| antyjudasz | 13. Październik |
| kitka22 | 13. Październik |
| Agata19851013 | 13. Październik |
| caro | 13. Październik |
| Ilona | 13. Październik |
#
poczciwy | 00:06:52 |
Julianaempat... | 02:13:58 |
Aga104 | 08:28:13 |
Runio | 09:49:46 |
Crusoe | 09:56:34 |
Witajcie bracia i siostry :-)
Od ujawnienia zdrady przez moją żonę mija szósty tydzień. Historia banalna jak większość tutaj. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie kobieta i powiedziała, że jej mąż i moja żona utrzymują kontakty. Na początku myślałem, że tylko sms, telefon, komunikatory itd. Sprawa toczyła się wokół gry. Wkurzające ale stosunkowo niegroźne. Tym bardziej, że mamy dwójkę małych dzieci. Im dalej w las tym więcej drzew. Po dwóch dniach żona przyznała się, że zdradziła. Koniec historii i początek walki. Od tego miejsca chciałbym podzielić się sposobami jak sobie radzić. Zanim jednak do tego dojdę to trzeba sobie w tym miejscu odpowiedzieć na ważne pytanie. Czego ja chcę i czego chce moja żona. Według rozmów, Ona żałuje, kocha mnie i chce być ze mną. Ja też ją kocham i też chcę być z nią. Dobry początek. Teraz dalej będzie w punktach co robimy i jak i co osiągnęliśmy:
1. Jedna rozmowa na temat technicznego aspektu zdrady i wystarczy.
2. Uświadomić sobie, że zawsze można się rozwieść.
3. Grzebać w przeszłości ale starać się czynić to z każdym dniem coraz mniej
4. Telefony są dostępne i leża na stole. Można w każdej chwili wziąć i popatrzeć.
5. Obopólna zgoda na terapię psychologiczną, jeśli będzie taka potrzeba.
6. Budować pomału relacje w kierunku miłości, szacunku, zaufania, pasji i szeroko pojętej namiętności.
7. Cieszyć się zwykłymi czynnościami razem.
8. Nie starać się zapomnieć, lecz wybaczyć.
9. Nie dłubać w przeszłości.
10. Każdy ma prawo do błędu i niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto niewinny.
Zasady dość proste i naprawdę jeżeli jest wola z obu stron to można sklejać poszarpaną relację. Oboje bardzo się staramy wyrzucić z naszego związku to co nas podzieliło. Dużo rozmawiamy o wspólnych radosnych wspomnieniach. Nie unikamy tematu przeszłości, ale nie rozdrapujemy ran. Dużo się przytulamy i mówimy o rzeczach miłych. Planujemy wyjazd bez dzieci (na razie z różnych względów niemożliwe, ale niebawem to uczynimy). Często dzwonimy do siebie i piszemy smsy. Z każdym dniem jest coraz lepie. Wszystko jest możliwe.
coś za bardzo lukrowany ten obrazek...
Człowiek jest trochę bardziej skomplikowany;
Kolega chyba informatyk, albo zdradzający ostro wcześniej;
Nie może rzucić kamieniem, bo nie jest niewinny
Nie znacie osób ani sytuacji, dlaczego więc zakładacie wadliwość scenariusza Tulfana?
Niektórzy potrzebują miesięcy, lat, a inni nigdy nie odbudują związku po zdradzie.
Każdy z nas jest inny, każdy ma inne potrzeby, możliwości i ułomności:-)
Tulfan, życzę powodzenia!
Wszystko pięknie tylko czy ten "dekalog" pisałeś sam? Jestem przekonany w 100% że tak. Wiesz jak to wygląda? To jest nasze chciejstwo, nas zdradzonych, że jeszcze możemy to uratować. Niejeden z nas myślał identycznie tak jak Ty. Niejeden doświadczył zdrady ponownie właśnie przez takie myślenie. Nie znam Twojej kobiety ale nie różni się ona pewnie od statystycznej niewiasty więc koniec końców jeśli zostałeś zdradzony tzn.
1. Nie kocha Cię już
2. Straciłeś na atrakcyjności
3. Gardzi Tobą
4. Nie szanuje Cię
5. Jest zakochana w tamtym
6. Jest w stanie zniszczyć rodzinę dla własnej przyjemności
Wybierz sobie coś ale z doświadczenia wiem, że spokojnie możesz wybrać wszystko. Nikt i nic nie zmieni jej nastawienia do Ciebie. Was już nie ma.
Istnieje możliwość, iż niewierna będzie sprawiała wrażenie, że Twoich 10 punktów jej odpowiada. To ucieczka gacha. Pewnie jest tak w Twoim przypadku. Siedzisz jednak na tykającej bombie zegarowej i może się zdarzyć, że gość znowu "zaatakuje". Wtedy masz powtórkę z rozrywki.
Mimo wszystko życzę Ci aby się udało.
Szansa jest jedna na milion.
Przemyśl to.
Cytat
Owszem i to jeszcze jak! Tak samo jak cynizm.
Widzę tutaj na portalu całe mnóstwo zarażonych, istna pandemia!
Tulifan, dobre rady muszą paść na podatny grunt, inaczej będą jak perły rzucane przed............, ale chęci miałeś dobre i to się liczy
Komentarz doklejony:
Cytat
Jelonek, to tylko Twoje doświadczenie, i nie wiem czy wiesz, ale wcale nie musi się pokrywać z doświadczeniami innych.
Jeśli nie masz niczego pozytywnego do zaoferowania autorowi, to dlaczego ładujesz go Twoimi fatalistycznymi wersjami wydarzeń, swoim negatywizmem?
A skąd tak naprawdę wiesz, że nic nie zmieni nastawienia niewiernej żony do autora postu? Masz szklaną kulę, wróżysz z fusów, czy masz nadprzyrodzoną zdolność przewidywania przyszłości, czy jak?
Może czasem należałoby oderwać się od swoich bolesnych doświadczeń, od swoich wyobrażeń na jakiś temat, by móc choć w miarę obiektywnie spojrzeć na życie i nie zarażać innych tym wspomnianym wcześniej malkontenctwem.
:tak_trzymaj
ja próbowałem podobnie, punkty 7,8,9 były identyczne
planów uzdrowienia było kilka, bo żaden nie działał
i tak skończyło się rozwodem i wyprowadzką
teraz znowu jesteśmy razem ale już jako dwoje niezależnych ludzi, którzy spotkali się ponownie
moim zdaniem nie ma powrotu bez zupełnego oddalenia, pewne rzeczy trzeba przemyśleć w "samotności", z dystansu
i generalnie jestem sceptycznie nastawiony do określeń typu: naprawa związku na podstawie jakiegoś tam planu (no nie auto ani komputer)
związek trzeba zbudować od nowa a nie go naprawiać, naprawianie to tak jak łatanie dziur w jezdni nową czarną plamą asfaltu bez wymiany podbudowy
no a żeby zbudować związek (z tą samą osobą) od nowa trzeba zakończyć aktualny
...
każda zdrada ma swoje podłoże, a generalizując (czego nie lubię) zdrada kobiety ma silne podłoże emocjonalne i opisać tego się nie da
mimo to dodałbym wieeeelki punkt 0 (kamień węgielny), czyli
0. Ustalić i usunąć przyczynę zdrady jakakolwiek by ona nie była.
Jeśli przyczyna jest nie do usunięcia to resztę można sobie darować.
Zaskakujący jest Twój optymizm w sytuacji, w której znalazłeś się całkiem niedawno. Albo jeszcze nie poczułeś tego walnięcia w czachę, albo poczułeś, ból przeszedł, a Ty myślisz , że to koniec. Że już nic nie zaboli
Ale zgadza się, często na początku myślimy, że to się da łatwo przełknąć. I że damy radę. Ale pragnę ostudzić Twój ponad normę wybujały entuzjazm- przygotuj się na zmiany. Przejdziesz jeszcze długą drogę, mniej lub bardziej wyboistą. I za pół roku zgłoś się, by pochwalić się, jak pięknie udało Ci się odbudować szczęście stosując się do swego dekalogu. Warto też, byś pogadał z tymi, którzy kawałek tej drogi przeszli. "Łatwo przychodzi wiara w to, czego się pragnie".... Czasem zbyt łatwo...
Ale po chwili myślę sobie: kurcze, facet wypracował jakiś tam sposób, żeby nie zwariować, cokolwiek dosyć szybko mu to poszło, ale, co tam, najważniejsze, że sobie radzi. I nawet jest zadowolony!
Żona, pewnie, jeszcze bardziej, że kuurestwo uszło jej płazem...
Czkawka na pewno się odezwie, ale po co się martwić na zapas...
:cacy
Wierzę, że te punkty, które wypisałeś pomogą Ci odbudować Twój związek. Życzę szczęścia i sukcesu. Miło przeczytać jakiś optymistyczny wpis na tym smutnym forum
Cytat
Jeśli przyczyna jest nie do usunięcia to resztę można sobie darować.
Niby tak. Terapeuci mają taki punkt widzenia;
Zamienił bym jednak ,,przyczynę" na ,,czynniki najbardziej predysponujace";
Warto, ale chyba największe predyspozycje są w nas samych i jest to cecha gatunkowo bardzo korzystna, więc jej nie wyeliminujemy; Ten, kto nie zdradza zwiększa szansę, że jego geny bezpowrotnie zaginą; staje się niszową linią na wymarciu; ślepą uliczką ewolucji
Tulfan nie przerobił tego co go spotkało, nie ma wiedzy i nie chce jej mieć, więc nie ma pojęcia z czym miał i ma doczynienia a przykłada życzeniowy schemat postępowania do szczególnego przypadku; o którym nic nie świadczy; autooszustwo ?;
Na miękko to jaja dobrze wychodzą, oby nie wyszły
Potem tacy głoszą jak fanatycy, wszem i wobec źle wyciagnięte wnioski;
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, sugestie, słowa wsparcia i próby dołowania. :-) Szanowni forumowicze. Rzeczywiście po mojej krótkiej opowieści trudno wnioskować o moich odczuciach i ich mocy, o tym co było przed zdradą i o samej mojej osobie. Wyszedłem z założenia, że wchodzący tu są lub byli zdradzani i płakanie nad fizycznym bólem myśli, nieprzespanymi nocami itd itp, będzie stratą miejsca, bo i tak wszyscy wiedzą. Otóż moi adwersarze: Mój (a konkretnie mój i żony) plan opiera się na po pierwsze - co da gadanie o przeszłości? Lepiej rozmawiać co trzeba zmienić w przyszłości. Po drugie - nie ma gwarancji sukcesu i to jest wiadome. Kolejna zdrada albo nie wytrzymam - rozstaniemy się. Ważne, że jest wola obustronna (zakładam, że szczera), że chcemy to sklejać. Co do wątpliwości niektórych z Was - Nie zdradzałem mojej żony nigdy i specjalnie nie jestem tym zainteresowany. A o sobie powiem krótko. Jestem optymista to raz. Dwa: Zamiast problemów widzę rozwiązania. A zatem trzymajcie kciuki wspierający, pesymiści obserwujcie. A ja Was będę informował w miarę na bieżąco co się dzieje. Jeśli ktoś zaś chciałby bliżej pogadać o realizacji mojego planu to zapraszam. PS. Nie jestem informatykiem :-)
Inna bajka to nadzieja, trzymamy się nieraz jej i głównie nią żyjemy. Nadzieja to dobra rzecz. Czasem myślę, że nadzieja to kobieta, lubi płatać figle w najmniej spodziewanych momentach i cytując za zgryzolowatym niewiele ma wspólnego z logiką.
, by się z nimi pożegnać.
:tak_trzymaj:tak_trzymaj:tak_trzymaj:tak_trzymaj:tak_trzymaj:tak_trzymaj
I chcielibyśmy byś dołączył do grona szczęśliwych wyjątków
(normą niestety jest, że się nie udaje)
a i fundamenty muszą być teraz solidniejsze niż na początku Waszego związku
(odpicowanie ścian, czy nawet ich przestawienie może nie pomóc)
ja bym takiego domu nie remontował ale postawił obok nowy, mniejszy skromniejszy ale nowy
do Twojego domu ktoś napluł przez okno, była to ślina toksyczna, coś zgniło, coś się zachwiało, jakiś smród dziwny się roznosi ...
...
sorki za te analogie budowlane ale ja już jestem po tym wszystkim i wiem, że u mnie nowa farba na ścianach nie pomogła
życzę Wam jak najlepiej, ale jak coś nie będzie wychodzić - nie próbujcie na siłę
Kto i czym ją zranił?
Komentarz doklejony:
Dodam tylko, że to wcale nie musi być rozgrywka zespołowa. Wystarczyło pewnie by ten knyp wyraził zainteresowanie jej osiągnieciami a Ty nie
Nieśmiało przebija się problem wzajemnych potrzeb i oczekiwań. To jest ta energia, którą można źle ukierunkować, można ją skupić w małżeństwie, poświęcić osobie spoza związku.
Tulfan tak pisze i coraz wyrazniej widzę, że praktycznie kompletnie nie wie z czym ma do czynienia. Może to i lepiej bo gdyby kiedykolwiek zdradę zobaczył a nie tylko się o niej dowiedział wszystkie 10 punktów wypieprzylby w diabły
http://www.zdradzeni.info/forum/viewthread.php?forum_id=4&thread_id=1178&rowstart=0
Warto przeczytać. Dla jednych to może być kościół, dla innych las, góry lub inne magiczne miejsce. Jeśli są chęci dwóch stron to warto próbować. Odwaga czy też desperacja może się opłacić, a przynajmniej nikt nie zarzuci, że się nie próbowało.
PS. Może czasami lepiej nie mieć pełnej wiedzy czy też świadomości z czym się walczy:-)
Jagoda... Tamten temat jest ciągle jeszcze aktualny i najbardziej mi się podobało jak Lili napisała by jej prochy wrzucić do oceanu
Ale wravając do tematu. Wydaje mi się, że dla Tulfana to by było chyba najlepsze wyjście. Najwyżej nie wypali i się facet zawiedzie > ale przynajmniej będzie wiedział na czym stoi.
Będę kończył. za godzinę muszę być w pracy a Tulfan pewnie śpi
Anulka43 - Nie moim zamiarem jest dawać uniwersalnych sposobów na poradzenie sobie z tą trudną sytuacją. Przedstawiłem tylko sposób jaki ustaliłem z żoną. Gruba krecha i zaczynamy od nowa. Albo wóz albo przewóz.
apologises - Zgadzam się. Zdrada to złożony temat i dotyczy wielu osób, sytuacji, zachowań, działań lub ich braku. Jednostronne piętnowanie zdradzającego (pomimo również mojego braku zrozumienia dla tego czynu) prawdopodobnie nigdy nie prowadzi do pozytywnego rozwiązania.
Jagnalesna i milord. Taki gest jak odnowienie przysięgi mamy już w planach, a gruba krecha to moim zdaniem podstawa podstaw początku.
Jagnalesna - z tym szukaniem pozytywów na zewnątrz to prawda, ale jest to trochę pójście na łatwiznę - po co starać się o dotychczasowy związek, skoro tu na talerzu jest inny człowiek, który spełnia w mig wszelkie oczekiwania. Moim zdaniem funkcja kochanka to hologram. A co jak kochanek już przeleci żonę, męża itd to co? w 99% wypadków zwija ogon pod siebie i wraca do swojej rodzinki. Żenada.
rekonstrukcja - nie były to jakieś spektakularne wyczyny, ale dla żony mogły być przykre.
Reasumując. - Moim zdaniem, jeśli jest naprawdę szczera wola obu stron i jest uczucie, to reszta jest sprawą ciężkiej pracy obojga. Ciężkiej codziennej pracy. Na razie w moim związku ciężko codziennie pracujemy. Wątpliwości niektórych z Was są i moimi wątpliwościami, ale tylko idiota nie wątpi. Przed nami kolejny dzień walki :-)
Cytat
Inna rzecz : Nie bez powodu nawiązałam do tej gry w farmę, czy wiejskie życie. Jestem zdumiona, że w ogóle komuś mogło przyjść do głowy, aby akurat przy tego typu grze nawiązać flirt i przerodzić go w romans. Tam nie ma absolutnie żadnych podtekstów erotycznych. Uprawia się różne roślinki, plony przetwarza w produkty spożywcze i przemysłowe, karmi zwierzęta, wykonuje misje polegające na uprawie i magazynowaniu ciast, balsamów, kulinarnych dań, itp. Ma się sąsiadów, którym pomaga się przy kompletowaniu zamówień, albo części do budowy jakiejś maszyny. Jest to całkowicie niewinna gra, substytut pracy w gospodarstwie rolnym. Gra dla dzieci, w którą dla odprężenia bawią się też dorośli. Sama się przy tym relaksuję, stąd wiem. I wierz mi Tulfan , pojęcia nie mam, jak można grając w tę grę nawiązać romans. Bo to jest równie absurdalne, jak szukanie prezerwatyw w sklepie z artykułami dla niemowląt. Ale widocznie , jak ktoś ma potężne parcie, to i w zabawkowym wyszuka sobie lalkę do kopulacji.
Oczywiście, że tak! Nie bierz ludzi swoją miarą - to podstawowy błąd. Ludzie uwielbiają chodzić w życiu na skróty, wybierają proste rozwiązania dostępne od ręki. Uprawiają konsumpcjonizm na co dzień. Zepsuł się sprzęt to zamiast naprawić (bo może to tylko kwestia zagubione śrubki) lepiej kupić nowy w sklepie za rogiem. Takie schematy przenoszą na relacje z ludźmi. Coś szwankuje w związku to lepiej zakończyć temat, bo w sumie kolega w pracy wydaje się ciekawy.... Dodatkowo jak stygną emocje w związku to trzeba je "podbić":-) Oczywiście mocno to przerysowałam, ale niestety takie schematy widzę na co dzień.
Rekonstrukcja... Wydaje mi się, że jak ktoś szuka to znajdzie. Tulfan, pytanie do Ciebie dlaczego szukała?
Komentarz doklejony:
Powierzchowność relacji to dzisiejsza plaga. Nie jest śmiertelna, więc nie mówią o niej w mediach:-(
Jagoda. Sęk w tym, żeby mieć w sobie trochę siły aby trudności zwalczać a nie wymieniać na nowe. Ale ta cecha dotyczy tylko niewielu ludzi, jak myślę. Jagoda. Jestem daleki od tego aby generalizować. Ja mam taką psychikę, ktoś ma inną. Jeden sobie radzi z czymś, inny nie. Ja wybrałem taką drogę, ktoś może mieć wątpliwości, lub ją negować. Odpowiadam. Czego szukała? Wydaje mi się, że tego co jest teraz między nami. Rozmowy, zainteresowanie, współdzielenie najprostszych czynności. Spędzanie czasu razem a nie obok. Niestety nie jestem tu bez winy. Musiałem przewartościować trochę priorytety i na razie jest ok. Co do powierzchowności relacji to w dziedzinie zdrady jest to dość proste. Facet szuka słabych punktów w dotychczasowym życiu kobiety i poprzez to doprowadza do seksu. A potem to już emocje opadają, Z relacji żony kochanka mojej żony wiem, że on już kilkukrotnie zdradzał i zawsze się zakochiwał do bzyknięcia. Żal mi i gościa a tym bardziej jego żony. Niemniej trzeba być dobrej myśli bo to nic nie kosztuje. A najwyżej się rozwiedziemy i już. A było już milimetr od rozwodu....
Może z racji mojej niepokornej duszy, sądzę, że kolory naszego życia zależą od nas.
Jeśli wiesz czego szukała to już duży krok. Powodzenia!
Jagoda - zdanie miesiąca (przywłaszczam sobie) - kolory naszego życia zależą od nas :-)
Jeśli siła i odwaga jest po naszej stronie to zarówno łatwiej nam odbudować/przemodelować nasz związek, jak również go skutecznie zakończyć.
Każdy coś w życiu bezpowrotnie traci (ja np. przyjaciółkę:-), albo jest krok od straty. Ta świadomość może wywołać spastyczność mięśni i uniemożliwić jakikolwiek ruch, albo pobudzić do działania. Ja wolę wierzyć, że mamy siłę sprawczą i energię (która czasem tryska uszami a czasem trzeba ją odkurzyć) i nie powinniśmy mieć zahamowań aby jej używać:-)
To, że zasady które przedstawił na portalu Tulfan, w innych konstelacjach pojawiały się wcześniej to tylko potwierdzenie, że pomimo tego, że jesteśmy inni, relacje mamy inne, źródła zdrady są inne to, czasami działamy podobnie.
Każdy czegoś chce. A kto nie chce szczęścia?:-)
Komentarz doklejony:
Każdy ma dostęp wyłącznie do swoich emocji (a niektórzy i w tym się gubią). Tuflan przyjął wersję żony i w to wierzy. W innym przypadku scenariusz naprawczy byłby niezasadny i nierealny.
Komentarz doklejony:
apologies - Dzięki. Twoje słowa niosą otuchę i pomimo ciągłych czarnych myśli, mam punkt zaczepienia. a to już dużo. Znikam na weekend z żoną i dziećmi. Odezwę się w poniedziałek. Niech moc będzie z Wami i ze mną
Może jednak gdzieś w głębi duszy chciałabym zobaczyć? Żeby uwierzyć że wszystko ma sens...
Jednak dziś jak mam ochotę na spacer po innym wymiarze, to włączam sobie film z gatunku sciense fiction. Czy wierzę w to co widzę na ekranie? Nie... Ale mam w pełni zaspokojone moje poszukiwanie wrażeń i emocji.
Podobnie nie wierzę w naprawę związku po zdradzie. Jednak za każdym razem jak ktoś pisze i wciela w życie plan naprawczy, to gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, ze może w końcu mu się uda! Może w końcu się okaże, że to co widziałam w życiu, z czym się zetknęłam, co dane było mi przeżyć, to nie aksjomat... Bo gdzieś jest wymiar, istnieje, tylko mnie nie było dane go namierzyć, z jakiś powodów pozostał dla mnie w sferze fikcji.
I proszę tutaj nie poddawać w dyskusję moich predyspozycji, zdolności, czy w ogóle kwalifikacji... Naprawdę nie jestem zbyt głupia, brzydka, beznadziejnie niezaradna i zaniedbana... Swiadczyć może o tym fakt, że przez lata mojego związku ze zdradzaczem miałam okazję do odwetu i to nie jedną. Nie zrobiłam tego, choć Bóg mi świadkiem, że często łykając łzy odczuwałam samotność nie mniejszą, niż Curiosity na Marsie. Dlaczego tego nie zrobiłam? Bo naiwnie wierzyłam, że moja miłość go uzdrowi, sprawi że się ocknie i przestanie zdradzać... Bo jeśli ktoś kocha naprawdę, to nie zdradza
Dla mnie zdrada to niestety bardzo poważna sprawa.. To świadczy o braku właściwie wszystkiego w związku. Od poczucia więzi z drugą osobą, po całkowity zanik obawy o jej stratę. Czy można takie "drobiazgi" odbudować? Podobno można, tak słyszałam... Bo osobiście nie widziałam, niestety...
Ostatni przykład? Moja przyjaciółka, nazwijmy ją Monika. Mąż ją zdradził po roku małżeństwa. "Pracowali" nad związkiem bardzo mocno, z wizytą w poradni włącznie. Pełen sukces!
Minęło 13 lat i właśnie się rozwodzą... Mąż zakomunikował jej, że jednak to była pomyłka! Właściwie powinien odejść wtedy, te lata temu. Zrozumiał to teraz, kiedy spotkał na swojej drodze miłość swojego życia.
Koleżanka Monika w pełni załamana... Chyba bardziej tym, że nie ma już nad czym pracować i kogo uszczęśliwiać, udowadniając światu, że jednak można...
Tym nie mniej będę kibicować autorowi wątku, taka jest natura człowieka.. nie cofa się przed niczym, żeby wciąż zdobywać nowe doświadczenia. Do tego potrzebna jest wiara.
Nie będę też dawać rad... Autor ma tyle własnych, że na starcie wystarczy...
Ja tylko napisałam własne przemyślenia na poważny temat, jakim jest zdrada. Bo to nieprawda, że trzeba brać winę na siebie gdy do niej dojdzie. Zdrada jest zawsze wyborem drugiej strony... To jej nie chciało się analizować czego brakuje wam w związku. To stronie zdradzającej wystarczył "skok w bok" by się poczuć dowartościowaną... Po co się starać, coś naprawiać, o coś walczyć... Sprowadziła (ta osoba) całą wartość tego co łączy dwoje ludzi, do chwili brudnego seksu w używanej pościeli, gdzieś w podrzędnym hoteliku.
Nawet często nie chciało się jej zakomunikować swojemu mężowi/partnerowi, że coś się dzieje, że trzeba bardziej się starć o związek... Skok w bok i gitara, jak mówi Ferdek Kiepski.
Jednak to dzięki ludziom którzy chcą walczyć o naprawę związku mimo wszystko, miłość ma chyba w ogóle jakiś sens...
"Kto kocha naprawdę, będzie kochał zawsze. Gniew zmieni w kochanie, a zdradę w niepamięć"...
Mam nadzieję , że to właśnie wam się uda....
Z pozdrowieniami
M.
Może inny tekst wybierz jednak
Powodzenia!
To tylko przykład jak to zwykle działa, nie wiem jak to wygląda w przypadku Twojej żony.
Ja Cię podziwiam za Twój optymizm i sposoby na radzenie sobie po zdradzie. Bo ja w takiej sytuacji poradziłam sobie sposobem zakończenia kontaktów. Boję się pomyśleć jakie emocje by mną dziś miotały gdybym właśnie próbowała Twoimi sposobami odnaleźć szczęście u boku mojego zdradzacza. Odnajduję je zdala od niego, z czasem wychodzi mi to co raz lepiej i lepiej.
Szczerze życzę Tobie i żonie powodzenia i zdrowego optymizmu
Założenia masz słuszne: chcesz walczyć. Teraz przetrawiasz psychicznie coś, co można nazwać "małym zwycięstwem", czyli- "A jednak została ze MNĄ. Nie z nim, tylko ze MNĄ". Żałuje i chce się poprawić. Pracujemy!!!"
Na tym etapie nie pozostaniesz na wieki, bo "wszystko płynie"
Mam nadzieję, że nie jesteś typem "optymisty", który tryska entuzjazmem i humorem wtedy, gdy wszystko idzie zgodnie z jego planem, a kiedy przychodzi pierwsze rozczarowanie i niepowodzenie- popada w czarną rozpacz? Obyś nie był!!! Trzymaj się!
Kolejny tydzień przynosi kolejne kroki w dobrym kierunku. Myślę, że jesteśmy naprawdę na dobrej drodze. Ale życie zweryfikuje. Dobrej nocy wszystkim. Czasem tylko noc przynosi chwilę wytchnienia prawda? :-)
Komentarz doklejony:
Witajcie,
Jak na razie "dekalog działa" :-) Poza jednym podpunktem, nad którym pracujemy, wszystko idzie dobrze. Uda się :-) Będę informował na bieżąco. Jeśli kogoś interesowałyby szczegóły to zapraszam na priv :-)
Komentarz doklejony:
Kolejne dni przynoszą coraz więcej pozytywów. Czuję się coraz lepiej. Może to i huraoptymizm, ale jest nieźle. Oboje się staramy i coraz mniej czarnych myśli. Czy są jeszcze jakieś czarne etapy przede mną?
na moje oko to masz jeszcze wszystkie etapy przed sobą
to o czym piszesz i jak piszesz jest dla mnie tak niewiarygodne
że mogło zrodzić się tylko w jakimś nie-bardzo-trzeźwo-myślącym umyśle (sorki, ale tak to odbieram)
chyba nikt z nas rogaczy forumowych nie przeszedł ze zdradą żony do porządku dziennego tak jak Ty
jedynym wytłumaczeniem może być Twój trwający amok lub to, że sam masz coś na sumieniu a ten wyskok żony traktujesz jak wyrównanie rachunków
jeśli tak, to OK ale nie powinieneś wtedy szukać rad na tym forum
(bo tu trafiają ludzie naprawdę potrzebujący pomocy będący na skraju nerwowego załamania)
jeśli cokolwiek miałbym radzić to to, żebyś napisał tu za pół roku jak się sprawy mają
Jeśli piszesz o etapach, to napisz o jakich. Wszak o to prosiłem
Nigdzie nie napisałem, że przeszedłem do porządku dziennego ze zdradą żony. Po prostu fakt zaistniał, staram się (staramy się) unikać w przyszłości podobnych błędów. Przykro mi, że nie pławię się w nieszczęściu. Moja natura jest nieco inna. Nie patrzę na problem ale na cel.
Twoje wytłumaczenie mija się z prawdą w odległości kilku tysięcy lat świetlnych, ale jest tylko potwierdzeniem, że na tę samą sprawę można popatrzeć z różnych stron.
Skąd CI wpadł pomysł, że szukam rady? Po prostu się chciałem podzielić swoim spojrzeniem na moją sprawę i sytuację. Jak mniemam, nie jest to zabronione. I to mi pomogło.
Z chęcią napiszę również i za pół roku i mam nadzieję, że Cię rozczaruje dobrymi wieściami.
Pozdrawiam i życzę optymizmu pomimo wszystko.