| Rycho500 | 20. Lipiec |
| gabi11 | 20. Lipiec |
| Lenka69 | 20. Lipiec |
| anuska | 20. Lipiec |
| dodera1 | 20. Lipiec |
Julianaempat... | 00:20:04 |
#
poczciwy | 02:13:48 |
jacksparrow | 04:15:19 |
NieOddycham | 20:53:21 |
marta1989 | 21:46:07 |
Witajcie.
Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem napisania na forum o mojej sytuacji. Jesteśmy z żoną małżeństwem od 20 lat, a wcześniej byliśmy w kilkuletnim związku (obecnie obydwoje po 40). Taka szczenięca miłość. Byłem jej pierwszym poważnym chłopakiem. Oczywiście pierwsze 2 lata związku to było coś cudownego. Można powiedzieć, że byliśmy nierozłączni. Potem temperatura uczuć opadła. W każdym razie po 4 latach na samotnym wyjeździe mnie zdradziła. Ponieważ bardzo ją kochałem to jej wybaczyłem i jakoś to ciągnęliśmy. Potem dziecko, ślub i wspólne życie. Na początku było nam bardzo ciężko, a potem coraz lepiej. Ponieważ żona jest bardzo atrakcyjną kobietą zawsze interesowali się nią jacyś faceci. Pierwszy kryzys mieliśmy po 4 latach małżeństwa. Prawdopodobnie nie doszło do zdrady gdyż facet który próbował jej zawrócić w głowie mieszkał dość daleko, a ja bardzo szybko zareagowałem. Żona zaczęła się tłumaczyć zrzucać trochę winy na mnie, mówić że żyjemy w biedzie itd. W każdym razie ta fascynacja z jej strony szybko się zakończyła. Myślę, że zaczęliśmy żyć jak każde normalne małżeństwo. Upłynęło 6 lat, szczęście się do mnie uśmiechnęło i zacząłem bardzo dużo zarabiać. Żona już nie musiała dużo pracować, miała sporo wolnego czasu i pieniędzy i znowu pojawił się problem w postaci "przyjaciela domu". W każdym razie ta osoba spędzała z nami wiele czasu, a ja zauważyłem, że głównie z inicjatywy żony. Pojawiły się też kolejne sygnały np. zaczęła stosować antykoncepcję, chociaż wcześniej nie stosowała. Było mi wstyd posądzać żonę, że jest coś między nią, a bądź co bądź naszym przyjacielem i żeby ostatecznie się przekonać jak wygląda sytuacja wyjechaliśmy razem na wczasy. Tam już zostały rozwiane jakiekolwiek moje wątpliwości. Unikała jakichkolwiek sytuacji, kiedy mogła być ze mną sam na sam. Były to najgorsze wczasy w moim życiu. Po przyjeździe przycisnąłem małżonkę i przyznała się, że zakochała się, ale oczywiście nic między nimi nie było. Zmusiłem ją do określenia się co zamierza dalej. Po rozmowie z nim stwierdziła, że zostaje ze mną i będzie walczyła ze swoim uczuciem. Walka trwała rok, a w międzyczasie i tak robiła wszystko, żeby spędzać z nim choćby w większym gronie jak najwięcej czasu. Było mi strasznie ciężko. Na szczęście on znalazł sobie narzeczoną i wszystko się momentalnie skończyło (od tej pory był wrogiem nr 1). Wydawało się, że już się wszystko unormowało - ja jej postawiłem warunek, żeby tak robiła, żebym nie musiał już czegoś takiego przechodzić na co ona powiedziała, że już nie ma możliwości , żeby ona sobie też zafundowała taką huśtawkę uczuć. Przez następne 7 lat było super. Ona wydawała się super żoną. Zwracała na mnie uwagę, była zazdrosna itd. Powoli tylko zaczęła najpierw siadać sfera seksu. To znaczy uprawialiśmy seks często, ale z jej strony było coraz mniej czułości np w ogóle przestała się ze mną całować. Byłem w stanie to znieść, bo przecież było dobrze w innych sferach. W międzyczasie wybudowaliśmy jej wymarzony duży dom itd. Niestety pogorszyło się znacznie finansowo. Mieliśmy pewne nieudane inwestycje i ja zacząłem zarabiać wielokrotnie mniej niż wcześniej. Nagle 3 lata temu nagle przestałem ją pociągać seksualnie praktycznie z dnia na dzień (tak mi powiedziała). Zaczęła się depilować i stosować znowu antykoncepcję, chociaż wcześniej twierdziła, że to rujnuje zdrowie kobiet (tłumaczy to tym, że zbliża się do menopauzy i chce się lepiej czuć. Seks powiedzmy raz w miesiącu jak ją uproszę i bez żadnych czułości. Nie dotyka mnie w ogóle. Odsunęła się ode mnie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ponieważ większość czasu pracuje w domu jak ja przychodzę z pracy to ona siedzi przed komputerem do poźnych godzin nocnych. Oczywiście komputer i telefony zahasłowane. Nie wiem czy kogoś ma, czy mnie zdradza. Jeżeli tak to bardzo dobrze się kryje. Ja jednak zastanawiam się co dalej robić. Przeprowadziłem z nią wiele rozmów i wykorzystałem chyba wszelkie dostępne sposoby żeby coś poprawić. Mówi (to jej określenie) , że nie jest we mnie zakochana, nie pociągam jej. Jest też przepracowana i nie ma czasu myśleć o seksie.
Ja jednak nie mam już siły tak żyć. Cały czas obok. Chciałbym mieć kogoś do kogo mógłbym się przytulić, pocałować, kto spojrzałby na mnie jak na mężczyznę. Myślę o tym, żeby na początek się wyprowadzić, a potem życie pokaże. Dodam, że oczywiści nikogo nie mam.
Jeżeli przebrniecie przez mój trochę przydługi opis to spróbujcie udzielić mi jakieś rady.
Ustal sobie kim jesteś, pogódź z faktami i podejmij decyzję. Jaka by nie była dla Twojej żony, niech będzie pierwszy raz dobra dla Ciebie.
Zahasłowane telefony, komputery? - Ma odhasłować natychmiast. W małżeństwie nie ma innej prywatności jak w WC.
Antykoncepcja, golenie nóg, nowa bielizna, odstawienie od seksu - wszystkie symptomy zdrady.
Druga kwestia, jeśli mówi, że jej nie pociągasz... to na co Ci taka kobieta? Wystaw za drzwi, a jak zmieni zdanie, to się zastanowisz...
w każdym razie postawić sprawę jasno, jak będzie chciała prywatności to oczywiście...po rozwodzie... będzie mogła budować sobie szczęście takie, że hej...
to co pan opisał aż krzyczy... wrażliwym przyjacielem... musi go pan wyśledzić, cierpliwie...metodycznie... żadnych awantur, jazd etc. poker face, znalexc żelazne dowody... i pozew rozwodowy... żadnych układów, obietnic etc.
Cytat
Wątpiący, jeśli to osoba, która potrzebuje mocnych doznań, to akurat jesteś odwrotnością jej ideału. Dlatego jej nie pociągasz. Im dalej brnąłeś w utracie swojej , tym bardziej stawałeś się dla niej nieatrakcyjny mentalnie i co za tym idzie , fizycznie. I nie problem w tym, że powinieneś wbrew sobie zamienić się w jakiegoś maczosa. Nie, po prostu dla własnego zdrowia i higieny psychicznej zacznij dbać o własne potrzeby, zarówno te duchowe , jak i fizyczne. Bez oglądania się przez ramię, czy ona to zauważa, co ona na to, czy jej się to podoba, czy ją wkurza, czy jeszcze nie wiadomo co. Idź sobie na siłownię, skup się nad rozwijaniem własnych pasji, kup parę nowych ciuchów na wiosnę ( ale takich, które właśnie Tobie , a nie jej mają się podobać ), nawiąż kontakty z osobami kiedyś przez Ciebie cenionymi, poszukaj nowych ludzi interesujących się tymi rzeczami, które sam też lubisz ( może elektronika, kosmos, historia, polityka , ekologia, wspinaczka górska, pełna dowolność ). Twój świat szybko się zapełni, a co za tym idzie przestaniesz się koncentrować na żonie i o to właśnie chodzi. Może być tak, że finalnie TO ONA CIEBIE PRZESTANIE POCIĄGAĆ.
Dopóki co, nawet gdybyś się teraz rozwiódł, to i tak nic to nie da, bo jesteś niewolnikiem obsesji na punkcie żony. Nie ma więc mowy o nowym normalnym związku opartym na :
Cytat
Komentarz doklejony:
Miało być :
Cytat
A ty zajmij się kompem,albo zaproś kolegę informatyka na piwo by pomógł.
Udowodnij jej to czego się domyślasz by odzyskać coś co/ jak jej się wydawało/ wykastrowała bezpowrotnie i zacznij żyć swoim życiem.
40 lat?super wiek .szczególnie że syn nie jest maluchem.
W skrócie męczysz się w tym małżeństwie. Tak bardzo potrzebujesz się przekonać, że jest jakiś romans, zdrada? Nie wystarczy podmiotowe traktowanie Co z tym zrobisz? Będziesz dalej przebaczał na miękko?
Granice swojej tolerancji możesz zaznaczać już dzisiaj. Co z tym zrobi małżonka to nie zależy od Ciebie. Cokolwiek Ty sam zadecydujesz, zacznij zabezpieczać swoje finanse.
Komentarz doklejony:
niech widzi że ci na niej już nie zależy
przede wszystkim, nie wyprowadzaj się pan...absolutnie... dajesz pan argument pt. porzucenie rodziny...
poker face, szukanie dowodów, żelaznych... bo to, ze masz pan...hmmm wspólnika to pewne jak haracz i śmierć... proszę poczytać w temacie keylogger... wiem, że boli bo tak naprawde po dwudziestu latach małżeństwa widzi pan, ze to wszystko było... no własnie... czy to była rodzina czy układ... dodatkowo, sprawa, sprzed lat...nadal obraca się pan w sferze...chyba... to pan musi pokazać kto nosi spodnie w pana rodzinie... zebranie dowodów, rozpracowanie kto zacz jest jej dyżurny dla którego ona pana traktuje jak...no własnie...jak dodatek do życia... działać przez zaskoczenie, ruszać głową... świadomość, że ona zacznie o duperelach mówić serio...bedzie słodka... ale pan wtedy powinien po prostu przytoczyc jej własne słowa...najlepiej nagrane... potem... może pan przemyśleć sprawę szansy...ale najpierw rozwód z jej winy... żadnych układów, obietnic etc.
Cytat
Ale może nie, może jednak jakimś cudem dojdzie do rozprawy rozwodowej. Przewidywany scenariusz dla tej pary : Jak misio da się wykołować finansowo, to pani wyjdzie i tak na swoje i choć nawet z jakimś żalem, ale teraz to ona już sama doprowadzi do sfinalizowania rozwodu. A misio dalej nie będzie rozumiał, że został wyruchany , bo żona zrobi to tak, iż on będzie święcie przekonany o konieczności oddania swojej eks wszystkiego na jej nową drogę życia . Co ważne, rozwód nie zakończy tej chorej relacji. Rozpocznie się era pogotowia ratunkowego, czyli miś będzie przybywał na wezwania i służył pomocą przy wymianie żarówki, trzepaniu dywanu, odśnieżaniu chodnika, a może nawet stanie się powiernicą eks żony i będzie ją pocieszał (CZYSTO PSYCHICZNIE
To nie jest wróżba z herbacianych fusów. Niestety.
postanowił powiedzieć swojej żonie , ich dialog mniej więcej brzmiał tak :
żona stroi się na kolejną randkę , on spokojnym głosem mówi ;
- dokąd idziesz ?
- jak to dokąd na spotkanie z koleżanką
- tak ?
- no tak
- więc pozdrów Marka (przypuszczalne imię )
- jakiego Marka ?
- tego z którym się bzykasz od dwóch lat
- to ty wszystko wiesz ?!!!!!!
- wiem , nawet trochę zarobiłem na tym , bo dogadałem się z nim rok temu i za każdy nr z tobą płacił mi 50 zł ,
- ty skur.... jak mogłeś mi zrobić coś takiego , jak można być taką świnią ty hu.... ty kuta...... i dalsze epitety ......
wstrząs którego doznała doprowadził do rozwodu , rozpadu jej małżeństwa i romansu , skończyła marnie , a koleś z nową kobietą prowadzi życie pewnie do dziś
wyjścia są w sumie dwa, ale prowadzę do jednego celu: do tego abyś mógł żyć sobie w szczęściu i spokoju do końca swoich dni (oby jak najdłużej).
1) Rozwiązanie numer 1 to szczera rozmowa z żoną i plan naprawczy. Od tej pory działania jej mają być transparentne i jawne a ponadto ma się starać odbudować Wasze relacje emocjonalne i intymne. A Ty starasz się być dla niej atrakcyjny: zacznij uprawiać nowy sport, uczyć się nowego języka, zapisz się studia o jakich zawsze marzyłeś, itp.
2) Przestań żebrać o seks i o zainteresowanie. Złóż pozew o rozwód (o ile to co żona mówi jest prawdą, że Cię nie pragnie, nie pociągasz jej itp) i przestań się do niej zbliżać na odległość mniejszą niż 1m (spanie koniecznie w oddzielnych łóżkach). Jeśli do żony coś dotrze i zacznie o Ciebie zabiegać, może nawet na nowo pokocha to wygrałeś, jeśli nie to też wygrałeś bo właśnie się rozwiodłeś i jesteś wolnym człowiekiem.
Ja osobiście wybrałbym opcję 2, taką sam wybrałem 4 lata temu.
Starałeś się - wypróbowane, nie podziałało. Czyli jej nie trzeba Twoich starań.
Nie radzę z nią rozmawiać ani o nic prosić czy błagać - bo taką postawą tylko jesteś mniej męski w jej oczach.
Męski = nie da sobie wejść na głowę, nawet swojej kobiecie.
Olej żonę i zajmuj się tylko sobą. Traktuj ją jak powietrze - zasłużyła. ;-)
Ale nie trać czujności i staraj się zdobyć dowody zdrady.
Po pierwsze: keśli dotychczasowe metody nie skutkują, trzeba wypróbować nowych. Stara postawa nic nie daje, przyjmij więc nową.
Nie wiem czy żona zacznie Cię od tego szanować czy nie - trudno to przewidzieć.
Natomiast ja Ci radzę zdobyć dowody zdrady i złożyć pozew o rozwód z jej winy. Pokombinuj tak by z kasy Cię nie obdarła przy rozwodzie.
A potem możesz sobie znaleźć kogoś normalnego - świat jest pełen pięknych kobiet
Nie pozwalaj sobie włazić na głowę i wyjdź z tej sytuacji z twarzą, a nie na kolanach.
P.S. ciekawe co gach, który z nią romansuje będzie miał jej do oferowania jeśli Ty ją zostawisz. Skoro gachowi nie przeszkadza, że ona ma męża to pewnie nic oprócz bzykanka dla niej nie ma. Wtedy zobaczy co straciła i dla kogo...
Dopisz tam coś więcej;
Nieładnie się tak ze swoimi problemami wciskać do kogoś