| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 00:49:58 |
JamesTon | 03:19:08 |
Urzekajaca444 | 03:24:58 |
Julianaempat... | 04:08:54 |
Aga104 | 05:37:26 |

Witam Wszystkich! Postanowiłem podzielić się swoją historią, jakże podobną do wszystkich, o których tutaj czytałem. Niestety dołączyłem niedawno do grona zdradzonych...
Z żoną byliśmy ze sobą 8 lat - z czego niespełna 4 lata w małżeństwie. Po ślubie zamieszkaliśmy razem w domu moich teściów, z tym, że mieliśmy pełną swobodę, w zasadzie zajmowaliśmy 3/4 domu, dwa osobne wejścia. Rok po ślubie urodziło nam się dziecko, piękny synek, w tym czasie również zainwestowaliśmy bardzo dużo wspólnych pieniędzy w remont samego domu jak i całego obejścia. wiadomo jak to w małżeństwach czasem bywało lepiej czasem gorzej. Bywały również ciche dni po kłótniach. Wynikało to poniekąd z tego, że oboje z żoną (jeszcze) jesteśmy dość uparci.Od połowy zeszłego roku kłótnie te przybierały na intensywności. Postanowiłem porozmawiać kilkakrotnie z żoną, że musimy coś zrobić bo zaczynamy się od siebie oddalać. Ja dawałem z siebie wszystko, żona niekoniecznie, takie było przynajmniej moje odczucie, ale faktycznie kłótni w tym czasie było mniej. Z początkiem tego roku zaproponowałem żonie terapię małżeńska, gdyż moja żona z mojego punktu widzenia nie angażowała się w ten związek tak jak ja - zresztą sama rzeczywiście to przyznała, że nie wie czemu, ale się zdystansowała. Zgodziła się... Byliśmy na dwóch spotkaniach.... na trzecie już nie chciała pójść....Chwilę potem zacząłem zauważać, że dziwnie się zachowuje, klasyka: nieobecna, zamyślona, telefon wiecznie przy doopie, uciekanie z domu, prowokowanie kłótni i pretensje jaki ja to jestem zły. Kochałem ją bardzo to i momentalnie tę zmianę zauważyłem. od razu przyszło mi na myśl, że pojawił się ktoś trzeci. Przy próbie rozmowy (szkoda, że nie trafiłem tutaj wcześniej, wówczas moje działania byłyby inne) oczywiście zaprzeczanie itd. Gdy nie miałem już wątpliwości bo zajrzałem do jej komórki ( a tam smsy typu kochanie, skarbie itd) postanowiłem jej oznajmić, iż o wszystkim wiem i zrobiłem jej straszną awanturę, po czym oznajmiłem, że się wyprowadzam. Oczywiście mimo odkrycia tych smsów dalej twierdziła, że ona tak pisze z kolegami... boże jakie to prymitywne i beznadziejne...No cóż jak powiedziałem tak zrobiłem. Wyprowadziłem się do swoich rodziców, wówczas jeszcze nie do końca do mnie docierało to, że to się dzieje naprawdę, rzeczywiście miałem takie myśli, jak każdy pewnie w takich sytuacjach, że być może ona mnie jednak nie zdradza, heh nawiniak. W tym czasie nie kontaktowałem się z nią w sprawie innej niż dziecko.W końcu kiedy przyjechałem pewnego dnia do dziecka odkryłem kolejne dowody w postaci pikantnych treści oraz zdjęc, które sobie przesyłali na portalu Facebook. Wówczas tak mnie to uderzyło, że nie miałem już wątpliwości. O tym fakcie już nie miałem zamiaru informować żony. Udałem się do prawnika. Efekt - za kilka dni pierwsza sprawa rozwodowa, oczywiście pozew z jej winy, ale to nie wszystko, ona w odpowiedzi na pozew powypisywała takie głupoty ( m.in że była przemoc co jest prymitywnym pomówieniem i oczywiście nieprawdą), że po pierwsze człowiek zastanawia się jak mógł nie zauważyć przez tyle lat z jakim złym człowiekiem się związał, po drugie okazuje się, że w ogóle nie znało się osoby, która wydawało się będzie przy mnie do końca życia. Cóż w 2 miesiące rozpier...oliła bez skinienia głową wszystko co budowaliśmy przez 8 lat. Nie został kamień na kamieniu. W jednej chwili całe moje życie odwróciło się mi do góry nogami. Gdy spotkałem się z nią w sprawie podziału ruchomości, to zaczęła roztrząsać to co się wydarzyło. Powiedziałem jej, że nie chcę o tym rozmawiać, nie to jest przedmiotem naszego spotkania. A ona swoje i ciągle atak i arogancki ton, stwierdzenia typu, że się pospieszyłem z tym rozwodem, na co odpowiedziałem, że NIE - to tylko konsekwencja tego, że ona pośpieszyła się ze zmianą partnera. Na chwilę obecną zostałem z niczym, niczym nastolatek. Miałem wszystko - rodzinę, dom a nie mam nic. Mieszkam niczym nastolatek u rodziców bez póki co perspektyw na własne M bo całą kasę włożyłem w dom, który niestety nie zdążył zostać przepisany na nas...No cóż oczywiście w tej chwili pluję sobie w twarz, że mogłem się w jakiś sposób zabezpieczyć, ale jak to mówią jak wiesz, że się przewrócisz to nie wychodzisz z domu. Jestem teraz na etapie podnoszenia się. Dostałem jak każdy tutaj srogą lekcję życia. Po czterech miesiącach z każdym dniem czuje się jednak lepiej, zapisałem się na siłownię, kupiłem sobie nowe ciuszki, po prostu zająłem się sobą. Czasem zastanawiam się czy rzeczywiście nie pośpieszyłem się z tym krokiem, a z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie potrafiłbym już żyć z takim człowiekiem. Najgorsze jest to, że to ciągle boli. I jak tu żyć?Co mogę jeszcze zrobić? Wiem, że cały czas są we mnie emocje, nie mogę tak zobojętnieć mimo, że bardzo chciałbym...
Cytat
Niekoniecznie.
To jest takie bardzo częste złorzeczenie ze strony zdradzonych, ale w realu i praktyce często nieco inaczej to wygląda.
Kolokwialnie mówiąc, mogą do siebie np bardziej pasować. I stanowić bardziej udany związek.
Rozmawiałam kiedyś z sędzią, tą sędzią. I powiedziała coś takiego, już niedobrze jej się już czasem robi, jak patrzy na to wszystko, walczą o te dzeci jak opętani, wchodzą później w kolejne związki, pochłanią ich bieżące sprawy, ułożenie sobie sobie życia i o dzieciakach nagle zapominają.
Im bardziej się szarpią o te dzieci, tym lepiej widać, że to nie dobro dziecka leży im na sercu.
Tatuś wiąże się z nową kobietą, jeśli ona ma swoje dzieci, albo rodzi im się nowe wspólne, często zaczyna się rywalizacja, więc jeśli nie są dość dojrzali, tatuś dla świętego spokoju odsuwa się od starszego już dziecka, bo ono "jakoś sobie poradzi", "ma przecież jeszcze mamę".
Mamusia wiąże się z nowym partnerem. Robi z niego na siłe tatusia dzeci, którym obcy mężczyzna nie jest. Jak nie jest dojrzałym partnerem, to dzieci innego sama odbiera jako zagrożenie. I albo z nimi walczy, albo traktuje po macoszemu. Niewielu jest na tyle dojrzałych, aby nie odgrywać na siłe roli rodzica, tylko się zwyczajnie zaprzyjaźnić i podchodzić z szacunkiem do drugiego rodzica dziecka. Bąbel ma więc mętlik w głowie totalny. I pozostaje totalnie sam. I wraca później do sądu, jako nastolatek sprawiający problemy.
Dużo bliskości i wsparcie dla dzieciaka, bo tego potrzebuje i będzie potrzebowało w najbliższych latach, bardziej niż inne dzieci.
Bąbel jest teraz pewnie w stresie, więc powinny mu bardzo pomóc zabawy na świeżym powietrzu, kontakt z rówieśnikami, przyjemne bodźce odwracające uwagę od trudnych myśli, kłębiących się w małej główce i ciężkich emocji wiszących w domu.
Dużo kontaktu, zażyłości, ciepła i uwagi.
Bo nie rzadko jest przecież i tak, że rodzic bierze dziecko do siebie, maluch siedzi w kącie sam z klockami (co wychodzi potem np w badaniach w RODK-u), a rodzic klepie z dziadkami, czy "przyjaciółmi domu" , o tym, jak dowalić stronie przeciwnej.
Każdy z nas, to (obrazowo) 50% mamy i 50% taty. Więc im bardziej uszanujesz w dziecku te 50% jego mamy, tak by ono samo akceptowało samo siebie w całości, tym lepszy dasz mu start na przyszłość.
:topic
Pit:
Cytat
ale, że miziają się z zazdrości, takiej bez rywalizacji?
joke oczywiście
Komentarz doklejony:
*Mamusia wiąże się z nowym partnerem. Robi z niego na siłę tatusia dzieci, którym obcy mężczyzna nie jest. Jak nie jest dojrzałym partnerem, to dzieci innego SAMCA odbiera jako zagrożenie.
"Czytając Ciebie odnoszę uczucie nieodparte wrażenie, że wiem co zaraz powiesz", tak byłem przekonany, wręcz pewny, że jako pierwsza skomentujesz mojego ostatniego posta
Myślę jednak, że tu nie chodzi o złorzeczenie. Jest jednak coś w tym, że Ci wspaniali i kochający kochankowie, gdy sprawa wymyka się spod kontroli nagle jednak zdają sobie sprawę, że zabawa się skończyła a zaczyna się prawdziwe życie. Oczywiście to prawdziwe życie dla każdego co innego znaczy.
Co do żony to wypisuje mi ciągle jakieś głupoty typu pusto bez Ciebie w domu...itd na które oczywiście nie reaguję.
Cytat
Cos szybko zmiekla...
Nie gniewaj się na Mnie ale nie zgodzę się z Tobą i decyzją którą podjąłeś ....
To ona wybrała taką drogę a nie inną. Jej postępowanie po wykryciu romansu czyli brnięcie w kłamstwa, brak skruchy itd sorry, ale to wszystko sprawia, że kompletnie się z Tobą nie zgodzę. I nawet nie samym romansem, ale właśnie tym postępowaniem po ona po prostu spowodowała, że przed tą miłość wyłoniła się również nienawiść. A pozew rozwodowy z orzekaniem o winie, cóż człowiek dorosły powinien być świadomy konsekwencji swoich czynów
Cytat
nie po to się szuka żeby znaleźć,szczególnie jak jest co?
dla uporządkowania wątku komentarz Zahiry przeniesiony by była zachowana kolejność - dirty
Zahira dnia luty 04 2018 21:10:00
Poznałem ostatnio dwie cudowne dziewczyny, oczywiście każdą z nich w zupełnie innych okolicznościach, miejscach i czasie i tu zaczyna się problem - spotykam się z nimi obydwoma...do niczego na chwilę obecną nie doszło z żadną z nich, niczego również nie obiecywałem,
Z tego co wiem, lubisz przyśpiewki smiley i żeby nie było...
"Szalałem,szalałem jajami handlowałem"
Znów narobiła mi mentliku w głowie.. Kiedy będzie chciała pogadać o tym to zgodzę się, wówczas powiem jej jedno, że nie wyobrażam sobie na te chwilę z nią żyć, ale nie wiem co będzie za rok, dwa, pięć, jeśli tak bardzo mnie kocha niech udowadnia mi to na każdym kroku, stara się, oczywiście, żadnej gwarancji nie dam, ale pierwszym krokiem i jednocześnie sprawdzianem jej intencji będzie przyznanie się do winy na następnej rozprawie.
Dokończ to co już zacząłeś,a co będzie później to się okaże...
A ja cóż a nóż lada moment się zakocham w kimś tak jak zakochałem się w swoim nowym życiu...
Nowym życiu? czy tej swobodzie smiley
Otoz napisze Ci jak to było ze mna i moze inaczej spojrzysz na swoja sytuacje:
1.Po zdradzie rowniez spotykałem sie z kilkoma dziewczynami. Jednak były to jedynie spotkania, bez deklaracji. Dopoty dopoki jestes na "normalnej" stopie z tymi kobietami nie rob sobie wyrzutow. Proces zdrowienia wymaga tego abys był wsrod ludzi a nie glowił sie czy jestes krystalicznie uczciwy. Moim zdaniem postepujesz słusznie.
2.Nie zawracaj sobie głowy "była". Nie wracaj do wspomnien, miejsc, zdjec itd. To juz zamkniety rozdział i nie wolno Ci nigdy go ponownie otworzyc. Pamietaj, ze za tymi wrotami kryje sie ponowna kleska. Ona Ciebie chce tylko wylacznie z tego wzgledu, ze wie co straciła. Jednak jej mysli powinny Ciebie najmniej obchodzic. Jej wartosc jako czlowieka jest rowna zeru.
3.Rozwijaj sie dalej i nie unikaj ludzi. Twoje zmiany sa juz zauwazalne. Idz dalej i smiej sie z przeszlosci.
Pozdrawiam
Na pewno jeśli się rozwiedziesz to z jednej strony pozbędziesz się cyrografu łączącego Cię z żoną, złym skutkiem jest ograniczenie władzy rodzicielskiej, chyba że będziecie mieć opieka naprzemienną. Na tym etapie na którym jesteś, bo nawet rok nie minął jest jeszcze tęsknota za tym co było i trudno podjąć dobrą decyzje. Tęsknisz i to jest normalne, robisz sobie nadzieje i to jest normalne, ważne że myślisz a nie siedzisz w amoku samej złości i nienawiści.
Boleć będzie bolało jeszcze długo.
Do zobaczenia i trzymaj się.
Natomiast:
Cytat
Boga bym w to nie mieszała, ale sporą naiwnością jest sądzić, że wystosowany do tych pań komunikat został zrozumiany. Wręcz rzekłabym, że zachęca je do przekonania Cię, że się nadajesz do związku
Upadły
Cytat
to różnimy się czymś od szonów czy nie? Bo oni też niespecjalnie się głowili...
i co to jest "normalna" stopa? bo obawiam się, że dla każdej płci znaczy to co innego.
??? zastanów się tylko czemu wkręcając żarówkę stoisz na jednym taborecie a nie na dwóch...pozdrawiam
Druga też jest po przejściach bo w trakcie rozwodu, od trzech lat nie żyje z mężem, została tylko formalność do załatwienia. Ta kobieta wydaje się wie czego chce. Sama komunikuje, że nie ma zamiaru się z nikim póki co wiązać, chce się tylko od czasu do czasu z kimś "wartościowym" spotkać pogadać, spędzić wspólnie czas...jest bardzo świadomą kobietą i wiedzącą czego chce od życia.
Wiem, że u kobiet emocje potrafią zapalić się dosłownie w jednym momencie, nawet jeśli wydaje im się, że mają je pod kontrolą.
Sam nie wiem co robić. Z jednej strony wydaje mi się, że póki co nie robię nic złego, nie mam zamiaru nikogo krzywdzić świadomie i jestem uczciwy w stosunku do nich obydwu, mówiąc jak jest. Z drugiej zaś mam świadomość, że to może skończyć się źle dla kogoś. Jakby tego było mało ten szon co raz bardziej aktywny...ale ona jest u mnie w tej chwili na ostatnim miejscu moich priorytetów.
Cytat
Czyli "koleżanka" nr 1 już jest Tobą zainteresowana w inny sposób. Czy tylko ja to poczciwy widzę?
Cytat
Od czegoś takiego to się często zaczyna. Czyli "koleżanka" nr 2 wstępnie zainteresowana.
Cytat
I za chwilę stracisz nad tym panowanie.
Cytat
Napisałem Ci. Dopóki nie zamkniesz definitywnie sprawy rozwodu nie spotykaj się z żadną!
Cytat
Widocznie za mało wyraźnie im to mówisz. Panie nr 1 i 2 i tak są zainteresowane....ba liczą nawet że zmienisz zdanie. Wszak faceci to mali chłopcy sami nie wiedzą czego chcą- tak sobie to tłumaczą
Cytat
Bo tak będzie i wiesz o tym.
Trzym się brachu :tak_trzymaj
Głowienie sie teraz w jego wypadku nad ta "krystaliczna czystoscia" typu: "moze to juz nie kolezanka bo dotknalem ja nie w taki sposob co trzeba" doprowadzic moze do psychozy co jest odwrotnoscia procesu "zdrowienia" po zdradzie.
Uwazam, ze po zdradzie najwazniejszy jest komfort psychiczny. Skoro poczciwy jasno wyznaczyl granice tych dwóch znajomosci z kobietami, nie ma przeciwskazan aby je kontynuował na uczciwych zasadach. Z jego opisu nie wynika nic zdroznego, bo w kolezenstwie z dwoma, piecioma czy nawet 10 kobietami nie ma nic nadzwyczajnego. Jak facet ma zasady wszystko bedzie ok.
Zreszta nie popadajmy w paranoje a Tobie poczciwy radze ulotnic sie z tego forum. Czytanie komentarzy nic Ci juz nie da a tylko pogłebi watpliwosci. Ty juz wyleczyles sie z "gada" ktorym byla Twoja zona. Nikt nie ma prawa kierowac Twoim obecnym zyciem. NIKT z tego forum ani NIKT z Twojego otoczenia. Najlepiej "wywal" te 150 zlotych rady z forum i daj sobie spokoj z braniem ich do serca.
Powodzenia na nowej drodze i skoncz juz czytac te wynurzenia tutaj, lepiej pogadac z kims na zywo
P.S Pomijam kwestie prawne, opieke nad dzieckiem, proces rozwodowy itp, bo niektorzy maja tutaj istotna wiedze. Reszte wynurzen "olej".
Cytat
Upadły wolno mieć koleżanki. Problem w tym że koleżanki nie traktują poczciwego jak kolegę.....ba on sam nawet mówi że po rozwodzie z szonem może do niej wrócić o ile się będzie mocno starać i Bóg wie jeszcze co się wydarzy.
Cytat
Ty jednak nie wiele wiesz o "Kobietach" to podobnie jak z wami facetami,możesz dać jasno do zrozumienia,jasno wyznaczyć granice a i tak nie rozumie i jeszcze się wielce jaśnie pan obrazi...od razu się skreśla i znajomości nie kontynuuje,bo więcej szkody jak pożytku.
Ale to nie znaczy że nie jest nie możliwe,bo jest i taka znajomość koleżeńska ma swoją wartość,jeśli jest szczera i uczciwa i wzajemnie się nie skrzywdzą.
Poczciwy,nie głupi facet ma swój rozum,uparty jak stary "osioł" wie na co i na ile może sobie pozwolić, może latać w koło niego stado koleżanek
Jedna tylko uwaga: wolno mieć tu czasem własne zdanie tak, żeby nie usłyszeć, że się karmi własne lęki?
Komfort psychiczny jest ważny, owszem. Ale chyba nikt lepiej od nas nie wie, co się dzieje, jak swój komfort przedkłada się ponad wszystko. Daj Buk, żeby te panie miały ogarnięte kuwety i faktycznie rozumiały komunikaty poczciwego.
Co do Ciebie upadły...oczywiście masz prawo myśleć tak jak myślisz...jak powiedział Kargul "demokracja Bracie"...zastanów się tylko po co jest forum...te i każde inne...niektórzy szukają rady, inni chcą się utwierdzić w przekonaniu ktoś zrobił coś podobnie, inni czują się lepiej że nie tylko oni błądzą, jeszcze inni chcą wyrzucić z siebie kawałek gówna, a niektórzy chcą po prostu porozmawiać...możesz krytykować, wydaję mi się że każdy może oby przez twoją krytykę nie przebijała się mściwość...bo będziesz odbierany jako osoba słaba...ja też brzydzę się zdradą ale wie że nie wszystko jest takie proste jak się wydaje...kilka lat związku to nie kilka miesięcy, dziecko to nie wspólny telewizor...mówię szczerze ze nie wiem czy byłbym w stanie wrócić do żony ale rozumiem dylematy poczciwego...i masz rację upadły: taka rada jak moja to nie rada, ale nie wiem ile wiesz o życiu: człowiek czasem potrzebuje także zrozumienia nie tylko rady...
powodzenia poczciwy
Cytat
A nie wiadomo jak poczciwy stoi jak coś komuś wkręca, ale jeśli szpagaty ma opanowane, to nie ma się czego bać
Cytat
Nawet częściej, niż czasem.
Rad można dostać wiele odmiennych i dostać od nich pierd...
Cytat
A czemu zaraz umarł? a jak ma się zielone oczy,to też się zrobią od razu niebieskie
Jak są czyste i szczere intencje,to nawet jeśli wylądują w łóżku,decyzja jest obustronna i może wzmocnić relacje...inaczej jest jeśli tylko jedna strona ma złe intencje,to przyjaźń zniszczy.
Cytat
właśnie, chociażby ze względu na to, masz poczciwy prawo w tej chwili być tam gdzie chcesz, nie daj sobie mieszać w głowie, liczy się to czego TY chcesz
Cytat
czy aż tak bardzo pragniesz tego udowadniania? będziesz się w stanie zaangażować w inny związek, mając ją z tyłu głowy?po tych zgliszczach jakie nam oni zostawili, czy zasługują na udowadnianie, po co ?
Przede wszystkim myśl osobie:tak_trzymaj
Przed i po.
Najczęściej po tym wspólnym wyskoku wszystko się kończy.
A poczciwy to przede wszystkich powinien uważać, bo czasem nawet te kontakty z płcią przeciwną w koleżeńskich granicach, mogą nieźle w sądzie zaszkodzić.
ale...to już poza tematem poczciwego oczywiście
upraszczając: przyjaźń określona jest poprzez pragnienie dobra dla przyjaciela/przyjaciółki z własnej woli....miłość określona jest poprzez pragnienie dobra mimo woli...granica "woli" jest bardzo cienka...i teraz tak: jeżeli przyjaciółka okaże się zajebistą kochanką...wola jeszcze jest zachowana... to kiedy ta relacja nie pogłębi się...wg mnie wtedy kiedy mają inne cele np : jedno chce mieszkać w londynie drugie w poznaniu, jedno chce mieć psa drugie kota, jedno chce mieć dzieci drugie nie...i taka przyjaźń ma szansę zachować wolę...ale.. jeżeli przyjaciółka, ma takie same cele jak przyjaciel, takie same priorytety, jeżeli "smakują sobie" to zamiana przyjaźni w miłość jest wielce prawopodobna...oczywiście wg mnie
a co do zielonych oczu...nie wiem jakie się stają, ale też są inaczej postrzegane - przynajmniej zauważane...na początku naszego związku moja jeszcze wtedy przyjaciółka często mówiła..."Zielonooki idziemy"
Yorik, Ciekawość to szybka droga do piekła,bez powrotu
msz,
Cytat
Jeśli jest jak mówisz,to już nie zaśpiewa: "przez te oczy zielone" a kocie
,,Bożka, ale ty masz duże niebieskie oczy". Ktoś kojarzy?
Nie ma zielonego czy niebieskiego barwnika w oczach, to tylko iluzja przy braku brązowego i żółtego;
Co do tego że się zdarza...jasne że się zdarza...zgadzam się też że nie każdy o tym mówi...ale pamiętaj że nie każdy też mówi że chciałby więcej...cytując DJ TOXIC "the wheel of change keeps me dreaming away"...
Cytat
Nie trzeba nic mówić
I'm sailing over the endless blue sea
Follow a secret melody......................... I'm sailing over the endless blue EYES
Follow a secret melody.......
Komentarz doklejony:
nie ważne niebieskie czy zielone...ważne że zakochane...moje i wpatrzone we mnie...
Komentarz doklejony:
Cytat
Zaśpiewaj mu: "Take the future in your hand....
Give your fantasy a chance" i ominie cie wojna, pójdzie jak po maśle...
Cytat
Bo nie każdy sięga dna
Oczy są zwierciadłem duszy, lecz nie każdy ją ma
Nie ma ? oddała diabłu
Minęło już 15 miesięcy od godziny zero i w zasadzie od mojej wyprowadzki. Mieszkam sam, wynajmuję mieszkanie mam uregulowanie sądownie widzenia z synem, myślę, że ogarnąłem się już w 90% po tym co mnie spotkało.
W wrześniu czeka mnie czwarta już ostatnia batalia o wyrok sądowy na moją korzyść. Odzyskałem spokój ducha, ale też wiele przez ten rok popracowałem nad własnym ja. Myślę, że jestem już zupełnie innym człowiekiem niż w tamtym momencie. Człowiekiem bardziej świadomym życia, dojrzalszym, umiejącym stawiać granice, wiedzącym czego w życiu już nie chce.
Żona, cóż jak szybko romans się zaczął, tak szybko się skończył. Wie co zrobiła i ponosi do dziś konsekwencje swoich wyborów na każdej płaszczyźnie życia. Od grudnia zeszłego roku oficjalnie komunikuje, że chciałaby wszystko naprawić, że żałuje itd. Oczywiście moja wiara w to co mówi na ten moment jest na poziomie mojej podeszwy od obuwia, ale stara się.Dużo z nią ostatnio rozmawiałem i tu zdziwienie; w małżeństwie w zasadzie nigdy nie umieliśmy rozmawiać w ten sposób jak teraz - otwarcie, konkretnie, rzeczowo ale spokojnie.
Nie wiem co będzie za jakiś czas i to właśnie jej na każdym kroku komunikuję. Mam zamiar doprowadzić do końca to co zacząłem czyli orzeczenie o jej winie za rozpad tej relacji, rodziny.Wyszedłem z propozycją, że jeśli jej postawa przez dłuższy czas będzie napawać optymizmem a w finale przyzna się przed sądem do tego co zrobiła to jestem w stanie rozważyć zamianę rozwodu na separację, ale z orzeczenia winy się nie mam zamiaru wycofać jednocześnie niczego nie gwarantując. Ona dokonuje wyboru i ponosi ryzyko a co będzie później, za pół roku, rok, dwa - zobaczymy.
Niezależnie od tego jak ta historia dalej się potoczy, zakończy, czuję się wygrany. Wygrałem siebie, nowego siebie, tego nikt nigdy mi nie zabierze.
Chciałbym na koniec wlać trochę optymizmu tym, którzy są na początku tej drogi. Mamy wpływ tylko na siebie i to od nas samych zależy jak potoczy się nasze dalsze życie a te negatywne zdarzenie jeśli tylko będziemy chcieć z niego czerpać może przynieść nam w przyszłości wiele dobrego pod warunkiem, że będziemy chcieć to odpowiednio wykorzystać.
Ja z całego serducha od początku Ci przyklaskuję no a teraz serdecznie gratuluję osoby tej krórą się stałeś.
Fantastycznie,psychicznie poradziłeś sobie z cała sytuacją i nie dźwigasz 15 miesięcy kamieni na plecach ale z podniesioną głową osiągasz cele.
Oby tak dalej 😊trzymam kciuki za pozytywne i szczęśliwe zakończenie.
Pozdrawiam
Mam nadzieję że Twoja żelazna konsekwencja w realizacji obranej drogi będzie dobrym przykładem dla innych. Bycie kapitanem na statku o nazwie 'życie' to rzecz niesamowita! Na pewno jeszcze niejeden sztorm przed Tobą, ale z taką postawą wyjdziesz z każdego gładko.I obyś nigdy nie zszedł na mieliznę! Tego Ci właśnie życzę
Nie jestes taki poczciwy (oczywiscie pozytywnie).
3maj sie brachu i mam nadzieje do zobaczenia.
Jestes gosc! Pelen szacun! :tak_trzymaj
Powodzenia
Cytat
Ho Ho Ho zostałem odkopany z głębokiego archiwum
Jak wygląda? Dziękuję bardzo dobrze. Jestem szczęśliwy sam ze sobą w zupełnie innym miejscu i na wyższym levelu świadomości zwłaszcza siebie, ale i życia. Korzystam z uroków tegoż. Poukładałem sobie wszystko od nowa.
Mam orzeczoną separację z winy żony. To przeszłość, do której już nie wróciłbym w sensie mentalnym.
Napisz tylko bo ciekawość mnie spali jak dogadujesz się z żoną tzn rozumiem że mentalnie nie wróciłeś ale chodzi mi o relacje takie między ludzkie - macie synka,
Zasadność mojego pytania wynika z tego, że ja po synka wysyłałem wynajętą opiekunkę lub swoja rodzicielkę ale czasem mi się nie uda z przyczyn logistycznych i jestem zmuszony sam Syna odebrać to wiesz musze się przygotować by mieć tą tzw pokerową twarz i rozmawiać jak to piszesz spokojnie i rzeczowo
pozdrawiam
Wszystko chyba kwestia czasu aż emocje całkowicie opadną i przerobienia tematu, ale przez obie strony na swój sposób. Na początku było gorąco i to bardzo. Nie miałem ochoty jej widywać. Później jednak mi zobojętniała.
Dziś potrafimy normalnie porozmawiać, ale raczej staram się nie wykraczać poza tematy związane z młodym. Nie jest mi to po prostu do niczego potrzebne, ponadto chyba w tej chwili mówimy już zupełnie innymi językami. Wynika to w domyśle z tego, że ona na moje oko jest w tym samym miejscu,w którym była trzy lata temu - ja w zupełnie innym. To jednak nie mój problem. Każdy ma to na co zapracował.
Najważniejsze, że na dziś oboje się zgadzamy w jednym - młody musi jak najmniej jak to możliwe odczuć skutki tego co wydarzyło się między nami. Duma do kieszeni, dobro dziecka rzeczą nadrzędną i priorytetem.
Nie, nie biorę w tej chwili już pod uwagę takiej opcji.
Pytam, bo spotykam się z mężczyzną który jest w trakcie rozwodu. I przechodzi przez te same emocje co Ty, i inni użytkownicy. Dlatego też tak dociekam, bo nie chce być plastrem dla niego po jeszcze zonie. Wiem, że nikt mi nie udzieli na tą rozterke odpowiedzi. Ale staram się zrozumieć jak to przechodzą mężczyźni. Ja sama jestem po rozwodzie z winy byłego męża. Też byłam zdradzana. Więc wszystko jest dla mnie zrozumiałe. Tylko widzę też różnice w emocjach u kobiet I mężczyzn. Stąd moje pytania czy widzisz szanse dla żony
Cytat
To jakie konkretnie są te różnice ?
Właśnie też ciekaw jestem tych różnic Malinka
Komentarz doklejony:
dzięki poczciwy cierpliwie poczekam
Jesteś już po rozwodzie? Niewierna ma kogoś? Tryska życiem czy zgasła?
Czy ma kogoś? Nie wiem; tzn pojawia się tam jakiś sorki za dosadność, ale całkowicie prawdziwa - otyły pan o jakieś 12 lat starszy od niej; nie wiem jaką rolę pełni czy tylko popychacza czy przyjaciela domu czy to coś poważniejszego; z relacji syna raczej pozycjonowałbym go jako klasycznego nice guy - przynieś podaj, pozamiataj; stara się chłop bardzo, płaci, maluje mieszkanie,naprawia samochód i pewnie w podzięce dostanie doopy z niechęcią raz w miesiącu
Czy tryska życiem? raczej przeciwnie; ona ma poważne zaburzenie więc nigdy nie będzie tryskać życiem, z czego sobie oczywiście nie zdaje sprawy, ale to nie mój problem;
A Ty masz kogoś?
Tak więcej rozmawiamy, ale tylko zdalnie i tylko i wyłącznie na temat dziecka; Nie widzę możliwości powrotu; nie po to się rozwodziłem aby wracać; dokonałem świadomego wyboru swojej drogi a ona mi to swoją bierną postawą ułatwiła; dziś jesteśmy z zupełnie innych światów; ona tkwi cały czas w tym samym miejscu niezdolna do introspekcji i autorefleksji, natomiast ja jestem zupełnie innym człowiekiem; wykorzystałem te 6 lat na rozwój osobisty w każdej dziedzinie życia; wiem kim jestem, wiem czego chcę a czego nie; kobieta ( w sensie związku) w tym momencie nie jest w stanie (poza jedną rzeczą
A tak na marginesie jaki czas minął od odkrycia zdrady do wniesienia pozwu rozwodowego?
Cytat
2 miesiące
Cytat
Czytam, Twój wątek i z całą stanowczością mogę powiedzieć, że jesteś w zupełnie innym miejscu niż poczciwy.
On znalazł siebie, poszedł swoją drogą, Ty niestety jeszcze tkwisz przy mężu i kochance.
Cytat
Wszystko zależy od postawy tej drugiej strony, w jego przypadku nie było co ratować, a im dłużej trwa podjęcie decyzji, tym później trudniej ją podjąć, poczytaj sobie wątek s73, 20 lat bez podjęcia decyzji...
Co takiego w życiu Twojej żony, ze zdradziła?
To jednak bardzo proste i świetnie opisane przez specjalistów.
W skrócie: Ludzie nie dobierają się z przypadku.
Zazwyczaj poszukujemy tego co jest nam bliskie i znane.
To bardzo znany schemat. Na narcyzów np zawsze trafiają kobiety, które mają serce na dłoni, bardzo wrażliwe, często z niskim poczuciem wartości.
Ktoś kto w domu miał rollercoster emocjonalny zawsze będzie ciągnął tam gdzie są silne emocje.
Osoba zrównoważona, spokojna nie będzie dla niego atrakcyjna.
Zaburzony zawsze bierze zaburzonego nie inaczej.
Kobieta, która np. miała ojca tyrana będzie się czuła szczęśliwa przy facecie, który jest podobny do jej ojca. Mimo, że świadomie wie, że to złe i chce odmiennego życia niż dzieciństwo, program wgrany jest tak silny, że podświadomie będzie dążyć do emocjonalnych destrukcyjnych działań.
Nie byłaś bezwarunkowo kochana? To nie będziesz potrafiła kochać.
Na miłość będziesz chciała za każdym razem zasłużyć, będziesz ją w taki sposób odbierała.
Nie rozumieją, że kocha się po prostu a nie za coś.
Zrób sobie prosty test.
Zacznij obserwację swoich zachowań w momencie silnych emocji.
Myślisz, że je kontrolujesz z pełną świadomością?
Oczywiście, że nie. Mało ludzi to potrafi.
Jeśli są świadomi to potrafią to tylko zidentyfikować po fakcie i przyznać przed samym sobą, że jednak zachowanie było niekoniecznie adekwatne. Sama reakcja wydarza się jednak niejako z automatu. To jest właśnie program wgrany głęboko w podświadomość, na który masz ograniczony wpływ.
A teraz wyobraź sobie, że żyjesz przez 18 lat w rodzinie gdzie cały czas towarzyszy Ci strach, ból, meble latają nad głową, wiesz, że na chociażby dobre słowo musisz zasłużyć a wszystko co robisz jest złe. Potrafisz sobie to wyobrazić? Potrafisz przyjąć taki punkt widzenia? Jak myślisz jakie uczucia przez resztę życia towarzyszą takim ludziom? Jeśli masz odpowiednio rozwiniętą inteligencję emocjonalną a podejrzewam, że tak więcej pisać nie muszę.
Moja historia, jej podsumowanie plus mój pogląd wyrażany w innych wątkach powinien dać jasny obraz kim jestem i z czym musiałem się zmierzyć. Wystarczy połączyć kropki.
Dla wszystkich zainteresowanych z naciskiem dla Julianaempatyczna
Takich materiałów w internecie jest mnóstwo.
Wszystko ma potwierdzenie w wielu historiach, które znam, chociażby na tym portalu.
Ignorując naszą i ludzi, którymi się otaczamy przeszłość sabotujemy własną przyszłość.
A może sama masz ranę niezaleczoną, której boisz się dotknąć? To wyjaśniałoby Twoje wręcz paniczne reakcje na to jak ktoś choćby wspomni o trudnym dzieciństwie.
Oczywiście powyższe jest istotne niezależnie od płci.