| dusiaczek12 | 11. Grudzień |
| monika0070 | 11. Grudzień |
| goniusias | 11. Grudzień |
| mona12 | 11. Grudzień |
| Uma | 11. Grudzień |
JamesTon | 00:41:47 |
Landexpzglosy | 00:56:36 |
soighlah | 02:39:49 |
Sfinks | 03:53:05 |
Julianaempat... | 04:29:56 |

Czytając wcześniej to forum, myślałem że to mnie nigdy nie będzie dotyczyć. Jakże byłem naiwny.
Jestem facetem po pięćdziesiątce, i nigdy nie myślałem, że w tym wieku ktoś może tak gwałtownie i tak do bólu przeżywać zdradę żony. Myślałem, że okres intensywnej miłości i uczuć z tym związanych jest już poza mną. Jakże się myliłem!
Jestem żonaty ponad 30 lat i w naszym małżeństwie bywało różnie. Lepsze okresy mieszały się z tymi złymi, lepsze dni z gorszymi. Jak to w życiu. Ale chcę się skupić na ostatnich 5 latach, bo to one są tu decydujące. Zamiast żony wybrałem alkohol i nieróbstwo. Moje zainteresowania zaczęły się ograniczać do wypicia i TV. Trwało to dobre 5 lat. Moja wina, że byłem taki głupi.
Moja rprzygodar1; za zdradą, zaczęła się w pewien czwartkowy wieczór pod koniec kwietnia tego roku. Niespodziewanie na komórkę dostałem sms-a o mniej więcej takiej treści:
Widziałem twoją żonę na spacerze z obcym facetem. To nie był pierwszy raz.
Najpierw potraktowałem to jak głupi żart, ale nie dało mi to spokoju. Dwie godziny później, gdy zasnęła dorwałem jej telefon. Nigdy tego wcześniej nie robiłem i teraz jakaś siła pchnęła mnie do tego. Gdy otworzyłem jej wiadomości sms to nagle zatrząsł się mój świat w posadach. Telefon miał rtylkor1; sms-y od stycznia tego roku i było ich tak ok 300. Od zwykłego umawiania się na popołudnie do wzdychań i wyznań miłosnych. Nawet nie byłem w stanie ich przeczytać, nie mogłem tego telefonu utrzymać w ręku. Drżała mi tak, ze nie mogłem się skupić na treści.
Nie wybuchłem jednak i utrzymałem nerwy na wodzy. Od tamtego wieczoru, nagle telefon żony stał się dla niej niezbędnym przedmiotem codziennego użytku. Chodziła z nim po kuchni, do łazienki, wkładała pod poduszkę na noc. Domyśliła się, że coś jest nie tak. Odczekałem jeszcze dwa dni i sobotę wieczorem usiadłem naprzeciw niej i zadałem jej pytanie:
Czy ty nie chcesz mi czegoś powiedzieć?
Spojrzała na mnie dziwnie, jakby przeczuwając o co chcę spytać, ale mimo to zapytała o co mi chodzi. Pokazałem jej wówczas sms którego dostałem na komórkę. Trochę była zakłopotana, ale na pytanie czy się z kimś spotyka odpowiedziała że tak i natychmiast dodała, że nie było żadnego seksu. Mimo moich dopytywań, nie powiedziała mi jak długo to trwa i kim on jest. Winę zrzuciła na mnie, że zaniedbałem małżeństwo r11; tu zresztą miała rację. Czułem, że muszę coś zrobić, że rozpada się to, o czym ja myślałem, że mam to już na wieki. Najpierw mocne postanowienie i zero alkoholu. Do dziś nie wypiłem nawet kropli. Długie rozmowy z nią, czasem po blady świt.
Po tygodniu stwierdza, że bardzo się zmieniłem i postanowiła mi jeszcze raz zaufać. Przytula się jak dawniej, całuje, kochamy się jak nastolatki. Każda noc kończy się fantastycznym seksem. Stwierdza, że zrywa tą znajomość i nie będzie się z nim więcej kontaktowała. Dzwoni przy mnie do niego i oznajmia, tak żebym słyszał, że nie będzie się już z nim spotykać.
Nic tylko zaufać i patrzeć w przyszłość. Nic bardziej błędnego. Jakiś głos podpowiada mi, że coś za łatwo poszło, że to tylko zmyłka, że dalej nic się nie zmieniło. Postanawiam działać. Najpierw oddzwaniam na numer, z którego przyszedł do mnie sms, ale zgłasza się ciągle poczta głosowa. Nagrywam się i proszę o kontakt. Może ten ktoś wie więcej niż ja. Po dwóch dniach rozmowy z pocztą głosową wreszcie ktoś odbiera. Wie z kim rozmawia ale nic nie mówi. Ale siłą perswazji namawiam rktosiar1; do spotkania. Spotykamy się z zacisznej kawiarni w centrum miasta. Jakież jest moje zdziwienie, kiedy na spotkanie przychodzi kobieta. Jak się po chwili okazuje, żona owego kochasia. Jestem w szoku, kiedy opowiada mi o ich romansie, z którym walczy sama prawie 3 lata!
Kochasiem okazuje się kolega mojej żony z młodzieńczych lat.
Dociera do mnie moja naiwność i głupota. Najgorsze, gdy opowiada mi jak to ja przywoziłem moją żonę na spotkania z nim. Nie do uwierzenia.
Podwieź mnie do galerii handlowej. Muszę kupić parę babskich rzeczy. Nie musisz ze mną chodzić. Zadzwonię jak będę gotowa.
Podwożę ją do galerii, wysiada i wchodzi do środka. Odjeżdżam. Wychodzi drugim wejściem i wsiada do jego auta. Mają 2-3 godziny dla siebie. Ok 9.00 wieczorem dzwoni do mnie, żebym po nią przyjechał. Na moje pytanie r11; co kupiłaś? Odpowiada, że nic ciekawego nie było.
Pytam jego żonę, czy chce uratować swoje małżeństwo. Odpowiada, że tak i liczy na moją pomoc.
Dowiaduję się przy okazji, że ona kilka razy spotkała się z moją żoną i prosiła wręcz o zakończenie tej znajomości. Nadaremno. Dodatkowo ja zostałem jej przedstawiony, jako facet, który o wszystkim wie i to mu pasuje bo ma wolną rękę do wszystkiego.
Zawieramy umowę o wzajemnej pomocy. Wiem, że żona już nie będzie dzwonić (przynajmniej przy mnie), więc zakładam jej szpiega na klawiaturę kompa. Szybko zdobywam dostęp do jej poczty e-mail. Wchodzę i drukuję jej bilingi. Rzeczywiście są setki sms-ów pod ten sam numer.
Zdobywam nazwę i hasło do jej drugiej poczty i tu strzał w 10. Są zachowane e-maile z prawie trzech lat. Kopiuję je wszystkie i trzymam na czarną godzinę. Kopie otrzymuje także żona kochasia.
Dostaję nagranie na CD z ich randki. Słyszę jak w samochodzie rozmawiają o mnie i swojej przyszłości. Słyszę ich wzajemne czułości, słowa kocham cię, intymne pomruki przy całowaniu.
Okazuje się przy okazji, że w czasie kiedy zaczęła mi mówić, że mnie kocha, przytulać się, pisze do niego tęskne e-maile typu: Teraz nie możemy się spotykać, ale tęsknię i kocham. Twoja...
Po kolejnej rozmowie wyjawia mi wreszcie kto to jest, a raczej wg niej kto to był.
Dalej twierdzi, że się z nim nie spotyka (to akurat prawda) i nie kontaktuje się z nim (tu kłamie jak z nut).
A i też nie wiem, czy nie dzwoni z innego numeru. Wysyłam do niego groźnego e-maila w wiadomością, żeby przestał ingerować w moją rodzinę. Nie odpowiada. Stoję teraz przed dylematem: Czy dalej czekać na to, co się wydarzy czy interweniować już z całą mocą. Od chwili mojego oświecenia, a to ponad miesiąc, śpię po 4 godziny na dobę i schudłem 10 kg. Zaczynam się o siebie niepokoić. Pytam także tych, którzy przeszli już przez takie piekło. Jak postąpić? Druga opcja może zakończyć się jej odejściem a tego, mimo wszystko, bym nie chciał.
dzieci? praca? kredyty? wspólnota majątkowa?
mnie przy żonie zdradzaczce utrzymał syn lat 4 i mieszkanie na kredyt denominowany do CHF
życie się toczy, ale szału nie ma
Życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a najlepiej po dwóch pięćdziesiątkach... czyli po secie i trzeba pamiętać: po pierwszym nie zakąszamy
Andromeda - cenna uwaga. Ale żebyś nie odniosła wrażenia, że tylko leżałem nawalony przed TV. Od rana praca. Przychodziłem do domu i gotowałem obiad, żeby po przyjściu z pracy miała go pod nosem (podobno świetnie gotuję). Nigdy nie prała moich rzeczy. Nie chciałem tego. Potem niestety piwo. Jedne, drugie itd. Często po obiedzie wybywała, a to na spacer, a to na zakupy. W rzeczywistości czas spędzała z nim. Gdy przeczytałem jego maile to byłem zdegustowany. Wierszyki wyszukane w internecie na poziomie gimnazjalisty, sentencje wyłowione w sieci przedstawiane jako jego. Jak da się w jednym zdaniu umieścić słowo "kocham cię" jedenaście razy? Zobaczyłem, że da się.
Advokat - daruj sobie. Jestem facetem po pięćdziesiątce. To ona jest kobietą przed sześćdziesiątką.
"Pytam jego żonę, czy chce uratować swoje małżeństwo. Odpowiada, że tak i liczy na moją pomoc."- BŁĄD. To nie wy macie walczyć o wasze małżeństwa ale wasi wiarołomni mają się starać o wybaczenie.
Walka zdradzonego raczej źle się kończy - podziemie, obwinianie za utraconą "miłość". Może w 40 dniach d..oodpornego się sprawdziło niestety to "fikcja literacka". Z doświadczenia napiszę - lepszym rozwiązaniem jest terapia wstrząsowa.
Napisałeś że trwa to już 3 lata więc chyba masz świadomość że sex był ;-)
Andromeda totalnie się nie zgodzę, napisałaś:
"Ale jeśli chcesz zawalczyć o jej miłość to zacznij od siebie, odnajdź w sobie tego młodzieńca sprzed lat i oczaruj ją tak jak kiedyś",
no i niech nie zapomni o kwiatkach do łóżka, śniadanku. Może jeszcze niech jakieś SPA jej zorganizuje (może nie zabierze z sobą lovelasa). Zdradacz szanuje ludzi silnych. Z słabymi się nie liczy. Budzą co najwyżej jego politowanie. Dlaczego przyjaciel z młodości jest taki super że trwa to 3 lata?
Bo to Alfa nie liczy się z nikim i z niczym. Zdradza żonę w świetle reflektorów, a ona (jego małżonka) walczy. To w Twojej małżonce Antopol budzi jedynie poczucie że jest lepsza bo "taki facet" (łajza swoją drogą) wybrał ją. To tylko łechce jej próżność. A zdrajcy są próżni.
Są różne opinie na temat zdrady. Osobiście twierdzę że większość wynika z "dobrobytu", czasami komfortu finansowego, bezpieczeństwa. Czasami komfortu posiadania drugiej osoby której jesteśmy pewni (pewni jej uczuć) że jest to aż nudne. Więc cóż - może troszkę adrenalinki.
Czy małżonka Ciebie sreśliła czy możliwe jest bycie znowu rodziną? Możliwe ale to długa droga. Zacząć się musi od zmiany postawy zdradzacza.
Odnośnie twojego "nadużywania" alkoholu. Chodzi o to 1, 2 piwka? Z tym zaniedbaniem rodziny to jej teoria czy Twoja? Mi to wygląda że popełniasz kolejny błąd. Przyjmujesz na klatę wszystko co Tobie mówi. Tylko że deprecjonowanie Twojej osoby to jej sposób na usprawiedliwienie swojej podłości. Prawie każdy zdrajca to robi. Ja też byłem leniem, pijakiem niezajmującym się domem. A no i wyzywałem żonę od różnych. Zdanie w moim wykonaniu (zaznaczam po ataku małżonki spowodowanym - "bo zupa była za słona" po 3 dniowym samotnym zajmowaniem się 2 małych dzieci) zostało zmienione w następujący sposób:
Moje wykonanie:
"zachowujesz się do mnie jak suka, spieprzaj"
Wersja gwiazdy:
"spier... Ty suko"
Różnica jednak jest.
Jeżeli Twoje winy wyglądają na te dwa piwka i TV to wiele dziewczyn z forum chciało by ich mężowie byli takim wcieleniem zła.
Wiesz kolego twoja sytuacja jest w sumie bardzo komfortowa (w odróżnieniu do ciebie byłem w dużo gorszej sytuacji - dwójka małych dzieci).
Pytasz co robić. Opcje masz dwie przyjmujesz postawę małżonki łajzy i tolerujesz jej wyczyny, walczysz do usr...j śmierci lub (opcja którą preferuję). Walisz pięścią w stół i mówisz dość. Nie muszę tego akceptować i nie zamierzam. Piszesz że:
"Druga opcja może zakończyć się jej odejściem a tego, mimo wszystko, bym nie chciał."
Antopol ona nigdziej nie odejdzie. Gdyby miała to zrobić zrobiła by to już dawno - 3 lata to szmat czasu. To dwójka idiotów którym endorfiny powukrzywiały postrzeganie świata. W sumie coś w tym jest jak piszes o ich radosnej twórczości. Gdy czytałem wypociny mojego "konkurenta" też zastanawiałem się jak 4o-sto paro letni facet może wypisywać bzdury na poziomie gimnazjalisty. Jak widać można.
Pytasz co robić, wiem co ja zrobiłem wiem co zrobiło parę osób które posłuchało moich rad. Zaznaczam że nie zamierzałem niczego ratować, ta decyzja przyszła z czasem.
Uderzyłem w stół z całym impetem. Nie dałem żadnej szansy obrony. Po prostu złożyłem pozew rozwodowy. Uwierz na słowo taki pozew to świetny środek pobudzający myślenie. Tak koch, tak tęskni. To niech ją młodzieńcza miłość zabiera (z całym dobrodziejstwem inwentarza - czyli z niczym). Zawsze piszę jedno to bzykać cudzą zonę drugie to twoerzyć rodzinę walcząz z przeciwnościami życia.
Kolejna rzecz - danie szansy. Nie z automatu, tylko i wyłącznie na Twoich warunkach. Podstawowy - zero kontaktu z łajzą.
Powiem Tobie jak wyglądały (m/w) warunki u mnie:
- jeden SMS - koniec
- jeden telefon - koniec
- jeden mail - koniec
- spotkacie się, zbliżysz się do miejsca jego zamieszkania na kilometr - koniec.
- jedna próba kontaktu z jego strony o której mi nie powiesz koniec (były takie próby 2 - po jednej musiał zmienić pracę)
- kolejna zdrada - kolejnej szansy nie bedzie daje się ją tylko raz.
Tak wygląda danie szansy nie proszenie, nie błaganie. I wiesz co aktualnie mam dużo więcej czasu dla siebie. Mam czas na hobby. Mam czas na swoje potrzeby. Bo są tak samo ważne jak jej. Nie chce obrazić ale ona najzwyczajniej ma Ciebie za głupiego miśka. Siedzi płacze i dał się kupić za kilka tanich kawałków.
Anulka wcale się nie dziwie że nie potrafisz, nie umiesz i nie chcesz. Lub chciała byś ale nie masz okazji. Jestem już jakiś czas na forum i każdy widzi że w Twoim przypadku to trwa nadal. To się nazywa zejście do podziemia. Zresztą podobnie jak u Antopola z drobną różnicą. Jego żona jak na razie przycichła ograniczając się do "miłosnych wyznań"
Przemyśl kolego co napisałem. Jest tu kilka osób które zdecydowały się na ostre cięcie. Znam tylko jeden przypadek gdzie pani po terapii wstrząsowej wybrała kontrkandydata.
Cytat
a dzieci? macie dzieci?
jeśli tak to w jakim wieku i czy z Wami mieszkają?
Domator
Wiesz co bym zrobił na Twoim miejscu Antopol? Bawiłbym się śmiał, chodził z kumplami na piwo, pojechał na urlop bez żony, założyłbym oddzielne konto, płacił spokojnie rachunki z wyłączeniem zobowiązań żony (np. jej komórka), stacjonarny zlikwidował jak masz, na komputer założył hasło administracyjne i ogólnie wszystko co Ci przyjdzie do głowy. Pobądź trochę złośliwy
po 40-tce również można zajść w ciążę, tym bardziej dziecko można spłodzić
więc antopol może mieć dzieci w wieku szkolnym
a to akurat jest bardzo ważne, o ile nie najważniejsze
bo dzieci nie są dla nas (żeby mieć kogo kochać) tylko my dla nich (żeby one kochać się nauczyły)
nie twierdzę, że jak się ma dzieci to za wszelką cenę trzeba utrzymywać toksyczny związek ale scenariusz jest ciut inny kiedy dzieci małoletnie są i kiedy ich nie ma
Taaaaaaa... Tylko po co? Dobra, wiem. Moda na późne macierzyństwo, przegapione lata bo pogoń za karierą. Tych ludzi pokazują w telewizji jak akurat nie ma żadnego trzęsienia ziemi lub tornado
O.K>
Antopol. Masz dzieci? A jak tak to w jakim wieku? Niepokojącym będzie jeśli jedno z nich będzie miało jakieś dwa latka w porywach do trzech.
i będzie tak dopóty, dopóki rodzice (rodzina) będą jedynymi ludźmi, które kochają
bo naszym (rodziców) najważniejszym obowiązkiem wobec dzieci nie jest zapewnienie jedzenia, ubrania, wykształcenia i pomoc w kupnie mieszkania ale to, abyśmy nauczyli je kochać innych ludzi,
a tego uczą się kiedy swoimi działaniami pozwalamy im nas (rodziców) kochać
"I w tym cały jest ambaras, aby DWOJE chciało na raz".
Wybaczać, czy naprawiać można wtedy, gdy oboje mają ten sam cel. Gdy pani robi Ciebie w bambuko, to jest ogromne ryzyko, że zacznie ta cała historia powoli, ale skutecznie Ciebie psychicznie zatruwać. Początek zatrucia już masz; zapoznałeś się z gruchaniem tych gołąbków. Tutaj zasanowiłbym się nad zagadnieniem, czy nie lepszy bolesny koniec niż ból bez końca.
Kijem Wisły nie zawrócisz i nie przekierujesz uczuć. Człowiek na tym etapie życia potrzebuje szacunku, a pani wychodząca, na spotkania z fagasem, czy gruchająca z nim przez komunikatory jak małolata jest zaprzeczeniem tego szacunku.
No chyba, że umówicie się na otwarty związek i jesteś w stanie taki układ zaakceptować. Przecież nikt poważny nie będzie twierdził, że szczęśliwym można być tylko według wzorców z dogmatów Kościoła Katolickiego.
Na zakończanie; Może należy pamiętać, że z takiego amoku trudno się wyrwać jednym zwrotem i pani może na to potrzebować trochę czasu. Dochodzą też do głosu wyrzuty sumnienia wobec kochasia (nas ma się oczywiście głęboko w ... poważaniu), który to nagle biedny ma zostać "sam". Można to zrozumieć i jeśli się dąży do naprawy również stolerować. Ale przekroczenie granic grozi nieodwracalnym uszkodzeniem własnej psychiki, a co najgorsze nikt nie wie gdzie jest granica. O tym, że coś w człowieku trzasło delikwent dowiaduje się sporo po czasie.
Bo chyba nie kupujesz (nawet dziecko by nie kupiło) wersji, że przez 3 lata romansu nie doszło do seksu i darzyli się jedynie platonicznym zainteresowaniem? I przez te 3 godziny, jak żona niby była za zakupach, trzymali się za ręce?
Żona nie próbowała rozwiązać problemu u Waszym małżeństwie (o ile go miała) tylko udawała przed Tobą, że jest wszystko pięknie, żebyś ją podwiózł na shopping i tymczasem wiadomo co robiła z czyimś mężem. Teraz przed Tobą pokazuje odnowę związku, zerwanie kontaktów z tamtym i nawet z Tobą sypia a w tym samym czasie pisze jak tęskni i kocha tamtego... czy tak robi normalny, uczciwy człowiek? Czy Ty nie zauważyłeś jeszcze, że Twoja żona to aktorka, która cały czas gra? A grę dostosowuje na potrzeby sytuacji, jak jej wygodniej.
Ty sie jeszcze boisz, żeby ona od Ciebie nie odeszła (sic!). Spokojnie, nie odejdzie bo raczej nie ma dokąd. Jakoś przez te 3 lata, a to nie krótko, kochanek nie rozstał się ze swoją żoną i nie zaproponował normalnego związku Twojej żonie. Twoją żonę on ma do dymania, a Twoja żona od czego ma Ciebie? Jakieś korzyści finansowe, małe dzieci, nie wiem?
Na podstawie tego co napisałeś można być pewnym, że Twoja żona pomijając już zdradę, jest typową oszustką, manipulantką, która gra na potrzeby sytuacji tak jak jej wygodnie. Ty się dobrze zastanów czy Ty na pewno chcesz z nią być, biorąc pod uwagę jaka ona jest.
Cokolwiek postanowisz, jeśli Ty walczysz o małżeństwo, nie postraszyłeś jej rozwodem to pokazujesz swoją słabość względem niej i brak szacunku sam dla siebie. Ona będzie się czuła tylko pewniej. Ona już gra tak aby uśpić Twoją czujność (bo skoro wypisuje do tamtego cudowne wyznania, to zagrywki przed Tobą nie mogą być szczere).
Powinieneś się skupić na sobie, zdystansować się i przynajmniej powiedzieć żonie, że rozważasz rozwód, że zwyczajnie w nią zwątpiłeś a nie zabiegać o nią.
Jeśli wynagradzasz ją za zdradę to jakich efektów się spodziewasz?
Jeśli łykasz kity kobiety i jej gierki, puszczasz jej płazem to jak Cię upokorzyła to nie licz na jej szacunek czy miłość - ja Ci to mówię jako kobieta.
Zrobisz co zechcesz ale powinieneś przyłączyć się do ratowania małżeństwa wtedy i tylko wtedy gdy żona zrobi co w jej mocy by wynagrodzić Ci zdradę, odzyskać zaufanie, pokaże, że jej zależy. Jak dotąd w sumie ona Ci to pokazuje ale tylko po to by uśpić Twoją czujność i robić swoje dalej, a nie o takie odzyskiwanie zaufania chodzi.
Żeby uciąć sprawę dzieci - to mam córkę (32 lata) i wnuka.
No popatrz Domator... Antopol ma wnuka
w takim razie scenariusz jest prosty, bardzo prosty
składasz pozew o rozwód z orzeczeniem winy (chociaż w tym wypadku nie ma to większego znaczenia)
mówisz, że masz twarde dowody zdrady (nawet jeśli tak do końca nie masz) możesz okazać jakiś żeby się uwiarygodnić
jeśli się uda z orzeczeniem o winie to dobrze, jeśli nie - też dobrze (byle szybko)
po rozwodzie rozdzielności majątkowa (zniesienie współwłasności - te sprawy)
ważne, żeby to było już po rozwodzie w odrębnym pozwie (kiedy wystąpisz o rozdzielność przy rozwodzie, będzie się wszystko niepotrzebnie przewlekać).
Wobec żony i kochanka stoicki rzeczowy spokój. Żadnych emocji, krzyków, rękoczynów. Żona ma być dla Ciebie przeźroczysta.
Zajmij się sobą. Nowa pasja. Nowy język. Podróże.
Jeśli po tym wszystkim nadal będziesz ją kochał (nie sądzę) a ona będzie chciała wrócić będzie musiała udowodnić, że jest Ciebie warta. Będzie musiała udowadniać codziennie. Jeśli nie - droga wolna. Cokolwiek się nie stanie wygrywasz. Po zdradzie nie ma powrotu do normalności ze zdradzaczem. Jeśli będziecie chcieli być kiedykolwiek razem musicie najpierw rozdzielić się emocjonalnie, logistycznie i ekonomicznie. Musicie znowu być dwiema odrębnymi i niezależnymi jednostkami. Jeśli będziecie chcieli - uda się. Jeśli nie będziesz miał start w nowe życie bez balastu. 50 lat to nie koniec świata. Znajdziesz sobie kobietę (i to pewnie młodszą) co nie myśli ci..ką. Uwierz mi są kobiety pragnące dojrzałych mężczyzn, pod warunkiem że są wolni, niezależni i mają ułańską fantazję
Cytat
...a ta norma to skąd dokąd, że tak nieśmiało zapytam?
I klasa podstawówki. Wraca mój syn ze szkoły i pytam czy jadł w szkole obiad.
- "Nie"
- "Dlaczego?"- pytam
- "Bo był niedobry"
- "A co było na ten obiad?" - dalej drążę
- "Nie wiem"
To tak a propos tego, że jak komuś się nie udało, znaczy niemożliwe...
to portal, na którym rządzą emocje
jutro Twój opis będzie wyglądał inaczej niż wyglądałby wczoraj
my tu jesteśmy od tego, żeby na chłodno i z boku udzielać Ci rad
Raczej dowiedziałeś się tego czego powinieneś być pewien.
Tego ze ohy i ahy, całuski i trzymanie za rączkę były tylko przez pierwsze tygodnie 3 letniej znajomości.
Zdradzacze mają kompletnie odwrócone wartości/morale i z takim nie pogadasz normalnie - zawsze winą obarczy Ciebie !!!
Hobby, praca, znajomi ( Ci nie koniecznie od flaszki ;p ) i wierz mi poczujesz się znowu jak 20 latek ;p Tego kwiatu cały świat ;p Powodzenia !!
Zaczęło się w sobotę po południu. Zadzwonił do mnie kolega z prośbą, czy w niedzielę rano mam czas, bo leci do Niemiec i chciał żebym go zawiózł na lotnisko. 25 minut w jedną stronę to nie problem, więc chętnie się zgodziłem. Zapomniałem o tym powiedzieć żonie i dowiedziała się dopiero 10 minut przed wyjazdem. Najlepsze okazało się później. Kolega podjechał po mnie swoim samochodem i to właśnie tym autem miałem go zawieźć. Poprosił także, żebym rzaopiekowałr1; się jego Audi, bo boi się trochę zostawić go na tydzień pod blokiem. U mnie będzie bezpieczniejszy.
Zawiozłem go i po godzinie byłem z powrotem. Nie było akurat miejsca pod domem, a samochód miałem na podjeździe, więc zaparkowałem prawie 50 metrów dalej. To okazało się bardzo ważne. Ona brała prysznic i gdy wszedłem do kuchni zobaczyłem niebieskie migające światełko na jej telefonie. Otworzyłem go i tam był sms o treści r17?r1; z nieznanego mi numeru. Już nie dałem się zwieść, już włączyły się wszystkie alarmy świata. Nie wiem kiedy odebrała sms-a, ale ok 13.00 już go na telefonie nie było.
Ok. 15.00 zapytała mnie, czy będę oglądał siatkówkę Rosja-Polska. Oczywiście że tak r11; potwierdziłem. Powiedziała, że w takim razie to ona chętnie pójdzie na zakupy do galerii i nie będzie mi przeszkadzać. Taka dobra się zrobiła, że nawet nie chciała, żebym ją podwiózł.
Wyszła z domu ok 16.45 odwalona jak to w niedzielę. Ubrałem się w 15 sekund i wyszedłem za nią. Z odległości ok 100 m. widziałem, że nie idzie w stronę galerii, tylko skręciła w boczną uliczkę. Wyciągam kluczyki z kieszeni i wskakuję do Audi. Ruszam w jej stronę. Wjeżdżam w tę uliczkę i widzę jak stoi 50 m. dalej i się rozgląda. Parkuję i czekam. Obok mnie przejeżdża Skoda i zatrzymuje się obok niej. Ona wsiada i ruszają. Ja za nimi. Po paru chwilach orientuję się, że jadą na A1. Tu jadę 100 m. za nimi. Zjeżdżają zjazdem i po chwili są w dobrze mi znanym zajeździe. Wysiadają i idą do środka. Zajeżdżam na parking, ale z drugiej strony (od strony baru). Odczekuję 10 minut i wchodzę ostrożnie do baru. Parę osób przy piwie i nic więcej. Przechodzę do części restauracyjnej i zauważam ich w kącie sali. Siedzą przy stoliku i rozmawiają. Po chwili kelnerka przynosi im zamówienie. Wracam do baru i zapalam papierosa. Odczekuję jeszcze 5 minut i znów idę zobaczyć co się dzieje. Rozmawiają, tym razem trzyma ręce w jego dłoniach i coś mówi. On uśmiechnięty od ucha do ucha. Wypadałoby teraz wpaść i skręcić łeb gnojowi. Ale wiem, że wybuchnie wielka awantura i zamieszanie. Nic nie uzyskam. Wracam do baru i rozmawiam z barmanem. Proszę go, żeby za 10 minut zaniósł dwa kieliszki wina parze w kącie pod oknem, a gdy zapytają od kogo, to ma powiedzieć że od męża. Facet od razu się zorientował o co chodzi i mówi, że nie chce tu kłopotów i żebym takie rzeczy załatwiał sobie sam. Biorę od niego kartkę papieru i długopis. Piszę: Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Wdzięczny mąż. Oddaję kartkę barmanowi ze stówą. Już nie ma oporów. Wychodzę i z Audi przenoszę się na drugą stronę parkingu. Do wejścia mam jakieś 40 m. i czekam. Mija 20 minut i nic. Jestem zły na barmana, pewnie nie dał kartki, ale po chwili wypada z zajazdu ona z fagasem z tyłu. Mina na twarzy warta miliona! Rozgląda się na wszystkie strony, szukając naszego Citroena, ale nic nie może znaleźć. Na białe Audi nawet nie zwraca uwagi. Jeszcze podbiegła zobaczyć zaplecze zajazdu a ja spokojnie odjeżdżam do domu.
Po drodze dzwoni mi telefon r11; to ona. Nie odbieram. Dzwoni co minutę. Nie odbieram. Wreszcie podjeżdżam koło domu i zostawiam Audi. W domu czekam na nią 20 minut. Widzę, że idzie zdenerwowana. Mówią, że kobiety są głupie. Nie całkiem. Wchodząc do domu kładzie rękę na masce Citroena. Jest zimna. Widzę, że głupieje. Gdy wchodzi do domu i widzi mnie na fotelu oglądającego końcówkę meczu nie wie co powiedzieć. Siada wreszcie przy stole i po chwili mówi, że musimy porozmawiać. Na to ja mówię, że już nie mamy wspólnych tematów do rozmowy. Jedyny wspólny temat to jej wyprowadzka do kochasia. Teraz już wie, że ją widziałem. Opowiada mi, że to było takie pożegnalne spotkanie, że chciała mi powiedzieć, ale wiedziała, że będę zły i jej nie pozwolę na to, a ona jest mu winna jakieś wytłumaczenie. Po chwili zaczęła mnie nawet oskarżać o to, że zepsułem jej pożegnalny wieczór. Wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem do córki. Powiedziałem jej, że mam ważną sprawę i musimy porozmawiać. Była tym przerażona. Pojechałem do córki i wszystko jej powiedziałem. Były łzy i jej i moje. Gdy wróciłem do domu, jej nie było. Wróciła dobrze po 22.00. Dziś wiem, że także była u córki i chciała się do niej przeprowadzić, dopóki coś sobie nie znajdzie, ale córka powiedziała, że na razie nie chce jej widzieć. Od poniedziałku krząta się i próbuje się pakować, ale jakoś to jej słabo idzie. Nie odpowiadam na jej słowa i tylko od czasu do czasu oferuję swoją pomoc w pakowaniu.
Widziałem, że dzwoniła kilka razy, ale numer nie odpowiadał.
dobre to i śmieszne
pod warunkiem, że to już ostatni raz
posłuchaj rad i zajmij się sobą
i uwierz mi, że ona zaczyna właśnie ponosić konsekwencje swoich czynów
mam nadzieję, że rola szpiega nie spodoba Ci się na stałe, bo na dłuższą metę to nic fajnego
żyj swoim życiem i daj jej żyć swoim
powodzenia
Ale cóż , wiem ile to kosztuje nerwów.
Piszesz że:
Cytat
Od poniedziałku krząta się i próbuje się pakować, ale jakoś to jej słabo idzie. Nie odpowiadam na jej słowa i tylko od czasu do czasu oferuję swoją pomoc w pakowaniu.
Ty zdradzałeś ją z procentową kochanką przez ponad 5 lat. Milsza była niż wszystko dookoła. Teraz się zreflektowałeś, jak żonka znalazła sobie swoje fajne uzależnienie ? Jak się z Tobą męczyła, to nie widziałeś? Podobno Ona ciągnie niecałe 3 lata, Ty ciągnąłeś ponad 5, a każdy ciągnie to co lubi
Cytat
Lepiej było wziąć na wstrzymanie i zamiast wręczać kartkę barmanowi, wspiąć się po gzymsie do okna, stanąć pod drzwiami, bo z dużym prawdopodobieństwem za chwilę zamieniliby restauracyjne lokum na pokój hotelowy. No ileż można trzymać się za rączki
Szkoda, choć rozumiem, że w emocjach trudno o strategię...
Antopol no jest mu to winna stąd pewnie jego uchachana mordka. Myślę że nie tylko to była mu winna. A Ty popsułeś ten "wypad do galerii" Jak mogłeś?
Przecież oni chcieli się tylko potrzymać z za rączki. Jakieś 3, 4 godziny.
Jak napisała JW. Nakrył byś ich zobaczył byś za co się trzymają. Będąc na Twoim miejscu jednak poszedł bym za ciosem. Składaj pozew na zastanowienie się będziesz miał czas. Sądy w naszym kraju są bardzo opieszałe.
chapeau bas klask klask klask...
Masz wnuka - tak dla rozładowania atmosfery przypomnę pewną bardzo charakterystyczną reklamę coca coli.< Dawno nie widziany wnuk odwiedza dziadka - rozmowa wyraźnie się nie klei , bo dziadek pyta o dziewczyny wnuka a ten już nimi dawno zerwał.Lody przełamuje dopiero wspólnie wypita coca cola a potem Wnusio pyta "no a jak tam Babcia ? konsternacja dziadka trwa tylko chwilę !" Babcia ? ! -Babcia mieszka z Edkiem tym od brydża!">
Pamiętacie to ?
Teściowie poprosili jeszcze żonę o pomoc na działce (jakiś tam agrest czy coś). Nie chciała jechać, bo wie, że ja wiem, że fajfus ma działkę 50m dalej. Namawiała mnie pół dnia, żebym z nią pojechał. W końcu powiedziałem że pojadę, ale robię to tylko dla teściów. Wykonałem telefon do jego żony i dowiedziałem się, że tego dnia będzie on na działce naprawiał ogrodzenie. Gdy przechodziłem obok jego działki widziałem powyciągane narzędzia, ale palanta nie widziałem. Wiedziałem, że mnie widział idącego na działkę teściów. Pozrywaliśmy agrest w godzinę i wtedy mówię, że może by tak grilla? Teściowie chętnie, aż się ucieszyli. Tylko żonie spieszyło siędo domu. Powiedziałem jej, że nie ma problemu - niech idzie, bo ja chętnie zostanę. Nie poszła. Siedzieliśmy do prawie do 22.00. Palant nie wyszedł z altanki ani na minutę. Na drugi dzień dowiedziałem się od jego żony, że w domu był o 22.30 i powiedział jej, że nie był na działce bo mu coś wypadło.
Zapytałem ją jeszcze, czy przez ten czas, kiedy się spotykała z nim dostawała jakieś prezenty. Powiedziała, że jeden. Mówię, że nie chcę tych rzeczy pod swoim dachem. Najpierw odesłała do niego jakąś filiżankę, ale to mi się wydawało zbyt mało, jak na tak długi okres. Imieniny, urodziny, Walentynki, święta. Zbyt dużo okazji jak na jeden prezent. Jest kolekcjonerką porcelany i zbiera te bibeloty od dawna. Powiedziałem jej, że jej nie wierzę, że to tylko filiżanka i w związku z tym wszystkie te przedmioty wylądują na śmietniku. Najpierw mi nie wierzyła, bo jedna taka filiżanka kosztuje w granicach 50 euro, ale jak zobaczyła jak przynoszę kartonowe pudło i pakuję je do środka, nagle znalazły się podarki od niego. A to obraz, a to flakonik, a to filiżanka, a to biżuteria. W sumie 12 szt. Oddałem jej wszystko i dałem jeden dzień na pozbycie się tego z domu. Wieczorem słyszałem jak tłucze je w swoim pokoju. Rano wszystko było w kuble na śmieci.
Szkoda mi ich cennego czasu, traconego na bezwartościowych ludzi.
Szkoda mi ich płonnych nadziei. Szkoda mi ich gestów oddania, ofiarowywanych, na darmo, ludziom, którzy na to nie zasługują...
Antopol, obyś, jak najszybciej zrozumiał i, jak najszybciej, wygrzebał z toksykologii. Tkwienie w śmierdzącej atmosferze niszczy. A czas płynie. Kiedy chcesz normalności? Za rok, pięć, dziesięć? Zrób coś wreszcie, a nie tańcuj w rytm złudnych nadziei... Czego chcesz? Czego się boisz?
Smutne to wszystko...
Nie wiesz, co tracisz...
Ja już wiem.
:cacy
Piszesz więcej o, jak to uroczo ująłeś, fajfusie, niż o żonie! Zapytuję: Po kiego diabła interesujesz się ch.u.j.oplątem niż tymczasową małżonką? Zostaw, tego małego, przestraszonego człowieczka w spokoju. Napawasz się jego strachem, gdy tymczasem prawdziwa kurw siedzi w twoim domu i psuje ci (sam przecież powiedziałeś, że wstrząsa tobą obrzydzenie na jej widok) spokój.
Jaki za niski standard? Jaka okolica? Dlaczego to wszystko ma ciebie teraz interesować?! Wyznacz nieprzekraczalny termin i pogoń bladź won nie zważając, czy pada i wieje. Tylko tyle lub aż tyle.
Pozdrawiam i konsekwencji życzę!
A no i bym zapomniał szykuj się na próby samobójcze, to taki ich chwyt. Najlepiej od razu wyjaśnić że przy pierwszej zawieziesz ją na OZ.