Julianaempat... | ![]() |
Kakua | 00:11:35 |
Krz 78 | 01:20:14 |
NieOddycham | 01:40:58 |
DanielInfug | 05:31:33 |
Witam, wiem że takich jak ja jest wiele, bo trafiłam na to forum krótko po tym jak odkryłam że mąż ma romans z koleżanką z pracy - mężatką (jeszcze wtedy) bez dzieci. Ponoć do odważnych świat należy to w końcu się odważyłam i postanowiłam opowiedzieć moją historię. Ale od początku... jesteśmy małżeństwem od 16lat znamy się 20lat. Mamy dwie córki 13 i 7 lat. Mąż (moja druga miłość) to typ samotnika lubiącego podróżować, co robił dość regularnie przez te wszystkie lata nie pytając nigdy jak dam radę sama z dziećmi, pracą, domem i psem i wszytkimi obowiązkami z tym związanymi tylko informował że jedzie na tydzień, dwa, trzy czy weekend. Tak też było rok temu - wyjechał na 3tyg. motorem do Rosji - nie byłam zadowolona i często mu wypominałam że będzie miał 3tyg. wakacji a ja i dzieci to co, a on że to wyprawa a nie wakacje i tak w kółko. Fakt była wyprawa bo zrobił ponad 12tys.km i wiem że to uwielbia ale znów wszystko kosztem rodziny. Po powrocie był jakiś dziwny, wracał później, a ja miałam tydzień wolnego bo myślałam że tęsknił i będzie trochę z nami we wakacje. W czwartek oznajmił że wyjeżdża służbowo i nie będzie go na noc, ale już weekend spędzi z nami. Wrócił w sobotę nad ranem i przed południem oznajmił że musi do pracy i tu już zapaliła mi się czerwona lampka, poszedł się wykąpać a ja zajrzałam do telefonu. Tak wiem że się tego nie robi i to był mój gwóźdź do trumny ale ciekawość wzięła górę. Dwa sms-y trudno mi pisać co przeczytałam powiem tylko że dłuższy czas jedzenie sprawiało mi wielką trudność. Jestem osobą wybuchową więc wpadłam do łazienki i zrobiłam awanturę, niestety na oczach młodszej córki, byłam w takim szoku że nie widziałam że stoi obok i wszystko słucha. Najpierw było że się pogubił, że to tylko sms-y i chciał to skończyć ale ponieważ zajrzałam a on tego nie toleruje to teraz coś w nim pękło i będzie robił co chce. No i zaczęło się na dobre. Dowiedziałam sie że od 14lat nic do mnie nie czuje, że się w niej zakochał, że ona jest super, że się dobrze rozumieją, słuchają tej samej muzyki, że ona tak cicho mówi a ja jestem taka głośna :-( że on nie nadaje się do życia rodzinnego, że zmusiłam go do ślubu (prowadziłam na łańcuchu do ołtarza!) że on nie chciał mieć dzieci! (sama je zrobiłam!), że się zmieniłam po ślubie bo chciałam mieć własny kąt i dzieci i że go nie rozumiałam. Jednym słowem wylał na mnie wiadro pomyj, wiem że miał dużo racji, czasem mówił że coś się wypaliło a ja nie umiałam tego dostrzec. Widziałam tylko moje poświęcenie dla rodziny, nie umiałam docenić że budowa domu to dla mnie i dzieci też bo ja chciałam, że poświęcił się dla mnie, a teraz ma dość. Tylko dlaczego nie odszedł tylko kłamał, oszukiwał i robi to nadal, choć na początku się krył to teraz jawnie wraca nad ranem do domu, z nią wyjeżdża - do Bośni na 6 dni, do Włoch motorem na weekend (ja zawsze słyszałam że motor to jego azyl i samotnia :-( widać już nie). Zamienił mnie na 10 lat młodszy model już wolny bo rozwiodła się z mężem po 12latach znajomości i 3małżeństwa dla mojego księcia małżonka i teraz czeka kiedy on zostawi rodzinę!
Żył z wami, ale jakby obok was, bo siłaczka wszystko przecież załatwi- dzieci krzywdy nie zaznają, dom nie zarośnie brudem, ogród też nie zamieni się w dżunglę- tak to wszystko funkcjonowało przez całe lata.
Teraz boli cię więc to, że nie zostałaś doceniona i należycie uhonorowana, że przyszła inna i ona weźmie to, co, twoim zdaniem, należeć powinno do ciebie. Masz rację- ja też tak bym myślała, jednak z koniem kopać się nie będziesz, bo i tak jesteś na straconej pozycji.
Po mniej więcej dziesięciu latach małżeństwa na ogół przychodzi pierwszy poważniejszy kryzys- wypalają się uczucia, jest zmęczenie materiałem, często dochodzi do rozpadu małżeństwa, a nawet jeśli ludzie zostają ze sobą, to robią to z innych, bardziej prozaicznych powodów. W ciągu dekady trwania małżeństwa są trzy takie krytyczne momenty- ten po dziesięciu jest najgroźniejszy.
On znalazł inną i trwa to już wiele lat- dziś mieszka z tobą, ale tylko dlatego, że jest mu ciebie żal- jednym słowem został z tobą z litości.
Tamta kobieta już od dawna rozwiodła się dla niego i czeka teraz na swojego księcia z bajki- on zwleka z rozwodem, bo z jednej strony czuje się, jak świnia, ale z drugiej strony racjonalizuje sobie swoją zdradę i znajduje argumenty na swoje usprawiedliwienie np. tamta mówi cicho, a ty mówisz głośno. Głupie gadanie, bo gdybyś ty mówiła cicho, a tamta głośno, to on dzisiaj dokładnie to by ci zarzucił. Tak naprawdę on nie ma ci nic do zarzucenia- on tylko racjonalizuje powody swojej zdrady.
Co powinnaś zrobić?
Powinnaś pogodzić się z tą sytuacją i przyjąć do wiadomości, że ten facet już od dawna cię nie kocha.
Nic na to nie poradzisz- tak się po prostu stało, a ty nie mogłaś tego przewidzieć, gdy wychodziłaś za niego za mąż- on też na pewno nie zakładał takiej opcji.
Tak się czasem dzieje.
Oczywiście możesz się teraz wyzłośliwiać i trzymać go pod różnymi pretekstami w domu, ale zastanów się po co?
Z niewolnika nie ma pracownika.
On nie chce mieszkać z tobą, tylko z tamtą. To o niej myśli, gdy patrzy na ciebie.
Przyjmij to do wiadomości i przestań żebrać o jego uczucia oraz wymagać od niego, by został z tobą, bo córka jest chora. Nawet, jeśli zatrzymasz go w domu, to i tak niczego to nie zmieni- on kocha tamtą.
koniec kropka. Ta druga nie jest dla twojego jakąś przelotną doopą na boku, lecz od lat jego stałą kobietą.
Ty nie jesteś jego kobietą- ty jesteś dla niego historią i rozdziałem zamkniętym.
Puść go wolno i zacznij swoje życie.
Zrób to, tak zwyczajnie i po prostu.
I tak nie masz innego wyjścia.
Dobranoc.
123... wiem że cukrzyca nie pojawia się z powodu kłopotów rodzinnych ale byłam (i nadal jestem) tak zdruzgotana że nie widziałam pierwszych objawów choroby o której wiem wiele od 15lat bo sama na nią zachorowałam. Sprzedaż domu nie jest tak prosta bo on jeszcze nie zakończony formalnie a do tego jak wspomniałam niedawno dzieciom co by powiedziały jakbyśmy przeprowadziły się do bloków to reakcja była straszna i choć wiem że to nieuniknione to na razie nie chcę im tego fundować.
Mono to nie jest tak że chcę go na siłę zatrzymać bo córka chora, nie. Już dawno mu powiedziałam, że ma się do niej wyprowadzić jak ją kocha i jak taka super i co usłyszałam? że ona nie jest osobą z którą chciałby spędzić resztę życia. Acha i na pewno nie jest z nią od lat bo dopiero od jakiś dwóch jest w firmie. Wiem że za dużo robiłam sama i może na za wiele mu pozwalałam choć czasami głośno to komentowałam ale wiedziałam że kocha podróże że to jego pasja, zarówno mojej jak i jego rodzinie to sie nie mieściło w głowie że nas zostawia i sobie wyjeżdża więc czasem starałam się to ukrywać żeby nie wysłuchiwać z każdej strony i się nie dołować. Wiem też że mnie już nie kocha, nie ma motyli jak to określił a z nią są, do mnie to on jest przyzwyczajony, ale jeszce kocha dziewczynki i chyba właśnie to go hamuje. Chociaż już sama nie wiem, dzisiaj jest drugi dzień jak go nie ma w domu i nie wiem nawet czy wróci i kiedy bo nie powiedział że wyjeżdża, zobaczyłam wczoraj że spakował torbę i tyle, a że się akurat rozchorowałam i zostałam dzisiaj w łóżku to dlatego napisałam. Dzieci nie ma, pusty dom i nawet herbaty nie ma kto podać bo wszyscy bliscy mieszkają w innej miejscowości
Z rad praktycznych to zbieraj wszystkie paragony za lekarstwa dla córki, będziesz mogła je przedstawić w sądzie przy ustaaniu alimentów.
Dodatkowo to że on zdradza daje Ci mozliwość wystąpienia o rozwod z jego winy,a to z kolei pozwoli Ci na ubieganie się o alimenty również na siebie.
Pomyśl że zasługujesz na szacunek i zacznij szanować siebie. on kocha tamtą, zasypiając przy Tobie marzy o tym aby to ona była obok.
czas na twój ruch, złóż pozew, a może Twój mąż otrzeźwieje.
Ja będąc na twoim miejscu poszłabym najpierw do prawnika i powiedziała, że chcę zrobić tak, by rozwieść się z winy meża (dowody jesteś w stanie szybko zdobyć, bo on łajdaczy się całkiem jawnie- dokształć się w tym zakresie, jak zdobyć twarde dowody) i pozostać w tym domu. Temu prawnikowi powiedziałabym, że byłabym potem skłonna pójść na ugodę z mężem i mogłabym odstąpić od orzeczenia o jego winie, a co za tym idzie z alimentów na siebie w zamian za to, że on przejmie na siebie kredyt. Znalazłabym prawnika, który podjąłby sie takiej sprawy. Alimenty na dzieci twój mąż i tak bedzie musiał płacić- ze łba spadłyby mu jednak alimenty na ciebie.
Na pewno nie ruszałabym sie domu.
Zamiast leżeć w łóżku i rozdrapywać rany, weź się zwyczajnie za załatwianie swoich spraw.
On sobie, tak na stałe nigdzie nie pójdzie- twój dom będzie dla niego bazą wypadową, a ty będziesz ni to rozwódką, ni to wdowa, ni to panienką- nie wiadomo kim właściwie. On będzie przychodził do domu, brał czyste łachy, zerknie na córki, na ogród i potem jawnie będzie sobie jeździł do różnych kobiet zgrywając przed nimi wolnego chłopa. Ty będziesz siedziała sama w domu i niczego nie będziesz pewna. Zakończ tę farsę.
Ja myślałam, że on chce związać się z tą babą, która rozwiodła się z mężem dla niego- ty mówisz, że jest inaczej. Jaka jest jednak prawda, to obie nie wiemy, prawda?
Nie patrz na to, co on ci gada, bo on gada to, co jemu pasuje- będzie cię z wodził, bo tak jest mu wygodnie. Po co on ma rozwodzić się z tobą, skoro ma babę, która w każdej chwili go przyjmuje, daje mu doopy, on tam się nażre, wyśpi, ma gdzie wysrać się i wylać. A gdy znudzi mu się kochanica, wtedy przyjdzie do domu na chwilę. Chyba nie chcesz dalej żyć w taki sposób- nie daj się komuś zwariować. Niech ta druga tak żyje, skoro jest głupia- ty nie musisz.
Nie daj się dalej wkręcać w jego popieprzony świat, bo to nie jest twój świat- ty nie nadajesz się do chaosu. Lubisz wiedzieć na czym stoisz, lubisz ład i porządek- to zorganizuj sobie taki świat, który tobie będzie odpowiadał. Nie musisz zyć na modłę i sposób znudzonego rodziną młodzieńca- on może wyrwać sobie nawet jaja, jeśli będzie miał ochotę- niech to ciebie nie obchodzi, bo to jego życie i jego wybór.
Ty chcesz żyć wedle swoich zasad i nikt ci tego załatwi ani nie zrobi tego za ciebie.
Idź do prawnika i spokojnie sobie działaj.
Komentarz doklejony:
Jeszcze jedno- szalonemu młodzieńcowi nie spowiadaj się z żadnych swoich planów, o nic go nie proś, nie błagaj- buzia na kłódkę i do prawnika. Od tej pory jesteś obcą osobą, która ratuje swój tyłek z opresji i matką, która chce zadbać o interesy swoich córek.
To z kim on sie bzyka niech interesuje cię tylko i wyłącznie w zakresie gromadzenia dowodów zdrady- tu wykaż się teraz operatywnością i zaradnością. Przez tyle lat sama ciągnęłaś wozek z rodzinką, to na pewno stać cię na wiele- nie stój jak ciele i nie patrz na malowane wrota. Zacznij działać, a jemu nie piśnij nawet słówka.
Komentarz doklejony:
Jeśli faktycznie uda ci się zwlec obolały tyłek z łóżka i zaczniesz konkretnie działać, to za dwa, trzy miesiące będziesz miała w miarę ogarnięty temat (twoje dobre samopoczucie też będzie bezcenne), wystąpisz o rozwód i wkońcu szalony młodzieniec dowie się o wszystkim. Wtedy to będziesz świadkiem niecodziennych zjawisk, może nawet będziesz umiała pękac wtedy ze śmiechu. Bo oto, cóż się bowiem wydarzy? Otóż zobaczysz nagle tego adonisa z opadniętą do ziemi koparą. Najpierw będzie się odszczekiwał i wygrażał ci, a potem zacznie załapywać, że żarty i złota wolność szlachecka oto dobieŋly końca. Wtedy grunt zacznie palić mu się pod doopą i zobaczysz wtedy rzeczy, o jakich nawet w najbardziej optymistycznych snach nawet ci się nie dało zobaczyć. On tak się wtedy do ciebie przyczepi i nagle stanie się takim kochającym mężem, że drugiego takiego ty nie znajdziesz wśród swoich znajomych małżeństw. Wtedy nawet kostropatą mietłą go od siebie nie wygonisz. Tak będzie skamlał.
Daj spokój kobiet- takie sprawy załatwia się stanowczo i konkretnie, a nie mazgając się i wołając o pomstę do nieba.
Będziesz miała to, co sama sobie załatwisz i na dodatek słono za to płacąc.
Żadna dobra wróżka nie przyjdzie do ciebie- ty musisz stanąć na wysokości zadania.
Łzy płyną mi po twarzy...
Ze śmiechu i wzruszenia...
:brawo
Uważam, iż temat generalnie powinien być skończony. Dwie rzeczy- raczek zrób: 1- Zdaj sobie sprawę z tego co napisałem, 2- Zrób co Mono ci mówi. TO JEST NAKAZ! Wszystkie komentarze które tutaj zamieścisz obecnie powinny opisywać- twoje działania. Dziel się z nami rozterkami, bólem, płacz i lamentuj, ale działaj. Bo inaczej marnujesz swój i nasz czas.
Wiem ze sposób w jaki piszę do ciebie wyda ci się nieodpowiedni. Ton mej wypowiedzi ma być taki właśnie. Ty dojrzałaś do zmian, czuje to. Przyszłaś do nas po tak zwanego" kopa" do działania. I to jest własnie to, a przynajmniej chciałbym by tak było. Serdecznie Cie pozdrawiam i trzymam kciuki za was- oczywiście bez niego. :cacy:tak_trzymaj
Komentarz doklejony:
Acha zapomniałem. Chciałbym tutaj, przed wszystkimi, złożyć Hołd Mono. Całe szczęście że miała faceta jakiego miała, bo dzięki niemu jest z nami i swoimi radami robi wiele dobrego. To chyba jedyna dobra rzecz, którą zrobił twój facet
Mono jeśli kiedykolwiek byś czegokolwiek potrzebowała, to ja chętnie Ci się odwdzięczę.
Lista czynnosci: sprzątanie, pielenie, koszenie, grabienie, pranie psa i kota, odkurzanie itd....
"Mój" były facet (zawsze daję cudzysłów, bo on mym lubym nie był nawet przez chwilę- ja byłam tylko jedną z wielu w kolejce do tego cuda, o czym długo nie wiedziałam, rzeczy było jasne- z niego, to taki towar ogólnie- dostępny był) wywianował mnie bardzo dobrze, bo dzięki znajomości z nim sporo się nauczyłam. Wiem, że zaprocentuje mi to na przyszłość- a właściwie już procentuje.
Dzięki niemu zrozumiałam jedną bardzo ważną rzecz (nie tylko tę jedną, ale o innych nie chce mi się pisać) i to odkrycie stało się dla mnie niemalże epokowym i przełomowym. Odkąd zrozumiałam tę prostą prawdę moje życie stało się naprawdę fajne.
Otóż on doskonale wiedział, że kawał z niego podłego ch.., nawet był z tego dumny. Robił świństwa różnym ludziom (ale tylko tym bliskim, obcym nie podskakiwał) i zawsze śmiał się, bo nie mógł się nadziwić, jak to jest, że wszystko tak łatwo mu przechodzi, ludzie mu wybaczają, chociaż on ich nawet o to nie prosi, że zanim zdąży o czymś zamarzyć, to już to ma- on robił sobie jaja z innych, a tych, którzy mu wybaczali uważał za frajerów.
Dlaczego?
To proste- bo, gdyby to on był na ich miejscu, w życiu nie wybaczyłby komuś takiego czy innego świństwa.
Prosta filozofia, prawda?
Ukradłam coś komuś, ale ta osoba wybaczyła mi i powiedziała "ok. nie ma sprawy"- normalny człowiek poczułby się, jak świnia, byłoby mu głupio i odczuwałby jakąs wdzięczność w stosunku do tak wspaniałomyślnej osoby- czy się mylę? Nie mylę się. Następnym razem raczej nie chciałby okraść tak dobrego człowieka, bo miałby jakies sumienie albo coś w tym rodzaju.
Czub myśli inaczej- okradłem cię, a ty mi wybaczyłeś, nie zlałeś mi mordy i nie obciąłeś łap, więc ty dla mnie jesteś frajerem, to ja przyjdę do ciebie znowu i ukradnę ci więcej, a na koniec puszczę cię gołego w skarpetkach i podartych szmatach.
Ja takie właśnie wiano wyniosłam z tej znajomości- nauczyłam się, że jeśli ktoś robi mi podłe rzeczy w zamian za moje dobre serce, to ja odwdzięczę się dokładnie tym samym, bo jeśli za zło komuś zapłacę dobrem, to będę uważana przez taką świnię za frajera.
Są po prostu ludzie i taborety- należy to pojąć i o tym pamiętać.
Warto jest i nawet trzeba pochylic się nad dobrym człowiekiem, ale na pewno nie nad świnią w ludzkiej skórze, bo taki nażre się, puści głośnego pierda i pójdzie śmiejąc się z ludzkiej naiwności.
Odkąd to zrozumiałam żyje mi sie o wiele lepiej.
Nie sprawdzam się, jako ściana płaczu- fakt.
Ja wolę szybką akcję, działanie, a nie dreptanie w miejscu i uklepywanie gó..a żeby miało blask.
Raczku zacznij od prawnika.
123... nie piorę od grudnia, nie sprzątam jego pokoju, bo go nie ma, śpi w salonie albo u córki w pokoju jak jej nie ma. Od m-ca sypialnię odwiedza tylko po to, żeby coś zabrać z szafy albo schować. Jak zdarza mu się być w weekend w domu to je z nami posiłki, które ja szykuję i dziewczynki wołają tatusia, jakoś nie umiem potraktować go tak po ch...ku jak on traktuje mnie, pewnie ze względu na dzieci nie chcę prowadzić otwartej wojny. Jak go nie ma to mówię zgodnie z prawdą że nie wiem gdzie jest, bo naprawdę nie wiem czy w trasie bo ma taką pracę czy u niej, bo chociaż czasem się domyślam nie chcę je denerwować bo mała jest bardzo uczuciowa i bardzo wszystko przeżywa, kalkuluje, chce dzwonić do taty i jest bardzo nieszczęśliwa jak on nie odbiera telefonu (no bo myśli że to ja znów będę mu tyłek truć
Mono masz rację że nie wiem jaka jest prawda, teraz już wiem że coraz częściej spędza wieczory i pół nocy u niej i ostatni wyjazd teraz w czwartek też był kłamstwem, chociaż przecież nic nie powiedział tylko nie wrócił
Makasiala chyba dobrze czujesz że przyszłam po "kopa" chyba właśnie tego potrzebuję, Was którzy to przeszliście i wiecie jak z tego wyjść. Chciałabym mieć tyle siły i mądrości co Wy.
Wiem że dreptam w miejscu już 366dni a on korzysta z pełnej wolności. Dzięki za tą radę z kredytem. Zbiorę się i w przyszłym tygodniu zacznę działać w sprawie prawnika. Dawajcie mi nadal popalić to ocknę się z tego letargu, proszę, nawet błagam Was o to!!!
Jak się szybko odkochać w tym lovelasie??? Ma ktoś jakiś złoty środek? Zrobił mi już tyle złego a ja cały czas w tym tkwie!!!:szoook
Makasiala bardzo podoba mi się to porównanie pyłu i góry, muszę uważać żeby mnie prędzej wiatr nie porwał
Komentarz doklejony:
123... pewnie po moim ostatnim wpisie myślisz, że jestem sama sobie winna i pewnie wiele osób tak myśli:-( Ja naprawdę myślałam, że będzie dobrze, że w końcu jakby nie chciał tego wszystkiego, to by zakończył to jeszcze przed ślubem. Teraz wiem, że naiwna byłam, a on godził się na wszystko... dla świętego spokoju? chyba.
Czy ktoś wie czy jeżeli rozwód będzie bez orzekania o winie to też alimenty są niższe? Czy jeżeli się wyprowadzi to może to być dowodem na rozwód z jego winy?
Mono dorać jakie dowody mam mieć jak on ma tel.służbowy, z którym się nie rozstaje, nawet kąpie się z nim, jeździ samochodem służbowym po całym kraju i nie tylko. Ostatni weekend spędził z nią, gdzieś za granicą, przecież nie jestem w stanie go śledzić, zresztą chyba już po woli zaczynam mieć to gdzieś. Miał powiedzieć wczoraj po powrocie co zamierza, bo ja dłużej tego kur..twa (przepraszam za to słowo) nie będę znosić i mam już takie rogi, że muszę schylać głowę, żeby przejść przez drzwi i co... niestety poraz kolejny pokazał, że nie ma jaj i nie umie z godnością odejść. Muszę się hamować, bo cisną mi się niecenzuralne słowa.
Mam wrażenie, że on czeka, żebym to ja podjęła za niego decyzję i będzie mógł powiedzieć dzieciom, że przecież to mama go wyrzuciła. Pewnie byłoby to najlepsze dla mnie tylko problem w tym, że on jest zameldowany w naszym domu, a ja nadal u rodziców ze względu na szkoły. Nie wiem już jak to rozwiązać. Czy dam radę żyć obok i patrzeć na jego wyskoki? Czy tak można żyć? On to sobie wymyślił, że jest jakby współlokatorem i daje pieniądze na życie, ale zachowuje się jak obcy, robi co chce i broń boże zadać mu jakiekolwiek pytanie typu o której będziesz? Acha i zwalnia mnie z obowiązku małżeńskiego i mogę sobie kogoś poszukać. :rozpacz Zastanawiam się kim jest ten facet, bo chyba byłam ślepa przez 20lat jak się znamy, często miałam tak, że wydawało mi się, że rozumiemy się bez słów, myślimy podobnie, a nawet nieraz dokładnie to samo, a teraz to brak mi słów na określenie jego zachowania.
Mam wrażenie, że próbuje mnie zniszczyć psychicznie i niestety mu się udaje. Czy ktoś kogo uznawało się za uczciwego i honorowego człowieka mógł stać się potworem przez młodą cizię???
Tylko czy Ty naprawdę będziesz chciała zastosować się do rad, już teraz?
Ale ok. - wiem, że nie jest Ci łatwo i że na wszystko przyjdzie odpowiedni czas.
Zacznę od tego:
Mam wrażenie, że próbuje mnie zniszczyć psychicznie i niestety mu się udaje. Czy ktoś kogo uznawało się za uczciwego i honorowego człowieka mógł stać się potworem przez młodą cizię???
Raczku on absolutnie nie chce Ciebie zniszczyć, bo Ty w niczym mu, póki co, nie przeszkadzasz. Ty sama się niszczysz i to na własne życzenie.
Ty jesteś mu po prostu obojętna, jak zeszłoroczny śnieg.
Ty analizujesz jego zachowania, próbujesz odgadnąć jego intencje, by wiedzieć na czym stoisz, głowisz się nad tym facetem od rana do wieczora, starasz się dotrzeć do niego, by uzyskać jakąś konkretną wiedzę na temat swojej sytuacji, bijesz głową w mur i cały czas główkujesz i głowkujesz.
Nic Ci jednak z tego bicia piany nie przybywa, bo sytuacja i tak się nie zmienia.
Na koniec zaczynasz podejrzewać tego chłopa, że on robi to wszystko specjalnie i po to, by wpędzić Cię do grobu.
Raczku mylisz się- to co on robi nie ma nic wspólnego z tobą( ja teraz opiszę ci sprawę z jego punktu widzenia)- on robi to, na co ma ochotę i nie zwraca uwagi na Ciebie, ponieważ Ty, jako taka jesteś mu obojętna, rozumiesz?
On, gdy wstaje rano nie zaprząta sobie głowy rozmyślaniem o Tobie(w przeciwieństwie do Ciebie, bo Ty myślisz o nim non stop), tylko o tym, jak przeżyć dany dzień, żeby to jemu było przyjemnie. On zastanawia się nad tym, o której spotka się z młodą kochanką, gdzie sobie z nią pojedzie, co kupi jej za Twoje pieniądze i nie rozmyśla o Tobie. Dzieje się tak dlatego, że ten człowiek od dawna Ciebie nie kocha i Ciebie, Twoje uczucia i dalszy Twój los on ma centralnie w doopie.
Uświadom to sobie i zacznij w końcu mysleć o tym człowieku, jak o jakimś obcym facecie, który mieszka w Twoim domu, bo z jakiegoś powodu jest mu tak wygodnie.
To nie jest człowiek Ci bliski, to nie jest nawet Twój wróg (jego obojętność w stosunku do Ciebie jest porażająca, bo nie w tym facecie nie ma nawet wrogości do ciebie, czyli jest zero jakichkolwiek emocji)- on po prostu z takich czy innych powodów mieszka pod tym samym adresem, co Ty. Jednak nie dla ciebie i nie ze względu na Ciebie. Ty jesteś dla tego człowieka powietrzem, którym on nawet nie oddycha, jesteś jakąś tam babinką która chodzi po domu ze zbolałą miną i jest bardzo żałosną osobą, bo w przeciwieństwie do niego ciągle stoisz w miejscu i poza domem, garami, sprzątaniem i obserwacją pana- "męża" nie masz żadnego swojego świata.
Taka bidna i zagubiona kurka domowa, która już pojęcia nie ma, jak ustawić się do tego wszystkiego.
Młodzieniec patrzy na Ciebie z politowaniem na taką bidną kobitkę- Ty poza wzgardą i lekceważeniem nie budzisz w tym facecie żadnych emocji.
Zrozum to więc- Ty możesz sobie żyć nawet i sto lat, mieć różnych kochanków (co zresztą sam Ci powiedział, że możesz sobie wziąć jakiegoś faceta, skoro miałabyś na to ochotę)- to dla niego nie znaczy nic, bo on najzwyczajniej w świecie ma Ciebie w doopie.
Ty to pojmij i przyjmij do wiadomości.
Bo za chwilę życie Ci minie na tych rozmyślaniach, młodzieniec cały czas i pod Twoim opiekuńczym skrzydłem będzie szedł do przodu, brał z życia pełnymi łapami, będzie żył jak pączek w maśle, a Ty będziesz siedziała w jakimś ciemnym kącie i będziesz dumała, dumała i dumała.
A nad czym tu deliberować już bez mała dekadę?
Posłuchaj mnie- kopnij go w doopę i skoro chcesz rozwieść się z nim z orzeczeniem o jego winie, to przecież nie wmówisz mi, że przez tyle lat jawnego drugiego życia, jakie wiedzie ten pan na Twoich oczach i wielu innych osób, nie wyłączając dzieci, rodziny, znajomych, że nie ma możliwości, by dowieść łajdactwa tego pana. Idź do prawnika- on podpowie Ci, co z czym się je. Jeśli masz możliwość, to zatrudnij detektywa- on bez trudu dostarczy Ci dowody. Weź świadków na sprawę w sądzie- przecież Ty możesz powołać całe tłumy.
A dlaczego Ty drepczesz w miejscu i zamiast robić wszystko z rozmachem i tak żeby Twoje działania były skuteczne i sensowne, ty bawisz się w polowania na jego telefon. To bez sensu- zjadasz dziewczyno własne zęby i niczego nie osiągasz.
Przestań się w końcu certolić, bo robisz z siebie takie ciele mele, które można robić w konia i kołować, ile wlezie. Właśnie dlatego ten chłop tak Tobą pomiata.
Jesteś obrotną i zaradną kobietą- weź sprawy w swoje ręce i wykaż się działaniem, a nie uklepywaniem gó..wna, żeby miało blask.
Jeśli nie chcesz rozwodzić się z nim z orzeczeniem o winie, to zwyczajnie idź do sądu i złóż pozew o rozwód. Nie martw się tym, że nie jesteś zameldowana w tym mieszkaniu, a on jest i co wtedy będzie. Przyjdzie moment, to wszystko Ty sobie załatwisz i wywalczysz- a cóż Ty tak już teraz wszystkiego się boisz?
Ty bój się tylko dalszego życia pod jednym dachem z tym chłopem, bo chciałabym przypomniec Ci, że masz cukrzycę, Twoja córka też ją ma i wy obie nie możecie fundować sobie takich jazd. Chcesz się wykończyć i to z powodu chłopa?
Dziewczyno- nie warto zżerać samej siebie z powodu żadnego chłopa, a na dodatek takiego beznadziejnego.
Co Ty masz jakąś życiową misję, by trwać przy zblazowanym i rozwydrzonym przez ciebie, kochankę i generalnie przez zycie młodzieńcu?
To dla takiego cuda Ty chcesz poświęcić swoje zdrowie i zdrowie swojej córki. Święty SPOKÓJ nie ma ceny- Ty sobie zapewnij ten spokój. Nikt tego za Ciebie nie zrobi- Ty sama musisz ruszyć tyłek i zacząć działać.
Facet ma kochanicę, która jest od niego znacznie młodsza- ona rozwiodła się ze swoim mężem (Ty piszesz, że ona się rozwiodła- a skąd masz taką pewność?bo tak powiedział Ci ten dandys? a może to jej mąż rozwiódł się z kur...szczem? Napisałaś, że ona jest po trzech rozwodach- pewnie to zwykła wywłoka, która lubi chłopów i puszcza się na prawo i na lewo) i czeka na Twojego męża.
Dziewczyno, Ty naprawdę żyjesz w świecie iluzji.
Ona być może i czeka, tylko że Twój mąż jakoś nie śpieszy się z rozwodem z Tobą, prawda?
Jak sądzisz dlaczego?
Przecież to taka wielka miłość, ona taka zakochana w nim, że aż z mężem się własnym rozwiodła i co?
I dooppa.
I wielkie nic.
Dalej ten sam grajdołek- chłop siedzi Ci na karku i nie poleciał jakoś do tej gwiazdy. Dlaczego?
No właśnie, pomyśl dlaczego?
Już się domyślasz?
Pewnie tak, ale ja i tak napiszę Ci wprost.
On siedzi Ci na karku i nie śpieszy się z rozwodem, ponieważ on doskonale wie, że łajdaczy się ze zwykłą ku..ą. On, moja droga jest na tyle cwany i wygodny, że nie ma zamiaru podkładać własnego łba pod topór i wiązać się z jakąś wywłoką. Ona pociąga go fizycznie, podoba mu sie jako kobieta, lubi szpanować z młodą doopą, ale daleko mu do tego, by żenić się z nią i robić za czwartego jej męża.
Tylko idiota zwiąże się z puszczającą się wywłoką- Ty pojmij to wreszcie i przestań chodzić z głową w chmurach.
Rozwiedź się z tym cudownym chłopem i módl się, żeby on zdurniał już doszczętnie i zeby faktycznie poszedł do dziwy. Za jakiś czas Ty zobaczysz, jak on skończy.
Dziś Ty masz rogi, aż do nieba- jutro rogaty będzie chodził on.
Już Ty się o to nie martw.
Pogoń dziada i zacznij wreszcie normalnie i spokojnie żyć. Nie zajmuj się już tym facetem, bo on Tobą się nie zajmuje- dlaczego więc Ty miałabyś zajmować się nim?
On jest na tyle cwany, że nie chce żyć na co dzień z dziwą, to dlaczego Ty jesteś na tyle niekumata, że chciałabyś żyć z łajdakiem?
Ty gorsza od niego jesteś? No pomyśl Raczku i ucz sie życiowej mądrości, choćby nawet od tego faceta.
On byle gówna nie zje, a Ty masz jeść byle gówno i jeszcze głaskać się po brzuszku z zadowolenia?
Nie bądż frajerką i pogoń psa do suki.
Komentarz doklejony:
I wiesz Raczku- czytając Twoją historię, to można nawet nieźle się zabawić.
Bo spójrz na to wszystko z boku i sama powiedz czy to nie jest śmieszne?
Kochanica rozwiodła się z własnym mężem (jeśli przyjąć taka opcję, że to ona się z nim rozwiodła), bo miała nadzieję, a nawet pewność, że Twój mąż tak ją kocha, że gdy ona będzie już wolna, to on w te pędy poleci po pierścionek dla niej, padnie przed nią na kolana, rozwiedzie się z Tobą w ekspresowym tempie i poślubi ją, tę wielką gwiazdę i seks bombę. Tymczasem czas mija, ona czeka, a "twój chłop" ani myśli rozwodzić się z Tobą, nie poleciał do USC, żeby ustalić termin ślubu z wybranką- co jest więc grane? Głowi sie ta gwiazda i głowie, już tam pewnie rozkłada te swoje giry szeroko, aż rozrywa się jej miednica z tego wysiłku, a tu nic. Prózny jej trud i starania- oblubieniec bierze ją wprawdzie na drogie wycieczki, obraca ochoczo w wyrku, ale o ślubie z nią jakoś nie myśli.
Raczku, toż to komedia i przykład na bezdenną głupotę ludzką.
Głupi chłop, ale swój cwancyś jednak ma i beznadziejnie głupia i zepsuta baba. Pewnie mam ona odpowiednią reputację wśród znajomych- zamężne jej koleżanki trzymają zapewne swoich mężów z daleka od takiej.
Nabierz sił i wypisz się z tego dziadowskiego środowiska- niech oni kiszą się sami we własnym sosie, niech spółkują z kim chcą i gdzie chcą- Ty myśl o sobie i uciekaj od bagna, bo jesteś porządną kobietą, a nie jakąś dziadówką, która wala się po wyrkach róznych chłopów.
Puść tego faceta wolno i niczego się nie bój. Najwyżej zostaniesz sama z dziecmi- trudno, ale nikt nie zarzuci Ci, że jesteś byle szmatą do pomiatania.
Tkwiąc w takim haniebnym układzie pozwalasz ludziom myśleć, że jest z Tobą coś mocno nie tak. Nie daj sie złamać byle chłystkowi i jego doopie.
Odwróć się od dziadostwa.
Komentarz doklejony:
co do czatu,po lewej stronie na górze należy kliknąć/po zalogowaniu/w ,,czat" Wieczorową porą zbiera się ekipa z którą można pogadać na bieżąco,jest pomocna szczególnie wtedy gdy ktoś potrzebuje pociechy natychmiast.
123... co do szkoły to u nas jest rejonizacja dlatego jestem zameldowana i zresztą pracuję w dużym mieście i tam płacę podatki, a mieszkam rzec by można nielegalnie 25km za miastem, ale wiem że i tak będę musiała sprzedać dom bo sama go nie utrzymam no chyba że pan będzie płacić. Co do niej to wiem jak się nazywała za męża i kim on jest, bo znalazłam go na fb, ale nie miałam odwagi się do niego odezwać, a może powinnam? Nie wiem gdzie ona mieszka, do tej pory nie chciałam się bawić w jakieś śledzenie, bo miałam nadzieję, że jakoś to polubownie załatwimy, ale teraz widzę, że muszę zacząć tak jak on bez skrupułów tylko z tą różnicą, że ja dla przyszłości dzieci.
Naprawdę jak czytam Wasze komentarze to myślę matko jak ja mogę być taką idiotką i trwać w takim dziadostwie, niszczyć własne zdrowie, którego i tak za wiele nie mam, zdrowie dzieci, i bardzo powoli dociera do mnie, że nie warto, że może będę już sama do końca swoich dni (choć tego się najbardziej boję), ale nie chcę już być poniżana i nieszanowana, bo nikt nie zasługuje na takie życie. Czekam na ten odpowiedni czas, który mam nadzieję że niebawem nadejdzie i pozamiatam z rozmachem i znów będę silną kobietą
A co powiecie na to, że pan planuje wakacje z nami pod namiotem? Czy to nie jest chore? Z jednej strony nie wiem czy powinnam w to brnąć, z drugiej dziewczynki już się nie mogą doczekać na wyjazd z nami. Masakra jakaś!!!
Cytat
Raczek Ty sie na ławkę rezerwowych nie wybieraj
Cytat
Niech jedzie sam z dziewczynkami ,przeciez to nie niemowęta , da radę, a dziewczyny tez się ucieszą na wyjazd z tatą. A Ty bedziesz miała czas dla siebie i na pozałatwianie najpilniejszych spraw.
Bardziej samotna niż w tej chwili, już nie będziesz.... Nie mówmy może więc o Twojej samotności, bo to fakt. Pomówmy o Twojej przyszłości. Przede wszystkim zbieraj dowody (smsy, maile, nagrane rozmowy, rachunki z hotelu wszystko!!!!) Musisz przyjąć do wiadomości, ze Twój mąż rozpętał wojnę, którą niestety TY musisz wygrać!!
Po pierwsze, musisz porozmawiać z dobrym prawnikiem, nie zaszkodziłoby także porozmawiać z doświadczonym bankowcem, specem od kredytów hipotecznych. Może jest jakaś szansa, o której istnieniu nawet nie myślisz?
Mysle, ze powinnaś wystapic o rozwód z winy męża (przecież nie z Twojej do diaska!) Twój mąż już nie jest ani Twoim mężem, ani ojcem Twoich dzieci (formalnie zostanie nim na zawsze), ani podporą dla Ciebie i dla nich. Wybrał inne zycie, inny związek i musi ponieść tego konsekwencje, WSZYSTKIE!!! Prawne i ekonomiczne przede wszystkim.
Wiem jak cierpisz, ale nie możesz teraz okazywać słabości. Teraz ważą się Twoje losy, i Twoich dzieci!
Mowisz, ze rodzina wie.... Może jest ktoś, kto mogłby Ci trochę pomoc na początku, nie wiem.... Rodzice, brat, siostra....Zawsze to latwiej mieć kogoś, komu można się wypłakać.
Twój mąz ewidentnie liczy na to, że Ty niczego nie zrobisz i korzysta z tego!! Ma żarcie na czas podstawione, gatki uprane i kochanicę chętną i gotową na każde skinienie!! Żyć nie umierać!! Pokaż mu, że potrafisz o siebie zadbać!! Tak jak walczyłaś o rodzinę, o budowę domu, teraz zawalcz o siebie!! Pokaż popaprańcowi, ze światy to nie tylko motor i kochanka, jest jeszcze po drodze sąd, rozwód, wypad z workiem ciuchów na ulicę.
Jak tylko zostanie z tym workiem ciuchów na motorze, z wyrokiem sądowym i alimentami do płacenia jeszcze przez wiele lat, to będzie pieszo zaiwaniał, bo mu na benzynę nie starczy!!! Ciekawe, czy wtedy ta romantyczna nimfa wodna weźmie go na swoje utrzymanie i będzie taka cichutka i milutka!!
On ewidentnie tego wlasnie się boi, dlatego wciska Ci kit, że z domem niczego nie można zrobić!! A pokaż mu że można!! Nawet spalić go można!!
Barbell dziękuję za rady, przyjmuję do wiadomości rozpętanie wojny, tylko ciężko mi jeszcze coś z tym zrobić, ale wiem że to już krótka droga, kolejny "gwóźdź do trumny" został mi wbity wczorajszej nocy. Znów nie wrócił tylko z tą różnicą, że tym razem nie raczył poinformować o tym, choć wie, że w nocy trzeba badać cukier dziecku, a trudno było się domyśleć skoro nic ze sobą nie zabrał. Jedyne co mi przychodzi na myśl to że jest POTWOREM!!! Więc być może już o wakacje nie będę się musiała przejmować, bo tatuś powie swoim kochanym i "najważniejszym w życiu" córeczkom, że nie pojedzie z nami na wakacje.
Mam kochaną siostrę, która mogłaby zabić tego dziada, gdyby nie fakt, że ma dzieci do wychowania
Bardzo wymowna jest dla mnie postawa Twojej siostry- musi więc być w Twoim domu naprawdę beznadziejnie.
Chcąc nie chcąc powinnaś wystąpić o rozwód.
On uważa Cię za taką chodzącą i zahukaną poczciwinę, która boi się własnego cienia- wykorzystaj więc tę jego butę bezwzględnie i z premedytacją.
Jak masz to zrobić?
Otóż absolutnie i pod żadnym pozorem nie wygadaj się przed tym człowiekiem, że nosisz się z zamiarem rozwodu ani tym bardziej z tym, że chcesz orzeczenia o jego winie. Buzia na kłódkę i zero spowiadania się przed nim.
Zacznij od zgromadzenia wszystkich informacji na temat domu (akt własności, rachunki, wszystko cokolwiek związane jest z domem), potem idź do prawnika i przedstaw mu swoją sprawę. Potem zrób wszystko to, co poradzi Ci prawnik. Równolegle do tych działań zbieraj wszystkie dowody jego łajdactwa (najlepszy byłby detektyw, bo za jednym zamachem miałabyś wszystko- jeśli kochanica mieszka w Waszym mieście, to opłata za usługę detektywistyczną nie powinna być aż taka straszna, gorzej jest gdy w grę wchodzą wyjazdy osoby sprawdzanej- w Twoim przypadku, jeśli będą sprawdzać go na miejscu, to może będzie to koszt rzędu dwóch, trzech tysięcy- ja nawet spod ziemi, ale zdobyłabym taka kasę, ale Ty sama wiesz najlepiej, jakie masz realne możliwości). To wszystko powinno zająć Ci jakiś miesiąc.
Gdy będziesz miała wszystko juz pozałatwiane, wtedy dopiero możesz poinformować tego pana o rozwodzie- jednak i w tej kwestii poradź się prawnika, kiedy najlepiej byłoby to zrobić.
Potem idź, jak czołg do przodu i nie cofaj się, bo przegrasz następny kawał życia, a za rok, dwa albo trzy Ty i tak wrócisz do tematu rozwodu.
Wyjazd na wspólne wakacje dość kontrowersyjny- musisz to przemyśleć.
Ja będąc na Twoim miejscu też bałabym się zostawić chorego dziecka pod opieką tego nieodpowiedzialnego człowieka, więc raczej też bym pojechała na ten urlop, by mieć oko na dziecko. Jednak obawiam się, że Ty tak się zachłyśniesz tym wspólnie spędzonym z nim czasem, że uroisz sobie w głowie nie wiadomo, jakie cuda i wrócisz rozanielona oraz pełna nadziei na przyszłość. Sprawa z rozwodem odwlecze się więc bez sensu i dlatego mam nadzieję, że wydarzy się coś, co uniemożliwi ten wspólny wasz wyjazd. Ty jesteś stanowczo za miękka, żebyś mogła pozwolić sobie na tego rodzaju eskapady w jego towarzystwie.
A dlaczego on nie weźmie kochanki i dlaczego nie pojedzie tylko z nią? Nie możesz tak zadziałać, by właśnie tak zrobił? Szkoda wprawdzie, by dziewczynki nie miały wakacji, ale wydaje mi się , że w takiej sytuacji byłoby lepiej, by pojechał z kochanką- Ty miałabyś więcej czasu i większą swobodę na latanie po urzędach i prawnikach.
Pomyśl więc, jak bedzie dla Ciebie najlepiej.
Napisałaś, że boisz się samotności- kochana, a czy teraz Ty nie jesteś samotna? Samotność w takim związku jest sto razy gorsza od takiej, gdy człowiek naprawdę nikogo nie ma. Twoja samotność od dawna jest już faktem, więc nie bój się jej, bo doskonale ją znasz. I na razie nie myśl o takich sprawach, bo masz inne poważniejsze problemy na głowie.
Dalej- zastanawiasz się nad kontaktem z byłym mężem dziwy. Przedyskutuj to z prawnikiem i jeśli to w jakiś sposób Tobie się opłaci, to zrób to bez wahania. Tyle tylko, że napisałaś, iż dziwa jest już po rozwodzie- nie wiem więc, jaką Ty miałabyś korzyść z tego, że pogadasz z tym jej byłym mężem. Porozmawiaj jednak na ten temat z prawnikiem (były mąż tej kochanki może być świetnym świadkiem w Twojej sprawie). Gdyby ta kobieta nie była jeszcze po rozwodzie, to ja zdecydowanie doradzałabym Ci jak najszybszy kontakt z jej mężem, ale skoro oni są już PO, to raczej wstrzymaj się z tym i pogadaj o tym z prawnikiem- nie wylej za wcześnie dziecka wraz z kąpielą.
Miło mi, że udało mi się tak trafnie ocenić Twoją sytuację.
Trzymam kciuki za to, żebyś potrafiła troszkę mniej przejmować się tym, że chłop ten ma jakąś babę na boku. On łajdak- ona łajdaczka- dobrana z nich parka. Miej na nich wywalone i zacznij działać.
Oddam mu wolność, która mu daje szczęście, a którą ja mu zabrałam 16lat temu, już dłużej nie będę czekać na litość, to on powinien o to błagać po tym co zrobił. Coś mi się chyba przestawia?
Źle mu z Tobą, to niech robi wypad do dziwy i niech ona go uszczęśliwi. Wielkie zmartwienie- absolutnie się tm nie przejmuj.
Tamta baba puściła w rogi swojego męża- chyba nie wierzysz w to, że taka będzie wierna Twojemu mężowi. Przecież zanim się rozwiodła( o ile oczywiście, to ona sie rozwiodła- ja jakoś mam dziwne przeczucie, że to ten facet odszedł od niej), to też chodziła do łóżka z tym swoim mężem, prawda? Zdradzała więc swojego kochanka- nie wierz więc w to, że ona będzie wierna temu "Twojemu". Na dodatek ta baba weszła w rodzinę, w której są dwie małe dziewczynki- jak sądzisz, jakie świadectwo wydała ona o sobie?
Wywłoka i tyle.
On niech idzie do takiej, skoro ona tak go uszczęśliwia. Nie matrw się o niego, bo nie jestes jego matką.
Nie narzucaj się mu, nie błagaj, nie biegnij za nim- niech idzie, gdzie chce.
Naprawdę jesteś taka siebie pewna na tych wakacjach z nim?
No daj Boże, żeby tak było, bo stracisz tylko kolejne lata życia, jeśli znowu dasz poniesć się marzeniom i pobożnym życzeniom.
A zresztą może będzie i tak, że ten wspólny wasz wyjazd tylko przybliży Cię bardziej do rozwodu? Będziesz przecież świadkiem tego, jak facet ten bez przerwy łazi z telefonem przy doopie, jak smsuje, wydzwania, dostawaje głuche- Ty będziesz widziała to wszystko i tylko utwierdzisz się w przekonaniu, że nie ma na co czekać ani na co liczyć. Oby tak było.
Trzymaj się kochana i niech nie zmięknie ci serducho, bo za chwilę znowu dostaniesz po pupie. Nie warto.
Dobry prawnik to taki, który poprowadzi Twoja sprawę na Twoja korzyść- zły prawnik, to taki, który na dzień dobry powie Ci, że tego się nie da zrobić i tego się nie da i w ogóle problemy nie do przeskoczenia. Dobry prawnik nie ma takich problemów, tylko działa na korzyść swojego klienta. O tym też pamiętaj.
jesteś niezwykle mądrą, przenikliwą i bardzo twardą kobietą. Lubię takie!! Zawsze się od nich czegoś uczę, absorbuje odrobinę ich siły...
Dzielnie się zachowujesz i wspaniale sobie radzisz! Nawet jeśli będą potknięcia na tej Twojej wyboistej drodze, to wstaniesz i pójdziesz dalej!
Wiesz, kiedyś moja najlepsza przyjaciółka powiedziała o mnie;
Jak kiedyś wybuchnie ogólnoświatowa bomba atomowa, to przetrwają karaluchy i Barbell.
Wtedy śmiałam się przez łzy z tego jej powiedzenia, dziś myślę że nie dotyczy ono tylko mnie. To dotyczy wszystkich mocnych i twardych kobiet, które jeśli nawet pozwoliły kiedyś komu przycisnąć swoją twarz butem do chodnika, to to był ostatni but tego gościa w życiu i ostatni chodnik po którym chodził.
Jesteś jeszcze młoda, z czasem coraz mądrzejsza, będzie ci w życiu naprawdę dobrze. Nie potrzebujesz tego palanta na motocyklu do niczego!! I pokaz mu to!
Barbell z tą młodością to nie przesadzaj
Mono zapamiętam te rady o prawniku.
Bardzo, bardzo dziękuję
Komentarz doklejony:
Poraz kolejny choroba mnie położyła do łóżka w ciągu 3 tyg.chyba roczny stres znalazł sobie słaby punkt, ale mi wydaje się, że jestem coraz silniejsza. Nie wiem co prawda czy to dzięki branym lekom czy w końcu dojrzalam do zakończenia tego i tak już nie istniejącego związku, ale jest mi z tym dobrze, nie czuję już strachu i daj Boże, żeby ten stan trwał :-)