| pupil | 08. Luty |
| __ZaCzArOwAnA__ | 08. Luty |
| Darco | 08. Luty |
| Feromonka | 08. Luty |
| hanna0802 | 08. Luty |
NieOddycham | ![]() |
milyfacet | ![]() |
Julianaempat... | 01:19:50 |
#
poczciwy | 01:38:23 |
Crusoe | 13:47:53 |

Drodzy Forumowicze!
Na wstępie: zdaję sobie sprawę, że to co opisze jest przykładem mojej bezgranicznej głupoty i naiwności, naiwności osoby zakochanej po uszy, a jak mawiał mój nauczyciel od fizyki - świadomość to połowa sukcesu. Ale do rzeczy, zacznijmy retrospekcję.
Z moją Panią jesteśmy po ślubie już 12 lat ona jest starsza ode mnie o 2 lata, mamy 12 letnią córkę (tak "wpadka", ale w zasadzie przyspieszyła tylko decyzję o małżeństwie), początki małżeństwa były cudowne dla nas, mimo sporych problemów - studia, mieszkanie kątem u nieprzychylnej związkowi teściowej, wada serca u córki, udawało się być razem, nie załamać się. Byliśmy swoimi pierwszymi i jedynymi partnerami seksualnymi. Aż tu nagle...
Było lato 2011, krótki urlop nad morzem, z córeczką. Bardzo fajnie, oboje rozgrzani słońcem, przyjemny seks, spacery,pełna odnowa związku.Minął tydzień od powrotu, był 6 września, żona zostawiła telefon na ładowanie i wyszła na zebranie do szkoły córki. Ja akurat byłem w domu, przyszedł SMS, o dość podejrzanej treści. Nadawca nie był ukryty, jawnie występował jako jej szef. Przejrzałem historię i szok, sporo było pousuwane, ale moja Pani zapomniała wykasować wysyłane i tam były czułe słówka typu: Tęsknię za tobą itp (jak byliśmy na urlopie). Jak przyszła zrobiłem karczemną awanturę, teksty o zauroczeniu, itd. obiecała sprawę zakończyć. Przez 2 tygodnie się do niej nie odzywałem, widać było że żałuje, próbuje przeprosić, organizowała nam randki, wyjścia, słowem starała się. Zgodnie z leninowską zasadą "ufaj i kontroluj" sprawdzałem regularnie telefon, ale po mniej więcej 1,5 roku zaprzestałem. Coś mnie tknęło sprawdzić w lutym tego roku. I powtórka z rozrywki - tęskni, ale tez ostrzejsze - że chętnie wychłoszcze itp. Normalnie 50 twarzy Greya. Dodam, że nasze pożycie było urozmaicone, to w zasadzie z jej strony zanikła ochota do wykorzystywania różnych zabawek... Obiecała poprawę, że niby to chwilowe, że on ja podpuszcza, a ona ta głupia się dała wrobić. Głupi uwierzyłem - brak dowodów na kontakty fizyczne.
I nagle przyszedł 2 czerwca roku bieżącego - sądny dzień naszego małżeństwa - od lutego kontrole były wyrywkowe i nic nie wskazywały jednoznacznego. Ale żonie rozsypał się stary telefon i otrzymała nowy. Oprócz niego miała tez służbowy który sprawdzałem rzadko, bo nie było nic ciekawego. Poprosiłem ją aby dała mi nowy telefon, sprawdze jaki ma model i ściągnę aktualizacje itp. Nagle stwierdziła że nie, bo to jest jej prywatny telefon, nie moge jej kontrolować, no w ogóle obraza i foch. Olałem sprawę i poczekałem aż zaśnie. Biedactwo długo nie pospało, bo to co znalazłem w słuzbowym telefonie wyraźnie wskazało na odbycie stosunku ze swoim szefem. Pobudka, żądanie wyjaśnień, szarpanina - wstyd mi za swoją reakcję. wyjaśniła że faktycznie było parę razy ale to nic takiego, że mnie kocha itp. Tu nie wytrzymałem, zarobiła w twarz - WSTYD mi za siebie, kazałem się wynieść, wywaliłem wszystkie ciuchy na środek kazałem się pakować. Widząc moją cholernie nerwową reakcję, bojąc się o mnie (kilka lat temu chorowałem na depresję i miałem epizod samobójczy - też z powodu jej ekscesu, w sumie teraz patrząc mało istotnego, dlatego go nie opisuję), odwołał wszystko, a tekst ze swojego SMS "Już dawno nie było mi tak dobrze" wytłumaczyła tym że miło się jej z nim rozmawiało jak ją odebrał z przychodni - teraz z tego się śmieję, ale wtedy myślałem że ją rozszarpię, taki mętlik mi zrobiła w głowie. Zeżarłem chyba pół opakowania tabletek uspokajających. Następny dzień wzięła wolny, ja poszedłem do pracy, miała się wtedy wynieść. Gdy przyszedłem po pracy nadal była w piżamie, zapłakana ale i spakowana.
I tu był kolejny mój błąd - łzy mojej córki zmiękczyły mnie tak, że niestety pozwoliłem zostać w domu, oczekując że przedstawi sensowny plan co dalej. Żonka zaś skwapliwie z tego skorzystała. Wieczorem zrobiła mi jeszcze awanturę że to niby ja się z kimś spotykam i chciałem się jej pozbyć - niestety znów rękoczyny i to z obu stron. I wtedy coś we mnie pękło, zobojętniało mi, dotarło do mnie, że tak nie można, że to do niczego nie prowadzi. Zalałem moją Panią potokiem pytań, ona milczała, cały czas milczała patrząc w jeden punkt. Tu muszę dodać że miała trudne dzieciństwo, kłopoty z wyrażaniem uczuć i emocji, w przypadku problemów zamyka się w sobie. Dałem jej czas na odpowiedź, a tym czasem spróbowałem się uspokoić, wyciszyć, wylądowaliśmy w łóżku... Żonka uznała widać, że mi przeszło, bo nie poruszyła tematu. Po tygodniu przyparłem ją do muru - powiedziałem że mam namiary położenia jej komórki w feralnym dniu, odzyskane SMS itp rzeczy - blefowałem, ale pomogło, wzięliśmy dzień wolnego, córka w szkole i odbyła sie rozmowa - pierwsza spokojna rzeczowa, przyznała się że był tylko raz, bez uczucia, żeby się odczepił. Ponieważ obiecałem nie negować tego co powie, przyjąłem że taka była prawda. Postanowiłem spróbować wybaczyć, zrezygnować z męskiej dumy, górę wzięła moja miłość.
Od tamtej rozmowy minęły dziś dwa tygodnie, niby się stara, ale nie chce odpowiadać na moje pytania, milczy, nie chce zmienić pracy bo nic nie może niby znaleźć, wiem tylko że oni faktycznie się rozstali. Co do mnie to mam teraz huśtawkę nastrojów, raz lepiej raz gorzej, seks jest cudowny, znieczula, kocham ją, ale boję się że uczucie może do niej wygasnąć, że zobojętniej mi - taka chyba jest cena za mój spokój i pogodzenie się z losem. Ona zapewnia o swojej miłości - faktycznie znów widzę w jej oczach ten sam blask co kiedyś - ale nie idą za tym jakieś konkretne czyny (chociaż z drugiej strony nie wiem czego od niej żądać). Nie wiem czy udało mi się nią wstrząsnąć na tyle silnie aby się opamiętała czy to tylko gra pozorów i zejście do głębokiego podziemia.
Ufff, nareszcie to z siebie wyrzuciłem, nie miałem się komu zwierzyć, że jestem rogaczem :) - wstyd mi, mimo że to kompletnie nie moja wina, sama to przyznała, mówiąc że to było z głupoty, próżności, bo mnie nie ma nic do zarzucenia.
Powiedzcie co o tym sądzicie...
jedna rada jest - moja: http://www.zdradzeni.info/news.php?re...owstart=70
Nie mniej z przyjemnością czytałem wnikliwe analizy innych forumowiczów, podoba mi się nazywanie rzeczy po imieniu i szczerość aż do bólu, a wszystko to poparte własnymi doświadczeniami.
KindOfBlue miałby co poczytać, szkoda że już tu nie zagląda - albo się załamał, albo otrząsnął, trzymam kciuki za to drugie
Nie załamałem się, żyję, wyjechałem na kilka dni aby wszystko przemyśleć, odciąłem się od świata, mam takie miejsce, gdzie telefony nie mają zasięgu, a do najbliższego sklepu jest 3km. Dziękuję za wszystkie rady, zarówno tych za ratowaniem, jak i tych za odejściem. Tydzień temu złożyłem pozew o rozwód i wyjechałem. niestety, w piątek dostałem wiadomość (idąc po bułki włączałem telefon), że muszę wracać, żona zemdlała w pracy i trafiła do szpitala, okazało się że jej problemy z tarczycą mają podłoże onkologiczne. Komplikuje to mocno moją sytuację - z mojego punktu widzenia odejście od niej teraz byłoby nieetyczne, nieważne co ona zrobiła, po prostu w/g mnie tak się nie robi. Teraz wyjeżdżam z córką na kilka dni nad morze, chcę by dzieciak miał trochę wakacji, jest strasznie skołowana całą sytuacją, a teraz jeszcze mama w szpitalu...
Pozdrawiam wszystkich i dzięki za wsparcie.
Czemu to życie jest takie nieprzewidywalne...? :niemoc
Mam poczucie, że niezależnie od tego, co będzie się działo dalej i jakie decyzje podejmiesz... to zrobisz to z klasą i zachowasz się przyzwoicie.
Jestem pod wrażeniem...
Tak trzymaj!!!
KindOfBlue tobię życzę mądrych i własnych decyzji TRZYMAJ SIĘ:cacy:cacy:cacy
Spór kto jest tchórzem , kto nie ,nie ma sensu.
Mnie osobiście wisi co ktoś uważa o słuszności moich decyzji, bo najważniejsze co ja o tym sądzę.
KOB życzę powodzenia.
O czym Ty mówisz?
Zdrada to nie błąd!
To w pełni świadomy wybór i decyzja!
Jak ja to uwielbiam.
Pobłądził/a, zabłądził/a itd...
Zabłądzić, pobłądzić to można.
W lesie lub nieznanym mieście.
Błąd powiadasz?
No cóż, dorosłość to nie tylko przyjemności.
To również, a przede wszystkim pojmowanie, że zawsze ponosi się konsekwencje swoich wyborów i decyzji.
Że za swoje wybory zawsze trzeba zapłacić.
A że cena jest często wysoką?
No cóż, nikt przecież do zdrady nie zmusił, nie ogłuszył, nie wyciął tego co między uszami- mózgu i nikt siłą kochance/kochankowi do łózka nikogo nie wrzucał
Agnieszka
Walczy się wyłącznie o coś co jest, co istnieje.
Małżeństwa w momencie zdrady już nie ma.
Umowa małżeńska przez zdrajcę jednostronnie została wypowiedziana!
Skoro tak, to jaki ma sens walka o coś, czego nie ma?
Walka ?
Pierwsza i podstawowa reakcja niedojrzałych emocjonalnie facetów/kobiet, bojących się zobaczyć jak bardzo mają ich ich gdzieś te osoby, które tak bardzo kochają
Dlatego wymyślili sobie że związek można wystać, wychodzić, wyjęczeć i wyżebrać.
Walczą
Tylko nie wiedzą do końca z czym.
Ale najgorsze jest to, że nie wiedzą tak naprawdę o co i o kogo.
Lisbet 07 2014 18:53:01
Cytat
:tak_trzymaj
Dodałbym jeszcze do tego:
I jak ja się z tym czuję
Mnie samopoczucie zdrajcy kompletnie zwisa.
Jego wybór, jego decyzja.
I niech to on poniesie jej konsekwencje.
Kind,
Trzymam za Ciebie kciuki. :cacy
Tego, co napisała Agnieszka nawet nie chce mi się komentować- po prostu pusty śmiech mnie ogarnia na takie rozumowanie.
z tego co wyczytałem zrobiła to raz, więc teraz pomnóz to przez ilość okazji przez 3 lata, wyjdzie tego sporo.
teraz choroba i już powód do tego abyś został, nawet o tym nie myśl, nie zawracaj tylko kontynuuj to co zacząłeś czyli bierz rozwód, chorobą się nie przejmuj bo przecież możesz jej pomagać już nie będąc jej mężem, a jak jej naprawdę zależy to wtedy niech udowodni że kocha, a opinią ludzi się nie przejmuj bo ona się nią jakoś nie przejmowała, w razie czegeo możesz wyjawić jej tajemnicę i raczej każdy zrozumie Twój wybór.
Bo jakby spojrzeć na to tak zupełnie z boku, to należałoby zadać sobie podstawowe pytanie czy żona KOBa przerwałaby swój romans z szefem, gdyby okazało się, że to, nie daj Boże KOB, jest ciężko chory? Czy ona uwzględniłaby jego chorobę i czy nagle nawróciłaby się?
Ja bardzo w to wątpię, bo gdyby ta kobieta miała serce i właściwy kręgosłup moralny, szanowała męża i swoją rodzinę, to w zyciu nie dopuściłaby do siebie żonatego szefa.
Były tu już opisywane historie, gdy facet był cieżko chory, a baba i tak puszczała się z gachem i nie przejmowała się ciężkim stanem zdrowia swojego meża.
Ja pisząc tak nie mam na myśli tego, by KOB dokopał teraz leżącemu- ja też będąc na jego miejscu odłożyłabym plany rozwodowe, bo miałabym po prostu niesmak i nie czułabym sie komfortowo w takiej sytuacji. Wzniosłabym się ponad syf, jaki ta osoba mi zrobiła i skoro ktoś prosiłby mnie o wsparcie i o pozostanie, to poświęciłabym się. Zajęłabym się dzieckiem, bo wiadomo, że w takiej sytuacji dziecko byłoby bardzo wystraszone, skołowane i ja chciałabym je wspierać.
Jednak na pewno straciłabym serce do takiego człowieka i cokolwiek bym dla kogoś takiego robiła, to wszystko to wynikałoby z poczuciu mojego obowiązku, jakiejs elementarnej ludzkiej przyzwoitości, a nie z wewnętrznego przekonania, że oto rak uratuje moją rodzinę. Daleko byłoby mi do takiego rozumowania. Zostałabym jeszcze na jakis czas, ale tylko z litości do chorej osoby i miłości do własnego dziecka.
nie zrezygnowałabym z planów rozwodowych, jedynie tylko przełożyłabym je na później, gdy wyjaśniłyby sie kwestie zdrowotne.
Oto kolejny przykład na to, jak głupi są ludzie- dopóki są zdrowi, silni, to wydaje im się, że cały świat mogą zawojować, latają i szukają Bóg wie czego, są jak świnie przy korycie, na nic nie patrzą, bo liczy sie dla nich tylko zaspokajanie własnych potrzeb- przychodzi jednak choroba, starość, jakies nieszczęście i nagle wszyscy oni pokornieją. Gdy pod własną doopą zaczyna im się palić wtedy nabierają rozumu.
Pycha idzie przed upadkiem.
Gdyby żona KOBa była zdrowa, to dalej puszczałaby się z gachem i miałaby gdzieś uczucia swojego męża albo to, że własne jej dziecko będzie cierpiało. Wacek szefa byłby największym dla niej priorytetem.
Dopadła ją jednak choroba i nagle, wzgardzony wcześniej mąż, wrócił do łask.
Tak więc makasiala wzniosły ton, patetyczne pienia w tym przypadku są niepotrzebną egzaltacją, jaka przystoi panience z pensji, a nie dorosłemu człowiekowi, który zna życie i jego brutalne realia.
KOB zostanie z zoną i będzie ją wspierał, ale to nie znaczy, że ma on przeżywać teraz jakąś wielką ekspiację i nagle zacząć idealizować kobietę, która przez trzy lata puszczała sie z jakimś żonatym cwaniakiem. Daj spokój- wszystko ma swoje granice.
W druga stronę działa to zupełnie inaczej bo jest troska bo nasze wartości moralne , uczucia nie pozwalają nam odwrócić się wtedy plecami ..
To forum nie jest miejscem żeby na siłę przekonywać czy lepszy jest rozwód czy dawanie szansy ..bo każda historia czy ludzie którzy je opisują są różni .
agnieszka19752 nie oceniaj ..każdy ma prawo do własnych decyzji ... dla ciebie rozwód może być oznaką tchórzostwa ..dla innych ogromnym krokiem do przodu ..zdobyciem się na niesamowita odwagę żeby zaczynać życie od nowa . Uwolnić się od niepewności od ciągłych kłamstw i manipulowania . Rozwód to odzyskanie własnej wartości jako człowieka i kobiety ..tak było w moim przypadku .
Decyzje są trudne ale żeby móc ratować związek potrzeba dwóch osób ..nie tylko jednej strony która się poświęca i dalej oszukuje że wszytko będzie dobrze ...uratowanie związku to ciężka praca obydwu stron ....
Żeby móc podjąć mądrą decyzję trzeba wyciszyć emocje co jest najtrudniejsze szczególnie w początkowej fazie ....ale trzeba przejść dużo etapów zanim zacznie się obiektywnie oceniać swoje życie małżeństwo ..Wtedy można podjąć decyzję czy odbudowuje się zgliszcza czy zaczyna życie w pojedynkę .
KoB mądrych wyborów życzę
Tak, AcidRain troska i współczucie takich ludzi w obliczu twojej choroby, gdy na dobre kwitnie ich łajdactwo, to między bajki można sobie schować. Liczy się tylko c...a kochanki.
Żona KOBa nie miała dla niego litości, współczucia, gdy podnosiła kiecę, by żonaty szefunio mógł ją bzyknąć. A teraz wielce biedna i nieszczęśliwa- oczywiście, że jest biedna i nieszczęśliwa. Usłyszeć taka diagnozę, to nawet wacka kochanka sie odechciewa, ale ja się pytam- dlaczego dopiero teraz zobaczyła swojego męża? Dlaczego to nie gach siedzi teraz przy jej szpitalnym łóżku?
Ale ok- daję spokój z takim pisaniem, chociaz krew człowieka zalewa na tak jawną niesprawiedliwość.
Ja rozumiem KOBa, że nie czułby sie dobrze rozwodząc się z tą kobietą w takiej sytuacji.
AcidRain ja nikogo nie oceniam i też nie chcę być w ten sposób oceniana co innego dawać dobre rady z doświadczenia a co innego obrzucić go błotem.
Pozdrawiam
makasiala Lisbet dokładnie wyjaśniła ci moje intencje- tu nie ma mowy o miłości, lecz tylko i wyłącznie chodzi o wołanie o pomoc, bo pali się komuś pod doopą. Oczywiście ja rozumiem złożoność tej sytuacji i wrogowi nie życzyłabym, by zachorował na raka (mam nadzieję, że w przypadku żony KOBa skończy sie na wielkim strachu, a nie na faktycznym zachorowaniu na tę przerażającą chorobę), ale wiem doskonale, że gdyby nie omdlenie w pracy, a potem taka diagnoza, to ta kobieta dalej puszczałaby się ze swoim szefem. Bo cóż to? Nagle, tak na rozkaz miałaby zakochać się we własnym mężu? W życiu w to nie uwierzę- trzy lata romansu, to nie jakies tam chwilowe zapomnienie się po pijaku na przykład. A teraz wielka trwoga i do Boga.
Można ostatecznie odłożyć sprawę z ciąganiem tej kobiety po sądach, ale gdy wszystko z jej zdrowiem wyjaśni się i unormuje, wtedy należy dokończyć sprawę z tą panią.
Ty pomagałeś komuś, kto cię zdradził i skrzywdził i na dodatek robiłeś to wiele razy. Na koniec sam miałeś poważne problemy przez tę kobietę i usłyszałes wtedy "sorry jest mi przykro, ale to twój problem". No widzisz! Rzucałeś po prostu, jak to się książkowo mówi, perły przed wieprze. I co? Masz z tego satysfakcję? Taki jesteś z siebie dumny? A ty urodziłeś się po to, by ratować różnych nieudaczników? Taką masz życiową misję?A cóż to za gadanie, że możesz spojrzeć spokojnie w lustro- bo gdy plują ci w policzek, to ty nastawiasz drugi? To tak nie działa, mój drogi. Można pomóc raz, w porywach nawet dwa razy, ale jeśli widzisz, że ktoś robi sobie z ciebie dojną krowę, no kpi z ciebie w żywe oczy, to może warto byłoby zastanowić się nad sobą, nie sądzisz? Ty z siebie dajesz, ale nie jesteś przecież workiem bez dna, prawda? A dlaczego ty dajesz, a sam dla siebie niczego nie chcesz? Dla ciebie nagrodą jest poczucie, jakim to jestes szlachetnym i wspaniałym człowiekiem? To ciebie dowartościowuje? Dobroć ma być mądra. A dasz kasę żebraczce, który skomli, bo jej się chce wódy? A gdy kupisz jej bułkę, to wyzwie cię od różnych?Rozumiem jednak twoje intencje, jeśli chodzi o KOBa- ty chciałeś po prostu powiedzieć mu, by robił to, co dyktuje mu sumienie i zwykła ludzka przyzwoitość.
Agnieszko, byc może, że faktycznie nie jesteś żoną KOBa. Nie wyrzucaj sobie tego, że wybaczyłaś jakiemuś facetowi zdradę i teraz jesteś z nim, ale nie rób z siebie jakiejś bohaterki, bo w związku nie o heroizm chodzi, prawda? Czy ty puszczałaś się na boku? Nie robiłaś tego, prawda? A gdybys się puszczała, to oczekiwałabyś jakiegoś heroizmu ze strony swojego faceta? Czy chciałabyś, by zwyczajnie wybaczył ci i dał jeszcze jedną szansę? Ty dałaś taką szansę, bo chciałaś tak właśnie zrobić. Czas pokaże czy zrobiłaś dobrze, czy znowu przewieziesz się na tym człowieku. Skoro uważasz, że ten facet jest tego wart, a ty masz właściwe poczucie własnej wartości, to uważam, że dobrze zrobiłaś, bo przynajmniej spróbowałaś, a nawet gdy sie zawiedziesz, to wtedy bez wahania będziesz wiedziała, jak postąpić- po prostu odejdziesz od kogoś takiego. Nie jesteś żadną frajerką ani naiwniaczką, lecz osobą silną, która przyjęła na klatę pozostanie w takim związku bez względu na to czy będzie to stratą czasu, czy też dobrą decyzją.
W przypadku KOBa sytuacja jest bardzo parszywa, bo kobieta ta puszczała się trzy lata, na dodatek z facetem żonatym i swoim szefem. Czy można jeszcze bardziej sie zeszmacić? Pewnie, że można, ale to zmienia faktu, że żona KOBa dała doopy po całości. Może teraz, gdy zajrzy śmierci w oczy, to może przewartościują się w niej pewne rzeczy, może KOB będzie miał jeszcze wielką pociechę z tej kobiety- nie wiadomo. Jednak nie zmienia to faktu, że gdyby ona była zdrowa, to dalej puszczałaby się z gachem i na pewno nie roztkliwiałaby sie nad KOBem ani swoją córką.
Życie jest cudowne, ale ludzie są durni, zepsuci i sprawiają, że czasem życie wydaje nam się podłe.
Przecież każdy ma odpowiedni dystans do wszystkich tych spraw i każdy rozumie, że wybrany autor wątku jest autonomiczną jednostką i zrobi po swojemu- my tylko doradzamy, a ponieważ ktos nas pyta o zdanie, to odpowiadamy.
Co tu ma do rzeczy jakieś potępianie? Ja siebie mogę za coś potępiać, bo przez własną głupotę zrobiłam sobie krzywdę, ale do potępiania innych jest mi bardzo daleko, bo ja z powodu cudzych błędów cierpieć nie będę. Potepiać mogę też kogoś, kto mnie bezpośrednio zrobił krzywdę i to w zamian za moje dobre serce, ale co mnie obchodzi, że ktoś leci z kimś w kulki, a ofiara zamiast wziąć porządny rozmach i palnąć krzywdziciela prosto w łeb, kuli sie po sobie i przyjmuje razy? To ja mam się tym przejmować? A kto przejmuje się mną? Ja sama muszę troszczyć sie o własny tyłek. To nie dość, że piszę tutaj i dzielę się z kimś jakims doświadczeniem, to jeszcze mam się tłumaczyć z tego, że mam takie, a nie inne poglądy? No tego by jeszcze brakowało. Jak świat długi i szeroki ludzie zawsze mieli różne poglądy i albo trzymali je dla siebie i na swój użytek, albo dzielili sie swoimi wnioskami z innymi.
makasiala aż poraził mnie twój narcyzm.
W klasach I-IV kładą na to silny nacisk.
Jak to zaległości z podstawówki potrafią się mścić potem przez całe życie
My to widzimy tylko w tej formie, ale to ogólnie chodzi o rozumowanie, rozumienie otaczającego świata (w tym innych), w realnym życiu to musi być niezły problem
A przecież mogło być tak pięknie... cudowny dom i bezgraniczne oddanie w swojej pracy, kobieta realizowała się jako matka, żona i ... kochanka
I wszystko brutalnie przerwał ktoś, kto złamał tajemnicę korespondencji... :szoook
Cytat
Fajny scenariusz do kolejnej części horroru "Świt żywych trupów- zdradzeni"
Ja w mojej sytuacji nie czuję się już zombi tylko zmartwychwstały
Wcześniej dbałem tylko o rodzinę, o siebie nie, nie potrafiłem powiedzieć nie. Teraz dobrze skonstruowana słownie odmowa działa
jak czary. Cierpliwość jest tutaj najważniejsza, małymi kroczkami można wszystko odbudować. Moim sukcesem jest więź z moimi córkami która nigdy nie została zniszczona, mimo dalszego destrukcyjnego działania "mojej larwy". (ataki, krytyka etc w obecności dzieciaków - trwa do nadal)
TERRA NOWA
Własnie o ludziach, którym zabrane jest wszystko, nawet tlen do oddychania, a jednak udaje im się przeżyć, ocalić siebie i najbliższych. Do tego zbudować swoje życie od nowa w miejscu, które nie powinno istnieć, a jednak ich przygarnia...
Ja osobiście bardziej identyfikuje się z tym drugim filmem. Zombie można się stać, gdy już zupełnie się poddasz i stracisz nadzieję.