Julianaempat... | 00:30:42 |
#
poczciwy | 02:29:23 |
Aga104 | 02:43:47 |
Crusoe | 03:49:39 |
JamesTon | 05:22:58 |

Witam Wszystkich! Postanowiłem podzielić się swoją historią, jakże podobną do wszystkich, o których tutaj czytałem. Niestety dołączyłem niedawno do grona zdradzonych...
Z żoną byliśmy ze sobą 8 lat - z czego niespełna 4 lata w małżeństwie. Po ślubie zamieszkaliśmy razem w domu moich teściów, z tym, że mieliśmy pełną swobodę, w zasadzie zajmowaliśmy 3/4 domu, dwa osobne wejścia. Rok po ślubie urodziło nam się dziecko, piękny synek, w tym czasie również zainwestowaliśmy bardzo dużo wspólnych pieniędzy w remont samego domu jak i całego obejścia. wiadomo jak to w małżeństwach czasem bywało lepiej czasem gorzej. Bywały również ciche dni po kłótniach. Wynikało to poniekąd z tego, że oboje z żoną (jeszcze) jesteśmy dość uparci.Od połowy zeszłego roku kłótnie te przybierały na intensywności. Postanowiłem porozmawiać kilkakrotnie z żoną, że musimy coś zrobić bo zaczynamy się od siebie oddalać. Ja dawałem z siebie wszystko, żona niekoniecznie, takie było przynajmniej moje odczucie, ale faktycznie kłótni w tym czasie było mniej. Z początkiem tego roku zaproponowałem żonie terapię małżeńska, gdyż moja żona z mojego punktu widzenia nie angażowała się w ten związek tak jak ja - zresztą sama rzeczywiście to przyznała, że nie wie czemu, ale się zdystansowała. Zgodziła się... Byliśmy na dwóch spotkaniach.... na trzecie już nie chciała pójść....Chwilę potem zacząłem zauważać, że dziwnie się zachowuje, klasyka: nieobecna, zamyślona, telefon wiecznie przy doopie, uciekanie z domu, prowokowanie kłótni i pretensje jaki ja to jestem zły. Kochałem ją bardzo to i momentalnie tę zmianę zauważyłem. od razu przyszło mi na myśl, że pojawił się ktoś trzeci. Przy próbie rozmowy (szkoda, że nie trafiłem tutaj wcześniej, wówczas moje działania byłyby inne) oczywiście zaprzeczanie itd. Gdy nie miałem już wątpliwości bo zajrzałem do jej komórki ( a tam smsy typu kochanie, skarbie itd) postanowiłem jej oznajmić, iż o wszystkim wiem i zrobiłem jej straszną awanturę, po czym oznajmiłem, że się wyprowadzam. Oczywiście mimo odkrycia tych smsów dalej twierdziła, że ona tak pisze z kolegami... boże jakie to prymitywne i beznadziejne...No cóż jak powiedziałem tak zrobiłem. Wyprowadziłem się do swoich rodziców, wówczas jeszcze nie do końca do mnie docierało to, że to się dzieje naprawdę, rzeczywiście miałem takie myśli, jak każdy pewnie w takich sytuacjach, że być może ona mnie jednak nie zdradza, heh nawiniak. W tym czasie nie kontaktowałem się z nią w sprawie innej niż dziecko.W końcu kiedy przyjechałem pewnego dnia do dziecka odkryłem kolejne dowody w postaci pikantnych treści oraz zdjęc, które sobie przesyłali na portalu Facebook. Wówczas tak mnie to uderzyło, że nie miałem już wątpliwości. O tym fakcie już nie miałem zamiaru informować żony. Udałem się do prawnika. Efekt - za kilka dni pierwsza sprawa rozwodowa, oczywiście pozew z jej winy, ale to nie wszystko, ona w odpowiedzi na pozew powypisywała takie głupoty ( m.in że była przemoc co jest prymitywnym pomówieniem i oczywiście nieprawdą), że po pierwsze człowiek zastanawia się jak mógł nie zauważyć przez tyle lat z jakim złym człowiekiem się związał, po drugie okazuje się, że w ogóle nie znało się osoby, która wydawało się będzie przy mnie do końca życia. Cóż w 2 miesiące rozpier...oliła bez skinienia głową wszystko co budowaliśmy przez 8 lat. Nie został kamień na kamieniu. W jednej chwili całe moje życie odwróciło się mi do góry nogami. Gdy spotkałem się z nią w sprawie podziału ruchomości, to zaczęła roztrząsać to co się wydarzyło. Powiedziałem jej, że nie chcę o tym rozmawiać, nie to jest przedmiotem naszego spotkania. A ona swoje i ciągle atak i arogancki ton, stwierdzenia typu, że się pospieszyłem z tym rozwodem, na co odpowiedziałem, że NIE - to tylko konsekwencja tego, że ona pośpieszyła się ze zmianą partnera. Na chwilę obecną zostałem z niczym, niczym nastolatek. Miałem wszystko - rodzinę, dom a nie mam nic. Mieszkam niczym nastolatek u rodziców bez póki co perspektyw na własne M bo całą kasę włożyłem w dom, który niestety nie zdążył zostać przepisany na nas...No cóż oczywiście w tej chwili pluję sobie w twarz, że mogłem się w jakiś sposób zabezpieczyć, ale jak to mówią jak wiesz, że się przewrócisz to nie wychodzisz z domu. Jestem teraz na etapie podnoszenia się. Dostałem jak każdy tutaj srogą lekcję życia. Po czterech miesiącach z każdym dniem czuje się jednak lepiej, zapisałem się na siłownię, kupiłem sobie nowe ciuszki, po prostu zająłem się sobą. Czasem zastanawiam się czy rzeczywiście nie pośpieszyłem się z tym krokiem, a z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie potrafiłbym już żyć z takim człowiekiem. Najgorsze jest to, że to ciągle boli. I jak tu żyć?Co mogę jeszcze zrobić? Wiem, że cały czas są we mnie emocje, nie mogę tak zobojętnieć mimo, że bardzo chciałbym...
Ból z czasem przechodzi, powoli przyzwyczajamy się do sytuacji i izolujemy się od przeszłości. Oczywiście zawsze łączą dzieci. Ważne że nie masz poważnych problemów ze spotkaniami z synkiem.
Cytat
Komentarz doklejony:
P.S.
i witam sąsiada z okolicy
Cytat
Uważaj bo trafiłeś na cwaną, bezwzględną i kłamliwą babę. Jak śmiałeś ją ograniczać w bzykaniu się z innymi i udowadniać jej puszczalstwo. Mało tego, bez jej zgody chcesz się rozwodzić, kto Ci na to pozwolił? Jak ona teraz przed ludźmi będzie wyglądać, że to jej wina? Może zrobić wszystko, co jej tylko przyjdzie do głowy, że to wszystko to Twoja wina. Na pewno wszystkich będzie nastawiała przeciwko Tobie, robić z siebie ofiarę, żeby ukryć lub usprawiedliwić czy odwrócić uwagę od swojego puszczalstwa, którego jej zdaniem nie było. To Tobie się coś pomieszało niedobry człowieku;
Cytat
70% pozwów lub odpowiedzi na pozew tak wygląda, przed kochankami czy przed sądem "prawda" musi być na wyłączność. Jeśli sprawa toczy się dalej, to podaj mi na priw dane sędziego, jestem ciekawy która to ?
Yorik - to fakt, to, że jest bezwzględna, podła niech świadczy fakt, że po ujawnieniu smsów nie było czegoś w stylu przepraszam, kocham Cię, to nic nie znaczy, tylko najważniejsze było żeby nie pokazywać tego jej rodzicom...masakra. Ona zawsze dbała o swój wizerunek i łatwo oceniała innych w takiej sytuacji, a tu masz babola będzie musiał sama się zmierzyć z tym samym...Nie wyobrażam sobie innego wyroku niż na moją korzyść. Prawda musi zwyciężyć! Co innego, że będzie to Pyrrusowe zwycięstwo.
Otwórz oczy ..nie ma idealnych małżeństw ,a większość z nich brudy pierze w domu ...
może warto to przemyśleć ...
"Bo każdy człowiek popełnia błędy. Bo każdy człowiek zasługuje na drugą szanse. A czasami i na trzecią. Bo nie jesteśmy nieomylni. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Bo jesteśmy aż ludźmi. I jeśli popełniamy błędy, krzywdząc innych, powinniśmy się umieć do tego przyznać. A ci inni powinni umieć nam wybaczyć."
Cytat
BETKAA rozwód w naszym kraju nie polega na uśmiercaniu małżonków. Zawsze można to naprawić i chajtnąć się jeszcze kilka razy. :cacy
Cytat
Gdyby tak było to chłopak by nie cierpiał.
Cytat
Cytat
Nie wchodzi się 2x do tej samej rzeki,błąd można popełnić tylko raz i tylko raz szanse naprawy,raz zachwiane zaufanie jest już nie do odbudowania jedna zmarnowana szansa jest dowodem że na druga już nie zasługuje,tak łatwo jest wybaczyć ale nie zapomnieć to już zostaje...
To urażone ego jest podstawą tego cierpienia.
Cytat
może warto to przemyśleć ...
Może warto przemyśleć, że nie dla każdego jest ważne co ludzie powiedzą czyli moralność pani Dulskiej. Dulszczyzna w najczystszym wydaniu to wyrachowanie, wygodnictwo lub słabość
Cytat
Bzdura kompletna. Nie każdy jest tak arogancki, hardy, jadowity i kłamie aby zniszczyć drugą osobę (bezczelne oskarżanie o przemoc). Nie każdy kto zdradził po zdradzie niszczy swojego partnera, traktuje jak śmiecia i robi rzeczy, które uniemożliwiają jakiekolwiek porozumienie.
Są osoby, które nie widzą swoich błędów i nigdy nie zobaczą, więc co mają naprawiać, zwłaszcza jak nie doświadczą konsekwencji swoich działań; To jedyna szansa, by zaczęły myśleć, choć to też nie jest 100% gwarancja dla osób zwalających odpowiedzialność za swoje postępowanie na wszystkich i wszystko co możliwe.
Cytat
Kobieto, powiedz to jego żonie, bo chyba pomyliłaś adres.
Dobrocią i czekaniem to tylko by się wykończył i nikt by tego nie docenił.
Ma teraz kobietę, która na siłę chce zrobić z siebie ofiarę i zrzucić winę na niego. Powinien na to pozwolić i udowodnić jej że jest ostatnią pipą? Tym bardziej by go nie szanowała.
Na dzień dzisiejszy podjął najlepszą decyzję i póki ona go nie przekona, że warto, nie udowodni, że jej bardzo na nim zależy (choć jestem ciekaw jak?), nie powinien się z niej wycofywać, bo nie ma do tego żadnych podstaw.
Skoro pozew rozwodowy nie rzucił jej na kolana a tylko rozjątrzył, to o czym mowa? To znaczy, że jej nie zależy, nie zrezygnuje z innych facetów, to on ma się dostosować jeśli chce dalej dostępować zaszczytu życia z księżniczką na jej warunkach.
To klasyczna próba siły i sprawdzenie czy można komuś narobić bez konsekwencji na głowę.
Na jej decyzje i życie ma ograniczony wpływ, na swoje na szczęście ma. A rozwód powinien właśnie pokazać prawdziwe intencje tej damy;
A tak na marginesie, znałem związek dość burzliwy, gdzie ślub brali 3x. Męczyli się ze sobą, ale nie mogli bez siebie żyć.
Poniżej link do mojej historii.
Przeczytaj bo historia prawie identyczna. Opisana od początku do końca.
Możesz dużo informacji pozyskać jak przeczytasz od deski do deski włącznie w komentarzami forumowiczów i ich radami.
http://www.zdradzeni.info/news.php?re...dmore=4805
Później Ci napisze co uważam w kolejnym moim komentarzu bo wskoczyłem na chwilę
Komentarz doklejony:
Napisałem Ci wcześniej o mojej historii.
Zadałeś ważne pytanie ile czasu będzie bolało
Od mojego punktu zero czyli akcji rogi minęły dwa lata, od rozwodu rok. Generalnie czas leczenia liczyłbym od akcji rogi. Taki okres leczenia wynosi 1,5 roku do 2 lat. Wszystko zależy od tego jak długo będziesz się tym karmił i podlewał oliwy do ognia. Nie będę tu pisał wywodów o tym jak to mi przechodziło itd. ale napisze Ci rady dotyczące zdrowienia:
- nie pisz z żoną sms itd.
- pisz sms tylko w sprawie dziecka
- nie dopytuj dlaczego to zrobiła
- nie poruszaj tematu
- nie grzeb w tym temacie
- nie interesuj się nią
- nie płaszcz się przed nią
- nie daj sobie wrzucić winy w psyche
- zajmij się dzieckiem
- zajmij się sobą
- szukaj pasji
- wypełnij czas
- poznawaj ludzi
- nie ładuj się w związki przez około rok
- ciesz się z tego co masz czyli z dziecka i że jesteś zdrowy
To tyle co do zdrowienia. Napiszę Ci teraz ogólnie.
Myślę że podjąłeś dobrą decyzję. Nie odpuszczaj i ładuj jej winę w sądzie. Pozwoli Ci to uniknąć późniejszych problemów z jej strony. Będziesz miał prawną przewagę w wielu kwestiach.
Tak jak ktoś napisał, ożenić się później ze swoją żona możesz jeszcze wiele razy ale nie wiem czy będziesz chciał. Szczerze wątpię.
Idź za ciosem i nie zawracaj z raz obranej drogi.
Nie znam twojej żony ale hmmm jakbym widział swoją w wielu kwestiach. Ocenianie innych, egoizm, wybielanie poprzez oczernianie (wybielanie kurestwa w perfidny sposó
Twoja żona to perfidny gad w rui który widzi czubek swojego nosa i ma motyle w brzuchu z powodu kochasia. Chyba wybrałeś kiepski materiał na żonę podobnie jak ja.
Ja na twoim miejscu zrobiłbym to co zrobiłem ja, i Ty własnie to robisz.
2 lata temu stałem w identycznym punkcie. W małym pokoiku na garnuszku u rodziców bez żadnych perspektyw. Miałem rodzinę, dom, plany a tu chuj dupa i kamieni kupa.
Powiem Ci gdzie stoję dziś.
Poznałem fajną dziewczynę, panienkę która darzy mnie uczuciem i jest mega zadowolona że mnie poznała. Zwiedzamy razem Polskę Świat. Chodzimy do kina i wszędzie gdzie mamy ochotę.
Poznałem dużo nowych znajomych.
Odkryłem nowe pasje typu podróżowanie, fotografia.
Uczę się angielskiego w szkole języków obcych,
W pracy jestem handlowcem, dzięki punktowi powyżej 80% sprzedaję za granicę a kiedyś było odwrotnie
Mam nadzieję że w zimę kupie mieszkanie a tez nie miałem perspektyw tak jak Ty.
Stoję dziś w całkiem ciekawym punkcie a byłem w tym samym co Ty.
Dasz sobie radę stary do góry łeb, nie klękaj tylko walcz i idź za ciosem.
Cytat
No trzeba, ale Twojej jakiejś głebszej refleksji w tym co piszesz też nie widać
Komentarz doklejony:
ubawiły mnie typy zdradzających
reakcje wielu zdradzających zależą od naszych reakcji
to nie jest tak, że ktoś ma np patologię w domu, a winny jej jest tylko zdrajca;
jeśli ta patologia trwała przez lata, to osoba która została zdradzona też ją tworzyła; ma więc W SOBIE określone tendencje, mechanizmy;
zrzucenie odpowiedzialności w takiej sytuacji na zdradzającego, nie rozwiązuje żadnego problemu :cacy
Komentarz doklejony:
Twój "typ zdradzającej", przy innym partnerze, mógłby okazać się całkowicie innym "typem"
Cytat
zrzucenie odpowiedzialności w takiej sytuacji na zdradzającego, nie rozwiązuje żadnego problemu :cacy
To jeszcze powiedz tylko na jakim zlotozjeździe będziesz
Cytat
na tym, gdzie uprawiać się będzie białą magię
muszę się troszczyć o moją szklaną kulę
Amor- o jakiej refleksji mówimy? Jak większość tutaj osób, które znalazły się w podobnej sytuacji nie twierdzę, że byłem idealny, jasne, że nie! Znam swoje wady i mogę przyjąć na siebie 50% odpowiedzialności za kryzys, jeśli o nim mówimy, ale w życiu nie dam sobie wmówić winy za zdradę. Zdrada to wybór! Tak postępują tylko tchórze, ludzie słabi, nie mający kręgosłupa moralnego i wartości, którymi kierowaliby się w życiu. Moja refleksja jest podobna do tej, którą opisał w swojej historii Tomi - nie dać się zdominować, poświęcić w 100% w związek, pozostawiając dotychczasowe życie gdzieś z boku, być trochę egoistą w tym wszystkim.
Cytat
Czytajac Ciebie odnoszę uczucie nieodparte wrażenie, że wiem co zaraz powiesz. Ot taka gładka historyjka.
Samo to Twoje uderzanie "że nie dasz sobie wmówić winy za zdradę", o tym świadczy. Ponieważ nikt Ci tutaj winy za zdradę nie przypisuje.
Nawet teraz w tym wpisie skierowanym do mnie przedstawisz sytuację normalizując ją i kierując się zmienną aprobaty społecznej.
Twój brak refleksji nie ma nic wspólnego z historią Tomiego, więc śmiesznym jest to Twoje "wzywanie na pomoc". Ale zarówno ta reakcja, jaki i monolog, są charakterystyczne dla osób, które boją się dialogu na tematy dla nich niewygodne.
Piszesz o swoje partnerce, że jest tchórzem, osobą słabą,bez kręgosłupa moralnego i wartości. A kim Ty jesteś?
Poza zgrabnym " jestem odpowiedzialny za 50% kryzysu w małżeństwie", można odnieść wrażenie, że bardzo unikasz jasnego określenia tych Twoich 50%.
Zgrabnie zakładasz zmienną aprobaty "mam na sobie 50%", bez wnikania, czym jest to 50%.
To jest oczywiście Twój wybór, ale na tym daleko nie zajedziesz. Całkiem możliwe, że za chwilkę (być może już w kolejnym związku) z ofiary staniesz się katem.
To widać bardzo wyraźnie w tym jak bezrefleksyjnie obsmarowujesz partnerkę. To ona jest ta najgorszą, pełną wad. Miała w ogóle jakieś zalety?
Co zabawne nie widziałeś tych wad, kiedy się z nią wiązałeś? A jeśli widziałeś to czemu od początku nad tym nie pracowaliście? Wiedząc, że jest "słabym tchórzem, nie mającym kręgosłupa moralnego", pakowałeś lata swojej pracy, bez zabezpieczenia swojego dorobku, swojej przyszłości? To albo jesteś totalnym głupcem, albo bezmyślnym ignorantem. Tudzież facetem kompletnie nieodpowiedzialnym.
A może było Ci wygodnie nie dostrzegać tego jaka ona jest?
Za to, że nie zabezpieczyłeś prawnie swojego dorobku życiowego, nikt inny tylko Ty jesteś odpowiedzialny.
Więc całe jojczenie, nad tym jak Cię oszukano, jest w tym kontekście śmieszne.
Ot zgrabny histeryczny monolog,wzdychanie, jęczenie, udawanie ofiary, którego jedynym celem jest spojrzenie na to co się wydarzyło szerzej i niedopuszczenie do głosu odmiennego spojrzenia i argumentacji.
No bo jak można komuś, kto został tak strasznie pokrzywdzony i ma jednocześnie "świadomość swoich 50 %" zwrócić uwagę na to, że nie ma racji, że płaci za WŁASNE BŁĘDY.
Manipulujesz w ten sposób i zgrabnie uciekasz od spojrzenia na swoją rolę w tej historii.
Komentarz doklejony:
Ot zgrabny histeryczny monolog,wzdychanie, jęczenie, udawanie ofiary, którego jedynym celem jest ucieczka przed spojrzeniem na to co się wydarzyło szerzej i niedopuszczenie do głosu odmiennego spojrzenia i argumentacji.
Teraz bardziej obserwuję swoje otoczenie a wnioski wychodzą same, np: te związki rodzące się po zdradzie wyglądają podobnie jak poprzednie, zdradzacz znajduje kolejnego naiwniaka i po okresie miodowym jest to samo. Bo tych ludzi nigdy nic nie nauczy, zawsze będą tacy sami. Doskonalili swoje patologiczne podejście do życia przez cały swój związek, biorąc nie dając nic więcej za to, zmuszając do ciągłych kompromisów (bardziej uległości). Wychowani do toksyczności. Nie skłonni do zrobienia porządku w swoim życiu, agresywni na propozycję terapii albo zwrócenie uwagi na problem. Konkretny psychoterapeuta po kilku sesjach sam rezygnuje z terapii z taką osobą, bo widzi że nie potrafi skomunikować się z taką osobą. Kumpluje się z grupką psychoterapeutów, porywają mnie czasem na warsztaty albo grilla, oni uzmysłowili mi że nie ma reguły że 50 % winy kryzysu jest zawsze po jednej stronie, są ludzie skłonni do toksycznych relacji a w związku potrafią je jeszcze rozwijać niszcząc swoją partnerkę albo partnera. W takim wypadku tylko ucieczka z takiego związku jest jedynym ratunkiem.
Jakoś też nie pasuje mi ten podził winy po zdradzie 50/50%, bo to oznacza że ktoś kto nie dotrzymał przysięgi, zdradził i wystawił na zatracenie wszystko co wspólnie para osiagneła, jest równie winny jak ten, który np. zapomniał o rocznicy ślubu lub zatracił się wpracy zawodowej "zaniedbując" emocjonalnie partnera, bo i takie przyczyny zdrady były tutaj podawane. Bardziej odpowiada mi stwierdzenie że wina leży po obu stronach, ale w różnych proporcjach. Zależnie od tego, co było przyczyną zdrady i jak sama zdrada przebiegała (bez skojarzeń proszę
Masz prawo nie wybaczyć zdrady i nie dążyć do pojednania za wszelką cenę. to tylko świadczy o Twoim zdrowym podejściu do życia. Jesli widzisz, ze Twoja żona nie widzi problemu po swojej stronie, to dlaczego Ty miałbyś go na siłę szukać u siebie. Nikt nie obowiązku wybaczania zdrady, to Tylko dobra wola zdradzonego prowadzi do pojednania. Dobra wola i ciężka praca obu stron, nad sobą i nad związkiem. Jesli tej woli nie ma u niewiernej, to na czym tu budować wspólną przyszłość? Na treningach siłowych, by znosić coraz większy ciężar rogów i nie zwichnąć karku?
Tak jak czym innym jest odpowiedzialność, a czym innym wina.
Mówiąc o odpowiedzialności za kryzys 50/50 mówi się współodpowiedzialności. Ponieważ to nasze reakcje,zachowania, szczególnie te automatyczne, wpływają i warunkują reakcje drugiej strony.
Przykładowo:Ciepła, spokojna, pełna obecności, reakcja wycisza sytuacje konfliktowe, i co za tym idzie umożliwia rozwiązanie przyczyny konfliktu. Gwałtowne, burzliwa,pełna opryskliwości, czy tez pełna ignorancji, może wręcz przeciwnie , pogłębić konflikt.
Albo przykład z innej beczki: na jakiś określony bodziec choleryk zareaguje bardzo impulsywnie, a flegmatyk dwa dni będzie zastanawiał się, czy w ogóle zareagować. Co za tym idzie całkowicie inna będzie dana sytuacja. A i inna reakcja osoby zdradzającej, bo inne pójdą za tym emocje i odczucia. Ten sam bodziec, a kontinuum może być skrajnie inne.
Nie ma skali/linijki, która mierzyłaby z dokładnością co do milimetra procentowy udział
Równie dobrze facet choleryk może reagować bardzo impulsywnie, i pozornie sytuacja będzie wyglądać, że to on jest odpowiedzialny za konflikt, bo "zawsze brutal na nią krzyczał" a po bliższym przyjrzeniu może się przecież okazać, że cały czas był agresywnie atakowany, przez ustawiczne niezadowolenie partnerki wyrażane przez cichutkie, delikatne przygaduszki, wbijane zrzędzeniem szpileczki.
Stąd mówiąc o 50% podziale, mówi się o intereakcji pomiędzy osobami.
Częścią godzenia sobie z tym co nas spotkało jest również analiza co mogło doprowadzić do tego zdarzenia. Skoro był kryzys, to i pewnie dorzuciłeś swoje do ognia. I na to przyjdzie czas, żebyś to dokładnie sobie przemyślał - nawet z jej perspektywy, aby poczuć jak Twoje zachowanie w konkretnych, powtarzających się sytuacjach może być uciążliwe dla osoby, która się z Tobą zwiąże i żebyś popracował nad sobą. Masz bowiem, podobnie jak my wszyscy zdradzeni, wyborną okazję spojrzenie na siebie bez zbroi w jaką przez lata się obudowałeś przepychając się ze swoją jeszcze żoną. Spojrzeć na siebie odartego z autouwielbienia (które każdy ma), spojrzeć na siebie jak troskliwy ojciec patrzy na swoje ukochane dziecko - z miłością, ale dostrzegając wady i ich możliwe konsekwencje w przyszłości (jesteś ojcem więc liczę, że wiesz o czym piszę). Zobaczyć w sobie ten mrok i te ułomności, mechanizmy, które mogły destrukcyjnie wpływać na Wasze relacje i które są częścią Ciebie. Pozwolić sobie dostrzec rysę, może nawet niejedną w swoim autowizerunku. Ale nie po to żeby sobie umniejszyć - absolutnie nie. Tylko po to żeby zobaczyć się w pełnej krasie - żeby zobaczyć całość siebie, a nie tylko to co chcesz widzieć - zupełnie tak jak zobaczyłeś swoja jeszcze żonę - żyłeś do tej pory jej jakimś wyidealizowanym obrazem, a zdrada otworzyła Ci oczy na jej pełne oblicze. Zdób ze sobą i dla siebie to samo. Świadomość własnych słabości powinna scalić Ciebie wewnętrznie - uwolnić od pychy, która w takiej sytuacji może się rodzić, bo w końcu to ona zdradziła, a Ty jesteś pokrzywdzony, a która nie pomoże Ci pójść naprzód. Dokonanie takiej autorefleksji może wprowadzić pewne uspokojenie i ukojenie wewnętrzne mimo, że odkrycia mogą być bolesne. Ale będzie to prawda o Tobie, a prawda zawsze wyzwala.
Prawdopodobne jest też, że Twoja jeszcze żona, będąc w zupełnie innym momencie swojego życia uważa, że ona właśnie wykazuje się dojrzałością i prezentuje wysoki poziom samoświadomości. Obawiam że jednak, że byłaby w błędzie i podczas gdy Ty pójdziesz do przodu, ona zostanie w tym samym miejscu, w którym jest i jej mechanizm będzie się powtarzał jeśli tylko okoliczności będą zbliżone. A na pewno nie będzie czekać kolejnych 8 lat, żeby zmienić coś co jej nie odpowiada.
Trzymaj się i nie popadaj w skrajności
Cytat
oczywiście, że nie
a chcesz powiedzieć, że Ty byłeś dojrzały,jako partner i mężczyzna, nie zabezpieczając prawnie bytu swojej rodziny i licząc na dobrą wolę teściów?
no weź przestań
chcesz powiedzieć, że byłeś odpowiedzialnym partnerem, tylko ta jedna, kluczowa dla bezpieczeństwa rodziny, kwestia, umknęła Twojej uwadze?
Cytat
właśnie dlatego, że przeczytałam bardzo starannie,to zadaje pytanie
chociaż to Ty powinieneś je sobie zadać;
i zadałbyś je sobie, gdyby nie było Ci w roli ofiary wygodnie
Komentarz doklejony:
dlaczego nie zauważyłeś, przez tyle lat, z jak złym człowiekiem się wiązałeś?
i dlaczego związałeś się właśnie z taką osobą?
Twój ojciec dokonał już wyboru i teraz to historia.
Mnie się przydajesz bardzo, bo mam córki i widzę gdzie nie robić błędów aby nie myślały jak Ty.
Cytat
i dlaczego związałeś się właśnie z taką osobą?
Komentarz doklejony:
Cytat
Gdyby chłopak wziął kredyt to siedziałby dłużej w pracy i nie bywał ze swoją rodziną i też byłaby jego wina
Cytat
Twój ojciec dokonał już wyboru i teraz to historia.
Mnie się przydajesz bardzo, bo mam córki i widzę gdzie nie robić błędów aby nie myślały jak Ty.
Pit ja wiem, że mówię rzeczy dla Ciebie niewygodne
Ale to jest watek poczciwego, więc wybacz, ale pozostawię Twoje prywatne wycieczki bez komentarza, one świadczą tylko o Tobie
I teraz co najwyżej bardzo jasno i wyraźnie pokazują problem z jakim się borykasz
Komentarz doklejony:
Cytat
ten wpis jest tego najlepszym przykładem;
Ty nawet w swojej ignorancji i indolencji nie potrafisz odróżnić nawet odpowiedzialności od winy.
Komentarz doklejony:
*Ty w swojej ignorancji i indolencji, nie potrafisz nawet odróżnić odpowiedzialności od winy.
Cytat
Dla Ciebie komentarze pod Twoim adresem są niewygodne, próbujesz na siłę ludzi analizować nie znając ich życia i codziennego postępowania. W gabinecie oczywiście dobrego psychologa to wiele godzin, Ty bawisz się w amatorszczyznę .
Cytat
Cytat
Przepisali by pewnie i tak na córkę darowizną, a to nie podlega wspólnocie małżeńskiej.
Włożyłeś nie tam gdzie trzeba. Jeśli masz jakąś dokumentacje swojego wkładu możesz coś tam wyciągnąć, ale najlepiej zawsze uważać gdzie się wkłada
Cytat
święta prawda
Pamiętam jak moje ex teściowa chciała nam "sprzedać" działkę ale jako darowizna dla córeczki, oczywiście nie zgodziłem się, kupiliśmy notarialnie, teraz bym leżał i kwiczał.
Gdyby chłopak wziął krechę i pracował do nocy żeby to spłacić to byłby zły bo nie spędzałby czasu z rodziną, żoną itd. Gdyby zaś pracował krótko za śmieszne pieniądze to też nie jest dobry bo nie jest w stanie utrzymać rodziny, bo zarabia mniej niż zona, bo co to za głowa rodziny itd. Widziałem to w jednym domu. Ja za długo pracowałem a szwagier był śmieszny bo dyrektor za 1800 zł.
Co do zadbania prawnego o swój majątek to nie takie proste. Wchodzisz do kogoś do domu wierząc że będzie dobrze, nie ładnie upominać się o nieswoje. Mieszkasz remontujesz, działasz, topisz pieniądze, dzieci rosną a wraz z dziećmi mega rogi. Budzisz się w ręką w nocniku. Znam to z autopsji.
Chyba to najlepsze podsumowanie "włożyłeś nie tam gdzie trzeba"
Cytat
Jeszcze raz , bo chyba znów nie zrozumiałeś
Masz jakąś cenna dla mnie uwagę , to umieść ją w moim wątku
Z tego co pamiętam, to ja zwróciłam Ci ostatnio uwagę ,w naszej prywatnej rozmowie na to iż nie ma możliwości diagnozowania na forum, tutaj co najwyżej możemy się wymienić spostrzeżeniami.
A Ty teraz udajesz mądrego? o lol
Cytat
Nie ośmieszaj się.
Cytat
Jak widać nie tylko moich, bo o tym samym mówił w swoim komentarzu np Rodzamoo.
Problem w tym, że nie masz elementarnej wiedzy, więc aby zdyskredytować adwersarza posuwasz się ośmieszania jego wypowiedzi i przylepiania im łatek "swoich teorii".
To Twoje zachowanie wiele o Tobie mówi, panie dokonały
Komentarz doklejony:
Cytat
Przepisali by pewnie i tak na córkę darowizną, a to nie podlega wspólnocie małżeńskiej.
Włożyłeś nie tam gdzie trzeba. Jeśli masz jakąś dokumentacje swojego wkładu możesz coś tam wyciągnąć, ale najlepiej zawsze uważać gdzie się wkładasmiley
Oj Yorik, Yorik ...
W kupie raźniej?
https://www.youtube.com/watch?v=I2MRP...2MRP6TsZmY
Cytat
To co zarobiłeś i wkładasz jest Twoje;
to co jest teściów , jest teściów;
Komentarz doklejony:
masz rację, nieładnie jest upominać się i wyciągać rękę/ rościć sobie pretensje o nieswoje
Cytat
Twoją już poznałem
Cytat
to fajnie
Cytat
Czujesz się teraz skrzywdzony, potrzebujesz dowartościowania, ale nie uciekaj do roli ofiary.
W ten sposób tylko przedłużysz cierpienie i długo się od tego nie uwolnisz, bo te emocje zniewalają.
To co Twoje, spróbuj wziąć na klatę, choć trochę zrozumieć, to ogólnie będzie Ci lżej.
Komentarz doklejony:
A z wkładaniem to jest tak:
Na ogół wkłada się po to, aby wyciągnąć i coś z tego mieć, ryzyko zawsze istnieje że nie wyciągniesz
Przeczytaj dokładnie, często się to pojawia w długotrwałych związkach:
https://toksycznakobieta.wordpress.co...cjonalnie/
Cytat
Cytat
Przy zdradzie występuje przemoc psychiczna, zdradzani są poniżani, częsty jest używany gaslighting zabierany jest też często wspólny majątek, partnerzy wyrzucani są z mieszkań, izolowani od dzieci, wmawia się im że dzieci mają już nowego tatę, kobiety słyszą że są stare,grube i nie nadają się do miłości, przykładów można podawać w nieskończoność.
I w psychologii i w psychiatrii zdrada zaliczana jest do przemocy psychicznej.
Cytat
może występować, ale wcale nie musi
każdy dom jest inny, podobnie jak i każdy związek, relacja są inne
nie w każdym domu, w którym jeden z partnerów zdradził, dochodzi do tak drastycznych zachowań, na jakie się powołałeś;
ja np nie wyobrażam sobie sytuacji w której mój niewierny by mi ubliżał, bo takie ubliżanie drugiej osobie wynika z wychowania i kultury osobistej, a nie samej zdrady;
stąd jestem więcej niż pewna i myślę, że podobnie rzecz ma się z wyrzucaniem kogoś na bruk, bo to kwestia wartości jakie partner posiada, a nie samej zdrady;
gro osób nie wyobraża sobie wyrzucenie na bruk psa, a co dopiero drugiego człowieka;
nieodpowiedzialne podejście do wychowania dzieci, manipulowaniem dziećmi też nie wynika z tego, że któryś z partnerów zdradził, a jedynie z tego, że takie mechanizmy istniały w tym domu; nasilenie zjawiska w okresie zaostrzonego konfliktu między partnerami, jest tylko nasileniem , ale nie wynika bezpośrednio ze zdrady; są domy w których nie wydarzyła się zdrada, a partnerzy i tak manipulują dziećmi;
nie każda osoba, która doświadczyła krzywdy, jaką jest zdrada, wchodzi w rolę ofiary;
czym innym jest przemoc psychiczna, a czym innym zdrada;
choć zdarza się, że zdrada stanowi czubek góry lodowej ukrytych głębiej problemów;
przemocą psychiczną jest np ciągłe podejrzewanie o chęć zdrady lub jej dokonanie,
a czasem zdrada jest ucieczką samego zdradzającego, od właśnie patologicznej i toksycznej relacji, jaką partnerzy sobie stworzyli
O klasie człowieka świadczy przestrzeganie przez niego zasad i reguł, nie używanie języka literackiego w codziennym życiu. Było już kilku bardzo kulturalnych zdawałoby się bandytów i oprychów w historii.
Cytat
Nie napisałem że zawsze. Ja rozmawiam z ludźmi i w dużej ilości przypadków ona występuje w mniejszym lub większym stopniu. To jest Twoja subiektywna ocena, ja jednak wsłuchuje się w ludzi, często ludzie tego tu nie piszą bo jest im wstyd, głównie płeć brzydka. Często jednak tutaj widać zjawisko przewagi psychicznej zdradzającego nad zdradzonym, kiedy on/ona uważają że wszystko im wolno i do wszystkiego mają prawo, bo zdradzony pogrążony jest w szoku rozpaczy etc.
Cytat
Cytat
W zasadzie nie tylko zdradę ale i wszystkie przestępstwa można łatwo wytłumaczyć wystarczy dobra teoria i jej uzasadnienie.
Komentarz doklejony:
Cytat
Trzeba było od razu napisać że Tobie chodzi tylko o ludzi z klasą
Idę spać.
Dobranoc.
Pit,
Cytat
Your life, Your choice :niemoc
Tak na marginesie: Od kiedy gwałt jest formą zemsty?
Kończę ten temat, bo jest mi niepotrzebna przepychanka nie na temat i do tego jeszcze w wątku Poczciwego.
Pozdrawiam.
Zdrada otworzyła Ci oczy ale widzisz tylko wady i błędy swojej żony ...a może czas popatrzeć na swoje niedoskonałości ...
Niestety zgodzę się z komentarzem ''amor''....jak można napisać o swojej partnerce że jest tchórzem ,bez kręgosłupa moralnego i wartości będąc z nią ładnych parę lat ??!Wiesz dlaczego tak piszesz bo urażone zostało twoje ego...tylko i wyłącznie ....ty widzisz tylko zdradę Twojej żony ,a jaka była przed zdradą to już nie ma żadnego znaczenia ......bo i tak podjąłeś decyzję .....
Bo kto perfidnie oszukuje swojego partnera.
Jeżeli przestała go kochać, jeżeli znalazła sobie nowy obiekt do kochania, do bzykania, to ja nie chciałbym z taką osobą być nawet minuty. Taka osoba jest perfidna i wykorzystuje maksymalnie uczucie jakim darzy nas partner.
Bo małpa nie złapie nowej gałęzi póki nie złapi drugiej, nowej.
Dlatego w takich przypadkach to mówi się partnerowi/ partnerce szczerą prawdę i odchodzi a nie oszukuje.
To ona jest perfidna i to w 100%!
Autorze, bądź konsekwentny i realizuj swój plan.
Aczkolwiek jest mi przykro, że kolejnego faceta dotknęła tragedia:cacy.
Jednak wierzę, że dasz radę, bo jesteś mocnym facetem.
Ja wiem Betkaa, że między kobietami jest solidarnoość jajników, ale wybacz, zdrady nie jestem zrozumieć.
Cytat
Pit już wczoraj szkoda mi było czasu.
Wyobraź sobie, że nie tylko Ty rozmawiasz z ludźmi. Potrafisz sobie to wyobrazić?
Nie masz zielonego pojęcia o tym jak wyglądają moje bliższe relacje z innymi, więc daruj sobie odgrywanie jedynego wsłuchującego się, bo reklama Twoich "usług" nieco bawi
Wyobraź sobie, ze poza wsłuchiwanie się fajnie jest, jak ludzie potrafią jeszcze usłyszeć się i być.
Z pewnością ludzie, z każdym z nas rozmawiają inaczej
Cytat
Dokładnie tak i wyobraź sobie, że to samo dotyczy drugiego z partnerów.
Tego niby "zdrowszego". Przemyśl to.
Cytat
W zasadzie nie tylko zdradę ale i wszystkie przestępstwa można łatwo wytłumaczyć wystarczy dobra teoria i jej uzasadnienie.
A po co Ty chcesz w ogóle tłumaczyć zdradę, czy przestępstwa?
Poznanie przyczyn powstawania, nie jest żadnym tłumaczeniem złych występków. To jest tak trudne do zrozumienia?
Cytat
Kolejna manipulacja i tania szpileczka z Twojej strony
Komentarz doklejony:
Cytat
Bzdura totalna. Aby używać porównania, którego ktoś dokonał, warto zapoznać się szerzej z tematem i wiedzieć do czego konkretnie się ono odnosi. Bo później wyrastają takie kwiatki.
Cytat
Po pierwsze nie piszę o celu, bo to się pojawia automatycznie u ludzi zakochanych.
Tak samo agresja jest u zakochanych nastolatków którym rodzice nie pozwalają ze sobą być, rodzice są wtedy wrogami numer jeden.
Nie wsłuchujecie się w ludzi a to najważniejsze, jeśli pojawiają się zaczątki kryzysu i jedna strona nie potrafi rozmawiać z drugą (trudności w komunikacji) to ta druga nie może być winna. Jak to mi powiedzieli moi znajomi terapeuci, czasem widać już podczas wstępnej analizy że jeden z partnerów uważa że wszystko jest ok i opuszcza gabinet, to w tym przypadku drugi nie może być obwiniany, bo jedynie co to zostaje sam z problemami.
Dlatego nie wkładam do jednego wora wszystkich.
Cytat
Cytat
czemu mnie to nie dziwi
Cytat
nie zrobiłam żadnego podziału, tylko zwróciłam uwagę na odmienne znaczenie pojęć
i dla ścisłości o człowieku świadczy wiele rzeczy
nie tylko kultura, czy nie tylko ludzkie podejście do innych;
Komentarz doklejony:
Cytat
sugerujesz, że inni wkładają ?
Cytat
jesteś pewien, że robisz coś zdecydowanie lepiej od innych, że tak bardzo chcesz pouczać, jak pomagać mają inni ?
nie ośmieszaj się tym ciągłym powoływaniem się na znajomych psychoterapeutów, bo to tak jakby ktoś powoływał się na "znajomości" i to iż jest "kimś", bo gdzieś przy jakiejś okazji podawał rękę Kwaśniewskiemu, stojąc w szpalerze naiwniaków;
jesteś pewien, że wiesz z kim mają kontakt inni, jakie mają wykształcenie i skąd czerpią wiedzę, co chcą przekazać, jakie mają doświadczenia?
Komentarz doklejony:
poczciwy trzymam kciuki, nie opisuj zbyt dużo co się tam działo. Tak dla bezpieczeństwa.
Nie ma żadnej solidarności jajników o której piszesz ,nie znam jego żony i nie wiem jakim jest człowiekiem ...i dlaczego tak postąpiła...wiem jednak jedno ..zawsze są dwie strony medalu
Cytat
Bo tak działa nasza psychika, każdy z nas jest inny i inna jest intensywność tej obrony. To jest tak jak z oparzeniem najpierw boli a z biegiem czasu w procesie gojenia ból zanika, zdrowy organizm potrafi tak samo zregenerować swoją psychikę. Jesteśmy często przekorni, jeśli nam ktoś powie nie rób tak albo siak to robimy coś zupełnie odwrotnego. Wina może być po obu stronach ale czy za kryzys wieku średniego i zmiany hormonalne też musi odpowiadać druga strona ? Czasem jest też tak że partner wychodzi z rodziny z takimi toksycznymi relacjami, na początku tego nie widać bo jest tzn miodowy okres, gdzie wszystko takiej osobie pasuje, później jednak to się diametralnie zmienia. Wady ma każdy z nas, nad jednymi można popracować, do innych trzeba się przyzwyczaić albo odejść.
Komentarz doklejony:
P.S. Warto zobaczyć cały film ale tutaj zobacz jak czasem działa to o czy pisałem wcześniej : 1:06:00
https://www.youtube.com/watch?v=pDcFQ...DcFQPaNaQk
To dwa bieguny tej samej ułomności.
Aby wzmocnić swoje wewnętrzne siły, warto mieć nieco dystansu i nieufności. Warto sprawdzać innych i nie pędzić za tłumem. Wypracować w sobie taką odrobinę dyskrecji i powściągliwości.
Pamiętając ciągle o tym, że najważniejszym jest NASZE głębokie wsłuchanie się w samego siebie.
Bo to nie inni tylko my sami i nasi najbliżsi, będziemy ponosić konsekwencje naszych wyborów
Warto też, angażując się w cokolwiek, zebrać maksimum wiedzy. Nawet powoli, metodą małych kroczków.
To głębokie wsłuchanie się w samego siebie potrzebne jest, aby określić sobie jasne cele.
Przy czym, nigdy nie wiemy co przyniesie nam życie, dlatego zawsze warto się asekurować.
Warto mieć taką ambicję, aby liczyć tylko na siebie i swoje możliwości.
Cudze rady powinny stanowić margines.
Tym bardziej poczciwy, że masz malutkie dziecko, za które jesteś odpowiedzialny. I niezależnie od tego czy będziesz z żoną, czy się rozwiedziesz, to Wasze z żoną relacje, będą wpływać na los malucha i kształtowanie się jego osobowości.
Jesteś za nie odpowiedzialny, więc sam sobie odpowiedz na pytanie, jakim chcesz być ojcem. I czy ostry konflikt, który bardzo łatwo jest wskrzesić i uczynić go nieodwracalnym, umożliwi Ci realizację Twoich założeń i nie skrzywdzi dzieciaka.
Głupia prawa rozwodowa, to w tym wszystkim pikuś. Ot urzędnicza formalność.
Bo po tej rozprawie trzeba żyć dalej.
Tam decyduje się o władzy rodzicielskiej, prawie o decydowaniu o dziecku:jego edukacji, decydowaniu o zdrowiu. Tam określa się kontakty, czyli czas spędzony z dzieckiem. Do wydania wyroku możesz doprecyzować: święta, wakacje, odbiory z przedszkola i szkoły, urodziny etc. To co będzie zebrane w pierwszej instancji decyduje przeważnie przy ewentualnej apelacji, w sprawach rozwodowych nie ma kasacji.
Nieustanne skupianie się na negatywach, na zmartwieniach, na narzekaniu na innych, na krzywdach, czy stresie, powoduje, że mózg staje się bardziej reaktywny, podatny na depresyjny nastrój, czy lęki. Staje się wówczas bardziej skupiony na zagrożeniach, stratach. Silnie odczuwa wówczas złość, poczucie winy , czy smutek.
Kiedy skupiamy się w życiu na pozytywach, na tym co dobre, na tych dobrych zdarzeniach, mózg projektuje się na siłe i odporność, zwiększa się odczuwanie poczucia naszej wartości, zwiększa optymistyczne i realistyczne nastawienie do życia, a co za tym idzie procentujący pozytywny nastrój. To może być skupienie na własnych osiągnięciach, na przyjemnościach, dobrych intencjach, czy nawet zaletach/nazych, innych, okoliczności/.
Dlatego tak kluczowym w dojściu do równowagi i szczęścia w sumie, jest praca z własnym umysłem i pielęgnowanie w nas takich pozytywnych rzeczy jak przede wszystkim wdzięczność, kreatywność, dobro szeroko rozumiane, czy otoczenie siebie troską.
Tak aby przekształcić te przemijające w czasie pozytywne doświadczenia, w trwałe struktury neuronalne.
Dlatego tak kluczowym jest odejście od karmienia się złem, negatywną przeszłością, negatywnymi doświadczeniami, czy wszelkie maści brudami.
Wchodzenie i trwanie w roli ofiary (a co za nim idzie, nieustanne skupianie się na złej/ negatywnej przeszłości, krzywdach, krytyce i narzekaniu na innych), uniemożliwia ten proces wracania do szczęscia i równowagi.
Przeszłości i tego co się wydarzyło, tych wszystkich bardzo złych i negatywnych rzeczy, nikt już nie zmieni. Jednak przeszłość nigdy nie jest jednolicie zła, lub tylko dobra. Doświadczamy różnych rzeczy. Koncentrowanie się jedynie na krzywdach i negatywnej przeszłości buduje w ludziach i daje poczucie przegranego czasu, przegranego życia.
Nie da się zmienić tego złego co się już wydarzyło, ale można decydować o dniu dzisiejszym, o tym co dzieje się tutaj i teraz.
Dlatego jedyne co warto wyciągnąć z tej negatywnej przeszłości, to wnioski. A oprzeć się na tej pozytywnej części przeszłości. Na tym co nas buduje. Tak aby w tym tu i teraz dokonywać jak najwłaściwszych wyborów. Tak, aby nasza teraźniejszość, budowana na bieżąco, nie była obciążona jedynie fatalizmem, a skupiała się na tych pozytywnych, hedonistycznych doświadczeniach. Tak, byśmy planując naszą przyszłość budowali ją już na zdrowych i pozytywnych doświadczeniach. I abyśmy mogli poczuć naszą siłę sprawczą, wzrost poczucia własnej wartości i w ogóle mieli chęć na planowanie i realizowanie naszych planów.
Pojawiające się między ludźmi konflikty można rozwiązywać w sposób bardzo destrukcyjny, jak i pozytywny, budujący.
Można też oczywiście zostawiać je odłogiem i czekać aż się spiętrzą. A można też iść przez życie bardzo uważnie, reagując już na bieżące drobne rzeczy, które nas spotykają, że tak powiem "sprzątać na bieżąco".
Nie mniej przy każdym rozwiązywaniu konfliktu, kluczowymi są , ustalenie co jest przyczyną konfliktu, jaki to jest rodzaj konfliktu, jak i rozładowanie negatywnych emocji, a w dalszej kolejności ich usunięcie, zredukowanie.
Wyciszenie negatywnych emocji jest więc kluczowe, a trwanie w poczuciu bycia ofiarą (a niektórzy trwają w tej roli przez długie lata po zdradzie) uniemożliwia wyjście z tych negatywnych emocji, poczucia krzywdy, a co za tym idzie pozytywne rozwiązanie konfliktów.
Nic się samo Pit nie zrobi.
Nasz umysł kształtuje to, czego doznajemy, jak również to o czym myślimy, to czego pragniemy i to co czujemy. Doświadczenia kształcą nas umysł, ale to my wybieramy kierunek, to my decydujemy o tym, na czym się koncentrujemy w dniu dzisiejszym. O tym czym się karmimy.
Komentarz doklejony:
ucieczka od problemów nie jest tożsama z ich rozwiązaniem
jest tylko zwykłym zamieceniem problemu pod dywan
Cytat
Nigdzie nie napisałem że to się samo robi, cały czas piszę o zdolności naszego umysłu wraz z mózgiem. Sa takie dziedziny nauki jak neuropsychologia i neuropsychiatria bardzo wzmocniła koncepcję behawiorystów.
Że ciągle uczymy się za pomocą umysłu, naturalnych odruchów. Wszystkie te neuroprzekaźniki (ich ilość), jak i np : kortyzol w stresie służą aby wyhamować lub pobudzić siłę naszego układu nerwowego.( dlatego podczas np: zdrady, czy innego kryzysu ludzie doznają załamania a później euforii:zadowolenia z niczego a wszystko kończy się zmęczeniem) Umysł sam potrafi dojść do równowagi, bo ma do tego "narzędzia". Tylko w wypadku kiedy ten układ jest "chory" potrzeba, terapii bądź psychologicznej, bądź farmakologicznej. Zdrowy umysł np: po stracie nogi załamie się na jakiś czas, jednak wstanie i będzie uczył się chodzić w protezie, chory położy się i będzie pielęgnował swoją niedolę.
Już więcej nie będę się tłumaczyć z mojej wiedzy, życiowej jak i przeczytanych publikacji naukowych. Całe życie uczymy się właśnie poprzez swoje błędy jak i dokonania.
Cytat
A do czego ja się odniosłam powyżej?
Sam z siebie wielokrotnie nie dochodzi i najlepszym przykładem są osoby z PTSD
A ja o tym pisze od początku
Oczywiście cały temat jest tak rozległy że jestem zmuszony pisać jak najprościej potrafię.
usunięty dubel , apologises
Cytat
tylko Ty jesteś zmuszony?
Oj Pit
Mam nadzieję, że mimo wszystko, z tego naszego sporu, inne osoby wyciągną jakieś pozytywne dla siebie rzeczy
Cytat
Przepraszam, a jaki to temat?
Cytat
Ty tak na serio ? Aż mnie kolka ze śmiechu złapała
Pit chłopie, teraz to już przesadziłeś;
Cytat dla Ciebie dla odrobiny refleksji, jeśli jesteś w stanie:
- W swoim życiu przeczytałem dwie książki
- Co to było? Poczytaj mi mamo?
- Jedna z nich to Ojciec Chrzestny, gdybyś ją przeczytał to wiedziałbyś, że pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon, ale niestety ty zapchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych,
nie Krzysiu?
Cytat
tak ******
Nie podajemy publicznie danych prywatnych na forum.
Ty zrobiłeś to specjalnie z premedytacją.
Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek Ci się przedstawiał.
W swej nieobliczalności lubisz szkodzić ludziom.
Zastanów się chłopie poważnie nad sobą i tym co sobą reprezentujesz, bo kij ma dwa końce. Yorik.
pit,to cytat z filmu Poranek kojota,zbieg okoliczności nic celowe...a tak po dłuższym zastanowieniu zaczynacie się podobnie zachowywać, to jeszcze polecam. Testosteron lub Chłopaki nie płaczą.
"Im wyższy jest poziom testosteronu we krwi koguta, tym większy jest jego grzebień i korale!" i wszystko w temacie
Postawa Twojej żony to klasyka. Raz, że ona prawdopodobnie taka była od zawsze. Gdybyś odrobił swoją część lekcji, zauważyłbyś, że żyłeś z księżniczką, hienką. ...tych określeń mamy tutaj dostatek. Coś przegapiłeś, teraz ponosisz trochę skutki swojej nieuwagi.
Dwa, nawet normalny, zdrowy na umyśle człowiek nie chce być tym złym. Im więcej nabroił tym bardziej winy zrzuca na innych. Wiara w szczerość lub pokorne przyznanie się do swoich wykroczeń to ładna bajka. Ludzie to mimo wszystko tchórze. Przy zdradzie dodatkowo boli ego. To ego jest twoje. Nie żony, sąsiada czy księdza, ono jest twoje i tylko Ty możesz je naprawić. "Ja tak się starałem, a ona poszła w długą. Przecież taki byłem dobry, tak się starałem. " Ten tok myślenia i mi towarzyszył. Nie wiem po jaką cholerę, bo zwiększał bezradność i poczucie żalu. Na codzień- w związku, pracy, przyjaźni, dosłownie wszędzie jak czegoś nie wymagasz, nie umiesz stawiać granic to i każdy wlezie Ci na głowę. W małżeństwie dokładnie tak samo. Też nie miałem takiego hamulca bezpieczeństwa, mało tego w zadufaniu swojego ego ja tak bardzo się starałem, tak bardzo wierzyłem w zasady, że ze zdziwienia nie potrafiłem zrobić niczego, nawet przez lata zobaczyć jak jestem zdradzany.
Wszystko o czym piszesz, co zajmuje Ci głowę siedzi w Twojej głowie. Bezradność, zdziwienie i żal też. Zacznij pracować nad nimi. Psychologów, terapii jest cała masa. Nie zrobisz porządku to nie uwolnisz się mentalnie od żony i jej zagrywek. Nawet po rozwodzie każde jej zagranie będzie niszczyć Ci psychikę. A będziecie zależni od siebie, choćby ze względu na dziecko.
Apologises - wiem, zdaję sobie sprawę, że im dłużej będę się tymi myślami zadręczał tym ciężej będzie mi z tego wyjść. Chciałbym się z tego uwolnić, ale ona nie daje mi o sobie zapomnieć szukając kontaktu. Wiem i zdaję sobie sprawę, że jesteśmy w pewnym sensie skazani na siebie przez co najmniej kilkanaście lat z uwagi na dziecko. Chciałbym chociażby z tego powodu umieć normalnie z nią pogadać, ale póki co nie potrafię...
Cytat
Ja o tym mówiłam więc Ci wytłumaczę, bo źle to odbierasz.
Człowiek nie jest tożsamym ani z jedną wypowiedzią, ani nawet sumą swoich wypowiedzi. Tak jak nie jest tożsamy z czynem, ani nawet sumą czynów.
Tutaj na forum istnieje możliwość odniesienia się tylko do jakiś tak pojedynczych wypowiedzi. Totalną głupotą byłoby jednoznaczne ocenianie drugiego człowieka po jakimś jego wpisie.
Możemy się więc tylko wymienić wzajemnie jakimś spostrzeżeniami i odnieść do tego co ktoś napisał. Ale to jest odniesienie do tekstu, nie do człowieka. Nie mniej czasem, w tym co ktoś pisze, są pewne rzeczy widoczne, które dana osoba potwierdza w swoich dalszych wypowiedziach.
To nie są jednak spostrzeżenia, które mają Cię jednoznacznie określić, ale mają Ci dać jakieś wskazówki, które Ty sam powinieneś zweryfikować, i nad którymi możesz się zastanowić. I nad którymi , jeśli są zasadne, wielokrotnie warto popracować.
Tutaj można pomóc tylko Tobie, nie ma możliwości zweryfikowania, jak wygląda całość relacji Twojej z partnerką.
Twój odbiór rzeczywistości , a odbiór partnerki może być totalnie różny. Nawet tutaj na forum były przypadki, że jeden z małżonków opisując coś odbierał, to co się działo w związku, całkowicie inaczej niż druga połówka. Więc nawet jakikolwiek ocenianie, która ze stron jest pokrzywdzoną, a która odpowiedzialną za rozpad, byłoby totalnym nieporozumieniem. I to nawet nie jest rolą userów, chociaż może się komuś zdarzyć zapędzić.
Obydwoje jesteście osobami, które w tak trudnej chwili potrzebują pomocy. Jesteś tutaj tylko Ty, więc wskazówki mają pomóc Tobie.W sądzie, czy w życiu zawsze więcej wygrasz na dojrzałej postawie, niż buńczucznej. Przy czym dojrzała nie oznacza rezygnowania z Twojej strony ze swoich racji, czy praw. Oznacza jedynie, że potrafisz ogarną całość, a nie skupić się jedynie na swoim czubku własnego nosa i własnych zasadnościach.Oznacza, że potrafisz też dostrzec racje i zasadność argumentów drugiej strony i się do nich rzeczowo odnieść.
Komentarz doklejony:
Cytat
nie jestem pewna, ale zdaje się, że przepisy określają, iż chyba pół roku, jest niezbędnym warunkiem, więc w tym układzie przedłużanie sprawy ze strony sądu, byłoby zasadne, w takim wypadku z automatu, przez wzgląd jedynie na przepisy,
Cytat
To są tylko Twoje emocje (na marginesie człowiek jest je w stanie ogarnąć) i z tego co piszesz wynika iż bardzo silne.
To też nie jest tak, że rozprawa coś bezpowrotnie kończy, choć niewątpliwie może zakończyć. Jednak w życiu nic nie jest stałe i na zawsze.
Relacje międzyludzkie, to nieco bardziej skomplikowane sprawy. Jesteście rodzicami tego samego dziecka.I to jeszcze małego dziecka. Będziecie ze sobą jeszcze przez lata w kontakcie. Ta relacja może przybrać różne formy , ale ona będzie istniała. Nie na wszystko masz wpływ, ale ten który masz, na to jak ona będzie wyglądała i jakiej będzie jakości jest dość spory.
Komentarz doklejony:
Cytat
i całkiem możliwe, że przeszkadza Ci w tym poczucie krzywdy i nieogarnięte emocje (wiesz jak nad nimi zapanować?);
jeśli to są silne emocje i jesteś porywczą osobą, cholerykiem z natury, to sędziowie też to przecież biorą pod uwagę na zasadzie "mają wspólne dziecko do wychowania, dziecko potrzebuje obojga rodziców; są młodzi , gorąca krew, dzisiaj się biją, jutro w łóżku do białego raną będą godzić";
To Ty musisz spojrzeć sam w siebie i wiedzieć dokładnie czego chcesz
Wiem, że łatwo mówić i radzić komuś, kto już prawie zapomniał jak to było.
Jednak uświadom sobie, że istnieje życie po rozwodzie, nie nastał koniec swiata, a to co teraz przeżywasz, jest tylko częscią Twojego życia. Musisz przez to przejść.
Nie szukaj winy w sobie, to nie ten moment. Teraz musisz o siebie zadbać i znaleźć siłę, by przez to wszystko jakoś przebrnąć. Zwłaszcza, że opuściłeś dom i właściwie musisz zaczynać od zera.
Nie trać czasu na niepotrzebne rozmyślania, przeszłości i tak nie zmienisz. Masz wpływ tylko na przyszłość. Zrobiłeś wszystko co mogłeś i chwała Ci za to. Jeśli więcej nie mogłeś, to może się zwyczajnie nie dało i już.
Dbaj o siebie i swoje relacje z dzieckiem, żona jak dotrze do niej (albo i nie dotrze) co nawyrabiała, to i do poprawnych relacji z Tobą będzie bardziej skora i może nawet przyzna się choć przed samą sobą, jaki numer wycięła wam obojgu.
Nikt nie ma obowiązku wybaczać zdrady i ten kto zdradza powinien mieć świadomość tego, że pewne rzeczy robi się tylko raz, odwrotu nie ma.
Można wybaczyć, ale nic na siłę. Pewne malżeństawa z różnych powodów są po zdradzie nie do uratowania i nie ma nad czym dewagować.
Teraz Ty musisz swoje życie odbudować, po zdradzie, po stracie dotychczasowego życia i po rozwodzie wreszcie. To aż nadto na jednego człowieka w tak krótkim czasie. I na tym się skup.
Powodzenia.
Komentarz doklejony:
Betkaa, próbowałem z nią rozmawiać kilkakrotnie, jeszcze zanim odkryłem dowody. Tłumaczyłem, że wiem o wszystkim, że wiem kim on jest i niech się opamięta póki jeszcze nie jest za późno. Wiesz jakie odpowiedzi uzyskiwałem wówczas?Że mam urojenia, że nikogo nie ma, że sobie coś wymyśliłem itd. Żadne racjonalne argumenty nie działały zresztą teraz też to wiem z Waszych innych historii, że nie miały prawa działać. Gdyby tylko jej postępowanie było inne wtedy może próbowałbym ją zrozumieć, zastanowić się nad tym wszystkim. A z drugiej strony z perspektywy czasu może to i lepiej, że tak się stało, przynajmniej uniknąłem dylematu i rozterek nad tym. Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności por prostu nie zgadzam się z Twoją opinią aczkolwiek dziękuję za jej wyrażenie.
Cytat
To takie moje. Czuje Twoj klimat.
To samo u mnie. Nawet tesciowa, ktora jeszcze w tamtym roku twierdzila, ze jej corce odwalilo i ze bedzie zeznawac przeciwko niej na naszej drugiej rozprawie byla jej swiadkiem i tez dowiedzialem sie paru rzeczy o sobie. Stwierdzila "przeciez to moja corka". No ale coz... takie rzeczy tylko w Erze.
Ja mialem swoja trzecia juz rozprawe przedwczoraj i tez robilem oczy... a moja jeszcze zona taka biedna i pokrzywdzona.
Ale jak tu pisali wczesniej - rozwod to wojna, w ktorej nie ma jencow. U mojej zero skruchy.
I mimo, ze ja tez walczylem (wtedy tak uwazalem) to nic nie dalo. Nic! Tylko sie upokorzylem, zero jakiegos meskiego honoru, jakies prosby.
Im bardziej to widziala tym bardziej byla harda. No i oczywiscie moja wina. A "rycerz" ratowal "ksiezniczke" (tak siebie nazywali) i triumfowal.
Trafilem tutaj troche za pozno, ale lepiej pozno niz wcale.
Teraz jest zupelnie inaczej chociaz przyznam, ze rozprawa juz trzecia troche mnie rozwalila. Ostatnia w styczniu.
Na razie nie mam ochoty rozmawiac z nia ani utrzymywac jakis kontaktow. Pewnie to kiedys przejdzie i bede ja traktowac jak jakas normalna osobe.
Na razie rana jest swieza a jak powiadaja rana sie nie zagoi jak ja bedziesz ciagle dotykac.
3maj sie stary. Moim zdaniem dobrze zrobiles.
Cytat
dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
ja odnoszę takie wrażenie, że ta opryskliwość i zatwardziałość stron, wynika wielokrotnie z negatywnych emocji, najczęściej podgrzewanych przez osoby trzecie; np przez rodzinkę, przyjaciółeczki z klubu"dobra rada" i wszelkiej maści pociotków,
o podgrzanie, w takich momentach, negatywnych emocji u osoby zdradzonej naprawdę nie trudno;
tylko, że niestety, to nie oni będą dźwigać konsekwencje czynów i działań wynikłych z takich emocji;
Komentarz doklejony:
i dla ścisłości; tak samo nie trudno o podgrzanie emocji u osoby zdradzającej;
szczególnie kiedy już dochodzi do rozwodu i zaczyna się zwykła szarpaniana, i walka
I tu już nawet nie chodzi o to, czy brać rozwód, czy nie, ale o spokojne zastanowienie się przez te dwie osoby, czy ma sens, aby były dalej razem,po tym co się zdarzyło, czy nie.
O spokojne rozpatrzenie wszystkich za i wszystkich przeciw, czy też spokojne dogadanie się w sprawie podziału, czy kwestii dzieci.
Cytat
Mojemu znajomemu ta sędzia prowadzi sprawę rozwodową, już 3 rok próbuje godzić jego małżeństwo.
Pamiętaj kontakt musisz mieć z żoną czy później ex żoną, Ty i tak masz komfort bo mama Twojego syna nie utrudnia kontaktów. Gdybyś miał punkt odniesienia, i widział widok gdzie ojcowie całują klamkę aby zobaczyć swojego dzieciaka i tak np przez 5 lat. Co do teściowej, była za mną ale przy sprawie rozwodowej przeszła na "ciemną stronę" jako świadek zeznający przeciwko mnie. I co się okazało ? Że była świadkiem wspaniale świadczącym na moją korzyść
Ładnie opisała że można powiedzieć byłem idealnym mężem, byłem czuły, troskliwy, dbałem o poziom materialny, gotowałem, zajmowałem się dzieciakami, chodziłem na zebrania, do lekarza z dzieciakami, zajmowałem się chorą żoną i córkami, pomagałem w uzupełnianiu studiów magisterskich żony, chyba z 40 min to wymieniała, rzewnie przy tym płacząc, mój adwokat stwierdził że nie wie czy potrzebni nam są jeszcze świadkowie.
poczciwy musisz zagryźć zęby i dogadywać się bo zniszczysz syna a on tutaj nie jest winny. Zadaj sobie pytanie na ile jest ważny Wasz syn i jak go kochasz aby jednak zrobić małymi kroczkami do celu i jakiegoś dialogu. Piszesz "że nie potrafisz" potrafisz, tylko żyjesz bólem i pogardą do tego co zrobiła. Pamiętaj zrobiła to czasu nie cofniesz ale możesz żyć bez tych "uczuć" spróbuj bo one nie są Ci do niczego potrzebne. Czy dobrze się z tym naprawdę czujesz ? Jesteś ojcem a to najpiękniejszy zaszczyt w życiu, mogę jeszcze doczekać się zaszczyty bycia dziadkiem
Komentarz doklejony:
P.S.
Dziwi Cię obecne zachowanie żony ?
Związkiem rządzi ten, któremu na nim mniej zależy.
Faktycznie, mam to szczęście, że nie robi mi problemów z widywaniem się z dzieckiem, ale tak naprawdę też nie za bardzo ma wybór gdyż wykonuje taki zawód, że byłoby jej ciężko samej to ogarnąć więc siłą rzeczy musi na mnie liczyć. Zdaję sobie sprawę, że najlepszym zarówno dla mnie samego jak i dziecka będzie jak schowam swoją urażoną dumę i będę próbował się normalnie się z nią porozumiewać. Nie zapeszając, po tej rozprawie ten kontakt między nami jakby się poprawił. Oczywiście mam na myśli kontakt tylko w sprawie dziecka. Innego nie chcę utrzymywać.
Co do zachowania żony, nie wiem szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym, nie próbuję ani rozkminiać ani zaprzątać sobie tym głowy. To co się wydarzyło i jaki zostawiło ślad na mojej psychice jest już nieodwracalne, nie chcę jeszcze bardziej się topić w tym bagnie, stąd postawiłem warunek, żeby kontaktowała się ze mną tylko w sprawie dziecka. Póki co tego się trzyma, aczkolwiek chyba się trochę otrząsnęła i dotarło do niej, że zabawa się skończyła, że ten pozew to nie było tylko narzędzie w moich rękach , którym chciałem ją postraszyć, ale to już nie mój problem...
Masz to szczęście i tego Ci zazdroszczę i gratuluję, że Twoja nie gra dziećmi. Moja niestety wie, że to mój słaby punkt i to wykorzystuje.
Niby twierdzi, że "nie ogranicza kontaktu z dziećmi i mogę się spotykać kiedy chcę" lecz ilości spotkań i wyjazdów odwołanych już nie liczę.
Za radą mojej prawnik na ostatniej rozprawie wystąpiłem o ustalenie kontaktów z dziećmi. Nie wiem czy to do niej trafi.
Na razie robi wszystko by pokazać "widzicie dzieci. Stary tata be, nowy tata cacy". Za to czuję złość i urazę bo krzywdzi głównie chłopców tym bardziej, że nowy tata nie kapitału się by wziąć rozwód z obecną żoną.
Wiem, że to zajmie trochę czasu ale ta chęć zemsty za tych moich chłopców czasem przesłania normalne myślenie.
Wtedy siadam cicho w kącie i czekam aż mi przejdzie.
Dbaj o syna. Qurewnę olej. Czuję, że za jakiś czas przypełza do Ciebie z propozycją "spróbujmy jeszcze raz". Ja powinienem był działać jak Ty. Szybko i zdecydowanie. Za długo się woziłem na jakiejś pustej nadzieji.
P.S.
Zupełnie nie w temacie i do wszystkich w trosce o zdrowie psychiczne profesora Miodka jak przypadkiem zajrzy na forum:
Jest
Ten sędzia
Ta sędzia
Sędzina to żona sędziego.
Pozdrawiam wszystkich
Komentarz doklejony:
*kapitału - kwapi
Wiem, obydwoje wiemy, że tak szybkie i zdecydowanie działanie jak u mnie to rzadkość. Wynika to z tego, że upijamy się jakąś nadzieją, uruchamiają się reakcje obronne, że to może jednak nie prawda, że może przesadzamy itd. Dla mnie to naprawdę było cholernie ciężkie i trudne, wiele mnie to kosztowało. Przyznam, po raz kolejny, że moja żona w jakimś sensie mi ułatwiła podjęcie tej decyzji swoją postawą po. Ciężka sprawa aby rozum i rozsądek wygrał z emocjami i sercem, mnie się póki co udaje, choć chwilami po prostu zwyczajnie nie mam sił i ochoty na nic.
Co do powrotu - nie ma takiej opcji. Trzymam się raz obranej drogi i mam nadzieję, że wytrwam...
P.S This Judge...
Komentarz doklejony:
Stary trzymaj się, walcz do upadłego o dzieci!!
Cytat
Ten sędzia
Ta sędzia
Sędzina to żona sędziego.
A mąż tej sędzia to pewnie sędziowaty
Cytat
To seksmisja w nowym wydaniu?
Cytat
Zahirko w "Seksmisji" siostrzyczki się nie szanowały, rywalizowały między sobą.
Solidarnosc damska:
Zona wraca do domu nad ranem, maz wsciekly:
-Gdzie bylas?
-Jak to gdzie? U Basi, stawialysmy pasjansa... Nie wierzysz? Zadzwon do niej i sie przekonaj.
Maz dzwoni do Basi.
-Sluchaj Basiu, moja zona twierdzi, ze byla u ciebie, stawialyscie pasjansa... chcialem tylko potwierdzic.
-Posluchaj Karolu... w zasadzie nie wiem jak zaczac, ale juz dawno chcialam z toba o tym pogadac. Nie uwazam, ze jest miedzy wami dobrze... jesli chcesz wiedziec cos wiecej wpadnij do mnie w sobote wieczorem, obejrzymy jakis film, pogadamy, ja zrobie cos jesc i kupie wino, moze dwa... zarezerwuj sobie czas do rana bo chce ci duuuzo opowiedziec...
Solidarnosc meska:
Maz wraca do domu nad ranem, troche po alkoholu, zapach damskich perfum, szminka na kolnierzyku... zona z wyrzutem:
-Mam juz tego dosc! Twoich wybrykow! Wyprowadzam sie, koniec! Po raz ostatni chociaz powiedz gdzie byles bydlaku?!
-Gdzie? Gdzie? U Stefana bylem... gralismy w brydza cala noc... nie wierzysz to zadzwon...
Zona dzwoni:
-Stefan... w zasadzie to juz niewazne ale maz twierdzi, ze byl u Ciebie i gral w brydza...
-Byl???!!! Siedzi i gra!!!
"Albercik, wychodzimy!"
To co jest w końcu podstawą męskości? po za tym szacunkiem do samych siebie,i nie pytam o hydraulikę która często miewa awarie
Facet powinien :
szanować innych facetów ( nie twierdzę że ma nie szanować kobiet)
wyrażać uczucia
być spójnym - wytrwały i konsekwentny
być pewnym siebie aby zwalczyć zwątpienie (nie z powodu ignorancji)
odporny na krytykę- plują na mnie, otwieram parasol
oddany swoim wartością i ideałom
jak trzeba powinien umieć godnie przegrać a z porażka powinna być nauką
walczyć z lękami i słabościami
To taki mój punkt widzenia na męskość.
Komentarz doklejony:
Nie żałować swoich decyzji
rCokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca.r1; Sokrates
Cytat
A może to zazdrość o penisa ? W Zygmuncie też można zakochać się bez krytyki i umiaru.
poczciwy korzystaj z tego i czerp siły.