| ania33w | 07. Grudzień |
| jarek304 | 07. Grudzień |
| Mar80 | 07. Grudzień |
| vipi | 07. Grudzień |
| justyneczkax | 07. Grudzień |

pomozcie mi przetrwac....25 lat bylam z czlowiekiem, ktorego okazalo sie na koniec nie znalam. bylismy 25 lat ze soba. byl miloscia mojego zycia , a ja jego. zwizake byl burzliwy (mamy silne dominujace charaktere), ale bylismy sobie wierni, zawsze sie wspieralismy. bylismy dumni z tego ze wciaz jestesmy razem, kiedy tyle par w okol nas sie rozpada. ale niestety i nas dopadly kryzysy, powazne problemy finansowe, smiertelna choroba mojej siostry, utrata praca. nieby przez to przeszlismy, a jednak... cztey lata temu maz sie wyprowadzil, nagle bez slowa zostawiajac list, ze nie wie co dalej, ale dluzej juz nie moze. czesto sie przedtem klocilismy. przeszlam zalamanie nerwowe, bylam bez pracy, srodkow do zycia(wczesniej pracowalam 15 lat) w skrocie, przez dwa lata sie oswajalam z jego odejsviem, ale potem zaczelismy chodzic na terapie i powili oidbudowywac zwiazek. twierdzil ze nikogo nie ma.ale przez trzy lata nie chcial mi podac adresu gdzie mieszka... spotykalismy sie dwa razy w tygodniu, bylo milo... mielismy zaczac zyc od nowa razem.otworzylam swoj biznes, stanelam na nogi. ale wczoraj sie dowiedzialam,(juz bylka konfrontacja) ze od 6 lat ma romans z corka naszych znajomych 23 lata mlodsza i maja wyznaczona date slubu! ale to nic, okazalo sie ze w tym samym czasie zyl i a z nia i ze mna, ze oklamywal ja i mnie, kiedy byl ze mna wymyslal inna historie , kiedy byl z nia inna. ona jest szalenie w nim zakochana. nie wierzy w to ze prowadzil z nami podwojne zycie a ja umieram drugi raz.. pierwszy cztery lata temu, dzis drugi. jak mam z tym zyc, kiedy mam ochote odebrac sobie zycie. nie mamy dzieci,(on ma syna z poprsedniego zwiazku) zylismy 25 lat w konkubinacie. jest starszy siedem lat ode mnie. wiem ze to koniec, wybral ja... ale jak z tego sie podniesc... po raza drugiii
Facet ewidentnie ma tendencje do traktowania kobiet przedmiotowo. Ciekawe jaka była historia z jego byłą żoną? Niech zgadnę; Też ją zdradził i odszedł do innej pozostawiając pożegnalny list na kuchennym blacie?
W ogóle zastanowilaś się, co ty naprawdę o nim wiesz, oprócz tego co sobie uroiłaś w zakochanej główce?
Na koniec powiem ci w sekrecie; Dasz radę! Wszyscy daliśmy.. Na początku było tak jak piszesz, ale potem przyszły przemyślenia i rozrachunek z przeszłością. Wniosków jest kilka, ale najważniejszy na początek dla ciebie to taki, że da się żyć po czymś takim. Wszyscy (zdradzeni) żyjemy
Z pozdrowieniami
M.
Komentarz doklejony:
Jesteś twarda, wyszłaś już z wielu opresji. Przestań płakać... Niech idzie gdzie chce i do kogo chce. Niech komuś innemu teraz marnuje następne ćwierć wieku życia. Zadbaj o siebie, bo na nikogo innego nie możesz liczyć.
M.
Rozumiem, że kiedyś pokochałaś tego człowieka, że żal wspólnych 25 lat, z których może jakaś część była szczęśliwa... ale teraz weź się w garść, bo nie masz po kim rozpaczać. Tym bardziej, że jesteś w komfortowej sytuacji, gdyż postępowanie Twojego partnera nie pozostawia złudzeń co do intencji.
"od 6 lat ma romans z corka naszych znajomych", "zapewnial mnie ze nie ma nikogo, ze on ma problemy ze soba"... - nie tylko kłamca ale i tchórz!
no cóż, okazuje się, że facet, "ta wielka mniłość jak cholera" to jest pętak... tak było od samego poczatku... tylko szanowna pani miała na to wyje***e...
no cóż, powtórka z rozrywki... teraz pewniekiem tamta pani uważa go za mniłość życia swego i myśli, ze ona jest także mniłością jego życia...
nie wiem co jest większe, głupota czy naiwność ?
A pan mąż, no cóż, nie nadaje się do związku, ani do miłości. Wieczny chłopczyk, Piotruś pan? Teraz to nie ważne, niech odfrunie do chętnej niuni, pobawi się i tyle. Nie zaprzątaj sobie nim głowy, zajmij się sobą, swą rodziną i pomyśl czy nie straciłaś części życia na iluzję, na fałszywe wartości. Pora zbudować nowe wartości, które nie będą ranić innych i pozwolą Ci żyć godnie bez dylematów moralnych.
"On nie wart jednej łzy".
hmmmm może uznasz to za złośliwość, ale jego żona miała więcej do przeżycia bo została z dzieckiem, sprawiliście jej "przyjemność" której pewnie nie planowała. Piszesz że wstydzisz się tego a ja śmię twierdzić że gdyby tak było, pogoniłabyś faceta gdzie pieprz rośnie w chwili w której go poznałaś.
Pytasz jak się podnieść? Początki są trudne...."to droga przez mękę" dasz radę jak każdy z nas. Im więcej obowiązków, tym mniej myślenia.
M.
Komentarz doklejony:
Dziekuje Maraykee, za troske. chcialabym to widziec tak jak Ty, ale dzis jestem jeszcze w czarnej dziurze. choc swieci slonce, ja chce zeby byla noc i swiat sie zatrzymal. i gleboko wierze w to ze kiedys poczuje sie inaczej
ale mam nadzieje ze kiedys wstapi we mnie nowa sila i bede jak feniks z popiolow... nowonarodzona. czego i wam (choc jeszcze przez lzy) zycze
Pocieszeniem dla ciebie będzie, jak napiszę, że wraz z ubytkiem włosów na głowie tego facia, okresy fascynacji nową panią będą krótsze? A może nawet będzie ich (tych pań) równolegle kilka... Bo facio zaczyna zdawać sobie sprawę z upływającego czasu..
Napisałaś, że pani psychoterapeutka nie zauważyła, że on kłamie...
Bo to kobieta jest
Isis.. Piszesz, że tęsknisz... To normalne jest.. Ja za swoim czasami też tęsknię... Czas mija, a ja tęsknię.. Bo normalni ludzie nie mają możliwości wymazywać czyjegoś istnienia z pamięci na zawołanie. Przywołujemy dobre wspólne chwile i nie umiemy zresetować umysłu.
Tylko wiesz co? Można żyć z tym bólem
Ja byłam w totalnej rozsypce, ale dałam radę.. Dziś żyję jak nowonarodzony człowiek
W życiu piękne są tylko chwile.
Z pozdrowieniami.
M.
Cytat
Nie chyba, ale na pewno trzeba leczyć.
wiem jedno, mozna przegapic wszystkie sygnaly, jesli sie naprawde kocha.pytanie moje brzmi; dlaczego on mi to zrobil? a wsparcie mojej tesciowej brzmialo; bo tacy sa mezczyzni......
Cytat
Może tacy są wszyscy mężczyźni z plemienia Twojej teściowej, ale nie generalizujmy. Dom który chciałabyś zbudować aby był trwały, musi mieć solidne fundamenty, na których wszystko się opiera. Gdybyś wybrała dla siebie alkoholika - miała byś alkoholika. Gdy wybrałaś dla siebie niewiernego zdrajcę - on się nie zmienił, dalej był: "bo tacy są mężczyźni", czyli idący tam, gdzie mu wygodniej.
Kiedyś Twój mąż otrzymał Ciebie jako lepszą ofertę - zostawił swoją żonę i syna.
Teraz Twój mąż "wygrał w totka", bo znaleźć taką, co chce faceta 23 lata starszego (kto z nas by nie chciał takiej młodej laski
Skoro nie chciałaś wybrać dla siebie faceta solidnego na całe życie i w dodatku singla - dostałaś go "w abonamencie" tylko na 25 lat i tenże "abonament" właśnie się skończył. Dołączyłaś do szacownego grona kobiet porzuconych przez mężczyznę, który mając taki feler charakteru jak niewierność i egoizm, trudno by się zmienił nawet po latach.
A za egoistą nie powinno się tęsknić.
Do czego w dalszym życiu jest potrzebny Ci egoista? Lubisz być wykorzystywana? Przecież cały Wasz związek polegał na tym, że próbowałaś go zmienić, a on się buntował - stąd waśnie, kłótnie, nieporozumienia. Był z Tobą do czasu, kiedy nie miał lepszej oferty. Dostał ją - i zostawił, bo tak jak mówi teściowa, te charaktery już tak mają. Oni nie postrzegają świata przez pryzmat: przyzwoite/nieprzyzwoite, honor/bez honoru - a tylko w jednym: "czy mi jest dobrze?" - więc trudno się dziwić Wiśle, że do morza płynie.
Najtrudniej jest poradzić sobie z tym, że nagle mimo wszystko straciłaś marne oparcie - ale jakieś. Odzyskałaś po latach wolność, po latach "uzależnienia" od niego. To trochę jak narkoman na głodzie - nagle coś znika, ciałem telepie, ale trzeba przetrzymać, a potem jest już tylko lepiej. A jak potem spojrzysz na półkę mężczyzn z odzysku +10 lat i wyżej, to zawsze jest szansa, że trafi się ktoś całkiem jeszcze sensowny - może już nie szalona miłość, ale realny przyjaciel na życie.
I wtedy, można coś zacząć budować razem, od nowa - a o niewiernym zapomnij.
Jak młodej minie fascynacja Twoim "starcem", to ona sobie znajdzie nową miłość, a on dostanie na stare lata kopa z domu - potem może nawet będzie pisał i dzwonił do Ciebie, grając na strunach sentymentu.
ale wiesz co? napisales sama prawde. wywnioskowalam z tego ze jestes facetem..i tak. jestem jak narkoman na detoksie, teraz tak mam. ale wszystko co napisales jest odzwierciedleniem tego w jakiej jestem sytuacji. i mimo ze nie bylo to dla mnie mile , dziekuje Ci za to spojrzenie. Twoj list i listy Maraykee bardzo mi pomagaja.
i faktycznie, za czym ja tesknie??? za kim??? za egosita, oprawca, zdrajca i oszustem?to pyta rozum, a glupie pekniete serce robi swoja robote...
bardzo nie chce zwatpic w ludzi, bardzo nie chce widziec w kazdym facecie klamcy i oszusta.. ale dzis jestem jak zastraszone male zwierzatko, choc na pozor silna kobieta. poleglam , przegralam casting,ale bardzo bardzo chce sie podniesci uwierzyc ze warto zyc, bo dzis wydaje mi sie ze nie ma po co oddychac...
Troszkę na własne życzenie...Bo nikt ci nie kazał wybrać faceta zajętego, z dzieckiem na barkach...
Wybrałaś i masz coś chciała...
Jedno mogę ci powiedzieć... Ty i tak masz lepiej! Bo przynajmniej wiesz, na czym stoisz... I nie pozwolisz (mam nadzieję) nikomu już w twoim życiorysie bazgrać...
On wybrał drogę dużo trudniejszą.. przez trzęsawiska.... i zapewne zaraz zacznie w nich tonąć... I na zdrowie.. Niech się utopi...
Jak myślisz, jak długo młoda laska będzie zafascynowana facetem który już zaraz zacznie mocz popuszczać? Trzeba mu będzie co wieczór sztuczną szczękę nie zapomnieć do szklanki włożyć? A i zapierdziałe gacie w odplamiaczu zamoczyć ..
Ciesz się życiem Isis... To wszystko cię ominęło...
Ja byłam w tym roku w Grecji dwa tygodnie.. A gdzie ty się wybierasz na wakacje???
Z pozdrowieniami
M.
Komentarz doklejony:
a dla informacji Noxa- jej rodzice to moi, nasi znajomi... nie chca tego zaakceptowac, ale ona na ta chwile zerwala z nimi wszelkie kontakty. nie moga sie z tym pogodzic,przynajmniej teraz, i moze to nienormalnie zabrzmi, ale sa troche po mojej stronie, sa wsciekli na swoja corke i mojego... nie wiem kogo.
tylko ich stosunek do tej sytuacji, kompletnie nie zmienia mojej....
Teraz zaczął się nowy etap w twoim życiu, czy chcesz czy nie zaakceptuj go. Piszesz, że wszystko ci go przypomina...
Musisz budować sobie swój nowy świat, taki bez niego. Najlepiej poznać nowych znajomych, którzy nie znali was razem, znaleźć sobie jakąś nową pasję, jeździć na wakacje tam, gdzie nie jeździliście wcześniej oboje, by nie przywoływać wspomnień. Ja wybrałam się w długą podróż, prawie na koniec świata, nie zabierając ze sobą zbyt wiele pieniędzy. Po drodze zarabiałam trochę np. przy zbieraniu winogron, byle na benzynę starczyło
Isis, to co teraz czujesz, nie zniknie szybko, nie będę cię pocieszać.. Jednak nauczysz się z tym żyć, a później czas zrobi swoje...
Buduj swój nowy świat, nie pozwól sobie na ciągłe przywoływanie wspomnień, popadanie w depresję. Wiem, że pomyślisz, że to wszystko banały, ale ja i inni tutaj już to przerabialiśmy i przerabiamy nadal. Nie ma innej drogi, musisz się uwolnić od myśli o nim, za wszelką cenę.
Jestem pewna, że wszystko się ułoży.
Pozdrawiam
M.
bardzo Ci dziekuje ze slowa wsparcia. nie znam Twojej historii, ale jestes bardzo silna.
Napisz o co chodzi z tym domem... Może uda nam się coś konkretnie poradzić. Swoją drogą, dopiero minęły trzy tygodnie od jego "zniknięcia", a już coś wiesz o sprawie sądowej? Przedstaw to wszystko w miarę jasno, na pewno coś wymyślimy wspólnie, by cię wesprzeć. Tu jest naprawdę wielu mądrych ludzi.
M.
Jesteś zależna od niego, więc może robić co zechce i jeszcze stawiać warunki.
Przypomij sobie jak potraktował żonę i syna, z dużym prawdopodobieństwem tak samo potraktuje i Ciebie;
Jeżeli, na przykład, związałaś się z nierozwiedzionym mężczyzną, schedę po nim weźmie żona, nawet gdy od lat żyje w innym związku. Jeśli Twój partner był wolny r11; spadek przypadnie dziecku lub rodzicom (gdy żyją) i ewentualnie rodzeństwu. Jeżeli nie będzie bliższych krewnych, możliwe jest, że majątek przejmą jego dziadkowie. Chociaż wspólnie mieszkacie, robicie zakupy i płacicie rachunki, nie łączy was jednak wspólnota majątkowa. To oznacza, że wszystko, co kupujesz, jest tylko Twoje, a co kupi Twój mężczyzna r11; jego. Każde z was może dysponować tylko swoją własnością, jak chce.
Rozejście się przypomina śmierć konkubenta.
Ale gdy masz pracę, rodzice może mają emerytury lub siły, by jeszcze pracować na pół czy cały etat - to znajdziecie mieszkanie, które możecie wynająć za ok. 1000 zł plus opłaty - czyli za ok. 1500 zł miesięcznie.
Można więc łącząc pensje+emerytury - żyć biednie, ale bez stresów. Więc gdy mleko się wylało, nie jest to koniec świata - zawsze są jakieś możliwości nie tylko mieszkaniowe, ale i życiowe.
Możesz poszukać pracy w Norwegii - tam płace są na poziomie 20.000 - 30.000 zł miesięcznie - więc ludzie jadą tam do pracy - już po kilku latach kupują własne mieszkanie, albo przynajmniej zarobią w kilka miesięcy na wkład własny na swój kredyt na nowe mieszkanie.
Fakt - domu żal, ale... skoro to życiowy restart - to i tak dasz sobie radę! :cacy
Ja jestem zwolennikiem unikania walki na noże - prawnicy kosztują, a niewiele udaje się mimo wszystko wygrać. Jeśli EX jest choć trochę przyzwoity - negocjowałbym na twoim miejscu warunki rozejścia się - bez walki na noże.
Materialnie jest to do ogarnięcia. Tak, jak pisze Ramirez, emerytury rodziców, no i masz firmę, która prosperuje.
Jeżeli pozamykasz, słyszysz, pozamykasz!(wskazane trzaśnięcie), wszystkie drzwi, które łączą Ciebie z mężem, masz szansę na fajne, spokojne, zdrowe życie.
Myślę, że najtrudniej będzie opuścić dom, zwłaszcza rodzicom. Ale i tak miał się dostać w łapy komornika, więc, nie taki żal. A tak, kuutas zostanie z domem, ale i obciążeniem w postaci kredytu, jak piszesz. Czy ty też jesteś nim obciążona?
Bo, co innego możesz zrobić? Chyba wystarczy już deptania Twojej godności! To Cię tak wykańcza! Ile jeszcze będziesz na jego łasce, czy niełasce?
Nie chce Ci się żyć, bo nie chcesz zamknąć drzwi!
Też tak miałam. Mimo, że się rozstaliśmy, była jeszcze firma. Jak ja o nią walczyłam! On miał już to w duupie. Ale to było jedyne nasze źródło utrzymania! Dorastające dzieci, duży dom (na szczęście, dzieci), potężne wydatki, jak to w życiu, ale, też, zobowiązania firmowe. On zwiał, zwiali pracownicy, zostałam sama na placu boju. Zaczęłam sprzątać cały tez syf. I godzić się z tym, co nieuniknione. To było rok temu. On został z, nie wdając się w szczegóły, potężnym długiem, ja nie mam ani grosza obciążeń. A firma prosperowała blisko 20 lat! Była jedną z najlepszych w mieście! :niemoc
Isis, piszę Ci po to, byś zrozumiała, że nie można się poddawać. Trzeba szukać. Szukać możliwości wyjścia z goowna! Trzeba uwierzyć! I działać!
Chyba jesteśmy w podobnym wieku. Też mam jeszcze rodziców. Więc zdaję sobie sprawę, ile dla Ciebie znaczą. Martwisz się o nich, to jasne. Nie masz dzieci. Więc rób wszystko dla rodziców. Ale, przede wszystkim, dla siebie!
Uwierz w siebie! Masz firmę, na szczęście! Nie skupiaj się na gadzie, tylko na pracy! Ja tego szczęścia, co Ty, nie mam. Muszę zaczynać od zera.
Ty wykorzystuj te atuty, które posiadasz. To Ci ma dać siłę. A nie rozdmuchuj problemów, które są. O tym draniu zapomnij. Skup się na swoim nowym życiu i nowym ja. Rozmawiaj z rodzicami z entuzjazmem, nadzieją. Bo to, naprawdę, jest przed Tobą! W kategoriach nowej, innej, ale lepszej przyszłości. Oni się boją tak, jak Ty. Więc musisz im dać nadzieję! Wspierajcie się nawzajem. A będzie dobrze.
Przestań już utyskiwać i weź się do roboty nad przyszłością. Wyjdziesz z tego bagna. Weź się do roboty i to zrób! Bo nikt życia za Ciebie nie przeżyje!
Kurna! (musiałam
:tak_trzymaj
co do norwegii to chyba na platformach wiertniczych tyle zarabiaja...
i uwierz mi, zawsze bylam ugodowa, sklonna do kompromisow, ale nie dzis. dzis chcialabym na zawsze zamknac ta ksiazke z napisem.... i zaczac na nowo. ale tak jak pisalam u mnie to jest bardziej skomplikowane. ale tez wiem, ze jesli nie zamkne wszystkich spraw to nie bede mogla normalnie zyc. a ja kiedys chce zaczac zyc i cieszyc sie kazdym dniem, tak jak kiedys to bylo. i choc dzis wydaje mi sie to nierealne, to dzieki WAM , tu na forum. wierze ze to jest mozliwe... ale dzis jest we mnie dr Doktor Jekyll i mr Hyde
...
Komentarz doklejony:
czy on nie powinien wam dać mieszkania zastępczego jeżeli będzie się was chciał ,,pozbyć ?.Ty już teraz /na wszelki wypadek/napisz pismo o lokal socjalny.
Komentarz doklejony:
Avenious - mam firme i to mnie trzyma przy zyciu, bo trzeba wstac i isc do pracy.. ale przez pierwsze dni, nie chodzilam do pracy bo nie bylam w stanie... wlasciwie to chcialam ja zamknac, bo bylo mi wszystko jedno, na szczescie otrzezwialam w pore.... przynajmniej w tej kwestii
dzieki za ostatni akapit... zabrzmi to idiotycznie,ale dzis ja jestem glowa rodziny... i moze dlatego ze nie mam swoich dzieci. martwie sie o rodzicow... o tez tam sie zlozylo ze teraz mieszkamy razem.... na co mi przyszlo... od 16 roku zycia mieszkalam sama. a teraz??? eh
a zamknac narazie nie moge, o czym pisalam powyzej... choc tak, tak bardzo chce zatrzasnac te drzwi!!!!! i mam nadzieje ze wkrotce to sie stanie. jeszcze raz dzieki..
Doskonale zrobiłaś, że oparłaś się na poradzie adwokata; Nie szkoda róż, gdy płonie las...Sprawa naprawdę jest trudna. To nie tylko zwykłe jego odejście.
Do tego jestem zdania, że nie powinnaś unosić się honorem w sprawie domu, nie teraz...Teraz to graj, jak zawodowa aktorka.. Staraj się jak najwięcej wygrać. On cię oszukiwał przez ileś tam lat, teraz ty przygotuj mu grecką tragedię... Może się da wynegocjować coś w sprawie podziału "majątku". Tylko zachowaj trzeźwość umysłu i pamiętaj; to już nie jest twój partner ani przyjaciel!! Jak to wszystko się skończy, to wtedy "zatrzaśniesz drzwi".
Pisz czasami co u ciebie.
Pozdrawiam
M.
Komentarz doklejony:
I wiesz co Isis? Ja też straciłam wszystko przez mojego ex.. Dom, firmę, wszystko!! Przyjechałam do obcego kraju, a właściwie na jego zupełne peryferie, nie znając dobrze języka, z jedną walizką... doprowadzona prawie do obłędu, myślałam tylko o tym, żeby zarobić i wrócić do Polski. Nawet działkę kupiłam w Polsce... ze ślicznym widokiem na jezioro. Tylko że po kilku latach, już mi się tak do tej Polski nie spieszy
strasznie bym chciala przeczytac co u Ciebie sie wydarzylo... Ale szanuje to ze nie chcesz juz o tym mowic.jestes (bylas) bardzo poraniona, ale jednoczesnie silna o czym psalam wczesniej. moze to wlasnie to miejsce w ktorym teraz zyjesz dalo Ci ta nowa sile. wlasnie ci prosci ludzie. proste prawdy. tak, chetnie bym dolaczyla do Ciebie. goraco Cie pozdrawiam i dziekuje
Cicho tu i spokojnie... Prom z lądu przypływa dwa razy dziennie, rano i wieczorem...Łatwo można się tu dostać tzw. powietrzną taksówką, czyli awionetką z lądu. Jeśli jednak jesteś "samochodem", jesteś skazana na prom. Na początku ryczałam jak bóbr, kiedy tu przyjechałam.. Teraz wgryzłam się w tutejsze zwyczaje, polubiłam sztormy, jesienne burze z gradobiciem i tęczę... Tutaj prawie po każdym deszczu na niebie występuje tęcza jak z jakiegoś żurnala...Nigdy w życiu nie widziałam tak wielkich, czasami podwójnych, kolorowych tęczy... Lubię to miejsce. Będę tu ile się da, a potem może wrócę do Polski.. Nie wiem.
Isis, bądź dzielna i walcz o byt swój i rodziców, ale nie popadaj w czarnowidztwo.. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
M.