

#
poczciwy | 00:46:16 |
JustinIngep | 01:47:41 |
Roszpunka19 | 04:15:28 |
Crusoe | 06:43:38 |
NieOddycham | 10:42:18 |

Zacznę od tego że z żoną jestem od 2000 roku i oboje byliśmy 19latkami. Po pięciu latach wzięliśmy ślub. Byliśmy dość nierozłączni ( każdy dzień razem ) poza moim szkoleniem w innym mieście ale jeszcze przed ślubem. Na jej imprezy i szkolenia zawsze mnie zabierała aż pewnego dnia oznajmiła że jedzie na szkolenie z kolacją wraz z koleżanką z pracy ( wydało mi się to dziwne i podejżane ) jeszcze w trakcie jak jechała niby namiejsce zdążyłem telefonicznie zweryfikować że kłamie ( zadzwoniłem w miejsce gdzie niby jechałą na spotkanie ) Po 2 godzinach zadzoniła że jest fajnie i takie tam, potwierdziła mi ponownie miejsce i po chwili skonczyliśmy rozmowę. W chwile po rozmowie wsiadłem w samochód i pojechałem sprawdzić osobiście- knajpa była pusta, na wszelki wypadek sprawdziłem okoliczne lokale i tam też jej nie było. Dodatkowo w tym okresie zauważyłem że dużo pisze smsów i czesto idzie pokryjomu pisać do innego pomieszczenia. Któregoś dnia przypadkiem okazało się że zablokowała w telefonie klawiature ( klawiarura na hasło ). Okłamałe mnie też w sytuacji jak jadąc samochodem minąłem ją jak stała na skęcie na światłach czerwonych, zadzwoniłem i spytałem dosłownie " cześć co tam?" a ona do mnie ze nie możę rozmawiać bo ma w tej chwili klientke :) ( jest fryjerką ). A na koniec wisienka na torcie, któregoś dnia ( wszystko to działo się w tym samym okresie ) powiedziała mi że ma strasznie duże rachunki i coś musi z tym zrobić, zaproponowałem jej dodanie mojego numeru do tzw. darmowych. Któregoś wieczoru około 23.30 dostała smsa, byłem zdziwiony że o tej porze ktoś pisze do niej ale ona mi powiedziała że to z orange że uruchomili już usługe darmowych połączeń. Niestety w związku z wcześniejszymi numerami nie wierzyłem jej i sprawdziłem ( chciałem sprawdzić czy wysyłają smsy tak późno ) i niechcący dowiedziałem się że dodała dwa darmowe numery - mój i mojego " kolegi". Wszystko się ułożyło w całość. On ciągłe do nas wpadał, moja żona robiła ciasta, kolacje i ciągle mówiła jaki on śmieszny, fajny, potem doszło że fajnie się ubiera a jego żona to łajza. Jak jej to wygranąłem do niczego się nie przyznała, przękręciła i wybieliła. Od tamtej pory jaj jej nie ufam pomimo że wszędzie puszczam, zauważyłem też że od tamtej pory ona ( możę to głupie ) nie chce sexu tzw. francuskiego ani żebym ja ją pieścił i odwrotnie, powiedziała że to jej tak przyszło. Sex uprawiamy raz w miesiącu bo wcześniej słyszałem że mi tylko jedno w głowie więc przestałem się prosic i robimy to tylko jak ona ma ochote. Około miesiąca temu bardzo mi naubliżała i stało się podczas cichych dni poznałem kogoś kto pokolorował moje życie i to dopiero teraz potwierdziło mi na sto% że żona się w moim koledze zakochałą. Wtedy nie chciałem rozwodu ze względu na dziecko ale teraz syn jest już starszy i zaczynam myśleć o swoim szczęściu. Boje się tylko jak właśnie syn zareaguje. Ja do teraz od tej kłótni z żoną ( co mi naubliżała ) jestem lekko wycofany i ona chyba to zauważyła bo mówi do mojego syna " tata nas już nie kocha ". Czy macie podobne doświadczenia, jak wychowujecie dzieci po rozwodzie, jak wygląda życie dalej?
czy dobrze rozumiałam, teraz Ty kogoś poznałeś?
Rozwód z jej winy nie wchodzi raczej w grę , ponieważ wybaczyłeś i dalej razem z nią mieszkałeś i to jakby "zatarło" jej winę.
Natomiast jeżeli Ty kogoś masz i żona się o tym dowie, to rozwód może być z Twojej winy.
To bardzo niedobrze, że żona zaczyna manipulować i pogrywać dzieckiem. Jeżeli się rozstaniecie ten proceder może się nasilić. Dlatego tak ważne jest sądowe ustalenie harmonogramu widzeń z dzieckiem, zasad spotykania się .
Jak wychowuje się dziecko po rozwodzie- moim dzieciom zdecydowanie brakuje tzw męskiej ręki, starszy syn przechodzi jakiś bunt. Natomiast ja nie utrudniam spotkań i nie mówię o ex źle przy dzieciach.
Komentarz doklejony:
A jak wygląda życie dalej- ja nie jestem w związku, a życie wygląda normalnie. Rozwód to jest trauma i potrzeba czasu żeby dojść do siebie. Dotyczy to też dzieci.
Komentarz doklejony:
Swoją drogą rozwodzenie się dlatego że się kogoś innego poznało- strasznie słabe jest.
Tutaj autor sam w tytule pisze- CHYBA zdradzony. Więc i ta zdrada z kolegą nie jest do końca jasna. Jeżeli zadecydował że będzie z żoną dalej , a po jakimś czasem stwierdza, że się męczy to albo siadają , rozmawiają i naprawiają albo się rozwodzą . A tu facet kogoś poznał , i w jakiś sposób szuka usprawiedliwienia dla swej decyzji.
Filozofia Kalego jest bardzo prosta i powszechnie znana, można ją streścić w jednym zdaniu tj. wszystko co jest dobre dla mnie jest dobre, nawet jeżeli jest złe dla innych. Ta prosta i niezwykle urzekająca filozofia...
Mógł rozejść się żoną jak wykrył "zdradę" lub ją podejrzewał, a nie dopiero jak kogoś poznał i kręci z inną za plecami żony.
Filozofia Kalego akurat tu nie ma nic do rzeczy.
Komentarz doklejony:
Mógł rozejść się żoną jak wykrył "zdradę" lub ją podejrzewał, a nie dopiero jak kogoś poznał i kręci z inną za plecami żony.
A to Ty o tym decydujesz, taki z Ciebie autorytet moralny? Normalnie DżiPiTu i Dalajlama w jednym
Solidarność jajników-proszę Cię....
Niedawno była niemal identyczna historia ale to kobieta chciała odejść dla własnej przyjemności.(Zdrady wzajemne w małżeństwie)
Bardzo spodobała mi się wypowiedź Lwi:
Wypowiedź Lw-i dnia 18.02
Powiem tak. Obydwoje jesteście takimi samymi egoistami...
W pewnym sensie jesteś nawet gorsza. Planujesz na zimno rozbicie rodziny dla własnej przyjemności.
W tej sytuacji co obecnie co nie zrobisz to będzie źle.
Czy kobiety i mężczyzn obowiązują podwójne standardy- nie sądzę.
A to Ty o tym decydujesz, taki z Ciebie autorytet moralny? Normalnie DżiPiTu i Dalajlama w jednym
Woland jeżeli chcesz mnie rozbawić , to musisz się bardziej postarać. ...
Nie wiem w jakim wieku masz dziecko, ważne aby żadne rodziców nie nastawiało dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi.
Dziecko nie może pomyśleć, że to co się dzieje jest jego winą. Czasami dzieci obwiniają się niestety. Trzeba je zapewniać o
miłości. Tak jak pisałam przed rozprawą rozwodową powinniście razem ustalić harmonogram spotkań z dzieckiem.
Jak rozmawiać z żoną- szczerze- nie wiem- zrzucisz jej na głowę niezłą bombę- reakcja może być gwałtowna, a to jak zachowa się żona trudne do przewidzenia.
Żona również może nie zgodzić sie na rozwód. W sprawach prawnych najlepiej zasięgnij porady prawnika.
Mariusz przemyśl to jeszcze- sprawa z przyjaciółką jest świeża, nęcąca. Masz rodzinę , dziecko. Ostateczna decyzję podejmiesz Ty, choć jej konsekwencje ponosić będzie kilka osób.
sztuką jest zakończyć coś, a potem myśleć o nowym - jak napisała lisbet - najpierw się coś kończy, a potem zaczyna na nowo.
jak coś było nie tak, to trzeba było spróbować się dowiedzieć, ewentualnie skończyć i zadecydować o rozwodzie
a teraz to wszystko takie śliskie i tyle...
Cytat
Szczęście to coś, co musimy sami znaleźć w sobie, a nie liczyć, że ktoś nam je da. Ktoś może dać tylko chwilową przyjemność, ale też może później zażądać za nią srogiej zapłaty. Po co wchodzić w taki nowy związek? W alimenty? W dramat dziecka?
Oboje z żoną jesteście straszliwie niedojrzali, i w zasadzie jedyne co można tu doradzić, to skuteczną terapię małżeńską. Żona, dziecko - to nie stary samochód, który gdy się już znudzi, można zmieniać w myśl złej idei: "mam prawo być szczęśliwy, choćby po trupach swojej rodziny".
Najlepiej już samemu w sobie nauczyć odnajdować te szczęście, znacznie większe, niż ze związku z kochanicą. Jak ta wie, że jesteś żonaty i jej to pasuje - to sorry, ale trafiłeś na tzw. hienę, a to będzie jeszcze bardziej bolało!
Później, będąc czasem porzuconym - bo i tak się może zdarzyć, że się wam nie uda wypracować pozytywnych zdrowych relacji, można ewentualnie wchodzić w nowe relacje, nie uzależniając się już od siebie, nie traktując partnerki jako strzykawki z narkotykiem i źródłem seksu bez ograniczeń.
Gdy teraz nowym związkiem chcesz usunąć swój ból, cierpienie, nudę czy brak sensu życia, cierpienie będzie straszliwe, szczególnie porzuconej kobiety, ale i Twoje - bo na szczęście, na osiągnięcie go, nie jesteś jeszcze gotowy (z kochanicą trwasz w chwilowej iluzji).
Swoje szczęście uzależniłeś od zachowania żony. Byłbyś szczęśliwszy, gdyby żona była częściej chętna na seks, szczególnie oralny, gdyby nie była może zołzą. Podejrzewasz ją o stary romans, flirt, po którym jak nastolatka zakochała się, ale chcąc być odpowiedzialną matką - wybrała jednak trwanie w nieszczęśliwym małżeństwie dla dobra dziecka. A to jest Wasz problem - i to się leczy poprzez terapię małżeńską, o ile ktoś chce być leczony.
Swoją decyzją o odejściu udowodnisz, że w swojej niedojrzałości emocjonalnej, oboje dokonaliście złych wyborów - i żadne nie zrobiło najmniejszego wysiłku, by ratować rodzinę.
Ja nie sugeruję tu, że powinieneś się męczyć nadal w tym małżeństwie. Ty masz nad sobą i z żoną zacząć pracę, by odnaleźć utracone poczucie szczęścia... w sobie. Teraz jesteś pełen wątpliwości, czy rozpieprzać swoje małżeństwo dla ponownego poczucia tych endorfin - szukasz tu rady, ale po około dwóch latach z kochanką, z porozwodowym bagnem, bez pracy nad sobą, będziesz dokładnie w tym samym punkcie wyjścia w jakim jesteś teraz, a nawet gorzej. Co zrobisz, jak kochanica wystawi Twoje walizki za drzwi?
Jakby wam terapia nie wyszła - wtedy dopiero rozstańcie się jak przyjaciele, podzielcie co wspólne. Wtedy, możesz mieć szansę na nowy związek - ale nie teraz.
Nie szukaj tu na forum usprawiedliwienia dla swojej zdrady, czy uzasadnienia dla swojego prawa do odejścia od rodziny "bo żona mnie nie rozumie". Ludzie całe życie cierpią, bo szczęście to nawyk cieszenia się małymi rzeczami - a nie coś, co może Ci dać drugi człowiek, czy jakaś rzecz.
Terapia i pracuj nad tym co masz. Nie kombinuj dla chwili przyjemności.
Wywęszył że żona zrobiła coś nie tak, ale do końca nie potrafił tego ani sprawdzić ani udowodnić a potem został z nią, dał szansę.
Ale się rozmyślił.... i co ?
Ofiara z niego. Ale ofiara losu.
Nie chce odejśc "od", ale "DO".
A to zasadnicza różnica.
Jeżeli tego chce - to najpierw rozwód z jego winy, potem alimenty na byłą żonę, alimenty na syna.
I życzę szczęścia z nową wybranką ze stara ofiarą losu.
lisbet, Nick, gamboa, Ramirez i huricane (jeśli kogoś pominąłem przepraszam) świat nie jest czarno-biały, zasadzanie się na takich regułach niestety bywa zgubne, poza tym fajnie jest wyjść spoza kręgu własnego doświadczenia i spróbować przyjrzeć się problemom innych z perspektywy nieoceniania, nie wskazywania dróg rozwiązań, sugestie wprost, często okraszone nakazami są w moim pojęciu zbędnym elementem.
Mariusz znalazł się w takim miejscu swojego życia, w którym chce zdecydować co dalej, nie uchyla się od odpowiedzialności, przyjmie rozwód z orzeczeniem własnej winy, chce być według deklaracji pomocnym a nawet przyjacielem, ale nie mężem. Zaufanie jakim darzył partnerkę zostało nadwątlone przez nią, w związku nie powinno się oszukiwać. Sądzę, że napisanie przez niego w tytule, "chyba zdradzony .... " jest reperkusją tamtych emocji i wynikało ze strachu, sam to później rozwija, obawa o samotność, obawa o rozwój i życie dziecka to nie jest takie proste, żeby pominąć to wszystko i ocenić go jako ślizgającego się w nowe lepsze życie, ba nawet ironizując ze pewnie w nowym związku nie będzie lepiej. Facet ze zwykłej obawy (tak mi się wydaje) nie chciał się zagłębiac czy "chyba" jest "na pewno" Każdy ma prawo do wyborów. Zastanówcie się proszę, czy Mariusz poszukiwałby innych rozwiązań innego pomysłu na życie, gdyby nie przygoda z lojalnością inaczej jego żony. Sadzę że nie.
Poza tym w swoim wpisie poprosił o jedno. Pomóżcie mu zatem rozwiązać jego wątpliwość, czy relacje z synem po rozwodzie mogą być dobre, czy sprawdzi się jako dobry ojciec, co musi zrobić aby dla swojego syna pozostać mentorem i przyjacielem.
Własne frustracje wylewane często mimochodem w wpisach na tym portalu są nieporozumieniem imho.
Pomoc tak, krytyka wtedy kiedy jest ostatecznie zasadna.
Mariusz, da się być dobrym ojcem po rozwodzie, niezależnie jaki przyjmiecie podział obowiązków, niezależnie od tego ile małych trudności napotkasz po drodze to od Ciebie, Twojej pracy i konsekwencji będzie zależało jakie zasady zapanują w Twoich relacjach z synem i exmałżonką. Tak masz rację życie jest jedno nie da się tkwić z uporem w miejscu w którym nie jesteś sobą, zrób to mądrze, stało się, może nie jest to po kolei, ale pamiętaj jedno, rozwód o którym zadecydowałeś nie jest powodem rozpadu waszego związku a przyczyną postępowania Twojej żony wcześniej. Powodzenia.
Woland, jakież perły szykujesz na następny post? Czymże nas jeszcze uraczysz?
Czy dasz radę przeskoczyć tak wysoko i finezyjnie zawieszoną poprzeczkę?
Ale jedno trzeba przyznać- udało Ci się mnie rozśmieszyć. Przy słowie filozofia frajerów śmiałam się już w głos - Dziękuję
Komentarz doklejony:
Tezeusz napisał:
w związku nie powinno się oszukiwać.
SpotykajÄ…c siÄ™ z inna kobietÄ… bez wiedzy zony, co innego robi jak nie oszukuje?
Pomijając, jak to napisałeś własne frustracje, udzieliłam również Mariuszowi rad dotyczących dziecka. Czy MariuszZ z nich skorzysta- jego sprawa . pozdrawiam
udało Ci się mnie rozśmieszyć
Gogol:
Z czego się śmiejecie? z siebie samych się śmiejecie!
Nie ma przyjaźni gdy jedno odchodzi od drugiego.
Cytat
dodałbym :
"do trzeciego/iej"
Wątek nie powinien być w dziale "Zdradzeni przez żony"
ale "Zdradziłem-zdradziłam"
Ludzie ograniczeni, a przy tym fanatycy, stanowią plagę ludzkości. Biada państwu, w którym tacy ludzie mają władzę. Są nietolerancyjni i pozbawieni wszelkich skrupułów. Uważają, że cały świat kłamie, a tylko oni mówią prawdę.
Poszerz horyzonty. poczujesz siÄ™ lepiej
Cytat
Cytat
Napisalem chyba, bo nie zlapalem jej nigdy na gorÄ…cym uczynku. Ale wszystkie znaki na to wskazywaly. Plakala, przepraszala ale do niczego sie nie przyznala.Niestety od tamtej pory juz nigdy jej nie zaufalem i trzymalo mnie tylko dziecko.
Cytat
Myślę o rozwodzie nie dlatego ze sie zauroczylem ale ze mam dość regularnego zlego traktowania mnie przez żonę. I po prostu dzięki nowej z,ajomosci latwiej mi z tym walczyc. Od tamtej pory jestem bardziej oziebly bo zrozumialem ze mi na niej nie zależy. Wtedy balem sie wszystkiego, najbardziej samotności, teraz mi to nie grozi.
1. Pożycie ustało miesiąc temu lub mniej niż miesiąc - nie piszesz czy jednocześni była zona i "ktoś kto pokolorował" Ci świat.
Jeżeli żona nie zgodzi się na rozwód, to sąd nie będzie miał podstaw rozwodu.
2. Piszesz jednocześnie, że zostałeś w związku ze względu na dziecko, a potem piszesz, że zostałeś bo bałeś się zostać sam.
co jest prawdÄ… ?
Szacuję ze syn ma ok. 10 lat, więc wcale nie jest taki "starszy" To akurat wiek w którym obecność ojca jest najbardziej potrzebna.
Teraz wcale nie jest lepszy moment na odejście niż przedtem.
3. Piszesz następną sprzeczność w jednym poście : stwierdzasz że to nie zauroczenie spowodowało Twoją chęć odejścia, a jednocześnie piszesz że po zakochaniu się zyskałeś umiejętność bycia "zimnym" wobec zony :cacy ( no to raczej standard) , nowa miłość ponadto uświadomiła Ci, że nie zależy Ci na żonie.
Przecież to standard, po zdradzie zaangazowałeś się uczuciowa z osobą spoza małżeństwa i zlewasz żoną, przeszkadza Ci w nowym "szczęściu".
Nie jesteście znów tacy bardzo młodzi, macie już po 33 lata, więc spojrzenie na życie w miarę poparte doświadczeniem.
Te całe samousprawiedliwienia się "zdradą" żony w przeszłości jest żałosne.
To nie jej "niby-zdrada", ale Twój romans, zdrada spowodowały chęć odejścia, rozwodu.
Nie łudź się , że zona podzieli Twoją chęć przyjaźni po rozwodzie.
Będzie przecież miała argument w ręku - Twoja wina.
Syn też będzie wzrastał w tym przeświadczeniu.
Kontakty z synem - nie wg planów wychowawczych, nie wg ustaleń ale wg widzimisię żony i w miejscu które uzna za stosowne.
Na pomoc sądów w tym zakresie raczej nie licz.
Kiedy żona wejdzie w nowy związek ... to nowy partner będzie przedstawiany synowi jako wybawiciel, który zaopiekował się nią i synem po tym kiedy Ty ich zostawiłeś.
Jak na razie zrobiłeś wszystko, żeby spartolić sprawę.
Gdybyś się nie bał puścić gałęzi dopóki nie złapiesz się drugiej ( to raczej kobiety tak postępują, nie faceci), miałbyś o wiele lepszą sytuację niż teraz.
Cytat
A jakie to ma znaczenie?
Cytat
Gdyby nie jej zdrada pewnie nie byłoby jego romansu.
Cytat
Dlaczego?
Cytat
Na pewno jesteś mężczyzną? Bo posługujesz się typowym dla kobiet szantażem dziećmi... Kobiecie wolno zdradzać, mężczyźnie nie wolno odejść, bo dzieci... Na szczęście w życiu to nie działa
1234554321
Cytat
A wydawało mi się, że to osoba, która nadużyła zaufania p[owinna wykazać niewinność i starać się zaufanie odzyskać. Ale co ja tam wiem, wyznawcy filozofii frajerów wszystko przerzucą na ofiarę.
Cytat
To też oczywiście jest obowiązek ofoiary, a nie oprawcy [ironia].
Cytat
Skoro to było dla niego wygodnie, to niby czemu z powodu jej zdrady miał się narażać na niewygodę? Ale cóż, filozofia frajerów...
Komentarz doklejony:
Pomyłka - pierwsza część postu była skierowana do Nicka.
Cytat
A jakie to ma znaczenie?
noooo, zasadnicze.
Bał się zostać sam ( egoizm i tchórzostwo), albo poświęcił się dla dziecka ( altruizm)
Co było powodem :
- tchórzostwo czy altruizm ?
Sytuacja "tchórz-altruista " co najmniej żałosna.
Cytat
Gdyby nie jej zdrada pewnie nie byłoby jego romansu.
- a to niby dlaczego ???
pewnie, a może mniej pewnie...Jest to jego samodzielna decyzja i odpowiedzialność. Żona nie jest winna jego zdrady.
Zresztą zdrady żony nigdy nie wytropił, miał jedynie przeczucia. Po za tym, został. Teraz tłumaczy, że niby dla dziecka, a za chwilę bo bał się zostać sam.
Cytat
Dlaczego?
wide - wyżej.
"tchórz- altruista", uzyskał zdolność olewania zony po tym jak się zakochał w innej, nagle stał się odważny i pewny że to domniemana zdrada żony jest powodem jego nieszczęścia.
czy jestem mężczyzną ? :niemoc
...do tej nie miałem skarg co do tego
poza tym , że solidarność plemników, jak i solidarność jajników tak samo mam w d[oo]pie.
Szantaż dziećmi - skąd te przypuszczenia ??. To MariuszZ tłumaczy się dzieckiem, a te tłumaczenie jest bzdurne, akurat na odwrót - jak miało 3 latka mniej potrzebny był mu wzór ojca niż teraz kiedy ma 10.
Jego miejsce w życiu i jego wybory to raczej imo nie skutek a przyczyna, przyczyna lojalności inaczej jego żony sprzed wpadki z romansem, którą sobie bezsprzecznie sam zaserwował. Nie chodzi o to, ze go bronię, chce jedynie, żeby czytać co pisze autor i skupić się na problemach o które pyta, tyle i tylko tyle.
Poza tym nie ma sensu wylewać pomyj na jego głowę, Mariusz z odpowiedzialnością przyznaje, ze jest gotów na rozwód z orzeczeniem o jego winie. Lepiej się poczujesz jak mu nawtykasz. Prosił o pomoc w określeniu relacji ojciec-syn po rozwodzie, spróbuj się na tym skupić, nie masz nic do powiedzenia, znajdź inny temat (to nie nakaz, życzliwa rada), w którym uwagi będą bardziej celniejsze, powiadam jeszcze raz, nie o to chodzi, żeby ludzi mieszać, pionizować, to ich życie, ich wybory.
Cytat
Bał się zostać sam ( egoizm i tchórzostwo), albo poświęcił się dla dziecka ( altruizm)
Dalej nie widzę jakie to ma znaczenie. Facet poczuł się zdradzony, niby czemu miał sobie dostarczać dodatkowych problemów czy to z dziećmi, czy też z poczuciem osamotnienia?
1234554321
Cytat
To sobie uważaj. A ja nie będę się bawił w detektywa - jak ktoś nadszarpnie moje zaufanie to sam może mi wykazać swoją niewinność i powinien się cieszyć, że ma na to szansę.
Cytat
Że niby co? Facet został zdradzony przez żonę, ma inną kobietę, a dla Ciebie to nie jest powód do rozstania tylko "widzi mi się"... To ciekawe co niby jest powodem do rozstania - chyba tylko morderstwo, ale to z przyczyn oczywistych skutkuje końcem związku
I tak - jeśli uważasz, że obowiązuje Cię szlachetne zachowanie względem Twojego oprawcy, to jesteś frajerką, którą bezkarnie można kopać po zadku.
wybacz, mi.
To Woland mnie zaczÄ…Å‚ :szoook
mało tego, on dalej nic nie rozumie.....:rozpacz
MariuszZ :cacy:cacy:cacy
będzie dobrze.
Ale lepiej by było, gdybyś sprawy załatwiaj jak trzeba i w wtedy kiedy trzeba.
Cytat
Na szczęście Ty jesteś taki rozumny, że w sam raz na wyznawcę filozofii frajerów wystarcza
1234554321
Cytat
Bo nie jest jego problemem to ustalać, tylko tej, która zaufania nadużyła - to ona powinna wykazać niewinność i zaufanie odzyskać.
Woland.....dzięki za uznanie,
być rozumnym frajerem to brzmi całkiem nieźle,
Chyba szwankuje Ci umiejętność czytania ze zrozumieniem
Ja dostałam kiedyś jak to określiłeś kopa w doopę ale Ten który Ty dostałeś od swojej ex musiał być wyjątkowo soczysty .
A dalsze uwagi proponuję przenieść do garażu aby nie zaśmiecać wątku.
No Panowie i Pani na looz, jeszcze kawał tygodnia przed nami wszystkimi, potrzeba mnóstwa energii na pożyteczniejsze sprawy.
Czy widzisz gdzieś, że wskazuję jakąś winę, ot tak po prostu, nie ma co kruszyć zdań w fundamentalnej różnicy poglądów.
tez.
Komentarz doklejony:
Napiszę w skrócie- jestem przekonany że żona zakochała się w moim "koledze", nie złapałem za rękę, nie widziałem na własne oczy ale tak duża ilość dowodów swiadczy tylko o jednym że coś było na rzeczy. Zostałem bo 1. nie złapałem za ręke 2. małe dziecko 3. wspólny dom 4. wspólny biznes 5. wstyd
Od tamtej pory jestem nieufny i już wtedy wiedziałem że nie wytrzymam do końca życia. Dla mnie te lata minęły jak jeden rok, syn rośnie jak na drozdzach, pracy sporo, remont poddasza dla mojego syna i tak czas leciał. Niestety ostatnio ( jeszcze jak ja nie poznałem obecnej przyjaciółki ) żona pokłóciła się z koleżanką z pracy która coś napomknęła dosłownie o dawaniu **** i tutaj wymieniła imie mojego byłego kolegi. W kilka dnie poźniej doszło do kłotni między nami ( bardziej monolog z jej strony na mój temat ) obraziłem się dosłownie, jakby coś mnie złapało za ramiona z tyłu i powiedziało " daj sobie na wstrzymanie, to jest żona? najpierw tatmo teraz to, synek już starszy może zrozumie" Zacząłem być oschły, kolega doradził żebym pisał wieczorami do niego smsy żeby była zła i zazdrosna. Pomyślałem że może zawalcze ale niestety dalej regularne obrażanie mnie, wyzwiska i głupie docinki. Najlepsze że moja strategia chyba pomogła bo ociepliły sie nasze stosunki i teraz zaczął się problem z którym sobie sam poradze i nie będę już zawracał Wam głowy bo spodziewałem się wyzszej kultury osobistej niektórych forumowiczów. Pozdrawiam i mam nadzieje ze wszyscy popracują nad soba. Nie tylko ja
Twoja historia jest bardzo ciekawa i dość skomplikowana.
Olej posty forumowiczów, którzy potrafią zionąć tylko nienawiścią. Jeden Woland który tu normalnie pisze ale nienawistnicy próbują go zakrakać.
Doskonale cię rozumiem, sam musisz podjąć decyzję czy chcesz rozejść się czy nie, jeśli tak to doradzam najpierw rozmowę z tym kolegą w którym twoja żona miałaby się zakochać, oczywiście rozmowę przyjacielską, wtedy dowiesz się czy rzeczywiście ich coś łączy, jeśli tak to pozostaje już tylko rozmówienie się z żoną i przyjacielskie rozstanie.
Od siebie dodam: nic tak nie koi smutku jak druga kobieta.
Nie mniej jestem ciekaw - jeśli to nie tajemnica - jak zamierzasz lub jak rozwiązałeś swój problem. Może to pomóc innym, którzy mieliby podobny problem.
I życzę ci żeby nie dopadła cię nienawiść, nie ma nic gorszego jak nienawiść, to uczucie jak rak, niszczy nasze dusze, dziurawi nasze serca.
Zresztą, po postach niektórych widać to wyraźnie.
Pozdrawiam
Komentarz doklejony:
I jeszcze jedno: jak będziesz z nimi rozmawiał (z kolegą i potem z żoną) po żadnym pozorem nie wspominaj im, że jest już ktoś, kto pokolorował twoje życie - tak na wszelki wypadek, żeby nie kusiło nikogo ten fakt wykorzystać, np w sądzie