| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
JamesTon | 01:04:55 |
Landexpzglosy | 02:25:15 |
Urzekajaca444 | 05:00:15 |
Julianaempat... | 05:44:11 |
Aga104 | 07:12:43 |

Nigdy nie sądziłam, że będę zaglądała na tego typu strony.
Moja historia jest długa i skomplikowana. Jesteśmy 6 lat po ślubie. Już 4 lata trwa ten koszmar.. mój mąż dosłownie wyssał sobie z palca, że zdradziłam go z jego własnym bratem.. tak po prostu.. tłumaczył się tym, że jest we mnie tak szaleńczo zakochany i zazdrosny. Kłótnie bywały o to conajmniej dwa razy w miesiacu. Wpadł na pomysł żeby zrobić wariograf, zgodziłam się.. oczywiście pokazał jasno i wyraźnie, że jestem w porządku wobec męża.. dla niego to nie był wystarczający dowód bo twierdził, że przekupiłam tą osobę która robiła badanie. Zaszłam w ciążę i gdy wszystko miało się już jakoś wyprostować od tygodnia żyjemy w ciągłej kłótni znowu o to że go niby zdradzam.. nie wytrzymałam.. spakowalam walizki, myślałam że się otrząśnie.. a on.. na odchodne przyznał się, że miesiąc temu skorzystał z usług prostytutki.. tłumaczył się tym, że zrobił to żeby się odpłacić za moją zdradę.. której tak na prawdę wcale nie było.
Jestem w 5 miesiącu ciąży i mamy jeszcze dwie córki. I nie wiem co dalej.
Recepty na dalsze życie nikt Ci tutaj nie napisze, bo takiej nie ma.
Jeśli facet jest chory - to warunkiem myślenia w ogóle o czymś dalej jest podjęcie leczenia.
Jeśli nie jest chory... to zrywasz tynk na suficie rogami
Co dalej to już zależy od Ciebie. Wielkiego wyboru nie ma. Albo rozwód, albo próby sklejania (ale to się nie uda bez bardzo, bardzo dużego zaangażowania strony która zawaliła).
Popatrz na to z takiej strony: ktoś znając naturę Twojego męża, podaje mu niezłą legendę, że miałaś okazję zdradzać go z jego bratem. Czasami może to być sam brat-idiota, bo może chce się w jakiś sposób na mężu zemścić, a może poczuł się odrzucony przy swoich staraniach by Cię przelecieć i zwyczajnie się psychol mści - trudno odczytać motywy takiego knucia. Nie ma też dymu bez ognia.
Bez porozmawiania z mężem, bez ustalenia, na jakich podstawach wysnuwa swoje przekonanie, a jest ono poważne na tyle i głębokie, że nawet wykosztowaliście się na durny wariograf. Tak na prawdę, to tym wariografem chciał mąż potwierdzić swoje pełne przekonanie o Twojej zdradzie - tu nie udało mu się to, więc dalej oskarża.
On jest na tyle święcie przekonany o Twojej zdradzie, że zastosował jedną ze znanych tu metod wśród zdradzonych, również tu na forum: "terapia przez zdradę" to się nazywa.
Ból, wynikający ze zdrady partnera jest tak dokuczliwy, tak nieznośny, że takie działanie jak zdrada wydaje się jedynym sposobem zmniejszenia bólu po zdradzie. A on jest o tym święcie przekonany.
Dlatego pewnie dowiedziałaś się o prostytutce. Wet za wet, ząb za ząb, oko za oko... by przez chwilę poczuć się lepiej. Skoro bowiem nasza ukochana żona upadła tak nisko zdradzając męża z jego własnym bratem, to by nie było już tego straszliwego dystansu i spoglądania na to z góry na upadłą żonę, mąż decyduje się równie nisko upaść, mając nadzieję, że poprzez zdradę poczuje ukojenie. I poprzez dotkliwą zemstę.
Czasami to działa. Wiesz dlaczego?
Z prostej przyczyny. Doznajemy wtedy objawienia, że fizyczna zdrada nie musi iść w parze ze zdradą emocjonalną, że to czysta fizyka, coś jak onanizm wykonany przez masażystkę, więc świadomość tej banalnej fizyki zdrady, tej wiedzy, że może to i seks jest, ale jest on bez większego znaczenia, bo niczego do życia nie wnosi, pozwala jakoś odpocząć sterroryzowanej psychice.
Ktoś, kto potrafi się znaleźć w tym, dostrzega straszliwą małość takiego działania, wręcz bolesną ułomność partnera - a to już droga ku wybaczeniu.
Bo jak się coś z bólu i głupoty zrobi, to można to wybaczyć, a można wybaczyć tylko wtedy, kiedy się zrozumie, jakie mechanizmy wywołały tę katastrofę.
Sami raczej sobie nie dacie z tym rady - konieczna wizyta w poradni, rozmowa z mężczyzną psychologiem.
A gdzie jest w tym wszystkim brat? Co mówi?
Gdybyś /teoretycznie zakładając/zdradziła męża i postanowilibyście nadal być razem to dawno owa zdrada była by przerobiona .
Twoja niezdecydowana postawa sprawiła że rodzina się powiększa,mąż ma więcej świadomych słuchaczy a problem nie znika.
Na jakiej podstawie/prócz kolejnych pustych obietnic/ uważasz że...miało się wyprostować"?
Przez 4 lata ,2x w miesiącu mąż robi awanturę o wyimaginowaną zdradę /jakieś 100?/ i nic się nie wyprostowało.Bo samo się nic nie robi.
Mąż ma w głowie sieczkę a Ty udowadniasz mu/wariografem/ że jesteś wierna!!!To nie on powinien udowodnić/na Twoje ultimatum/ że jest zdrowy psychicznie?
Twój koszmar trwa ale to ty zapewniasz męża że garb Ci nie rośnie,niczego nie żądając prócz obietnic których nie egzekwujesz.
Pewnie największym Twoim problemem będzie owa prostytutka a nie 4 letnie tolerowanie..,,szaleńczo zakochanego/jak widać po prostytutce/i zazdrosnego partnera.
Iwona, jedynym wyjściem dla Ciebie jest wizyta u dobrego psychiatry i doprowadzenie do leczenie męża. Może to poskutkować pewną poprawą u niego, oczywiście o ile on zgodzi się na takie leczenie i podda się mu z pobytem w szpitalu włącznie. Jeśli nie, to to nigdy się nie skończy, a poddawanie się jego chorym urojeniom i np. wyrażanie zgody na wydumane badanie wariografem, tylko potęguje jego paranoję.
Z czasem jego zachowania będą przybierać na sile, a on sam wynajdzie sobie nowe, dodatkowe obiekty podejrzeń wobec Ciebie. Będzie też nasilał agresywne postępowanie wobec Ciebie: bo czy robienie awantur ciężarnej żonie i opowiadanie jej, o swojej zdradzie z prostytutką, to nie forma znęcania się nad nią? Zapewne czuł pewnego rodzaju satysfakcję, gdy sprawił Ci ból i widział Twoje cierpienie. Jeśli będziesz zachowywać się zgodnie z jego oczekiwaniami, czyli zapewniać o swojej niewinności, płakać, przysięgać i cierpieć z powodu jego "zdrad", nasilisz tylko jego agresję.
Tylko zdecydowana postawa na "NIE" może doprowadzić do jakiegoś przełomu. Moim zdaniem powinnaś w pierwszej kolejności sama udać się do psychiatry po pomoc i wskazówki, jak postępować. Zrób to szybko i nie czekaj na cud, bo cudu nie będzie... Będzie tylko coraz gorzej z nim, z Tobą i Twoim życiem.
Jestem święcie przekonana, że jego brat nigdy w żadnej złości nawet nie insynuował, że ze mną mógł mieć jakikolwiek kontakt.
A to racja.. mój mąż od zawsze uważał się za gorszego od brata.. zawsze miał o to żale że jego brat był lepiej traktowany przez rodziców mimo tego, że jego rodzice zaprzeczają temu.
Poza tym nie miał dobrych wzorców w domu w dzieciństwie (ojciec alkoholik i awanturnik).
Moi rodzice są za to zupełnie inni.. nigdy w domu nie było alkoholu, pokłócili się tylko raz w życiu przy mnie i moi rodzice do tej pory okazują sobie czułość.
Odeszłam od niego.. on twierdzi, że uciekam przed "prawdą".. sam mówi, że sobie nie poradzi ze sobą beze mnie.. powiedziałam mu, że ma się zacząć leczyć, ogarnąć, przemyśleć i wtedy mogę pomyśleć czy jest co ratować
Dbaj o siebie i dzieciaki.
Jeśli wszystko rozegrasz dobrze, to nakłonisz go do leczenia, a wtedy jest szansa dla was dwojga... Jeśli się ugniesz, wróci stare ;/ Czym to się skończy? W końcu tak i tak nie wytrzymasz, odejdziesz...
Ode mnie masz ogromne słowa uznania za wytrwałość. Miej świadomość, z kim żyjesz i komu rodzisz dzieci, bo leczenie nie da dożywotniej gwarancji na poprawę jego stanu. Nie wiadomo kiedy i czym spowodowana paranoja może powrócić ze zdwojoną siłą. Jesteś pewna, że zawsze, bez względu na wszystko, zdołasz to unieść?
Życzę siły i pozdrawiam serdecznie.
Siła manipulacji psychopaty może być zabójcza.
Aby obronić się , choć trochę, przed tą ewidentną przemocą, polecam naszą portalową biblię: "Moje dwie głowy". A na "już", blog o tym samym tytule.
Wzmocnisz się, nabierzesz odwagi i przekonania, że Twoje decyzje to prawidłowa droga. Od takich ludzi, jak Twój mąż, się nie odchodzi. Od takich się sp....la.
Masz wspaniałych rodziców. I dzieci. Na ich miłości oprzyj dalsze dni. Chroń się tam, gdzie dobro, bezpieczeństwo i szacunek. I uczciwość.
Nie daj mu się "uwieść". To, co robi z Tobą, jest ohydne, wstrętne i upokarzające. To gwałt!
Jak złamie Twoją psychikę, jak się mu poddasz, to po Twoim godnym życiu.
Wiele z nas trafiło na podobnych. To nie grzech. To nie wstyd.
Ale grzechem, wobec samych siebie, wobec dzieci i najbliższych, jest trwać w tym koszmarze! Grzechem jest poddać się! Grzechem jest nie robić nic!
Ty musisz zawalczyć o siebie!
To nie może być tak, by, byle złamas, rządził naszym życiem! Chociaż, powtarzam, może próbować. Jego, psia mać, wola.
Ale, nie może być tak, byśmy się na to godziły!!!
Gdyby wszystkie kobiety myślały, gdyby wszystkie kobiety miały tyle determinacji, by powiedzieć przemocy: STOP!, myślę, że zapanowałaby w związkach większa harmonia. Mężczyźni czuliby większy respekt, nie czuliby się bezkarni, bo, jak na razie, to mają to cholerne, nieme przyzwolenie, na niegodziwość!
Męska zdrada- hmmm...co za macho! Kobieca- ukamienować!
Alkoholik- ha ha ha! Ten se znowu popił! Alkoholiczka- co za wstyd!
Damski bokser- wie, czego chce! Bijąca kobieta (co z tego, że, przeważnie, w obronie własnej)- do wariatkowa z nią!
Facet na imprezie ( nierzadko z przygodnym "bonusem"
Kobieta na imprezie (jeżeli w ogóle) - latawica!
Mężczyzna w domu- wstyd, bo pantoflarz! Kobieta w domu- powołanie!
Itd.itp. Przykłady można mnożyć...
No. To tak mnie poniosło...
A, wracając do tematu,
Iwona,
Nie wiem, co zrobisz, pewnie sama jeszcze nie wiesz.
Troje małych dzieci...
Przegadaj wszystko z rodzicami. Pod kątem ekonomicznym zwłaszcza.
Zaplanuj życie bez niego. Jak by ono miało wyglądać.
I się nie bój! Wszystkie się boimy "przed". A "po" nie możemy uwierzyć, że tak długo wytrzymałyśmy.
Nie mówię o normalnych związkach. Naprawdę, nie doradzam rozstania tam, gdzie widzę nadzieję. Nie jestem ekspertem. Nie mam prawa.
Ale jednoznacznie reaguję tam, gdzie relacje są toksyczne. Chore.
Reaguję instynktownie. Jak spłoszone zwierzę w ucieczce. Gdy nie ucieknę- bestia mnie dopadnie! Na taką ucieczkę, wbrew pozorom, też trzeba odwagi. Ale my- kobiety takie właśnie jesteśmy! Wytrzymujemy dużo. I długo. Ale, do czasu. Gdy jesteśmy doprowadzone pod ścianę, wydawałoby się bez wyjścia, jesteśmy w stanie przebić ten mur!
I biec! Byle szybciej, byle jak najdalej!
I Ty tak, Iwona, pędź! Wiej od tego świra! Nie łudź się, że się opamięta. Jeśli tak, tym lepiej dla niego. Czy dla Ciebie? Na tę chwilę nie ma to znaczenia.
Myśl o sobie. I dzieciach. Spokój i godność najważniejsze.
I przypominam: " Moje dwie głowy".
Nie daj się!
:cacy
Komentarz doklejony:
Proszę o wyrzucenie mrugającej buźki, bo akurat w ty miejscu, to mi nie do żartów
Zbyt długo byłam w tym związku, ignorowałam sygnały, że z nim jest coś nie tak. A było nie tak już od samego początku. A mi durnej imponował. Potrafił mnie tak zmanipulować, że mało nie odwróciłam się od swojej rodziny, która mnie przed nim ostrzegała. A mi się wydawało, że mu przejdzie, że się dotrzemy. Ślepo w niego zapatrzona. Pierwsza miłość, pierwszy mężczyzna. Nie wiem gdzie miałam rozum.
Jestem w rozsypce. I nie wiem jak sobie teraz życie posklejać. Tylko dzieci mnie jakoś trzymają. Aż mi było wstyd pokazać się córce cała posiniaczona. Mam ochotę schować się przed całym światem
A jak jest z alkoholem w przypadku Twojego męża? Jeśli chla, sprawdź sobie co to jest psychodegeneracja alkoholowa (inaczej: charakteropatia) oraz co to jest Zespół Otella.
Masz wyjść do świata!
Masz nie bać się mówić! Masz nie bać się wołać o pomoc!
Ty już wygrałaś!
Zrobiłaś to, na co nie stać miliony kobiet!
Powiedziałaś: DOŚĆ!
Trzymaj się tego z całych sił. Nie daj zwieść jego szantarzom, ckliwym słowom, obiecankom. Nie bój gróźb.
Gdzie teraz jesteś? Kto jest z Tobą? Jak sytuacja materialna?
I dlaczego " posiniaczona"?! :szoook
Możesz to inaczej okazać...
Dziwnie sfrustrowany jesteś. Sam nie wiesz, czego chcesz. I, zamiast wkurzać, teraz mnie bawisz!
Będzie dobrze, zobaczysz...:cacy
Dobrze, kochanie, pracuj. A ja zajmę się obiadem...
Miłej niedzieli wszystkim!
:tak_trzymaj
Cyt:
"Aż mi było wstyd pokazać się córce cała posiniaczona. Mam ochotę schować się przed całym światem"
Czy Ty chcesz powiedzieć, że on Cię bije?
Ja chciałam o to zapytać, ale jakoś odpuściłam, nie wyobrażałam sobie, że to możliwe...
Dziewczyno, przecież Ty jesteś w ciąży! Z reszta, co ja mówie...To nie ma nić do rzeczy.. Na litość Boską, zgłoś się na policje, załóż niebieską kartę, zrób obdukcję lekarską! Jeśli nie zawiadomiłaś policji, to obdukcja nie będzie miała aż takiej wagi, ale będzie!
Dziewczyno pisz...
Co z alkoholem u niego?
Komentarz doklejony:
Alkohol od czasu do czasu. Za to są inne używki o ktorych się dowiedziałam niedawno. Od pół roku bierze amfetamine czy metaamfetamune.. nie wiem, nie znam się na tym.
Poszarpał mnie, dosyć mocno
Piszesz, że zatrzymałaś się w mieszkaniu jego rodziców, a co z nimi? Pomagają Ci jakoś? Będziesz mogła tam mieszkać dłużej? Przecież potrzebujesz spokoju do rozwiązania.
Napisz też, jak to jest z tym jego pobytem za granicą... Jak często on przyjeżdża do domu. Wtedy gdy przyjeżdża to robi te awantury? Jak często? Kiedy teraz przyjedzie, wiesz?
Powinnaś też zaopatrzyć się w sprzęt do nagrywania rozmów i nagrywać te jego "występy", to może się przydać. Jesteś gotowa do zmierzenia się z nim?
Tobie potrzebna jest profesjonalna pomoc. Tak, jak pisze Sybilla. Zrób obdukcję.
Musisz mieć dowody. Czy masz dowody, że bierze, posiada narkotyki?
Ja wiem, że Ty strasznie musisz się go bać. Tak będzie, dopóki będziesz sama. A sama sobie nie poradzisz. Co gorsza, zagrożone jest zdrowie i życie Twoje i Twoich dzieci.
Musisz iść na policję.
Musisz wszystko powiedzieć rodzicom. Niech wezmą Cię do siebie. Albo niech oni będą u Ciebie.
Kolejny krok to adwokat. Musisz to zrobić.
Z mężem nie ma rozmowy. Bo może być tylko gorzej.
Kiedy on wraca? Do tej pory musisz mieć plan.
Ufaj tylko swojej rodzinie.
Cytat
Męska zdrada- hmmm...co za macho! Kobieca- ukamienować!
Święta prawda
Pozwól ,że Ci to wytłumaczę przez analogię.
Klucz , który otwiera wszystkie zamki to super klucz.
A zamek , który otwierany jest przez każdy klucz ,jest nic nie wart.
Do domu on przyjeżdża raz w miesiącu na kilka dni.. zależy jak mu się uda z pracy wyrwać. Jak mu się nie udawało to ja tam latałam zazwyczaj na 2 tygodnie. 31 będą drugie urodziny naszej córki i obawiam się że wtedy na nie przyjedzie.
Kup chociaż zwykły dyktafon, chyba nie jest drogi w Polsce, nie wiem, mieszkam za granicą. Tutaj taki najprostszy, to wydatek ok. 30-40 euro.
Kiedy przyjedzie, staraj się nie zostawać z nim sama. Swietnie że nie mieszkasz w waszym domu, będzie mogła zwyczajnie poprosić kogoś, by stale był z Tobą i z nim w czasie, gdy zechce was odwiedzić, tzn, Ciebie i dzieci.
Każdą rozmowę z nim nagrywaj. Nie gódź się na jakieś wspólne spacery i w ogóle na pobyt poza Twoim "terytorium". Zanim przyjedzie, pochowaj paszporty dzieci, jeśli takie mają. Najlepiej daj na przechowanie swojej rodzinie.
Najważniejsze teraz, byś miała świety spokój, przynajmniej do rozwiązania.
To takie najważniejsze działania, na teraz... Potem będziesz musiała improwizować, zgodnie z jego zachowaniem.
Jeśli będzie się awanturował, wzywaj policję i poproś o badanie na obecność narkotyków. To będzie coś, czego on już nie przeskoczy w starciu z Tobą.
Walcz o siebie i dzieci. Wierz mi, że to teraz wydaje Ci się strasznie trudne, wręcz nieosiągalne... Za jakiś czas, gdy zobaczysz to z innej perspektywy, wyda Ci się zupełnie inne. Wystarczy tylko, że będziesz wiedziała czego chcesz i będziesz do tego wytrwale dążyć.
A to wiadomość od niego;
"NiespodIewalem sie ze jestes az taka szmata. Powodzenia w dalszym życiu. "
Myślałam, że może trochę sobie przemyśli...
Komentarz doklejony:
Skoobi napisał;
cyt:
"Pozwól ,że Ci to wytłumaczę przez analogię.
Klucz , który otwiera wszystkie zamki to super klucz.
A zamek , który otwierany jest przez każdy klucz ,jest nic nie wart.
smiley"
Ja mam taki super klucz!
Ale pracuję..... w szpitalu psychiatrycznym. Sporo tu takich, którzy kiedyś otwierali wszystkie zamki, a dziś mają pokój na "super klucz".
Tak mi się jakoś skojarzyło....;/
Nie spodziewaj się, że nałogowiec uzależniony od substancji chemicznych (alkohol, narkotyki, leki) sobie cokolwiek przemyśli, a w każdym razie nie przemyśli zanim nie spadnie na dno (o ile dany osobnik ma własne dno, bo niektórzy nie mają). Jak widać, dla twojego męża Twoje odejście, strata dzieci tym dnem nie jest.
Amfetamina akurat nie jest narkotykiem silnie uzależniającym, a do tego uzależnia głównie psychicznie, nie fizycznie, więc do dna daleko.
Skutki psychiczne zażywania amfetaminy:
Osoby uzależnione od amfetaminy doświadczają tzw. psychozy amfetaminowej r11; omamów słuchowych i urojeń prześladowczych.
Masz wytłumaczenie jego zachowania.
Ponieważ Twój mąż nie wykazuje chęci zmierzenia się z problemem, ba - odmawia zauważenia, że ma problem, to chyba pozostaje Ci tylko pozamiatać ten związek. Pomocy możesz poszukać w Al-Anon, to grupy dla rodzin alkoholików, ale sądzę, że Tobie też pomogą. Bo, niestety, związek z taką osobą jak Twój mąż wywołuje współuzależnienie i to też się leczy
Do Iwony.
Piszesz o sześcioletnim małżeństwie i czteroletnim piekle. Nie obraź się, ale Twój mąż nie był nigdy łatwym człowiekiem. Być może Twoje rozgoryczenie, być może chęć jego uleczenia, na pewno niechęć do przyznania się do porażki nie pozwala na pełne spojrzenie na waszą relację. To człowiek zaburzony. W tej chwili wiesz także o jego uzależnieniach. Czy aby o wszystkich? Każą Ci również dbać o siebie, zbierać dowody, nagrywać, robić obdukcje i wiele innych ciekawych rzeczy. Jak dla mnie nic z tego nie będzie.
Jesteś osobą współuzależnioną od męża. Od lat na tzw wyczucie i serce walczysz . Jakie są efekty tego szarpania? Ciągniesz dalej w dół. I będzie tak dopóki nie rozpoczniesz działań tylko i wyłącznie dla siebie. Nie dla męża. Nawet nie dla dzieci, chociaż mi osobiście najbardziej właśnie ich żal.
Pierwsze Twoje współuzależnienie. Ponieważ o faktyczną pomoc dla bliskich osób zaburzonych jest niezmiernie trudno, najprościej będzie dobrą i fachową pomoc uzyskać w przychodniach leczących uzależnienia. Choćby alkoholizm. Na NFZ, u ludzi znających temat od podszewki. Potrzebne Ci również wsparcie, a to również uzyskasz u tych, którzy przeszli takie piekło jak Ty. Na stronie AA znajdziesz najbliższą grupę Al-anon.
Walka z psychopatą pozbawiona jest wszelkiego sensu. Do tego musisz dopiero dojrzeć. Do zbierania dowodów, walki o siebie, dzieci trzeba pozbyć się wszelkich złudzeń. Nabyć siły i pewności co do swoich wyborów. Nawet zakładanie niebieskiej karty nie jest takie łatwe.
Jedyne prawdziwe stwierdzenie o zaburzonych brzmi " od nich się ucieka, nie walczy, nie pertraktuje". Jesteś w stanie dzisiaj się z tym zgodzić?
Poza tym jeśli ja nie wiem nic o psychopatach to Ty wiesz jeszcze mniej.
Niebieska karta jest ważna z wielu powodów; Chociażby dlatego, że dziewczyna znajdzie się pod opieką różnych ludzi, prawnika, psychologa, doradcy finansowego. Żeby taką kartę założyć, wystarczy że zgłosi się na policję, a policja sama to zrobi. Przynajmniej tak było w moim przypadku, gdyż byłam żoną psychopaty. Dziś pracuję za granicą, ale wciąż pomagam kobietom takim jak ja kiedyś... Pracuję jako wolontariuszka w organizacji pomagającej osobom prześladowanym w rodzinie. To są najczęściej kobiety- żony, ale są też matki katowane przez dzieci, a i mężczyźni się też zdarzają. Organizacja współpracuję z policją i często jeżdżę z nimi na interwencje domowe, zwłaszcza gdy z wywiadu wynika że w domu są dzieci. Pomagam takim ludziom poukładać sobie życie na nowo, współpracuję z adwokatami, sądami, domami dziecka. Często też jestem wzywana jako świadek do sądu. Mam wykształcenie medyczne ze specjalizacją z psychiatrii. Wierz mi, ludzie mają podobne problemy i w Polsce i tutaj.
Iwona zrobi co będzie uważała za słuszne, bo za nikogo nie można wziąć jego spraw w swoje ręce. Jednak od czegoś trzeba zacząć, dobrze by nie było to stwierdzenie; "nic z tego nie będzie". Ja w nią wierzę, bo widzę na własne oczy, jak kobiety maltretowane latami, z zaburzeniami osobowości, których się nabawiły przez lata dzielenia życia z psychopatą, powstają z kolan i powoli ale układają swoje życie od nowa. Nawet gdy mają dzieci, są bez pracy i bez środków do życia. Wszystko można wżyciu zmienić, tylko trzeba chcieć. Ja wierzę, że Iwona chce.
Pomoc dla niej jako uzależnionej wskazana,ale mają troje dzieci.Jak on się postawi /bo kocha dzieci,bo zona zła kobieta a on jej wybaczy.../to się z tym rozwodem będą bujać.
Ona teraz do ostatecznych decyzji pewnie nie jest gotowa i jeszcze ,,łamać"się będzie wiele razy.Jednakże ,,łatwiej"będzie/w przyszłości/ działać mając obdukcje/wzór zaświadczenia znajdziesz w komputerze/
Branie prochów nie będzie łatwe do udowodnienia a pewnie będzie starł się o opiekę nad dziećmi jeżeli nie z miłości to ze złośliwości.Awantur pewnie jego rodzina nie potwierdzi.Teściowie nie reagowali na jego zachowanie?
Woland na 853 czytań jest 35 komentarzy i dobrze że piszesz Ty ale dobrze też że piszą inni.Można się nie zgadzać bo ile spojrzeń/czytań tyle opinii ale chociaż są.Ktoś autorkę wspiera.Kiedyś na moje pytanie ktoś napisał ze dlatego jest mało komentarzy że nie ma sensu się powtarzać bo wszystko zostało napisane.Ale gdyby nowy portalowicz chciał tylko czytać ,,innych"to nie opisywałby swojej historii.
Jeżeli ktoś znajduje czas,chęci by napisać,wesprzeć to przecież dobrze.Przez dłuższy czas było tu mało Avenious,rekonstrukcji i nikt za bardzo się nie spieszył do wsparcia .
Odpuszczam też, gdy forumowiczka, ślepo zapatrzona w swoją sytuację, nie chce zmian w swoim życiu lub chce zmian z pogranicza cudu. Tu jestem bezradna.
Nie jestem też ekspertem. Z wykształcenia pedagogiem, pracowałam z dziećmi alkoholików i sama 20 lat żyłam z uzależnieńcem. Mogę doradzić jedynie przez pryzmat własnego życia. Nawet nie mogę doradzić w sprawach rozwodu, bo nie byłam w formalnym związku. Nie mogę też powiedzieć, jak bronić się przed biciem. Bo mój były ranił duszę, nie ciało.
Ale wyszłam z tego.
I dlatego, wszystkim podobnym mi kobietom, będę pisać, by się nie bały!
By walczyły!
Do Ciebie, Iwona, napisałam, bo wyczułam determinację. Chciałaś zmiany.
Teraz, gdy napisałaś więcej, zrozumiałam, że to był krzyk rozpaczy. Wołanie o ratunek. Ty, dziewczyno, nie masz wyboru. Masz tylko jedną drogę: odejść.
Pytanie: jak to zrobić? Są na portalu i prawnicy, i terapeuci, zatem pomóżcie dziewczynie, piszcie do niej. Gdzie mieszkasz, Iwona? Może ktoś z naszych się z Tobą spotka? Ciągle piszę o Twoich rodzicach, to w ich kierunku powinnaś zrobić pierwszy krok. I nie wracać do męża. Choćby, nie wiem, co.
Niedawno napisałam gdzieś o marihuanie. Że uzależnia i psychicznie, i fizycznie. Znam przypadek, że dwa miesiące wystarczyły, by wywróciła życie do góry nogami. Więc nie pisz Woland, że amfa to mniejsze zło. To syf, który może zrujnować człowieka w kilka m-cy. Dno może być bliżej, niż Ci się wydaje. Jedno jest pewne: to równia pochyła. I będzie tylko gorzej.
Tak naprawdę, Iwona, to co Ty o nim możesz wiedzieć? Nie masz pojęcia, co robi dalego od domu. To nie związek, to nie rodzina, to nie miłość. To toksykologia.
Ratuj siebie i dzieci.
Osobiście, nie chciałabym go już więcej widzieć. I wszystko załatwiałabym przez rodziców lub adwokata. I nie ma na co czekać. Myśl, dziewczyno i działaj.
Założenie niebieskiej karty w Polsce jest proste , w wielu poradach, na wielu stronach, w wypowiedziach ludzi z ulicy, nawet w opiniach ludzi zajmujących się podobnymi sprawami zawodowo. Zderzenie z rzeczywistością naszej ojczyzny jest porażające. Opieka społeczna, policja, służby odpowiedzialne są w czarnej d. .. . Ile trzeba mieć samozaparcia, by doprowadzić sprawy do końca wiesz i Ty i ja. Sama niebieska karta to nic, gdy osoba maltretowana nie ma potrzebnej siły, wiedzy i pomocy z zewnątrz. Nie jestem przeciw rozwiązaniom niebieskiej karty, znam niestety temat od środka. Zwykły policjant nie wie na ten temat więcej niż postronny człowiek z ulicy.
Iwona tkwi w cyklu współuzależnienia. Jej wypowiedzi i poczucie bezsilności mówią tylko o braku zgody i zmęczeniu. To nawet nie początek zmian w swoim życiu. Początkiem będzie przerwanie cyklu przemocowego, zwrócenie się o pomoc.
Możemy się nawzajem swoim doświadczeniem przerzucać, negować. Ale po co? Pierwszy krok do przerwania przemocy leży w głowie. Dziewczyna nie zmieni swojego męża, nie uleczy go. Może zmienić za to siebie.
A dowody? Cóż zmieni ich zbieranie, gdy nie ma gotowości by ich użyć? Cóż zmieni się, gdy trwa ciągle w patologicznym środowisku? Cóż zmieni się, gdy jej reakcje są od lat takie same? Ilekroć rozmawiam z kobietami (choć już mężczyźni też się pojawiają) i pytam co zrobiłaś ze swoimi dowodami, siniakami słyszę, że nic. Najczęściej są po to, by "przemówić do rozumu" . Pójście do sądu to istny koniec świata. Konsekwencje w postaci opowiadania całemu światu o swoim nieszczęściu, płaczu, straszeniu to żadne konsekwencje. To część współuzależnienia.
Nie chcę teraz chodzić po lekarzach, policji czy po poradniach. Chcę spokoju. Jestem trochę zmęczona fizycznie i psychicznie. Nie mam sił na zbieranie dowodów, czy rozwód. Potrzebuje tylko wsparcia
To właściwie wszystko co mam do powiedzenia w tym temacie, bo dyskusja zaczyna być o niczym. Dziewczyna może zmienić siebie powiadasz, zwrócić się o pomoc... Czy nie to właśnie cały czas jej podpowiadam?
W ostateczności są domy samotnej matki, tam tez może znaleźć pomoc. Jeśli napisała ten list na portal, wyprowadziła się z domu, z dziećmi i w ciąży...To z jej uzależnieniem, nie jest jeszcze najgorzej. Jest od czego zacząć 'przerywanie cyklu przemocowego" jak to nazwałeś
Sybillo, mam złe doświadczenia z naszym systemem. Mieszkam w małej wiosce, nieco ponad sto tysięcy ludzi. System leży i kwiczy. Na te marne dwa miliony w całej aglomeracji jakoś Katowice i Gliwice działają. Dla przykładu w dwóch sporych miastach na granicy Śląska i Małopolski istnieje mała poradnia przeciwalkoholowa, z jednym terapeutą (i to byłym alkoholikiem, co jest plusem akurat ), dom samotnej matki ,gdzie życie toczy się tym samym trybem jak dzielnicach o podwyższonej patologii, gdzie osoby opiekujące się tym przybytkiem kładą nacisk jak znaleźć nowego chłopa. System jest dziurawy. Bez wsparcia innego jak np zdrowa rodzina, ludzie zajmujący się współuzależnieniem, grupy wsparcia to tragedia.
Była jedna para wynajmująca jeden z nich.Związek toksyczny. I gdy któregoś dnia facet uderzył -co zdarzało się wcześniej- jego partnerka miała dosyć.Telefon na policję.Przyjechali za 5 minut.Ona podtrzymała zeznania - miała ślad po uderzeniu.
Policjanci nakazali gościowi spakować niezbędne rzeczy i wyprowadzili go z domu.Resztę swoich rzeczy mógł odebrać tylko w asyście policji.Został tymczasowo aresztowany.Następnego dnia po złożeniu zeznać wyszedł.Ale do domu i do tej dziewczyny nie mógł się zbliżyć na mniej niż 50 yardów.I nikogo nie obchodziło czy facet ma gdzie mieszkać.
Nie chcę teraz chodzić po lekarzach, policji czy po poradniach. Chcę spokoju. Jestem trochę zmęczona fizycznie i psychicznie. Nie mam sił na zbieranie dowodów, czy rozwód. Potrzebuje tylko wsparcia
Ale nie kasuj esemesów czy maili, to też dowody - on się dopiero rozkręci, jeszcze niejeden bluzg przeczytasz, możesz też go ładnie podejść, to sam się z czymś klepnie.
Popracuj nad myśleniem o sobie, jako o kimś ważnym, godnym szacunku. Nie poddawaj się jego manipulacjom. To człowiek chory, jego zachowania są patologiczne i w sumie bardzo przewidywalne. Myśl o sobie i o dzieciach, kompletuj dowody przeciwko niemu. Kiedyś pożałujesz, że odpuściłaś i nie wszystko zachowałaś. Np. pójście do lekarza po obdukcję. Niech jest, niech sobie leży... Żadnych konsekwencji to nie będzie miało, chyba że nadasz sprawie bieg. Dziewczyno ocknij się.
Słyszysz pretensje, słyszysz zarzuty wzięte z kosmosu, czasem poszarpie, uderzy. Nienawidzisz go takim. Sama jesteś wściekła. I boisz się nadal. Powiedzieć komuś, spytać, zadzwonić na policję.
Potem jest chwila ciszy, jesteście zmęczeni, on może mieć wyrzuty sumienia. Spokojniej. W końcu znowu rozmawiacie, być może przeprosił, być może sama przyznałaś mu rację. Macie przecież dzieci, kredyty, jakiś majątek.
Już jest dobrze. Zapominasz o wszelkich złych chwilach, są przyćmione w zakamarkach pamięci. Mniej boli ,a Ty chcesz wierzyć.
Powoli zaczynasz być drażliwa. Czekasz, bo coś karze być czujnym. Równie powoli i on pokazuje na co go stać. Jest kłótliwy, zdenerwowany, podejrzliwy. I znów się zaczyna. Eskalacja. Nienawidzisz go takim, jesteś wściekła i bezradna. I zmęczona.
Tak to Iwona wygląda mnie więcej. Za chwilę przyjdzie czas wątpliwości. On przycichnie, może się odezwie. Nie ważne pod jakim pretekstem, znajdzie wymówkę. Co wówczas zrobisz?
Nie chcesz ruszyć tego szamba, nie potrafisz teraz . Właśnie teraz na świeżo masz największą szansę. Następna zdarzy się dopiero po jakiś czas, po kolejnych występach artystycznych męża. On nie umie przemyśleć, nie umie dokonać zmian, tak jest skonstruowany. Nie pójdzie się leczyć, bo nie jest mu to do niczego potrzebne. Wręcz przeciwnie.
w przypadku każdego nałogowca istotne jest pozbawienie go komfortu chlania/ćpania. Więc na początek powinnaś mu mailowo/listownie wygarnąć, że ćpa, że od ćpania zachowuje się tak, a nie inaczej. Zapewne nie zmieni to jego zachowania, ale już nigdy amfa nie będzie mu smakować tak samo.
Co dalej? Zależy czego chcesz. Jeśli sam przyzna, że amfa zmienia jego zachowanie, jeśli zacznie coś z tym robić - możesz dać mu szansę. Ale nie na piękne oczy - odwyk, terapia i powoli. Nie wiem jak jest w przypadku amfetaministów, ale z alkoholika pijane myślenie "schodzi" przez rok - dwa lata. Dopóki nie zauważysz, że terapia działa, nie powinnaś z nim mieszkać. Teraz niech on się postara, żebyś mogła mu zaufać.
I cała inicjatywa musi wychodzić od niego, to on musi coś zrozumieć. Jak mówią w Al-Anon: "Nie przez ciebie zaczął pić, nie dla ciebie przestanie".
A jeśli już go zdecydowanie nie chcesz, to traktuj jego esemesy jako dowody do sądu.
On sam sobie nie poradzi z uzależnieniem. Bo nie widzi w tym problemu. Dzisiaj gdy do mnie dzwonił też wyczułam, że brał. Gdy mu mówię żeby z tym skończył to zadaje pytania "a Ty co dasz od siebie?"
Wiadomo.. Kocham go, zależy mi na nim nie tylko jak na mężczyźnie ale też jak na ojcu moich dzieci, ale chyba nie ma co tu ratować. Nie widzę żadnej nadzieji w tym że może będzie lepiej między nami.
Typowe, w przypadku alkoholika nazywa się to pycha pijacka. Mechanizm w przypadku uzaeżnień od substancji chemicznych jest podobny, więc wkleję Ci coś o pijakach:
Cytat
I takich pytań nasuwa się wiele. Najgorsze jest to, że poprzez swoje totalitarne myślenie alkoholik nie ulega nikomu. Szkoda tylko, że ulega samemu alkoholowi, a wydawało by się, że to taki rdyktatorski twardzielr1;.
Nasze naleganie jako tych, którym nie jest obojętny los takiej osoby, tych którzy cierpią razem z nim i częstokroć bardziej, nie będzie skutkowało r11; pijący będzie pił nadal i to niestety mogę zagwarantować. Naleganie stanie się dla niego kolejnym argumentem picia, będzie działać podobnie jak słowo rnier1; dla dziecka, czyli co zakazane, to trzeba zrobić. Wreszcie padają słowa o treści: rgdybyś tak nie nalegała i nie wyzywała mnie od najgorszych, to dawno bym tyle nie pił!r1;. Oczywiście często są wypowiedziane z krzykiem. To wyzywanie jest bardzo istotne i nawet momentami niebezpieczne. Alkoholik ma słabą psychikę i każde słowo bierze do siebie
Niestety, nie pozostaje Ci nic innego jak pożegnać się z tym panem emocjonalnie. Do niego jeszcze długo nic nie dotrze.
Mam czekać na to aż przyleci tu i urządzi awanture i wezwać policję żeby się nim zajęła? Do tego czasu może już się stoczyć na samo dno, bo jest rozżalony, że uciekłam od niego
Chcesz, żebysmy cię wspierali, a jednocześnie negujesz wszystkie rady.
Chcesz wiedzieć co myślę? Chcesz nas wykorzystać!
Tak!
Chcesz, żebyśmy się dwoili i troili na wymyślanie rad dla Ciebie, a ty i tak powiesz na końcu; Ja i tak z nich nie skorzystam, chcę tylko spokoju.
Więc po co tu jesteś?
Mamy Ci kołysanki do snu śpiewać? Albo skarpetki na drutach robić?
Halloo, tu Ziemia!!!
Tu są ludzie którzy przeszli piekło zanim wyszli na prostą i żyją normalnie.
Wszystko zostało Ci już powiedziane. Nie przybędzie Ci mądrości od wklepanych tu cytatów ze stron internetowych.
Znasz takie bardzo mądre, chińskie przysłowie?
Prawdziwa mądrość to czerpanie z doświadczeń innych. Niekoniecznie trzeba sobie rękę poparzyć, by wiedzieć, że ogień jest groźny.
Cytat
Tylko on sam może sobie pomóc. A Ty już mu pomogłaś - odeszłaś, to najlepsze co możesz nałogowcowi zrobić. Coś stracił, chlanie/ćpanie przestało być aż tak fajne, aż tak komfortowe.
Wsparcie osób bliskich jest bardzo ważne w procesie leczenia alkoholika/narkomana. Ale tu musi być właściwa kolejność. Przede wszystkim, taki nałogowiec musi dostrzec, że sobie nie radzi z nałogiem, przyznać, że jest bezsilny i poprosić o pomoc. Inaczej to nie ma sensu.
Tak, jeśli zacznie się awanturować - śmiało wzywaj policję. I poinformuj, że on ćpa. Zbadają go na obecność narkotyków, zrobią sprawę za posiadanie. Im szybciej wyląduje na dnie, tym szybciej się ocknie. A jeśli nie ma swojego dna, mówi się trudno - niech się zaćpa. Ty na to nie masz wpływu. Zajmij się sobą i dziećmi, a jego sprawy zostaw jemu.
Nie możesz układać swojego życia pod ćpuna, nie możesz czekać aż on się ocknie.
Przeczytaj uważnie. Jestem alkoholikiem. Nie piję od dziesięciu lat. Nikt, ale to absolutnie nikt nie wpłynął na mnie dobrocią, głaskaniem po głowie, ciągłym wybaczaniem. Kopa do zmian dostałem, gdy mój pijacki świat zaczął padać w ruinę. Jedynym sposobem na alkoholika, ćpuna, toksyka, zaburzeniowca jest brak przyzwolenia na jego picie, ćpanie, schizy, znęcanie itp. Nie ma lepszego sposobu, choć nikt nie zagwarantuje Ci, że pomoże.
Nie jesteś odpowiedzialna za żadne jego pomysły. Nawet jeśli będzie to szantaż emocjonalny, targnięcie się na życie. Odpowiedzialna możesz być tylko za siebie i dzieci. Mało tego, Ty i dzieci będziecie mieć poważne problemy z osobowością. Na ile masz siły, spróbuj poczytać o dda , ddd; współuzależnieniu.
Jesteś też ostatnią osobą zdolną do wyciągnięcia go z tego syfu. Od tego są fachowcy, odwyki, terapie.
Dziś jestem wdzięczny każdemu, kto nie tolerował mojego picia. Mimo, że pomagam innym, nigdy nie wyciągnę i nie uleczę nikogo. Mogę dać wsparcie. A to nie jest wyciąganie kogoś na siłę, to jest szczerość i konsekwencje do bólu.
Pamiętaj również, że twój mąż w tej chwili może być niebezpiecznym człowiekiem.
Gdyby twój mąż miał atak wyrostka to byś mu go wycięła?może,ale najpierw musiałabyś się nauczyć jak.
Nie jesteś konsekwentna,najczęściej zdradzacze ,,zamiatają problemy pod dywan" w tym przypadku Ty to robisz.Ty mu ustępujesz dla...swojego /jak ci się wydaje/dobra.
Nie widzisz że on nie liczy się z Twoim zdaniem,nie daje wiary Twoim słowom,zapewnieniom ale za to TY wierzysz /nie mając absolutnie żadnych podstaw/że on się zmieni.Że nie będzie Cię poniżał,ubliżał,bił.Wierzysz że Twoje dzieci nie będą patrzeć jak ojciec znęca się nad matką nie dlatego że postawiłaś granice i konsekwentnie ich pilnujesz ale dlatego że ,,on się zmieni"A niby dlaczego,a niby po co ,a niby dla kogo???
Przecież nikt mu niczego nie broni,niczego nie zakazuje,nie stawia warunków.
Nie masz siły zbierać dowodów itd.Co zrobisz jeżeli on będzie starł się o opiekę nad dziećmi/żeby Ci zrobić na złość/jak wytłumaczysz że nie chcesz by dzieci spędzały z nim czas bez nadzoru?Na jakiej podstawie?
Jesteś w ciąży,nie pracujesz zawodowo,masz trochę czasu. Wyszukaj adres najbliższej poradni uzależnień,Dowiesz się tam ze głaskanie męża,tolerowanie jego zachowań,tłumaczenie go tonie jest sposób by się zmienił.
Jesteś matką...3 dzieci,potrzebujesz dachu nad głową,alimentów na dzieci,spokoju i szacunku do siebie,wsparcia rodziny,przyjaciół. Więc działaj.
I wpis Nox (przepraszam wyciąłem z rozpędu):
Nox dnia maj 17 2016 17:04:58
..,,tylko kto mu ma pomóc jak nie ja?.."/jesteś na razie/ostatnią osoba która może mu pomóc bo..nie umiesz pomóc sobie.
Gdyby twój mąż miał atak wyrostka to byś mu go wycięła?może,ale najpierw musiałabyś się nauczyć jak.
Nie jesteś konsekwentna,najczęściej zdradzacze ,,zamiatają problemy pod dywan" w tym przypadku Ty to robisz.Ty mu ustępujesz dla...swojego /jak ci się wydaje/dobra.
Nie widzisz że on nie liczy się z Twoim zdaniem,nie daje wiary Twoim słowom,zapewnieniom ale za to TY wierzysz /nie mając absolutnie żadnych podstaw/że on się zmieni.Że nie będzie Cię poniżał,ubliżał,bił.Wierzysz że Twoje dzieci nie będą patrzeć jak ojciec znęca się nad matką nie dlatego że postawiłaś granice i konsekwentnie ich pilnujesz ale dlatego że ,,on się zmieni"A niby dlaczego,a niby po co ,a niby dla kogo???
Przecież nikt mu niczego nie broni,niczego nie zakazuje,nie stawia warunków.
Nie masz siły zbierać dowodów itd.Co zrobisz jeżeli on będzie starł się o opiekę nad dziećmi/żeby Ci zrobić na złość/jak wytłumaczysz że nie chcesz by dzieci spędzały z nim czas bez nadzoru?Na jakiej podstawie?
Jesteś w ciąży,nie pracujesz zawodowo,masz trochę czasu. Wyszukaj adres najbliższej poradni uzależnień,Dowiesz się tam ze głaskanie męża,tolerowanie jego zachowań,tłumaczenie go tonie jest sposób by się zmienił.
Jesteś matką...3 dzieci,potrzebujesz dachu nad głową,alimentów na dzieci,spokoju i szacunku do siebie,wsparcia rodziny,przyjaciół. Więc działaj.
Zareagować może tylko autorka, radzę zmienić najpierw hasło na swojej osobistej poczcie mailowej, dopiero później zmienić hasło logowania na portal. Nie powinno później być tego typu kłopotów.
Szanowny mąż autorki niech się trochę zastanowi. Takie akcje są karalne z powództwa cywilnego na wniosek poszkodowanego.
Woland zasugerował :
Cytat
Wydaje mi się że alkoholizm powinien być na samym początku.
Ale mogę się mylić. Jak się mylę to przepraszam.
Musiałam założyć nowe konto bo mój szanowny mąż włamał się na poczte, facebook i na tą stronę i pozmieniał hasła....
Już zapowiedział, że narobi tu mi wstydu.
Jego zdaniem już zdradzam go z Wolandem (bo wymieniliśmy jedną wiadomość i napisał, że w razie gdybym potrzebowała od Niego pomocy mam pisać na facebooku).
Jeżeli uważacie, że to ściema to bardzo chętnie zamienie się z Wami życiem.
Nie wiem czy nie włamie się i na to konto więc pozdrawiam.
Komentarz doklejony:
A pan mąż już się więcej nie pokazał nie odezwał, ciepło w bokserkach się zrobiło, czy tyle już dał w czachę że wymiękł.
Cytat
Iwona911 dnia maj 19 2016 14:33:40
Cytat
Musiałam założyć nowe konto bo mój szanowny mąż włamał się na poczte, facebook i na tą stronę i pozmieniał hasła....
Są dwie opcje.Albo masz na kompie zainstalowane oprogramowanie szpiegujące.To tylko tak napisałem dla przyzwoitości ,bo w to kompletnie nie wierzę.
Opcja druga - temat to ściema, co już zresztą pisałem na samym poczatku, poTwoim pierwszym poście.
Cytat
Mam nieodparte wrażenie ,że to fake.
Myśl co chcesz.. w końcu to nie Twoje piekło...
Ja już mam tego serdecznie dość, bo to nie jest pieerwszy raz, że grzebie gdzie tylko popadnie byleby znaleźć dla niego dowód na to, że coś robię nie tak..
Z resztą.. niech grzebie.. niech szuka..
Komentarz doklejony:
Temat ściema, kto by coś takiego wymyślił, dziewczyna potrzebuje pomocy i tyle i nie ma co nad tym debatować tylko pomóc jej ratować siebie i dzieci a nie jeszcze na nią naśladować.
Jeżeli mieszkanie należy do teściów to mąż może wchodzić kiedy chce,brać co chce i czuć się jak u siebie.
Jakim sposobem będziesz się czuła bezpiecznie?po ostatniej akcji już chyba nie chcesz mu tak bardzo pomagać?
Dałaś znać rodzicom w jakiej jesteś sytuacji i że potrzebujesz pomocy?
Wcześniej pisałaś o pakowaniu walizek ale chyba chodziło o pakowanie się kiedy pojechałaś do niego w odwiedziny?/nie wiem po co?/On jest w kraju?
Rodzice wszystko wiedzą, moi jak i jego... bo nawet sam potrafi do swojej mamy zadzwonić i krótko mówiąc się wydrzeć.
Dzwonił chyba z 20 razy dzisiaj z pretensjami do mnie. Nie mówiąc już o tym, że o 6 godzinie zamiast szykować się do pracy to wpadł na genialny pomysł żeby mi się włamać na meila.. i od meila w sumie się zaczęło
Komentarz doklejony:
Byłam u niego za granicą.. i to pakowanie walizek było i w przenośni i dosłownie bo po prostu szybko wykupiłam bilet na najbliższy lot
http://mojedwieglowy.blogspot.com/p/j..._8287.html
Avenious co prawda pisała już o tym blogu, ale mogłaś jeszcze do niego nie dotrzeć.
Cytat
Racja, a lepiej napisać za dużo w historii fikcyjnej, niż za mało w prawdziwej.
Iwona... Jestem ostatnią osobą, która nie udzieliłaby Ci pomocy.. Ale znam mechanizmy, które Tobą w tej chwili kierują. Znam i zupełnie ich nie akceptuje. Myślałam, że rzeczywiście potrzebujesz pomocy, a Ty zwyczajnie tylko potrzebujesz się wygadać. Dobre i to, ale zgłoś się jak rzeczywiście zaczniesz myśleć. I nie wierzę, że Twój mąż złamał hasła... Sama sobie odpowiedz, jakim cudem znalazł się na tym portalu.
Pozdrawiam i szczęścia życzę.