| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Anetastp | 00:13:43 |
#
poczciwy | 00:52:12 |
Edek_2 | 00:52:44 |
Julianaempat... | 01:16:49 |
Joanna96 | 02:17:55 |

Witajcie,
Długo zastanawiałam się, czy powinnam opisywać swój przypadek. Partner zdradzał mnie przez rok z koleżanką z pracy. Nigdy nie było między nami fajerwerków, miałam wrażenie, że nigdy mu nie wystarczałam. Wielokrotnie zdarzało się, że znajdowałam w jego telefonie wiadomości o dwuznacznym podtekście, ale nigdy nie dochodziło do "finału". Przyznam, że przez ostatni rok zupełnie nie podejrzewałam, że coś może być na rzeczy. Od kilku lat różnie się między nami układało, uprawialiśmy seks sporadycznie, nie okazywaliśmy sobie uczuć i prawda jest taka, że chyba przestałam o to walczyć. Mamy synka, który jest całym moim światem i - być może - całe swoje uczucie przelałam na niego.
Z partnerem mieliśmy zawsze wiele wspólnych tematów, podobnych zainteresowań, więc spędzaliśmy wspólnie czas na oglądaniu filmów, słuchaniu muzyki czy gotowaniu. W połowie 2016 roku partner zaczął dłużej zostawać w pracy, często spał w drugim pokoju, bo - jak twierdził - nie chciał mnie budzić. Nalegał wręcz, żeby synek spał z nami. Wciąż spał w ciągu dnia, tak, jakby mnie unikał. Nie widziałam w tym nic zdrożnego, mój partner jest osobą bardzo, hmmm, autonomiczną, wręcz introwertyczną. Potrzebuje dużo czasu dla siebie, zamyka się często w swoim świecie... W okolicach listopada, podłamana tym naszym oddaleniem, zaproponowałam partnerowi, żebyśmy zrobilli sobie przerwę, że coś się między nami mocno zepsuło i powinniśmy zastanowić się, czy powinniśmy tkwić w tym pseudo związku i ranić się. Partner zdecydował, że będziemy próbować, ale zaznaczył, że nie wie, czy mnie kocha. To mnie bardzo zabolało, bo - mimo ogromnej różnicy charakterów - ja wciąż, niezmiennie, bardzo go kocham. Nawet po tym, co zrobił.
Końcówki roku nie zapomnę do dziś. 30 grudnia partner - ponownie - został dłużej w pracy. Realnie powinien wyjść o 23, wrócił około 3. Dodam, że około 12 zaczęłam do niego dzwonić, bałam się, że może coś mu się stało. Niestety wyłączył telefon. W domu nie potrafiłam nawet się z nim pokłócić, żądać wyjaśnień. Powiedziałam tylko, że "dał popis" i poszłam spać. Jego wyjaśnienia były standardowe - musiał zostać w pracy a telefon się rozładował.
31 grudnia był dla mnie najbardziej traumatycznym dniem w moim życiu. Partner był bardzo odległy, nie rozmawiał ze mną. Ponownie położył się spać, około 17. Nie wiem co mnie tknęło, ale przejrzałam jego telefon. W zablokowanych numerach znalazłam wiadomość o treści "Ja też cię kocham". Dalej był już tylko dramat. Okazało się, że partner miał romans z koleżanką z pracy, która jest od niego dwa razy młodsza, mieszka z ojcem itd. Nigdy nie zapomnę, jak na moje pytanie "kogo kochasz?", odpowiedział "nie ciebie". Słowo daję, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Spoliczkowałam go, rozwaliłam mu telefon, miałam ochotę krzyczeć. Kazałam mu się wynosić. Powiedział, że nie ma gdzie, że nie może się wyprowadzić dziś. Poinformowałam, że mnie to nie interesuje. Próbował skontaktować się z kochanką przez FB - bezskutecznie. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, powiem tylko, że partner przyprowadził kochankę do naszego domu, gdy nasz synek poważnie się rozchorował i trafiliśmy do szpitala. Przyprowadził ją, gdy ja byłam w podróży służbowej, zagranicznej i gdy nasz synek spał w pokoju obok. Uważam to za skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie. Podsumowując - zupełnie nie liczył sie z konsekwencjami swoich działań, myślał tylko o swojej przyjemności i szczęściu.
1 stycznia skontaktowałam się z kochanką partnera. Zawsze wychodziłam z założenia, że kochanka nie jest winna. Dlatego postanowiłam, że przedstawię jej moją wersję wydarzeń, opisałam jej właściwie całe nasze wspólne życie. Nadmienię jeszcze, że - gdy w końcu udało się partnerowi skontaktować z kochanką i powiedzieć co się wydarzyło, jej reakcja była bardzo specyficzna. Mianowicie - nie pocieszała go, nie mówiła, że będzie dobrze, a podkreślała, że nie zamieszkają teraz razem, że nie ma pieniędzy, że nie przedstawi go ojcu itd. To był początek dramatu, bo mój partner uzmysłowił sobie, że zmarnował wszystko, cały nasz związek, dla mrzonki.
Doszło do tego, że to ja musiałam go pocieszać, wspierać, bo się załamał. Powiedział, że ma złamane serce i nie chce mu się żyć. A ja w tym wszystkim uczestniczyłam. Nie potrafiłam odpuścić, bardzo go kochałam, nie chciałam, żeby nasz synek wychowywał się w rozbitej rodzinie... Ale miałam też świadomość, że partner nie darzy mnie uczuciem, jakim ja go darzę.
W zasadzie, gdyby nie fakt, że kochanka go odrzuciła, pewnie nie pisałabym dziś tego "listu". Prawdopodobnie partner by ode mnie odszedł, by po miesiącu, max dwóch rozstać się z kochanką. Nie wróżyłam im przyszłości, ale - cóż - serce nie sługa. I to rozumiałam i wciąż rozumiem. Zakochał się, rzecz jasna bardzo mnie zranił, zabił we mnie jakąś pogodną, cieszącą się z życia część. Jednak nie zawsze może być kolorowo.
Zdecydowaliśmy, że spróbujemy ponownie. Ja, z dużym bagażem, totalnym brakiem zaufania i ogromym zatraceniem poczucia własnej wartości, on - z perspektywą, że nigdy już nie będzie tak, jak kiedyś. Obiecał, że będzie się starać, że będzie walczyć, ale - tak właściwie - nigdy nie prosił mnie o wybaczenie. Powtarzał, że wie, że ogromnie mnie zranił, że wyrządził mi gigantyczną krzywdę i że nigdy już tego nie zrobi. Ale nigdy nie chciał wybaczenia. Tak, jakby się zabezpieczał, jakby chciał powiedzieć kiedyć - ale przecież ja cię o nic nie prosiłem. Zresztą - mieliśmy jakiś czas temu sprzeczkę i faktycznie, zarzucił mi, że on wcale się nie prosił o to, żeby zostać. Że to ja tego chciałam. A powinnam wyrzucić go na zbity pysk.
Od dnia, gdy dowiedziałam się, że mnie zdradzał, minęło blisko pół roku. Pierwsze trzy miesiące to była trauma w najczystszej postaci. Codzienna walka, codzienne przepychanki, wciąż przypominały mi się rzeczy, jakie powiedział mi on, jakie powiedziała mi ona... Nie potrafiłam i w sumie chyba nadal nie potrafię sobie z tym poradzić... W czwartym miesiącu wyjechaliśmy tylko we dwoje na krótki wypad zagranicę. I jakby te kilka dni wszystko zmieniły. Partner był czuły, opiekuńczy, ciepły... Wróciliśmy do Polski, nadal było bardzo dobrze, a mi brakowało jednego - deklaracji. Widziałam, jak partner na mnie patrzy, jak mnie całuje, jak mnie dotyka... Czułam, że mnie kocha, a jednak potrzebowałam to usłyszeć. W końcu zaczęłam naciskać, wręcz wymuszać to na nim. A on, jak na złość, stawał okoniem. Powiedział, że dla mnie minęło aż pięć miesięcy, a dla niego tylko pięć miesięcy i on nie chce tego mówić, bo nie chce, żebym pomyślała, że to jest wymuszone. Faktem jest, że mam analityczny charakter, wszystko muszę przemielić, rozłożyć na czynniki pierwsze i pewnie rzeczywiście zaczęłabym się zastanawiać, czy to co mówi, jest podyktowane głosem serca, czy też presją, jaką na nim wywieram.
Są dni, że naprawdę jest między nami cudownie, przeważają jednak takie, gdzie mam wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy. Czy jest w tym jakaś przyszłość? Partner powiedział mi, że nie zakocha się we mnie ponownie, czy może mnie więc pokochać? Boję się, że robimy sobie krzywdę, wpędzamy się w lata... Nadmienię jeszcze, że partner przeprowadził się do mnie z małego miasta, dostał właściwie wszystko na tacy, mieszkanie, auto (sam nie posiada prawa jazdy, więc to ja jestem kierowcą), również ja jestem osobą, która zarabia pieniądze w związku. Nie wydaje mi się, żeby chodziło o kwestie materialne, mam jednak obawy, że partner jest w tej sytuacji po prostu pragmatyczny - jest stabilizacja, spokojne życie, dom... A bez miłości można przecież funkjonować, tylko czy można żyć?
Cytat
gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.
Ty Pati taki trochę pies ogrodnika jesteś.Było letnio ale Ci to nie przeszkadzało,znalazła się chętna i instykt właściciela się odezwał.
Cytat
między Twoim wyrzuceniem go na zbity pysk a ,,ja chciałam żeby został" powinien być ,,on"
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?
Zgadza się, popełniłam duuuużo błędów, za które pewnie jeszcze długo będę musiała płacić.
Cytat
gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.
No ja bym tego chwilą nie nazwała
Cytat
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?
A po czym wnosisz, że ja zdecydowałam za niego? Przecież nie przykułam go do kaloryfera kajdankami i do niczego go nie zmusiłam. Wspólnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy raz jeszcze. Acz przyznam, że - być może - dawałam wyraz temu, że mi na nim zależy.
Zgadza się, popełniłam duuuużo błędów, za które pewnie jeszcze długo będę musiała płacić.
Cytat
gdybyś dała sobie czas może on po uporaniu się ze straconą miłością dostrzegłby że jednak jesteś dla niego ważna.Spróbowałby powalczyć o związek.A tak podałaś się mu na tacy,nawet nie powinnaś narzekać masz to na czym ci zależało.Tylko dlatego że że na chwilę się urwał z łańcucha.
No ja bym tego chwilą nie nazwała
Cytat
Dlaczego zdecydowałaś za niego????dlaczego nie zaczekałaś na jego deklaracje?
A po czym wnosisz, że ja zdecydowałam za niego? Przecież nie przykułam go do kaloryfera kajdankami i do niczego go nie zmusiłam. Wspólnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy raz jeszcze. Acz przyznam, że - być może - dawałam wyraz temu, że mi na nim zależy.
Cytat
po tym co napisałaś
,
Cytat
skoro on się nie prosił?
przez 4 misiące po jest źle,wyjeżdżacie na urlop i Ty żądasz deklaracji bo/wyposzczony partner/ patrzy z pożądaniem/miłością?/....
Cytat
dla Ciebie minęło 5 msc od momentu
Cytat
Dla niego dopiero 5 msc od momentu kiedy jego plany związane z nową miłością się rozpadły.
To że tam mu nie wyszło nie musi oznaczać że Ciebie pokocha tym bardziej że wcześniej nie było różowo.
Swoją drogą tłumaczenie
Cytat
mówiąc o tym co czuje ,nie powinien być odpowiedzialny za Twój odbiór.
Cytat
.
Cytat
Uważasz że po rocznym romansie u niego nastąpiła zmiana uczuć w stosunku do Ciebie?
Komentarz doklejony:
Dobrze mniemasz
Cytat
przez 4 misiące po jest źle,wyjeżdżacie na urlop i Ty żądasz deklaracji bo/wyposzczony partner/ patrzy z pożądaniem/miłością?/....
Dobra, zrozumiałam przekaz.
Cytat
To że tam mu nie wyszło nie musi oznaczać że Ciebie pokocha tym bardziej że wcześniej nie było różowo.
Swoją drogą tłumaczenie "nie chce tego mówić, bo nie chce, żebym pomyślała, że to jest wymuszone."
mówiąc o tym co czuje ,nie powinien być odpowiedzialny za Twój odbiór.
Może ja to postrzegam trochę przez różowe okulary. Miałam nadzieję, że - w konsekwencji tego co się wydarzyło - zrozumie, że jednak mnie kocha. Zresztą w chwili załamania wykrzyczał, że zaprzepaścił wszystko dla mrzonek, że miał obok siebie osobę, która zawsze go wspierała, że bezwarunkowo go kochała i zawsze wyciągała pomocną dłoń. Sądziłam, że - skoro zdaje sobie z tego sprawę - będzie mnie kochał tak jak dawniej.
Nie rozumiem ostatniego zdania. Masz na myśli, że nie powinien myśleć o tym, jak ja to odbiorę, tylko mówić co czuje?
Czy jeżeli to nie jest miłość ,fakt że tworzycie rodzinę dla dziecka Tobie wystarczy.
Cytat
.
Nigdy nie było między nami fajerwerków, miałam wrażenie, że nigdy mu nie wystarczałam. Wielokrotnie zdarzało się, że znajdowałam w jego telefonie wiadomości o dwuznacznym podtekście
,
Uważasz że po rocznym romansie u niego nastąpiła zmiana uczuć w stosunku do Ciebie?
Komentarz doklejony:
Dobrze mniemasz
Cóż, bardzo tego potrzebuję, a jak będzie - życie zweryfikuje.
Co zatem sugerujesz? Rozumiem, że powinnam odpuścić, dać mu czas, więcej czasu. Tylko co ze mną?
Cytat
i dobrze sadziłaś tylko że otrzymując wybaczenie natychmiast nie musiał się martwić że Cię....coś straci. To tylko słowa.On nie pożegnał się przecież z tamtym /rocznym /związkiem a przy Twoim boku,wsparciu mógł sobie lizać rany zamiast walczyć o rodzinę.
Tak moim zdaniem nie powinien się asekurować .Jeżeli coś czuje/lub nie/powinien wysilić się na szczerość.
Cytat
Biorąc pod uwagę moje wcześniejsze wypowiedzi - pewnie nie
Rozmawiałam o tym z partnerem i wiem, że wywieram na nim ogromną presję. Walczę z tym, ale czasem takie książkowe, idealistyczne podejście przeważa i jest... ścięcie. Mój Partner powtarza, że chce próbować, że chce być szczęśliwy i chce, żebym ja była szczęśliwa. I stara się, widzę to. Więc w zasadzie można uznać, że jakaś "perspektywa" partnera przy mnei trzyma
Komentarz doklejony:
Cytat
Czy możesz rozwinąć temat? Rozumiem, że żyję raczej wyobrażeniem, a nie stanem faktycznym? Co, według Ciebiem powinnam w sobie naprawić?
Komentarz doklejony:
Cytat
W jakim sensie nie pożegnał się z tamtym związkiem?
Możesz poczytać inne historie,może znajdziesz odpowiedzi na niezadane pytania.
Murka
Cytat
ale wymuszanie na kimś deklaracji których nie czuje to tylko pozory.
Słyszysz to co chcesz usłyszeć lub wykręt/dla Twojego dobra/
moim zdaniem nie pożegnał się psychicznie z tamtym związkiem z dnia na dzień.
Oprócz tego że czuł się ,,wykiwany"bo plany,...jakieś miał/coś tam sobie raił to.....jednak coś czuł. A pewnie czuł niemało skoro u was seks,uczucia ,...były w kiepskim stanie.
usunięty podwójny wpis apologises
Cytat
Nie oczekuję gotowych recept, raczej innego, zdrowego spojrzenia osób, które poradziły sobie ze zdradą. Ciężko mi uwierzyć, że każdy tak zdrowo i realistycznie podszedł do tematu w pół roku po zorientowaniu się, że został zdradzony
Komentarz doklejony:
Cytat
Och, ostre słowa. Może jest w tym trochę prawdy. Zawsze tłumaczyłam sobie to jego ponadprzeciętną inteligencją. Poza tym jest doskonałym mówcą. Takim, że wszystko, co wcześniej ci się wydawało, nagle staje pod wielkim znakiem zapytania. Mój partner zawsze był bardzo szczery, wręcz szczery do bólu. Wyszło na to, że ta szczerość występowała tylko wtedy, gdy było mu to na rękę.
Cytat
Nie wiedziałam, czym jest DDD, sprawdziłam i uważam, że to nie jest wina osoby, że żyła w takiej a nie innej rodzinie. Akurat w tym przypadku powinno się chyba taką osobę wspierać. Nie jest jego winą, że miał gównianą, za przeproszeniem, rodzinę...
Dodam jeszcze, że po przeczytaniu opisu tego syndromu, jestem zdruzgotana... Znaczna część "objawów" jest widoczna u mojego partnera. Próbowałam wielokrotnie przekonać partnera do terapii, ale jak podkreśla - nie wierzy w psychologów i nie ma takiej siły, która go na terapię zaciągnie. Czy osoba z takim syndromem jest w stanie poradzić sobie z problemem sama?
Skoro on nie widzi problemu to po co ma się starać? I co z tego wynika dla ciebie? Będziesz miała z nim jaki jest lepiej?
Cytat
Nie, nie. Źle mnie zrozumiałeś. Nie chodzi o to, że on nie widzi problemu. Bo widzi. Doskonale zdaje sobie sprawę, że ma problem z okazywaniem uczuć, z zamykaniem się w sobie itd. Chodzi o to, że on jest święcie przekonany, że sam sobie z tym poradzi najlepiej.
Ja też wszystko chcialam na sile i zostalm kopnieta w d....
Komentarz doklejony:
źle wkleilam http://www.zdradzeni.info/news.php?readmore=5283
Cytat
Ja też wszystko chcialam na sile i zostalm kopnieta w d....
Hej Leno,
poczytałam. Rzeczywiście przykra sprawa
Poczytałam raz jeszcze wszystkie komentarze, nie do końca zgodzę się z tak definitywną opinią apologises, nie jestem idiotką i nie jestem naiwna (przeważnie
Jednak czytając Wasze komentarze, które w głównej mierze odnoszą się do moich zachować, wynika z tego, że mój partner powinien mieć, mówiąc bardzo brzydko, wyj...e
Dlatego chcę próbować, mam nadzieję, że niebawem będę mogła Wam napisać, że między nami wszystko się ułożyło. Naprawdę w to wierzę. Może jestem niepoprawną optymistką
Cytat
Zgadza się. Acz przyznam, że ta całą sytuacja bardzo mnie - paradoksalnie - wzmocniła. Jak to mówią, jak masz za miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę. I ja się tego nauczyłam. Nauczyłam się nie reagować na jego humory, na (na szczęście coraz rzadsze) warknięcia. Wówczas po prostu wychodzę, czy to z pokoju, czy z domu. I to on musi to naprawiać. Wcześniej tego nie było, łaziłam za nim jak zbite szczenię, dopraszałam się o uwagę, rozmowę, błagałam o wyjaśnienia... Dziś po prostu... gul mi rośnie
Nawiązałam do terapii, bo na początku, gdy było bardzo źle, sądziłam, że to konieczne. Dziś widzę, że - wbrew pozorom - nieźle sobie radzimy. W sumie bardzo się cieszę, że napisałam tu, bo dostałam dość bolesnego kopa w tyłek. Teraz czas zacząć wprowadzać zmiany w moje życie.
Cytat
No właśnie wiem
Dałam ciała, ale już po ptokach
1) Okazaną/ nieznaną mu dotychczas dobroć
2) Bycie wspaniałą matką
3) Byciem na każde jego zawołanie
4) Zabezpieczenie finansowe
5) Wspólne zainteresowania
6) Bycie jego przyjaciółką
To wspaniałe z Twojej strony, że mu matkujesz. Masz dwoje dzieci.
On prędzej czy później zauroczy się inną kobietą, a ty kolejny raz będziesz przeżywać to samo.
Tak, teraz sobie świetnie radzicie. Tylko dlatego, że on dostał w tyłek od swojej sympatii i asekuruje się Tobą. Chcesz na siłę tworzyć coś co nie ma sensu? Coś co rozpadnie się w momencie kiedy on spotka taką, która mu nie odmówi bycia razem. Czy uważasz, że nie zasługujesz na partnera który by Cię kochał, szanował, był Ci wierny w ten sposób w jaki ty rozumiesz ww. pojęcia?
Kobieto obudź się, zacznij żyć dla siebie a nie dla kogoś.
On nie jest dzieckiem, a dorosłym facetem odpowiedzialnym za swoje czyny.
Przeczytałam kiedyś ciekawy komentarz, który definiował małżeństwo jako zinstytucjonalizowaną formę prostytucji.
6) Bycie jego przyjaciółką
to juz z partnerką/żoną nie można mieć wspolnych zainteresowan i byc przyjaciółmi? Muszę znaleźć jakąś wredną z która nie bede rozmawiał
Cytat
apologises dnia maj 15 2017 14:28:05
Dokładnie w punkt. Związek to rachunek zysków i strat. Pełny zbiór oczekiwań i ich spełnienia, nie jakieś fluidy w powietrzu. Idealizm w uczuciach nie jest wskazany, bo o swoje i czyjeś uczucia należy dbać, pielęgnować. To są same warunki. Bezwarunkowo można się zakochać w nurku śmieciowym? Zakochać się w takim można, ale gość coś w sobie musi mieć, by pociągnął. Jakąś ważną wartość w sobie. I bezwarunkowość się kończy. Cierpią najbardziej ci, którzy przypisują bezwarunkowość miłości, stają się dawcami dostając ochłapy i są zdziwieni, że ta miłość ich zawodzi.
Parejo, oczywiście, że można. Nawet kiedy motylki w brzuchu opadną to jest to wskazane
Tyle ile osób na świecie tyle własnych definicji miłości. Ich definicje się nie pokrywają.
Cytat
Łapkę w górę kto zapomniał jak wyglądają okres podchodów, zdobywania tej drugiej połówki. Ile samemu się kreowało własny wizerunek. A zdobycz ? Ile w tym drugim człowieku upiększyliśmy? Dwa, trzy lata motylki zdychają, partner zaklepany, klapki na oczach pozakładane . Zdarza się zdrada i zwalamy całą winę na tego podłego zdradzacza
Cytat
Jasne, zapraszam.
Bo to, że jest zajęty, to chyba jej nie przeszkadzało, nie bała się przychodzić w zastępstwie;
Cytat
Apologises, ale ja nie napisałam, że cokolwiek zwalnia z wysiłku i uważności. Jedyne, co chcę powiedzieć to to, że z kim by nie zaczął, to, prędzej czy później, przyjdzie moment, gdy emocje opadną. Trzeba być świadomym tego, że te zmiany są naturalne i pracować nad tym, a nie "a nudno jest, to se urozmaicę, raz się żyje". To jest nie w porządku. Pewnie, że zdrada się sama nie robi, ale tak, cała wina za zdradę jest po stronie zdradzacza. Skąd mam wiedzieć, że zdradzaczowi coś nie odpowiada w związku, skoro nic nie mówi, a na pytanie "Czy wszystko w porządku?" odpowiada przypuśćmy "Jasne, że tak, jestem przepracowany, wymyślasz sobie." Nikt nie jest jakimś telepatą przecież no i ile można pytać o to samo. Tym bardziej, że często te powody, dla których zdradzacz popłynął są często wymyślane na potrzeby sytuacji, wyolbrzymiane. Jak się już wydało, to trzeba przecież na kogoś zwalić.
Co do motylków, to jeżeli ktoś ich szuka całe życie, to współczuję. Będzie sobie zaczynał od nowa co 2, 3, 6 lat, zależy jaki ma "cykl".
Patrycja Er, dzięki.
Cytat
Bo to, że jest zajęty, to chyba jej nie przeszkadzało, nie bała się przychodzić w zastępstwie;
Ona już wcześniej go nie chciała. W sumie nic jej nie nagadałam, raczej szczerze sobie z nią porozmawiałam. Absolutnie nie wzięłam jej na litość ani na zastraszenie
Komentarz doklejony:
Cytat
Apologises, ale ja nie napisałam, że cokolwiek zwalnia z wysiłku i uważności. Jedyne, co chcę powiedzieć to to, że z kim by nie zaczął, to, prędzej czy później, przyjdzie moment, gdy emocje opadną. Trzeba być świadomym tego, że te zmiany są naturalne i pracować nad tym, a nie "a nudno jest, to se urozmaicę, raz się żyje". To jest nie w porządku. Pewnie, że zdrada się sama nie robi, ale tak, cała wina za zdradę jest po stronie zdradzacza. Skąd mam wiedzieć, że zdradzaczowi coś nie odpowiada w związku, skoro nic nie mówi, a na pytanie "Czy wszystko w porządku?" odpowiada przypuśćmy "Jasne, że tak, jestem przepracowany, wymyślasz sobie." Nikt nie jest jakimś telepatą przecież no i ile można pytać o to samo. Tym bardziej, że często te powody, dla których zdradzacz popłynął są często wymyślane na potrzeby sytuacji, wyolbrzymiane. Jak się już wydało, to trzeba przecież na kogoś zwalić.
Co do motylków, to jeżeli ktoś ich szuka całe życie, to współczuję. Będzie sobie zaczynał od nowa co 2, 3, 6 lat, zależy jaki ma "cykl". smiley Tylko ile porządnych osób może na tym ucierpieć... smiley
Patrycja Er, dzięki. smiley Napiszę dziś do Ciebie. Powiesz mi, co o tym myślisz.
Myślę DOKŁADNIE tak samo. Dlatego rozmawiałam z kochanką mojego partnera. Zawsze uważałam, że wina leży po stronie zdradzającego. Ona - z tego co mi powiedziała - na początku nie miała świadomości, że on jest w związku. A później... cóż, poleciało. Przypuszczam, że mówił jej, że jest nieszczęśliwy, że był nieszczęśliwy itd. Na dodatek otoczył się towarzystwem, dla którego takie skoki w bok były na porządku dziennym. Brzydziłam się tymi ludźmi, ale mój partner nie ma znajomych, nie ma przyjaciół, więc nic nie mówiłam. Lepsi tacy, niż żadni. Dodam jeszcze, że ta relacja mojego partnera z kochanką była bardzo, hmmm, burzliwa. Z tego co wiem, ona również go zdradzała, także z osobą z jego otoczenia. Ja zawsze byłam bardzo lojalna. W moim życiu, właśnie w zeszłym roku pojawił się mężczyzna, z którym powstała nić porozumienia, ewidentnie iskrzyło, ale ucięłam to w zarodku. Zawsze uważałam, że zdrada to najgorsze, co można zrobić drugiej osobie. Wychodziłam z założenia, że jeśli się nie kocha, należy odejść. Po odkryciu zdrady mojego partnera wielokrotnie prosiłam go, żeby odszedł, ale on nie chce, nie mówi czemu, po prostu nie i koniec. A ja i tak po kilku godzinach mięknę, bo - cóż - nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Co do zauroczenia/zakochania. Jestem od mojego partnera młodsza 6 lat. Jak wspominałam, to bardzo, ponadprzeciętnie wręcz inteligentna osoba. Niemniej jednak jest wciąż bardzo niedojrzały. Też nie potrafiłam zrozumieć, jak on wyobraża sobie dalsze życie. Przecież oczywistym jest, że nie ma takich związków, w których te "motylki" będą trwały aż po grobową deskę... On tego wciąż poszukiwał.
Cytat
Zgadza się, u mnie ta "uważność" była bardzo znikoma. Fakt jest taki, że na początku związku nie ufałam partnerowi, różne były przyczyny, nie będę się zagłębiać, w każdym razie - nie ufałam. Sprawdzałam go więc, wypytywałam itd. Za każdym razem była awantura, że jestem nienormalna, że on nic nie robi złego itd. Jestem osobą, która stara się chodzić na kompromisy (jeśli nie ustępstwa), konsekwencją powyższych awantur było to, że moja czujność została całkowicie uśpiona. Nie podejrzewałam partnera o nic złego. Przez ostatnich kilka lat wychodziłam z założenia, że wszelkie moje podejrzenia, to tylko moje przewrażliwienie. A rezultat jest widoczny. Teraz, niestety, nie mam do partnera za grosz zaufania. On to rozumie, jest świadom, że go sporadycznie śledzę (online), sprawdzam, wkurza go to bardzo. Zazwyczaj, w momentach takiego mojego załamania, gdy cały dzień jestem w stanie poświęcić na sprawdzenie bilingów, historii w telefonie, w przeglądarce, nakręcam się niemiłosiernie, wszystko mi wraca, mam flashbacki, gigantyczne wątpliwości, odbija się to oczywiście na relacji z partnerem, bo zaczynam rozmowy od... oskarżeń. A on zrzuca to wszystko na mnie, wścieka się i oskarża, że "wszystko zepsułam, a było już przecież dobrze". Mam wrażenie, że nie ma w nim empatii. Ostatnio usiedliśmy i porozmawialiśmy na spokojnie. Powiedział mi, że wbrew pozorom, jego cała ta sytuacja też wytargała, psychicznie, emocjonalnie i on musi sobie najpierw poradzić ze sobą.
Cytat
Ja swojego wywaliłam z domu, bo bym z nim po prostu nie wysiedziała. PatrycjaEr, jeżeli masz możliwość, może dobrym wyjściem byłoby to samo? Z tego co piszesz, też nie wytrzymujesz psychicznie sytuacji, sprawdzasz go, wkurzasz się, oskarżasz. To nic nie polepszy. Zamęczycie się nawzajem. Daj mu żyć, niech się ogarnia sam. Jak ma dojść do jakichś wniosków, to Twoje "gderanie" mu nie pomoże. Odsuniesz go od siebie. Ja wiem, że chcesz naprawiać i zabrać się za to natychmiast, ale może on wcale nie chce albo nie może teraz. Apologises zadał dobre pytanie. Co musiałby zrobić, żebyś poczuła, że jest ok? Wiesz? Może ten czas osobno też Ci dobrze zrobi?
Cytat
Ech. Tu jest problem. Obawiam się, że on sobie nie poradzi finansowo. Będzie wegetował. Albo i to nie. Zamknie się w sobie jeszcze bardziej i boję się, że coś sobie zrobi. Na razie jest lepiej, coraz lepiej, więc nie chcę tego kończyć. Jak wspominałam wcześniej - widzę, że bardzo się stara, ale pewnych nawyków, zachowań, które mnie najzywczajniej w świecie irytują, nie zmieni. Będę (albo nie) musiała nauczyć się z tym żyć, bo to są takie pierdoły, które mi przeszkadzają, ale żyć z nimi można. Nic poważnego, może tak
Cytat
Czyli lekcja pokory, zawód i upokorzenie? Jakiś tam chwilowy układ dla niej był dobry, ale nie deklaracje i wspólna przyszłość. Wiedziała, że jak się rypnie to koniec (dość oczywiste), a bałwan był tak zadufany w sobie, że nie wziął jej oczekiwań pod uwagę; Jakoś chyba innych nie za bardzo bierze pod uwagę, co ?
Patrycja, właściwie nie musiałaś nic robić, nie możesz czuć się upokorzona, to jest poza Tobą, facet bardziej siebie już nie mógł upokorzyć w Twoich oczach;
Jest niesamowicie inteligentny? no jest. Znalazł sobie taką naiwną, uległą i zapatrzoną w niego kobietę, która robi za mamusię, a niesforny synek egoista robi co chce a ona jest bezradna, bo go przecież kocha i boi się samotności;
Patrycja, skoro się na coś zgadzasz, to nie narzekaj, to są Twoje wybory z konsekwencjami, on ma swoje.
Nie wiem czy zauważyłaś, ale sam zrobił z siebie ofiarę, a Ty się litujesz, Ty próbujesz go zrozumieć, Ty ustępujesz, Ty ulegasz. Nawet w stosunku do dziecka to błąd. Mając taką kobietę, można sobie pozwolić na wszystko; o nią nie trzeba się martwić, kocha, boi się zostawienia, sama zabiega, to wybaczy; Nie ma innej opcji;
To nie Ty go zostawisz, tylko on Ciebie; ale na razie nie znalazł drugiej takiej głupiej.
Nie przyszło Ci do głowy, że jesteś w tym układzie jak kit z braku laku? ktoś od kogo nie udało się uwolnić, bo inna go wystawiła?
Trzeba teraz Cię ugłaskać, uspokoić, żeby nie stracić; to raczej walka o swój interes; To nie była jego decyzja i rozsądek, tylko dostał kopa w dupę i nie miał gdzie wylądować; a teraz póki co, trzeba jakoś żyć wbrew temu co by się chciało;
Ty go bardzo kochasz? ale on Cię nie kocha, jego nie boli, więc to Ty będziesz tracić za każdym razem, kiedy on zechce;