| Veles72 | 15. Styczeń |
| Mocia007 | 15. Styczeń |
| adik84tychy | 15. Styczeń |
| damian | 15. Styczeń |
| opolanka32 | 15. Styczeń |
NieOddycham | ![]() |
JamesTon | 00:26:33 |
Landexpzglosy | 01:18:23 |
PS | 09:17:22 |
Anetastp | 09:45:46 |

chyba miałem sporego farta, w każdym razie wykazałem iście rewolucyjną czujność i do najgorszego nie doszło.
Koniec 2013 roku, 13 lat w związku 12 lat od ślubu, małżeństwo udane, w międzyczasie poza kryzysem łóżkowym po drugim dziecku i związanej z nim ponad rocznej przerwie w seksie żadnych ekscesów, jeśli już to raczej z mojej strony po alkoholu (raz dobierałem się do przyjaciółki żony). W każdym razie kryzys minął i szło ku lepszemu i nagle zaobserwowałem na pozór mało istotne zmiany w zachowaniu żony.
Po pierwsze zaczęła zdecydowanie więcej przesiadywać przy komputerze, wcześniej nawet sam ją zachęcałem do poczytania lub wspólnego obejrzenia jakichś erotycznych treści to gdzie tam, lepszy serial w TV, a tu nagle regularnie siada do kompa, a szczególnie do ustawionego w kącie notebooka. Przestała też zostawiać telefony byle gdzie, w końcu założyła sobie konto na FB na początku głównie po to żeby kontaktować się w sprawach szkolnych naszych dzieciaków, odszukała też trochę znajomych z dawnych lat, robiła to na dużym kompie stojącym na widoku. Nastąpiła też zmiana w łóżku zdecydowanie na lepsze, jednym słowem wybuch libido jak w pierwszych latach związku.
Nie miałem żadnych przesłanek, ale jakoś wewnętrznie czułem, że może się dziać coś dziwnego, trochę z ciekawości przejrzałem historię odwiedzanych stron, pomyślałem że może znajdę jakieś treści erotyczne które przeglądała a krępuje się opowiedzieć (zawsze miała spory kłopot z mówieniem o detalach seksu), zajrzałem a tam powtarzające się zapytania "kochanek", "romans" itd... wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, wysłałem jej zaproszenie do znajomych na FB, nie dodała mnie bo i po co. Wieczorami brała pracę do domu przeglądała papiery i namiętnie klepała coś na kompie, ale robiła to już w sposób bardziej dyskretny. Założyłem keyloggera, następnego dnia wszedłem na jej konto, ale tylko rzuciłem okiem, nic podejrzanego nie było, uspokoiłem się tym bardziej, że nie znalazłem już żadnych nowych dziwnych zapytań w googlu. Po jakimś tygodniu profilaktycznie zajrzałem na FB te same kontakty głównie rodzice dzieciaków z klasy córki i syna, wielu z nich nie znam lub znam tylko z widzenia, szkoła jest obok pracy żony i ona chodzi na zebrania. W każdym razie kliknąłem w pierwszego znajomego z brzegu otworzył się chat z zapisanymi rozmowami z ostatnich dwóch tygodni i myślałem, że za chwilę świat się zawali.
Przeczytałem, ewidentnie coś między nimi się działo, w każdym razie nie było wpisu, który jednoznacznie przesądziłby, że jest to romans, z drugiej strony koledzy raczej tak nie rozmawiają, przy okazji złapałem żonę na kłamstwie w kwestii popołudniowych zakupów (spotkała się z nim w knajpie).
Generalnie fala emocji, wypiłem flaszkę i czekałem jak wróci do domu z pracy (wtedy faktycznie musiała zostać dłużej), potem zrobiłem totalną awanturę, generalnie to był piątek więc cała sobota i niedziela upłynęły na piciu o robieniu kolejnych awantur.
Moja małżonka w pierwszej chwili wyglądała na spanikowaną, nie wiedziała skąd i ile wiem, zarzekała się, że do niczego nie doszło, że to taki flirt nic poważnego, że to kolega wprawdzie dosyć bliski ale tylko kolega. Niesety w niedzielę po pijaku narobiłem poruty, a że w ostatnim czasie było trochę hecy z alkoholem to całe zamieszanie nieco się rozmyło, do rozmowy wróciliśmy po dwóch dniach, wcześniej zapewniała mnie że to tylko kolega, że to kolega, sama mi o nim trochę opowiedziała, uzgodniliśmy że gdyby kiedyś chciała się z nim spotkać to będę o tym wiedział i tak zostało.
Ja wiem też swoje, moim zdaniem nie zdradziła, ale ewentualność zdrady w przyszłości brała pod uwagę, naprawdopodobniej przerwałem na wczesnym etapie rozwijający się romans, być może sama nie do końca rozumiała ciężar tego w co się pakuje. Po tamtym wydarzeniu nadal jej wierzę, ale pewien w 100% to chyba nie będę już nigdy. W następnym roku spotkała się z nim dwa albo trzy razy po pracy w knajpie za moją wiedzą, przy pierwszym razie było mi naprawdę ciężko, ale skoro (pomimo moich wątpliwości) kupiłem jej wersję, że to kolega to nie ma nic złego w tym że raz na jakiś czas pójdą po pracy na piwo do knajpy, uzgodniliśmy w którym lokalu będą, że cały czas będzie miała włączony telefon (więc też świadomość, że mogę tam się w każdej chwili pojawić), choć nie byłem zachwycony, to wolałem już niech spotkają się w taki sposób zamiast kombinować coś w tajemnicy. Za każdym razem podjeżdżałm po żonę a te spotkania nie trwały dłużej niż 2-3 godz. było tak jak się umawialiśmy choć co ciekawe gościu zawsze ewakuował się tuż przed moim przyjazdem (niby po co jeśli nie miał nic na sumieniu). Wydawał się, że wszystko zaczyna wyglądać normalnie, trochę dziwne to koleżeństwo, ale dowiedziałem się o gościu więcej, że ma dziewczynę, że choć go nie znam to mamy paru wspólnych znajomych co robi, gdzie mieszka ok.
Mniej więcej po roku od tamtej akcji żona pojechała odebrać córkę od koleżanki i zapomniała telefonu, od tamtej pory co jakiś czas profilaktycznie przeglądałem jej FB i telefony, więc zajrzałem i spojrzałem na listę sms, ja np. nie lubię mieć zawalonej skrzynki więc czyszczę ją prawie codziennie, moja żona nigdy nie czyściła ani listy połączeń, ani sms. W jej nowym aparacie poza katalogami sms jest jeszcze historia kontaktów, sms skasowany znika z katalogu, ale w historii widać informację do kogo i kiedy wysłany oraz pierwsze kilkadziesiąt znaków. W skrzynce miała całą masę starych sms-ów tylko te od tego gościa były starannie pokasowane nawet takie z przed paru dni. Wgrałem sobie specjalny soft i je odzyskałem, nie było w nich nic podejrzanego, poza tym, że z jakiegoś powodu starannie je kasowała. Tym razem na spokojnie zapytałem ją czy utrzymuje z gościem jakieś kontakty ponad to o czym wiem, zaprzeczyła, pokazałem jej że kłamie, następnego dnia znów przetrzepałem telefon a tam wykasowana korespondencja w której zastanawiają się skąd się dowiedziałem skoro kasuje sms-y.
Tym razem już nie było wiary na słowo, powiedziałem że po pierwsze skoro to kolega to jego dziewczyna na pewno moją żonę zna ze słyszenia, po drugie zacząłem już mocno cisnąć, nie potrafiła mi wyjaśnic po co kłamie, skoro nie ma nic do ukrycia, a po moim śledztwie doszedłem do wniosku, że niezależnie od jej intencji nie zrobiła jeszcze nic takiego co wymagało by kłamania. Powiedziałem, że od tej pory albo spotkania w mojej obecności, jak chce dzwonić do niego to przy mnie na głośno mówiącym telefonie, ewentualnie idę pogadać z nim a najpierw z jego dziewczyną. Żona zapowiedziała, że w tym układzie zerwie z nim wszelki kontakt, napisała mu takiego maila i przy mnie wysłała, to było w grudniu ub. roku od tamtej pory regularnie choć coraz rzadziej sprawdzam jej FB, telefony itd... póki co wygląda, że słowa dotrzymała, jej codzienne zachowanie też wróciło do normy, musiałaby teraz naprawdę dobrze zakombinować żeby się z nim gdzieś spotkać bez mojej wiedzy, nie wiem tylko na 100% czy np. nie pisują do siebie maili z roboty, póki co nie za bardzo mam możliwość sprawdzenia tego, a że innych przesłanek nie ma to muszę tu zdać się na jej uczciwość.
Teraz z jednej strony jestem bardziej wyczulony na szczegóły, zrobiłem się trochę zazdrosny i ta pewność i spokój które miałem przez tyle lat zostały chyba jeśli nie bezpowrotnie to na długie lata zniszczone, ale związek ocalał, zostałem oszukany i trochę upokorzony, ale nie zdradzony. W każdym razie Dzierżyński miał w 100% rację, kontrola to podstawa.
Z doświadczenia wiem, że każdy w życiu powinien narąbać się tylko raz. I tylko po to by poznać granice swoich możliwości.