| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 00:53:13 |
JamesTon | 03:22:23 |
Urzekajaca444 | 03:28:13 |
Julianaempat... | 04:12:09 |
Aga104 | 05:40:41 |

Dzisiaj się dowiedziałam,że mąż mnie zdradził.Dawniej,gdy pytano mnie jakbym się zachowała w takiej sytuacji odpowiadałam pewnie, że spakowałabym mu walizki i pogoniła na trzy wiatry.A dzisiaj nie wiem co mam zrobić.15 lat małżeństwa przekreślił "jednym jęknięciem".Podobno trwa to od lutego ale zdradził raz.Związek na odległość.
Bólu,który rozpiera mi serce nie potrafię opisać.Dlatego zalogowałam się na stronie, żeby móc wylać z siebie rozpacz.Jak żyć z myślą, że zaufałam nie temu czlowiekowi.
Przed chwilą rozmawiałam z mamą.Bardzo chciałam się wyżalić ale wiem ,jakby to odebrała.Nie może się stresować.Nie teraz...
Co mam zrobić?Jak powiedzieć dziecku,że przykładny tata i mąż zawiódł? Wybrał najsilniejszą broń.
Naiwnie zapytam,że może jest lekarstwo na zranione serce, na cofnięcie czasu do dnia ślubu,na porażkę ,że to 15 lat temu dokonałam złego wyboru.Człowiek, któremu tak bezgranicznie zaufałam,oddałam się cała,TAK BARDZO ZRANIŁ.Wszyscy nasi znajomi,rodzina stawiali nas za wzór.Stare , dobre małżeństwo-mówili.Wokól tyle rozwodów a my trwaliśmy wciąż razem.Czas się przebudzić.Gdyby nie moja córcia życie straciłoby sens.Jak załatwić sprawę z mieszkaniem, autem, kredytem hipotecznym,, działką którą kupiliśmy niedawno?Wyć mi się chce na myśl jak może zawieść druga osoba,bliska osoba, najbliższa - mąż.
Najlepszy przyjaciel czy rodzina pomimo szczerych chęci, ale będąc poza tematem zdrady nie zapewni Tobie wsparcia. Trafiłaś na dobrą stronę. Powodzenia!
Dziwne co? Zazwyczaj następował dzień za dniem
Komentarz doklejony:
Tatko? Wypluj te słowa Nox trzy razy przez lewe ramię posypując solą
Spokojnie Koliberek. Dziewczyny są tutaj tak otrzaskane, że niepowodzenie kompletnie nie wchodzi w grę
Wszystko ma swoją cenę. Małżeństwo również. I rozstanie również.
Tylko, że w naszej naturze bardzo nie lubimy tracić - a zdrada i rozwód oznacza dzielenie tego co jest.
Jest tutaj 15 lat wspólnego życia ze sobą, czasem bardziej lub mniej udanego.
Pojawia się nagłe obdarcie wspaniałego złudzenia, że dla naszego małżonka jesteśmy najważniejszą osobą na świecie. No, przynajmniej jedną z najważniejszych...
Nagle zainteresował się kimś innym, może to kwestia błędu jaki często popełniają kobiety, wybierając za partnerów na całe życie rówieśników, a gdy mija te 15 lat - dziewczyna z którą się żeniliśmy przestaje być modelką, a staje się żoną, rodzi dzieci - ale imperatyw genetyczny, by rozmnażać się z młodszymi laskami, które zapewniają nam najmniej prawdopodobnych mutacji genetycznych DNA, jakie pojawić się mogą z wiekiem
Stało się. Zdrada... Co dalej...? Tracimy poczucie stabilizacji, jaką daje stabilny partner. W bonusie znika on, zmienia swoje cele i priorytety - a ta zdrada często uczyni go naszym wrogiem, postrzeganym i postrzegającym - jako ten ograbiający nas ze wspólnie wypracowywanych latami dóbr.
Dlatego, lepiej nie mieć wrogów, kwestie podziału życia i materii omówić na spokojnie. Nie psuć relacji, nie kłócić się o marny czajnik w kuchni - bo jak coś znika, zawsze kupimy nowe.
Teraz wypowiem coś, co będzie miało kilkoro przeciwników. Nie traktuj rozwodu jako metody ukarania zdrajcy. Rozwód to tylko papier, który jest tylko dokumentem uprawniającym do tego, by nie mógł już wspólnie rozliczać się z urzędem skarbowym.
Rozwód jest metodą, która tnie Twoje i jego wzajemne zobowiązania. Czasem jest publiczną manifestacją ustania relacji, a czasem niestety formą kary - i tak traktowany, nie jest najlepszym pomysłem, bo wykreuje wroga. Masz dowody zdrady, zdrada powoduje ustanie pożycia małżeńskiego, więc znika wieź, sąd może orzec o rozwodzie oraz o alimentach. Alimenty są traktowane jako forma kary - bo osłabiają naszą męską zdolność nabywczą prezentów dla hienek.
Ale, tak jak można żyć przed zdradą razem, tak można żyć razem i po rozwodzie - czasami jako już znajomi, mijający się w mieszkaniu kupionym w kredycie, a czasami można próbować posklejać tę skorupę z kawałków - starając się odbudować dawną iluzję własnej wyjątkowości - i do siebie wrócić.
Tylko, że odbudowa tej iluzji, nie do końca jest konieczna - o ile nie zależy nam na uwielbieniu ze strony tej jednej konkretnej osoby, tu - męża.
To, że dla kogoś przestałaś być ważna, wcale nie oznacza, że nie może pojawić się ktoś, dla kogo nie staniesz się ważna w przyszłości. :cacy
Dziewczyna z autem, z gitarą, a jeszcze lepiej z kamperem, czy przyczepą kempingową, to prawdziwy skarb - ożeniłbym się chyba od razu...
Ostatnia kwestia... jest mąż - jak poszedł sobie w cholerę, to rozwód wydaje się oczywistym prawnym środkiem likwidacji wspólnego rozliczania się w US
Ale czasami mąż do domu wraca i mówi: ale byłem głupi, ona skusiła mnie - jak Reksia boczek, więc daruj, wybacz, pragnę wrócić i naprawiać krzywdę, jaką wyrządziłem tym, że zawiodłem oczekiwania, lojalność i wierność, łamiąc wszelkie boskie i ludzkie przysięgi. Jest wina, musi być kara, ale potem powinno pojawić się odpuszczenie, bo jeśli nie - to zrobisz sobie kolejną krzywdę, wspominając raz po raz zdradę i wchłaniając w siebie ból jaki to wywołało.
I wtedy wkraczasz na ścieżkę odpuszczania winy, bolesną - ale zachowujesz rodzinę, seks, stabilność i kredyt hipoteczny.
To może Cię początkowo niszczyć i psuć, rozrywać i sprawiać nieugaszony ból - ale możesz też sobie z tym poradzić, wyjść z tego bogatsza o obdarcie z iluzji świata, a bardziej skupiona na sobie, bardziej kochające siebie niż jego, z przewartościowaniem wszystkich do tej pory znanych sobie wartości...
Czy z tego powodu czuję się lepiej? Bynajmniej!! Codziennie patrząc w lustro myślę; Jest aż tak źle z tobą?? Chyba nie jest jednak, jeśli wciąż mam propozycje ze strony mężczyzn...
Moja rada będzie inna niż poprzedników, ale wierz mi, przepracowałam ją.
Od razu zabezpieczaj siebie, nie baw się w "rozdrapywanie ran", to tylko w przyszłości zemści się na tobie. Twój mąż to na pewno nie twój przyjaciel, więc skończ z myśleniem o nim w ten sposób. Twój mąż rozpoczął wojnę, która to ty musisz wygrać. Przestań płakać i ogarnij się!! Po pierwsze wizyta u prawnika, takiego od rozwodów! Im szybciej zaczniesz myśleć o sobie tym lepiej wszystko dla ciebie się skończy. Nawet jeśli twój mąż poprosi o wybaczenie...To lepiej żebyś wiedziała, że wybaczasz bo chcesz, a nie że musisz...
Z pozdrowieniami
M.
Cytat
Czy z tego powodu czuję się lepiej? Bynajmniej!! Codziennie patrząc w lustro myślę; Jest aż tak źle z tobą?? Chyba nie jest jednak, jeśli wciąż mam propozycje ze strony mężczyzn...
Och, M, gdybym pokazał Ci zdjęcie gościa, który mnie zastąpił... :rozpacz
EX już nigdy nie będzie mogła kupić sobie szpilek... :brawo
Oni po prostu składają "ofertę", a ta czasem zostaje przyjęta.
Z jakiś względów, zamiana staje się dla zdrajców bardziej opłacalna - a czasem wynika tylko z głupoty i chęci dowartościowania się.
Jest też inny aspekt. My mężczyźni, czasami postrzegamy kobiety jako swoiste zagrożenie wobec czającej się wkoło konkurencji. To może kwestia narzucanych wymagań w sferze naszych wyobrażeń.
Gdy widzę atrakcyjną kobietę, nawet nie podejdę, nie zagadam - nie ma ona żadnych szans, bowiem umysł męski buduje potencjalną listę możliwych wymagań jakim trzeba będzie być może sprostać, by stać się dla niej samcem alfa i sprostać potencjalnej konkurencji - a tu często same muskuły nie wystarczą. Kto z nas zdecyduje się na to poczucie klęski, gdy ona poprosi w końcu o krokodyla...
Czasami, ciężar tej listy wymagań jeszcze nie otrzymanej
To co jesteśmy w stanie sobą wtedy zaoferować brzydszej i starszej, zostanie z pewnością BARDZIEJ DOCENIONE, więc przy dużo mniejszym mniejszym wysiłku z naszej strony, a nasz poziom zadowolenia z siebie na pewno będzie wysoki - a o to tu chodzi, by się czuć bardziej komfortowo.
Zwyczajnie, "mniej inwestując", otrzymujemy z tego dużo więcej, niż w innym przypadku.
Stąd częste zjawisko - gdy dziwimy się, jak taki kretyn jeden z drugim zdobył taką piękną dziewczynę - a zdobył to tylko dlatego, że był kretynem, olał predykcję, stwierdził okazję i wolne pole do działania - i z niej w pełni niezagrożony korzysta
Ale słuszną jest uwaga - jeśli KoliberEK, widzisz nadchodzącą walkę, szykuj się do bitwy. W sumie to o podział majątku i o alimenty... Wszystko inne zostaje dość szybko wypowiedziane werbalnie.
Tylko mój ex nie musiał zanizać poprzeczki, bo byłam naprawdę dobrą we wszystkim...
W wieku 30 lat nauczyłam się pływać i przepływalam jezioro codziennie, 2 km. A w zimie basen, 80 długości, dwa razy w tygodniu... bo on lubił pływać...
Tylko po co tu wymieniać moje zalety, a i tak ją wybrał...
Myślę, że chyba się troszkę mnie wystraszył, że wiem, że odkryłam ich romans i musiał się jakoś okreslić, by wyjść z twarzą...Teraz męczy się z tą cichodajką, bo ja już go nie chcę.. I nie reaguję na jego e-maile..
To co mu pozostało?...
M.
Ponieważ mój były miał wykształcenie uniwersyteckie, oraz ogromną wiedzę z zakresu literatury, historii, sztuki itd. Wciąż się dokształcałam.. Do dziś mi to pozostało. Dodając moje pochodzenie i dzieciństwo... Mój obraz jest dość skomplikowany. Rodziców średnio pamiętam... Jeśli już, to brud, głód, pijackie orgie...Potem rodziny zastępcze... Sporo ich było, bo do najspolegliwszych nie należałam.. Dlatego później wychowałam dwoje nie swoich dzieci... Tak jakoś czułam się w obowiązku..
Może tez dlatego nie mam współczucia dla osób, którym się w życiu nie chce...
Można wszystko, tylko trzeba chcieć!
M.
Cytat
To jest może ten błąd, kiedy nie dajecie nam, kochane dziewczyny - dość szerokiego pola, byśmy poczuli to zadowolenie z tego, że w jakiejś dziedzinie możemy się wykazać i DOMINOWAĆ.
To jest tak, powiem dla przykładu, że jako informatyk potrafię włączyć komputer
Albo, że nie daj pany, czegoś tam nie wiem... :szoook
OK, mamy przez chwilę wspólne tematy do gadulstwa, np. w kwestii przewagi Linux Mint nad Ubuntu, ale gdy nagle ona zmienia temat na Fedorę i omawia problem kompilacji źródeł, to ja zaczynam już trochę wymiękać i czuję się przy niej nieco jak uczniak. :_jezyk
A potem słyszę, że pracuje w korporacji, gdzie płacą jej 3 razy więcej, jak zarabiam.
Co z tego, że jest wspólne pole zainteresowań, gdy ona zupełnie nie pozwala mi na nim dominować i pokazać muskuły, raczej zaznaczając na każdym polu swoją dominację. Człowiek czuje się wtedy baaaaaaaardzo podle :rozpacz Nie może brylować, nauczyć dziewczę, jak zmienia się np. tapetę na Pulpicie - a jest to ciągłe zagrożenie, że za chwilę wyjdzie się na lamera, bo ona zadaje coraz trudniejsze pytania... :szoook
Więc gdy tylko pojawi się na horyzoncie zdarzeń, dziewczę blond i brzydkie jak nieszczęście, ale w oczach której będziemy dostrzegać ten ukochany zachwyt podziwu, za który możemy poświęcić dosłownie wszystko... to wybierzemy tę kobietę, która się umie nami zachwycać, podziwiać i wynagradzać.
My faceci, uwielbiamy wszelkie piedestały, na których nas stawiajcie.
Może nie w sensie ścierania kurzy, ale tam, gdzie chcemy się wykazać. Nie konkurujcie - ale obierzcie strategię na dialog z podziwianiem, bo w przypadku gdy widzimy, jak "kobieta mnie bije" NON STOP, lub w zarobkach - to jaki z nas chłop, idziemy do innej, gdzie możemy poczuć się pewniej. I to nie w Wami będzie problem, że jesteście ładniejsze, wykształcone i wspaniałe - ale w nas, nieudacznikach czasami... bo nam się wtedy wydaje, że nie mamy już nic, czym możemy imponować kobiecie. Oczywiście, ten schemat nie działa zawsze - czasami działa przeciwnie, że blondyna nas swoją niewiedzą irytuje, a szukamy partnerki do szachów - bo to jest świat mocno różnorodny na szczęście. To też dowodzi, że tak realnie, to problem nie koniecznie jest w nas - ale w naszych partnerach, którzy szukają samorealizacji na tym polu, gdzie wolno im będzie dominować i zyskają tam podziw.
MĄDRE kobiety w niektórych obszarach życia okazują się dziwnie nieporadne, a wtedy ich mężczyzna może się wykazać. Znam takie przypadki gdzie kobieta zdecydowanie szybciej a może i skuteczniej załatwiłaby temat, ale nier30; oddajemy pole. Ważny w życiu jest balans i proporcje. Myślę, że mądry facet nie potrzebuje na co dzień bezmyślnego klakiera a podziw, akceptację i taką ludzką uważność znajdzie w oczach czy to blondynki czy brunetki:-)
Komentarz doklejony:
Maraykee, z tego co napisałaś to trochę wygląda na schemat mistrz i uczennica. Może z czasem uczennica okazała się bardziej zdolna i samodzielna niż się na początku wydawało, więc mąż musiał zmienić obiekt? Niektórzy zapędy edukacyjne przenoszą na płaszczyznę relacji w związku.
Myślę, że dużo w życiu osiągnęłaś (cyt. wieszcza "człowiek własną pracą i wysileniem do wszystkiego dojść może":-). Tym bardziej jest to istotne, że punkt startu i zaplecze miałaś słabe...
Cytat
Murzyńskość naszego hot-doga, gdy niewielką mamy pozostałą ofertę, niestety sprawdza się raczej tylko na początku znajomości
Tylko że miłość, ta zdradzona, jest jak rozbite lustro.. Czasem lepiej zostawić je w tysiącach kawałków, niż poranić się do krwi próbując je poskładać w całość.
Dobranoc
M.
Cytat
Cytat
Związek z kobietą jest mikrowspólnotą. Jak każda wspólnota potrzebuje "kleju" wspólnych wartości. Jedna z ważniejszych to seks. A potem musisz już zrobić dosłownie wszystko, by kobieta chciała z Tobą żyć, byś został wybrany na ojca jej dzieci i głowę rodu. Może początkowo fajnie i romantycznie będzie gotować wodę w puszce po piwie, ale w krótkim czasie jednak musisz przynieść ten czajnik z marketu i wybudować własny szałas
Jeżeli zaś nie jesteś aż tak domyślny by na to sam wpaść, to wpadasz w klasykę - w schemat: "on mnie nie rozumie, nie docenia i dopóki tego nie zmieni, nie mam ochoty na seks".
Zaczynasz więc dostrzegać brak tego seksu, a dla facetów jest to już inny schemat - kalka: "nie ma seksu, to się od siebie oddalamy i umiera więź psychiczna, czas poszukać gdzie indziej seksu". :rozpacz
Kobiety w swojej większość są jeszcze w swojej naturze narcystyczne. Dla osoby narcystycznej drugi człowiek, jeśli ma być dla niej w jakiś sposób ważny, staje się niejako przedłużeniem jej samej. Ale jak staje się odmienny - w opozycji, to... przestaje być interesujący i zalicza zdradę i rozstanie.
Jeśli teraz przeanalizujemy statystyczną większość, to niestety, gotowanie wody tylko w puszcze dobrze nie rokuje na przyszłość, choć jest początkowo "hjudżowe". Mądre poradniki mające nam samcom doradzać, wyznaczają kurs z którego zejść może co najwyżej desperat, szykujący sobie w taki sposób najpierw zdradę, a potem rozstanie.
Jako ten prawdziwy mężczyzna, musimy więc być dla naszych kobiet męscy: odpowiedzialni, opiekuńczy, inteligentni, sprawni i silni - bo tego oczekuje podświadomość kobiet. Musimy umieć zapewnić to magiczne poczucie bezpieczeństwa i dach nad głową. Zresztą, zacytuję, co musi mężczyzna chcący zachować żonę - to prawie tak samo skomplikowane jak instrukcja zachowania w dobrym zdrowiu silników diesla - wymieniasz olej i płyny, wtryskiwacze, koło dwumasowe, itd..., a wszystko w terminie:
Cytat
Czasem jest to potrzeba obrony kobiety przed kimś lub przed czymś np. tym, by nie dała się wykorzystywać, by była bardziej asertywna, a czasem potrzeba wyżalenia się, wygadania. I wtedy ona oczekuje, że on nie będzie jej przerywał i dawał rad tylko przytuli, obejmie i zapewni, że będzie dobrze, że ona da sobie radę, że on jej zawsze w potrzebie pomoże.
Musi być także psychicznie niezależny od rodziców. Zapewne żadna kobieta nie chciałaby związać się z "syneczkiem mamusi". Oczywiście trzeba kochać rodziców, szanować ich i pomagać im zawsze gdy tego potrzebują, odwiedzać ich i tęsknić, ale ....
... w małżeństwie to żona ma być na pierwszym miejscu i on już przed ślubem musi być tego świadomy.
Mężczyzna musi być ambitny. Musi dążyć do rozwoju, a nie zadowalać się tym co ma. Musi mieć plan na przyszłość, pewną wizję, którą stale udoskonala. Nie może osiąść na laurach i zachowywać status quo. Musi stawiać sobie cele i nowe wyzwania, takie jak: rozwój firmy, budowa domu, dokształcanie się. Mężczyzna, który niczego nie chce już osiągnąć, lub który uważa że okoliczności zewnętrzne sprzysięgły się przeciw niemu powoduje, że w kobiecie budzi się niepokój. Mężczyzna, który uważa że np. nigdy nie będzie ich stać na własne mieszkanie i będą zmuszeni zawsze mieszkać z rodzicami zamiast zapewniać kobietę, że zrobi wszystko by polepszyć ich warunki napełnia kobietę rozgoryczeniem i lękiem o przyszłość. Ona wtedy nie czuje się pewnie.
Musi być pomysłowy. To się trochę wiąże z przewodniczeniem, o czym piszemy dalej, ale też jest elementem poczucia bezpieczeństwa. Chodzi o to, by planował randki, wymyślał coś ciekawego, był pełen entuzjazmu i chęci do życia. By robił niespodzianki, organizował wycieczki a nie zadowalał się tylko kilkugodzinnym siedzeniem u dziewczyny, ewentualnie oglądaniem telewizji. Kobiecie bardzo imponuje jak mężczyzna ma swoje hobby, jak się czymś pasjonuje i jak jest w czymś dobry. Oczekuje ona, że zaproponuje jej ciekawe spędzanie czasu i że nigdy na randkach nie będą się nudzić. Oczywiście, kobieta wcale nie chce być bierna i tylko czekać na propozycje chłopaka. Jego entuzjazm udziela się jej i ją samą dopinguje do tego, by też planować. Ale ta "iskra" musi wychodzić z jego inicjatywy.
Kobiety wymagają szacunku. Szacunku przejawiającego się w rzeczach banalnych, takich jak przepuszczanie ich w drzwiach, podawanie płaszcza czy niesienie jej ciężkiej torby aż po rzeczy zasadnicze...
... kobieta oczekuje podziwu. Tego, że mężczyzna powie jej, że jest piękna, że jest dobra i mądra. Oczekuje zapewnień o miłości. Czasem mężczyźni nie potrafią zrozumieć dlaczego kobieta chce to słyszeć kilka razy na dzień.
Kobieta oczekuje, że mężczyzna będzie pełnił swoją rolę, to znaczy że będzie przewodnikiem w związku. Nie władcą, tylko przewodnikiem. Tymczasem mężczyźni czasem robią pewien błąd. Pozwalają kobiecie decydować o wszystkim, myśląc, że w ten sposób okazują jej szacunek. Są potulni, mili i wydaje im się, że jak kobiecie na wszystko pozwolą to ona będzie szczęśliwa. Spełniają wszystkie jej zachcianki sądząc, że ona będzie tym zachwycona.
Panowie, to nie tak! Kobieta wcale nie oczekuje, że mężczyzna spełni wszystkie jej zachcianki. Kobieta pragnie, by on wziął ster w swoje ręce i poprowadził ją w swojej mądrości przez skomplikowane ścieżki życia. Żeby był jej podporą - doradził, przeanalizował, przemyślał i wspólnie z nią podjął właściwą decyzję. To jego natura wyposażyła w analityczny, trzeźwo myślący umysł i nie pozwoliła (jak kobiecie) kierować się emocjami i podejmować decyzji w przypływie euforii czy rozpaczy. Kobieta, której mężczyzna pozwala o wszystkim decydować jest w głębi duszy sfrustrowana i podenerwowana faktem, że wszystko musi robić sama.
Źródło: http://adonai.pl/milosc/?id=106
Maczuga nadal obowiązuje, taka czy inna, więc jak ktoś daje się jeszcze nabrać na równouprawnienie i humanizm w związku - przegrywa i traci. "Check lista" z tego tekstu, na zasadzie było/nie było - dość szybko może wykazać, że obok kobiecej natury zdradzaczki, coś w naszych związkach nie było nieustannie "odhaczane" do realizacji, więc małżeństwo musiało się rypnąć w taki czy w inny sposób - chociaż są pewnie wyjątki.
Poleganie więc Milordzie, wyłącznie na uroku osobistym i pewności siebie - to niestety zbyt mało - jakiś krokodyl musi zawsze być!
mnie to
Do poradników warto podchodzić z dystansem. Nie ma opracowania, które przewidziałoby hybrydę różnych postaw i potrzeb oraz wzajemne konstelacje w związku.
Mam alergię na stereotypy i jak słyszę, że marzeniem kobiety jest futro i torebka z krokodyla to mam gęsią skórkę:-) Nie lubię jak się legitymizuje stereotypy.
Z drugiej strony wydaje mi się, że po pierwsze z taką kobietą i jej "torebką" nie można włóczyć się po ciekawych miejscach a samo życie jest zwyczajnie nudne i przewidywalne. Po drugie łatwo przewidzieć co znajdzie się w strefie marzeń. Wystarczy sprawdzić jakie spoty reklamowe są na topie lub co koleżanka ostatnio nabyła:-) Instrukcja obsługi takiej kobiety to instrukcja prostego przenośnego radia. Mało kto czyta, bo wszyscy wiedzą jak obsłużyć!
Ale, może właśnie ta przewidywalność postaw i potrzeb jest wygodna dla mężczyzny, bo jeśli już ma siłę nabywczą aby sprawić gadżet to przynajmniej jeden punkt został odhaczony?
Kobiety, które chcą od życia i partnera więcej, najczęściej nie bazują na liście gadżetów, które łatwiej lub trudniej można nabyć. Mężczyzna aby móc "dotrzymać kroku" musi się wykazać w innych dziecinach. Dla mnie np. pomysłowość (np. jak rozpalić ognisko podczas deszczu) jest bardziej seksi niż konsumpcjonizm. Ale statystycznie chyba nie jestem reprezentatywna:-) Tym bardziej, że nadmiernie rozbuchany konsumpcjonizm przechodzi w konsumpcję emocji. A to już równia pochyła.
Mianownikiem udanego związku jest to aby z jednej strony stymulować się a z drugiej nie wychodzić ze swoich (na początku związku intuicyjnie przyjętych) ról. O uczuciach nie wspomnę, bo to oczywiste.
W udanym związku to tak jak w dobrym teamie - zalety trzeba podbijać a wady przybijać. Średnio ogarnięty człowiek jest w stanie zaletę skutecznie zamienić w wadę i odwrotnie.
Jeśli w związku jest azymut na MY to przeszkody pokonuje się płynnie lub z lekkim wyskokiem. Wspólnie... Natomiast przeglądanie się w oczach chorego osobnika to utrwalanie wadliwego obrazu samego siebie. Instynkt samozachowawczy - warto o nim pamiętać!
Milord - śmieszna historia. W takich sytuacjach czuję się jak z lamusa. Za moich czasów:-) nikt nie potrzebował instrukcji, po prostu sobie radził albo przynajmniej próbował.
Komentarz doklejony:
Apologises, Milord, śmieję się sama do siebie... Zdrowe popierdol.... jest w cenie! Znajdziecie kiedyś swój "target", który to doceni:-)
Jagoda. Jeśli Cię rozbawiłem to napiszę Ci kiedyś jak z kumplem łapaliśmy w nocy żaby i pózniej łapali na nie węgorze. Albo nie. Jakąś wariacką historię z któregoś obozu wędrownego lub wdrapywanie się na kilka z licznych latarni morskich
Milord, dawaj historyjki:-)! Mnie od dłuższego czasu kręcą takie historie jak w linku http://www.forgotten.pl/
Cytat
Czy aby wszyscy tu wyznają zasady, że wystarczy być i ładnie pachnieć i mieć swój charakter oraz akceptację drugiej strony? Moim zdaniem to nie wystarczy. Algorytm działań, by w związku coś się działo, by czasem nie pojawiła się nuda - został podany tu jako prymitywny schemat podstaw przetrwania związku - ale niech ktoś spróbuje zakwestionować słuszność choćby jednej z nich.
Jeżeli ten algorytm z różnych powodów przestaje działać choćby w jednym z ważnych dla niej elementów, ona powie, że się wypaliła w związku, że jest nijako, nic nie czuje, że się słabo już starasz - sięgnie po jedne z miliona uzasadnień, dlaczego odchodzi do innego. który wzbudza akurat jej nowe zainteresowanie. W pewnym sensie ma rację - bo wchodząc w relację, oczekiwała z niej Twojej energii - a tu widzi słabość, zmęczenie materiału, nudzi się... Nie ma krokodyli, wszystkie wybite lub wyginęły... :rozpacz
Cytat
Ok, czyli jednak trzeba rzucić ogłoszenie: "Kupię kilka granatów z napalmem wraz z granatnikiem"...
Cytat
Czy aby na pewno zaryzykujesz porównanie z tym hieniarzem który powie, że bardzo chętnie... zrobi dla niej wszystko - bo już ją kocha?
Czasem i tu na zetce jest napisane, że ręce daliby sobie za miłą odjąć - a po chwili już bez rąk tych są. :cacy
Związek to inwestycja, na którą jednak nie każdego stać. Albo szukasz wiernej żony, dla której Twoje możliwe zaangażowanie WYSTARCZY do, albo ona poszuka nowej energii, która uczyni ją "szczęśliwszą". To stereotyp, więc na szczęście nie musi wszędzie zadziałać, ale podejrzewam, że wyjątki będą nieliczne.
Jak związek jest "dobry" to wiadomo, że się w niego inwestuje, wtedy i krokodyl nie straszny, można upolować. ...bo warto i jest dla kogo.
Jak księżniczka z jakichś jej powodów odpłynęła, wtedy niechaj pływa dalej....bez moich krokodyli. Ile byś ich nie przytargał, niewarte to nic.
Mój przykład? Po opadnięciu kurzu bitewnego pokazałem jaki jestem, jaki byłem dawno temu. Było wiele krokodyli- spacery, czas, uwaga, rozmowy, ...,wyjazdy, kwiaty. Cóż z tego gdy księżniczka nie wiedziała czego chce, co wybrać. Powoli traciła krokodyle i pomogło.
Wtedy dajesz wszystko z siebie, gdy druga strona doceni Ciebie i daje z siebie bez limitu i podliczania. Jak zaczyna się targowanie to tak nie bardzo. I istotna różnica. W normalnym związku słyszysz, że coś z Tobą nie tak, to tego nie olewasz, gdy słyszysz to samo od kogoś, kto ma Cię za nic, to albo możesz się wypiąć na niego albo wziąć to siebie i popaść w paranoję.
Nie jestem di Caprio, ale z tego co wiem żaden z przedstawicieli hien nie mógłby być nawet cieniem tego gościa. Nigdy nie będę di Caprio, a oni nie będą lepsi ode mnie nawet z krokodylami w zębach, tyłku czy tam, gdzie która nieszczęśliwa i samolubna panna by chciała. Nie ta liga. I z tym akurat mi bardzo dobrze.
Dobrze piszesz , niegłupio, i w tym sęk co by gra była fair play, a to tylko w najwyższej lidze.
Trudno się z tym nie zgodzić.
"Czy aby wszyscy tu wyznają zasady, że wystarczy być i ładnie pachnieć i mieć swój charakter oraz akceptację drugiej strony? Moim zdaniem to nie wystarczy."
Ramirez, zależy komu zadasz to pytanie:-) Dla mnie - oczywiście, że nie!
Schematy mają to do siebie, że przedstawiają świat w bardzo uproszczonej formie. A ludzie różnią się i to znacznie. Dla kogoś postawa w związku "wystarczy być" będzie wystarczająca a dla kogoś innego będzie to powód do oddalenia. Ludzie lubią chodzić na skróty, w życiu również...
Komentarz doklejony:
Często też akceptują nijakość i życia i związku.