

Crusoe | 00:30:54 |
Aga104 | 00:34:54 |
#
poczciwy | 01:05:45 |
JamesTon | 01:44:57 |
Julianaempat... | 06:11:00 |

Nie wiem od czego zacząć, przepraszam za chaos. Pochodzę z rodziny, w której ojciec pił a mama była od niego zależna fizycznie, ponieważ była chora na stwardnienie rozsiane. Wiązał się z tym ogromny strach o jej życie od wczesnych lat dzieciństwa i ból związany z tym, jak ojciec się nad nią znęcał, głównie psychicznie. Mama miała dużą rodzinę, siostry, matkę, nikt jej nie pomógł ... Jedyne moje szczęśliwe chwile z okresu dorastania to te, gdy czytałam książki lub jeździłam rowerem. Wcześnie zaczęłam szukać miłości, chciałam zobaczyć jak to jest kochać i być kochaną, szczęśliwą. Teraz gdy o tym myślę, to widzę, jaka głupia i beznadziejna była moja logika. Zamiast zacząć pracę, stanąć na nogi, wyprowadzić się i zabrać do siebie mamę zrobiłam wszystko nie tak. Zakochałam się w koledze "z podwórka", byłam pewna, że nikt mnie nie zechce z takim ojcem, z chorą mamą i moim wyglądem (niska, grubawa i nic we mnie nie ma ładnego). Sama w sobie podkręcałam to uczucie, w pewnym momencie (miałam wtedy 18-19) lat, nie mogłam już prawie bez niego żyć. Widywaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu a jeśli choć jednego z tych "razów" zabrakło, ja wpadałam w taki stan, że wciąż płakałam, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, nie jadłam, nie spałam. Śmieszne to wszystko, jak to teraz czytam ... Był moim obrońcą przed ojcem, odkąd zaczęliśmy być razem ojciec ani razu mnie nie uderzył, bał się go. Zdarzyło się tak, że z mamą było w pewnym momencie na tyle źle, że znalazła się w szpitalu o krok od śmierci. Wtedy babcia wzięła nas do siebie. Miałam wtedy 20 lat, a moje codzienne życie sprowadzało się do tego co robiłam od 13 roku życia czyli opiece nad niepełnosprawną mamą, którą kochałam nad życie. Nie raz płakała, że przez nią nie mogę pójść do pracy a ja starałam się nie dawać jej tego odczuć. Moja dziwna miłość kwitła, odważyłam się też wtedy po raz pierwszy oddać mojemu mężczyźnie. Po kilku miesiącach zaszłam w ciążę, którą niestety poroniłam. Po tym była chyba lekka depresja ale ja byłam przyzwyczajona do udręk psychicznych i jakoś z pomocą ukochanego udało mi się z tego wyjść. W 2004 roku kolejna ciąża, tym razem w strachu ale donoszona i urodził nam się zdrowy synek, który dziś ma 10 lat. W 2007 roku wzięliśmy ślub, w 2008 urodziłam kolejnego synka. Tu muszę dodać, że mąż miał takie sytuacje, gdy zdradził mnie z innymi. Jedna z nich pozwoliła mu tylko na "obmacywanie", druga nie chciała mieć z nim innych relacji niż tylko koleżeńskie, trzecia była moją kuzynką i na naszym ślubie wpadła mu w oko. Dodam jeszcze, że mój mąż był osobą nie pijącą, w wieku 14 lat miał 4 przygody ze spożyciem nadmiaru alkoholu, w tym jedna, gdzie nieomal nie został kaleką. Jednak niedługo po naszym ślubie znów zaczął pić. Najpierw raz w miesiącu, gdzie dla mnie było to sporą udręką zważywszy na konieczność zajmowania się dziećmi i opieką nad mamą (mieszkaliśmy u babci, gdzie nie było ani bieżącej wody ani łazienki) a potem nawet 2-3 razy w tygodniu. Dobrze, że miałam mamę, była mi wielkim oparciem. W międzyczasie mój ojciec przestał pić. W 2009 27 grudnia mama zmarła. W następnym roku zmarła babcia i musieliśmy w pośpiechu szukać sobie mieszkania. Zlitował się nad nami wujek męża. Otrzymaliśmy mieszkanie z kuchnią, pokojem i miejscem na łazienkę. Ja tymczasem coraz bardziej przestawałam sobie radzić z piciem męża. Po kilku moich prośbach a właściwie błaganiach zaczął ograniczać picie znów do 1 -2 razów na miesiąc. Ale było teraz gorzej. Nie było mamy i babci i byliśmy sami więc zdarzało mu się uderzyć mnie, popychać, wyzywać. Nie miałam dokąd odejść, najmłodszy synek miał już 3,5 roku jak znalazłam pracę w markecie oddalonym o 23 km. Postanowiłam się usamodzielnić i powoli zbierać pieniądze (pracowałam na pól etatu lecz była czasem możliwość dorobienia godzin) by móc od niego odejść. Jednak zdarzyło się tak, że stracił pracę i dorabiał tylko u miejscowych rolników. Pomogłam mu złożyć papiery do urzędu pracy na pewien kurs, po odbyciu którego miał zapewnioną pracę od 7.00 do 15.00 i udało mu się go ukończyć i podjąć tę pracę. U mnie w pracy zaczęto zatrudniać stażystów, więc zarabiałam mniej i w pewnym momencie moja praca ze względu na konieczność dojazdu i opłacenia przedszkola oraz codziennego dowozu i odbioru z niego synka, stała się praca tylko dla pracy, więc mąż niemal wymógł na mnie zrezygnowanie z niej.W jego nowej pracy też często było picie, ponieważ szef lubi alkohol. Błagałam, żeby przestał bo dzieci są i wszystko widzą i słyszą a mamy tylko 1 pokój wiec to było nieuniknione. Po jednej z jego pijackich akcji zostałam przez niego zgwałcona i zaszłam w ciążę. Będąc w 2 miesiącu zachorowałam na ospę, którą mąż "przyniósł" z pracy i straciłam dziecko. Przez pół roku po tym wszystkim było ok, nie pił, zdarzyło mu się to może ze 2 razy, ale nie był agresywny. W 2014 znów zaszłam w ciążę, bo mąż dopatrzył się, że chcę znów iść do pracy i pewnie domyślił się, że zamierzam też od niego odejść. W trakcie trwania ciąży kilka razy mąż był pijany, były awantury z jego strony bo ja zawsze starałam się cierpliwie łagodzić jego agresje, nauczona byłam tego doświadczeniami z ojcem. I tak żyję a właściwie umieram, nie widząc wyjścia z sytuacji. Moja córeczka ma prawie 5 miesięcy, chciałabym jej oszczędzić takiego dzieciństwa jakie miałam ja ale nie wiem co robić. Nie widzę wyjścia z sytuacji. Czasem myślę, żeby skończyć ze sobą to on się może wtedy opamięta. Trzymają mnie przy życiu tylko dzieci. Mąż na co dzień jest takim facetem jak inni, gdybym powiedziała komuś jaki jest po pijanemu, to nikt by mi nie uwierzył. Wiem, że tu piszą osoby zdradzone, ale ja się też tak czuję. Tyle razy mi przysięgał, że już nie będzie a ja po każdej kolejnej złamanej przysiędze spadam coraz bardziej na dno. Nie wiem gdzie się zwrócić po pomoc, mieszkam w malutkiej wsi ( 6 domów) nie mam znajomych ani rodziny, która byłaby mi w stanie pomóc. Zresztą sama nie wiem po co to wszystko piszę, nie mam nikogo, komu mogłabym się wygadać a dziś właśnie też mąż wrócił pijany, na szczęście zasnął. Przepraszam jeśli zaśmieciłam tylko portal, jeśli nie można tu pisać o takich sytuacjach jak moja, to można usunąć.
Na dzień dobry skontaktuj się z niebieską linią. W małej wsi rzeczywiście możesz być bez szans. Twoje DDA i niemoc nie pomogą Ci w zmianie męża na lepsze, ani w polepszeniu losu swojego i dzieci.
Poradnia@niebieskalinia.pl
infolinia 116 123
poradnia telefoniczna 22 668-70-00
Domagaj się pomocy. Kontaktu ze stowarzyszeniami, które Cię wyrwą stamtąd.
Podane adresy i telefony są ogólnie dostępne.
Najważniejsze, byś wiedziała, że od teraz nie jesteś sama! Już Cię nie opuścimy, przynajmniej ja...
Też nie mam lekko, jeśli to może być dla Ciebie jakąś pociechą. A siły dodają mi, oczywiście, moje dzieci.
Jutro pomyślimy, co z tym zrobić. Teraz idź spokojnie spać... Pamiętaj: damy radę! Jesteś bardzo dobrym człowiekiem. I zasługujesz na dobro. Tylko musisz wiedzieć, jak bronić się przed złem. Tak, by nie ucierpiały Twoje dzieci i Ty. Jestem kilka kroków przed Tobą. A niedawno też umierałam. Ale żyję! Moje dzieci też! A on się stacza! Tylko z nimi tak jest, że nim sięgną dna, zniszczą wiele osób. Nie daj się! Na razie zachowaj spokój. Uzależnienie to choroba. Bez leczenia go nie zmienisz. A i po, trudno z takim żyć.
Masz w sobie ogromne pokłady siły, tylko musisz to poczuć! Musisz uwierzyć, że możesz zmienić swoje życie! I zrobisz to! Tak czuję!
Twoja opowieśc mnie powaliła. Bo zobaczyłam siebie. Okoliczności, oczywiście, inne, ale w Tobie przypomniałam sobie moją niemoc, mój strach i bezradność. To było dwa lata temu. Teraz jestem w zupełnie innym miejscu. Dało się. Dlatego wierzę, że i Twoje życie się zmieni.
Już nie jesteś sama. Masz nas...
:cacy
Jak to czytam serce się kroi. Jak ważne są te nasze pierwsze decyzje życiowe i wybory. Jak szybko i łatwo można zmarnować sobie życie...Twoja historia jest porażająca. Za tyle poświęcenia- Ty kobieto na pewno pójdziesz do nieba. Ale tu na Ziemi musisz jeszcze zrobić coś ze swoim życiem. To nie może tak trwać. Ty nie możesz tak żyć. Udaj się do najbliższej miejscowości do ginekologa-sexuologa. Musisz najpierw zadbać o Siebie z tej strony. Antykoncepcja oraz tabl na depresję. Bo Ty napewno ją masz od wielu lat. Zaleczysz to i będziesz silniejsza. Musisz skorzystać z pomocy lekarza. Musisz być silna, by działać dalej. Na pewno nie możesz żyć i być z tym człowiekiem, bo wykończy Cię psychicznie i fizycznie! Ale do tego kroku potrzebujesz trochę czasu, siły i determinacji. Ale jest szansa. Musisz najpierw iść do lekarza po pomoc dla Siebie! Zarejestruj się i idź-na NFZ.
Boże gdybym wygrała w lotto kupiłabym Ci piękne duże mieszkanie byś mogła funkcjonować ze swoimi dziećmi. Pisz więcej jak to wszystko wygląda. Tu są wykształcone osoby, pomogą Ci, poradzą, pisz więcej... Pozdrawiam
Dlatego moja droga, olej to czy jesteś mała i przygrubawa, bo to najmniej ważne, jak wyglądasz. Dzieje się Tobie krzywda i dlatego powinnaś zacząć działać. Pijakowi schodź z drogi, bo i tak go nie zbawisz. Jesteś dla niego wygodna, bo pijak wraca do domu i ma posprzątane, ugotowane i wyprane. Robisz za jego osobistą służącą. On nie liczy się z Tobą, bo wie, że nie podskoczysz mu zbyt wysoko. Chociaż mózg ma przeżarty wódą, to przecież jest w stanie ocenić w jakiej jesteś sytuacji. On wie, że ma Ciebie w garści. O tym, żeby on poszedł do innej nie ma mowy, bo która kobieta chciałaby pijaka? chyba tylko taka sama pijaczka, jak i on, ale i inna baba nie byłaby dla ciebie rozwiązaniem, bo przecież wiadomo, że on trzymałby Cię w obwodzie i wracałby co jakiś czas z podkulonym ogonem. Ty łapałabys się na to i tak mijałoby Ci życie.
Musisz zacząć chodzić po różnych instytucjach, chodzić wytrwale i prosić o pomoc. Musisz schować do kieszeni fałszywy wstyd, przemóc się i szukać ucieczki z bagna. Idź do szkoły dzieci- może tam znajdziesz jakąś fachową poradę. W szkole na pewno jest pedagog, psycholog, jest dyrektor- ci ludzie mogą Tobą pokierować. Nawet muszą to zrobić ze względu na dobro dzieci. Idź do opieki społecznej i nie daj się zbyc byle czym. Bądź uparta i upierdliwa- nie wstydź się prosić o pomoc i żądać jej dla siebie i swoich dzieci. Porozmawiaj z lekarką, powiedz jej jak zyjesz, może ona podpowie Ci, co możesz zrobić? Szukaj dziewczyno pomocy, gdzie się tylko da. Wejdź sobie na forum o przemocy w rodzinie niebieskiej linii, są tak różne wątki, odnajdziesz tam siebie, bo tak zyjących kobiet, jak Ty pełno jest w naszym kraju. Pukaj do róznych drzwi i uciekaj od degenerata.
Jeśli nie umiesz rozmawiać z ojcem z powodu waszej przeszłości, spytaj go tylko o grupę Al-Anon. To ludzie tacy jak Ty. Nie bój się ich, mają doświadczenie życia w piekle alkoholizmu, oraz doświadczenie wyjścia z tego piekła, z alkoholikiem albo bez niego. Są tam, aby pomagać. Ojciec albo jego znajomi mają na pewno takich znajomych. Są tam również kobiety, więc powinno być Ci łatwiej się otworzyć.
Jesteś DDA. Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Wśród niemocy, która przebija z Twojej histori, jest przede wszystkim niesamowita siła takich ludzi jak Ty. Możesz góry przenosić dziewczyno. Zrobiłaś pierwszy krok, bo odważyłaś się powiedzieć o sobie nieznajomym ludziom. Nie miej wstydu i lęku przed przyszłością. Odnajdź swą odwagę i działaj dla siebie i swoich dzieci. Wokół Ciebie są ludzie, pozwól się im zauważyć i pomóc.
O takich dramatycznych wydarzeniach, sytuacjach piszesz z tak niewyobrażalną pokorą... Niesiesz ten swój bagaż taka pogodzona i tyle w Tobie łagodności, że aż zapiera mi dech... Ty się buntujesz, ale nie wpadasz w histerię, Ty się boisz, ale nie panikujesz, ty pragniesz zmian, ale nie za wszelką cenę... Dziewczyno, chylę czoła. Ja, stara baba, powinnam się od Ciebie uczyć...
Daj sobie na razie spokój z tymi gryzoniami, póki, co, musisz jeszcze znosić tę swoją gadzinę. Zostań tam gdzie jesteś. Czyje jest teraz to mieszkanie? Wujka? Jest szansa, byś została w nim z dziećmi? A rozwód? Myślałaś o tym? Skąd masz środki na życie?
I jeszcze jedno. Partnerstwo, miłość, szczęście...to nie słowa z Baśni tysiąca i jednej nocy... To pojęcia, które towarzyszą ludziom na co dzień. To emocje tak potrzebne do życia, jak pokarm i woda. Nie daj sobie wmówić, że za wiele wymagasz. Nie pozwól sobą manipulować. Zasługujesz na szczęście i miłość.
Choćby po to, by Twoje dzieci wyrastały w poczuciu wartości.
Nie wiem, czego oczekujesz po spotkaniu z psychologiem, nie trzymaj się tak bardzo nadziei, że rozwiąże od razu Twoje problemy, to Ty musisz poczuć, jakich zmian pragniesz. Od męża niewiele możesz oczekiwać, więc jaki będzie Twój ruch?
Powodów jest kilka, jednym z nich jest to, że przypomniałam sobie siebie z przed lat...
Po pierwsze nie myśl o samobójstwie!! Też tak myślałam, tez wydawało mi się, że nic już mnie w życiu nie czeka... Jakże się myliłam!!
Czekało mnie wiele, także i tych niezbyt miłych chwil, ale jednak...
Każdy ma w życiu swoją własną drogę, swoją gwiazdę, która mu świeci...
Jesteś bardzo mądrą kobietą... Zacznij tę mądrość wykorzystywać. Dąż do obranego celu, nawet jeśli będziesz omdlewać z wysiłku...
Szukaj pomocy, w Niebieskiej Linii... Tylko nie przystawaj, nie cofaj się z raz obranej drogi. Czytając Twój list, jakbym sama wracała do przeszłości...
Chcę ci jakoś pomóc!
Napisz do mnie na priv.
Z pozdrowieniami
M.
pam.weronika@gmail.com
pam.weronika@gmail.com][/quote]
Darmowa reklama TVN-u ? Czy zarobek na czyimś nieszczęściu ?
Możesz dodawać ogłoszenie w dziale Zaproszenia Ogłoszenia w dziale Program Telewizyjny, a nie w taki sposób.
Ma ktoÅ› jeszcze jakieÅ› rady?
Pozdrawiam
M.
Tato ma w swoich wolnych od nałogów znajomych pewną położną, która "załatwiła" mi na szybko wizytę u ginekologa i poinformowała męża, że będę przyjmować pewne tabletki, podczas brania których należy się powstrzymać od stosunków. Dodała jeszcze, że sprawa jest poważna i naprawdę może się to skończyć szpitalem. Jest nieźle przestraszony. Mam czasem bóle brzucha na tle nerwowym a on myśli, że to sprawy kobiece i mam spokój. Nawet wyręcza mnie czasem w sprzątaniu, tak sam z siebie. A ja nie jestem w stanie zmusić się do odczuwania wdzięczności. Jednocześnie mam wrażenie, że go krzywdzę okłamując w ten sposób. Czasem myślę, że też sporo mojej winy jest w tym, że on się tak agresywnie zachowuje. Może jak odejdę, rozwiedziemy się to ułoży sobie życie z inną i będzie szczęśliwy.
Tak szczerze, to z rodzin które mieszkają w naszej wsi naprawdę nie ma żadnej normalnej. I dlatego czasem mam takie poczucie bezsensu tego wszystkiego i bezradności, wystarczy jednak tylko spojrzenie na moją malutką, jej radosny uśmiech i wiem, że zrobiłabym wszystko, żeby ona była szczęśliwa.
Cytat
A co jeśli następnym razem dzieci będą w domu? Nie można ich narażać na takie widowiska. Co jeśli kiedyś po pijaku uderzy dziecko?
Sadness, dopóki jesteś sama to możesz robić ze swoim życiem co chcesz i znosić co chcesz. Ale kiedy jesteś matką to Twoim obowiązkiem jest chronić dzieci. Ty siedzisz bezradnie i akceptujesz to, że Twoim dzieciom dzieje się krzywda. Bo nie uwierzę, że dzieci mają normalne, szczęśliwe dzieciństwo przy takim ojcu alkoholiku.
Twój mąż jest pogrążony w nałogu więc nie ma co na niego liczyć, ale Ty jesteś normalna i zdrowa, w miarę rozsądna więc powinnaś zacząć działać.
Dlatego następnym razem dzwoń po policję i szukaj pomocy, dla dobra swoich dzieci.
Cytat
Nie ma Twojej winy w tym jak on sie zachowuje. Tu jest winne tylko uzależnienie. Z każdą inną kobietą byłoby to samo bo ten człowiek jest w nałogu. Jeśli Tobie można tu coś zarzucić to tylko bezczynność.
Nie rozumiem jak możesz mieć względem człowieka, który tak Cię krzywdzi (i Wasze dzieci) jakiekolwiek wyrzuty, chyba masz je dlatgo, że jesteś współuzależniona i podobnie jak on potrzebujesz terapii.
Jesteś dobrą osobą dlatego wierzę, że wyrwiesz siebie i swoje dzieci z tej patologii. Trzymam za Ciebie mocno kciuki.
Cytat
I tak to wcześniej czy później zrobi. Nawet gdy powodu nie będzie, dostaniesz po głowie, bo w końcu trafi...
Cytat
...a póki co nie robisz nic, fundując jej dzieciństwo w strachu, przemocy, pijaństwie i braku szacunku. Kiedyś Ci to wypomni.
Mało tego - wychowasz ją na kobietę, jak Ty - bezwolną, poddańczą, zastraszoną z zaburzoną umiejętnością postrzegania, która po wkroczeniu w dorosłość ma ogromną szansę, by żyć w patologii, jak Ty. Wyrządzisz dzieciakowi krzywdę na całe życie. Ot i to będzie to szczęście, o którym tak ładnie piszesz...
Dużo nad tym wszystkim myślałam i wiem, że mnie też można zaliczyć do osób uzależnionych ... Jestem uzależniona od męża i nie chodzi tu o uzależnienie ekonomiczne. Przeczytałam kilka broszurek, które dostałam od terapeuty i poczytałam też na ten temat w internecie i widzę, że mąż nie miał ze mną lekko. Wiem, to nie tłumaczy przemocy i pijaństwa.
Jeśli chodzi o wizyty u ginekologa, to nie chodziłam nigdy z mężem, nawet podczas ciąż, z tej prostej przyczyny, że wypłata męża zależy od przepracowanych dni. Tym razem pojechał ze mną, ponieważ malutka była trochę przeziębiona i chciałam żeby zobaczył ją lekarz. Umówiłyśmy się z położną, że przyjdziemy do niej z małą, żeby mogła ją zważyć i zmierzyć a wtedy "przy okazji" ona powie mężowi co trzeba.
Co do mieszkania socjalnego, 5 maja jadę podpisać umowę. Tu znów okazało się, że znajomi ojca z AA są w sumie jego dobrymi znajomymi.
Chciałabym, żeby moją głowę dało się szybko wyleczyć. Z tego co wyczytałam, to ciężka praca przede mną i nie ma pewności, że się powiedzie. Według terapeuty jestem DDA typ bohater i mam spore szanse na bycie 'normalną'. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc i za to, że nie wyrzuciliście mnie stąd.
Komentarz doklejony:
witaj Sadness
Åšciskam Was bardzo serdecznie