Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

Brunetkatonieja00:47:13
Cry02:07:48
Crusoe04:27:53
# poczciwy04:51:35
fullreset07:04:52

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Gregor123
22.03.2023 10:19:16
Czesc Jestem od dwoch lat z kobieta, ktora nieprawdopodobnie kocham. Moj/nasz problem polega jednak na tym, ze ona nigdy nie byla wierna zadnemu mezczyznie. Miala ich dotychczas kilku i wszystkich z

poczciwy
13.03.2023 09:39:15
aniaanna100 wpisz w wyszukiwarkę google wniosek o zmniejszenie alimentów wyskakuje tego pełno i przerób.Niczym nie różni się to od tradycyjnego pisma procesowego.

KeepCalm
12.03.2023 23:50:17
Hej. Czy są organizowane jakieś spotkania osób z tego forum? Myślę że fajnie byłoby się spotkać i pogadać, napić piwka, winka czy wódki z osobami, które przeszły przez to samo piekło zdrady.

aniaanna100
12.03.2023 20:14:19
Szukam pomocy. potrzebuję wzór wniosku o dobrowolną rezygnację z alimentów przez dorosłe dziecko. Może ktoś ma i pomoże?

NieSypiam
10.02.2023 22:33:57
hej

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

Nie rozumiem...Drukuj

Zdradzony przez żonęWitam. Ostatnio spotkała mnie przykra sprawa, zresztą tak jak chyba wszystkich tutaj :) Po 6 latach małżeństwa okazało się że zostałem (nie)chlubnym członkiem Klubu Poroża... Ale zacznę od początku. To moje drugie małżeństwo. Pierwsze skończyło się po 11 latach i dwójce dzieci, ex żona stwierdziła że nie spełniam jej oczekiwań i poszukała sobie bardziej zasobnego partnera w Niemczech... Bywa... Dość szybko udało się wstać mi z powrotem na nogi, poznałem wspaniałą dziewczynę, zaprzyjaźniliśmy się i dość szybko przyjaźń przerodziła się w coś większego. Po dwóch latach pobraliśmy się. Nie jestem niestety zbyt zaradnym finansowo facetem, mam sporo wad. Żona jak się okazało miała dosyć zaawansowaną depresję po wcześniejszych partnerach, ale stwierdziłem że damy sobie radę, pokonamy trudności i będziemy najszczęśliwszą rodziną na tym łez padole (żona miała 14-sto letniego syna z poprzedniego związku). I nie było nawet tak tragicznie, czasami się kłóciliśmy o pierdoły, czasami błoga euforia otaczała nas niczym pole siłowe chroniące nas przed całym złem świata... Po 4 latach okazało się że jedna słaba pensja to za mało by sprostać wspólnym oczekiwaniom (żona długo nie była w stanie pracować ze względu na depresję, w końcu znalazła pracę jako opiekunka do dzieci, ale to za grosze...) Zdecydowaliśmy że poszukam szczęścia w Szkocji. Po kilku miesiącach żona przyjechała do mnie, ze wstępnym postanowieniem pozostania ze mną tu na stałe. Wytrzymała 4 miesiące. Szkocka pogoda (dosyć depresyjna), tęsknota za znajomymi i rodziną, samotność (ona pracowała przed południem znowu opiekując się dziećmi, ja zasuwałem po południu do północy w restauracji) i problemy ze współlokatorami doprowadziły do powtórnego ataku depresji... Ale nie narzekała tak często i bardzo jak w kraju, więc ustaliliśmy że wróci na kilka tygodni do Polski, po czym spróbujemy jeszcze raz razem. Był to styczeń tego roku. Po powrocie do Polski, po kilku dniach napisała mi że w Szkocji czuła się mega nieszczęśliwa i nie chce póki co tu wracać. Że musi nabrać "wiatru w żagle" odżyć na nowo. Zaczęła chodzić na fitness, pilnować diety (deprecha najbardziej objawiała się w jedzeniu i leżeniu przed telewizorem, więc przez tych kilka lat nazbierało się kilka zbędnych kilogramów...), odnawiać stare przyjaźnie... Po jakimś czasie zaczęła mieć pretensje... Trochę jakby słuszne, gdyż po wiadomości że nie wraca lekko zwątpiłem w sens czegokolwiek: straciłem pracę, nie mogłem na dłuższy czas utrzymać nowych, co spowodowało rosnące zadłużenie... Ale cały czas staraliśmy się utrzymywać kontakt i jakoś współistnieć, pomimo problemów moje uczucia nie słabły, chyba wręcz przeciwnie: imponowała mi że wzięła się w garść, że chudnie w oczach, odżywa, zaczyna wychodzić do ludzi... Odgrzała szkolne znajomości,okazało się że jeden z jej starch przyjaciół też borykał się z życiowo - rodzinnymi problemami, zaczął jej pomagać w zmaganiach z resztkami depresji... Ufałem jej bez granic, nigdy nie dawała mi powodu do zazdrości, Zawsze ceniła sobie szczerość aż do bólu. We wrześniu zacząłem coś lekko podejrzewać: nadmiernie radosna, przestała się "czepiać" nadal nierozwiązanych moich problemów (wciąż bez stałej pracy, z jej synem na utrzymaniu i zmaganiem się z nie płacącymi swojej części czynszu współlokatorami) a i kontakty jakby rzadsze i krótsze... Pod koniec października zbliżało się Wielkie Wydarzenie, bal szkolny na 70-cio lecie jej starej szkoły... Zacząłem bardziej naciskać, w końcu pękła: -"Kochanie, miałam romans... Nawet nie romans, zauroczenie, które skończyło się w łóżku. On mnie zauroczył, wybadał niczym dr House, odkrył moje słabe punkty i wziął mnie z marszu, nawet nie wiedziałam kiedy to się stało... Ale ja go nie kocham, nie chcę z nim żadnego związku, już to prawie zakończyłam, Wybacz mi....." Wybaczyłem... Ale koleś ma być jej partnerem na balu... -"Jeżeli chcesz cokolwiek naprawiać, masz zakończyć oficjalnie wasz romans, nie możecie się więcej spotykać, kontaktować. Musisz to zakończyć przed balem" -"Oczywiście..." Na dzień przed balem pytam się via Skype czy zakończyła, czy napisała mu że chce wrócić do męża i w związku z tym nie mogą się więcej spotykać... -"Tak, właśnie jadę na spotkanie naszej starej szkolnej paczki do knajpki, tam zakończę..." Oczadziałem... -"Skarbie, jutro będziesz się z nim widziała praktycznie całą dobę, miałaś tę sprawę załatwić na odległość, po co tam się pchasz osobiście?" -"Nie martw się, załatwię to dzisiaj, jutro nie będę się w ogóle z nim kontaktować, będę go unikać." Odezwała się dopiero po balu.... -"Zakończyłam to, nie ma już problemu, wybacz mi proszę... Chcę do Ciebie przylecieć..." Była to druga połowa października, kupiłem bilety na początek grudnia, przyleci, odbudujemy wszystko, damy nam nowy start, nową szansę... Kontakty między nami się poprawiły... Godzinne codzienne rozmowy, cyber sex przez Skypa, idylla małżonków żyjących na odległość. Ciągłe zapewnienia że się kochamy, że teraz będzie już tylko lepiej. Jedyny zgryz nastąpił gdy zażądałem żeby usunęła go ze wszelkich możliwych komunikatorów, wykasowała z telefonu... -"Nie mogę, potrzebuję z nim rozmawiać, nie mam nikogo innego kto mnie tak rozumie, poza tym co powiem wszystkim znajomym że go usunęłam? Że miałam z nim romans? Nie usunę go, nie spotykam się już z nim, ale MUSZĘ czasem z nim pogadać..." Uległem... Znowu... Pod koniec listopada wpadka: -"Boże, okres mi się spóźnia, co zrobimy jak się okaże że jestem w ciąży?!?" -"Zaraz moment kochanie, ponad miesiąc temu z nim zerwałaś, jakim cudem możesz być w ciąży?????" Po dłuższej, dosyć ciężkiej dyskusji wychodzi na jaw: spotkali się jeszcze kilka razy, był seks na balu, potem on zadzwonił, ona wskoczyła do "BlaBlaCar'a" do warszawy na dwudniową "sesję", potem jeszcze on przyjechał odwiedzić byłą nierozwiedzioną jeszcze żonę z córką do Wrocławia i wylądowali w hotelu (żona wynajęła nasze mieszkanie żeby łatać dziury finansowe i mieszkała u koleżanki, która zabroniła jej jakichkolwiek schadzek w jej mieszkaniu). Wyszło też, że pierwszy seks uprawiała z nim w domu swoich rodziców, gdzie go zaprosiła jako starego kolegę na urodziny ojca... Załamałem się... Ale znowu mnie przekonuje, że to nic nie znaczy, że to tylko fizyczne zauroczenie, ale że za każdym razem jest słabsze, że po ostatnim razie dwa dni chorowała i juz nigdy tego więcej nie zechce, że to ostatnie spotkanie z nim prawie ją zabiło, że za tydzień się zobaczymy i wszystko będzie już normalne, że tak długo mnie nie widziała i dla tego tak jej psychika siadła... Znowu się poddałem... Chyba to genetycznie uwarunkowana ślepa miłość zmieszana z gigantyczną głupotą... Grudzień. Przyleciała z siostrą... Mimo lekkiego niesmaku, cieszę się jak łysy do grzebienia. Kilka dni rewelacja, seks jak nigdy do tej pory, rozmawiamy, w końcu szczerze... Mówi mi jak to sie stało, że miała już tak dosyć tych ciągłych problemów że myślała że nasze małżeństwo już się zakończyło, że on dał jej poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa, ale że zrozumiała że to nie jest kandydat na partnera, że on po prostu ma nieziemską technike uwodzenia i że nie ma chyba kobiety która by mu się oparła... Ale to już koniec... On już nie istnieje... W końcu odetchnąłem... Kocham ją tak bardzo że jej wybaczę, bo w końcu jest ze mną szczera, bo okazuje uczucia, bo nie potrafię bez niej żyć... Kolejnego wieczora dostaje wiadomość... Chowa telefon z szybkością kobry, ale zauważyłem że to od niego... Pytam się o co chodzi... Ona że o nic... Nie mogę zasnąć, późno w nocy biorę telefon, messenger zalogowany, odpalam.... Już po przylocie do Szkocji wymiana wieczornych uprzejmości: "ona: Całuję. on: A w co? ;) spałem ;) dobrze ze szczęśliwie wylądowałyscie :) ona: W usta... on: No... ok :)" Na drugi dzień: "on: no i jak tam życie małżeńskie płynie ? ;) ona: Dużo by opowiadać... on: hmmm :) nie bądz taka ... opowiedz :D hahaha ona: Osobiście... on: no dobra ... ona: Och dziękuję on: proszę ...." Na dwa dni przed przylotem chciał się z nią spotkać ponownie, na "pożegnalny seksik" ale tym razem nie wyszło, za dużo rodziny przed odlotem...Za to rozmowa na messengerze ociekała pornografią jak listy do Hustlera... Znowu awantura, znowu tłumaczenia... Że to już tak tylko z rozpędu, że on ma wciąż nad nią jakąś magiczną władzę, ale ona już się z nim nigdy nie spotka. Ale że to moja wina że w ogóle do tego doszło, bo 11 miesięcy się nie widzieliśmy, że u mnie nic tylko problemy... Ale że ona mnie wciąż kocha, że nie może wyobrazić sobie życia beze mnie... Już z większą dozą nieufności i obrzydzenia, przede wszystkim sobą, wciąż jej wybaczam, głównie bo nadal nie wyobrażam sobie życia bez niej, no i jeszcze jej siostra i syn...... Ale mam już twardsze warunki: Przed końcem pobytu napisze do niego że to jest koniec, że chce naprawiać małżeństwo i już więcej się do siebie nie odezwą... Ze zostawi mi hasła do FB, maila i Skypa... Zgadza się na wszystko... Kilka dni spokoju, w końcu chyba naprawdę szczerych rozmów. Zaczynam znowu wierzyć że jednak mnie kocha, mimo wszystko... Że tamten to faktycznie przygoda, silna, narkotyczna, otumaniająca... Ale tylko przygoda... 4 dni do niego nie pisze, on też siedzi cicho... Jutro ma wylatywać, więc ją proszę żeby napisała że kończą znajomość, że zależy jej bardziej na małżeństwie niż na "super bzykaniu z szamanem seksu" (jej słowa)... I awantura... Nie, nie napisze tego do niego, że ona już o nim zapomina a ja każę jej do niego pisać, że to jakiś szantaż z mojej strony, że ona raczej zakończy małżeństwo, niż to do niego napisze... Umarła mnie.... Nie rozumiem jej, bo na prawdę i szczerze wierzę że mnie kocha, że małżeństwo znaczy dla niej bardzo wiele... Ale nie potrafię funkcjonować w "trójkącie"... Ona chyba nie rozumie, jak bardzo mnie skrzywdziła, jak bardzo się upokarzam że jej wciąż wybaczam. I nadal bym jej wybaczył, tylko żeby zakończyła ten cholerny romans... Nie wiem co mam zrobić... Zakochany Idiota...
3739
<
#100 | Deleted_User dnia 26.12.2016 19:03
Pełna zgoda Apolo
Z tym, że:

Cytat

Co musi wstrząsnąć każdą z osób, które z czymś sobie nie radzą, a przecież mogą? Osiągnięcie progu straty, krzywdy, tzw dna. Tak pijak musi coś stracić, by wiedzieć, że powód leży w alko. Tak kochający za bardzo musi kolejny raz coś stracić, by zobaczyć, że to przez jego zgodę i tłumaczenie wszystkiego bezwarunkową miłością. Tak zdradzający musi poczuć, że to przez jego łatwość zlekceważenia uczuć bliskiej osoby.

mowa w takiej sytuacji o związkach opartych na uzależnieniu, pragnieniu bezpieczeństwa, poszukiwaniu przyjemności, czy uwikłaniu za którym idzie uprzedmiotowienie i zawłaszczenie partnera. Czyli przyczyną zdrady jest, jakby nie patrzeć, brak miłości w związku.
Zacząć naprawę możesz tylko od siebie. Musisz tą miłość w sobie odnaleźć. W pierwszej kolejności do samego siebie.
I moim zdaniem to w pierwszej kolejności wystarczy, bo granice, aby druga strona wzięła odpowiedzialność za swoje życie i aby nie odbywało się to naszym kosztem, stawiasz je wtedy automatycznie.
W sytuacji w której zaczynasz od stawiania wymagań, bez wsłuchania się w drugą stronę, od wymuszania na drugiej stronie określonych zachowań, budujesz ponownie na chorej bazie. I ja mam wątpliwości co do tego, czy to się nie odzywa, przy kolejnych sprzyjających zdradzie warunkach.

W moim odczuciu czym innym jest danie zdrajcy odczucia straty, a czym innym przecioranie zdrajcy. Mówiąc o przecioraniu zdrajców często mowa o katowaniu. Przykładem wątek jednej z dziewczyn poniżej, której partner niby wybaczył, trzymał ją przez lata w poczuciu winy, a sam zdradził. Przeciorał zdrajczynię? No przeciorał. Czy dało mu to możliwość zbudowania związku na zdrowych warunkach? Nie, bo zaczął odbudowę od d strony. I sam się w tym pogubił.

Cytat

To ma prawo się nie udać.

Zgadza się. Zawsze ma prawo się nie udać, nawet przy najbardziej sprzyjających warunkach. A może się udać, przy maxymalnie niekorzystnych.

Ale całkiem możliwe, że gdzieś się mylę i coś źle rozumiem.
3739
<
#101 | Deleted_User dnia 26.12.2016 20:36
No widzisz Amor, miłość, wierność, zrozumienie odbieramy jako pewnik. Jako coś trwałego i niezmiennego. Czy na pewno tak jest? Czy powinniśmy tak patrzeć ,gdy te wartości w niewielkim stopniu zależą od nas?
O tyle łatwiej przyjąć mi wybaczenie, danie szansy, czy nawet jak B40 okazanie łaski komuś kto ma problem z własnymi emocjami, poczuciem wartości, bo tacy ludzie mają szansę coś zrobić ze swoim życiem. W odróżnieniu od tych, którzy postępują z pełną świadomością i premedytacją.
Wciąż zahaczasz o wątek kata i ofiary. Owszem łatwo wpaść w tę pułapkę, praca nad sobą z psychologiem może uratować przed nią. Uważam, że przez ból zdrady, własne lęki ciężko się przedrzeć. Ale też to sławne przecioranie to nie całkowite podporządkowanie partnera, bardziej konsekwentne pozwolenie mu odczucia jego czynów. Przykład często podkreślany - jawność czynów, zero tajemnic, pełna wiedza o zdradzie, bo trzeba wiedzieć co się wybacza, brak cudacznych usprawiedliwień jak szaman seksu (szaman nie zdradził, a partner) , brak furtek w stylu zdradziłem przez ciebie . Zdrajca przystaje na te warunki lub nie. Nic więcej.
Zdradzony wybacza często z automatu, później intuicja przekazuje mu sygnały ostrzegawcze. Noviush ma takie sygnały - obrazy seksu, zdrady. Czasem to wynik zbyt idealnego obrazu partnerki, czasem sygnał, że nie wszystko z jej strony jest już ok. Czasem, że zdradzony nie nadaje się do wybaczenia.
13274
<
#102 | Noviush dnia 26.12.2016 20:37
B40, źle mnie zrozumiałeś. Absolutnie nie biorę odpowiedzialności za zdradę. To jest tylko i wyłącznie jej wina, to tylko była jej decyzja. Z tym się nie spieram. To co ja chcę naprawić, to moją nieporadność, brak sumienności, nieogarnianie życia codziennego. To wszystko co doprowadzało do kryzysu w naszym związku, co spowodowało że przestałem sam siebie szanować. Nad tym głównie pracuję, nad tym się skupiam. Kwestię zdrady i związanych z nią perturbacji naprawić może tylko i wyłącznie ona. Jestem tego świadomy i nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. I na razie idzie w dobrym kierunku...
Co zaś do Twojej teorii przyczyn zdrady, nie sądzę żeby była adekwatna w moim przypadku. Ale nad tym chyba się nie będę rozwodził (hmmm, chyba niezbyt właściwe słowo Szeroki uśmiech), to chyba wątek dla innego forum Pokazuje język
apologises, masz pełną słuszność. Coś musiało wstrząsnąć mną, żebym się obudził z letargu w który wpadłem na długo przed jej zdradą. Tak samo "coś" wstrząsnęło nią. Jak mocno i na jak długo? Nie mam pojęcia, chyba nikt nie ma, z nią samą włącznie. Nie wiem czy moja "operacja" się powiedzie czy nie, zobaczymy po jakimś czasie.
I tak jak pisze Amor, nie chcę jej ukarać, chcę żeby poczuła to co nawarzyła. Nie z zemsty, nie dla satysfakcji, tylko po to by zrozumiała, poczuła, do czego jej potrzeba odreagowania mogła doprowadzić.
Jej zadaniem jest naprawić to co zniszczyła, moim, kiedy ona już to zrobi, spróbować jej wybaczyć. A do tego czasu muszę zająć się prostowaniem samego siebie. Tak ja to w uproszczeniu widzę w tym momencie.

Komentarz doklejony:
Bo, tak jak pisałem wcześniej, wyjdźcie z choćby teoretycznego założenia, że ona chce to naprawić i ma jakieś uczucia.

Komentarz doklejony:
...wyjdźcie choćby z teoretycznego...
3739
<
#103 | Deleted_User dnia 26.12.2016 21:08
To nie wątpliwości czy ma uczucia. Pytanie czy swoje uczucia przedkłada nad Twoje i czy radzi sobie z emocjami. :niemoc
3739
<
#104 | Deleted_User dnia 27.12.2016 10:49

Cytat

Uważam, że przez ból zdrady, własne lęki ciężko się przedrzeć.

Dokładnie, dlatego decyzje podejmowane w takim stanie nie są w pełni świadome. Jeśli po zdradzie zbyt szybko deklarujemy się (nawet jeśli tą decyzją jest danie łaski) ponownie opieramy budowę nowego związku na niekoniecznie zdrowych korzeniach. Bo i na czym opieramy się w takim momencie? Na uzależnieniu, na uwikłaniu, na poszukiwaniu bezpieczeństwa?Czy na miłości? Jeśli na miłości, to czyjej? Zdrajcy do nas? Czy naszej w stosunku do zdrajcy?

Ktoś (zdaje się, że Pit) opisał w którymś z wątków etapy które powinny nastąpić po zdradzie, zanim otworzymy się na w pełni dojrzałe rozstrzygnięcia. Powinniśmy przejść żałobę, zrozumieć co się wydarzyło i dlaczego, pobyć samemu i dopiero wtedy zabierać się za podejmowanie jakichkolwiek działań.

Cytat

To nie wątpliwości czy ma uczucia. Pytanie czy swoje uczucia przedkłada nad Twoje i czy radzi sobie z emocjami.

A zaraz po zdradzie, kiedy niewierny/niewierna również ma w sumie mętlik w głowie i deklaruje się, byle jak najszybciej uzyskać poczucie bezpieczeństwa i względny spokój, to czyje uczucia i dobro przekłada? jeśli nawet przełoży nad swoje uczucia zdradzonej osoby, to z miłości to czyni?

więc jakie ma w sumie teraz znaczenie, czy on ją przyciśnie? żadne Uśmiech
więcej uzyska na otrząśnięciu się bólu i leków, na pobyciu samemu ze sobą i na wsłuchaniu się w siebie i spokojnym przemyśleniu tego na czym naprawdę oparty był ten jego związek,

Komentarz doklejony:
granice? jak najbardziej Uśmiech jedna podstawowa! nie krzywdzić samego siebie
3739
<
#105 | Deleted_User dnia 27.12.2016 11:11
Może to lekko niedorzeczne, dajesz osobie, którą mimo wszystko kochasz szansę . Raz, że na wyrost, bo często tkwi jeszcze w romansie, dwa ,, że hoduje specyficzny system usprawiedliwień. Dajesz tę szansę, ale i określasz , co jest dla Ciebie do przyjęcia, czego akceptować nie będziesz. Określasz czas . To ostatnie dla siebie, by samemu pozbierać myśli, móc ocenić działania niewiernego.
Danie szansy nieco różni się od wybaczenia na wyrost. To też metoda dla "twardzieli" . Sam najpierw mordowałem się wybaczając na miękko. Zakładając ,że musi się udać. Potem mnóstwo elementów układanki nie pasowało. Zanim przedstawiłem myślenie na siebie, na jasny obraz czego chcę, co jest zwykłą ściemą, trochę potrwało.
3739
<
#106 | Deleted_User dnia 27.12.2016 15:50

Cytat

Danie szansy nieco różni się od wybaczenia na wyrost.

Ja bym w to wybaczenia w ogóle nie mieszała. Troszkę czasu musi upłynąć zanim miną negatywne myśli i emocje, nim złość się wypali.
A i wybaczasz dla siebie samego, aby zamknąć jakiś rozdział, zakończyć jakąś sprawę, przestać się nią męczyć.
Danie szansy sobie i partnerowi na odbudowanie związku, jeśli odbywa się na samym początku po zdradzie, zdarza się jednak na długo przed wybaczeniem.
3739
<
#107 | Deleted_User dnia 27.12.2016 18:04
PIT napisał:

Cytat

Zdrada jest czym bardzo bolesnym, można ją porównać trochę ze śmiercią kogoś bliskiego, bo umiera przy niej piękny obraz kogoś kto był w naszym sercu.

Świetnie napisane/powiedziane chociaż myślę, że zdrada chyba boli nawet bardziej.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?