| antyjudasz | 13. Październik |
| kitka22 | 13. Październik |
| Agata19851013 | 13. Październik |
| caro | 13. Październik |
| Ilona | 13. Październik |
#
poczciwy | 00:14:24 |
Julianaempat... | 02:21:30 |
Aga104 | 08:35:45 |
Runio | 09:57:18 |
Crusoe | 10:04:06 |
Czy to normalne? Czy to się wreszcie skończy? Codziennie walczę, walczę, żeby już żyć normalnie.
Dajcie mi receptę, albo radę.
Mąż po 10 latach oznajmił mi przez telefon, że ma kogoś i odchodzi, tak po prostu. Byliśmy normalnym małżeństwem, było raz lepiej, raz gorzej. Ja jestem silną osobą, sporo przeszłam w życiu. To było w lutym. Do czerwca musieliśmy razem mieszkać i ja musiałam akceptowac jego smsy, telefony z nia itd
Zaznałam strasznie dużo cierpienia, bólu przez niego. Dodam, że codziennie musiałam normalnie funkcjonowac, dzieci, lekcje, praca, dom....
W lipcu dostałam rozwód z jego winy, dzisiaj nie mieszkamy razem. Jego związek kwitnie, a ja jestem upokarzana na każdym kroku. Nawet jego dziewczyna do mnie pisze, że ja gram dziećmi, potrzebuje jego pieniędzy itd... To on sam temu zaprzecza i wie, że to kompletne kłamstwa.
Z jednej strony tak bardzo się nacierpiałam w samotności, nadal mi serce pęka, a z drugiej chce być przykładem i próbuje ciągle zachować twarz i nie mam nic przeciwko temu, żeby np do nas wpadł, żebyśmy gdzieś wyszli z dziećmi, nie utrudniam mu absolutnie żadnych kontaktów.
Nie usłyszałam do tej pory żadnego słowa przepraszam... żadnej pokory, skruchy za to wszystko. Ok, niech sobie układa życie, ale ja tak nie mogę tkwić i tylko dostawać od niego kolejne porcje bólu, kiedy mnie potrzebuje, np w sprawach firmowych, opieki nad jego mieszkaniem, kiedy wyjeżdża , kiedy mu weekendy nie pasują z opieką nad dziećmi, zawsze idę mu na rękę, bo nie chce tworzyć problemów gdzie ich nie ma.
Ręce mi opadają, nie wiem jak mam postępować, bo jestem normalną, rozsądną osobą, a z drugiej strony mam wrażenie, że jednak nie daję rady i chciałabym całkiem się odciąć.
Momentami nie widzę swojej przyszłości, myślałam, że to wszystko minie, że gdzieś ten żal, smutek, rozgoryczenie przejdzie, a tu od lutego .... i chyba jest jeszcze gorzej.
Byliście w podobnej sytuacji? Nikt nie doradzi, poradzi jak osoba, która przeżyła coś podobnego.
Cytat
sama_33, czekasz...tak, czekasz. Na co?
Widzisz, to nie on daje Ci kolejne porcje bólu. On nie chce mieć w Tobie wroga i bardzo możliwe, że nie ma w tym żadnego drugiego dna. Spójrz, odszedł, nie kluczył, wziął winę na siebie (?), nie unika kontaktów z dziećmi etc. On IMO chce mieć w Tobie kogoś na kształt przyjaciela, być może zupełnie nie rozumiejąc, że to, o ile możliwe, wymaga czasu, starań i bardzo otwartych kart. Wygląda mi raczej na to, że nie do końca rozumie, że robienie przyjaciela z ex partnera na szybko i od zaraz, wprowadzać może chaos i dezorientację, natłok błędnych wniosków etc.
Ze swojej strony Ty odbierasz to zupełnie inaczej: świadomie lub mniej świadomie łudzisz się, że...No właśnie...że wróci? zrozumie? że jak będziesz "do rany przyłóż" to doceni?
Sama sobie robisz krzywdę tym czekaniem i bezwarunkową zgodą na wszystko w imię niby nie wprowadzania konfliktu, a tak naprawdę moim zdaniem w imię zupełnie czegoś innego.
Moja rada...Zrozum, że na dzień dzisiejszy stało się - jesteście osobno.
Pogódź się z powyższym - jeszcze tego nie zrobiłaś, stąd chętnie widziałabyś jego odwiedziny, pod pretekstem odwiedzin u dzieci.
Zbuduj mur, mały murek, cokolwiek, co stanowić będzie barierę i pilnuj swojej odrębności. Jak sama zauważyłaś, powinnaś się odciąć. Odetnij się więc. Jemu odcięcie, o jakim myślisz nie jest potrzebne, ponieważ w jego odczuciu, być może, niewiele Was łączy, a może nic poza dziećmi?
"Przepraszam" Co Ci da, że wypowie to słowo?
Facet sobie realizuje jakieś życie poza waszą rodziną, jakby to było najnormalniejsze w świecie! I co? Ma tylko w odpowiedzi, że idziesz mu na rękę, bo nie chcesz tworzyć problemów gdzie ich nie ma? Otóż problem jest!!! Twój mąż nie sprawdził się jako mąż, jako ojciec i ma rozwód z orzeczeniem o winie!! Nie namawiam Cię do jakiejś krucjaty czy zemsty, tylko ocknij się i spójrz trzeźwo na sytuacje!! Do tego pozwalasz jakiejś................. paniusi wypisywać do ciebie sms-y... Zmień numer! Powiadom męża, że teraz będziecie się porozumiewać przez kuratora sądowego w sprawie dzieci, bo ta ... działaczka na rzecz sprawiedliwości zakłóca Twój spokój, Twoje prywatne życie!!
Co do opieki nad jego mieszkaniem... Ja mściwa nie jestem, bo moja historia nawet nie nadaje się na przywołanie jej tutaj... Za dużo cięgów bym dostała...
Ale zrobiła bym mu w domu taki bal murzynów, że tynki musiałby skuwać!! Za dobrze ma z Tobą, więc korzysta... A Ty marniejesz, narzekasz, usychasz... I niczego nie zmieniasz!! Życie nie po jest, by bezczynnie trwać...
Z pozdrowieniami
M.
Jeśli nie wytrzeźwiejesz, póki dzieci się nie usamodzielnią najlepsze lata życia będziesz żyć mentalnie wciąż w związku z facetem, który ma już inną.
To już nie jest Twój facet, tylko ojciec Twoich dzieci.
Cytat
Sama_33 - Twoim jedynym problemem i źródłem bólu jest tylko to, że nie przestałaś go... kochać. Jeśli sami sobie nie chcemy zadawać kłamu, że kochaliśmy tak bardzo prawdziwie, to zachować twarz wydaje się być koniecznością.
Jesteś taką fajną młodą kobietą, całe życie przed Tobą jeszcze - więc masz jeszcze przed sobą tak na oko jakiś rok tego bólu, aż te emocje opadną - ale nigdy nie znikną zupełnie.
A potem zakochasz się w kimś, kto sobie na to zasłuży i będzie to już inna miłość, i wtedy te stare emocje będą powiewać Ci luźnym kalafiorem.
Ale do tego stanu, konieczny jest czas, czas, i jeszcze raz czas...
Na to co czujesz, nie ma dobrej rady czy lekarstwa. To każdy z nas czuł... :szoook
Twój mąż okazał się pod pewnymi względami ułomny w poszukiwaniu i zaspokajaniu własnych emocji. Po tym jak opisujesz zachowania hieny - źle trafił, ta zła karma jeszcze mu się tam wypełni.
Teraz jest czas na "życie po życiu". Kino, sport, bieganie, fryzjer - teraz już jesteś Ty i dzieci.
M.
https://www.youtube.com/watch?v=K8XqfbGJyMc
nie za miesiąc, nie za dwa ani pewnie nawet nie za rok
ale minie
i jeszcze jedno wyjdziesz z tego silniejsza, zdradzony i cierpiący zawsze wychodzi silniejszy
a jak złagodzić ból? zająć się sobą
nowe zajęcia, nowy język, jakiś sport ... może przyjaciel
a ex dla Ciebie ma być już po drugiej stronie, jako ojciec Twoich dzieci a nie potencjalny partner, nie jak ktoś kto może Cię zranić
wersja hardcore: możesz nim gardzić jeśli nic innego nie pomoże (ale to ostateczność)
dzwoni do Ciebie: odbierasz i mówisz "oddzwonię, bo jestem teraz bardzo zajęta"
dzwoni do Ciebie: nie odbierasz bo akurat biegasz (najtańszy sport), oddzwaniasz za kilka godzin, albo piszesz SMS-a, że nie mogłaś odebrać bo byłaś zajęta
itd
nie pomagaj mu w niczym, wykorzystaj ten czas dla siebie i TYLKO DLA SIEBIE
powodzenia
Cytat
Hmm...znaczy się, chcesz być tzw. dumną kobietą ? Niby, że nic cię nie rusza ?, udajesz, że jesteś w stanie z wszystkim się pogodzić ?
Wie, że cierpisz? czy myśli, ze nie masz nic przeciwko temu, że sobie znalazł następną ? bo tak to wygląda.
Czy nie jesteś czasami osobą, dla której pokazanie emocji lub uczuć jest upokorzeniem ? Jesteś drętwą i zimną kobietą?
Jak wyglądał ten okres, gdy mieszkaliście jeszcze razem, a on prowadził już drugie życie? Jeśli płakałaś w samotności, żeby tylko nie pokazać jak cierpisz, to ten cały wasz związek był jedną wielką grą pozorów;
Może gra się komuś znudziła?
Teraz to przez to, że jesteś spolegliwa, nie masz własnego zdania, żyjesz dla swojego byłego męża i jego byłej kochanki. robiąc dobrze jemu, robisz też dobrze jej; może tak dla odmiany trochę problemów by im się przydało w tym kwitnięciu?
Wydaje się, że akceptowałaś wszystko od początku, a teraz jęczysz;
Wiesz przynajmniej czemu facet się z Tobą rozstał ? ile czasu Cię oszukiwał itd..
Cytat
Rozmawiałem kiedyś tu z rok temu z jedną zdradzoną i porzuconą przez męża dziewczyną - z rozmowy wynikły dwa szokujące trochę wnioski:
- dla dziecka zrobiłaby wszystko, nawet gdyby była taka potrzeba, to poszłaby na ulicę,
- gdy były mąż odwiedza dziecko, jej serce się raduje, bo chociaż po zdradzie go nienawidziła i cierpi nadal srodze, to dotarło do niej, że nadal go kocha, bo jest to nadal najlepszy samiec w okolicy, który ją kiedyś chciał. Więc gdy odwiedza dziecko, to daje jej namiastkę dawnego rodzinnego życia, daje jej namiastkę szczęścia i rodziny.
W takim przypadku namawianie do większej ilości egoizmu na nic się nie zda - bo zawsze gdzieś kołacze się nadzieja, że EX na kolanach wróci, i będzie tak jak dawniej.
Dopiero gdy znika taka nadzieja że on wróci, lub pojawia się twarda decyzja, że go już nie chcemy - można sięgnąć dopiero wtedy po odrobinę egoizmu dla siebie.
A jakie to ma teraz znaczenie?
Sama, żyj swoim życiem. Ex-mąż to wyłącznie ojciec Twoich dzieci, więc jego problemy są wyłącznie jego własnością. Nie bądź nadgorliwa w udzielaniu pomocy.
Pilnowanie mieszkania? Sorry. A jak poprosi abyś ugotowała trochę więcej zupy (bo i tak gotujesz dla dzieci) to też ochoczo się zgodzisz?:-)
Nie staraj się być ideałem. Pozwól sobie na emocje, smutek, żal to normalne. Masz do tego prawo. Nie bierzesz udziału w konkursie kto przetrwa z uśmiechem i pokorą na twarzy.
Każdą żałobę i stratę trzeba przeżyć. Świt nadchodzi po najczarniejszej godzinie! I tego się trzymaj!
Cytat
Jagodalesna,
Cytat
Hmm..; skoro ktoś powołuje się na regulacje prawne, to nie powinien podać odpowiednich paragrafów?
Zależnie od okoliczności, ludziom wydaje się, że do różnych rzeczy mają prawo, bo akurat im tak pasuje, tylko nie potrafią powiedzieć na jakiej podstawie, więc sami je stanowią;
Prawo nie jest wyrocznią, nie jest też sprawiedliwe, nie reguluje wszystkich aspektów życia człowieka. Jeśli nie ma konfliktu, rozbieżnych interesów lub potrzeby zabezpieczenia się, żeby czegoś nie stracić, to chyba bez sensu się na nie powoływać ? zwłaszcza jeśli chodzi o odczuwanie;
Czy prawny zakaz przeżywania emocji, poczucia krzywdy i wykorzystania, odczuwania smutku, żalu, cokolwiek zmieni?
Osobistych odczuć raczej nie da się regulować prawem, nawet zwyczajowym.
nie można tego zabronić, ani nakazać;
Żeby nadać czemuś rangę lepiej chyba powołać się na biblię, koran czy torę, niż na coś co nie istnieje;
Cytat
Ale jaki ?