| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Edek_2 | 00:08:33 |
Anetastp | 00:25:24 |
#
poczciwy | 01:03:53 |
Julianaempat... | 01:28:30 |
Joanna96 | 02:29:36 |

Pomóżcie, poradźcie...
Mąż mnie zdradził ok 3lata temu - nie będę opisywać szczegółów bo nie ma to sensu. Wybaczyłam, przebolałam, zakończył wszystko, przy mnie do niej zadzwonił. Po pół roku okazało się że znowu się od czasu do czasu spotyka i ma z nia kontakt, znowu awantury, nerwy, znowu zadzwonił i przy mnie zakończył. Po pół roku to samo...Teraz już po raz czwarty odkryłam, że dalej się kontaktuje z nią, znalazłam drugi tel, czasami się spotyka. Kobieta jest sama z 3 dziećmi i 5 lat od niego starsza. Ma małą firmę. Mąż pracuje w terenie i dobrze zarabia, ja tez pracuje, dobrze zarabiam i jesteśmy ze sobą ok 20 lat i nie mamy dzieci. ja zajmuję się b. chorą mamą od 3 lat. Ostatnim razem chciał odejść do niej, w sumie wyprosiłam by nie dochodził, został, mówi że mnie b kocha, ale widzę że mu nie zależy, ja mam teraz trudne chwile z mamą, potrzebuje jego pomocy, wsparcia również finansowego, mamy przeprowadzić się do innego mieszkania, zawsze o tym marzyłam. Sama nie wiem czemu go nie wyrzucę, boję się że sobie nie poradzę sama, jak to będzie itp...A z drugiej stronę nie mogę ścierpieć że tamta kobieta będzie miała jego, że może będzie szczęśliwa moim kosztem. Mąż mi wszystko zostawia, nic nie chce, w sumie jako przyjaciel to dobry człowiek, ale jako mąż się nie sprawdził, a może ja zabiegana chorobą mamy tym wszystkim gdzieś popełniłam błąd?Nie wiem, Jest mi ciężko, mam depresję, ciągle się kłócimy itd...Co robić??
Cytat
Właśnie jako przyjaciel zawodzi na całej linii...
O ile jestem w stanie zrozumieć "odchodzę, bo cię nie kocham" to nijak z pozycji męża i przyjaciela nie rozumiem mataczenia i kłamstw. Domyślam się, że pod postacią "przyjaciel" widzisz tego, co to "wszystko zostawia, nic nie chce", ale to oszukiwanie samej siebie i (nie obraź się) wygodne wypaczanie rzeczywistości. Ten facet to recydywista i choćbyś zaklinała wszystko, obawiam się, że albo zaakceptujesz życie w trójkącie, albo sama siebie powoli będziesz unicestwiać, tak, jak to już zaczęłaś, albo w końcu trzeba sobie powiedzieć stop.
Dałaś jedną, drugą i n-tą szansę...Nie wykorzystał. Na co liczysz?
Komentarz doklejony:
Są kobiety które są stanie zaakceptować trójkąt ,kochanki wiedzą że żony są świadome ich obecności w życiu męża.Ty w zamian za pomoc finansową i fizyczną będziesz umiała żyć w trójkącie?
Nie pocieszę Cię
zacznij żyć na własny rachunek, tylko to może uchronić od depresji.
A masz kogoś poza mężem, kto Ci pomaga psychicznie w tym wszystkim. Ktoś z rodziny, przyjaciólka?
Co robisz z depresją? Chodzisz do psychiatry, psychologa, jesteś na lekach?
Czy stan mamy jest bardzo ciężki?
chociaż na co dzień życie toczy się jakby swoim torem i biorąc sprawę na zdrowy rozum, to własciwie poza tymi telefonami, to chyba nie masz się czego bać, bo chętna mieszka na drugim końcu Polski.
Na marginesie- skąd wiesz, że ona faktycznie mieszka na drugim końcu Polski? A zresztą czy na pewno jest to ciągle ona? Może to całkiem nowa znajomosć, tylko zapisana jest w telefonie, jako tamta? Masz taka pewność? Widujesz swojego męża tylko w weekendy i to też róznie bywa pod tym względem- skąd wiesz co on robi, gdy jest poza domem?
Co to w ogóle znaczy, że on mimo, iż ciebie rania jego kontakty z jakaś chętną, to on dalej kontaktuje się z nią i wydzwaniaja do siebie? I trwa coś takiego całe lata- co to jest? Co to w ogóle znaczy?
Widujesz go tylko w niektóre weekendy i nawet przez dwa dni, gdy jest z dobą nie może zrezygnowac z kontaktu z tamtą? Czy ta kobieta ma z nim któreś z trójki swoich dzieci? Co dzieje się z tym facetem, gdy jest poza twoim zasięgiem?
Czy nie jest przypadkiem tak, że chłop ten prowadzi najzwyczajniejsze w świecie podwójne życie? Czy nie ciągnie on dwóch rodzin, w każdej bywając okazjonalnie?
Są przecież tacy zaburzeńcy- z pozoru wydają się normalnymi facetami, potrafią zająć się domem, dzieckiem, gdy trzeba, naprawić cos, załatwić, ale druga ich twarz jest zupełnie inna.
Taki z niego twój przyjaciel, a dodaje ci trosk i zmartwień?
Dla mnie ta sprawa jest mocno podejrzana, bo naprawdę nie chcę krakać, ale to, co ty opisałaś daje mi mocno do myślenia.
Skąd ta rozbieżność?
Należy się zastanowić co jest zdradą. Według mnie takie relacje z drugą osobą, które ranią stałego partnera. No właśnie. Może trzeba określić granice, których przekreślać nie powinniście.
Mój mąż uważał, że romans był wtedy, gdy jeździł do niej na seks, czyli 3 razy przez pierwsze dwa tygodnie. Potem "tylko" rozmawiali, przytulali się po kątach w pracy i no i 2 razy rozbierała się dla niego przez skypa. Ale to przecież nic. To były głownie rozmowy...
Prosiłam by przestał. Na początku to bagatelizował, mówił, że pozostały relacje koleżeńskie. Potem zaczął te rozmowy ukrywać przede mną.
Któregoś dnia nie wytrzymałam. Spakowałam mu walizki i kazałam się wynosić. Powiedziałam, że już nie chcę być z nim, że bardzo mnie to rani i już nie mam siły tak żyć; wolę być sama.
Tydzień za mną chodził i błagał o przebaczenie.
Nagrałam dyktafonem jak mówi jej, że to już definitywnie koniec ich znajomości, że się pomylił i tak naprawdę nigdy jej nie kochał, była to jakaś chwilowa fascynacja.
Razem nadal pracują ale się nienawidzą.
My jako małżeństwo jesteśmy nadal razem.
Czasem trzeba zaryzykować i pokazać, że ma się pazurki.
Może Ty również powinnaś pokazać, że tolerancja już się skończyła?
On musi ostro jednak spaść na tyłek by to zrozumieć
Mój też planował ze swoją kochanką wspólną przyszłość ale pani po bliższym poznaniu okazała się mało ciekawa i awanturna
źle zrobiłaś ze mu o tym powiedzialaś bo teraz będzie ostrozniejszy. Może zostawiac tel tam gdzie rzeczywiście ma być a rozmowy przekierować na inny o ktorym nie wiesz... Ty będziesz miała namiar własciwy a on będzie odbierał od Ciebie telefony.
Pełen luz, wolność, możliwość wyboru, trochę mu się stawiasz, ale świetnie sobie z Tobą radzi; proceder trwa kilka lat, więc zdążył opanować sztukę matactwa i manipulacji...
Jedynie wyjście dla Ciebie, to zmienić front.
Wyobraź sobie, że faktycznie go wyrzucasz. I, co?
Czy Twój świat się zawali? Czy rzeczywiście sobie nie poradzisz?
Pewnie czytałaś tu wiele historii. I, wiesz, jak ciężko miała i ma niejedna z nas. Ale, przynajmniej, już się nie dusimy. Oddychamy. A to jest niezbędne do życia.
Masz dopiero 40 lat. Jak sobie wyobrażasz dalsze życie?
Ciągle w szarpaninie?
Musisz coś zrobić. Wiem, że myśl, że go nie będzie, przeraża Cię.
To normalne. Łudzisz się. Już kilka lat. I nic.
Musisz pokazać mu siebie inną. Musisz go zaszokować. Czym?
Ano, powiedz, żeby się wyprowadził. Nieważne, czy jest z tą kobietą.
Niech zobaczy, jak to jest, kiedy traci się pewną, spokojną przystań.
A, jeśli pójdzie do niej, to jeszcze lepiej! Niech poczuje, jaki to miód!
Zobaczysz, jak szybko wróci z podkulonym ogonem. Wtedy Ty będziesz stawiać warunki. A, jeśli nie wróci, znaczy, że prędzej czy później by odszedł. I zostawił Ciebie w poczuciu upokorzenia i zdeptanej godności.
Mamie możesz powiedzieć prawdę, nie wdając się w szcżegóły, że chcecie przemyśleć wasze relacje, bo się pogorszyły. A z opieką nad mamą, też nie powinno być problemu. To takie Twoje koło ratunkowe...
Czy jesteś gotowa na radykalne decyzje ? Boję się, że jednak, nie.
Tylko, czy widzisz inne wyjście?
Osobiscie telefonu zawsze pilnuję by go w samochodzie nie zostawiać bo wypatrzy go czy usłuszy dzwonek jakis gówniarz czy lump i mi szybę wywali.
Wydaje mi się że to tłumaczenie jest nielogiczne i niby dlaczego zdarza sie to regularnie.
Jak mąz jest w domu to też zapomina telefonu i zostawia go byle gdzie i byle u kogo? zastanów się.
Komentarz doklejony:
Wiem Iza że nie chcesz w to wierzyc ale moze lepiej mieć swiaomosc co się dzieje,zadbać o własne i dzieci interesy bez wzg na to jaką podejmiesz decyzję.
To trudne, ale przestań się awanturować, wyzywać... Zacznij sprawdzać na chłodno. Na pewno znajdziesz sposoby, jak poznać prawdę. Im więcej wrzeszczysz, płaczesz, ubliżasz, tym bardziej bierze nad Tobą przewagę. Jeszcze trochę, a usłyszysz, że jesteś wariatką z omami do leczenia.
Jeśli masz na to kasę - detektyw.
Nie masz? To podrzuć mu jakąś pluskwę to autka. Zadbaj, aby nie znalazł. Może wystarczy zwykły pendrive z funkcją nagrywania dżwięku. Koszt niewielki.
I bez babskich histerii - włącz sobie czuja na ten związek.
Możesz się mylić w podejrzeniach, albo udowodnić sobie, że marnujesz sobie życie.
Dwadzieścia lat, rok, trzydzieści - to nie argument na przetrwanie związku. Wybij sobie z głowy staż związku.
Zmień zachowanie - na chłodno sprawdź jak jest.
Przetrzep telefon, kompa - jeśli znajdziesz okazję. Nie myśl, że to wstrętne - chcesz wiedzieć i nie dał Ci wyboru. Ewentualne czułe esemesy wyślij na swój numer, zrzuć z kompa info, jeśli znajdziesz - to Twoje ewentualne dowody i zabezpieczenie.
Dobrego pendriva z funkcja nagrywania kupisz na Allegro za małe pieniądze. Wściśnij gdzieś w autku, tak żeby nie znalazł. To czuły sprzęt i nieżle zbiera dźwięki, a uruchamia się tylko na dźwięk. To sprytne urządzenie. Mąż bywa sam w domu? Myślę, że zdarzają się takie chwile. Możesz gdzieś podłożyć pendrive - zbierze Ci każdą głosową aktywność.
Jeśli nic nie znajdziesz - będziesz spokojna. Jeśli Cię oszukuje - będziesz miała dowód.
Głowa do góry!
Co do pen ... ładujesz w kompie - 2,5 h. Wygląda jakbyś pracowała i zrzucała na pen materiały. Nie wiem, czy pracujesz na kompie, ale możesz to zrobić jak go w domu nie będzie.
"Pozornie zwykły pendrive, jednak w rzeczywistości misternie ukryty dyktafon.
Wystarczy go naładować poprzez port USB i będzie niezawodny w każdej sytuacji.
Ten niezwykły dyktafon jest prosty w obsłudze - wystarczy przesunąć włącznik i zaczynamy nagranie.
Chcesz sprawdzić, co nagrałeś? Nic prostszego, podłącz pendrive do komputera i odsłuchaj zapisany plik za pomocą dowolnego odtwarzacza muzyki."
Czas nagrywania: 140h
Czas pracy: do 16 godzin
Pamiętaj, że reaguje na dźwięk, czyli jak nic się nie dzieje - czuwa bez rozładowania.
Sprawdziłam to coś - jest użyteczne. Kupiłam za 69,99 zł.
Dowiedziałam się więcej, niż podejrzewałam. Pozdrawiam.
Czas pracy - 16 godzin tzn. uruchamia się się tylko wtedy jak coś "słyszy", a nie 16 h i się rozładuje.
Gdzie schować? Znajdziesz jakiś sposób.
Komentarz doklejony:
a my weekend tradycyjnie na kłótniach, pretensjach, żalach...Raz on stwierdza że to bez sensu i chce odejść i dalej tkwi, raz ja tak mówię i dalej tkwię, boję się że sobie psychicznie nie poradzę, jak to będzie, żyję w takim stresie itd...postanowiłam, że przez całe 5 dni jak będzie poza domem w pracy będziemy kontaktować się tylko raz na dzień i nie będziemy się wtedy kłócić, bo w sumie kłócimy się przez cały tydz przez tel, a to że okłamał gdzie jest, a to że przez 3 godz że tel nie odebrał itp...jest to męczące, żenujące. Nie wiem czemu tak jest..
Nie napadam Cię. Radzę odpuścić i mądrze sprawdzić, co się da.
Tamta bogini to pewnie balsam na rany... Nie żąda, nie wymaga, nie chce statystyki każdego dnia. Na jakiej pozycji Ty jesteś?
Chcesz prawdy, to bądź mądra. Może to trudne, ale konieczne.
Wybacz pytanie: - Walczysz o prawdę o własnym związku, czy o tego mężczyznę?
To pytanie nie jest bez sensu. Pomyśl... Czasami warto powalczyć o siebie - bez obecnego mężczyzny w tle.
To nie znaczy, że przestaniesz być czujna. Zbuduj sobie przedpole. Czy chciałabyś lata z kimś, kogo będziesz musiała sprawdzać? Czy warto? Jakoś się ułoży? Najczęściej byle jak... Przemyśl to wszystko. Masz czas. Nie musisz się spieszyć.
Pozdrawiam.
Komentarz doklejony:
Korekta: Czy chciałabyś lata spędzać z kimś, kogo będziesz musiała sprawdzać?
Komentarz doklejony:
Wogóle jak czytam Twój opis Waszych kłótni to jakbym widziała siebie i mojego męża,gdy mnie zdradzał. Był okropny, wredny ,złośliwy nie dało się spędzić razem godziny żeby się nie kłócić, początkowo też sie zastanawiałam co robię nie tak, dopiero jak przeczytałam jakie miłe i czułe smsy pisze do pewnej pani to zrozumiałam. Tak się składa ,że jego partnerką okazała się moja koleżanka z pracy ,z którą codziennie rozmawiałam i zwierzałam sie z problemów w zwiazku ! Po prostu przygotuj się że jeśli faktycznie okaże się że on kogoś ma to chyba najbardziej boli ta czułość w słowach do innej, podczas gdy samemu dostaje się same złośliwości. Trzymaj się ciepło .
Łaskawca z tej kochanki, że sobie postoi z boczki i poczeka. Że jej niby tak nie zależy.
Izunik rozgoń to towarzystwo , bo zaczynasz zagłebiac sie w bardzo niebezpieczną grę. Grę w samo zatracenie Rozmowy z kochanka, jakieś wypytywanki. A on stoi z boku i czeka , patrzy jak dwie panie toczą wojnę psychologiczną To jest jak grzebanie patykiem w wielkiej kupie im dalej i głębiej tym większy smród sie unosi.
Moja rada- przestań, daj spokój. Kochanka na świadka. Jeżeli jeszcze raz zadzwoni - nagrywaj.
Ich jest dwoje przeciwko Tobie Ja bym odpuściła i poszła swoją drogą
Komentarz doklejony:
Sprostowanie , to lisbert wspomniała o nagrywaniu, sorki za pomyłkę...
Nie miej wątpliwości- oni nie tylko są kochankami ale również prowadzą rozmowy o Tobie, ustalają wspólną strategię. Ty jesteś pionkiem
powiedzcie jak normalna kobieta by tyle czasu czekała na żonatego faceta Iziniuk a z drugiej strony która kobieta tolerowałaby tak długo podwójne życie męża.
Może pora wyjść z roli ofiary.
Masz siłę olać tę parkę? Pogrywają z Tobą oboje... Poślij oboje na szczaw - niech się udławią kłamstwami, bo nie własnym szczęściem.
Chyba żadnych dowodów juz nie potrzebujesz. Potrzebujesz siły na zadanie kopa w doopę komu się należy.
Komentarz doklejony:
a ona jest wprawiona z żonatymi, bo wcześniejsze swoje związki też miała z żonatymi, którzy dla niej zostawiali swoje rodziny i wiązali się z nią mieli dziecko i każdy z nich nieszczęśliwie zmarł. Jak zadała się z moim mężem ten dostał...zawał serca. Wyobrażacie sobie. Wcześniej był okazem zdrowia, leczył się pół roku w domu i potem zaczął pracować, ale dobrze z jego zdrowiem nie jest.
Komentarz doklejony:
Myślę że nawet nowe mieszkanie nie uczy Cię szczęśliwą,gdy w małżeństwie będzie was troje...pomieszkasz w nowym domu i gdy euforia minie, dojdziesz do wniosku że nienawidzisz tego domu bo będziesz w nim tak samo nieszczęśliwa jak teraz...może masz nadzieję że wraz z nowym domem ,wasze małżeństwo też będzie inne - lepsze, ale nie sądzę...pewnie przeprowadzicie się do nowego domu , za jakiś czas okaże się że ona jest w ciąży, potem może sie okazać że z twoim mężem stanie się to co z poprzednimi jej partnerami...a jego dziecko będzie miało prawo do części twojego mieszkania (po tacie) i będziesz jej spłacać własny dom!!! Pomyśl o tym ...bo myślę że w jej wypadku na tym to polega...
Przyglądam się Tobie i Twojej sytuacji, i, jakbym, widziała siebie, niecały rok temu (swoją drogą, jak szybko to minęło...)
Też się tak szarpałam, tyle emocji, co u Ciebie, kontakt z kochanką, dyktafon, przesłuchiwania męża; musiałam wiedzieć wszystko z detalami...
Dzisiaj dziwię się, jak ja to zniosłam?! Tyle ohydnej prawdy na raz?!
Jesteś na tym etapie. Miotania się.
Jak Ci powiem: odpuść- nic to nie da... Sama musisz dojrzeć do tej decyzji. Ale bądź przygotowana na jeszcze wiele, być może, upokorzeń...
Sama rywalizacja z lafiryndą o zdezelowanego fiuta...jakie to uwłaczające godności... Naprawdę, uważasz, że babsko będzie miało tak super?
Jest się o kogo bić?!
Dopóki będzie widział, że Ci na nim zależy, dopóty będziesz jego wycieraczką.
Niestety, to już nie przyjaciel lecz wróg.
Z perspektywy czasu widzę, jak wyniszczające były pierwsze miesiące po.
Ale, widocznie, potrzebne. Teraz nic o tym typie nie chcę wiedzieć.
Życzę Ci spokoju, ukojenia, wyciszenia...
Dobrze wiesz, że droga do tego stanu jest tylko jedna.
Wiesz, Iza, dla mnie mega uwłaczającym byłoby walczyć o męża. Ba!Znając siebie raczej wyrzuciłabym go na bruk, nawet wyjąc nocami w poduszkę, niż grzecznie czekała i zastanawiała się "być kochaną, jak kochanka czy zrobić awanturę". Kurcze, Babo, ocknij się, postaw ultimatum, jak nie Twój niech w cholerę idzie, gdzie go oczy, tudzież co innego poniesie.
Zastanów się...Jak ma Ciebie szanować, skoro Ty sama siebie zupełnie nie?
Ręce opadają...
Komentarz doklejony:
Po pierwsze atakujemy, głównie jego ,a Ty postrzegasz siebie jako część jego i dlatego wydaje Ci się,że to atak skierowany na Ciebie! Starasz się walczyć o to małżeństwo, no właśnie Ty się starasz....a on? A on to ma w ****...niestety...zrozum kobieto że w tej chwili nie liczy się z Tobą , przecież wiemy ze nie jest potworem ,ale nie jest też uczciwym partnerem ...a już na pewno nie przyjacielem, bo przyjaciele NIE OSZUKUJĄ PRZYJACIÓŁ!!!
Nikt Cię nie zmusi do innego zachowania.
Poza tym, że posuwa inną, to naprawdę w porządku z niego gość.
Ale ten mały mankament jakoś da się znieść, prawda?
Tak pięknie, przemyślnie Cię wciągnął w swoją grę.
Czy uwierzysz, że mój były pił przez cały nasz związek, 18 lat, i dzieci nigdy nie widziały go pijanego?! Był dla nich świętością! W ogóle był ok.
Tylko ruuchał na boku...
I to ja zadecydowałam. Właśnie po to, żeby już nigdy więcej mnie nie upokorzył.
Jeszcze kilka numerów i, może, się ockniesz. Może...
Chcesz walczyć i kochasz ok może naprawdę być tak że znudzi go kochanka i wróci .Ja cię rozumiem ale wiesz co może nic nie rób zajmij się sobą nie przyjaźnij się z NIM bo chyba chcesz męża a nie przyjaciela chcesz żeby wypłakiwał się na twoim ramieniu jak pokłóci się z kochanką ?.Nie miej już dla niego czasu fruwaj smiej się możesz udawać nie odbieraj telefonu zabiegaj się ,byle gdzie ,nie czekaj . Może walczycie o smakowity kawałek tortu który okaże się zakalcem .pozdr
fakty są takie: Twój mąż nie może się zdecydować: wybrać mądrą, wartościową, dobrą , nie zawsze zadbaną z powodu obowiązków domowych ale w bardzo przewidywalną i być może w tej swojej przewidywalności nudną osobę, czy zadbaną panią biznesłumen
I tak będzie się zastanawiał i zastanawiał i zastanawiał bo przecież nikt go do niczego jakoś specjalnie nie zmusza.
Ja też byłam dokładnie rok temu w takiej sytuacji jak Ty. Cudowny Pan mąż wstawał rano w niedzielę i gotował obiad dla dzieciaków abym ja mogła się wyspać, odpalał mi w mroźny luty samochód 15 min wcześniej abym nie wsiadała do zimnego ale jednocześnie romansował na boku (później już tylko romans telefoniczny).
Na moje pytania: co z nami? Odpowiadał: przecież romans się zakończył, jestem z tobą, ale jeszcze sobie tego wszystkiego nie poukładałem
I pewnie tak by to trwało dalej ale ja zaryzykowałam, postanowiłam wszystko na jedną kartę. Którejś niedzieli rano (ok. godz.7) pojechał na zakupy, dzwonię do niego - zajęte przez 15 min. Po powrocie pytam z kim rozmawiał - z ojcem. Przesłuchałam w toalecie nagranie z dyktafonu, który nosił przy sobie. Rozmawiał z nią.
Wywiozłam dzieciaki do dziadków, zrobiłam awanturę i spakowałam go w wory od śmieci z tekstem: skoro ty nie możesz się zdecydować, to ja decyduję za ciebie, pani K na pewno cie przyjmie z otwartymi rękami.
Oczywiście się nie wyniósł, ja jednak ignorowałam jego przymilanie się przez tydzień jednocześnie informując, że ma kilka dni na likwidację psa itp. Byłam chodna, opanowana, zero emocji. Zrozumiał, że żarty się skończyły.
Jednocześnie cały czas nosił dyktafon przy sobie.
Piątego dnia nagrałam, jak definitywnie kończy romans z kochanką, jak jej mówi, że się pomylił, że było to tylko zauroczenie, chwilowa fascynacja. Do romansu nie wrócił, choć razem pracują. W tej chwili strasznie jej nienawidzi.
Jaki wniosek? No niestety taki, że ani proźbą ani groźbą nie wyegzekwujesz końca romansu i powrotu do Ciebie. Musisz go ostro postawić do pionu. Jeżeli on nie poczuje realnej możliwości utraty Ciebie, to tego nie skończy. A nawet jak skończy to za jakiś czas znajdzie inną.
Zaryzykuj: wystaw jego walizki za drzwi, opanuj emocje, powiedz, że nie potrafisz dalej żyć z człowiekiem, dla którego jesteś tylko opcją. Nie daj się od razu przeprosić i urobić. Niech przez pewien czas żyje w przeświadczeniu, że Cię stracił.
Jeżeli naprawdę Cię kocha, będzie walczył.
Być może dobrym rozwiązaniem jest jego wyprowadzka do kochanki? On na tą kobietę patrzy przez różowe okularki. I te okularki w ciągu kilku pierwszych tygodni mu spadną z nosa. Wróci z podkulonym ogonem i na Twoich warunkach.
Przerażona? Ja też się bałam, że odejdzie i nie wróci. Mi się udało, uda się Tobie
:cacy
Komentarz doklejony:
Izunik wszyscy piszą ,,zawalcz o siebie" a ty czytasz ,,oni mnie atakują"Jesteś ok 40/mniej więcej/nie masz dzieci które kiedyś ci pomogą/lub nie/ i w zaistniałej sytuacji powinnaś myśleć o sobie /tak jak robi to mąż/Piszesz o sprzedaży mieszkania,masz zaufanie że pieniądze zostaną przeznaczone na wasze nowe lokum.Powiedzmy że tak będzie/?/a mąż za pół roku definitywnie odejdzie-dasz sobie radę z rachunkami za duże mieszkanie skoro teraz potrzebujesz finansowego wsparcia.Czy gdybyś /teoretycznie/miała zostać sama nie lepiej to mieszkanie zamienić na takie które będzie odpowiadało wielkością tobie a resztę przeznaczyć np na rachunki?Twój przyjaciel wpędził cię w depresje/i tu też powinnaś zadbać o siebie/ciągłe kłótnie świadczą o tym że się nie dogadujecie no to jak walczysz o małżeństwo????Czekanie na wyrok to nie walka.Napisałam żebyś się z nimi spotkała bo należysz do kobiet które po ślubie oddają się do adopcji .Konkretna rozmowa bez ściemniania może się odbyć tylko w trójkę szczególnie że już nawiązałaś kontakt z kochanką.Niby chcesz walczyć o małżeństwo ale z kim?jak?jeżeli nie potrafisz zawalczyć o siebie.
wiem, że jako mąż się nie sprawdził, ale mówię że jako przyjaciel tak, zostawi mi wszystko, konto, mieszkanie, auto itd...wszystko jest na mnie.
wszystko jest na Ciebie? Cy macie rozdzielność majątkową ustaloną notarialnie? Jeżeli nie wszystko jest wspólne.
Jeżeli macie rozdzielność- zostaniesz z tymi rzeczami, natomiast musisz się zastanowić cy będzie Cię stać na samodzielne utrzymanie samochodu, mieszkania. Jeżeli którakolwiek z tych rzeczy jest na kredyt, musisz liczyć się z koniecznością samodzielnego spłacania rat kredytowych.
Myślę również o takim scenariuszu: sprzedajecie wasze wspólne mieszkanie, mąż zgania swoja połowę pieniędzy i podąża do kochanki. Może właśnie na to czeka...
Komentarz doklejony:
A u mnie dalej źle, dalej się kłócimy przez tel itp...myślałam że zaczniemy wszystko od nowa. A tu tak samo, mąż złośliwy, prowokuje kłótnie, ja ciągle zadręczam się tym wszystkim, więc jak ma być dobrze. O co tu chodzi, czemu tak jest??Powiedzcie...Widze, że jest wściekły, że rozmawiałam z tą jego kochanką, bo teraz tak wywnioskowałam podczas naszych kłótni ona nie odbiera tel od niego, nie chce mieć kontaktu, bo dowiedziała się wiele rzeczy ode mnie i chyba nie potrzebny jej taki facet-kłamczuch,krętacz, który dawał jej nadzeje,a nic z tego nie wyszło...Jak to wszystko się potoczy?
Komentarz doklejony:
PROSZĘ WAS O POMOC...
Jak wiecie chciałam próbować...Kupiłam ten pendrive i nagrałam męża. I teraz nie wiem czy chciałam to usłyszeć. Wczoraj ten mój świat runął,cały!odsłuchałam rozmowę sprzed tygodnia z niedzieli.Jak tylko wyjechał z domu zadzonił do...kochanki. Myślałam że to zakończył-tak mówił, a tu usłyszałam, że ją kocha, był milusiński, nawet maja swoje plany kupują sypialnie do jej domu. ICH sypialnię, w której maja spać za 2-3tyg...Rozumiecie. Przyjeżdża do domu, jest kochający, śpimy ze sobą, a on snuje plany, że za 2-3tyg będzie mieszkał u niej. Pytał czy będzie dobrze,upewniał się co do jej miłości, mówił, że ON odłożył na tę sypialnię i kupi ją. a konto mamy wspólne, nie ma możliwości mieć innych pieniędzy, więc pewnie kłamał, nie wiem,,,albo oszukiwał, składał, nie wiem...To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg!Nie mogę dojść do siebie. Jestem oszołomiona, w szoku, jak zbity pies, jak szmata. Powiedziałam mu to że go nagrałam co słyszałam przez tel, bo dop w domu będzie w niedziele. Wyparł się, potem powiedział,że to nie prawda, ale bał się już mówić cokolwiek złego na jej temat, bym może go nie nagrała. Powiedział że faceci to .uje i nic mi nie ma do powiedzenia. A ja siedzę patrzę w sufit i mam ochotę wziąć garść tabl na sennych by dalej tego nie przezywać. Jestem załamana. Bo inaczej coś podejrzewać, gdybać a inaczej usłyszeć co tak naprawdę on myśli. Boli jak diabli. Mam b chorą mamę, umiera na moich oczach...Nie poradzę sobie z tym wszystkim, on mi pomaga w weekend, wspiera, nie chce żeby teraz odchodził, ale jak się zachować?jak teraz powiem nie odchodź straci do mnie resztę szacunku, a ja nie jestem gotowa na jego odejście, wolę umrzeć...