

Anetastp | 00:15:22 |
heniek | 02:44:36 |
Julianaempat... | 04:44:22 |
soighlah | 06:20:03 |
Edek_2 | 06:49:27 |

Biłam się z myślami czy pisać cokolwiek na tym forum ale stwierdziłam, że muszę, potrzebuję tego.
Znam mojego (jeszcze) męża od 8 lat, prawie 4 jesteśmy po ślubie. Pod koniec listopada z dnia na dzień powiedział mi, że już mnie nie kocha, że chce odejść. Zarzekał się, że nie chodzi o inną kobietę, mówił, że po prostu się wypaliło, że to już nie jest to samo co było kiedyś.
Wyprowadził się na początku grudnia a parę dni później okazało się, że od kilku miesięcy miał romans z moją bratową. Z bratową, która była dla mnie jak siostra, bratową, na którą mogłam zawsze liczyć, bratową która wiedziała o nas wszystko, znała najbardziej intymne szczegóły z naszego życia. Bratową, która przychodziła do mnie i pocieszała już po jego wyprowadzce.
W tej chwili mieszkają razem, urządzają dom, który miał być nasz i naszych dzieci.
A ja nie dajÄ™ sobie rady.
Kiedy dowiedziałam się o ich romansie- próbowałam popełnić samobójstwo, spędziłam prawie trzy tygodnie w szpitalu. Mąż odwiedził mnie w tym czasie raz, później mówił, ze nie chce mnie widzieć.
Po moim wyjściu ze szpitala spotykaliśmy się wielokrotnie. Kilka z tych spotkań kończyło się zbliżeniami. Jedno z nich było na tyle skuteczne, że niedawno okazało się, że jestem w ciąży.
Mąż powiedział, że się cieszy ale niczego to nie zmienia i nie wróci do mnie.
A ja nadal kocham, wybaczyłam mu wszystko to, co zrobił i wierzę, że on się ocknie i że wróci.
Każdy z kim rozmawiam mówi- zapomnij, nie warto. A ja mimo, że wiem że jest w tym dużo racji- nie potrafię. Nie potrafię udawać, że nie kocham, nie potrafię udawać, że mi nie zależy. I walczę. Teraz już nie tylko dla siebie ale również dla naszego dziecka...
Pomyśl o sobie i o dziecku !
Odejdź ...
Przecierpisz, masz czarno na białym, poradź sobie ! pokaż że można ! sobie i innym ! nie będzie lekko ale spróbuj poukładać sobie na nowo
niech spada nie jest ciebie wart ! będziesz jeszcze górą ! bądź silna ! będziesz szczęśliwa ! ale nie z nim ...
że jest się w nim, moje złoto,
albo zimnym łajdakiem,
albo natchnionym idiotÄ….
Konstanty Ildefons Gałczyński
Bez wątpienia Twój mąż jest zimnym łajdakiem. Ale błagam, zrób wszystko, by to "natchnienie" - przekonanie o sile Twojej miłości, nie uczyniło z Ciebie tego drugiego wariantu. Przemyśl wszystko jeszcze raz. Trzymam kciuki. Dasz radę.
Co to znaczy?
Czy razem z nim budowałaś dom, w sensie budynek z dachem i z podłogą i czy ten człowiek wprowadził tam swoją kochankę i mieszka w Twojej własności?
O co chodzi?
Co do Twojej walki o tego faceta, o całe to małżeństwo- odpuść sobie, bo walczysz z wiatrakami. Ten człowiek nie kocha Cię i nigdy do Ciebie nie wróci, nawet jeśli z kochanicą mu nie wyjdzie, to on i tak do Ciebie nie wróci.
Musisz przyjąc to do wiadomości i przestać narzucać się komuś, kto Ciebie nie chce.
Dasz sobie radę sama, a od tego faceta żądaj alimentów na dziecko. Jesli będziesz mądra, to rozwiedziesz się z nim z orzeczeniem o jego winie i dzieki temu będziesz mogła zażądać alimentów także na siebie. Nie unoś się honorem, bo jedyne, co osiągniesz, to tylko to, że ktoś będzie Cię miał za frajerkę i nawiedzoną na punkcie jakiegoś faceta wariatkę.
Jaki jest koń, każdy widzi.
Nie leź tam, gdzie Ciebie nie chcą i gdzie pokazują Ci kierunek dzrzwi wyjściowe.
Ogarnij się dziewczyno, bo brzmisz bardzo żałośnie. Ja jeszcze nie słyszałam o takim przypadku, by jakis facet, który woli inną, wrócił do tej, której nie chce, tylko dlatego, że ta niechciana i wzgardzona cierpi.
To Twoja sprawa, ze cierpisz- poradź sobiie z tym, np. przy naszej pomocy, ale nie wymagaj od tego człowieka, by on zrezygnował ze swojego zycia, dlatego że Ty sobie tego życzysz.
Zależało mi na stworzeniu domu z nim, gdziekolwiek byleby był szczęśliwy.
Kiedy się wyprowadził i powiedział o rozdzielności majątkowej- od razu powiedziałam, że w każdej chwili możemy iść do notariusza i podpiszę co będzie trzeba. Nigdy nie zależało mi na jego domu, na jego pieniądzach. Zależało (i zależy) mi na nim. Tylko i wyłącznie...."
Mąż powiedział, że się cieszy ale niczego to nie zmienia i nie wróci do mnie...."z czego gnojek się cieszy?z własnej głupoty chyba.Kobieta wychodzi ze szpitala po załamaniu nerwowym a on zostawiając rodzinę cieszy się że jego kolejne dziecko wychowa się w rozbitej rodzinie.Ciekawa jestem co kochanka na to,czy też się cieszy?Weź się dziewczyno za siebie ,szukaj pomocy by nie okazało się że on chętnie zaopiekuje się dzieciakami z powodu twoich problemów zdrowotnych.Szczególnie że twoja pseudo przyjaciółka poznała cię na wylot.
Dlaczego załozyła drugi wątek? to gdzie właściwie należałoby do niej pisać?
Kurczę, chyba jakaś srednio kumata jestem, ale naprawdę nie kojarzę jej z żadnym innym wątkiem.
apologises rodzina (cała bez wyjątku) jest w szoku. Wszyscy widzieli jak blisko byliśmy w czwórkę, jak dużo czasu spędzaliśmy razem, jak mocno trzymałyśmy się z bratową. Wspierają bardzo zarówno mnie jak i brata, odwiedzają nas możliwie często, dzwonią, poświęcają nam sporo czasu.
mononabis dom jest jego rodziców (mają dwa) i mieliśmy tam mieszkać. Ba, mieszkaliśmy tam rok temu ale przez teściów właśnie się wyprowadziliśmy bo bardzo ingerowali w nasze małżeństwo.
zgryzolowaty o bracie napisałam już w tym drugim wątku.
Odnośnie teściów- nigdy za mną nie przepadali, uważali, że zabrałam im syna, że go buntuję przeciwko nim (co absolutnie nie było prawdą). W tej chwili wiem, że nie akceptują sytuacji (raz, że są bardzo pobożnymi ludźmi i dla nich takie akcje po ślubie kościelnym- zdrada, przyprowadzenie kochanki do domu tak naprawdę będąc nadal mężem- nie do pomyślenia), widziałam się przez chwilę z moją teściową i mimo, że nic nie powiedziała na ten temat- jej mina mówiła mi wszystko. Mało tego- po raz pierwszy od 8 lat odkąd znam mojego męża tak mocno mnie przytuliła, nie zrobiła tego nawet po naszym ślubie... Ale oni się nie odezwą, bo będą się bali, że znowu "stracą" syna, że wyprowadzi się i tyle go będą widzieli.
No i tak, jest jedynakiem.
Przeniosłem Odnośnie brata: Yorik
Raczej ciężko stwierdzić, że sobie radzi. Tzn w tej chwili jest już lepiej ale generalnie w radzeniu sobie "pomagał" mu alkohol... Płakał jak małe dziecko kiedy dowiedział się prawdy, wielokrotnie razem płakaliśmy próbując nawzajem się pocieszać i starając się zrozumieć to wszystko co się stało... Tak naprawdę oboje nadal bardzo kochamy ale jednocześnie żadne z nas nie wie (i nie wyobraża sobie) jak mogłyby wyglądać te związki po ewentualnych powrotach. Bratowa codziennie do niego wydzwania, z byle pretekstem typu "jak tam nasz pies, czy jest wykąpany" i inne tego typu... Powiedziała mu, że żałuje tego co się stało, że mój mąż wykorzystał jej słaby moment (taaaa, jasne i "moment" trwa już 4 miesiące) i że gdyby mogła to by się stamtąd (w sensie od mojego męża) wyprowadziła ale nie ma gdzie bo rodzina ma ją gdzieś po tym co zrobiła...
A brat, no cóż- próbuje udawać twardziela ale widać, że bardzo go to wszystko boli i w głębi serca chciałby ratować to małżeństwo.
Brat przeprowadził się do naszego rodzinnego domu i mieszkamy w tej chwili razem. Wynajmowali z bratową mieszkanie ale zostało już oddane.
Cytat
Nie pierwszy przypadek wpuszczenia kogoś w swój związek. Tak się bratowa wczuła w problemy z mężem, że sama postanowiła je rozwiązać; zapomniała, że to nie jej facet.
Wyobrażam sobie co czujesz. Zdrada zawsze boli, czy to z bratową czy z inną kochanką.
Nie powinnaś nawet spojrzeć w stronę tej swojej pseudoprzyjaciółki bratowej i męża. To co oboje zrobili nie mieści się w głowie.
Kochałaś męża, byłaś z nim szczęśliwa i to normalne, że tęsknisz za tym, jakaś tam część Ciebie chce wrócić do tego.
Ale nie da się wrócić bo nawet gdybyście byli razem to już nigdy nie byłabyś szczęśliwa z tym facetem po tym co zrobił.
Te wszystkie złe emocje po jakimś czasie przejdą. Każdy ból prędzej czy później mija. To tylko kwestia czasu.
Twój mąż to w ogóle straszne ziółko, zdradza Ciebie z nią, za chwilę zdradza ją z Tobą - nie pozwól by ten pokręcony facet dalej Cię niszczył.
Odetnij się od niego dla własnego spokoju, by przetrawić tę całą sytuację i jak najszybciej wrócić do normalnego życia.
Na tym facecie świat się kończy, możesz kiedyś pokochać ponownie, może kogoś normalnego tak dla odmiany.
Najtrudniejsze ale i najbardziej istotne jest zaakceptowanie faktu, że osoba, którą kochamy nie kocha nas i że nic z tego nie będzie.
Nie idealizuj go, nie tłumacz go, nie usprawiedliwiaj, nie licz na zmiany, które nigdy nie nastąpią.
Wszelkie nadzieje, złudzenia i starania prowadzą do kolejnych rozczarowań i będą potęgować ból.
Aby ból minął, trzeba zaakceptować sytuację taką jaką jest.
I odciąć się od tej paranoi.
Skup się na tym abyście Ty i Twój brat nie tkwili dalej w tym toksycznym cyrku i ułożyli sobie życie na nowo.
A tamci niech się gotują we własnym sosie.
Ogarnij rozwód z orzeczeniem o jego winie (tutaj to będzie proste) i egzekwuj alimenty na siebie i na dziecko.
I niech w Twoim życiu lepiej nie będzie już miejsca dla żadnego z tej dwójki.
Za jakiś czas będziesz przeszczęśliwa, że nie masz z nim nic wspólnego... lub będziesz cierpieć dalej uczestnicząc z nim w tym cyrku. Wybór jest Twój. Powodzenia.
Cały czas staram się go usprawiedliwiać, szukać jakiegoś wytłumaczenia dlaczego... I nie wiem, nie potrafię zrozumieć jak mógł zrobić coś takiego.
Kiedy odchodził powiedział, że nie kocha. Ale kiedy widzieliśmy się po moim wyjściu ze szpitala i z jego inicjatywy wylądowaliśmy w łóżku- powiedział mi, że jestem dla niego bardzo ważna, że nigdy nie będę mu obojętna... A ja po tym spotkaniu pomyślałam, że tak nie całuje ktoś kto nie kocha. Ktoś, kto nie kocha nie zachowuje się w łóżku tak, jak zachowywał się wtedy on... I pojawiła się nadzieja, pojawiły się myśli że może po prostu się pogubił i nie wie teraz jak wybrnąć z tego wszystkiego.
Całkiem niedawno poprosił mnie, żebyśmy postarali się o dziecko, powiedział, że pragnie tego jak niczego innego na świecie. A prawda jest taka, że już wtedy od ponad miesiąca miał romans. Nie jestem facetem, nie znam ich myślenia ale czy normalny facet planowałby dziecko z żoną, wiedząc, że zaraz i tak odejdzie do kochanki? Myślę, że on się nie spodziewał że to wszystko tak szybko wyjdzie na jaw, sytuacja go mocno zaskoczyła, moja dociekliwość. Grunt zaczął palić mu się pod nogami i dlatego podjął decyzję o wyprowadzce. Być może tego żałuje ale przypuszczam, ze nawet gdyby tak było to nie powie mi o tym ze względu na męską dumę.
I tak właśnie toczy się ostatnio moje życie- ciągle myślę o nim, o tym czy wróci, czy dziecko cokolwiek zmieni... czy pojawi się na pierwszym usg za parę dni. Czy otrzeźwieje...
Gdzie Ty masz rozum kobieto? O ambicji i honorze już nawet nie wspomnę, bo to dla Ciebie puste hasła.
Gdzie Twoja lojalność np. wobec brata?
Idź i dalej płacz za swoim cudownym meżem.
Sama prosisz się o kopniaki, bo zdecydowana większość facetów czuje niechęć w stosunku do kobiet, które dają się im tak rolować.
On Ciebie nie kocha i nie nie pokocha.
To przynjamniej zachowaj się godnie na sam koniec, by chociaż troszkę on Ciebie szanował.
Co z Ciebie za kobieta?
Czy masz garba albo czy dolega Ci coś innego, że uważasz, że nic już Ci się od życia nie należy? Od siebie zacznij leczenie się z tego człowieka, bo dopóki Ty sama będziesz miała się za gorszy gatunek kobiety, to zawsze ktos będzie Tobą pomiatał. Ty bedziesz się starała, ale nigdy nie dostaniesz w zamian tego, czego byś oczekiwała za swoje staranie. Bedziesz coraz bardziej sfrutrowana i wiecznie będziesz się dziwiła, dlaczego tak się dzieje i taka zadziwiona któregoś dnia umrzesz. Życie minie Ci między palcami.
Ogarnij sie więc kobieto i weź swojego brata, byście razem popracowali np na terapii nad własną samooceną. A jeśli coś zaskoczy Wam w głowie i pójdziecie w dobrym kierunku, to za jakiś czas,oboje staniecie porządnie na nogi i tak zmieni Wam się światopogląd, że od zgniłej parki będziecie spier...lać na koniec świata i choćby nawet i wam dopłacali nie wiem jaka kasę, to Wy nie będziecie zainteresowani takimi partnerami do życia na co dzień.
Poprwa jakość swojego życia kobieto przypominająca na ten moment dziecko blądzące we mgle.
myślałam,że taka chora rzecz rodem z latynoskich telenowel, zdarzyła się tylko mi..
wejdź na mój wątek i trzymaj sie!!
ja właśnie czytam o separacji..
pzdr