Anetastp | 00:27:53 |
heniek | 02:57:07 |
Julianaempat... | 04:56:53 |
soighlah | 06:32:34 |
Edek_2 | 07:01:58 |

W sumie nie wiem za bardzo od czego zacząć... pierwszy raz w życiu korzystam z tego typu 'pomocy'. To może od początku. Jesteśmy w związku ponad 8 lat z tego 2 lata jesteśmy małżeństwem. Historia normalna aczkolwiek romantyczna- najpierw wielka przyjaźń, z czasem mocniejsze uczucie, potem wielka bezinteresowna miłość. Nie było łatwo. zarówno ze strony moich rodziców jak i teściów nie mogliśmy liczyć na żadną pomoc- nie żeby byli nie w porządku czy patologiczni po prostu normalni ludzie, którzy sami lekko w życiu nie mieli. Cieszyły nas dosłownie pierdoły- zakup kosiarki czy lodówka na raty. życie jak życie. Nigdy nie byłam materialistką, cieszyły mnie małe rzeczy, ale najbardziej chwile z moim ukochanym , bo dzięki niemu wierzyłam, że moje życie ma sens. Wiem to wszystko brzmi jak jakiś banał, ale przez całe swoje dorosłe życie myślałam, że pana boga złapałam za nogi, bo przecież nieważne jest jak długo dochodzi się do jakiegoś statusu materialnego, ale ważne jest, że brnie się w to razem bez względu na wszelkie przeciwności. Może za bardzo wyidealizowałam swojego małżonka- być może, ale zawsze widziałam w nim człowieka uczuciowego, uczciwego ponad miarę, honorowego i zdolnego. Był on ostatnią osobą na świecie, którą podejrzewałabym w ogóle o taką przygodę. Do rzeczy. Po 4 latach związku zaczęliśmy starać się o dziecko. Trwało to ok. 2 lat- nikt z nas się nie badał bo po co? jesteśmy młodzi, bez nałogów, do szczęścia brakował nam tylko raczkujący berbeć. Wreszcie ( po regularnych wizytach u mojego ginekologa, który nie widział za bardzo przyczyn niepłodności u mnie) namówiłam męża na badania. Wyniki były dla nas szokiem. Okazało się, że mąż jest na granicy bezpłodności. Potem okres załamania, chłód w łóżku- pomimo moich zapewnień, że ta sytuacja nie zmieniła moich uczuć- mój mąż zamknął się w sobie. Starałam się nawet umówić go na rozmowę ze specjalistą, bez skutku. Szczególnie ważne to dla mnie było, gdyż za 3 miesiące badania należałoby powtórzyć- dla pewności. Argumenty nie docierały do mojego najukochańszego. Kiedy wydawało mi się, że wszystkie opcje mamy obgadane, wszystkie za i przeciw on najprościej w świecie mnie odrzucił. Czułam się taka samotna. Przyzwyczajona do jego ciągłej obecności, rozmów, miłych uniesień w łóżku i poza nim, nagle straciłam sens. Teraz odnoszę wrażenie, że jego miłość właśnie wtedy wygasła. W tamtym momencie. Kiedy szykował się do wyjazdu w interesach na 2 tygodnie dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że kocham go ponad życie i nawet gdybym wiedziała o jego problemach przed ślubem i tak byśmy go wzięli. To chyba ta miłość bezwarunkowa tak myślę. Przeżyliśmy cudowne chwile. Wydawało mi się, że jesteśmy już na właściwych torach, aż do jego powrotu.... z człowieka, który o mnie codziennie zabiegał -pisał dzwonił bez konkretnego powodu- stał się chłodnym egoistą. Każdej kobiecie w takiej chwili zapala się czerwona lampka, nie powiem nawet przemknęło mi przez myśl, że mnie zdradził, ale to była jakaś odległa absurdalna hipoteza. Wszystko zrzucałam na karb pracy i obowiązków. Smutno mi było patrzeć jak gaśnie. A gasł w oczach.Zaczął palić, coraz więcej pić, nie wspomnę o relacjach w łóżku- był taki zimny, ostry, taki nieswój. Przepłakałam wiele nocy. W końcu jako kobieta silna niezależna wzięłam sprawy w swoje ręce. Była piękna ciepła gwieździsta lipcowa noc . Przeddzień naszej rocznicy ślubu. To właśnie wtedy mój mąż łaskawie o wszystkim mi opowiedział. O 3dniowym romansie z kobietą, która jak on to twierdzi zawróciła mu w głowie. To był szok i niedowierzanie- jak straszny sen z którego nie mogłam się obudzić. Serce pękło mi na pół. Jak można spieprzyć najpiękniejszy czas w swoim życiu? Przekreślić te wszystkie piękne chwile? Cierpiałam jak nigdy,ale musiałam wiedzieć jak do tego doszło. On mechanicznie i bez namysłu odpowiadał na moje pytania. Bolało okropnie. Najgorsze jest to, że w całym moim życiu kierowałam się pewnymi zasadami . Uważałam się za silną i mądrą kobietę, który w życiu nie pozwoliłaby sobie na taki numer, a co ja zrobiłam? Wybaczyłam. Wydawałoby się, że w takiej chwili znienawidziłabym go do granic możliwości, ale nie potrafię. Wciąż kocham go ponad siłę. Tłumaczę go i jego postępowanie. Próbuję zrozumieć frustrację, a sama czuję się jak śmieć. Bo co ze mnie za żona, która nie potrafi utrzymać przy sobie męża? Co dała mu tamta kobieta czego nie miał przy mnie? Można dać coś więcej? Schemat z pozoru jak każdy inny- jednak nie. Mój mąż otóż po całej tej przygodzie wcale nie utwierdził się w uczuciach do mnie. Nie błagał o przebaczenie, nie zapewnił mnie, że ta historia może się powtórzyć, nie powiedział, że kocha mnie jak nikogo na tym świecie-tak jak miesiąc wcześniej. Otóż powiedział, że nie wiem co do mnie czuje, ale wie na pewno, że nigdy nie spotka nikogo takiego jak ja. Poprosił o miesięczną separację, żeby mógł odzyskać szacunek do siebie i upewnić się co do uczuć do mnie. Zapewnił mnie jedynie, że jest to mu potrzebne, że pamięta o tym co nosi na palcu i nigdy nie chce ściągać tej obrączki. Jakiś kosmos. zgodziłam się. Rozsądek mi podpowiada, że już nigdy nie powinnam mu zaufać, ale jakbym teraz mu nie zaufała nie miałoby to najmniejszego sensu. Chcę to naprawić. lecz z drugiej strony nie chcę prosić się o miłość. Czuję się odrzucona i oszukana. Przez ostatnie dwa tygodnie żyłam wschodami i zachodami. W przeciągu tygodnia schudłam kg. Mało co jadłam , spałam po kilka godzin na dobę, wierząc, że obudzę się przy nim jak dawniej, on otworzy oczy wiedząc, że na niego spoglądam, pocałuje mnie słodko i powie jak zawsze: miłego dnia skarbie! Czy można przestać kogoś kochać ot tak? Nie wierzę w takie rzeczy. Co takiego zrobiłam, że mój ukochany jest tak zagubiony w uczuciach co do mnie? Czy jestem aż tak głupia i naiwna? Jestem teraz tak zagubiona. Nie mam z kim o tym porozmawiać. Nie chcę wtajemniczać mojej rodziny w ten temat, żeby nie zniszczyli go psychicznie, bo (jest jakaś iskierka nadziei) przecież czas leczy rany i może nam się ułożyć? Zdaję sobie sprawę, że to już nie będzie ta sama miłość. Wiele wody w rzece upłynie zanim znowu zacznę mu ufać. Czy biorę pod uwagę porażkę?Oczywiście. Tylko boję się, że już nikt nie będzie chciał tak popranej osoby jak ja, bo mój mąż nie tylko zniszczył sielankę, w której tkwiliśmy, ale także zniszczył moją osobowość, moją kobiecość, atrakcyjność. Jeśli można czuć się jak zero to właśnie tak się teraz czuję. Co chwila zerkam na zegarek jest coraz później, a jego nie ma. Moimi myślami targają straszne rzeczy- co teraz robi, z kim? przecież jest niedziela. Z drugiej strony ta kwestia resztek zaufania. Sama nie wiem. Nie liczę na to, że ktoś mi pomoże tutaj, samo to ,że przeczytaliście to do końca świadczy o tym, że próbowaliście brnąc w moją historię za co dziękuję. Może ktoś jest w podobnej sytuacji? Straszne to jest, ale za razem pocieszające, że nie tylko mój świat się zawalił. Dziękuję...
Kryzys wdarł się w Wasze życie i zanim się zorientowałaś znaczna część Waszego świata budowanego wspólnie i mozolnie została spalona. Byliście zgranym teamem, RAZEM budowaliście świat rzeczy codziennych... Dlaczego przestaliście się wspierać? Kryzys nie pojawia się z dnia na dzień, to proces...
Czasami miłość jednej strony nie wystarcza...
Oczywiście, że nie mamy wpływu na postawę partnera w problemowej sytuacji. Każdy reaguje inaczej. Natomiast przy zachowaniu miłości, bliskości i lojalności, partnerzy mogą się wzajemnie "kalibrować" i wspierać. Dlaczego u Was relacja MY uległa postawie JA?. Nie wiem. Nie wiem również czy postawa "poczekam" jest najlepszą z możliwych...
Jego zamknięcie się na Ciebie, unikanie bliskości, to symptomy świadczące o głębokiej ranie spowodowanej druzgocącą go wiadomością.
Jest oczywiste, że ta wiadomość zmieniła jego życie, sposób w jaki myśli o sobie. W jego pojęciu nie jest już pełnowartościowym mężczyzną a jedyną osobą jaka zna jego tajemnicę jesteś Ty.
Ona tego nie wie, zatem w jej oczach jest "lepszy", a przynajmniej tak się czuje, stąd jego wybór. Nie doszukiwałabym się tutaj żadnych innych powodów.
Jego zdawanie relacji ze skoku w bok wyglądało tak jakby chciał Cię celowo zranić, byś ostatecznie go znielubiła i uznała w końcu za nieprzydatnego.
W mojej opinii nic jeszcze nie jest przesądzone. Czas na refleksje jest potrzebny Wam obojgu.
Cytat
Daj spokój jasta! A cóż to zdanie, utrzymać męża przy sobie
Ty jesteś w porządku, zatem nie ma powodu czuć się jak śmieć.
I nie o Tobie świadczy jego skok w bok. Raczej świadczy o tym, że mąż nie potrafi pogodzić się z faktami.
Nie wie jednak o tym (nie dociera to do niego), że fakty choć bolesne nie zwiastują przecież końca świata ani dla niego ani dla Was.
Tak widzę postawę Twojego męża dla niego wiadomość o bezpłodności była ciosem. Najzwyczajniej w świecie widział że sama nie odejdziesz więc najzwyczajniej w świecie najpierw obojętność, później zdrada. Czy zauroczenie? Nie bardzo to widzę trzydniowy romans (doopczenie) to nie zauroczenie to pretekst.
Zdradzaczy/zdradzaczki można podzielić na dwie podstawowe grupy:
1 to takie okazy które żywemu nie przepuści (chyba że ucieknie na drzewo a i wtedy rzucają kamieniami może spadnie)
2 to tacy którzy angażują się w romansy (jak ja kuźwa nie lubię tego określenia) więc lepiej układy długookresowe.
Jak widać z wcześniejszego zachowani mężusia do pierwszego raczej nie pasuje do drugiego też nie bardzo. Co zostaje. Sama pomyśl. Nie przewidział jednego. Wolał by abyś go znienawidziła i odeszła tylko drobny problem. Nie znienawidziłaś nie odeszłaś. Jedyne co zrobił to potwornie Ciebie zranił. Głupie niedojrzałe. Ale cóż czasami ludzie tak rozumują. Gdyby się zauroczył trwało by to nie 3 dni ale 3 m-ce. Gdyby był recydywistą nie był by to pierwszy taki numer. Najzwyczajniej w świecie baran widzi jakie zrobił świństwo.
Ewakuował się mentalnie ze związku bo myślał że to wystarczy nie wystarczyło dorzucił zdradę. Tylko to też nie wystarczyło. Jedyne co zobaczył to że zranił Ciebie. Teraz też ma nadzieję że odpuścisz.
Kilka rad: sprawdź czy aby to na pewno separacja a nie "wycieczka" do innego ogródka, czy aby to na pewno 3-dniowy wyskok. I jedno najważniejsze. Jeżeli na powyższe zdanie odpowiedź będzie zadowalająca. Niech zacznie być facetem a nie miękką fajurą. Takie rzeczy się zdarzają. Bezpłodność to nie koniec świata. Podstawą ratowania związku PO jest postawa zdrajcy a nie chęci zdradzonego. I ON MUSI TO ZROZUMIEĆ. Jeżeli nie zrozumie trudno. Potrzebny Tobie ktoś taki?
Cytat
Ojciec i teść wojskowi/funkcjonariusze?
Wysnuję własną hipotezę - byłem w podobnej sytuacji i teraz ja to widzę tak. Wkroczyliście razem w dorosłe życie. Nie wiem, jak jest w Waszą atrakcyjnością, ale czasami jest tak, że gdy facet jest brzydal to kombinuje sobie tak: na ekstra laskę mnie nie stać, to sięgnę po to co mogę sięgać, po zwyczajną dziewczynę, z którą założę rodzinę, będę miał dom, dzieci.
Sprawy bytowe zaczynają się powoli układać, więc przychodzi taki czas, że młoda żona mówi: czas na dziecko!!!!
Znikają zabezpieczenia, seks jest często, czasami jak w zegarku... na początku facet może nie narzeka, bo kto by narzekał, gdy ma seks na maksa i bez gumek :brawo
Potem konsternacja, że jednak za dużo tego seksu, że jest na rozkaz i na zawołanie, żona niczym haus-gestapo - a w sumie nikt nie chce być seks maszyną do robienia dzieci.
Czujemy się trochę przy tym wypluci, a gdy jeszcze ukochana zmusza nas do testów jakie uważamy za uwłaczające nam na honorze :rozpacz - to rodzi czasem bunt. W dodatku dziecko nie pojawia się, mijają lata - w związku pojawia się nuda i rutyna, a może i stres wobec presji, pretensji i nacisków o dziecko. Więc zamiast nadal robić dzieci, facet sięga po relaksujące go używki - ucieka w praktyce z domu w alkohol, choć jest pod ręką:
Cytat
Być może poczuł się narzędziem wykorzystywanym do zrobienia dzieci, może nie dość dobrym, nie dość męskim, nie dość skutecznym. Frustrujące - to i to, co robimy poprzez frustrację, staje się zimne, ostre, robione "na odpier*ol".
On kiedyś z dużym prawdopodobieństwem uruchomił w sobie, nota bene bardzo dobry program: "WYSTARCZAJĄCO DOBRA dziewczyna na żonę", i przez cały czas się tego trzymał.
Teraz jest jeszcze kwestia jego doświadczeń łóżkowych z kobietami?
Cytat
Zaryzykuję tu twierdzenie, gdy wyjawię, że seks z kobietami - każdy jest inny. Sporą rolę odgrywają geny, ta nasza chemia, oraz hormony. Seks z jedną dziewczyną - a po takim seksie człowiek jeszcze przez godzinę czy dwie jest jak na haju pełny endorfin - a z inną, to jak pozbawiająca sił i energii orka po ugorze, i nie ma się ochoty na więcej, coś niczym gwałt na własnej duszy.
Ciało, jako maszyna biologiczna, reaguje na chemię drugiego człowieka, czasami jest to chemia lepiej dobrana, czasami gorzej. Gorzej, gdy gorzej - bo gdy się powiedziało A, to się trzeba było żenić, a po nocy poślubnej, nie jest tak fajnie jak pisali w książkach
Gdy facet ma żadne doświadczenie z kobietami, lub małe - z czasem może się pojawić w jego głowie dzika myśl: "Czy ona jest WYSTARCZAJĄCO dobra" dla mnie, "czy ja jestem dla niej WYSTARCZAJĄCO DOBRY"? "Czy z inną kobietą seks nie byłby bardziej odlotowy?"
W wariancie pierwszym, gdy mężczyzna postawi sobie taką wątpliwość, może się skusić na testowanie przez zdradę - czy faktycznie, z żoną jest dobrze, czy może z kochanką lepiej?
W wariancie drugim, może się trafić desperat jeden na milion, który nie pomyśli, ale zrobi: "ona będzie szczęśliwa, gdy będzie mogła mieć dziecko" - "ale przecież nie ze mną - bo ja nie pasuję do jej genetyki, więc trzeba coś zrobić, tylko co?" - by to się mogło stać. Stop. Tak może on wcale nie myśleć - ale tak może uważać jego podświadomość, więc tak nim pokieruje, by prawom naczelnego imperatywu genetycznego stało się zadość - by były dzieci.
Zgodnie z tym prawem, podświadomość Twojego męża prawdopodobnie pchnęła go ku zdradzie, jako metodzie dzięki której się rozejdziecie, gdzie z nowym silnym mężczyzną będziesz mogła urodzić zdrowe i silne dzieci.
On teraz poprosił o miesiąc przemyśleń, bo nie bardzo wie, co ma robić. Gdy zostawi żonę i wyjdzie na świnię - będzie się z tym czuł fatalnie, pełen wyrzutów sumienia. Ale jego biologia ciała może jeszcze mówi mu, że seks z tą hienką co go wyrwała, może był biologicznie super/lub gorszy - więc nie/chciałby mieć tej rewelacji więcej. Jest między młotem a kowadłem - między powinnością, a męskimi pragnieniami.
Może jest tak, że pomiędzy Was wkroczyła natura, chcąc teraz rozdzielić błędny dobór, byś mogła mieć dzieci.
U mnie zdarzyło się tak, że moja EX miała orzeczoną niepłodność, problemy z tarczycą, zespół policystyczny jajników i okres raz na pół roku - no way out?
Kilka miesięcy po rozwodzie, gad musiał się żenić, a EX urodziła zdrowego chłopca, a wszyscy łącznie z nią są w głębokim szoku, ale szczęśliwi :szoook
Kolega - miał orzeczoną bezpłodność. Żona go zdradzała - rozeszli się. Poznał potem dziewczynę, ożenił się, za moment szok - ona w ciąży, a on z orzeczoną bezpłodnością ma dziecko.
Tak działa matka natura. Jak coś w jednym przypadku nie działa, w drugim czasami wystarczy że dotknie z wiatrem i już dziatwa biega :brawo
Jak to mówią, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jeśli się rozstaniecie, trafisz na swego co zadziwi Cię w łóżku, zapewniając liczną gromadkę dzieci.
Jak się nie rozstaniecie, bo rozsądek zwycięży - to będziecie żyć dalej, popełniając wzajemnie kompromisy, takie - jakie wszyscy musimy w związkach popełniać.
Wielu ludziom wydaje się, że okres starania się o dziecko dla faceta ( tu twoja hipoteza) to koszmar. Zanim się na to oboje zgodziliśmy przeczytałam setki artykułów na ten temat, żeby właśnie najpiękniejszego okresu naszego życia nie przeistoczyć w beznamiętny seks z zegarkiem i termometrem w ręku
Komentarz doklejony:
Zapomniałam jeszcze dodać do swojej wypowiedzi kwestii uwłaczających badań dla faceta. Powiem tylko tyle- facet raz praktycznie w swoim życiu przechodzi takie badania, w osobnym pomieszczeniu przeznaczonym do tego celu, jak chce może wejść z partnerką, żeby mu pomogła, a nie świeci jak my kobiety pipą kilka razy w roku przed obcym facetem. Uwierz mi nie jest to jak wizyta u denstysty
Cytat
Próbuję zrozumieć frustrację, a sama czuję się jak śmieć.
Tylko boję się, że już nikt nie będzie chciał tak popranej osoby jak ja, bo mój mąż nie tylko zniszczył sielankę, w której tkwiliśmy, ale także zniszczył moją osobowość, moją kobiecość, atrakcyjność. Jeśli można czuć się jak zero to właśnie tak się teraz czuję.
Jednym z istotnym problemów każdego związku jest to, że podświadomie chcemy być w nim najważniejsi. To zachowanie naszego partnera upewnia nas o tym, albo tej pewności pozbawia.
Jestem pewien, że Twoje poczucie braku kobiecej atrakcyjności jest chwilową iluzją, bowiem dla mnie np. już jesteś bardzo atrakcyjną kobietą, z którą można prowadzić normalny dialog bez wyrywania sobie oczu,
Jeśli jeszcze potrafiłaś dla męża się poświęcić w kwestii brakującego macierzyństwa, to dla mnie jesteś niesamowita - bo jako były mąż swojej żony z takim problemem, wiem jakie to cierpienie dla kobiety, nie móc mieć dziecka.
Teściowie czy rodzice żyjący tylko dla siebie - taka postawa mnie zawsze zadziwia, ale jest mi znana bo też tak miałem. Tak jak moi rodzice ostatnią nerkę by nam oddali, tak moi byli teściowie chyba mieli podobną filozofię życia: "świat to arena, walczcie, a my popatrzymy jak sobie radzicie". A jeśli był gest ku nam, to bez nadmiernego poświęcenia. Stąd moja hipoteza o porzuconych w dorosłe życie młodych z rodzin wojskowych, lub co jest częste i logiczne - z rodzin, gdzie dodatkowym problemem był alkohol - który uczy wszystkich wkoło egoizmu przetrwania w egoistycznym środowisku, niczym walki o tylko swoje i dla siebie.
I na koniec, miłość to nasza emocja, ale ważniejsza jest chyba przyjaźń w związku. Do czasu, gdy małżonkowie nie walczą, idą przez życie razem często pokonując przeciwności losu, to jest ok. Z tej przyjaźni rodzi się przywiązanie, które staje się miłością prawdziwą. Jest zawsze tu i teraz, i zawsze wszystko w nas. Więc nawet jeśli czujesz się teraz tą gorszą kobietą - to zapewniam Cię, że tak nie jest, bo ja wiem, że jesteś fajna.
:cacy
Działanie WYŁĄCZNIE jednej strony zawsze narażone jest na ryzyko porażki.
Czy on nigdy (a szczególnie teraz) nie boi się, że Ciebie po prostu straci?
Cytat
A czego ma się bać ? Przecież :
Cytat
Także : tak , boi się , jak dziad dychy.
Cytat
Tak, udało mi się błyskawicznie rozwieść
Cytat
Nigdy się brzydko nie wyrażam, więc i teraz nie będę - ale Twój gamoń gada jak potłuczony! :rozpacz. Trochę chyba liczy na mocnego kopa w D, sam nie ma odwagi - i pewnie bada grunt po drugiej stronie. W domu ma nieustanne: "Kocham pana, panie Sułku', więc "musi przemyśleć". A tu nie ma co do myślenia, nie robi się rozrachunku zysku i strat, to się zwyczajnie wie.
Ja bym zrobił tak, ale wiem, że w sytuacji jakiej jesteś, nie ma tej energii potrzebnej do działania, jest skręcony żołądek, obezwładniający ból.
1. Primo - zamów ślusarza i zmień zamki w drzwiach, by nic nie wyniósł.
2. Ty złóż pozew o rozwód i poinformuj go o tym - nie on. Możecie się rozwieść, i dalej żyć razem gdy gamoń zmądrzeje. A do sprawy - często musi minąć i pół roku - sporo może się jeszcze zmienić - koszt niestety ok. 600 zł.
2. Weź w pracy urlop.
3. Wyjedź na wczasy, np. do Świnoujścia
Koniecznie weź aparat i hasła do logowania na fejsie o ile macie przez niego kontakt, by móc działać na bieżąco.
4. Zrelaksuj się, pobiegaj po plaży, rób zdjęcia, wypoczywaj, spaceruj w bezpiecznych miejscach, najlepiej z przyjaciółką, lub... z przyjacielem. Skup większość myśli na czymś pozytywnym, analizuj wieczorem, jakie pozytywy mogłaś dostrzec w ciągu całego mijającego dnia, choćby banalne, że deszcz nie pada...
Bardziej brutalna opcja przewiduje zdjęcia z przystojniakami od siatkówki na plaży. Wszystkie wrzucasz na fejsa - i niech gamoń widzi, że nie jest jedynym facetem na Ziemi.
Dlaczego?
Zawsze ceni się to, co można utracić.
Gamoniowi przez myśl nie przejdzie, że jest taka opcja - to egoista, więc żyje dramatem swoich dni.
Przydałby Ci się teraz facet do lansu i balansu - tak tylko na pokaz. Sprawa byłaby jasna i ułatwiła diagnozę - jakby mu zależało i zobaczył Cię z innym, to albo by się za Tobą zaczołgał na kolanach, albo jakby obawiał się swojej męskiej decyzji, czy żonę porzucić - miałby ułatwione podjęcie decyzji - bez liczenia w rachunku zysków i strat przez aż calutki miesiąc.
Ale już na poważnie...
Wdrażaj już na ile możesz, sprawdzony w działaniu program 34 kroków - jest to opinia psychologa zajmującego się kryzysami małżeńskimi czyli, tzw. metoda 180 stopni:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń, jeśli już to tylko gdy potrzeba.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj - to cię niszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij detektywa.
11. Nie mów r0;Kocham Cięr1;.
12. Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź na pokaz: wesoła, silna, otwarta i atrakcyjna.
14. Nie siedź i nie czekaj na gamonia r11; bądź aktywna, rób coś, wyjdź z przyjaciółmi, itd.
15. Będąc w domu postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robił w ciągu dnia - PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój gamoń zauważy w Tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwa, czy oziębła r11; po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy Twój gamoń to zauważy i co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być, a nie nieszczęście.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o gamonia uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwa.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silna i pewna siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić, to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiona.
31. Rozmawiając z gamoniem, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic co słyszysz - i w mniej niż 50% tego co widzisz. Gamoń będzie wszystko negował, ponieważ jest zraniony i przestraszony.
33. Nie poddawaj się bez względu na to jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
No i nie poddawaj się, to boli tak mocno tylko przez pierwsze miesiące... To co się dzieje, może tak być, że zamienisz na coś lepszego dla siebie.
:cacy
smiley" tak się składa, że nawet jakbym chciała się zemścić to w mojej okolicy nie ma rywali. Pewnie powiesz mi , że jestem zaślepiona i nie dostrzegam tych wszystkich ciasteczek czyhających za rogiem za czerwonego kapturka, ale uwierz mi nie ma