

#
poczciwy | 01:13:52 |
JustinIngep | 02:15:17 |
Roszpunka19 | 04:43:04 |
Crusoe | 07:11:14 |
NieOddycham | 11:09:54 |

Zatem od poczatku. W zawiazku jestesmy ponad 15 lat, mamy 2 dzieci. Nie jestesmy malzenstwem a jednak zawsze traktowalismy sie jakbysmy byli mezem/zona. Po prostu ten papierek nigdy nie byl nam do niczego potrzebny. Polaczyla nas wielka milosc, oddanie, zrozumienie, wzajemny szacunek. To bylo dla nas wazniejsze niz cala otoczka zwiazana z zawarciem zwiazku malzenskiego. I przez ponad 10 lat taki uklad funkcjonowal. M. byl dla mnie calym swiatem, choc owszem, dochodzily do mnie z jego strony sygnaly, ze czuje sie w pewien sposob "niedopieszczony" Chodzilo oczywiscie o sex. A ja po calodziennej gonitwie rzeczywisice nie zawsze bylam chetna i gotowa. Ale rozmawialismy o tym, wydawalo mi sie ze pewne rzeczy sa uzgodnione, powiedziane. Wydawalo mi sie, ze taki stan nie odbija sie negatywnie na naszej relacji. Przeciez ciagle byl dla mnie tym najwspanialszym, najwazniejszym, ukochanym, spelnieniem marzen. I mowilam mu o tym glosno. I bylo dla mnie jasne, ze z drugiej strony jest podobnie, tym bardziej ze tez sylszalam zapewnienia. Taki stan pozwalal nam na dawanie sobie sporej dawki wolnosci - nie jestem typem kobiety, ktory izoluje swojego partnera od znajomych, kolegow, kolezanek. Mial swoje zainteresowania, w ktorych ja nie musialam uczestniczyc, ja swoj krag znajomych, o ktorym on wiedzial, ale tez na sile nie staral w niego wniknac. Wydawalo mi sie ze tak jest dobrze, ze jestesmy dorosli, ze ufamy sobie, ze wyszlismy, przed poznaniem sie, z nieudanych zwiazkow, wiec juz wiemy co jest w zyciu wazne
Twój facet ewidentnie musi się dowartościowywać, może to rzeczywiście jak pisałem ma związek z wiekiem, a może taki zawsze był, tylko tego nie dostrzegałaś, a może dopiero rutyna która zawsze występuje po latach do tego doprowadziła. Tego to już sama się musisz domyślić a Waszych rozmów.
Jeśli zaś chodzi o drugi problem, to jak sama piszesz, wydawało Ci się że jesteście dogadani w pewnych sprawach. Otóż zaryzykuję twierdzenie, że jeśli facet mówi że mu seksu brakuje, to tak jest, i tak będzie dopóki go nie będzie miał tyle ile potrzebuje i naprawdę nie ma znaczenia że jest satysfakcjonujący, satysfakcja w tej materii nie nadrabia ilości, tak jak pyszny obiad nie pozwoli Ci się najeść na cały tydzień.
Co do całości, czy coś poza mailami się stało więcej, tego nie wiadomo, doświadczenie nie tylko moje uczy, że jeśli dorwałaś się do długiej historii korespondencji i nie natrafiłaś tam na jakieś seksualne wspomnienia, to raczej do niczego nie doszło i skończyło się na takich internetowych "flirtach". Może do psychologa nie powinnaś chodzić Ty, tylko on, bo ewidentnie coś się z nim dzieje i nie potrafi, lub nie chce nad tym zapanować. Ewentualnie jakaś wspólna terapia z psychologiem, może on zobaczy więcej niż Wy.
Trochę ufam lub trochę nie ufam to takie kolosy słowne o skomplikowanej strukturze imho nie mają nic wspólnego z idealizowanie. Stworzenie z kimś stadła dającego poczucie w perspektywie lat spełnienia, raczej nie polega na ciągłym trzymaniu partnera na radarze. Zaufanie raz utracone odradza się w bólach i być może czas jest w stanie poprzez swe działanie pewne rzeczy przykryć jednak skaza pozostaje chyba na zawsze.
Wygląda na to, że 15 lat związku (oczywiście dla porządku warto nanieść poprawkę, 11 lat) minęło bez zgrzytów. Drugi raz pionizujesz partnera, nie przesuwaj granicy. Twoja wizja związku w żadnym wypadku nie jest koślawa. Dałaś mu z tego co piszesz kawał przestrzeni do osobistego wykorzystania, może nie każdy potrafi to uszanować, nie wiem, może źle oceniam. Jeśli Ty szanujesz jego on jest zobowiązany odpracować tym samym.
Dotknales wlasnie sedna sprawy.
Ja go szanuje wiec chcialabym miec "odpacone" w podobny sposob. A tu niepsodzianka! To w jakis sposob boli i nie pozwala calkowicie bez obaw patrzec w przyszlosc. I nie, nie zebym/-smy mysleli o rozstaniu itp. Rozpatrzmy to bardziej w kategoriach jakosci zwiazku.
I nie mam syndromu Sztokholmskiego
I tym samym zgadzam sie z Toba Wolfie. Moja wizja (idealnego) zwiazku rozbila sie w drobny mak i nie bardzo wiem jak to ugryzc. A jeszcze nie przekonalam sie ze ten z rysami czyli INNY moze byc tez dobry. No walsnie, tylko czy zwiazek z wiecznym (?) strachem z tylu glowy to dobry zwiazek?
I naprawde jestescie swietnymi czytaczami, bo dochodzicie dokaldnie do takich wnioskow, do jakich nie potrafilam dojsc sama bez pomocy psychologa (moze kwestia wylaczenia emocji?)
Moj sugerowal juz dawno niedojrzalosc partnera i ze to w zasadzie nie ja mam problem, co on.
Wiec chyba nalezaloby jednak pojsc w tym kierunku i spotkac sie w szerszym gronie. Na szczescie M. nie jest temu przeciwny. Po ostatnim razie to od niego wyszlo: wiesz, mozemy sobie sami z tym nie dac rady. Moze czas zadzwonic do psychologa
p.s. Porownanie do obiadu b. obrazowe. Daje mi do myslenia nie tylko z powodu swojej trafnosci
Dobrze że M. jest skłonny do współpracy i sam wystąpił z taką propozycją, to dobrze rokuje.
Ty bynajmniej nie bierze zbytnio do siebie tego co pisałem o braku seksu i nie tłumacz go, on potrafi mówić i mógł to wyraźniej ewentualnie dobitniej komunikować. Pamiętaj za to co zrobił, odpowiedzialny jest on, jednak za to co działo się w waszym związku już Wy oboje, każde w swojej części.
Ty jesteś kobietą, na co innego kładziesz nacisk i co innego jest dla Ciebie satysfakcjonujące, a on facetem i ma inne priorytety, jedyne co musicie robić to pamiętać o tym i się do siebie dostosowywać
Tylko tym razem musicie to co się stało porządnie przećwiczyć, bo wychodzi na to, że poprzednio zostało to trochę zamiecione pod dywan.