| dusiaczek12 | 11. Grudzień |
| monika0070 | 11. Grudzień |
| goniusias | 11. Grudzień |
| mona12 | 11. Grudzień |
| Uma | 11. Grudzień |
JamesTon | 00:39:08 |
Landexpzglosy | 00:53:57 |
soighlah | 02:37:10 |
Sfinks | 03:50:26 |
Julianaempat... | 04:27:17 |

No to ja też napiszę coś od siebie tak ku przestrodze. Jakoś mnie dzisiaj tak wzięło, to się podzielę skróconą historią moich ostatnich 10 lat z naciskiem na chwilę zdrad :)
Jestem już jakiś czas po "sprzątnięciu" większości spraw - głównie rozwód, podział majątku itp. Obecnie czekam na decyzję sądu kościelnego ws. uznania nieważności małżeństwa. Nie widuję jej. Choć cholernie trudno zapomnieć po 1/3 życia razem. Codziennie przewija mi się jakaś myśl o niej, choć teraz jest mi ona w zasadzie obojętna psychicznie lub mnie tylko irytuje, ale cóż... jak jest się samemu, to jest dużo czasu na myślenie o wszystkim a pewnych rzeczy nie będę nigdy potrafił zrozumieć :p
Ale do rzeczy:
Poznaliśmy się na studiach, w zasadzie jeszcze przed na wyjeździe integracyjnym zerowym. Dwa tygodnie po nim byliśmy już parą. Pierwsza miłość i "to" uczucie... Dla mnie - ok 20-letniego chłopaka w zasadzie szok, bo nigdy nikogo nie miałem :) Było fajnie przez 2 latka. Potem wakacje, wyleciała na "Work and Travel" do USA gdy program jeszcze cieszył się dużą popularnością. Tam zdradziła mnie po raz pierwszy z jakimś innym polakiem. Bez wchodzenia w szczegóły - załamałem się, do końca wakacji byłem w parszywym nastroju. Potem ona wróciła, pogodziliśmy się przy jej koleżance w jakiejś knajpce pod uczelnią.
Potem przyszedł drugi raz. Tutaj już szczerze powiedziawszy nie pamiętam już tak dobrze szczegółów. Pamiętam tylko, że dostała stypendium we Francji. Zaprosiła mnie, więc przyjechałem na tydzień bodajże. Spędziliśmy tydzień w Paryżu wczesną wiosną, więcej chyba nie muszę dodawać. Wróciłem do Polski. Minęły 2 tygodnie i mnie zdradziła po raz drugi - tym razem z jakimś hindusem. Potem pamiętam tylko, że przeżywałem to jeszcze gorzej niż za pierwszym razem - niemalże ból psychiczny przenikał w fizyczny. Ostatecznie znów jej wybaczyłem jak wróciła itd. Moja głupota... ale cóż... czas mijał, oświadczyłem się, ślub i wesele, kupiliśmy mieszkanie itp. Minęły niecałe 2 lata. Potem poznała "go". Ten gość (znam i pamiętam jego imię i nazwisko) z tego co wiem - uzależniony był bodajże od alkoholu (chyba się leczył), ale spowodował wypadek po pijanemu i na tamtą chwilę groziło mu więzienie. Wydaje mi się, że od niej wyszła inicjatywa. Przyznała mi, że się w nim zakochała i kocha nas obu. Takie rzeczy "gdzieś tam w środku" się czuje, ale nie zdaje się sobie z nich sprawy (lub może po prostu się je ignoruje) aż do tego momentu, kiedy wszystko się rozp****... ekhm... rozsypie :p
A więc po raz kolejny dół. Byliśmy po ślubie, więc starałem się robić to co chciała. Jakieś wypady, spacer, kino, rozmowy o "**** Maryny"... nie mówię, że nie byłoby przyjemnie gdyby nie ta sytuacja, ale teraz wiem, że nie było warto. Trudno opisać to wrażenie jakie wywierała - jednocześnie obojętna, miała "maskę" sprawiającą wrażenie, że jest radosna. Widać było natomiast, że pomimo wszystkiego jakoś jej to już to nie obchodziło. Gdzieś tam czułe, że nic z tego już nie będzie. Może przez to, że wcześniej w pewnym momencie zachęcała mnie także do zdrady, żebym "zobaczył jak to jest - może ją docenię"?
Ostatni dzień razem pamiętam dobrze... 19 maja 2012, sobota. Akurat przyjechali jej rodzice. Nie byłem w zbyt dobrym humorze ze względu na ostatnie 2 tygodnie. Spędziliśmy czas wspólnie - Łazienki, stare miasto, kawiarenka. Najbardziej mnie w tym wszystkim bolało to, że wydawała się, że nic złego nie było co wcale nie poprawiało mojego samopoczucia. Nie ukrywając się pisała ciągle z nim smsy oraz oraz rozmawiała z nim przez telefon na co także jej rodzice jej uwgę zwrócili. Pod koniec dnia wszystko pieprznęło. W zasadzie powiedziała mi, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego i już nic do niej nie docierało. Oczywiście załamałem się już kompletnie. Rodzice jej pojechali dnia następnego rano. Zaraz po tym wszystkim w tydzień zjechałem 5kg. Mieszkałem jeszcze miesiąc z nią wyjeżdżając na weekendy. A ona? Od tego momentu w zasadzie już się w ogóle nie krępowała i nawet nic nie ukrywała. Po prostu wprost się z nim spotykała r11; nie bezpośrednio w mieszkaniu, ale nie trudno było się domyślić, gdyż mieszkałem osobno w pokoju obok. Pewnego razu jak wracałem w niedzielę pod wieczór nie wpuściła mnie do domu przez kilka minut, aby "on" zdążył uciec przez balkon. Co się działo łatwo było się domyślić. Gdy po chwili wyszła sama z domu... czy go odprowadzić czy nie - szybko sprawdziłem pozostawiony komputer i historię, gdzie były strony porno z tego dnia oraz czas z FB z jej koleżanką z ranka, gdzie "on" odpowiedział na jej zaczepkę, potem dał panią Voldemort* a ona się pochwaliła w "swój sposób", że już dziś się piepr****. Koleżanka nie wydawała się jakoś specjalnie zaskoczona. Chyba wiedziała już wcześniej. Czy coś jej powiedziała - tego nie wiem. Ciche przyzwolenie? ...
Na przełomie czerwca i lipca się wyprowadziłem wykorzystując okazję, że wyjechała na szkolenie na tydzień. Na koniec jeszcze przy pakowaniu znalazłem rachunek w jednej z foliówek na paczkę gumek i lubrykant sprzed niecałego tygodnia bodajże. Nie znalazłem ich nigdzie (także "naszej" częściowo wykorzystanej paczki). Tutaj kwestią wyjaśnienia - "Lady Voldemort" pracowała na tamtą chwilę w korpo. Jeżeli nie słyszeliście o tym co się dzieje na takich szkoleniach to polecam poszukać w necie, jednak sam fakt o braku produktów z listy zakupów dość mocno podziałał na moją wyobraźnię...
A potem w zasadzie rok psychicznej wegetacji... A tamten gościu? Długo potem z nim nie była z tego co się orientuję..
Tutaj w zasadzie zakończę moją opowieść :P Sam jestem sobie winien w tym wszystkim oczywiście i nic tutaj nie ukrywam, "głupich nie sieją" :-p Problemy jakieś zawsze były, ale nie takie, którymi można to usprawiedliwić. Zresztą... nie będę bo nie muszę - nie zrobiłem niczego co choć trochę by czyniło mnie winnym po wielomiesięcznych przemyśleniach (bo jak traktować np zarzut, że nie pasowało jej, że na rowerze jechałem przed nią). Na zdradę usprawiedliwienia nie ma. Obecnie jestem po rozwodzie, mieszkanie ona wzięła (niech ma jak chce), nie robiłem problemów - wolę mieć spokój niż gryźć się po sądach bo nie warto.
Morał - banalny, ale chyba mogę go podsumować poprzez 2 powiedzenia/przysłowia: "jak raz zdradzi, będzie zdradzać zawsze" oraz "okazja czyni złodzieja". Facetów nie usprawiedliwiam - są zapewne inne podobne historie "od drugiej strony". Z mojego doświadczenia natomiast wiem, że kobiety potrafią był naprawdę okrutnymi bestiami (i nie mówię tego w tonie pobłażliwym). Moja rada do Was panowie - niestety przecierpieć :-( Po pewnym czasie człowiek podnosi się z popiołów a takie doświadczenie daje mocno po ****. Po sobie jednak jego pozytywne efekty. Zacząłem jeździć na rowerze, biegać, mam ogólnie lepsze samopoczucie. Powolutku tracę wagę i zyskuję figurę, a byłem "pączkiem". Jeżeli mam mocnego doła, po 3 dniach mi przechodzi jak się dobrze nad nim prześpię :) Nie jestem już tak zamknięty w sobie, choć oczywiście nie jest to jeszcze to co ostatecznie bym chciał. Potrafię się lepiej zmotywować, mam lepsze poczucie swojej wartości. Cholerycznych elementów mojego charakteru niestety jeszcze się nie pozbyłem :)
Obecnie? Nikogo nie mam, jakoś sobie radzę, choć przyznaję, że bywa trudno. Trochę mnie czasem łamie myśl, że być może nikogo sobie nie znajdę. Raczej jestem typem samotnika, choć i to się zmienia chyba przez moje doświadczenia. Brakuje mi trochę
więcej znajomych ze względu na minione lata i moją nieśmiałość i prawdopodobnie tego już nie nadrobię - próbowałem przez 2 lata bez większych efektów. Nie mam zatem za dużego punktu zaczepienia aby kogoś poznać. Portale randkowe też już mam chyba za sobą i jedną 2-3 miesięczną znajomość bez wchodzenia w szczegóły.
Staram się nie poddawać i tegoż samego życzę :)
----------------------------------------------------------------------------------
* Tak nazywam moją ex - "Osobę, Której Imienia Nie Wypowiadam" :)
Ponoć z każdej sytuacji można wiele wynieść dla siebie, a im bardziej dająca w kość, tym większa szansa, że zadziała, więc mimo poniesionych ran, głowa do góry - wydaje się, że lekcję odrobiłeś.
Uważaj na to bieganie - uzależnia
Człowieku trzeba było ewakuować się z g...a gdy był czas.
Trzeba było zamknąć temat po pierwszym razie. Nie było dzieci nie było zobowiązań. Gdy pojawia się rodzina jest o 100% lub 200% trudniej. Byłeś wolny po prostu wystarczyło pożegnać panią gościnną między nogami. Cóż każdy uczy się na błędach.
My kochając kogoś za mocno, musimy dostać większego kopa, by się w końcu ocknąć.
Lepiej późno niż wcale.
Pozdrawiam i życzę byś poznał jakąś wartościową partnerkę.
Dzieci nie mieliśmy na szczęście...
Nie dyskredytujmy każdy sposób jest dobry. Najlepszym lekarstwem jest czas. W sumie jesteś wolnym facetem jedynie po rozwodzie. Rozwód to nie szkarłatna litera ani trędowatość. To fakt że coś nie wyszło.
Nie tylko Ty na taką kobietę trafiłeś, ja w swoim studenckim czasie również, moja historia byłaby bardziej groteskowa jak Twoja, pewne wątki nawet zbieżne, bo to jest klasyka kobiecej zdrady, ale zapewniam Cię - za 10 lat spotkasz się z larwą i nawet na kawę umówisz, będziecie wspominali cudowny Paryż, lecz nie daj się wtedy jej uwieść, a za 20 lat będziesz bogatszy życiowym doświadczeniem, i z tej historii będziesz się nawet może śmiał.
Tobie pewnie grozi też ta sama diagnoza co i mi dana - wiążemy się z kolejnymi niewłaściwymi kobietami, które nas nie będą kochać, ale są chętne, by nas wykorzystać - bo tylko w ten sposób jesteśmy dla nich atrakcyjni. Jesteśmy jako ten łup, którym z czasem się nudzą, więc szukają kolejnej ofiary. Bezpieczniej byłoby wieść życie samotnika, ale człowiek podświadomie szuka dla siebie tej drugiej połówki - za to portale randkowe raczej omijaj szerokim łukiem.
Masz to szczęście, że jesteś na tyle młody, że masz jeszcze przed sobą praktycznie całe życie, zdobyłeś cenne doświadczenie, przyda się, ale uważaj z kolejnymi wyborami i nie wiąż się z byle kim tylko dlatego, by nie być samotnym.
Teraz powinna liczyć się dla Ciebie jakość dziewczyny - ciepła, rodzinna, poukładana, bez nałogów, nawet samotna z dzieckiem, a jak może oberwała od życia, to przynajmniej doceni stabilizację życia rodzinnego i faceta, co wróci po pracy do domu trzeźwy, z wypłatą, i będzie mogła z nim jeszcze ciekawie pogadać.