| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Edek_2 | ![]() |
Anetastp | 00:20:45 |
#
poczciwy | 00:59:14 |
Julianaempat... | 01:23:51 |
Joanna96 | 02:24:57 |

Postanowiłam w końcu opisać swoją historię- 9 lat razem, 6 lat po ślubie. Nasze małżeństwo pewnie nie było idealne, myślę, że było normalne. Nie zauważyłam, że się od siebie oddalamy. Rok temu zmarł mój tato, który był dla mnie bardzo ważną osobą. Chorował pół roku. Wiedzieliśmy, że nie ma szans na to, żeby wyzdrowiał i ta świadomość, że nic nie można zrobić była koszmarna. Starałam się nie płakać w domu, przy mężu, bo on powtarzał, że moje łzy nie nie dają, a tato i tak umrze. To mi nie pomagało, ale wiedziałam że on nie rozumie tego co przeżywam, ponieważ on ze swoimi rodzicami nigdy nie żył w dobrych relacjach. Tato zmarł w czerwcu, a w listopadzie straciłam pracę. Wtedy też zauważyłam, że coś się dzieje złego w moim małżeństwie. Jak wchodziłam do pokoju mój mąż zamykał laptopa, ja kładłam się do łóżka, a on siedział w pokoju obok do późnej nocy. W styczniu przyłapałam go na rozmowie z "koleżanką". Obudziłam się w nocy , weszłam do salonu, a on rozmawiał z nią przez skype`a. Okazało się, że to jakaś laska poznana na portalu erotycznym we wrześniu. I do września była obecna w naszym życiu. Twierdził, że się nie spotkali, bo ona mieszka kilkaset km od naszego domu. Ale były telefony, sms, maile, sex przez kamerki.... Zabolało jak diabli, ale powiedziałam, że wybaczam. Dużo rozmawialiśmy, wyjaśniliśmy sobie co było przyczyną tego, co trzeba zmienić w naszym życiu. Miałam wyrzuty sumienia, nawet było mi go żal, gdy mówił, że jest mu ciężko zerwać tamtą znajomość. Zrobiła wtedy bardzo głupią rzecz- dostał ode mnie zgodę na spotkanie z tamtą. Powiedziałam, że wyjeżdżam na 2 tygodnie, ma się z nią spotkać i to zakończyć. Wymyśliłam sobie, że to taka "zdrada kontrolowana" i jak będę wiedzieć co się dzieje, to jakoś nad tym zapanuję. Przy okazji wyciągnęłam od męża dużo informacji na temat tej ich "znajomości". Wróciłam po 2 tygodniach i wydawał się, że wszystko wróciło do normy. Po jakimś tygodniu znalazłam paragon- mój mąż na spotkanie z koleżanką kupił jej drogą seksowną bieliznę. Zapytałam, czy się spodobała, bo ja nigdy takiego prezentu nie dostałam. Wyszedł z domu, nie było go pół nocy, zadzwoniłam i zapytałam czemu wyszedł, powiedział, że nią miał argumentów, żeby ze mną rozmawiać. No jeszcze mi się dostało, że grzebię w jego rzeczach a paragon leżał na półce w salonie. No i znów przymknęłam oko na to. Ale wierzyć przestawałam. Dlatego kilka dni później spojrzałam do jego telefonu i w rejestrach połączeń numer który się powtarzał. Kilka godzin zajęło mu przyznanie się, że to Jej numer. Powiedziałam że to się musi skończyć i następnym razem jak mnie okłamie to się rozstajemy. I zaufanie znów zmalało. No i potem znalazłam sms- od niej i do niej, że dziękuje mu za prezent, mnóstwo czułych słówek... Kazałam mu się spakować i wynosić. Nawet się nie zastanowił, tylko to zrobił. Jak wychodził, powiedziałam, że jeszcze ma szansę, wystarczy że w tej chwili to zakończy. Powiedział, że on nie może, żeby ja zadzwoniła. No i się wyprowadził. Niestety tego samego dnia zadzwoniłam, że może wrócić. Wrócił. Ja straciłam zaufanie, ale kochałam i chciałam to ratować. Minął miesiąc, między nami było poprawnie, planowaliśmy wakacje, ja stawałam na głowie- romantyczne kolacyjki przy świecach, spełnianie wszystkich jego zachcianek, kanapeczki do pracy, obiad jak wracał.... Ale znam go na tyle, żeby zauważyć, że coś się dzieje. Jak pytałam to mówił, że sobie coś wymyślam, żebym dała mu spokój, że tamtej znajomości już nie ma... Ale znalazłam liścik od niej. Pisała, że przesyła mu prezent- rysik do telefonu, prezent którego nie musi ukrywać, będzie mógł używać przy mnie myśląc o niej. Jak zapytała, to powiedział, że ten prezent nie miał znaczenia dla niego, nawet go wyrzucił. Ale wcześniej używał, wyrzucił (albo schował) gdy się o nim dowiedziała. Żeby ostateczni sprawdzić jego prawdomówność zamontowałam podsłuch w naszym samochodzie. I okazało się, że z nią rozmawia w drodze do pracy i z pracy... Nawet gdy miałam taki dowód, nie chciał się przyznać, to ja byłam "nienormalna". Po tym wszystkim stwierdził, że się pogubił, że musimy pobyć sami, że on musi docenić wartość tego małżeństwa. Wyprowadziłam się ja, bo wiedziałam, że umrę jak zostanę sama w naszym mieszkaniu. W ciągu miesiąca rozmawialiśmy chyba 4 razy- niestety to ja dzwoniłam. A on cały czas powtarzał, że widzi szansę, żeby to małżeństwo ratować. I tak pielęgnował tę nadzieję we mnie. Ja popadałam w jakiś letarg- mogłam leżeć cały dzień, gapiąc się w sufit, a każda rozmowa z nim i tekst, że możemy to ratować to mnie wykańczała, bo on nie robił nic, tylko mówił. Nie wytrzymałam- spotkałam się z nim, żeby to wyjaśnić. Powiedział, że w tej chwili nie ma takiej ochoty na ratowanie tego małżeństwa jak ja, zresztą wie, że jak pstryknie palcem to ja przybiegnę, ale nie chce kończyć tego małżeństwa. I w zasadzie to czasem o mnie myśli, a czasem dobrze mu samemu. To było jak policzek, biorąc pod uwagę ile łez w ciągu tego miesiąca wylałam. Jeszcze się domysliłam, że jak się wyprowadziłam, to pojechał z nią spędzić weekend majowy, chociaż jak z nim wtedy rozmawiałam, to mówił, że pojechał sam.
W zasadzie sprawa jest dosyć prosta, ale niestety nie potrafię być zła i pewnie faktycznie gdyby zadzwonił, to pobiegłabym jak na skrzydłach. Ale zaczęłam trochę myśleć o sobie. Bo on stał się obcym człowiekiem i dla niego przestałam być ważna.On dobrze zarabia i to tej młodej lafiryndzie bardzo imponuje. Dlatego pomyślałam, żeby wystąpić z pozwem o separację i podział majątku- nie mam pewności, czy nie wpadnie na pomysł, żeby zabrać ją na jakiś urlop za nasze wspólnie zaoszczędzone przez te lata pieniądze. Chociaż oficjalnie ona też jest ciągle w związku. Chciałabym też, żeby separacja była z orzeczeniem jego winy. Ale nie mam żadnych dowodów- jak je znajdowałam, to nie myślałam, żeby je kolekcjonować, tylko wyrzucić i zapomnieć. Może dowodem mogą być billingi z jego telefonu... Albo wyciąg z jego konta...
Ale się boję, bo nawet separacja to jakiś krok do zakończenia tego, a ja go ciągle kocham i teraz jestem na etapie szukania winy w sobie, co zrobiłam źle, dlaczego nie umiałam zauważyć, że coś się dzieje. I czy to że on nie chce zakończyć tego małżeństwa znaczy że jeszcze jest dla nas nadzieja...
Cytat
Lucy, przecież on z litości do Ciebie nie kończy tego małżeństwa, a nie dlatego, że nie chce. Zresztą... ono już zostało skończone , pozostały tylko nieprzyjemne formalności, do których mu się nie spieszy, bo nie ma parcia. Wiadomo rozwód to i kasa do wydania i nieprzyjemności związane z wywlekaniem spraw, które wolałby trzymać w ukryciu.
Złóż w końcu te papiery i przestań siebie zadręczać. I jego też, bo w końcu zacznie mieć mdłości na Twój widok. A jak tak dalej będziesz się upierdliwie zachowywać, to i on zacznie się na Tobie odgrywać. Możesz nie jedną "miłą" rzecz na swój temat usłyszeć, bo jak będzie miał Ciebie serdecznie dość , to zacznie walić na oślep, żebyś tylko się od niego odczepiła. No i po co Ci to ? Żeby znowu mieć co przeżywać ?
Lucy, a mniej by bolało gdyby zakończył związek po miesiącu, roku, albo 20 latach? Czas tu nie ma znaczenia. Rekonstrukcja świetnie Ci odpowiedziała. Teraz jesteś jeszcze młoda, nie masz z nim dziecka (tak myslę), dorobek można podzielić i zacząć wszystko od nowa! nie Ty pierwsza i nie ostatnia przez to przejdziesz. Ważne, żebyś zachowała rozsądek i szacunek do siebie. To będzie procentowało po rozstaniu. Łatwiej zniesiesz ten ból, jeśli będziesz o sobie myślała jak o osobie z charakterem i godnością. Kilka razy czytałam Twój list.... Wierz mi, nie ma czego ratować. Jeśli komuś zależy na drugiej osobie, to się stara o nią i o związek. Nawet jak zrobi błąd, to przeprasza i na rzęsach stanie, aby wszystko naprawić. Widzisz w jego zachowaniu coś takiego? Bo na razie to Ty, choć nie zawiniłaś, kombinujesz żeby wasze małżeństwo scalić. Bardzo Ci współczuję, ale wierz mi.... nie warto "się podkładać". Pomyśl o sobie jak o dziecku, którym musisz się zaopiekować. Wiem o czym piszę, niestety przeszłam to wszystko. Dziś choć rana jeszcze jątrzy, wiem na pewno, ze nie mogłam zrobić nic innego. Dla siebie, dla swojego spokoju, dla szacunku wobec siebie i godności. Będę trzymała za Ciebie kciuki i bądź silna. Teraz tylko Ty jesteś ważna.
Między Wami są duże różnice w sposobie myślenia. Choćby takie : mąż nie jest typem rodzinnym. Nie jest człowiekiem, który da wsparcie. Wręcz przeciwnie zwija zabawki z piaskownicy, jak tylko coś złego wisi nad rodziną. Dostałaś kopa w obliczu śmierci taty. Dostaniesz za każdym razem, jak los coś pod nogi położy. Ten człowiek się nie sprawdził i tak do tego podejdź. A że mogło być na początku bajkowo, różowo i pachnąco, jak wszystko się układało bezproblemowo wokół Was ? Może był wtedy fajnym , kochającym mężem ... ale to już przeszłość. Dał plamę, nie jest kimś z kim warto myśleć o przyszłości. I to powinno wystarczyć, żeby go zwolnić z roli, do której nie ma predyspozycji.
Odpuść, dopóki jeszcze czas, żeby uratować cokolwiek z godności. Odejdzie od Ciebie i tak, a jeszcze będzie miał powód do naigrywania się z Ciebie, jak nie wstaniesz w końcu z kolan. Osób, które robią to co Ty , żeby za wszelką cenę zatrzymać przy sobie męża , nie szanuje się. On jest , albo będzie pierwszym, który zacznie Tobą gardzić. A chyba zdajesz sobie sprawę, jak daleka jest droga od pogardy do miłości. Nie-do-pokonania.
Także zaakceptuj fakt, że małżeństwo istnieje już tylko na papierku i zdobądź drugi papierek , potwierdzający stan rzeczy.
Komentarz doklejony:
Cytat
Żebyś się nie zdziwiła. To nie jego boli, tylko Ciebie. Myślisz, że on jest zdolny do tego, żeby zrozumieć Twój ból ? Rozwodu nie bierzesz dla niego i jego przepraszam , tylko dla siebie. Po to, żeby nie mieć nic wspólnego z tym panem.
przykro mi ale nie ma nadziei dla waszego małżeństwa. Trudno przesądzać o tym tak arbitralnie, ale nie doszukuję się w Twojej opowieści absolutnie niczego, co wskazywałoby na skruchę męża, chęć naprawy czegokolwiek, nawet zabrakło zwykłego "przepraszam".
To co się teraz dzieje, sytuacja która zaistniała jest dla niego po prostu wygodna. Ciebie nie ma, on może się spotykać z oblubienicą ile wlezie, wspólny dorobek nie podzielony, korzysta w pełni. A kto mu zabroni robić za wasze wspólne pieniądze prezenty owej pani lub zabrać ją na kosztowne wakacje. O czym więcej może marzyć facet w jego położeniu? Jest komfortowe.
Trudno odzyskać godność i wyzbyć się poczucia upokorzenia nawet w sytuacji, gdy zdrajca się kaja i stara naprawić wspólne życie. A co dopiero mówić o Twojej historii. Więc o odzyskanie godności musisz postarać się sama, nie masz wyjścia. Tkwienie w letargu tylko rozzuchwala Twojego męża i utwierdza go w przekonaniu, że może zrobić Ci wszystko, a Ty i tak to zniesiesz. Tego chcesz?
I pomyśl też o tym, że nawet przy najlepszej Twojej woli odbudowy, przy całym zakochaniu i wzięciu tego wszystkiego na swoje barki, gdybyście się jeszcze cudem jakimś zeszli, on nie będzie Cię już nigdy szanował, nie będziesz dla niego równym partnerem. Bo widzi, że jesteś słaba i uległa. I bez pardonu będzie to wykorzystywał co dnia. Koszmarne życie.
A że nie zauważyłaś, że się oddalacie? prawie żadna z nas tego nie zauważa. Dopiero gdy jest za późno.W zabieganiu, szarej codzienności, przy wszystkich obowiązkach i poczuciu własności drugiej osoby nie skanujemy każdego zachowania, mrugnięcia okiem, krzywej miny. Mamy zaufanie, nie sprawdzamy od tak, przy sobocie, połączeń na komórce. Takie życie.
Teraz nie masz wyjścia kochana, walcz o siebie i swoją godność, bo w lustro nie będziesz mogła spojrzeć.
pozdrawiam serdecznie i życzę ogarnięcia jak najszybszego
Miłego popołudnia życzę
Witaj Lucy
Ty nie gdybaj co by było, gdyby r30;...
Czy dałoby by się to poskładać.
Ty się zastanawiaj, jak najszybciej poskładać siebie!
To jest Twój nadrzędny cel, a nie walka a jakiegoś ****opląta.
Tutaj często piszę to zdanie:
O MIŁOŚĆ SIĘ NIE BŁAGA!
Nie skomle ani o nią nie żebra.
On już podjął decyzję, dokonał wyboru.
Nie walcz więc o niego.
Nie upadlaj się jeszcze bardziej niż to już zrobiłaś.
Jak nisko może jeszcze upaść kobieta,
Do jakiego stopnia dać się poniżyć aby do niej wreszcie dotarło,
że to coś za czym tak bardzo tęskni, kocha jest nic nie wartym zerem.
Nawet śliny szkoda aby napluć mu w twarz!
Lucy, zacznij się wreszcie szanować.
Bo jak opadnie zasłona, która przysłania Tobie rzeczywistość,
dotrze do Ciebie z siła wodospadu to, kogo tak naprawdę obdarzyłaś swoim uczuciem,
O kogo tak upadlając siebie walczyłaś to nie będziesz na siebie mogła spojrzeć w lustrze bez obrzydzenia
Jesteś wspaniałą , dumną i wartościową dziewczyną.
Kobietą, która zasługuje na miłość i szacunek.
I nigdy już nie pozwoli sobie na to, aby jakiś ****opląt grał jej uczuciami,
Pokazywał dobitnie, gdzie te jej uczucia ma
A ma je głęboko w doopie!
Na to co się stało już żadnego wpływu nie masz.
Czasu nie cofniesz, podobnie jak nie zawrócisz płynącej rzeki.
Jaki ma sens walka o coś czego nie ma,prawda?.
A o to co istnieje przecież walczyć nie trzeba!
Tutaj już nie ma ani małżeństwa, ani wzajemnej miłości i szacunku.
Po tym zostały tylko ruiny.
Im szybciej to sobie uświadomisz, tym szybciej staniesz na swoich nogach.
Pies rwie się do suki?
Zdejmij mu kaganiec, spuść go ze smyczy i niech leciiiiii.
Byle jak najdalej od Ciebie, aby potem nie skamlał leżąc na wycieraczce pod Twoimi drzwiami, abyś go wpuściła
Lucy
Jedyne, na co masz realny wpływ to to, co jest jeszcze przed Tobą.
Wiem, wiem, nadzieja zawsze umiera ostatnia.
Tylko, że r30;...
Albo będziesz czekać, aż sama odejdzie.
Wtedy będąc nią karmiona, cierpieć będziesz bez końca.
Lub też zabij ją sama.
To również zaboli, ale ból nie będzie trwał wiecznie.
Lepsze bowiem jest krótkie, acz bolesne cięcie niż cierpienie bez końca.
Że nie jest to dla Ciebie łatwym, to ja doskonale wiem.
Tylko kto namobiecywał w momencie narodzin, że zawsze będzie nam się żyło lekko, łatwo i przyjemnie.
Że zawsze nasza droga życiowa będzie usłana różami.
Z tego co pamiętam, ja na pewno nie
Lucy
Popadłaś w jakąś obsesję, czyniąc priorytet z faceta, który dobitnie pokazuje, że jesteś dla niego wyłącznie opcją.
Nie walcz o tego kogoś, nie poniżaj się.\
Nie daj mu tej satysfakcji, aby chodził dumny niczym paw, bo dwie samice za punkt honoru uznały zdobycie na stałe jakiegoś nic nie wartego pajaca.
Ty bądź mądrzejsza od tamtej lafiryndy.
Daj jej go!
Niech sobie bierze go w cholerę.
Gdy TY już będziesz stać na własnych nogach.
Będziesz się uśmiechać,kochać i będziesz kochana,
Będziesz szczęśliwą,
Jedno z tej pary gołąbków będzie ryczeć, rwać włosy z głowy.
Ale to już nie będzie Twój cyrk, nie Twoja bajka
Trzeba wierzyć w siebie, w swoją wyjątkowość.
Nie zamykać drzwi dla miłości- wtedy ona znajdzie Ciebie sama.
Tylko najpierw pozbądź się na zawsze tego niedorozwoja, który uważa, że złapał szczęście za rogi!
Nie wyprowadzaj go broń Boże z tego błedu
Pozdrawiam cieplutko
Widzę w Tobie siebie sprzed ponad dwóch lat, i powiem Ci, że nie trać na niego ani chwili swojego cennego życia.
Musisz szukać pomocy wśród najbliższych, powiedzieć, musisz znaleźć jedną osobę na której się wesprzesz.
Tyko radykalny krok pozwoli Ci na zerwanie toksycznej relacji, a potem ciężka praca nad sobą pozwoli odzyskać zagubione ja.
Wiem, że ostatnia szansą, żeby wyjść z tej sytuacji "z twarzą" to zakończyć to definitywnie nie czekając w nieskończoność na jego skruchę
No istna siostra miłosierdzia z tego jm!
Kłamał i oszukiwał, bo nie chciał jeszcze bardziej Ciebie ranić.
A karmienie nadzieją, to nie było okrucieństwo?
Tia, to były tabletki znieczulajace
Tylko pytanie - dla kogo?
Lucy, najważniejsze jest to, że wiesz na czym stoisz.
A rozkmninianie nierozkminionego, gdybanie i tak nic Tobie da.
Broń Boże nie obwiniaj się!
Cokolwiek on zrobił, zrobił to bo chciał. Świadomie i w pełni władz umysłowych.
Koniec, kropka!
Teraz pora zrobić jedno zdecydowane cięcie i zacząć życie na nowo. Odbudować siebie, swoje poczucie wartości
Dać sobie czas na ochloniecie,
I
Otworzyć szeroko drzwi
Na nowe lepsze życie, na nową miłość
To będzie jednak inne uczucie.
Dojrzalsze, może bardziej egoistyczne ale równie piękne.
Wszystko jest w Twoich rękach
Lekcja jaką zafundował Tobie ****oplat jest bolesna, Ale już wiesz, że nie wolno czynić priorytetu z kogoś, kto pokazał, że jesteś tylko opcją.
Że o miłość, szacunek się nie błaga.
Będziesz kochać mądrą miłością.
A to znaczy, że mądra miłość wymaga stanowczości i konsekwencji.
Nie pozwala na wszystko tym, których kochamy.
I tej siły stanowczości i konsekwencji Tobie życzę.
Miłego popołudnia
Pozdrawiam.
Pozdrawiam
Głowa do góry. Przestań płakać.
No aż się prosi żeby mu palec pokazać. Rozwód z jego winy da Ci możliwość ubiegania o alimenty w razie niedostatku.
Dlatego tak sama się "upodliłam" Lucy trzeba działać po kolei, nie czas na dołowanie się - najpierw załatw rozstanie i zabezpieczenie bytu. Potem przyjdzie czas na analizę dlaczego i co możesz w sobie zmienić- czas na odbudowę siebie.
Ale nawet teraz, jak czytam swoją historię wydaje mi się, że to dotyczy kogoś innego, że to nie może być mój mąż, bo przecież on by tak nie postąpił, przecież zawsze był obok mnie, zawsze mogłam zadzwonić i opowiedzieć jak mi mija dzień, a on pocieszył, przytulił... To on zajmował 100% mojego serca.
Wiem, że się nad sobą użalam i że pewnie wcale mi to nie pomoże...
Nawet nie potrafię być na niego zła, nie potrafię go znienawidzić, wkurzyć się. Wkurzam się za to na siebie, że tak to przeżywam.
Ale byliśmy razem 9 lat i to były dobre lata (z wyjątkiem "okresu lafiryndy"
Przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi- dlaczego jak zauważył, że coś się psuje, nie przyszedł i nie powiedział, że coś jest nie tak, że się oddalamy. A jeżeli nie stwierdził, że już nie chce ze mną być, to mógł o tym powiedzieć. Po co było to udawanie, że coś naprawiamy i te kłamstwa...
Jeszcze z ciekawych historii- kiedyś usłyszałam, że powinnam się cieszyć, że on znalazł "koleżankę" 300 km od naszej miejscowości, bo gdyby mieszkała bliżej, to by się nie oparł pokusie i spotykał z nią częściej
Najlepiej się nie zastanawiaj, czemu nie powiedział, że coś jest nie tak, nie postąpił jak dorosły, odpowiedzialny człowiek. Nie dał znaku w odpowiednim czasie.
Ja Ci mogę na to pytanie odpowiedzieć i zaoszczędzić Ci kochana czasu.
Bo było mu tak wygodnie. Nie chciał burzyć starego, a jednocześnie wiedział, że może mieć nowe. Miał nadzieję, że będzie miał was dwie, bez rewolucji w życiu i że to spokojnie pogodzi. Być może nawet miał tego pewność, wziąwszy pod uwagę Twój anielski charakter.
Bo był też leniwy. Nie chciało mu się niczego naprawiać, nad niczym pracować, poświęcać czasu na długie, nużące i nudne rozmowy. W wyniku których na dodatek musiałby się narobić, bo zbliżyć się po takim oddaleniu łatwo nie jest. A jak Ty niczego nie zauważałaś i było Ci z tym wszystkim względnie dobrze, to po cóż na litość boską, miałby to robić???
I powtórzę raz jeszcze - był Ciebie pewien. Wiedział, że wszystko mu wypali, bo miał dobrą, łagodną, tolerancyjną i wyrozumiałą żonkę. A to rozzuchwala, niestety.
Tyle w dużym skrócie. Bo oprócz tego, co powyżej, było pewnie parę jeszcze istotnych okoliczności. I nie jesteś pierwszą niedocenioną, wykorzystaną, dobrą i mądrą żoną.
Serce kiedyś przestanie boleć, uczucie w nim wyschnie. Może nie być to wcale prędko, ale kiedyś nastąpi. Sprawa rozwodowa i podział majątku mogą Ci w tym pomóc, o ile podejmiesz po wizycie u adwokata decyzję o rozwodzie. Na sali sądowej zobaczysz najprawdopodobniej jeszcze inne oblicze małżonka, bo to będzie już walka.
powodzenia Ci życzy
naiwna, łagodna i tolerancyjna żona
Wy nie zaczęliście się oddalać od siebie- zwyczajnie facetowi odbiło, bo zobaczył młodą i chętną doopę. Tamta buszuje przecież w internecie, wystawia się na portalach erotycznych i szuka łosi.
Norma i banał.
Czasem czysty przypadek sprawi, że "zmęczony" życiem i kłopotami żonaty facet trafi na taką, zdurnieje i pójdzie w długą.
Cwana młoda internetowa prostytutka wycycka frajera doszczętnie, a jak znajdzie kolejnego, wtedy rzuci tego pierwszego i kołomyjka znowu się zakręci- dziwię się facetom, że lecą na takie.
niechby na mnie trafiło coś takiego, że jakiś młody cwaniak z portalu erotycznego chciał się ze mna umówić. Wyśmiałabym z kretesem, pokazała takiemu, jak się zgina dziób pingwina itd- jednym słowem- dla mnie niewyobrażalne, żebym mogła chociaż przez sekundę zainteresować się kimś takim. Idiotyzm do potęgi n-tej.
Dlatego nie przejmuj się tym kretynem- to kandydat na łosia z rogami aż do nieba.
Który mądry mężczyzna rozwala małżeństwo dla dz..i..wki z portalu internetowego? No pomyśl sama. To chore i bezdennie głupie. Za kilka orgazmów z młodą doopą facet zmarnował sobie życie. Szkoda tylko, że ty musisz cierpieć przez tego idiotę.
ZAmiast rozpaczać weź się za załatwianie spraw bytowych, bo naprawdę może się okazać, że będziesz wypasała internetową dz..i..w..ę.
A to, że masz wrażenie, że nie czytasz o sobie, tylko o kimś innym? Normalne uczucie- jesteś po prostu w ciężkim szoku. Jednak uważaj- ten czas jest szczególnie dla ciebie niebezpieczny, bo jako słaba i załamana osoba możesz popełnić liczne błędy, oni wykorzystają twoją słabość i zamiast uwolnić się od dziadostwa, ty zafundujesz sobie dwa dożywotnie strupy do utrzymywania.
Nie dopuść do tego.