

#
poczciwy | 01:25:05 |
JustinIngep | 02:26:30 |
Roszpunka19 | 04:54:17 |
Crusoe | 07:22:27 |
NieOddycham | 11:21:07 |

Witam,
Mam 48 lat, 23 lata po slubie, 3 dzieci 5, 10, 16 lat, sami chlopcy. W marcu 2014 odkrylem zdrade zony. Myslalem, ze jestem wyjatkowy ale widze, ze moja historia to jak setki innych. Ale od poczatku.
Moja zona byla moja pierwsza dziewczyna, znalismy sie przed slubem kilka lat. Slub w 1992. Niestety w 1999 roku to ja poplynalem czyli zdradzilem moja zone. Wydawalo mi sie wtedy ze to wielka milosc i narobilem niezlego bigosu w rodzinie. na dodatek zona zaszla w ciaze (w trakcie jak ja zdradzalem). Dodam, ze pilem wtedy duzo, moze nie moglem sobie z tym poradzic, moze zagluszalem sumienie. Ciezko mi to teraz analizowac. Zona walczyla o mnie a ja uwazam ze ze mnie byl wtedy kawal c***a. Skonczylo sie jednak tak ze wrocilismy do siebie, ja poszedlem na terapie dla uzaleznionych a zona dla wspoluzaleznionych (juz wtedy nie potrafilem sobie poradzic z moim piciem i mnie to dobijalo).
Nie pije od ponad 12stu lat. Zaczynalo sie ukladac, w trakcie terapii urodzil sie nasz drugi syn, prowadzilismy wspolny biznes. Wyjazdy, wakacje... super. W grudniu 2010 urodzil sie nasz trzeci syn, przecudowny i kochany i dla mnie byl to jakis sygnal ze w koncu mamy szczescie i stabilizacje. Sam stwierdzilem, ze chyba prawdziwym facetem i ojcem zostaje sie dopiero po 40stce. W 2012 mielismy duze problemy finansowe, uwazam ze z mojej winy poniewaz pozwolilem sie oszukac na duza kwote pieniedzy (jeden z biznesow podupadal, chcialem go sprzedac. Uzyskalem nizsza kwote nniz bym chcial lecz i tak byla opcja puszczenia za darmo). Nasz najmlodszy syn mial wtedy 1,5 roku. Nie wyslalismy go do zlobka wiec ja zajmowalem sie trojka chlopcow i troche pracowalem we wspolnym biznesie a zona wiecej czasu spedzala w pracy. Rok 2011 byl naszym ostatnim kiedy to na wakacje i ferie wyjechalismy wspolnie.
Nastepne wakacje, ferie, dlugie weekendy zabieralem chlopcow sam a zona zostawala w Warszawie "zeby sie odkuc finansowo". Mialo to dla mnie sens. czesto zabieralem tez dzieci znajomych zeby chlopcy mieli sie z kim bawic (wyjezdzalem z piatka dzieci - mialem pseudonim Pani Doubtfire).Nie protestowalem a nawet powiedzialem sobie ze bylem kiedys ku***em wiec teraz ja zajme sie dziecmi i domem a moja zona niech troche pozyje i odsapnie.
W 2012 zaczela chodzic na kurs salsy, na yoge, pilates, spotykac sie z kolezankami. Absolutnie mi to nie przeszkadzalo. Cieszylem sie ze odzyla, ze ma pasje i jest szczesliwa. Na poczatku 2014 moj najstarszy syn powiedzial "tato uwazaj bo mama duzo pisze z Leesem". Zapytalem o co chodzi lecz powiedziala, ze nie czuje potrzeby posiadania innego mezczyzny. Uspilo mnie to tym bardziej ze o takim nazwisku byl tez u nas pracownik i czasem pisalismy wiadomosci do siebie. W tym okresie pojawily sie tez wyjscia zony na imprezy salsowe "musze sie podszkolic i sprawdzic co umiem" z jej najblizsza kolezanka Viola. Imprezy konczyly sie najpierw kolo 23, potem 24 a juz pod sam koniec 3-4 rano. Zeby dziewczynom nie bylo zimno sam je tam zawozilem. Potem juz nie odbieralem ale "kolega Violi nas odwozi".
Tesciowie zaczeli mi sygnalizowac, ze "puszczasz ja tak sama" ja natomiast twardo po jej stronie, ze jesli jest szczesliwa i to lubi to ja nie mam nic przeciwko. Szwagierka w sierpniu 2014 zaczela mnie ostrzegac, ze "jej sie ta Viola nie podoba i jej nie ufa". Nie zareagowalem poniewaz Viola byla w zasadzie naszym przyjacielem domu, czesto u nas i wspolnie gdzies wychodzilismy. Bronilem zony jak lew i nie dopuszczalem mysli, ze cos moze sie dziac, ufalem jej bezgranicznie.
Po wakacjach 2014 zona stwierdzila, ze chce odpoczac i z Viola wyjezdzaja do Turcji. Pomyslalem sobie, ze ja ciagle wyjezdzalem z dziecmi to niech i ona odpocznie. Znalezlismy super hotel 5* all inclusive. Ona wyjechala z Viola (zawiozlem je na lotnisko) ja na 2 tygodnie zostalem sam z praca i 3ma chlopcami. Chcialem poprosic tesciowa zeby chociaz pomogla mi przy gotowaniu lecz zona powiedziala zeby nie niepokoic mamy i nikogo "to bedzie taki nasz sekret". W pazdzierniku zona wyjechala. I tu powoli sie zaczynalo (wtedy w/g mnie). Po powrocie seksu coraz mniej "mam cos na szyjce i jajnikach, boli mnie" wiec w zasadzie tylko oraz pod prysznicem ale taki troche w stylu "zeby z niego zeszlo i dal spokoj". Ja dzielnie czekalem kiedy przestanie bolec. Ale nadal wszystko cacy, ja nadal ufam.
I w marcu2015 wielkie booom. Zupelnie przypadkiem wpadl mi w rece telefon zony (niczego nie szukalem, nie czailem sie) z jej otwarta poczta. I tu standard jak u wszystkich: szok, bol, zlamane ego, uraza, nienawisc i milosc. Rozmowa z zona "ona nie wie bla, bla, bla...", sprawdzanie wszystkiego, poinformowanie rodziny, rozmowy w domu raz spokojne raz nie.
Zona totalnie zakochana w "Wojowniku" (taka ma u niej ksywke). Zaczelo sie namierzanie goscia, jego zony i takie schematy jak zwykle. Ja rozmowy z wieloma ludzmi, znajomymi, wizyty u psychologa. Bylem totalnie rozwalony.
Zona z kolei stwierdzila lakonicznie "szkoda ze sie wydalo. Nie chcialam zebys cierpial". Na moje pytanie ile chciala to ciagnac - "nie wiem".
Pare slow o "Wojowniku" - facet ma zone, druga juz. Zadnych dzieci z pierwszego i drugiego malzenstwa. Pierwsze malzenstwo rozlecialo sie poniewaz notorycznie zdradzal zone i juz pekla. Jego druga, obecna zona byla zreszta jego kochanka (kolejna) jak byl z pierwsza. Juz w czasie narzeczenstwa jego obecna zona odkryla ze ja zdradza ale lampka jej sie nie zapalila. Moja obecna zona jest jego czwarta! kochanka w trakcie jego drugiego malzenstwa (4-roletniego). Gosc ma duzo kasy bo jest radca prawnym w dawnej firmie farmaceutycznej Ab***t przejetej obecnie przez My**n. Jezdzi duzo sluzbowo po Europie, sluzbowa A6. Jest mega elokwentny i czytajac ich maial widzialem jak potrafi laske zmanipulowac (nie deklarujac przy tym milosci i kokretnych planow)
Probowalem jej to wytlumaczyc lecz nic nie dociera. Moja znajoma (w malzenstwie 24 lata, po rozwodzie, trojka dzieci, maz zdradzil) powiedziala mi ze tez rozmawiala z mezem lecz zrobila jeden blad "do osob w takim stanie obledu romansowego nic nie dociera. Drugi raz juz bym z nim nie rozmawiala". Nic do mojej zony nie docieralo "on mi juz wszystko wytlumaczyl"
Zeby bylo jasne, uwazam ze naszego malzenstwa juz nie ma i nie ma co ratowac. Zona powiedziala, ze bedzie sie z nim spotykac, nie jest moja niewolnica, jest dorosla i robi co chce, jestem zlosliwy (material na kolejna opowiesc), szpieguje ja, ona chce byc szczesliwa, mam sie zajac soba i nie ogladac na innych, nienawidzi mnie, NIE ZDRADZILA MNIE BO NIE MOZNA ZDRADZIC KOGOS Z KIM SIE NIE JEST (sic!), malzenstwo to tylko papierek i ma to w dooopie.
Kilka razy rozmawialem z nia i mowilem, ze jesli juz oglasza wszem i wobec, ze juz nas nie ma, ze planuje przyszlosc z kims innym to niech zlozy pozew o rozwod, jej "Wojownik" niech pokaze ze ma jaja i tez niech zlozy i beda razem szczesliwi do konca. Co dziwne on tez nie chce sie rozwiesc z zona (wiem o tym bo mam z nia kontakt).
Zona jeszcze o tym nie wie lecz ostatnio odkrylem ze facet ma oprocz mojej zony jeszcze 4! laski. Takie w odwodzie. Dwie w Polsce i dwie za granica. Ale nawet nie chce jej o tym mowic.
A TERAZ PYTANIE ZA 100 PUNKTOW!!!
DLACZEGO OSOBY, KTORE ZDRADZAJA, KTORE PRZESTAJA KOCHAC, KTORE CHCA BYC Z TYM DRUGIM/DRUGA NIE SKLADAJA POZWU O ROZWOD? DLACZEGO W 99% POZWY SKLADAJA OSOBY ZDRADZONE? DLACZEGO ZDRADZAJACE OSOBY CZEKAJA? NA CO? PRZECIEZ IM SZYBCIEJ Z UKOCHANYM/UKOCHANA TYM LEPIEJ.
Moze ktos ma jakis pomysl?
Ale jeśli koniecznie chcesz znać odpowiedż to "Kobiety są jak małpy - nie puszczą jednej gałężi, póki nie chwycą drugiej".
Jak zareagowała żona?
"Zona walczyla o mnie a ja uwazam ze ze mnie byl wtedy kawal c***a." A może żona nie walczyła o Ciebie, ale o byt dla siebie i dziecka?
Może przez tyle lat żyłeś w pozornej szczęśliwości?
Też o tym wiele razy myślałem. Uważam że byłem strachliwym gnojem chociaż wtedy uważałem się za macho. Alkohol zrył moją psychikę. Skrzywdziłem żonę i kochankę bo obiecałem jej wspólną przyszłość. Jak każdy facet który zdradza zresztą. Chociaż przyznam że byłem wtedy zakochany. Motyle w brzuchu na maksa. Myślę że byłem bardzo niedojrzałe choć miałem ponad 30 lat. Teraz jestem o 17 lat i trójkę dzieci mądrzejszy. Zdrada jest okropna. Wiem co wtedy czuła żona. Wierzę że i ona czuje to co ja wtedy. Wyrzutów sumienia nie da się zagłuszyć.
"Trochę Twojej winy" nie ma dlatego, że nie słuchałeś szwagierek, teściowych etc. Jeśli związek ma polegać na byciu aniołem stróżem to chyba nie trzeba tego nawet komentować. Mądrości ludowe o tym, że kobiety są jak małpy tez należy włożyć między bajki. Nie zdradzają tylko kobiety, zdradzają po prostu ludzie.
Odwrócę pytanie i spytam Cię, dlaczego w czasie gdy zdradzałeś żonę nie złożyłeś po prostu pozwu rozwodowego i nie odszedłeś, zamiast ją oszukiwać?
Przestań być złośliwy, bo cały czas zachowujesz się jak tamten 30 letni szczeniak. Skoro uważasz, że małżeństwa nie ma, złóż pozew z orzeczeniem Jej winy i tyle.
Współczuję Ci, bo myślę, że ludzie nie powinni przeżywać takich rewolucji w swoim życiu, że to trudne i czasem straszne emocje. Kolejny powtarzany przez ludzi bzdet brzmi "co nas nie zabije, to nas wzmocni" ja dodam, że nas zszarga, upokorzy i zostawi blizny. Niestety wszystko wraca. A może stety? Może to właśnie szansa dla Ciebie, żeby zbudować coś nowego od podstaw, bez zaszłości z przeszłości? Może to właśnie jest szansa.
Komentarz doklejony:
Przepraszam, nie przeczytałam przed wysłaniem, nie współczułam że potrafiła zawalczyć, ale emocji które musiała przeżyć walcząc. Szkoda, że nie można edytować wysłanego postu.
Wasze małżeństwo było bardzo burzliwe. Zdradzałeś i piłeś. Dostarczałeś żonie porządnych stresów, z którymi radziła sobie w formie walki. Walki o Ciebie i o wasze małżeństwo. Wkraczając w takie życie, człowiek powoli uzależnia się od owego stanu. Dalej nastąpił spokój istna sielanka. Żona wypoczywała psychicznie. Cisza i spokój z czasem okazała się bylejakością. Monotonia, zero adrenaliny. Trzeba było coś z tym zrobić........ Pojawił się kochanek.
Uważam że zdrada żony nie jest żadnym odwetem ,jest spowodowana dużą swobodą w waszym związku ...a jej zachowanie dużo chyba nie odbiega od twojego z przed lat ...
Jest taki tekst "prawdziwej kobiety":
Cytat
"Natomiast smutno mi się robi, kiedy słyszę o tych wszystkich związkach, które na wyżyny fantazji wzbijają się, jadąc w niedzielę na zakupy w markecie. Gdyby miłość polegała na regularnym zdejmowaniu z półki marchewki z groszkiem, musiałabym się zabić i Ty zresztą też. Albo inna rozrywka r11; w ramach wypoczynku pojechać sobie do mamy. Yeah, cały tydzień w robocie, więc jak przychodzi weekendzik, to dawaj w auto i wio po słoiki. No pociąć się idzie ze szczęścia.
I nawet gotowa byłabym twierdzić, że to z babami jest coś nie tak (oczywiście, że jest, ale to temat na osobny wpis, albo całą sagę), ale z nimi jednak udaje się zrobić czasem coś szalonego. Na przykład pojechać do Sopotu przy minus dziesięciu, bo zobaczyło się mewę za oknem. Bo jak ona tu, to my tam. Albo popłynąć do Szwecji, bo przeczytało się gdzieś w internecie, że mają tam najlepsze lody w Europie. Albo na Bornholm, bo trasy rowerowe wyglądają u nich jak z bajki. I to nic, że nie masz kasy i na obiad zajadasz mentosy z torebki.
Królestwo za mężczyznę, z którym da się to jakoś powtórzyć. Który nie najęczy się przy tym za dwóch, nie znajdzie tysiąca wymówek, nie rozpisze Ci tego w arkuszu Excela i nie rzuci, że maleńka, no weź. Naprawdę, jest takie słowo jak spontaniczność, albo jeszcze lepiej: szaleństwo. Można otworzyć słownik, sprawdzić, co ono znaczy. Albo wpisać w Google, bo kto ma dziś jeszcze słowniki (ja).
Pewnie, że czasem ta kalkulacja jest ważna. Że trzeba być trochę dorosłym, mieć dobrą pracę, wypłatę, którą da się zapłacić za czynsz. Że można chcieć domku z ogródkiem i dorodnego synka. Ale po drodze też może być przecież przyjemnie. Można zagrać w Karlskronie w Scrabble, bo się spóźniło na prom. Wylądować w hostelu będącym koszmarną imitacją 'Słonecznego patrolu', bo się na droższy nie miało. Zagryzać bułki z domowego wypieku, bo tylko szlachta się wozi po knajpach. Można sobie robić fajne życie, bez tego całego zadęcia. Bez grubych hajsów, planów i spiny.
Dlatego r11; klasa i szaleństwo, a nie sztywny gajer i temperament osła. Bo związek to nie jest projekt, to żaden plan biznesowy r11; tu nie wszystko musi się zgadzać, kalkulować i przynosić zyski. Czasem można zapomnieć, że jest się dorosłym, poważnym, odpowiedzialnym. Świat nagle nie runie i żadna panda nie zakwili od tego."
Źródło:
http://www.wyrwanezkontekstu.pl/liter...andu-nici/
Cytat
DLACZEGO OSOBY, KTORE ZDRADZAJA, KTORE PRZESTAJA KOCHAC, KTORE CHCA BYC Z TYM DRUGIM/DRUGA NIE SKLADAJA POZWU O ROZWOD?
Odpowiedź jest chyba tylko jedna poważna - one w tym romansowaniu uzupełniają własne deficyty związku. Szukają Wojowników rozmaitych, z którymi doznają nieziemskich emocji. Gdzieś w przerwie pomiędzy doznaniami, czekają dzieci, mąż, dom, stabilizacja.
Czemu więc miałyby to niszczyć, skoro sięgają po wszystko?! Sięgają po update tego co już mają?!
Zdrada w wykonaniu kobiet mężczyzn jednak się różni. Faceci kierują się raczej potrzebą przelecenia kandydatki. Panie niestety uzależniają się psychicznie. Dlatego tak łatwo zdradzając nie patrzą na nikogo i na nic. Większość facetów jednak kładzie uszy po sobie i skrucha. U kobiet wygląda to inaczej. Jeżeli nie chodzi tylko o sex (wg mnie bardzo rzadko). Cały czas liczą że dupcinger wyrwie ją z tego marazmu beznadziei i nudy. Bo w trakcie zdrady jest adrenalinka, poczucie ryzyka i wyjątkowości.
Niestety ale jest to wyrwanie z jednego marazmu (tak żonki postrzegają nasze małżeństwa) w drugi. Bo nie jest już tak różowo. Kochaś musi zaakceptować dzieci (z reguły są one przeszkodą). Trzeba partycypować w kosztach (a niby czemu kochaś ma to robić skoro to nie jego dzieci). Niestety żonka trafiła się wyjątkowo mało inteligentna. Może zrozumiał bym zdradę na zasadzie" "bo założę nową rodzinę". Świadome przyjmowanie roli trzeciej kosztem rodziny??? Debilizm. A żona kolesia? Cóż jest kasa może być i konkubina. Taki mały haremik.
Ale pocieszę jak się chłopak znudzi kopnie ją w d... nie martw się. Swoją drogą niezły wyjadacz ten Twój "szwagier".
No i jeszcze jedno. Trochę bagatelizujesz swoją zdradę. Myślę że tu jest źródło. Wydawała się że wszystko wróciło do normalności jak widać nie u każdego.
Cóż opcje masz dwie. Nadal on spija śmietankę ty zajmujesz się domem i dziećmi , albo składasz pozew. Doradził bym to drugie. Na rozprawę wezwał bym też żonę kochasia. W Twoje słowa nie uwierzy. Ale najpierw - DOWODY.
Jak czytam doradztwa i sugestie panów to podnosi mi się ciśnienie ....życie nie polega żeby w związku być samym ,a Twoja żona była ...wyjazdy osobne nie cementują związku tylko odsuwają od siebie ..Jesteś egoistą zresztą myślę że zawsze byłeś ....pozwolić żonie na taką swobodę ,myślałeś że tak odkupisz swoje wcześniejsze postępowanie ...to tak nie działa ....ty z dziećmi a ona sama .... sam pchnąłeś ją w ramiona tego nic nie znaczącego faceta i ty teraz powinieneś pokazać co jesteś wart a nie szukać dowodów jej zdrady i rozwodzić się ....Niekiedy można się pogubić i przestać myśleć ...ale jak jest obok siebie osoba trzeżwo myśląca może wszystko wrócić do normy ....Daj jej czas ...to jedyne co może ją otrzeżwić ...pozdrawiam
Cytat
Niestety może mieć dużo racji.
Strasznie łatwo jest oceniać kogoś po kontrowersyjnym zwrocie, nie zawsze jest to sprawiedliwe;
Też mam takie wrażenie, że ona swój wkład w to małżeństwo już włożyła, nie odpuściła, dzięki niej nie stałeś się dochodzącym ojcem. To duża ofiara.
Teraz Twoja kolej, masz doświadczenie. Teraz przynajmniej wiesz jak to wygląda z drugiej strony; To sprawdzian dla Ciebie, nie dla niej, ona swój już zdała.
Nie zwracaj uwagi na to co w emocjach powiedziała, musi mieć straszny żal do Ciebie;
Przypomnij sobie dokładnie co z Tobą przeszła, Ciebie wtedy nie bolało; I zastanów się, czy premia za te latach jej się nie należy;
Jeśli chcesz ją ukarać, zrób to tak, jak ona zrobiła to wtedy, będzie sprawiedliwie
Szkoda mi tych dzieci. One w ogóle widują matkę?
Zdrada z jakiegokolwiek powodu by nie była i kogo by nie dotknęła jest bolesna, krzywdząca. Teraz spotkała kogoś, kto sam kiedyś się bawił w te klocki. Może karma? Jak by tego nie nazwać to zwyczajne dziadostwo. Niszczy wszystko po drodze. Tam gdzie są dzieci naznacza wielokrotnie mocniej. Czy to ważne jaki był powód? Ilu zdradzających nie znajdzie wygodnego powodu?
Są ludzie, którzy nie takie sprawki mają na swoim koncie. Można opowiadać bajki o błędach życiowych, ale Ci którzy zerwali z takim bajaniem, zaczęli normalne życie bez upiększania tej brudnej przeszłości być może mogą poczuć się skrzywdzeni, upokorzeni jak reszta ludzi "bez skazy" ? Kopanie leżącego jest lekko nie fair.
Cytat
Zdrada została przerobiona, zdradzacz sam biczuje się za "błędy", żona wybaczyła i zaakceptowała stan po zdradzie.
Temat został wrzucony do koszyka : "stare historie, konstruktywne wnioski wyciągnięte, temat zamknięty".
Cytat
Samousprawiedliwienie, potrzebne żeby dalej patrzeć sobie w lustro nad ranem i dalej robić używać danej samemu sobie wolności.
Takich usprawiedliwień może być tysiące - bo zupa za słona, bo śmieci nie wyniesione, bo 20 lat temu miałam wątpliwości przed ślubem, bo nigdy nie kochałam, bo zawsze ...coś tam.
Cytat
bo dupcyngiel nie chce ich na stałe a jednocześnie dają sobie usprawiedliwienie jak wyżej.
Tak jest im wygodniej.
Skoro nie można przekonać dupcygla do wzięcia siebie razem ze swoimi niedoskonałościami do życia na codzień, to pozostaje korzystanie z uroków zycia "randkowego" bez codziennych kłopotów z pracą, domem , bez kredytów, bez dzieci, bez niezakręconej pasty do zębów na zmywalce, bez smrodu pierdnięcia w ubikacji po uzytkowaniu. Wtedy zostawia się te niesprzyjajace miłosnym uniesieniom niedogodności w małżeństwie (którego niby nie ma
Spijanie śmietanki z dupcynglem, a kwaśne mleku zostaje w małżeństwie.
No i chyba najistotniejsze, trzeba mieć zabezpieczenie finansowe na teraz i na przyszłość.
Poza tym..."co ludzie powiedzÄ…" :szoook