| goya1421 | 18. Czerwiec |
| dziusia | 18. Czerwiec |
| Tomaszek_65 | 18. Czerwiec |
| marcin7791 | 18. Czerwiec |
| dogerek | 18. Czerwiec |
Aga104 | ![]() |
#
poczciwy | 01:08:42 |
NieOddycham | 03:39:46 |
Crusoe | 04:11:46 |
loqs | 12:03:38 |

Na wstępie coś o mnie. Jestem zonaty od 20 lat, ma dwóch synów w tym jeden 14 lat z porażeniem mózgowym, padaczka, niedorozwój umysłowy. Materialnie i mentalnie dajemy sobie radę ... tylko że moi rodzice przekazali darowizna (13 lat temu) mieszkanie, w którym mieszkamy na to moje niepełnosprawne dziecko. I jeszcze cos - w 2006 roku zona mi powidziała, że ten syn nie jest moj, tylko jednego gościa z którym miała romans przez pare lat.
A tym roku: Moja żona (44 lata) zakochała się z wzajemnościa w 16 lat młodszym facecie.
To trwa podobno od lipca. Miesiąc temu powiedziała mi o tym, impulsywnie zaproponowałem że albo z nim zerwie albo rozwód. Poszła na rozmowę z nim i po rozmowie powiedziała, że rozwodu nie będzie. Ryczała dwa dni ale po paru dniach stwierdziła, że nie da rady, że to jest cudowna miłośc, cudowny seks itd Powiedziała też, że wie że ten związek (z tym chłopakiem) nie ma szans, że biologia itd i zeby dać jej czas i nie naciskac - dałem (czuje jednak z tym fatalnie i boję sie, że ona to wykorzystuje, żeby ten związek ciągnąć jak najdłużej), nie wytrzymuję jednak czasami. Czuję sie jak śmieć miotający się w klatce. Byłem u psychoterapeutki i z zona i sam. Powiedziała żebym się jej nie czepiał a najlepiej pozwolił jej na kontakty z tym facetem (sic!), że to hormony, chemia i w chwili obecnej mam się zając soba (tak ). Nie wiem kompletnie co mam robić ? Z domu nie wyrzucę (bo mieszkanie na chore dziecko), sam nie mam jeszcze siły żeby odejsc (kocham to dziecko) Jak się zachowywac w domu, co robic, czy liczyc że jej przejdzie i zycie sie jakoś ułozy czy też zupełnie cos innego. Pomózcie !
Cytat
Cytat
Szyszak4, Twoja żona jest walnięta, Twoja psychoterapeutka jest walnięta, Twój (?) syn jest chory, więc cała nadzieja w Tobie i Twoim zdrowym rozsądku.
Jeśli zdrajca jest tak związany z nowym partnerem, że nie jest w stanie go opuścić (mimo świadomości braku wspólnej z nim przyszłości), to pozamiatane.
Dawanie wyboru, czasu na zastanowienie, oczekiwanie na decyzję nic nie da plus jest dla Ciebie poniżające. Co, ona przez ten czas ma zrobić sobie dwie kolumny "za" i "przeciw" dla każdego z was? Jej serce lub hormony już wybrały. Tym bardziej, że chciała go zostawić, a jednak nie może. Więc nad czym się zastanawiać, czekać aż im się "wypali"? Co byś zresztą miał przez ten czas oczekiwania robić. Patrzeć, jak się do niego wybiera, przygotowuje, jak nie ma jej nocami lub weekendami? Wyobrażać sobie, co robią? Wytrzymałbyś to?
Mieszkanie zapisane na dziecko nie ma nic wspólnego z wyrzuceniem jej z domu. Miejscem zamieszkania dziecka nie musi być miejsce zamieszkania matki. I dasz chyba radę samodzielnie opiekować się niepełnosprawnym synem.
pozdrawiam
Walczyłam, przekonywałam, że też potrafię być idealna. Wszystko na nic. On miał na nosie różowe okularki i to przez nie patrzył na swoją lubą.
Podobnie jest w przypadku Twojej żonki.
Przygnieciona problemami dnia codziennego, rutyna, itd.
Teraz dopiero ona czuje, że żyje. Ale to nie potrwa długo. Różowe okularki spadną - w końcu każdy ma wady. Poza tym można pomóc jej w przejrzeniu na oczy. Zainspirować takie działanie kochanka, które spowoduje pokazanie Twojej żonie jego wad.
Pytanie tylko, czego Ty tak naprawdę oczekujesz? Czy chcesz próbować ratować małżeństwo? Czy będziesz w stanie żyć z kimś, kto Cię w tak okrutny sposób potraktował w przeszłości - dawny romans żonki? I nadal tak samo mało empatycznie traktuje.
Może czas najwyższy pokazać królewnie, że Ty dalej nie będziesz tego znosił.
Odnoszę wrażenie, że zbyt łatwo przeszedłeś do porządku dziennego po zdradzie kilka lat temu. Teraz jest recydywa. A niby dlaczego ma nie romansować skoro małżonek taki tolerancyjny? I jeśli nadal chcesz z nią być, to ona musi zrozumieć, że koniec zabawy.
Najlepszy sposób: walizki pakujesz, zawozisz za jej plecami do kochanka i ze stoickim spokojem oświadczasz mu, że odtąd ona u niego mieszka. Dodatkowo informujesz tego pana, że będą odwiedzali ją wasi synowi, w tym jeden niepełnosprawny. Powiedz mu, że będzie musiał się przygotować do pomocy w opiece nad Waszym dzieckiem . Zapytaj go, jak zamierza się do tego przygotować
Myślę, że mina tego pana po takim tekście będzie bezcenna.
Widzisz, co innego mieć wymuskaną kobitkę, bez problemów dnia codziennego raz na jakiś czas a co innego żyć na co dzień z osobą, którą będzie trzeba zawsze dzielić się z niepełnosprawnym dzieckiem.
trzymaj się
I podobne stwierdzenie w stylu że potrzebuje przestrzeni i inne pierdoły. Mój psychiatra napisał jasno możecie być partnerami co nie znaczy że możecie być małżeństwem i odwrotnie możecie być małżeństwem ale nie potraficie być partnerami.
Cytat
Nie będzie?? A co ona ma do gadania. Nie rozumiem stawia tobie warunki na powinno być odwrotnie. Zbierz szybko dowody, nagraj jej rozmowy, strzel foty jak bryluje z gnojem. W sumie możesz jeszcze raz z nią pójść do konowała (i oczywiście nagrać rozmowę). I strzelasz pozwem zobaczysz jak szybko minie cudowna miłość i sex.
Jak długo zamierzasz dawać się poniżać. Jedno to wiedzieć o zdradzie ale udawać miśka zbierając dowody, żyć świadomie w trójkącie po hormony jej buzują? Nie rozumiem, zacznij działać i pomyśl o sobie. Wykończysz się wiem jak było u mnie tyle że zona nie wiedział że wiem. Gdy rozpętałem rozgrywką znałem już jej wynik. Nie przewidziałem jednego - że pani odkocha się w kilka godzin.
Pomyśl o testach DNA. Nie wierzył bym w żadne jej słowo. Jeżeli to "recydywistka" po co chcesz w to brnąć dalej. Raz można tłumaczyć miłość, przywiązanie, dwa to o jeden za dużo. Chyba że lubisz cierpieć. Załóżmy że żona zerwie kontakty chemia minie lub doopcinger się znudzi (najbardziej prawdopodobne). Bedziesz czekał na następny skok hormonów?
Podchodzisz na miękko a to nigdy nie daje efektu.
Czas uświadomić żonie - kto sieje wiatr zbiera burze.
Ludzie często chcą uciec w inny świat i uciekają, bo nie wytrzymują dnia codziennego;
Odkochać ją można w parę godzin, bo samo tak szybko nie przejdzie, ale co dalej ?
Wasze relacje pewnie od lat są nieciekawe?
Niestety ustalenie ojcostwa Cię nie ominie.
Twoi rodzice przekazali darowiznę, bo myśleli, że to Twój syn;
Czemu nie na Ciebie ?
Teraz sie okazało, że to nie Twoja kobieta, nie Twoje mieszkanie i pewnie nie Twój syn.
Mam wrażenie, że zaczął Ci się nowy rodział w życiu, mimo, że go nie chciałeś;
Cokolwiek nie zrobisz będzie lepsze od tego co jest.
Cytat
Chyba miała rację. Zbierz dowody, zakończ to i zajmij się sobą, nawet jak Ci się odkocha w kilka godzin.
Jeśli to rzeczywiście to nie twój syn to chyba postarałeś sie o alimenty od kochasia qurewny. Czy tylko sobie pobzykał a Ty to wszystko utrzymujesz.
Chodz tak się zastanawiam..jak bardzo marzą wszystkie qurewny żeby mieć takiego męża. Bzykac się i nie umierać.
cokolwoiek zrobisz pamietaj-od tej pory ty tym burdelem dowodzisz.
ona ma kur...ką naturę, tego nie zmienisz, zdradzała Ciebie kilka lat, ma z tego romansu dziecko, teraz znowu Ciebie zdradza a Ty to wszystko tolerujesz i chodzisz do debila zwanego psychoterapeutą który zamiast pomóc doradza pozwalać na zabawy żony z kochasiem? no proszę Ciebie, człowieku kopnij ją w tyłek, bierz rozwód i niech ona się w końcu obudzi, ale już jako wolna kobieta a nie że będzie Tobie tylko dzieciaki znosiła ze związków z innymi facetami.
Domykanie przez nią drzwi będzie trwało dopóki ona nie znudzi się gachowi....
Gadanie nic nie pomoże tylko mocny strzał może ją odkochać tylko co dalej?
Jedyne co Ci teraz pozostaje to zebrać odpowiednie dowody i złożyć pozew.
Tu nie ma rozwiązań pośrednich, chciałeś wybaczyć ok. tylko ona powinna to wykorzystać w 100% na przekonanie Ciebie że na szanse zasługuje...
Chce się z nim kontaktować w jakikolwiek sposób to niech spada z Twojego życia...
Komentarz doklejony:
A, betrayed40 - wypraszam sobie, mój a raczej nasz pseudoterapeuta miał tytuł doktora.....:brawo
Pozostaje kwestia mieszkania, opieki nad synem, orzeczenia rozwodu, alimentów etc. Nikt lepiej Ci nie doradzi niż prawnik.
Zastanów się, czego chcesz, zrób pierwszy krok, a potem realizuj kolejne. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje, nikt nie zadecyduje, nikt nic nie zrobi. To, co jutro miał będziesz, będzie teraz już tylko Twoim wyborem.
Cytat
Komentarz naszego mentora - "to byłby dobry pomysł" :niemoc
Komentarz doklejony:
Poprawiam komentarz - "TO NIE BYŁBY DOBRY POMYSŁ:niemoc"
Komentarz doklejony:
Prawda jest tak że osobie odurzonej emocjonalnie i nabuzowanej hormonami żadne tłumaczenie nic nie pomoże.
Oni wszystko co dopływa do nich z zewnątrz interpretują na swoją korzyść... tylko tak jak w danej chwili czują.
Jedyne z tego pocieszenie że z czasem się w tym zatracają i popełniają błędy...
Cytat
Gdybym ja dostała taką radę, odczytałabym ją: "zostaw i zacznij żyć dla siebie, szkoda czasu, bo rokowania złe - pacjent na odstrzał"
P.S. Waka, pozyczylam twoj okreslnik, chyba wchodzi pomalu do slownika
Masz jakiś pomysł w TEJ konkretnej sytuacji autora?
Wywal ją z życia, ona jest pasożytem.
Cytat
Więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Paso%C5%...BCytnictwo
Moj pomysl - ta cala sytuacja jest chora, jak mozna byc takim wyrafinowanym? mam dokladnie takie samo zdanie jak ty. Dokladnie tak - zacznij zyc dla siebie, zostaw ja. Zle rokowania. Rak.
Cytat
Wielu z nas całą swoją uwagę w swoim życiu skierowało na potrzeby partnera. Zapominając o sobie, swoim hobby, pasje z młodości to wszystko gdzieś znikło. Dom, rodzina, zarabianie na życie itp to wszystko zaprzątnęło na głowę. No i oczywiście partner najważniejszy.
A my ?
My na szarym końcu. Wyrozumiali, cierpliwi za pewne nieraz odpuszczający drobne zniewagi czy też złe zachowania partnera względem nas samych.
Zająć się sobą. Zobaczyć wreszcie siebie, zapytać się co ja miałam/am z tego związku. Kim w nim byłam. Zadbać o siebie, swój ubiór, fryzurę. Znaleźć wreszcie czas na swoje drobne, wielkie przyjemności. I wreszcie nie pozwalać sobie na brak szacunku ze strony partnerów, szefów w pracy, znajomych i innych ludzi.
Czyż to nie jest wreszcie czas dla nas. Jest !
Pusc zone wolno autorze watku z zaznaczeniem jednego aspektu:
To droga w jedna strone i powrotu z niej juz nie bedzie
Cytat
?
Bo ja w dowolnym tłumaczeniu : róbta co chceta, mam was gdzieś drodzy pacjenci, poza waszym honorarium.
Tiaa.
Cytat
Nie sądzę że tylko JakichWiele, to jest sugestia która głównie towarzyszy na tym forum.
Wywal ją z życia, ona jest pasożytem." - No dobra, rozumiem to gdy po pomoc zwraca się jedna strona (poszkodowana), ale gdy na wizytę przychodzi oboje małżonków???
Nie gówniarzy tylko ludzi którzy przez ileś lat budowali wspólnie swój dorobek, mają dzieci, nie wspominając o zobowiązaniach lub interesach....
Przecież jeśli do profesjonalisty przychodzi para, to nie może on zakładać że strona niewierna została przyciągnięta na powrozie.... Powinno istnieć jakieś domniemanie dobrej woli z obu stron.
Gdy idziemy do ortopedy ze złamaną nogą to jej się nie odcina.... tylko składa...
Nasz master powiedział nam po wysłuchaniu naszej (zgodnej) wersji zdarzeń że będzie ok. że nie jesteśmy dla niego żadnym wyjątkiem i skoro Tu jesteśmy to jest chęć walki o związek i wszystko powinno się ułożyć.
A na następnym spotkaniu to tak nam doradził że moja momentalnie poszła w tango....
Co ciekawe rozmawiałem potem o tej terapii ze swoim psychiatrą i jeszcze innym psychologiem i stwierdzili że była ona co najmniej kontrowersyjna....
Cytat
I pewnie istnieje, ale jesli doświadczenie i przekaz, którego my mozemy nie dostrzegać mówi co innego?
Cytat
Ze strony terapeuty jest to berdzo sprytne podejście. No bo żeczywiście taka postawa pomaga lepiej poradzić sobie ze zdradą w przypadku rozstania, z drugiej strony u Ciebie numlock wywołało to bunt i doprowadziło do bardziej radykalnej postawy wobec żony, o ile pamiętam. Tak czy siak przynisło to pozytywny skutek. Więc może Pany Doktory nie sa takimi głąbami, tylko nie zawsze intencje pokrywaja sie z ich odbiorem. A moze rzeczywiscie są głąbami i to tylko przypadek?
Mam pytanie Szyszak - czy Tobie inne kobiety się nie podobają? Może warto się rozejrzeć dookoła? I nie mówię tu o zemście, tylko raczej o funkcji terapeuteczynej. Na pewno małżomka nie będzie miała nic przeciwko, a podbudujesz swoje ego i psyche. Oczywiście jest ryzyko że... się zakochasz, ale czy to takie niebezpieczne w tej sytuacji?
A osobom w podobnej do nas sytuacji trudno się dziwić że gdy im zależy to szukają pomocy. Nie wszyscy trafiają tutaj, lub mają zdolność do twardego zmierzenia się ze swoim porożem....
Cytat
To tak jak we wszystkim , co w swoim założeniu powinno być oparte na partnerstwie i tu w tej terapii winna być respektowana zasada dążenia do równości. Ja już pominę aspekt , że terapeutka ( jeżeli faktycznie informację zawarła w formie podanej przez Szyszaka4 ) nie uszanowała nawet w elementarnym stopniu jego jako człowieka , a tym bardziej jako głęboko cierpiącego człowieka.
Ale, wracając do wspomnianej przeze mnie zasady dążenia do równości ... Szyszaka obciążyła zadaniami , a więc i odpowiedzialnością za ich wykonanie , natomiast z jego żony zdjęła jakąkolwiek odpowiedzialność usprawiedliwiając to w najgłupszy z możliwych w tym przypadku sposób ( hormony i chemia) . Dla porządku przypominam , że w/g pani terapeutki żona nie ma do wykonania nic , bo chyba trudno określić mianem zadania dalsze poddawanie i oddawanie się swoim chuciom i chciejstwu .
Jaką współpracę między Szyszakiem i jego żoną tego typu poradnictwo miało zapoczątkować ?
na co ten czas jest Wam potrzebny ?
Jej jest potrzebny po to, żeby mając zapewnione "tyłu" ( dom, finanse, opiekę nad dziećmi) mieć wolną rękę w zażywaniu przyjemności z młodym chłopcem. Jest świadoma faktu, że ich związek nie ma szans na przetrwanie dłuższego czasu.
To rozumiem.
Ale po co Tobie ten czas ????
Chcesz tracić najbliższe dwa, trzy może ciut więcej lat na zadręczanie się, odchodzenie od zmysłów ?
Albo zwariujesz, albo co końca stracisz szacunek dla samego siebie.
Opiekujesz się dzieckiem żony, które przyniosła Ci do wychowania jako efekt jej kilkuletniego romansu.
Piekne. Szczególnie, że jest to dziecko wymagające ciągłej opieki, praktycznie dożywotnio.
Ale gdzie nastąpiło rozliczenie się z żoną ?
Jakoś nie opisałeś kroków które podjąłeś po dowiedzeniu się prawdy o jej zdradzie (kilkuletniej !).
Teraz, masz powtórkę - to efekt, braku rozliczenia poprzedniej zdrady.
Teraz - dasz czas, załóżmy, że przeżyjesz i ciągle ukradkiem będziesz znosił widok swojego odbicia w lustrze.
Myślisz, że na tym się skończy ?
Nie.
Znajdzie sobie kolejnego kochanka, następną wielką miłośc.
Być może w wieku zbliżonym do niej, co będzie dawało szansę na trwalszy związek.
I zostaniesz sam.
Ze swoim synem, z jej synem na wychowaniu, a ona będzie korzystała z kolejnej porcji czasu.
Pytanie, kiedy nastanie Twój czas.
Czas w którym to Ty będziesz cieszył się z zycia, a żona zajmnie się sprawami przyziemnymi.
Idealnie byłoby, gdyby to była żona która ciszyłaby się razem z Tobą z codzienności wspólnego przebywania, bez potrzeby odrębnego czasu dla siebie.
Dasz sobie taką szansę ??
Jeżeli, jednak dalej upierasz się przy potakiwaniu żądaniom żony, potulnie zgadzasz się na to by inni faceci chodzili Ci po do łózku w butach...
to może przez ten czas, który jej dasz, przynajmniej będzie Ci wypłacała cotygodniowe kieszonkowe na panienki....
Spytałeś się ? Zgodzi się ?
Na terapii nikt nie powie,co zrobić,jak żyć,zadaje się tylko pytania,na które samemu trzeba poszukać odpowiedzi,zajrzeć bardzo głęboko w siebie,tak daleko,że widzi się moment spiknięcia plemnika z jajeczkiem..
I terapia wymaga ogromu pracy,przede wszystkim od siebie samego...
Bo o tym jak chcemy dalej żyć,decydujemy sami,nawet jak idziemy ku zagładzie,to też u podstaw tkwi decyzja jednostki...
Dopóki zdradzany pozwala ,żeby zdrajca miła jakikolwiek wpływ na jego życie,jest bez szans.Poczucie winy,wybory ze względu na wszystko inne itd..Manipulacja.
Chcemy żyć po swojemu,dając sobie prawo do błedów???
Pewnie,wszyscy chcemy.Tylko każdy sam musi sobie poszukac drogi do takiego życia....