspólnej. Napisałam o wszystkich, o których pomyślałam:
1. Nie byłeś tak wierny żonie, jak tutaj przedstawiasz.
2. Zaspakajałeś się w inny sposób (cyberseks np.)
3. Masz jakies zaburzenia zdrowotne i nie jesteś ich świadomy (możliwości jest sporo, nie będę "wywlekać" każdej z osobna)
4. Zupełny zanik pociągu seksualnego do żony spowodowany waszym "staraniem się o dziecko". Ten powód oczywiście nie wyklucz przynajmniej dwóch podanych wcześniej, ale w wszym przypadku wydaje mi się najważniejszy.
Takie mechaniczne "męczenie" się seksem, sprowadzanie go do roli nie przyjemności, kontynuowania budowania więzi między małżonkami, a tylko sposobu by sprawić sobie dzidziusia, niejedno małżeństwo sprowadziło już na manowce.
Do tego ten momeent w którym piszeszecie oboje o Twojej obecności przy porodzie, odcinaniu pępowiny itd. Czy przypadkiem nie padłes ofiarą, doznań odebranych podczas porodu? Nie zacząłes się swojej żony brzydzić?
Nie każdy facet powinien być przy porodzie swojego dziecka i nie ma w tym temacie dyskusji. Ta obecna moda, ktora obciąża jakby z góry każdego potencjalnego tatę przymusem obecności przy porodzie swojego dziecka, mnie osobiście bardzo dziwi i niepokoi, bo mam wiele przykładów , jak bardzo może ten fakt mężczyznę przytłoczyć. Prawie wykastrować na wiele lat także. Ci którzy szukają profesjonalnej pomocy jakoś z czasem z tego wychodzą, ale na pewno jest wielu którzy sobie z tym nie radzą i nie przyznają się do tego ani przed żoną ani przed sobą. Nie wiem czy w Polsce są, ale w innych krajach funkcjonują specjalne programy pomocy takim mężczyznom. Nic nie powstaje bez przyczyny, więc musi istnieć problem, skoro na niego zareagowano.
Cokolwiek było przyczynami rozpadu waszej więzi emocjonalnej, to na pewno jedną z nich był brak seksu. Piszecie o tym zgodnie (o kilku innych także), więc musi to być prawda.
Wiem, że teraz to jest płacz nad rozlanym mlekiem, bo na wiele rzeczy już jest za późno. Choć dziwi mnie, dlaczego tak ubodła Cię zdrada żony, skoro ta sfera waszego życia dla Ciebie osobiście dawno wygasła.
Teraz musicie oboje jakoś przez to wszystko przejść tak, aby się nie znienawidzić do końca. Nie obrzucać się błotem, bo to droga donikąd. Na zawsze pozostaniecie związani ze sobą wielkim węzłem wspólnego rodzicielstwa, więc dobrze byłoby, gdybyście się chociaż względnie lubili i szanowali po rozwodzie. Osobno macie szansę na ułożenie sobie życia wg. własnych pragnień i marzeń. Od was teraz zależy, jak odbiorą ten fakt wasze dzieci i czy nie wyniosą z tego jakiejś traumy na przyszłe lata. Pomyślcie o tym.
[quote]Obydwoje dawalismy sobie sygnaly ze jestesmy nieszczesliwi, tylko zadne z nas nie podjela odpowiednich akcji. Byly wyrzuty, awantury, wieczne klotnie, zamykanie sie w sobie i powolne odsuwanie sie od siebie. Niestety zadne z nas wtedy nie zareagowalo, nie zdawalo sobie sprawy co tak naprawde sie dzieje - to bylo toksyczne dla nas obojga.[/quote]
no własnie Adrien i to jest odpowiednie podsumowanie i za to szacun.
Bo krzyki,pretensje to min dowód na ,,jest mi źle" a niekoniecznie ,,jesteś do dupy"
Szkoda że nie skorzystaliście z terapii,nie daliście sobie szansy chociażby na spokojne rozstanie gdyby pojednanie nie wyszło.
Komentarz doklejony:
Adrien
Cytat
moje pytanie było do Anegdoty
Cytat
Brawo za tę uwagę. Moja żona także chciała, żebym był przy porodach, ale kategorycznie odmówiłem, ponieważ:
1. Poród to sytuacja tak ekstremalna dla organizmu kobiety, że taki wysiłek poparty krzykiem, łzami, grymasami a czasem przekleństwami lepiej jest przeżywać chyba tylko w obecności lekarza.
2. Chciałem uniknąć także widoku żony w sytuacji, gdy nie czuje się atrakcyjna i co mogłoby wpłynąć potem na nasze łóżkowe relacje.
Poza tym, czy mąż towarzyszy żonie w domu np. w toalecie podczas wykonywania wiadomych czynności? Poród to także czynność fizjologiczna.
Cytat
Chyba zależy, jak danego faceta wychowano i jak wyglądał związek. Bo rozumiem, że przy poczęciu to i owszem facet może być, ale przy porodzie niekoniecznie, bo jego jakże wrażliwa psychika ucierpi? Zapłodnienie jest estetyczne, poród już niekoniecznie, ale to jest fizjologia, życie i fajnie by było, jakby mężczyźni się z tym pogodzili. Zresztą z tego co mi wiadomo, nawet panowie, którzy asystują przez cały poród nie stoją frontem do całej akcji, tylko obok żony, trzymając ją za rękę. Można również podczas kluczowego momentu wyjść. Jeśli sam widok pępowiny, spoconej i wrzeszczącej partnerki wystarczy, żeby faceta zniechęcić do seksu to sorry Winnetou..co to za facet? Z drugiej strony rozumiem, że to może być trauma, jeśli dotychczas w związku partnerzy zachowywali się tak, jakby nie robili kupy, włosy nie rosły na nogach, nigdy się nie pocili i rzygali tęczą (co nie oznacza, że zachęcam do wspólnych defekacji
Taka tam tylko dywagacja...
Cytat
Może tą głowę nosi wysoko bo bedzie mógł powiedzieć że rozwód jest z powodu Twojej zdrady,znajomi nie bedą pytać co do niej doprowadziło.
Cytat
a niby dlaczego bez rodziny?bez tego partnera,tego męża.
Dzieci są Twoją rodziną,a dla niech wy obydwoje jesteście rodziną.
Komentarz doklejony:
hakaa
1.
Cytat
,,chyba" czyni różnicę,to kobieta powinna decydować czy chciałaby w takiej chwili mieć przy sobie męża.a mąż czy chce jej towarzyszyć.Wolny wybór
3
Cytat
Są mężczyźni którzy nie wyobrażają sobie być gdzie indziej w chwili porodu niż przy partnerce.
Może Myslaca dobrze zdiagnozowała, że Adrien ma jakiś ukryty problem, który poniekąd rozwalił ten związek.
Komentarz doklejony:
Cytat
No i dobrze, z tego wynika, że nie ma co dywagować nad wyższością tego czy tamtego.
Ja gdybym był rodzącą kobietą za Chiny nie chciałbym rodziny przy sobie, bo trzeba się skoncentrować podczas tak ważnego aktu a zamiast trzymać romantycznie rękę partnera chwycić mocno poręcze łóżka.
Czy razem czy osobno - to już Wasze wybory, a nie jedne zwroty sytuacji widziałem.
Nie każdy umie wybaczyć... ale nie każdy piszę też na forum w sposób, w którym opisuje historie i stawia jasną diagnozę i od razu daje rozwiązanie końcowe, po czym po postawieniu kropki dwa tygodnie mieli historię (po co ? przecież jest już kropka była na początku tej historii?).
Zazwyczaj taka postawa to maska człowieka, który skrywa swe rozterki za postawą zdecydowanych osądów (większość kupuje je jako pewnik). Stan emocjonalny wpisów i zaangażowanie jednej i drugiej strony pokazuje, jednak że te końcowe recepty może są nad wyraz końcowe.
Oczywiście to Wy ostatecznie dokonacie wyborów czego chcecie. Obydwoje dołożyliście do pieca i obydwoje musicie z niego zjeść to co wyprodukujecie...
wracam jednak do tego co pisałem wcześniej, że może teraz o ironio coś gdy będziecie chcieli budować udało by się z tego skleić na nowych zasadach.
Automanipulacje są tylko automanipulacjami, niebezpieczne gdy nieświadome, bo to nie są wybory tylko zapętlenia nadające się na pracę z odpowiednimi specjalistami.
Mamy w sobie trzy główne typy emocji : zagrożenia, napędzania i jest jeszcze system emocji, który służy do odpoczynku i trawienia (który jednocześnie korzysta z układu przywspółczulnego mózgu- pobudzając go mógłbyś wyjść z problemu, ale to osobny temat)
Bardzo uogólniając na zagrożenie reagujemy na trzy sposoby. Najprostszy to walka i ucieczka, najczęściej stosowany. Drugi to paraliż, takie zastyganie w momencie poczucia zagrożenia. Trzeci to aktywne mierzenie się z zagrożeniem (występuje np. u tych osób, które pomimo jakiegoś zagrożenia biegną np. podczas wybuchu biegną w samo centrum zagrożenia, by pomagać innym)
Patrząc z ewolucyjnego punktu widzenia największą siłę mają emocje oparte na zagrożeniu, ponieważ powstały po to, by nas chronić i kształtowały się przez wiele milionów lat. Są więc najsilniejsze. Służą nam do tego, by szybko reagować i mieć siłę. I są bardzo trudne do opanowania.
Złość należy do tych emocji, jest jedną z najsilniejszych i najbardziej zaraźliwych( stąd tak wiele osób, które do tej pory same nie poradziły sobie z własnym lękiem, tak ostro Ci przytakuje).Do złości bardzo często wracamy, bardzo trudno jest nam odpuścić.
Cały system zagrożenia został stworzony po to, by zastąpić wszystkie inne emocje, tak by ratować nas w sytuacjach krytycznych. I robi to, kiedy tylko mu na to pozwolimy. Najczęściej bezwiednie. Ot, zagrożenie, strach i włączają się wszystkie emocje związane z system zagrożenia (strach, złość, zemsta/odgryzanie itd.)
Nasz umysł tak działa. To nie Twoja wina, że tak reagujesz, ani nikogo z nas. Dlatego nie należy czuć się winnym z tego powodu. ale dobrze jest nauczyć się nad tym panować. Nie nauczysz się jak tym kierować, to system zagrożenia będzie panował nad Twoim życiem, a nie Ty.
System zagrożenia działa na zasadzie pętli, im bardziej się boimy, tym bardziej nasze myśli są powiązane z lękiem, a im bardziej nasze myśli dotyczą lęku, tym bardziej się boimy. Trwając w nim jesteśmy złapani w tą pętle. Zwierzęta tak nie mają. One w momencie kiedy nie czują już zagrożenia zapominają o tym co minęło. Tylko człowiek ma taką przypadłość że jego umysł może zatrzymywać myśli, że zaczyna się zastanawiać i nakładać na dane zdarzenie dodatkowe myśli i obrazy. Człowiek coś przypuszcza. coś zakłada, zaczyna ruminować, martwić się . Zatrzymuje przez to swój umysł w poczuciu zagrożenia. I to ten system wielokrotnie decyduje za niego. Stąd ludzie są najokrutniejszym gatunkiem na ziemi.
Kiedy nasze myśli i wyobrażenia są kontrolowane rz dołur1;, z tego co pochodzi z systemu zagrożenia, systemu napędzania, systemu zdobywania, to tak naprawdę , to nie my mamy nad tym władzę.
Moim zdaniem Adrien nie ma najmniejszego znaczenia czy odejdziesz, czy zostaniesz. To rzecz wtórna. Znaczenie ma to, że nie podjąłeś żadnej świadomej decyzji w duchu współczucia i zrozumienia, siebie, jej i tego co Wam się przydarzyło. To Twój strach zdecydował o tym co dalej, a nie Ty.
Ty zwyczajnie uciekłeś od zmierzenia się z tym i pełen lęku obszczekujesz ją z daleka, zadowolony, że obszczekują ją też równie przerażeni jak i Ty. Mógłbyś w rozwiązaniu Waszego problemu skupić się na zrozumieniu tego co się zadziało i wspierającej, głownie samego siebie, życzliwości.
Musiałbyś jednak podczas kłótni wyjść poza system zagrożenia i skontaktować się z własnym ja. Wtedy być może bardzo szybko byś poczuł, że nie chcesz się kłócić, że jest Ci przykro z tego powodu, że doszło do kłótni i wynikających z nich złych zdarzeń. Zrozumiałbyś, że chcesz rozwiązać problem, ale nie chcesz ranić, czy sprawiać przykrości, czy też samemu odczuwać ból i zagubienie.
Sytuację w pełni zaczynasz ogarniać dopiero w tym momencie kiedy zauważysz i zrozumiesz, że druga osoba, kiedy też skontaktuje się z własnym ja, czuje tak samo, co i Ty. Dopiero wtedy macie szansę na znalezienie dobrego rozwiązania, świadomego i w duchu wzajemnego zrozumienia i akceptacji.
Ja nie kwestionuje Adrien Twojej decyzji o odejściu, ale uważam z perspektywy własnego doświadczenia, że Twoja decyzja nie rozwiązuje Waszego problemu.
Komentarz doklejony:
Nie rozwiązuje waszego problemu, bo jest zwykłą pospolitą reakcją na zagrożenie, jest wejściem w walkę i ucieczkę.
Komentarz doklejony:
To system zagrożenia zdecydował za Was, stąd ten ból, który odczuwacie, bo jesteście obok tego.
Macie racje jakbym mogl cofnac czas to niebylbym przy porodzie. To nie byl porod w ktorym ja stalem obok zony i trzymalem ja za reke. Ja praktycznie bralem czynny udzial przez caly czas. Oczywiscie widzialem wszystko, jak wychodzi glowka, wyskakuje mlody, co sie potem dzieje. Przytrzymywalem nogi w gorze, trzymalem kroplowke. Z sali porodowej wyszedlem umazany krwia na twarzy i na ubraniach.
Zona byla tak umeczona po porodzie ze to ja karmilem pierwszy mlodego. Lzy mi leciale jak go karmilem.
Sam nie moge powiedziec czy to mnie zablokowalo na seks po - moze? Seks po byl inny, dziwny, jakbym sie kochal z nie swoja zona tylko obca baba.
Najbardziej znienawidzilem starania sie o dziecko. NNa poczatku smiesznie kochac sie na zawolanie, o wyznaczonej porze, ale potem zero przyjemnosci, to byla jak praca. Nie czerpalem z tego nic (chociaz malzonka mmi wmawia ze sie spuscilem wiec chyba musialo mi byc dobrze
Z uczuciami to nie bylo tak ze zaraz po porodzie stalem sie oziebly. Odkochalem sie w 2 tygodnie? Tak nagle? No chyba nie. Pamietam jak dzis jak odmalowywalem nowo kupiony dom, mlody mial 8 miesiecy, zona w pracy a ja dzwonilem pytac jak tam u niej. Nie przypominam sobie zeby bylo tak zle jak to ona opisuje...
Cytat
Kolejny tekscik do zmanipulowania ludzmi. Ja sie tylko utwierdzam w tym, ze nie chce juz byc z ta kobieta. Ona tego zniesc nie moze. Powiedziala do mnie ze my i tak w przyszlosci bedziemy razem. Potem w nerwach wykrzyczala ze my zostaniemy razem - tak ma byc i koniec.
Ona nie moze sie z tym pogodzic. Stad gierki i manipulacje, pranie glowy kolejnymi bujdami i klamstwami - ja juz mam serdecznie tego dosyc.
To co robi teraz to kolejna manipulacja do tego, zebym zmienil zdanie...
Dla przykladu, jak moja szona zaczela z boczniakiem sie spotykac i podtykala mi papiery rozwodowe, a ja mowilem ze nie podpisze (w rezultacie zgodzilem sie, nawet dalem polowe kasy na wniosek sam z siebie bo tak fair), to jej kolezanki jej doradzaly, ze jak to co za cham, blokuje ci rozwod, blokuje droge do twojego szczecia itd. Ba ona nawet chciala zebysmy nagieli tam czasowe ramy zeby wszystko sie zgadzalo, ze niby jestesmy w separacji 2 lata (2 synek jeszcze nawet tyle nie ma), mowiac przeciez mozemy nagiac pewne fakty... Tak sie jej spieszylo. A teraz dostaje to o co tak walczyla i nie chce?
Pozniej po zdradzie jak podjalem decyzje ze chce rozwodu, kolezanki doradzaly: nie nie podpisuj, on bedzie mial wladze, zniszczy cie itd.
Te same kolezanki tylko punkt siedzenia inny. Ona jest bardzo podatna na slowa innych tylko nie rodziny, meza i najblizszych. Przyjmuje tylko to co jej wygodne, co jej pasuje - reszta nie ma znaczenia. Maz, rodzina, wszyscy mowili w trakcie klotni ze trzeba to naprawic, no ale kolezaneczki krzyczala, a co tam zostaw go, on nie jest ciebie warty itd. Boczniak juz na horyzoncie to co bylo lepsze? Walczyc z mezem i odbudowac to co bylo miedzy nami kiedys, czy olac meza, rodzine, dzieci i isc w tango?
Kolejny przyklad manipulacji faktami: Wczoraj po mojej prowokacji zeby zadzwonila do boczniaka i mu podziekowala, wieczorem mi powiedziala ze napisala do niego ze nie bedzie z nim, tylko z mezem. Oczywiscie z zaszklonymi oczami mi o tym mowi w imie milosci, ale punkt 31 zrobil swoje - nie uwierzylem. Dzis rano mowie do niej pokaz mi ta wiadomosc, a tam: bczniak odezwal sie pierwszy do niej: Co wrocilas do meza? Wiedzialem. Na co ona odpisala: nie maz mnie niechce...
Nigdy do niego nie napisala takiej wiadomosci, tylko kolejnym klamstwem probowala zmanipulowac.
Caly czas wyszarpuje jakies zdanie/fakt, ale nie opowie calej historii, bo przeciez to nie po jej mysli. A teraz robi to tu z Wami. Zero poczucia winy, oglady, wyciagniecia wniosku z czegokolwiek (zreszta widac to w jej wpisach
Dzis rano tez uslyszalem: ale naklamales w tej historii na forum (do tego ten szyderczo/ironiczny usmiech). Na co pytam tak a w ktorym momencie, a ona: O dzidziusia sie staralismy 3 lata a nie rok, nie wykryli u mnie bialaczki tylko przeciwciala we krwi... I to byly te klamstwa w mojej historii, ktorymi juz musiala wbic szpilke. To bylo tak znaczace przeciez...
Jeszcze raz Wam oznajmie, ze ja nie chce tu juz nic naprawiac, nie bede z ta kobieta nigdy. Wiec nie piszcie prosze o naprawie/rozmowie, bo do tej pory ja z nia noramlnie rozmawialem, ale od wczoraj przestalem - juz tego nie potrzebuje. JA WIEM GDZIE IDE
Specjalnie dla Ciebie:
1. Wylanie historii pomoglo mi samo w sobie. Dobrze jest to z siebie wyrzucic, nawet do obcego grona. To nie bylo utwierdzanie sie jak czesc zinterpretowala.
2. Wasze spostrzezenia (dziekuje Myslaca
3. Wy mogliscie poznac mnie, a ja Was - zostalem stalym bywalcem zetki :tak_trzymaj
Odwaliłeś kawał dobrej roboty nad oceną sytuacji, wyłapujesz zależności przyczynowo-skutkowe całkiem dobrze i zaprocentuje to na przyszłość. Niech tylko nieudolne manipulacje żony nie zwolnią Cię z logicznej samokrytyki.
Niestety nie mogę tego powiedzieć o Twojej żonie, którą można świetnie zrozumieć, jako księżniczkę, kulturowy produkt dzisiejszych czasów. Nawet jak dostanie ostro po doopie to i tak nie doceni tego co miała, wszyscy będą wszystkiemu winni, tylko nie ona; Jak dla mnie to jej się w tyłku poprzewracało, zbyt dużo jest właśnie takich przypadków, żeby akurat ten był inny.
To co mnie razi, to dorabianie pseudo-argumentów, niby logicznych dla przerzucenia winy. Stwarzanie takich sytuacji, aby można Cię zjechać i w poczuciu winy spełniał oczekiwania. Jeszcze do niej nie dotarło, że granie na poczuciu winy przestało działać i jest bezsilna; zrobienie z siebie ofiary też nie zadziałało, zostaje wściekłość;
Ta niechęć do łóżka u Ciebie, to prosta sprawa jeśli nie miałeś na oku kogoś innego. To tylko Ty wiesz. Kobiety to mistrzynie knucia i manipulacji, taka ich natura. Aranżowanie sytuacji, by obrócić coś przeciwko facetowi, zyskać całkiem niezłe argumenty to prościzna. To wcale nie jest rzadkie, że nie powie Ci, że nie ma ochoty, bo jej tak pasuje (bo myśli np. o innym, spotyka się z kimś innym lub brzydzi się Tobą).
Wszystko zrobi, żeby to Tobie się odechciało i żebyś nie miał ochoty (a są różne sposoby), a potem będzie jeszcze miała o to wielkie pretensje. Nie udowodnisz, że było inaczej. Ona idealna. Tomy by można napisać.
Nie wiem czy było tak u Ciebie, ale jest taka możliwość; co byś nie zrobił to źle, więc w końcu odpuszczasz, a wtedy i tak jest Twoja wina;
Cytat
Adrien nie dziwi mnie to że się wycofałeś. Toksyczna kobieta, typu księżniczki, jak jest już źle to pogłaszcze ale i tak za chwilę zrobi wszytko po swojemu. Na dłuższą metę zniszczy Twoją psychikę a później wypluje.
Cytat
Suprise, suprise... tak właśnie wygląda staranie się o dziecko, jeśli mimo "normalnych" prób się nie pojawia. Komórka jajowa jest zdolna do zapłodnienia tylko przez 24 h, plemniki są zdolne przeżyć w drogach rodnych kobiety 3 dni, no jak młody i zdrowy byczek to max. 5-6. Współżycie niestety pod zegarek, więc o jakim spontanie i luzie tu mówimy? Wątpię, aby Twojej żonie ta sytuacja również sprawiała przyjemność.
Komentarz doklejony:
Hakaa,nie znasz większości par.Zapewniam Cię że nie masz pojęcia o tym co teraz napisałeś.Bo staranie się o dziecko wygląda dokładnie tak jak Adrien napisał.Dla kobiety dochodzi jeszcze pilnowanie terminów .Dlatego każda decyzja o dziecku powinna być przemyślana.No ale jak jest ślub to ....musi być dziecko
Komentarz doklejony:
I nie problem w częstości kontaktów ale w gotowości do nich,mimo pracy,zmęczenia,niedospania
Wiem jak wygląda staranie się o dziecko, moja szawagierka starała się z mężem przez kilkanście lat i znam problem. Robili to nie o wybranej godzinie, tylko wtedy gdy mogl i wiem, że nie była to techniczna mechanika. Udało się w końcu po wieloletniej kuracji obojga i setkom radosnych zbliżeń.
Komentarz doklejony:
Cytat
Nie problem w tym? Ciekawe.
Mnie co prawda udało się począć dziecko po pierwszej próbie, ale zazwyczaj szanse poczęcia powiększa się przez zwielokrotnienie zbliżeń, to chyba wie każde żywe stworzenie.
Cytat
to zapytaj szwagierkę a nie każde żywe stworzenie
Cytat
skoro doczekali się po wieloletniej kuracji to przyjmowali leki /za kupę kasy/ by wzmocnić plemniki,doprowadzić do owulacji....więc watpię by bzykali się jak króliki bo słyszeli od innych stworzeń ze tak trzeba.
Nie neguję Hakaa że między nimi jest i była bliskość i namiętność,ale staranie się o dziecko rządzi się swoimi prawami.
Komentarz doklejony:
Cytat
dziecka nie można spłodzić w każdym dniu do wyboru i,, kiedy się może"
Hakaa, chwała Twoim szwagrom, że po tylu latach zaszli, a starania były radosnym czasem, ale dla większości par tak nie jest. Na początku może i mają fun, ale gdy po raz kilkunasty z kolei test wychodzi negatywnie, to zaczyna to być zdecydowanie "not fun". Są pary, które mówią: "uda się, to się uda, nie uda, to trudno, mamy co zrobić ze swoim życiem" i to one mają szansę na radosne starania. Są też takie, które są baaaardzo zafiksowane na dziecku i w ich przypadku zbliżenia po jakimś czasie zaczynają frustrować. Wszystko zależy również od przyczyn i "powagi" sytuacji. Jednym wystarczy intensyfikacja starań, inni muszą to robić "na komendę". I jest jeszcze kwestia "odpowiedzialności" za niepowodzenie starań. Można zaprzeczać i udawać, że tak nie jest, ale "winny" braku zapłodnienia odczuwa mega presję psychiczną. A to raczej nie sprzyja romantycznym uniesieniom. W momencie, gdy para słyszy: "wszystko z państwem w porządku, nie znamy przyczyn" ten ciężar jest rozłożony na dwoje, a więc i podejście inne.
Nie wiem, czy ta historia jest już przesądzona. Może terapia indywidualna dla każdego z was mogłaby pokazać o czym tak naprawdę mówicie - bo każde z was w głębi serca pragnie tego samego, a tylko środki wyrazu są zupełnie inne. Wiem jedno: choćbyście bardzo chcieli zrzucić winę za to, co się stało na to drugie, w tej historii winnych ... nie ma.
Mam nadzieję, że za jakiś czas wam obojgu uda być szczęśliwymi
Cytat
Od migdałków do jajeczka długa droga, dojrzeją po drodze
Standardowe ustalenia przy staraniu siÄ™ o dziecko:
- Ale będę się spotykał z kumplami, kiedy będę chciał, pił, grał w karty, jeździł na ryby i nie masz tu nic do gadania. Jakieś uwagi?
- Ależ skąd Kochanie! skoro Ci to sprawia przyjemność; pamiętaj tylko, że zawsze o siódmej wieczorem będę się starała o dziecko. I to niezależnie od tego, czy będziesz czy nie
Cytat
Ech Noxy, niech ci będzie, skoro tak ci zależy na ostatnim słowie :kapitulacja
Komentarz doklejony:
Gorolka:
Cytat
No wiesz, nie byłem świadkiem ich zbliżeń, ale sądząc po ich temperamentach i atrakcyjności szwagierki (młodsza kopia mojej żony :-), to raczej było wesoło w sypialni.
Pomogło im uaktywnienie jego plemników i udrożnienie jajowodów u niej (zabieg+leki), do zapłodnienia doszło w zasadzie na finiszu, gdy już w zasadzie odpuścili (ona 37 lat, gdy zaszła, starania od 10 lat). Urodził się chłopiec, zdrowy na ciele i umyśle, do tego inteligentna bestia :-)
A tak na marginesie to nie wydaje mi się, żeby temperament i atrakcyjność były gwarantami dobrej zabawy łóżkowej. Można być temperamentnym i atrakcyjnym i po prostu się łomotać, można być całkiem przeciętnym fizycznie, ale z głową pełną pomysłów.
Nie sądzę również, żeby kobietę atrakcyjną mniej bolało to, że nie może zostać matką niż tę przeciętną. Świadkiem nie byłeś. Nie wiesz, ile razy szwagierka mogła płakać z tego powodu. Nie wiesz, co mogła przeżywać. Choć jak mówię, zależy od podejścia.
trochę jak u Ghosta - żona mu pisze ,,przepraszam, nigdy wiecej" a godzine pozniej ich zastaje w hotelu
Pewnie, że świadkiem nie byłem, pewnie, że nie wiem wszystkiego, bo kto wie?
Moje wpisy, jak każdego tutaj, to subiektywne oceny podparte jakimiś tam życiowymi doświadczeniami i nigdy nie przypisywałem sobie wszechwiedzy, jak niektórzy próbują tutaj :-)
Cytat
a skąd wiesz, że sobie przypisują? siedzisz w czyjejś głowie?
czy podpowiada Ci to własna ... wszechwiedza?
Cytat
czy podpowiada Ci to własna ... wszechwiedza?
Potrafisz czytać ze zrozumieniem?
Rozumiesz słowo "niektórzy"?
Rozumiesz co znaczy "nie przypisywać sobie"?