NieOddycham | 01:01:22 |
Urzekajaca444 | 01:10:52 |
Crusoe | 01:32:46 |
Jess | 01:35:33 |
#
poczciwy | 02:49:25 |

Witam wszystkich.Jestem na tym forum od kilku dni, właściwie od kiedy dowiedziałam się że zostałam zdradzona. Przeczytałam już wiele postów i nie ukrywam że pomaga mi to wszystko przetrwać. Mam wielkie wsparcie w postaci przyjaciół ale nie ma to jak wyżalić się komuś kto przeszedł to samo. Ale zacznę od początku: mam 16 letni staż małżeński a jesteśmy razem 22 lata więc szmat czasu.Moje małżeństwo było spokojne, rzadkie kłótnie i to przeważnie o byle co, zero cichych dni, stabilizacja finansowa, zagraniczne podróże itd. Kochaliśmy się bardzo i wydawało się że tak będzie już zawsze dodam że nie mamy dzieci bo ja nie mogę ich mieć.Wszystko było fajnie do choroby i śmierci mojej mamy którą musiałam się zająć. Przeżyliśmy to oboje bardzo i od tego czasu zaczęło się wszystko sypać nie wspierał mnie a potem całą winę zrzucił na mnie bo zrobiłam się nerwowa, złośliwa itd co było konsekwencją stresu jaki przeszłam. Zgłosiłam się na terapię żeby się z tym wszystkim uporać a jednocześnie zauważyłam dziwne zachowanie mojego męża. był jakiś taki dziwny, obojętny, zaczął mówić że nie czuje się szczęśliwy, że chce zacząć nowe życie bo obecne jest takie puste (dodam że skończył 40 lat) na pytani z kim chce zacząć nowe życie i dlaczego skoro wszystko mamy poukładane odpowiadał wymijająco, zwalał winę na mnie, mówił że tak naprawdę chyba za młodo się ożenił itd. Zaczęło mnie te jego wyznania bardzo niepokoić, reagowałam nerwowo, płakałam bo czułam cały czas że coś jest nie tak i gdzieś jest drugie dno tej jego zmiany. Zaczęłam przeglądać komórkę, notes i nic nie znalazłam oprócz zwykłego sms do koleżanki z pracy i dałam sobie spokój bo oprócz tych dziwnych gadek nie zachowywał się jak typowy zdradzający.Pewnego dnia odkryłam że z konta zniknęła większa kwota pieniędzy jak zapytałam na co tyle pobrał to otrzymałam odpowiedź że chce wynająć mieszkanie i się wyprowadzić. Doznałam szoku (to było w listopadzie), płakałam, zaczęliśmy rozmawiać i w końcu doszedł do wniosku że nie wyobraża sobie życia beze mnie i zostanie. Na święta Bożego Narodzenia wszystko wróciło do normy, a nawet bardzo się poprawiło między nami ale ja widziałam że niby wszystko ok ale on jest cały czas dziwny i obcy Zaczęłam pytać czy się zakochał, czy kogoś ma, zawsze zaprzeczał teraz wiem że cały czas kłamał. pod koniec lutego dziwna kłótnia zaszła między nami, taka wywołana z nie wiadomo czego a mój mężulek zaczyna się znowu wyprowadzać . Wpadłam w szał, płacz ale tym razem nic nie pomogło. On też płakał ale stwierdził że musi wszystko sobie przemyśleć bo ma kryzys i najlepiej będzie jak trochę pomieszkamy oddzielnie jednocześnie cały czas do mnie przyjeżdżał, robił mi zakupy, wynosił śmieci, wychodził z psem a ja go zapraszałam na kolacyjki.Okazało się że mieszkanie już sobie wcześniej wynajął i ukrywał to przede mną. Dziwna dla mnie była ta sytuacja bo niby go nie było a jednak był a ja cały czas tęskniłam za nim i płakałam. On też ciągle mówił że tęskni ale mimo wielu rozmów nie sprowadzał się do domu. jednego dnia był miły dla mnie, przytulał mnie, całował a innego już obcy, niedostępny, pytałam czy ktoś go nastawia przeciwko mnie oczywiście zaprzeczał. Zauważyłam że pozabierał wszystkie swoje rzeczy z domu po kryjomu przede mną (tak jak by już na zawsze )a jednocześnie mydlił mi oczy że cały czas nie wie co zrobić bo tęskni itd, że się zastanawia i trwało to tak 2 m-ce i by trwała ta huśtawka pewnie do dziś gdybym tydzień temu nie zdecydowała się po jego wyjściu pojechać za nim i to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Odkryłam jego samochód o 24 w nocy schowany pod jego "koleżanki" blokiem. Wywołałam go stamtąd podstępem, oczywiście zrobiłam awanturę,dostał po gębie a jednocześnie wykrzyczał mi że mnie już nie kocha i że kocha ją ale nie mają jeszcze romansu i on przyszedł do niej tylko porozmawiać.Nie wierzę w te kłamstwa, bo chyba tylko tego brakowało mi do złożenia całej tej układanki. Nie jadłam nie spałam chyba ze 3 noce, teraz jest już trochę lepiej, mam wsparcie przyjaciół i psychologa ale cały czas nie mogę pogodzić się z tym co usłyszałam od niego że kocha ją. Całe nasze wspólne życie kochałam, wspierałam byłam jego najlepszym przyjacielem a on moim i tak mnie zawiódł , zmiótł z powierzchni ziemi jednocześnie udając że za mną tęskni, mówił że cały czas nosi moje zdjęcie w portfelu i na nie patrzy, okłamywał mnie tak perfidnie a to tak strasznie boli. Dowiedziałam się od byłego już męża tejże "koleżanki" że oni się rozwodzą, że też za bardzo nie wiedział o co chodzi ale zgodził się na rozwód bo już dawno im się nie układało. Wygląda to tak ze wszystko sobie misternie zaplanowali bo kiedy jej mąż się wyprowadził od niej to mój się wyprowadził z ode mnie. W głowie mi się nie mieści jak można być takim tchórzem, kłamcą perfidnym, jak on może w jednej chwili przekreślić 22 lata naszego wspólnego życia?/teraz jak o nim myślę to robi mi się niedobrze na samo wspomnienie, nie odzywam się do niego od tygodnia zresztą on do mnie po tym wszystkim też się nie odezwał. Napisał jedynie sms że chciał by się spotkać z nią i ze mną ale chyba tylko po to żeby naopowiadać mi kolejnych bzdur że niby nie ma z nią romansu i że to tylko przyjaciółka którą kocha prawda???.....Na takie spotkanie się nie zgodziłam bo i po co. Wszystkie moje plany i marzenia legły w gruzach, czuję się taka samotna, ciągle popłakuję ale nie zamierzam go prosić o to żeby wrócił, mam swój honor i godność. Dziwne jest to że po tym jak go przyłapałam poczułam tak jak by ulgę że wreszcie dowiedziałam się prawdy, że mnie już nie okłamuje ale to tak bardzo boli bo miałam tylko Jego. Wracam do pustego domu i chce mi się wyć, mam ataki paniki, zaczęłam czytać to forum w nadziei że mi ktoś pomoże przejść przez to wszystko Pozdrawiam M| Świetne! | 0% | [0 głosów] | |
| Bardzo dobre | 100% | [1 głos] | |
| Dobre | 0% | [0 głosów] | |
| Średnie | 0% | [0 głosów] | |
| Słabe | 0% | [0 głosów] |
Najtrudniej pogodzić się z myślą, żę coś co miało być na zawsze nagle się kończy - bez otrzeżenia,
ktoś kto miał być na zawsze - odchodzi, w dodatku tak beznadziejny sposób...
Cięzko sobie w głowie przestawić, że teraz trzeba od nowa, samemu, inaczej i bez tego kogoś...
Nie mamy pokory do życia, myślimy, że to co mamy będzie trwać wiecznie, a potem zdardza się coś takiego i nagle wszystkiego musimy się uczyć jeszcze raz - witaj w klubie - jesteś jak my wszyscy, zdziwiona, rozczarowana, porzucona, zdradzaona....
a na pocieszenie powiem Ci tylko tyle, że każdy z nas tutaj myślał, że nie da się z tym żyć, że się nie da wybaczyć, zapomnieć, że niemożliwym jest bycie szczęśliwym PO = a tak naprawdę to w większości strach przed nieznanym...
Można, wszystko można, tylko już inaczej, od nowa...
Powodzenia
Jak można tak ranić drugiego człowieka z którym spędziło się więcej niż pół życia??Cały czas zadaję sobie to pytanie co on czuje?? czy w ogóle coś czuje???
Komentarz doklejony:
Nox jestem w trakcie poszukiwań nowych zajęć byłam na basenie, o zmianach w mieszkaniu też myślałam już i będę musiała się tym zająć wkrótce a karton na jego resztę rzeczy(nie wiele zostało) jest w samochodzie.... tak że gnój dostanie kopa takiego że popamięta raz na zawsze. przyrzekłam sobie że nie będzie litości bo on nie miał litości jak mnie zostawiał 2 m-ce temu zapłakaną i zdruzgotaną prawie w depresji.
Czasami sobie myślę że lepiej jak by umarł bo zachowałabym po nim dobre wspomnienia a tak został jedynie smród.
Wenus1974 od tygodnia nie robię nic ani jednego tel czy sms ale z jego strony też zero kontaktu ale jakoś nie tęsknię za widokiem jego gęby, nawet się trochę uspokoiłam ale trudne chwile i tak wracają i wtedy chce się wyć. Wątpię ze przyjdzie na kolanach teraz dochodzę do wniosku ze długo mnie na to odejście przygotowywał więc tak jak mówi pewnie się zakochał a ja do odstrzału. Ta dz.... jest samotna bo maż się wyprowadził więc ugościła mojego i już.
Nic bardziej mylnego.
Gdy do tej pewności dojdzie jeszcze utrzymujący się brak zainteresowania, wymagania i oczekiwania, brak starania się o kogoś, bo i po co, skoro przyszłość przesądzona- najczęściej straszne zdziwienie gwarantowane.
Ostatnio mało się wspieraliśmy, małe mieliśmy wymagania wobec siebie, każde poszło trochę w swoją stronę. Nie jestem też tu bez winy, ewidentnie zrobił się z tego ogromny kryzys który ja chciałam pokonać, iść na wspólną terapię a skończyło się tak że poszłam sama a on poszedł do innej.
Ale zobacz ile nas tu jest, wszyscy byliśmy w takiej samej sytuacji, kiedy wydawało się że już więcej nie udźwigniemy.
Moi przedmówcy dobrze ci radzą. Musisz przejść przez ten pierwszy, chyba najcięższy etap. Potem już jest tylko lepiej...
A z doświadczenia wiem, że twój mąż i tak za niedługo zapuka do twoich drzwi, bo siła przyzwyczajeń i codziennych rytuałów jest silniejsza, aniżeli niektórym się wydaje. A dwadzieścia lat to szmat czasu... sama zobaczysz, że będzie chciał wrócić za minimum dwa, trzy miesiące...
Wiem, co piszę. Przechodziłam to wszystko jakieś 9 miesięcy temu. I tak, jak pisze Wenus, od ciebie będzie zależało czy będziesz gotowa wybaczyć, czy będzie już za późno dla niewiernego.
Komentarz doklejony:
Nox nie pocieszaj że zaciąży ale wcale bym się nie zdziwiła bo dobrze wie że ja nie mogę mieć dzieci ale to by był gwóźdź do trumny dla mnie
Po kilku dniach bytowania na tym portalu też dostałam kopa, wiele historii podobnych do mojej, nie raz jak czytam to muszę złapać oddech bo tyle emocji. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję
Moim zdaniem nie ma się co opierniczać, tylko wnosić o rozwód. Tu już jest pozamiatane i nie ma czego ratować. Zdrada to jedno, a sqrwysyństwo to drugie. Zdradę da się przeboleć, wybaczyć i zapomnieć, ale jak ktoś do zdrady dorzuca w pakiecie wyrachowanie, prymitywne chamstwo i okrucieństwo, to lepiej mieć się na baczności i wykreślić całkowicie tego kogoś ze swojego życia.
Dlatego każdy przypadek jest indywidualny.
Komentarz doklejony:
Jestem świeżo po spotkaniu z moim mężem. Nie chciałam się z nim widzieć i unikałam go jak ognia ale niestety czekał na mnie pod domem. Od wykrycia zdrady jeszcze się nie widzieliśmy W mieszkaniu pozglądał po kątach, wyżalił się jaki to jest chory, pokazał wyniki badań, może chce wybadać grunt czy się nim zajmę w chorobie nie wiem??Przyszedł sprawdzić czy wszystko ok, pobawił się z psem trochę porozmawialiśmy i już go nie było. O powrocie do domu ani słowa On myśli tylko o swoich potrzebach, boi się chyba że zrobię mu dym w pracy i jego pani . Wiecie co jak tak patrzę na niego to z jednej strony go nienawidzę a z drugiej chyba został tylko sentyment do wspólnie spędzonych 22 lat a właściwie 21 bo ostatni rok to kłótnia goniła kłótnię. Czuję że robię się coraz silniejsza i głównie zawdzięczam to temu forum ale oczywiście miewam też kryzysy i wtedy płaczę, boję się sama nie wiem czego. Do mieszkania w samotności już się trochę przyzwyczajam chociaż najgorzej w weekend jak nie ma do kogo gęby otworzyć .....zawsze wszystko robiliśmy razem
Przyzwyczajaj się dziewczyno do samotności, bo to co robiliscie razem, to już przeszłość, historia...
Teraz jesteś TY, sama, JEDNA, całkowicie pozbawiona pary...
Myślisz, że tak nie można żyć?
Otóż można! Zaskoczę Cię jeszcze bardziej: Takie życie ma mnóstwo uroków! Odkryjesz je wkrótce, jak się trochę otrząśniesz, po stracie jedynego przywódcy Twojego istnienia, jakiego znałaś...
Kobiety takie jak Ty, mają zakodowane w głowie tylko jeden schemat; Ja i ON!!
Kiedy ON ten schemat spuszcza z wodą w klozecie, to JA jestem bez pary, samotna, odrzucona, nikomu niepotrzebna.. Bo wszystko robiliśmy razem..
Trochę to potrwa, zanim dojdziesz do siebie, ale dojdziesz...Przejdziesz tę drogę wydeptana przez inne kobiety do kamienia! Nie jesteś pierwsza, nie druga i nie ostania! Ale istniejemy! Cieszymy się życiem! Jesteśmy młode, atrakcyjne, spragnione nowości i świat stoi przed nami otworem! Wystarczy tylko przestać glądać się wstecz... Wystarczy nie wspominać gościa, który nie jest nas wart...Potrafisz?....
Z pozdrowieniami
M.
Cytat
Prawa własności do Ciebie w jego przekonaniu mu zostały. Myśli, że harem założył
doskonale Cię rozumiem, też miałam fajnego człowieka obok siebie przez 14 lat i też nie wiem za cholerę co się z nim stało....
a co do tego prawa własności - też to znam
no tak już jest
Cóż pozdrawiam mojego Ex męża i jego Polipa
Dziewczyno głowa do góry :cacy
Musisz cierpliwie szukać dalej czegoś bardziej konkretnego.
Komentarz doklejony:
Nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć..kilka tyg temu odcięłam męża całkowicie tzn. zero tel, sms, spotkań, powoli zaczęłam dochodzić do siebie, wyciszyłam się, dobrze mi to zrobiło bo nie musiałam go oglądać i dziwne bo nawet za nim nie tęskniłam, po prostu żyłam swoim życiem. Wczoraj jednak odwiedził mnie w pracy mimo moich próśb by tego nie robił, mówił że chciał mnie zobaczyć, że nie może sobie poradzić z rozłąką, że jest ode mnie uzależniony, ze sobie z tym nie radzi itd. Jednocześnie jeździ do swojej lali i tęskni za mną??? Znowu zrobił mi mętlik w głowie, wydawało mi się że sobie z tym wszystkim dobrze radzę a on przez godzinę rozmowy zburzył moją pewność siebie, emocje wzięły górę, dziś jestem cała rozsypana na kawałki, jednak wspólne 22 lata robią swoje . Nie wiem już co mam dalej robić??Jak mam się zachowywać???Jedyna nadzieja w Was...Dodam że o powrocie do domu nie wspomniał ani słowem....