#
poczciwy | 01:52:23 |
Aga104 | 02:06:47 |
Crusoe | 03:12:39 |
JamesTon | 04:45:58 |
Landexpzglosy | 12:39:25 |

Nie chce tu opisywać ze szczegółami mojej historii..klasyka. Pierwsza, trwajaca 2 lata zdrada męża, wybaczenie i po 7 latach recydywa z 13 lat młodszą koleżanką z pracy. Dla mnie, mimo że to ja złożyłam pozew to był totalny kataklizm. Załamanie, depresja, psychiatra i ..lepiej nie myślę jak mogło się to skończyć. Dziś jestem dumna z siebie, że ledwo żyjąc, ważąc prawie 45 kg (w ciągu 4 miesięcy -13kg) byłam w stanie wszystko załatwić, prawnika, notariusza, przeprowadzkę..no wszystko moimi "ręcami" bo ex w tym czasie kładł do stóp innej cały mój świat. Od momentu zdemaskowania zdrady i rozwodu minęło ledwo 5 miesięcy. Powiecie, że działanie pod wpływem emocji. Pewnie tak, chciałam go postraszyć a on wziął to za dobrą monetę bo po prostu zniknęłam z jego życia.
Nie ważne...było tak cholernie ciężko jak pewnie nie którym tutaj teraz. NIE ŻAŁUJĘ!!! Żadnej łzy, cierpienia, samotności i walki o każdy grosz. Dwa lata mija w kwietniu i w końcu w życiu mam to o czym zawsze marzyłam: WOLNY UMYSŁ. Nic mi nie zaprząta głowy, złe wspomnienia, ból, upokorzenie i strach kiedy będzie ten następny raz. Mam mieszkanko o 50m2 mniejsze, ale kocham je. Kocham moją kupioną tydzień temu toyotkę, moją nową kotkę. Kocham przede wszystkim siebie...
Piszę to być może dla otuchy, ktoś może szuka odpowiedzi co jest dalej, co mnie czeka, czy życie po rozwodzie jest inne? Gorsze? Lekko nie jest, nie kłamię że cud miód i orzeszki. Stoi się samemu z życiem na przeciw, z problemami których nikt poza nami nie rozwiąże. Ale wolę tą walkę niż zasypianie obok kogoś kto miał mnie kiedykolwiek za nic, za śmiecia, za nic nie wartą w danej chwili kobietę. Mimo tego, że wybacza się zdradę i żyje nadal to ta rysa powraca, uwiera i pozostawia pytanie czy ja naprawdę muszę z tym żyć?? Nie, nie musisz..:)
Chociaż z tego co napisałaś na pewno wynika jedno, Nowa Demonico to inna lepsza kobieta, która z wiarą wkroczyła w życie uwalniając się od kagańca niemocy trwania u boku kogoś kto nawet nie potrafił docenić szansy jaką go obdarowałaś. 7 lat to kawał czasu i mimo, że teoretycznie straconego mam nadzieję, ze paradoksalnie ten czas zbudował Cię taką jaką jesteś teraz.
Najważniejsze zawiera się w tym, że dajesz świadectwo i nadzieję dla tych, którzy chcą wierzyć, ze można, że się da, to bardzo ważne. Bardzo szanuję każdego a zwłaszcza kobiety, które potrafią nie zagubić siebie.
Mnóstwa siły i Wolnego Umysłu oraz dużo szczęścia.
Dlatego trzeba cieszyć się teraźniejszością.
Super że pozbierałaś się i stanęłaś na nogi,grunt to wiara w siebie i swoje możliwości.Dajesz nadzieję zagubionym duszom że przyjdzie lepszy czas.
Jesteś dla mnie przykładem na to, jak powinno się postąpić gdy nie skorzysta się z wyciągniętej dłoni w geście pojednania.
Ktoś taki nie powinien mieć już prawa bytu w naszym życiu.
Powodzenia i samych już tylko pozytywów Ci życzę na tej " nowej drodze"
MadziaGal ja 4 miesiące po rozwodzie wyłam, nie jadłam, siedziałam sama w obcym mieszkaniu bo w "moim" w ten sam dzień kiedy się wyprowadziłam weszła z walizką ona..2 tygodnie po rozwodzie. Jeszcze były tam moje rzeczy..moja obecność. Dziś mam dreszcze jak pomyślę, że mogłabym tam wrócić
Forever, samo życie..przed rozwodem usłyszałam, że tamto (a trwało 2 lata może dłużej) to było tylko bzykanie po hotelach a teraz to prawdziwa miłość.
To kim JA do cholery byłam przez te lata??? Nie mogłam postąpić inaczej jak trzymać się planu rozwodu, zostawiłam mu wszystko ale uratowałam siebie. Miałam piękny dom..teraz mam malutkie mieszkanko na poddaszu, ale zamiast złotych klamek jest w nim miłość. I to jest wartość sama w sobie!!
1,5 roku po rozstaniu i 7 miesięcy po rozwodzie podpisuje się pod tym co napisałaś dwiema łapkami
Pozdrawiam Ciebie serdecznie i życzę wszystkiego naj