

Anetastp | ![]() |
heniek | 02:16:21 |
Julianaempat... | 04:16:07 |
soighlah | 05:51:48 |
Edek_2 | 06:21:12 |

Jesteśmy małżeństwem prawie 20 lat, znamy się 24 lata, byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami i myślałam, że ostatnimi. Jednak przez cały rok 2014 mąż mnie zdradzał z koleżanką z pracy, młodszą o 17 lat. Zaczęło się dość niewinnie od smsów, gadania w pracy, śmiali się, że mogą zostać przyjaciółmi. Przyłapałam męża w lutym 2014, że pisze do niej o 5:30 i o 22:30, czyli pierwszy i ostatni sms w ciągu dni do niej. Zapaliła mi się lampa, rozmawialiśmy, on z nią również, ucichło na 2 tygodnie, niby normalne stosunki w pracy, a potem znowu się zbliżyli. Do wakacji żyłam w jakimś amoku, bo nic mi na to nie wskazywało. Mamy 2 dzieci, wiadomo, obowiązki, szkoła, dom, praca, dużo na mojej głowie. A mój mąż w tym czasie mocno schudł (zaczął w maju 2013), nie pił (rzucił definitywnie w sierpniu 2013), jednym słowem wypiękniał. Wakacyjne wyjazdy to był koszmar, był z nami, ale jakby go nie było. Ciągle na telefonie, powprowadzał jakieś hasła, zero bliskości. Tłumaczył się jakoś, prezenty kupował. Od września postanowiłam, że trochę się"poprawię", że będę więcej uwagi jemu poświęcać, bo może rzeczywiście byłam za bardzo mamą a nie żoną. Życie seksualne się polepszyło, w ciągu tygodnia było normalnie, ale weekendy straszne. Ciągłe kłótnie. Zaczął znikać z domu. Ma taką pracę, że nie podejrzewałam nic. Musi jechać, niech jedzie, ale czasu wolnego nie chciał za bardzo z nami spędzać. Zmuszał się i było to widać. Kolejna lampka zapaliła mi się, jak na weselu u kolegi przegadaliśmy cały wieczór o zdradzie, że on nigdy by nie mógł, chyba, że się zakocha. W tym wszystkim nawet czasem o niej coś opowiadał, że ma tak ciężko, że nikt jej nie rozumie, że przed nim się otworzyła itd. Pażdziernik był okropny, moje i dzieci urodziny a on z ciągłym fochem, potem przepraszał, tłumaczył jakimś kryzysem wieku średniego. Jak się później okazało, ona miała urodziny i imieniny również w październiku, więc się motał. Listopad koszmarny, ciągłe sprzeczki w weekendy, wracał bardzo późno, wychodził czasem jak spałam. Przyczyna - od początku listopada wynajmowała mieszkanie, więc do niej jeździł. Zaczęła urządzać im gniazdko, stawała się zaborcza, naciskała, była zazdrosna. Kupił jej psa, by nie była zazdrosna. W grudniu, dziś wiem, pojechali razem na wyjazd służbowy, na 3 dni. Jakoś chciałam dotrwać do świąt, mieliśmy jechać na narty. Przyłapałam ich, że gadają na komunikatorze, oj była awantura. Ja płakałam, on się tłumaczył. Cały czas podtrzymywała wersję, że to ona się w nim zadurzyła, potem mówił, że zakochała. Wigilia w napięciu, dostałam piękny prezent, ale kuł mnie w serce. Wyjechaliśmy i tu zdziwienie, było bosko, zero napięć, świetny seks, zero stresów. Ona pisała do nie, ale jakoś to tolerowałam. Wróciliśmy dzień przed sylwestrem, w ostatni dzień roku oczywiście się widzieli, stęsknieni za sobą wylądowali oczywiście w łóżku, po powrocie do domu, coś czułam, zrobiłam lekką awanturę, że skąd ta zmiana, po tak udanym wyjeździe, wyszłam z domu, po powrocie poprosiłam, go by pokazał mi plecy, bo niby go bolały, chował się w bluzie - ona drapała go namiętnie w czasie seksu. Bez szemrania poszliśmy do sypialni i do wszystkie się przyznał. Zycie zatoczyło koło - pierwszy niewinny pocałunek 31.12.1014, ostatnie spotkanie bez mojej wiedzy 31.12.2014
To opis naszego roku, a jak jest teraz.
Żyjemy dość spokojnie, odpowiedział na wszystkie moje dotychczasowe pytania, nie ukrywa nic. Pracują nadal razem. Do końca marca wynajmuje ona to mieszkanie, na którego czynsz się mąż trochę składa. Dałabym miliony by zniknęła z naszego życia. Dużo rozmawiamy, wiele rzeczy robimy razem, to co kiedyś sprawiało nam tyle przyjemności. Zgodziłam się, że jak będzie miała kłopoty, to może jej pomóc. Spotkałam się z nią, by zmaterializować moją rywalkę. Mąż mówi, że nigdy nie mówił jej, że mnie nie kocha. Jest nawet lepszym ojcem. ciekawa jestem, czy ta zmiana dobrze rokuje, czy to nie jest jakaś cisza przed burzą. Powiedzcie, można odbudować związek, po takich przeżyciach. Czujemy się oboje jak w depresji. Ja mam kłopoty ze snem, choć teraz już mniejsze, mąż ma bardzo niskie libido, ale seks jest i jak już jest to udany, satysfakcjonujący.
Mąż zawsze był zamknięty, teraz jak więcej rozmawiamy, to choć jest bez napięć. Oczywiście myśli bolą, obrazy latają przed oczami, ale serce podpowiada, że warto to przetrwać. Nie rozmawialiśmy o wybaczaniu, on nie prosił, wiedział, że mnie to strasznie boli. ja powiedziałam, że to chyba za trudne. Chcę się z tym bardziej pogodzić, niż wybaczyć - to dobrze czy źle ? Nie robimy żadnych dalszych planów, żyjemy chwilą, staramy się w ciągu dnia kontaktować. Oczywiście ona strzela fochy w pracy, szantażuje go, wiem że to przeżywa, ale póki co, jakoś sobie z tym radzi, to znaczy w ogóle nie odbija się to na naszym zyciu. Jak czuję napięcie, pytam o co chodzi, wyjaśniamy, idziemy zapalić fajkę pokoju i jest ok.
Z jednym jest trudno, że mąż mało okazuje na co dzień uczuć, choć wiem, że taki jest, to ja tego dziś potrzebuje. Po dwóch miesiącach, dopiero w tą środę powiedział, że tęsknił za mną, mnie takie małe rzeczy cieszą, ale wiem, że powinnam być bardziej egoistyczna., że nie nadskakiwać, nie "skamleć" o uczucia, ale co ja poradzę, że kocham jego ciało, zapach, dotyk. Zawsze tak było. Szukałam w sobie winy i jakoś nie dopatrzyłam się zbytnio, bym go odtrącała. Na pewno nasze drogi, co szyły równolegle rozeszły się, ale teraz czuję, że jesteśmy bliżej, niż wcześniej.
Proszę napiszcie mi, czego się wystrzegać, co może robię źle. Jak spokojnie przeżyć dni, miesiące, by potem czerpać w 100% radość z życia.
Na pewno nie powinni razem pracować.
Warunkiem wybaczenia jest poprawa i chęć budowy na nowo związku ze strony zdradzającego. Wybaczenie to Twoja sprawa. Jeśli nie rozbierzecie zdrady na czynniki pierwsze to może się to zemścić.
Komentarz doklejony:
Jeszcze dodam trochę historii mojego życia - po tej pierwszej wybaczonej przyszła druga, trzecia i kolejna.Zachowywałam się tak jak ty, niby coś robiłam, żądałam,itd,ale on widział, że jest całym moim życiem i zrobię wszystko żeby go zatrzymać.Teraz niedobrze mi się robi, gdy o tym pomyślę i to jest to, czego najbardziej nie mogę sobie wybaczyć.Ale to moje życie i moja decyzja, że w końcu pogoniłam facia na cztery wiatry i naprawdę tak jest o wiele lepiej.
Komentarz doklejony:
A jeszcze jedna kwestia - kasa.Piszesz, że mąż płaci część czynszu za utrzymanie ich wspólnego gniazdka.Z waszego domowego budżetu oczywiście.Uważaj, kochanki kosztują.Zamiast dać tę kasę np. dziecku - on płaci obcej babie.Ja miałam dość wizyt komorników i telefonów od wierzycieli, podczas, gdy razem z dziećmi utrzymywaliśmy się tylko z mojej pensji.Myślisz, że go to ruszało?Śmiał mi się prosto w twarz.Skończyło się to dla mnie głęboką depresją wraz z pobytem w szpitalu, do tej pory jeszcze całkowicie z tego nie wyszłam.A gdybyś go poznała osobiście, byłabyś zaskoczona jaki to kulturalny, wrażliwy i inteligentny mężczyzna,żadna patologia, choć trudno w to uwierzyć.Niech sobie taki będzie proszę bardzo, ale z daleka ode mnie
Radzę Ci, abyś słuchała swojej intuicji, postaw na rozum, a nie swoje dobre serce, trochę zdrowego egoizmu nie zaszkodzi, delikatnie kontroluj go, bo upłynęło zbyt mało czasu od zakończenia tego romansu. Ten romans może jeszcze trwać z przerwami, zrywanie z kochanką, godzenie się i tak w kółko. Niech on poczuje się teraz z Tobą pewnie, niech wie, że może wyjść z kolegami, wyjechać itp., niech wie, że Ty nie jesteś podejrzliwa, ale sprawdzaj go, zbieraj dowody, mogą się przydać.
Czy postawiłaś mu warunki? Czy jasno określiłaś granice na co się zgadzasz, a czego nie tolerujesz w związku? Jeśli nie dałaś mu jasno do zrozumienia czego oczekujesz od niego to nie oczekuj, on będzie dalej robił swoje, a Ty się wykończysz psychicznie.
Wiem co piszę, bo sobie sama zaserwowałam taką jazdę przez dwa lata.
To były dwa lata miotania się, absolutnie ciągłego stresu oraz fizycznego i psychicznego wykończenia.
Mamy podobny staż małżeński i pewno też wiek podobny. Nie chcę z góry zakładać i prorokować, że twój mąż kłamie i jedynie na czym mu zależało, to na na unormowaniu wygodnego życia z żoną i dziećmi.
Niestety, jest nas tutaj dużo takich jak ty w obecnej sytuacji i niestety nasze związki (często wieloletnie) mają ten sam koniec.
W końcu coś w nas pęka, albo może przychodzi kres naszej wytrzymałości i zostawiamy Niewiernych.
Przeczytaj proszę po kolei sobie nasze wątki, po kolei jak do ciebie piszemy i zobaczysz sama, że nasze historie nie różnią się tak bardzo od twojej. Nawet mam wrażenie, że scenariusz jest taki sam, tylko osoby inne.
Cytat
Mąż jest zestresowany sytuacją, jak ch*lera
Pingwin, romans trwa, bo na to pozwalasz. Nie wystarczy powiedzieć "nie zgadzam się", trzeba to wcielić w życie. Podczas gdy Ty tylko rzuciłaś te słowa na wiatr. Wcale się nie dziwię, że nie bierze Cię na poważnie...Finansuje kochankę przy aprobacie żony...dobre
Samba na pewno masz rację - muszę być bardziej egoistyczna i to on ma zabiegać o mnie, muszę się teraz na tym skoncentrować, dzięki za komentarz. A płacenie na kochankę skończy się za miesiąc i dalej nie pozwolę ! Na to się zgodziłam, już nie będę zmieniać zdania
Andarh71 mój rocznik to 73 :-) na dzień dzisiejszy, wierzę, że się nie bzykają, w zasadzie nie widzieli się sami od dwóch miesięcy, nawet raz wysłałam córkę jako przyzwoitkę ....poczytam wasze historie, na razie jestem tu nowa, chciałąm napisać o sobie
JakichWiele szkoda, że zakładasz czarny scenariusz - chodzi mi o roszczącą kochankę w czasie teraźniejszym.....i skąd pewność że żona jest napalona, to nie jest tak. A kasa to tylko kasa, to mnie nie boli, wg mnie są gorsze apeskty zdrady, niż zapłacenie komuś 300 zł.....
Wydawał na nią sporo kasy, ja nazwałam to sponsoring, przywykła do tego dość szybko, choć na początku się wzbraniała
Warunki postawiłam to takie - do końca czerwca mamy się z tym uporać, ma z nią nie pisać na viber, ma dać mi poczucie stabilności, musi odbudować moje zaufanie itd. Oczywiście ona pisze non stop, choć ostatnio zdecydowanie mniej. Ona myśli, że ja go znienawidzę, nie może pojąć, że nie zrobiłam awantury i nie wystawiłam mu walizek....a ja już taka jestem, przeszłam bardzo dużo w życiu, właściwie nie mam bliskiego z rodziny przy sobie, tylko dzieci, które są jeszcze za małe, by były partnerem w smutkach, muszę im tego oszczędzić, choć nie jeden raz widziały moje łzy
Komentarz doklejony:
viera kontroluję go, choć czasem się tego brzydzę, to też zabiera mi spokój, ale sprawdzam go, jego telefon, maile, sprawdzam też ją, mam ją w kontaktach, jest na dwóch komunikatorach, jest na FB.
Musze być pewna siebie w 100%
Cytat
Ależ tu nie chodzi o konkretną sumę, tylko sam fakt, że mimo iż urządził Ci piekło na ziemi, dalej ma skrupuły by pomagać kochance. Widzisz, gdyby miał poczucie wyrządzonej Ci krzywdy, nigdy nawet przez myśli by mu nie przeszło, żeby dać jej choć złotówkę. Skoro nie ma w/w poczucia, znaczy to tylko tyle, że kochanka jest mu znacznie bliższa niż Ci się wydaje i niż chciałabyś.
Szczerze współczuję - zmagać się ze zdradą, gdy bardzo chce się dać szansę przy stojącym w rozkroku mężu, musi być trudne.
Musze być pewna siebie w 100%...."i po co ci wiedza z którą nic nie zrobisz.Dlaczego mąż partycypuje w opłatach za jej mieszkanie?wynajęła je wyłącznie by się z nim tam spotykać?jeżeli jej nie stać na wynajęcie niech weźmie współlokatorkę.Tak jak ty nie dajesz mężowi konkretnych sygnałów tak on nie daje ich jej.Zwodzi was obie.Gdyby zerwał z nią zupełnie kontakt,odrzucał połączenia,nie podwoził,nie odwoził dał by jej jasny komunikat że to koniec.Jakoś do tej pory żyła na tym świecie.Gdybyś ty dała mu jasny komunikat wóz albo przewóz musiałby podjąć konkretną decyzję.Kasa to kasa ale w tym wypadku to jedna z rzeczy która ich ...łączy.Mąż nigdy jej nie mówił że cię nie kocha? Czy to że cię okłamywał, że wynajmuje z nią mieszkanie w którym uprawiają seks nie pozwalało jej myśleć że tak właśnie jest?Jego libido przy niej buzowało na maxa tak że ona szalała z rozkoszy uruchamiając pazury,Mogła pomyśleć że z nią jest mu lepiej skoro ma teraz pretensje o mniejsze zainteresowanie.Ona nie zrezygnuje z pracy i nie będzie brała tego pod uwagę przynajmniej tak długo jak będzie myśleć że jest częścią waszego trójkąta.To nie był skok w bok ani miesięczny romansik ten kontakt trwa 15 miesięcy+ bo musiało buzować przed pierwszym pocałunkiem.
Sam fakt zdrady prawdopodobnie został tylko między wami. Cichutko przed dziećmi, rodziną i znajomymi. Masz z kim pogadać w realnym świecie? Wyżalić się ,poczuć wsparcie i gdyby coś się stało gdzie dojść do siebie? Wcale nie musisz ukrywać zdrady i tym samym udawać, że masz świętego męża. Żyj tak jak jest naprawdę , masz prawo również mieć gorsze dni. Nie żałuj sobie.
Jeszcze jedno, Twój mąż zachowuje się jak pies ogrodnika . Chce mieć i Ciebie i ją! Zacznij dbać o siebie, wychodź do ludzi, do znajomych, a jemu zafunduj trochę obowiązków. Niech myśli.
Nie wiem od czego zacząć bo nie jestem zwolenniczką wybaczania zdrad ani odbudowy związków na takich fundamentach, dla mnie jest to stratą czasu i nerwów ale może istnieją wyjątki od tej reguły.
Jeśli Ty i Twój mąż chcecie ratować Wasz związek to moim zdaniem, skandaliczne jest to, że tolerujesz to, że on tej kobiecie pomaga...
Jeśli zależy mu na Tobie to powinien definitywnie wyrzucić ją z Waszego i swojego życia! Jeśli chce być z Tobą to nie ma mowy o tym by on jej dawał pieniądze, a ona do niego pisała. W jego interesie jest by z nią zamknąć kontakt, powinien zmienić numer, poprosić ją by się nie odzywała a już na pewno jej nie pomagać bo jeśli wybrał Ciebie to od tej pory ona nie jest częścią jego życia. Tak powinien wyglądać prawidłowy (na miare możliwości...) scenariusz, a wygląda niestety inaczej.
Nie rób awantur bo nic to nie da a tylko ujmuje Ci w jego oczach. Raczej postaw jasny warunek, że jak będzie z nią jakikolwiek kontakt to będzie rozwód. Z taką miękką postawą jak teraz to będziesz jeszcze długo czekać na zmianę w jego zachowaniu, która sama z siebie nie nastąpi.
Komentarz doklejony:
Na Twoim miejscu też zastanowiłabym się po co on jej pomaga.
Nie wierze w taką bezinteresowność. Jeśli niczego by od niej nie chciał i nie zamierzał mieć z nią nic wspólnego to nie inwestowałby w tą znajomość.
Wybaczajac więcej niż jeden raz uczymy zdradzaczy, że jest miejsce, gdzie zawsze łatwo mozna wrócić i równie latwo można z niego czmychnac, kiedy sie tylko zechce, dlatego musisz swojemu mezowi jasno dać do zrozumienia, że albo Ty albo ona.
Nie wiem w jakim wieku masz dzieci? mój syn miał 16 lat jak zaczął się ten koszmar, bardzo to przeżył, stracił autorytet do ojca, odbiło sie na szkole, zaczynał przesiakac klamstwem i destrukcja, ale na szczęście w porę zrobilam z tym porządek.
Cytat
Pamiętam, gdy trafiłam tutaj po raz pierwszy i wykwękałam jaka jestem wypalona i zmęczona tym wszystkim, ktoś mi w komentarzach napisał, żebym pomyślała o córce.
Zdrada w rodzinie, nie uderza tylko w nas, dorosłych ale przede wszystkim w nasze dzieci.
Pewno masz dzieciaki w taki samym wieku jak ja i Viera, czyli minimum nastolatki.
Dla mnie, zwrócenie obcej mi osoby na to, co się dzieje z moim dzieckiem- było momentem przełomowym. I gdy zatrzymałam się na chwilę, i zobaczyłam Moją Misię taką wiecznie smutną, przygarbioną, milczącą i uciekającą chyłkiem przed nami, coś we mnie pękło. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie zrobię krzywdy sobie, ale przede wszystkim mojemu dziecku. Uzmysłowiłam sobie, że ja - dorosła jakoś się pozbieram, ale ona- dopiero nastolatka wejdzie za chwilę w te dorosłe życie ze strasznym bagażem życiowym.
Zobacz sama, u Viery i u mnie zdrady naszych mężów odbiły się paskudnie na naszych dzieciach. Nic nie piszesz na ten temat, nie wiemy też jak dzieciaki przez to przechodzą, ale dzieje się to wszystko jakiś tam czas i nie da się tego zamieść pod dywan...wiec mniemam, że doskonale się orientują co Tata wyrabiał przez ten rok.
Zgadzam się z Wami zdecydowanie, że poważny kryzys w związku rodziców może się bardzo odbić na psychice dzieci, na ich przyszłości i... że rodzice powinni się starać je ochronić.
Ale jednocześnie uważam, że rozstanie małżeństwa w kryzysie nie jest zawsze jedynym możliwym ani zawsze najlepszym dla dzieci rozwiązaniem.
Bywają oczywiście sytuacje jednoznaczne...
Z takich związków na pewno trzeba dzieciaki ratować i wspierać ludzi, którzy próbują się z takich relacji wyrwać.
Ale Pingwin pyta "Czy da się to odbudować?"...
Ona widzi szansÄ™
Mam nadzieję, że Jej mąż też jest gotowy przejść przez czekające Ich piekiełko i... że tą drogą możliwie zminimalizują wpływ tego życiowego tsunami na życie dzieci i swoje własne...
Moim zdaniem to nie rozstanie jest warunkiem koniecznym i wystarczającym dla zapewnienia dzieciom wystarczająco dobrych warunków do życia i rozwoju... W każdym razie nie zawsze...
Znam rozwiedzione i rozwodzące się związki, w których dzieci miały/mają niestety sporo kłopotów ze sobą, są depresyjne
To nie są czarno-białe sytuacje i to nie są proste decyzje, których następstwa jesteśmy w stanie w 100 % przewidzieć...
Ja nie wiem, jak życie moje, mojego męża i naszych dzieci będzie wyglądało za 2, 5 czy 10 lat... tym bardziej nie wiem, czy Pingwin i Jej mąż pozostaną razem i będą szczęśliwi, ale z całego serca życzę Im szczęścia!!!
Czy to razem... czy też osobno...
Trzymam mocno kciuki, Pingwin!!!
Padło porównanie rozstania się z powodu zdrady i z powodu alkoholizmu. Z mojego doświadczenia wynika, że w obu przypadkach jest prawie tak samo. Tak jak w alkoholizmie szansą dla pijącego jest tzw twarda miłość, brak tolerowania picia, kłamstwa i wszelkich innych towarzyszących aspektów, współuzależnienie , system kłamstw ,,zaprzeczeń , usprawiedliwień,straty i rozpad w rodzinie.
Po zdradzie nie powinno być tolerancji do jakichkolwiek bliższych kontaktów zdrajcy z płcią przeciwną, a już z kochanką absolutnie żadnych. I tutaj jest pierwszy błąd Pingwin, że godzi się na pracę, kasę dla niej, jakieś rozmowy.
Po zdradzie nie należy ufać w każde zapewnienie, tłumaczenie. Na tematy niezwiązane też lepiej wziąć poprawkę. Zresztą są różne sygnały ostrzegawcze -zmiana wyglądu, nastroju. I tutaj sprawdzenie ma swoją rację bytu. Owszem dobrze, aby nie było to chorobliwe kontrolowanie.
Na różnego rodzaju wymówki lepiej reagować od razu i nie chować w sobie wątpliwości czy bólu (żalu) . Trzeba mówić o ich bezsensowności i ukrytym egoizmie. Wymówki i usprawiedliwienia służą do zmniejszenia wagi zdrady, przytowaniu gruntu do większej wolności (dla niektórych następnego skoku w bok) ,wzbudzenia litości, przerzucenia odpowiedzialności. Stąd też mąż tłumaczy kontakty wspólną pracą, koniecznością utrzymania wynajętego mieszkania - bezczelność i wierutna bzdura.
Straty w rodzinie już są. Przede wszystkim brak równowagi psychicznej Pingwin. Nie doczytałem o dzieciach, ale kobieta może mieć pewność, że one widzą i rozumieją co się dzieje na swój sposób. Na pewno się to odbije wielką czkawką.
Czy trzeba ciągle być czujnym, wrednym i kontrolować wszystkie aspekty życia? Oczywiście, że nie. Nie na tym polega danie szansy i praca nad związkiem. Trzeba wiedzieć czego się chce od partnera, co można zmienić samemu co wspólnie. Być konsekwentnym w tym na co się nie godzimy. I nie ma zmiłuj się.
Tak jak alkoholik w sprzyjających warunkach (osiągnięcie dna i brak tolerancji dla picia) ma szansę wyjść z nałogu tak zdrajca (po wydaniu się zdrady i braku tolerancji na ciągnięcie tego procederu) na uratowanie związku. Danie w odpowiedni sposób szansy nie oznacza wyciągania za uszy. On ma sam się starać, myśleć płacić za swoje grzechy. I tak jak w alkoholizmie tylko część pijących wychodzi z nałogu tylko część zdrajców staje się prawdziwymi mężami i żonami. Należy zdawać sobie z tego sprawę.
Komentarz doklejony:
Jeszcze co do współuzależnienia. Przy związkach toksycznych sprawa jest prosta, tutaj widoczne "kocham jego zapach i dotyk", po zdradzie wielu z nas nagle czuje potrzebę bycia z tym drugim, możliwość utraty swojego chodzącego " szcześcia " i to mocniej niż kiedykolwiek. Zgoda na drobne czy " kontrowane" utrzymywanie znajomości z tym /tą trzecim. Bycie ze zdrajcą mimo wszystko.
Cytat
Pomóc finansowo to można rodzinie i przyjacielowi.
Nie kochance.
I nie chodzi tu faktycznie o te 300 zł ale o to , że to jest łącznik miedzy Twoim mężem ,a nią. Twój mąż ma wobec niej uczucia.
Jak dla mnie romans trwa , być może w mniejszym natężeniu ale wybuchnie na nowo, przeszkody- Twoje żądania , tylko podniecą ogień
Jeśli chodzi o dodatkowy aspekt, to taki, że nasze dzieci skończą w tym roku 9 lat, są małe, trudno im sobie wyobrazić świat bez ojca.
Mój mąż miał kłopoty z alkoholem, nie pije 1,5 roku i nie wiem jak to się stało, ale zrobił to z dnia na dzień, bez żadnej pomocy z zewnątrz, miał oparcie tylko we mnie. Liczę na to, że i po zdradzie się podniesiemy.
Śmierć najbliższej osoby przeżyłam, chorobę nowotworową brata również, chyba starczy
Marta74 dzięki za wsparcie
Komentarz doklejony:
Napiszę jeszcze tylko, bo tak jak Marta napisała że nie wszystko jest czarno-białe, że Larwa (fajne określenie) ma kłopoty z psychiką, próbowała sobie raz odebrać życie, a drugi raz podcinała sobie żyły i powiem Wam, ja nie poradziłabym sobie, gdyby popełniła teraz samobójstwo, mój mąż też, środowisko nie dałoby nam żyć, mieszkamy w Gminie, gdzie są osoby, które dobrze znają naszą sytuację. Prosto jest pewne rzeczy pisać, trudniej z tym żyć, ale rozumiem, że każda sytuacja jest inna.
Drugi problem to zachowania kochanki, próby samobójcze bądź szantaż emocjonalny jest stosowany przez typy psychopatyczne. Kobieta jest na coś chora. Jedynym ratunkiem dla was jest całkowite odcięcie się od niej, bo będzie wam jeszcze długo towarzyszyć w waszym życiu.
Może uda się - Larwa, poprosiła, by jej ojciec załatwił jej nową pracą
PijÄ…cy alkoholik to pijany wariat, niepijÄ…cy to wariat!
Decydując się na życie z alkoholikiem, musisz liczyć się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Niestety, na Twoją i dzieci niekorzyść. To nie moje proroctwo, to doświadczenia takich, jak my.
Najlepiej, jakbyś zaczęła uczęszczać na spotkania grupy Al-Anon, dla współuzależnionych. Tu nie chodzi o niego, ale o Ciebie. Żebyś wiedziała, jak żyć z osobą uzależnoną, jak zadbać o życie swoje i dzieci, i nie być jedną z ofiar nałogu męża. Na razie jesteś.
,tyle trwa romans.Zamienił jeden nałóg w drugi...... próby samobójcze bądź szantaż emocjonalny jest stosowany przez typy psychopatyczne...".-czasem przez egoistów którzy za wszelką ceną chcą osiągnąć zamierzony cel.
Czy to ciągle jest miłością? Z całą pewnością jest to miłością, tyle tylko że miłością, która weszła na następny poziom.
Źle się stało, że facet ten wdał się w romans z jakąś zaburzoną kobietą, bo po pierwsze zbrukał on Wasze małżeństwo, poniżył Ciebie i przede wszystkim naraził Was na długą jeszcze obecność smrodu po boczniaczce i jej fizyczną obecność w Waszym zyciu.
Nie wiem czy Twój mąż jest z gatunku haremowych logistyków, czy też sprawa z boczną była pierwszą jego tego typu przygodą, czy boczniaczek było więcej. Wydaje mi się, że to nie jest taki typowy kobieciarz- to może rzeczywiście warto byłoby poczekać i poobserwować, co będzie działo się dalej.
Jeśli ja mogę coś Tobie poradzić, to chyba przede wszystkim to, żebyś przypomniała sobie, jak było kiedyś, dwie dekady wcześniej, jak mąż Ciebie zdobywał, jak starał się o to, byś zgodziła się zostać jego zoną. Przypomnij sobie, jak wspaniale się wtedy czułaś, jak chodziłaś uszczęśliwiona i uskrzydlona, jak byłaś pewna, że gdy zadzwonisz do tego człowieka o każdej porze dnia i nocy, to on odbierze telefon od Ciebie i będzie zadowolony z tego, że do niego dzwonisz. Przypomnij sobie wszystko to, co czułaś wtedy, na samym początku.
Potem porównaj to z tym, co dzieje się teraz i zastanów się, dlaczego Wasze pozycje w związku tak bardzo się zmieniły.
Dlaczego jest tak, że dzisiaj to Ty czekasz w napięciu i niemalże jak na wyrok, dlaczego nie jesteś dysydentem w związku, mimo że pozostałaś kobietą? Może popracuj nad tą sferą i postaraj się przywrócić porządek sprzed lat, jako ten jedyny właściwy i naturalny dla każdej kobiety.
To nie Ty powinnaś przecież zabiegać o mężczyznę, lecz on o Ciebie. Jeśli on jest Ciebie aż tak pewny, to wiadomo, że nic dobrego z tego dla Ciebie nie wyniknie. Będziesz żyła w niepewności i jak zając pod miedzą. A powiedz sobie "Boże kochany, ja nie chcę być zdradzana, nie życzę sobie żadnych kontaktów z larwą, a niech dzieje się co chce, najwyżej facet ten odejdzie, ale ja n ie ustąpię, bo niczego się nie boję. On sobie pójdzie- trudno, widać tak musiało być, ale ja nie zgadzam się na dalsze krzywdzenie mnie itd" Niech ten człowiek zobaczy, że Ty bez niego wcale nie umrzesz, że nie będziesz trzymała się go rękami i pazurami- daj mu zielone światło, ale to on ma o Ciebie walczyć, a nie Ty o niego.
Zastanów się też, co zrobić z fantem, że facet jest alkoholikiem- czy to nie strach żyć z kims takim pod jednym dachem i planować z takim zycie. Czy rzeczywiście warta jest skórka za wyprawkę.
Spójrz na swoje małżeństwo z szerszej perspektywy i przestań w końcu trząśc portkami ze strachu. Może bowiem być tak, że życie przyniesie Ci wielką niespodziankę i nagle okaże się, że bez sensu trzymałaś się tak mocno czegoś, co przecież nie jest aż tak bardzo wartościowe.
To on ma widzieć w Tobie kogoś dla siebie wyjątkowego, a nie Ty w nim- rozumiesz? Kochanka ma zniknąć i nawet na centymetr nie ustępuj w tej kwestii. Jeśli okażesz słabość i zgodzisz się na pół- środki, to bądź pewna, że to zostanie wykorzystane przeciwko Tobie. Ludzie mają zwyczaj rozwydrzać się, jeśli widzą, że im wolno- postaw wyraźne granice i potem, w razie prób ich przekraczania, stój za swoim słowem i cokolwiek byś nie zapowiedziała temu człowiekowi, jako konsekwencję, to w razie czego spełnij swoje warunki, co do joty. Inaczej kochanka nigdy nie odwali się od Twojej rodziny, a Ty coraz bardziej będziesz traktowana, jako bidna starzejąca się kobitka, która za wysoko nie może już podskoczyć. Szanuj się kobieto i niczego się nie bój- powiedziałam Ci- najwyżej on sobie pójdzie do zaburzonej albo do jakiejś innej.
Komentarz doklejony:
Romans trwaÅ‚ þółtora roku, a ten facet od półtora roku nie pije? Cóż to za dziwny zbieg okolicznoÅ›ci? 1234554321, masz niewiarygodnÄ… wrÄ™cz zdolność do wyszukiwania niezwykle trafnych szczegółów- już wiele razy to zauważyÅ‚am. Nie rozdrabniasz siÄ™ tak jak ja, piszesz dość krótko, ale zawsze potrafisz uderzyć w samo sedno. To niesamowite.
Drogi Pingwinku, chyba powinnaś zejść na ziemię.
Myślę, że któregoś pieknego dnia, gdy najmniej będziesz się tego spodziewała, wrócisz do domu z głową w chmurach i zastaniesz swojego cudownego męża nawalonego w trzy doopy. Może za jakis czas sama będziesz pakowała manele tego pana i wyganiała go do boczniaczki.
Jesteś nikim w tym małżeństwie- ten facet kocha boczną, ale jest na tyle kumaty, iż wie doskonale, że z tamtą nie miałby tak, jak ma z Tobą. Tylko dlatego wrócił. Nie buduj więc planów na przyszłość, bo nie masz ku temu żadnych podstaw ani powodów. Od tej pory po Twoim domu będzie chodził nieszczęśliwy zombie, chodzący po ścianach i tęskniący za boczniaczką. Będzie chlał i rozpaczał nad swoim nieszczęśliwym zyciem. Za swój heroizm i poświęcenie będzie żądał od Ciebie coraz wyższych opłat za bycie z Tobą. Szkoda mi Ciebie bardzo.
NIGDY NIE BĘDĘ ZABIEGAĆ O MĘŻCZYZNĘ! Bo to ON jest stworzony do tego, on musi chcieć i jemu musi się chcieć. Jak tego nie ma to choćbyś na kolanach klęczała codziennie i tak nie zmienisz tego wszystkiego. Znasz go jak nikt inny, więc znajdź sposób, by to wszystko zmienić, by zmienić jego myślenie, by wróciło to wszystko co było....a może po prostu to wszystko się wypaliło??Pomyśl o tym...
Cytat
Jeśli czegoś nie udało mi się spełnić, czegoś nie zdołałam osiągnąć, nie zdobyłam, nie zakładam, że to niemożliwe
Nie wiem czy zapomnienie jest możliwe - albo 7 lat to za mało czasu, albo masz rację, WENUS1974, niemożliwe.
Co do wybaczenia...Zapierałam się, że nie wybaczę, bo właściwie nie wiedziałam, z czym się to je. Zresztą, ja jak słoń - pamiętam za długo...
Nie mam pojęcia kiedy to się stało. Wiem tylko, kiedy po raz pierwszy pomyślałam, że udało się.
Cytat
A niektórym udaje się posklejać bez fuszerki i samooszukiwania
Zupełnie abstra(h)uję od sytuacji autorki wątku...
"Wtedy pozwoliłam zostać mężowi. To była dobra decyzja. Gdybym wtedy pogoniła dziada pewnie cierpiałabym bardziej. Pozwoliłam mu być ze mną, on bardzo się stara, chce mnie uszczęśliwiać, kochać, żałuje tego co zrobił, a ja...? Ja czasem patrzę na niego z politowaniem . Teraz, dopiero teraz myślę o rozstaniu. Po tym co mi zrobił pozwoliłam mu pomóc sobie przetrwać najgorszy okres, a teraz, kiedy stanęłam na nogi wiem, że bez większych złych emocji mogę żyć bez niego. Bo wybaczyć zdrady się nie da. Nie da się zapomnieć o tym, że partner który był dla nas całym światem potraktował nas jak szmatę. Nie da się!!! Potrzebujesz czasu. Po czasie patrzy się na zdrajcę z politowaniem, pogardą.
Lepiej opisać się tego chyba nie da. Tak właśnie jest, że czasem reagujemy na pewne rzeczy z wielkim poślizgiem. Komuś patrzącemu z boku wydawać by sie to mogło szczytem frajerstwa i głupoty, że ktoś dowiedziawszy się o świństwie mu wyrządzonym stoi jak ciele i patrzy na malowane wrota, zamiast już, natychmiast lecieć do sądu. Tymczasem osoba, która została zraniona bezpośrednio przez jakiegoś bydlaka, naprawdę nie jest w stanie racjonalnie myśleć i działać z rozmachem.
Ja też uważam i tak zresztą nawet wcześniej napisałam, że nasza autorka wątku teraz nie zrobi nic w sprawie rozgonienia dziadostwa, będzie stała i trzęsła się ze strachu. Rozwód to dzisiaj byłby dla niej dobrowolnym pójściem do rzeźni na ubój. Ona nie dałaby sobie rady z ogarnięciem się przy wszystkich tych brudach sądowych. Weszłaby na salę rozpraw i rozryczałaby się, jak biedna sierota. Zgodziłaby się na wszystkie warunki tego faceta i dałaby się ogolić oraz wydoić doszczętnie. Dopiero potem np. po roku, po dwóch, gdy dawno byłoby PO, ona żałowałaby swojej dobroci i tego, że nie potrafiła zawalczyć. Nie darowałaby sobie, że byle wywłoka przyszła na gotowe, podczas gdy ona tyle straciła. Pingwin nie jest gotowa na rozwód, bo nie ma w niej pogardy do łajdaka, on ciągle ją kręci, działa na nią, jako facet- ona nie zdążyła po prostu nabrać do niego obrzydzenia i on w niczym nie stracił w jej oczach autorytetu, jako facet. Dopiero, gdy ona przestanie go szanować i poważać, to dopiero wtedy zacznie realnie rozważać opcję rozwodu. Potem albo to faktycznie zrobi, albo zdecyduje się na dalsze życie w nędznym związku.
Boczniaczka na pewno nie odczepi się tak łatwo, chociaż teraz, ma ona zamiar zmienić pracę. Zniknie więc z oczu temu facetowi i przez to stanie się dla niego jeszcze bardziej ponętna. To patowa sytuacja, bo facet ten zakochał się w zaburzonej, a ona w nim. To nie skończy się więc tak szybko.
Pingwin musi dojrzeć do rozstania. Na razie niewiele można dla niej zrobić. To jeszcze nie ten czas. Dobranoc.
A tak na poważnie, też myślę, że jeszcze nie jesteś gotowa,daj sobie więc czas, trudno, nie od razu Kraków zbudowano.Miłość jest fajna,ale czasami nietrafiona.Jeśli po tej larwie przyjdzie druga i trzecia, to w końcu zaczniesz mieć dość, a jeśli mąż się opamięta, to ok, może wam się uda.Życzę powodzenia.
Dzięki wam mam dziś wizytę u psychiatry, bym to ja wyszła z tego bez większego szwanku, a Larwę mam gdzieś, pierdzielę teraz, co się z nią stanie, muszę patrzeć na siebie, a takie moje zachowanie sprawia, że mój gad zaczyna lepiej myśleć i działąć
Nie martw się o larwę, bo ona o Ciebie się nie martwi. Gdyby miała na uwadze Twoje dobro, to na dzień dobry wyhamowałaby żonatego adoratora i nie doszłoby do takiego syfu, przynajmniej nie z jej udziałem. Może byłaby inna doopa chętna na żonatego, ale ta konkretna dzisiaj miałaby święty spokój i czyste sumienie. Nie ma żadnego powodu, żebyś Ty miała współczuć tej kobiecie. To nie jest Twoja przyjaciółka ani osoba Tobie życzliwa. Żadna szanująca siebie i szanująca los drugiego człowieka kobieta nie weszłaby w układ z żonatym chłopem- na dzień dobry wypłaciłaby takiemu kopa. To sobie wbij do głowy. Myśl tylko o sobie, bo potem, w razie czego, nikt Tobie nie pomoże, a już na pewno nie pomoże Ci Twój mąż ani tym bardziej jego flama. Tych dwoje za Twoimi plecami uprawiało seks i gadało do siebie dyrdymały. Gdy Twój mąż właził na tę babę, to on o Tobie nie myślał, ona też miała Cię w doopie. Rżnęli się i z tego szczęścia aż we łbach im wirowało. Nie masz żadnego moralnego, prawnego, uczuciowego ani innego powodu, by poświęcać swoje życie, swoje dobro dla tej dwójki. Oni dla Ciebie by się nie poświęcili, a i Ty nie chciałabyś od nikogo żadnej łaski. Zadbaj teraz o siebie i zacznij myśleć o ewakuacji z tego chorego i skażonego małżeństwa. Już nie chodzi tylko o kochanicę, lecz głównie o to, że chłop ten prędzej czy później będzie chlał. Już napisałam Ci wcześniej- on będzie chlał, będzie chlał coraz więcej i coraz częściej, by w ten sposób zrekompensować sobie stratę boczniaczki. Potem nie będzie już chodziło o stratę doopy, lecz tylko o chlanie. Uwierz mi- znam się troszkę na tych sprawach. Ty za zaszczyt bycia jego żoną będziesz płaciła więc coraz wyższą cenę, a on będzie coraz wyżej podnosił swoją poprzeczkę. To co się dzieje między wami teraz, to zaledwie początek Twojej gehenny. Albo dasz się zwariować zepsutemu nałogowcowi, albo włączysz instynkt samozachowawczy i zaczniesz dystansować się do tego związku, by na koniec nawet go rozwalić. Nie będziesz już szczęśliwa w tym małżeństwie. Wasz wspólny czas dobiegł końca. Zadbaj teraz o siebie, o dziecko i o Twoje bezpieczeństwo finansowe. Powodzenia.
,,Rżnęli się i z tego szczęścia aż we łbach im wirowało"
Jak ja CiÄ™ lubiÄ™ za te teksty ,,Cholero jedna"
Pozdrawiam rado