Landexpzglosy | 02:00:50 |
JamesTon | 02:43:20 |
P1501 | 03:40:48 |
Rognar | 06:32:10 |
#
poczciwy | 07:19:30 |

Witajcie,
związałam się z czlowiekiem, który wydawał się być moją Połówką. jesteśmy małżeństwem 5lat. Ja po trudnym związku, on równiez ma za sobą małżeństwo. Po2 latach dowiedziałam się, że zdradzał żonę. Powiedział że im się nie układało więc szukał ukojenia. Glupia pomyślałam ze z nami będzie inaczej.
Po 2 latach dowiedziałam się że mnie także zdradzał z kilkoma..szczegóły opiszę kiedyś, teraz chciałabym dowiedzieć się jak to jest z tzw instancją wybaczenia. prawo bowiem przeiwduje taką jeśli ofiara da szansę zdrajcy. Tak jak ja pół roku temu. On obecnie nie zdradza, zajmuje się domem i dzieckiem...ale mnie nie przeszło. Nie dam rady jednak, ciągle wracają myśli o tym że to zrobił. Adwokatka powiedziała, że nie mogę wnosić rozwodu o winie bo wybaczyłam i kilka m-cy mieszkalismy razem i było ok. Macie podobne doświadczenia? Czy po próbie wybaczeni amożna założyć pozew o winie?
Czytałem kiedyś post na tym forum, mężczyzna dał szansę nie było replay'a (zdrada gdy dzieci były małe). Dał szansę aby uratować ich dzieciństwo - po latach - wrak, alkohol, leki, depresja.
Jak napisałem nie zawsze po zdradzie zdrajca robi powtórkę, nie zawsze pod daniu szansy żyjemy długo i szczęśliwie. Czasami po prostu nie potrafimy zapomnieć, wybaczyć. Bo danie szansy wcale nie zawsze oznacza wybaczenia. Smutne ale prawdziwe. Pół roku to dla niektórych za krótko.
Żadne prawo czy Sądy, realcji ludzkich nie uregulują, zwłaszcza gdy ktoś czegoś by chciał ze względu na stan emocjonalny; Zostać z kimś po zawodzie jest znacznie cięższe niż rozstanie, bo o wiele bardziej trzeba walczyc z naturalnymi odruchami, z samym sobą. Każdy sam musi wiedzieć czy warto. Jeśli sie znudzi lub straci się tego sens, zawsze można wysiąść z pociągu; nikt siłą nie trzyma.
Co może być cenniejsze niz wolność jako zadośćuczynienie?
On teraz nie zdradza, bo się przyczaił. Jest na warunkowym dlatego grzecznie siedzi. Ale będzie powtórka. Skoro pierwsza lekcja niczego go nie nauczyła, to dalej będzie już tylko źle, bo to recydywista, który nie potrafi utrzymać tego czegoś w spodniach.
Pozdrawiam
onpo40ce
Opowiedziała mi całą prawdę (chyba) ale jakoś jej nie wierzę.
I to nie był fałsz, tylko to, z czym teraz męczy się apologises to jest fałsz? Chyba Ci się skutek z przyczyną pokiełbasił. Kobieta jest zdezorientowana. TO OCZYWISTE, że zasięga w takiej sytuacji porady prawnika i rozważa wszelkie warianty. Liczyła na to, że uda jej się to przełknąć ale nie daje rady. I wina za to nie leży po jej stronie.
Cytat
Czyli ON wyznał zdradę, "nawrócił" się a woman to przyjęła jako dobrą kartę. Koleś nie dał póki co podstaw do tego, aby podejrzewać, że zrobi to samo. Pół roku temu była zdezorientowana, teraz zaczyna działać.... z wyrachowaniem.
Nowacka - nie śledź i nie cytuj moich postów bo zdrada zdradzie nie jest równa. Albo albo....
Pozdrawiam
onpo40ce
Nie mam doświadczenia w kwestiach prawnych, nie twierdzę też, że wiem, co jeszcze zmaluje w przyszłości Twój mąż...
Ale jeśli rzeczywiście jest tak, że w obecnej sytuacji na rozwód z orzeczeniem o winie szansy nie masz... to moim zdaniem można się w tym doszukać pewnych korzyści...
Patrzę na rozwodzących się znajomych... na to co dzieje się w Ich psychice, w psychice Ich dzieci i... mam poczucie, że ta walka, którą w większości przypadków intensyfikują na sali sądowej, dodatkowo Ich wszystkich wyniszcza...
Dodatkowo traumatyzuje...
Oczywiście... kwestie finansowe, jak i kwestia satysfakcji moralnej z korzystnego dla siebie orzeczenia... nie są bez znaczenia... (i szczerze powiem, że nie mogę być pewna, jak ja bym się w takiej sytuacji zachowała) ale jeśli i tak orzeczenie o winie męża jest dla Ciebie aktualnie niedostępne, to może trzeba to zaakceptować i... wykorzystać podejmując próbę rozstania we względnym spokoju i porozumieniu...?
Wydaje mi się, że gdyby to się udało... to wszyscy byście na tym emocjonalnie skorzystali... z dzieckiem na czele... :cacy
Z drugiej strony... wyobrażam sobie, że może to być trudne chociażby z tego powodu, że pół roku po koszmarnym doświadczeniu "godziny zero" w Tobie najpewniej mogą się nadal kotłować dzikie emocje, bo... jak napisał Betrayed40 PÓŁ ROKU TO KRÓTKO...
Możesz zapytać innych ludzi, którzy zostali w związkach... na jakim etapie byli pół roku po...
Ale z mojego doświadczenia i obserwacji po 6 miesiącach to jest absolutnie normalne, że Twoje myśli regularnie wracają do tego, jak bardzo zranił Cię mąż...
A czy dasz radę to przetrzymać i czy będziesz chciała z Nim zostać pomimo tego, co teraz o Nim wiesz... to zależy od Ciebie...
Czy jest sens walczyć...?
To też kwestia indywidualna... każda z podjętych decyzji ma swoje plusy i minusy... niektóre argumenty... takie jak związek emocjonalny ze zdradzaczem, czy jak możliwie stabilne dzieciństwo maluchów, ale również takie, jak kwestia WOLNOŚCI czy SZCZĘŚCIA (czymkolwiek ono jest...??) są niewymierne...
Nie ma chyba obiektywnej miary, która pozwoliłaby ocenić, co jest ważniejsze...
Ważne jest natomiast moim zdaniem, co Ty z kotłującymi się w Tobie gwałtownymi emocjami robisz... bo jeśli dusisz je w sobie, to rzeczywiście taka sytuacji może być nie do wytrzymania...
Jeśli jest Ci bardzo źle, jesteś bardzo nieszczęśliwa, to koniecznie szukaj wyjścia z tej sytuacji.
Rozwiązania najlepszego dla siebie i dla dziecka...
Trzymam za Ciebie kciuki, kochana!!! :cacy
Dałaś szansę właśnie chyba w takim akcie desperacji i dopiero z czasem pojawiały się w Twojej głowie powiązane fakty, że zdradzał ex żonę, zdradzał Ciebie, więc to recydywista...W pełni rozumiem, że można się w swoim osądzie sytuacji zwyczajnie pomylić. Rozumiem też, że z czasem zdrada nabiera innego wymiaru, kiedy widzi się więcej, bez bielma naginania faktów na potrzeby tego, co chcemy zrobić.
Jeśli nie jesteś w stanie dalej ze zdradzaczem żyć, przerwij to tak, jak już zdecydowałaś. Nie mam pojęcia, jak wygląda sprawa winy w sądzie po takim "wybaczeniu". Ale czy można mówić o wybaczeniu? Może raczej o próbie wybaczenia?
Swoją drogą, warto imo zastanowić się nad tym, co napisała wyżej Marta74...Potrzebne Ci to orzeczenie o winie?
Cytat
Wytłumacz mi jaka kobieta będąc zdezorientowaną po pół roku udaje że wszystko jest OK, prowadzi normalne gospodarstwo domowe, gotuje obiady i sypia ze swoim facetem a jednocześnie KOMBINUJE jak tu uzyskać rozwód z orzeczeniem o jego winie? Podpowiedź - wyrachowana.
apologises
Cytat
Zgadza się. Tylko, że robi się to szczerze bo się wierzy, że może się udać. Woman tego nie robi bo jej nie przeszło. Teraz usiłuje uzyskać jak najlepsze warunki rozstania, czyli pewnie chodzi o alimenty na nią.... Dla mnie to czystej wody wyrachowanie a sypienie z mężem jednocześnie chodząc do adwokata w sprawie rozwodu z orzeczeniem winy to już czystej wodu ****.
Pozdrawiam
onpo40ce
Pozdrawiam
onpo40ce
Cytat
Dla mnie to co robi Woman w dalszym ciągu nie jest czyste... Dlaczego? Ano dlatego, że popierając jej działania w prostej linii prowadzicie do sytuacji, gdy każdy, kto popełnił błąd ma się liczyć z konsekwencjami. Zawsze i wszędzie. I nie jest ważne, że ten błąd zrozumiał i stara się go naprawić. Ważne jest, że nawet po stu latach można go za to zgnoić.... To mi podpada pod swego rodzaju kultywowany automasochizm z perspektywicznym sadyzmem w którym ten masochizm jest tylko drogą do osiągnięcia kulminacji sadyzmu.
Pozdrawiam
onpo40ce
W tym się różnicie z Women. Bo ona postawiła na jedną kartę ( wiem, dla Ciebie to głupota, bo to taaakie ryzyko ). Nie mniej jednak , ona potrafi sama się przed sobą ( i nie tylko, bo przecież pisze tutaj ) przyznać : kuźwa, nie daję rady, wysiadam, nie udźwignę.
A Ty ? Będziesz się szarpał może i latami . A w końcu i tak masz olbrzymie szanse wylądować w tym samym miejscu, w którym ona się znalazła już dziś. I paradoks polega na tym, że ona dzięki swojej odwadze przyznania się do słabości ma przewagę nad Tobą.
A Ty, onpo40ce, możesz jej dać gwarancje, że jej mąż tego więcej nie zrobi?
Drugim problemem jest samo radzenie ze zdradą, czy czasem nie zachowujesz niepewności i rozterek tylko dla siebie. Może być przyczyną nieradzenia sobie w każdym innym związku. Może być przyczyną braku zaufania w ogóle do ludzi, bo i tak bywa. Szczęśliwy ten kto zna swoje słabości i nie pozwala im żyć za siebie.
Cytat
Tu chyba chodzi o to, że Rekonstrukcja zaczęła szukać Onpo40 na innych portalach i z tego co znalazła zrobiła sobie jakąś teorię. Nie do końca wiem o co chodzi, bo zamiast to normalnie opisać w jednym miejscu, Rekonstrukcja łazi za facetem po iluś wątkach na forum i pod historiami wrzucając pewne fragmenty. Z tego co ogarniam Onpo40 ma coś na swoją obronę - chyba chodzi o daty - ale ze względu na rozproszenie tego w wielu miejscach, nie śledzę ich polemik. Zresztą to jest kolejny wątek, do którego R. przybyłam by po raz kolejny pisać to samo. Może ktoś policzy ile już wątków zostało tak przez R. rozwalone?
Cytat
Żeby to było takie proste do zastosowania w praktyce...
Nie wiem, kto za kim chodzi (jestem tu nowa), ale ja lubię wiedzieć, z kim rozmawiam i do kogo kieruję swoją wypowiedź więc zajrzałam na wątek onpo40ce.
Nie potrafię zrozumieć takiego braku wyrozumiałości wobec tego swoistego "rozdwojenia jaźni", które chyba każdy przeżywa po odkryciu zdrady (zdrad). W obliczu zdrady Konsultacja z prawnikiem powinna być pierwszą rzeczą, którą zdradzany robi w obronie własnej. Bez względu na to, jakie padają obietnice, deklaracje i postanowienia.
Cytat
:tak_trzymaj Bardzo dobrze napisane- mój mąż nie chciał się rozwodzić ( ze względu na płacenie alimentów) .
Pomoc mojego kumpla prawnika- nieoceniona, jakiekolwiek negocjacje odbywały się tylko przy obecności prawników i były spisywane .
Woman konsultacja z prawnikiem jak najbardziej, będziesz wiedziała jaka wartość mają Twoje dowody, o co możesz walczyć i na sali rozwodowej będzie miał Cię kto wspierać .
przez tydzień leżałam w szpitalu więc nie mogłam się logowac i na bieżąco czytac Wasze komentarze. Dziękuję za wsyztskie także ta, które wycelowane w moim kierunku stanowią zarzuty, że postępuje nieuczciwie wędrując do adwokata. Opiszę Wam dziś więcej szczegółów, które może bardziej zbliżą Was do tematu i może wyjasnią moje "postępowanie". Otóż zdrady męża nie sa jedynym powodem do tego, że chcę się rozwieźć z orzeczeniem. Odkąd się znamy - mąż interesuje się zbieraniem unikatowych monet. Nie byłoby w tym nic zlego, gdyby nie to..że w czasie pierwszego małżeństwa tez to robił, a zdobywając kolejne okazy zaciągał kredyty bez wiedzy żony. Żona zrobiła rozdzielność majątkową aby ustrzec się kosztów związanych z tym, że nie spłaca długów. I całe szczeście bo na jego koncie wiecznie były kredyty i debety, nie wywiązywął się z umówionych opłat jakie miał uiszczać. Potem pojawiły się zdrady. U nas było tak, że pasja męża wcale mi nie przeszkadzała dopóki nie dowiedziałam się o tym co było wczesniej i..nie odkryłam monet zakupionych na kredyt (chwilówkę) o którym też nie wiedziałam. Rozmowy, tłumaczenia, obawy, wyjasniłam ze rozumiem pasję ale ni edo tego stopnia zeby mi nie mówił o tym co kupuje, nie zaciągał dlugów itp. Nie pomagało, były takie 3-4 sytuacje kiedy przypadkowo dowiadywałam się że kupił kolejne okazy bez mojej wiedzy, zgody i za pieniądze pożyczone lub...z premii jaką dostawał (o której rzecz jasna nie wiedziałam). Później doszły zdrady. Po zdradach obiecał przy świadkach, że abym poczuła że naprawde mu na mnie zależy - sprzeda wsyztskie monety i inne akcesoria żeby go nie kusiło (jak alkoholika kieliszek wina u cioci na imieninach). I tak zrobił- przysięgając, że nie będize już zdrad i chorych pasji. Jego inicjatywa była dla mnie znakiem, że może warto zaufać. Po pół roku wyjechał mi z tematem, że on jednak nie przemyślał tego i nadal chce się zajmować swoją pasją. Malo tego- zarzuca mi , że każdy pownien mieć coś swojego a on się czuje źle z tym, że musi zrezygnować z czegoś co lubi. ROzmawialismy z psychologiem, który stwierdził uzależnienie męża od kłamstwa. Miał iść na terapię, nie poszedł. o więc pytanie- czy takiemu człowiekowi warto ufać? Takiemu, który nie potrafi dotrzymac danego slowa? No i wreszcie teraz gdy wiecie już więcej, może dacie mi promyk nadziei...jest szansa na orzeczenie o winie?
Komentarz doklejony:
WItajcie,
przez tydzień leżałam w szpitalu więc nie mogłam się logowac i na bieżąco czytac Wasze komentarze. Dziękuję za wsyztskie także ta, które wycelowane w moim kierunku stanowią zarzuty, że postępuje nieuczciwie wędrując do adwokata. Opiszę Wam dziś więcej szczegółów, które może bardziej zbliżą Was do tematu i może wyjasnią moje "postępowanie". Otóż zdrady męża nie sa jedynym powodem do tego, że chcę się rozwieźć z orzeczeniem. Odkąd się znamy - mąż interesuje się zbieraniem unikatowych monet. Nie byłoby w tym nic zlego, gdyby nie to..że w czasie pierwszego małżeństwa tez to robił, a zdobywając kolejne okazy zaciągał kredyty bez wiedzy żony. Żona zrobiła rozdzielność majątkową aby ustrzec się kosztów związanych z tym, że nie spłaca długów. I całe szczeście bo na jego koncie wiecznie były kredyty i debety, nie wywiązywął się z umówionych opłat jakie miał uiszczać. Potem pojawiły się zdrady. U nas było tak, że pasja męża wcale mi nie przeszkadzała dopóki nie dowiedziałam się o tym co było wczesniej i..nie odkryłam monet zakupionych na kredyt (chwilówkę) o którym też nie wiedziałam. Rozmowy, tłumaczenia, obawy, wyjasniłam ze rozumiem pasję ale ni edo tego stopnia zeby mi nie mówił o tym co kupuje, nie zaciągał dlugów itp. Nie pomagało, były takie 3-4 sytuacje kiedy przypadkowo dowiadywałam się że kupił kolejne okazy bez mojej wiedzy, zgody i za pieniądze pożyczone lub...z premii jaką dostawał (o której rzecz jasna nie wiedziałam). Później doszły zdrady. Po zdradach obiecał przy świadkach, że abym poczuła że naprawde mu na mnie zależy - sprzeda wsyztskie monety i inne akcesoria żeby go nie kusiło (jak alkoholika kieliszek wina u cioci na imieninach). I tak zrobił- przysięgając, że nie będize już zdrad i chorych pasji. Jego inicjatywa była dla mnie znakiem, że może warto zaufać. Po pół roku wyjechał mi z tematem, że on jednak nie przemyślał tego i nadal chce się zajmować swoją pasją. Malo tego- zarzuca mi , że każdy pownien mieć coś swojego a on się czuje źle z tym, że musi zrezygnować z czegoś co lubi. ROzmawialismy z psychologiem, który stwierdził uzależnienie męża od kłamstwa. Miał iść na terapię, nie poszedł. o więc pytanie- czy takiemu człowiekowi warto ufać? Takiemu, który nie potrafi dotrzymac danego slowa? No i wreszcie teraz gdy wiecie już więcej, może dacie mi promyk nadziei...jest szansa na orzeczenie o winie?
Komentarz doklejony:
A ja Ci doradzę - zmień prawnika, bo masz niezbyt bystrego. Z tego co piszesz jest niejedna furtka do rozwodu z jego winą i to nawet za ową zdradę. Ot przykładowo: warunkiem Twojego wybaczenia była terapia, której on nie podjął.
To nie Twoja wina, że ktoś Ciebie oszukał.
Wychodząc za mąż działałaś w dobrej wierze.
Powody dla których powinnaś zakończyć to małżeństwo są przecież oczywiste.
Facet zdradził Cię wielokrotnie. To nic, że w pierwszym odruchu, będąc w dołku i bardzo zdesperowaną, Ty chwyciłas się choćby nawet i brzytwy, byle tylko nie musieć od razu lecieć do sądu. Czas jednak robi swoje i gdy człowiekowi mija pierwszy szok, to do głosu zaczyna przychodzić rozum. Wtedy w człowieku wiele może się zmienić. Nie musisz być do końca życia skazana na takiego męża, więc nikt nie zmusi Ciebie do tego, byś dalej tkwiła w takim ukladzie.
Facet zdradzał pierwszą zonę, o czym Ty nie miałaś pojęcia wychodząc za niego za mąż. To tak, jakby on zataił przed Tobą informację, że jest np. chory psychicznie. Gdybyś wiedziała o tym, że facet prowadzi taki styl życia, to raczej nie wyszłabyś za niego, prawda? Czy to nie jest już wystarczającym powodem do rozwodu?Ja np. nie wyobrażam sobie, bym mogła świadomie związać się z facetem, o którym miałabym taką wiedzę i na pewno byłabym wściekła, gdybym dowiedziała się o czymś takim będąc już zoną takiego człowieka. Raz że czułabym odrazę do kogoś takiego, a dwa, że non stop spodziewałabym się zdrad mojej osoby. Włos jeżyłby mi się na głowie ze strachu przed tym, co spotka mnie jutro- nie potrafiłabym żyć sobie spokojnie będąc w związku z takim facetem. Dziwię się kobietom, które żyja z takimi facetami. Ja na pewno nie sprawdziłabym się w czymś takim. Uciekałabym gdzie pieprz rośnie, bałabym się chorób- no, nie ma o czym dyskutować. Wolałabym być do końca życia sama (może nawet i będę sama- nie wiem), ale takiego chłopa na pewno bym sobie nie wzięła.
Ty na dodatek, doświadczyłaś licznych zdrad, więc właściwie żadnych złudzeń co do tego człowieka raczej już nie masz. To niby z jakiej racji i w imię czego miałabyś chcieć być zoną tak prowadzącego się faceta? Czy ktoś jest w stanie zmusić się do życia z takim człowiekiem?
A to że minęło pół roku? Ty mogłabyś przecież chcieć rozwodu z takiego powodu nawet i po kilku latach, bo na boga, jaka to przyszłość czeka Cię w tym małżeństwie? Tylko wbijesz się w lata, nabawisz różnych chorób, stracisz kupę nerwów, a na koniec możesz zostać poczęstowana kopniakiem, bo chłop znajdzie sobie lepszy, jego zdaniem, model. Przecież każdy wie, że małżeństwo z kur...rzem do niczego dobrego nie prowadzi.
Dalej- odkryłaś, że facet ma pasję. To bardzo ładnie, że ktoś ma pasję, ale i w tym ten człowiek przekroczył wszelkie granice. Zaciąga on jakies kredyty, a jego bezmyślność sprawia, że za moment może puścić Ciebie w samych skarpetkach. Co to za mąż? Co to za partner?
Psycholog stwierdził, że człowiek ten uzalezniony jest od kłamstwa. No masakra.
Pytasz czy jest sens wierzyć komuś takiemu. No matko święta- oczywiście, że nie możesz wierzyć takiemu człowiekowi. Nawet nie rozważaj takiej opcji, jaką byłoby postawienie na tego człowieka, bo stracisz jeszcze więcej, niż do tej pory straciłaś.
Idź do dobrego prawnika i dowiedz się na czym stoisz.
A dlaczego aż tak bardzo zależy Ci na rozwodzie z orzeczeniem o jego winie? Czy chodzi o to, że boisz się, iż on będzie domagał się od Ciebie alimentów na siebie? To taki rodzaj zabezpieczenia?
Ale się dziewczyno wpakowałaś.
Co do tego dlaczego zależy mi na rozwodzie z orzeczeniem - po pierwsze nie chcę żeby ktokolwiek teraz czy w przyszłosci (nie znając szczegółów) obarczał mnie tym, że odeszlam od męża (który defacto uchodzi za bardzo ciepłego i troskliwego tatusia-serio). To co się dizeje w domu jest zupelnie niewidoczne na zewnątrz. Mąż jest niesamowicie bystrym i błyskotliwym mężczyną, uroczym i bardzo przyjaznym. I tak jest- dopóty, dopóki tańcze jak mi zagra. Drugi powód jest bardziej przyziemny - chcę zadbać o przyszlość, której w tej chwili nie jestem pewnaw żadnym obszarze: od pół roku lecze się na niezłośliwy nowotwór jelita a m-c temu zakład w którym pracowałam ogłosił upadłość i jestem bez pracy. Nie wiem jak będize za kilka m-cy i za kilka lat. Czy będę w stanie się sama utrzymać...poza tym gdy poznalismy się to ja miałam świetną pracę i wysokie zarobki, mąż przyszedł do mnie z długami...
Co to za kraj, żeby kobieta nie mogła utrzymać się samodzielnie albo, żeby nie mogła liczyć na stosowną pomoc finansową od państwa, gdy znalazła się w opłakanej sytuacji. Teraz najważniejsze jest Twoje zdrowie, a fakt, iż żyjesz w niesatysfakcjonującym Cię małżeństwie dodatkowo przyczynia się do rozwoju choroby. Stres, życie w napięciu oraz w konflikcie samej ze sobą nie jest dla Ciebie korzystne. Dobrze, że masz córeczkę, bo dzięki niej jakoś się trzymasz.
Domyślam się, że mieszkanie jest Twoje, bo napisałaś, że on przyszedł do Ciebie z długami. Jeśli tak, to dobre i to na początek nowej drogi.
Nie podniecaj się tak tym, że ten człowiek jest inteligentny, bo to żaden wyczyn. Może on i jest inteligentny, ale życiowo jest głupi, chociaż swój cwancyś na pewno też ma, skoro ożenił się z porządną dziewczyną, sam wyszedłszy z pierwszego małżeństwa, jako łajza. Nie był taki głupi, żeby wiązać się z jemu podobną, bo on doskonale wiedział, że wywłoka puszczałaby go w trąbę, tak jak i on ją. Zakręcił się więc koło Ciebie, bo chciał dobrze się ustawić.
Ciekawa jestem czy wiedziałaś o jego długach? Jesli tak, to naprawdę szczerze Ci współczuję, bo wiem, jak bardzo musisz pluć sobie teraz w brodę. Widziałaś przecież chłopa, który ma długi i mimo to wzięłaś go sobie do życia- to czysta głupota i żadne zakochanie nie tłumaczy takiej głupoty. Na pewno nie jesteś z siebie dumna. Wpakowałas się w dziadostwo i to na własne swoje zyczenie.
Wracając do tej jego wielkiej inteligencji- miło się pogadać z bystrym człowiekiem i pokonwersować sobie z takim na wyższym niz przeciętnym poziomie. Pewnie i w towarzystwie mozna poczuc się dumną, że nie ma się jełopa, który, broń Boże niechby tylko nie otwierał gęby przy ludziach, bo wstyd, ale jak widzisz, te akurat jego zalety można o kant doopy sobie rozbić. Bo co Ci z tego, że pan siądzie i będzie perorował, popisywał się elokwencją i tryskał dow****em, skoro do życia na co dzień, do rodziny on się nie nadaje?
Trzymasz nałogowego kłamcę i na dodatek męską ku...(nie mam na mysli tego, że on jest męską prostytutką, lecz to że z charakteru jest kur...wą), na dodatek, to lekkoduch, z którym w zyciu niczego się nie dorobisz, bo albo wyda na dzi...wy, albo na swoje hobby, a to co on będzie robił za Twoimi plecami, to już w ogóle będzie dla Ciebie nie do ogarnięcia.
Fatalnie wybrałaś sobie męża.
Dobrze, że załatwiłas sobie rozdzielność majątkową.
Jedyne, co mi pozostaje, to serdecznie Tobie współczuć i zyczyć, byś spotkała teraz na swojej drodze, jak najwięcej przyjaznych Ci ludzi, którzy podaliby Ci pomocna dłoń albo chociaż podbudowali dobrą radą. Może masz rodziców, na których mogłabyś liczyć?
Nie wiem czy dobrze kalkulujesz, że rozwód z orzeczeniem o jego winie Tobie zabezpieczy przyszłość. Ten chłop to bankrut, od zawsze zadłuzony- czy on jest w stanie utrzymać Ciebie i dziecko w razie czego? Ja bym chyba uciekała od takiego i nie liczyłabym na to, że taki człowiek nie pozwoli na to, bym umarła z głodu.
Przecież zaraz po rozwodzie ten facet szybko zakręci się koło następnej kobitki, bo on już wypraktykował, że to dobry sposób na zycie.
Nie wiadomo też, ile on tych dzieci po drodze nie zrobi i czy stać go będzie na utrzymywanie całej tej gromady.
Poczekaj jeszcze kilka miesięcy, znajdź sobie pracę i podlecz się troszkę, a potem, gdy staniesz już bardziej na nogi, to weź się za rozwód.
Może będziesz w takiej sytuacji, że dasz sobie spokój z orzekaniem o jego winie, tylko bedziesz chciała, jak njaszybciej pozbyć się lowelasa ze swojego zycia.
A może on sam zawinie się i pójdzie do innej?
Powiem Ci szczerze, że nie zazdroszczę Ci sytuacji, w jakiej się znalazłaś.
Tak czy siak, uważaj żebyś znowu nie zaszła w ciążę, bo wtedy będziesz ugotowana na amen. I w ogóle uważaj, żeby ten człowiek nie sprzedał Ci jakiegoś choróbska(nie wiesz przecież z jakimi babami on się bzyka), bo masz teraz obnizoną odporność i powinnaś być bardzo teraz ostrożna. Nie poświęcaj swojego życia po to, by jakis wacek spuścił sobie z krzyża i dzięki temu ulzył sobie na chwilę.
No masakra, ale nie mam zielonego pojęcia, co Ci poradzić. Wiem tylko, że powinnaś wyplątać się z tego małżeństwa.
Odpowiadając na Twoje pytanie- oczywiście, że nie wiedziałam ojego długach. No, o jednym z którym przyszedł - ale zgrabnie mi wytłumaczył, że musiał go zaciągnąć na mieszkanie. Później się okazało, że na jedną z monet. Twoja wypowiedź chyba sobie wdyrukuje i będę czytać każdego wieczora przed zaśnięciem - żeby więcej nie dać się tak wrobić
Być może jeszcze nie dojrzałaś do rozstania, Koniecznie znajdź pracę , obserwuj męża, załóż sobie zeszyt i zapisuj codziennie to co on robił, powiedział i jak ty się czułaś.
To pozwoli Ci uporządkować myśli i za jakiś czas podjąć decyzję.
Tak, jak Ci napisałam wcześniej- na razie dystansuj się mentalnie i uczuciowo od tego człowieka, niech on bzyka się dlaej z kim chce i kiedy chce (szmat, które pójdą z zonatym i dzieciatym facetem nie brakuje, więc i jemu wacek nie zwiędnie, a zresztą taki nie dopuści do tego), Ty dystansuj się od niego, bo nawet, jesli będziesz chodziła z nim do łóżka i nie wiem, jak się w tym łóżku starała, a on miałby z Tobą nie wiem, jak nieziemski seks, to facet z jego charakterem i z jego mentalnością i tak będzie Ciebie zdradzał. Twoje staranie nie ma i nigdy nie miało wpływu na to, co robi ten człowiek za Twoimi plecami. Jest tak dlatego, że facet ten jest męską ku...wą (był nią, jest i będzie- zapewniam Cię o tym) i nie zapominaj o tym.
On puści Ciebie z torbami, prędzej czy później tak się stanie. To zwykły nieudacznik, chociaż potrafi się mądrzyć i robić dobre wrażenie.
Uciekaj od oblecha. Niech on idzie do innej, żeby ja doic i rolować.
Teraz podlecz się, żebyś była spokojniejsza i zakręć się koło pracy.
Jeśli czas poszukiwania pracy będzie się przeciągał, to nie czekaj w nieskończoność, tylko wcześniej zwróć się o pomoc do swoich bliskich. Bez ogródek powiedz im w czym tkwisz i poproś, by pomogli Ci wyplątać się z wszawego układu. Oni na pewno to zrobią. Nie licz na tego człowieka i nie czekaj na cud, bo ani jedno, ani drugie się nie ziści. Stracisz tylko czas i nerwy, a za rok, dwa bedziesz dokładnie w takiej samej czarnej doopie, w jakiej jesteś teraz, a może będzie nawet gorzej, niż jest teraz.
Daj sobie kilka miesięcy na pozbieranie mysli i na zdystansowanie się do łajdaka.
Gdy to Tobie się uda(życzę Ci tego z całego serca), to wtedy inne sprawy też się powoli jakoś poukładają, bo gdy człowiek ma do czegoś głębokie przekonanie, wtedy żadna przeszkoda nie jest mu straszną. Dopóki jendka będziesz karmiła się złudzeniami, to nie pchniesz swojego zycia nawet na centymetr. Pasozyt będzie mościł sobie doopę coraz wygodniej, a na koniec nawet pogrzebaczem go od siebie nie odgonisz. Musisz dojrzeć do niekochania tego człowieka i do tego, by wyplątać się z tego małżeństwa bez przyszłości. Trzymaj się kochana. Dobranoc.