

#
poczciwy | 01:06:25 |
JustinIngep | 02:07:50 |
Roszpunka19 | 04:35:37 |
Crusoe | 07:03:47 |
NieOddycham | 11:02:27 |

Witam wszystkich.
Nie mogę dalej już żyć po zdradzie żony. Chociaż upłynęło już od tego czasu sporo czasu i romans żony, który trwał w wakacje 2013 całkowicie się zakończył nie widzę dalszego sensu w życiu i zaczynam się psychicznie staczać. Małżeństwo od 12 lat, dwoje dzieci (4,7), sielanka. Duchowo byliśmy zawsze bardzo blisko siebie. Nigdy nie oddaliliśmy się.
Żona zdradzała mnie z kolegą z pracy. Był to romans praktycznie wyłącznie w sferze fizycznej zdrady. Uczuciowo ich nic nie łączyło. Trafiła na playboya, który został oddelegowany do ich firmy z firmy - matki z zagranicy, Włoch.
Nie wiem jak to się stało, że zabajerował moją żonę na tyle, że zaczęła z nim chodzić do łóżka. A w zasadzie nie tylko do łóżka, łóżko było tylko jednym z wariantów. Jeździli do moteli na godziny, w plener, delegacje.
Żona dobrze się maskowała, bo nie dostrzegłem w jej zachowaniu niczego, co by sugerowało oddalenie emocjonalne. Wszystko było "po staremu". W normalnym tygodniu, weekendy, spędzaliśmy z rodziną, pojechaliśmy na wakacje. Seks prawie codziennie.
Przez myśl mi by nie przeszło, że wtedy grała na dwóch fujarkach.
Koniec końców dowiedziałem się. Sytuacja kuriozalna, bo powiedziała mi to moja przyjaciółka, która widziała jak wyjeżdżają spod motelu. Motel prowadził jej szwagier i powiedział jej, że przyjeżdżają regularnie a hałasy mojej żony jak uprawiają seks słychać w całym motelu.
Nie trudno domyślić się mojej reakcji. Nogi mi się ugięły jak to usłyszałem. Zacząłem kojarzyć wtedy, że często czułem od niej jakiś obcy zapach perfum czy też w czasie seksu miałem wrażenie, że jest dziwnie rozluźniona i nienaturalnie "mokra". Skojarzyłem też, że widywałem na jej ubraniach czy bieliźnie plamy, które mylnie interpretowałem jako różne nieczystości a nie substancje pochodzenia organicznego od innego faceta.
Jak się dowiedziałem to próbowałem zadzwonić ale miała wyłączoną komórkę a w pracy powiedziano mi, że ma posiedzenie w zarządzie (była to prawda).
Wsiadłem mimo to w samochód i popędziłem do niej. Pech chciał, że padał deszcz, z boku wyjechała ciężarówka i uciekałem od zderzenia, co skończyło się poślizgiem i lądowaniem na latarni.
Obudziłem się w szpitalu mocno poobijany i połamany (złamany obojczyk, naruszenie kręgów szyjnych, wstrząs mózgu, uszkodzona śledziona itp.).
Żona siedziała przy mnie cała zapłakana i roztrzęsiona. W końcu powiedziałem jej, że wiem a ona przyznała mi się, że miała romans ale właśnie to kończy. Faktycznie, rozwiązała umowę i zmieniła pracę a z tym Włochem nie nawiązała żadnych kontaktów. On zresztą znalazł inną mężatkę ale to nie na temat.
Wylizałem się. Żona faktycznie żałowała a ja postanowiłem dać nam szansę. Nie chciałem, żeby dzieci cierpiały. Poszliśmy na terapię chociaż to w sumie terapia mojej osoby, mojego cierpienia a żona też nie potrafiła dać sobie rady z wyrzutami sumienia.
Jesteśmy po terapii. Ale mam wrażenie, że nic mi ona nie dała. Najgorsze było to, że zmierzyłem się z historią jak naprawdę wyglądał ich związek. Moja żona zachowywała się jak seksualne zwierze wobec gościa, który był tylko zwykłym Casanovą i zaliczał kolejne zamężne panienki. Nie potrafię zmyć z siebie obrzydzenia, że tego samego dnia uprawiała seks z nim a wieczorem ze mną. Tworzą mi się przed oczami różne wizje, których nie potrafię wymazać. Robili to bez zabezpieczeń, ale nic nie przywlokła, to sprawdziłem.
Wybaczyłem żonie i kocham ją. Jest matką moich dzieci i kobietą mojego życia. Stara się bardzo i żałuje ale ja często jej wyrzucam zdradę i zagłuszam emocje środkami psychotropowymi. To jednak jeszcze pogarsza sprawę, bo jestem skołowany a i tak nie potrafię przepracować tej zdrady. Czas niby leczy rany ale w moim przypadku jest odwrotnie.
Seks z żoną jest słaby z mojej strony. Libido mi spada i nie jest tak jak dawniej. Mam blokadę psychiczną na myśl, że robiła to z innym gościem. Nigdy wcześniej nie mieliśmy nikogo oprócz siebie.
Żona powiedziała mi, że to był straszny błąd i gdyby mogła cofnąć czas to by tego błędu nie popełniła. Jak ją prosiłem o wyjaśnienie dlaczego to odpowiada mi, że nie potrafiła się wówczas oprzeć jego działaniu i adoracjom. Zachowała się jak gówniara i tak się czuła. Nie opierała się ją zaczął dotykać czy posuwał się dalej a potem wiadomo do czego doszło. Wiem, że seksualnie odczuwała dużą satysfakcję z tego romansu. W zasadzie tylko o to jej chodziło. Myślała, że się nie dowiem a romans miał się skończyć po powrocie jego do Włoch bo on był tylko czasowo oddelegowany.
Dodatkowo o romansie wie kilka osób i domyślam się, że jesteśmy "na językach". Mam jakieś natręctwa, że gdzie nie wyjdę to jest ktoś, kto wie. Mam wrażenie, że ludzie się dziwnie patrzą. Życie towarzyskie też jakoś odsunęliśmy od siebie.
Nie chcę rozwodu bo kocham ją ale nie potrafię tak żyć. Czy jest coś co mogę jeszcze zrobić, by jakoś zacząć normalnie żyć. Jak odejdę, to czuję, że będę żałował. Dzieci też bardzo będą cierpiały naszą rozłąkę. Póki co nie odczuwają chyba naszych napięć bo to najgorsze momenty mam wieczorem jak już wszystkie sprawy dnia zostaną zakończone a ja zostaję sam z żoną i swoimi myślami.
Czy jest szansa, że dojdę jakoś do siebie, czy powinienem może sam sobie kogoś znaleźć i odreagować. Chyba nie potrafiłbym i boję się, że zniszczyłbym to, co staramy się oboje odbudować. Na odbudowie małżeństwa najbardziej mi zależy.
"Sybilla, tak się zatopiłaś w swoim bólu, że tracisz obiektywizm. Ale to normalne.
Emocje powstałe z poczucia doznanej krzywdy są silne, zawsze się podpisze pod nimi ktoś, kto doznał podobnej. Niektórzy nawet pięcioma kończynami smiley"
I mylisz się na całej długość Yorik
Co do obiektywizmu....Ktoś kiedyś napisał, że brak obiektywizmu zauważą zawsze i wszędzie tylko ci, którzy go nigdy nie mieli.
Cytat
To o co czym mówi Haaka : "trudno oprzeć się pokusie". To nic innego, jak ulec złu.
I znaleźć dla takich działań przyzwolenie/ usprawiedliwienie
Komentarz doklejony:
Cytat
mi z piekła zdrady pomogło wyjść, odnalezienie w sobie właśnie miłości ... w sobie
No to miałaś pecha Sybillo, wpakowałaś wszystkich facetów do jednego wora. Są wierni faceci nie ulegający pokusom. To fakt, że dość rzadko występują, szczególnie w dzisiejszym świecie, coraz bardziej pozbawionym zasad.
Ja byłem wierny przez 7 lat "chodzenia" i 19 lat małżeństwa, pomimo wielu grzesznych myśli i wielkich, łatwych do zrealizowania pokus.
Trzymałem się twardo swoich zasad dzięki miłości do mojej połowicy. Niestety,
połowica okazała się latawicą i to jeszcze przed ślubem. Byłem poddawany wielu próbom, parę siwych włosów mam przez nią, ale zawsze szukałem przyczyn w sobie, że może na nią czymś tam nie zasługuję.
Paradoksalnie, to ciągłe dążenie do tego, by być dla niej codziennie lepszym wyszło mi na dobre. Jestem sprawny fizycznie i chyba na swoje lata nie wyglądam (ostatnio ojciec mi walnął komplement, że gdy szedłem ulicą do jego auta, to myślał, że to jakiś nastolatek :-), oprócz normalnych dziennych studiów mam parę podyplomówek i dziesiątki kursów. Ja to naprawdę robiłem m.in. po to by być lepszym dla Niej i żeby nie musiała szukać innego kwiatka.
W zasadzie więc nie powinienem mieć za złe, że oglądała się za innymi, bo dzięki tej ciągłej niepewności stałem się chyba...lepszy :-)
Mój skok w bok odbył się bez planowania i był podyktowany olbrzymim rozczarowaniem i otworzeniem oczu. To nawet nie chodziło o odegranie się, że ja też "mogę". Po prostu moje hamulce przestały hamować, bo żona zdjęła nogę z pedału hamulca.
Co do tego, że zdrada uczyniła nas lepszymi... Hakaa
Sprawy "miłości" w związku już tak bardzo mnie nie zajmują, jest tyle innych spraw ważnych w życiu. Niech to będzie zarezerwowane dla nastolatków, te pierwsze pocałunki, dotyk, wyznania i jedyny w swoim rodzaju seks.
Miałem szczęście być zakochanym i odczuwać zakochanie innej osoby. Są ludzie, którym nigdy nie będzie to dane. Więc cieszmy się, że mieliśmy chociaż to. W końcu życie składa się z wrażeń.
:rozpacz