

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
Julianaempat... | 00:26:38 |
Edek_2 | 00:26:45 |
Rognar | 00:36:05 |
jacksparrow | 01:53:08 |
soighlah | 02:10:16 |

Byliśmy ze sobą 15 lat... 7 lat przed ślubem i 8 lat po... Ale od początku...
To był jak grom z jasnego nieba.. Kiedy ją zobaczyłem od razu wiedziałem że będzie
moją żoną... Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, świat pędził jak oszalały...Potem studia i ślub.... Wspólna budowa domu... praca... Brakowało nam tylko dzieci. Chociaż bardzo się staraliśmy po prostu nie wychodziło... Jednak nasza miłość była na tyle wielka że unieśliśmy to na własnych barkach. Zdecydowaliśmy się w końcu na adopcję... Ukończyliśmy odpowiednie kursy, szkolenia, badania i powiedziano nam że po 3, 4 latach pojawią się dzieci. Zadzwonili po 3 miesiącach, że jest super rodzeństwo 3 i 4 latka (chłopak i dziewczynka). Pierwsze spotkania..od razu zaiskrzyło. Po miesiącu od pierwszego kontaktu zamieszkały u nas... To było 4 miesiące temu.... Byliśmy przeszczęśliwi, myślałem że mam już wszystko czego można chcieć... Po dwóch miesiącach zaczęło się coś dziwnego dziać... Nagle moja cudowna kochająca żona zaczęła się dziwnie zachowywać... Jakieś tajne smsy chodzenie cały czas z telefonem... Pytałem co się dzieje... A ona mi mówi, że nic po prostu utrzymuje kontakt z znajomymi, ponieważ była na macierzyńskim starałem się to zrozumieć.. Może faktycznie brak jej kontaktu z koleżankami... Czas płynął a żona zaczęła zachowywać się jeszcze dziwniej..zaczęła być złośliwa... atakowała mnie na każdym kroku . Po prostu nie jak moja Ania... Nie mogłem się nadziwić co się jej stało....Może jakaś depresja poadopcyjna? W końcu nie wytrzymałem i wprost zapytałem sie jej czy ma kogoś?? Odpowiedziała że nie... Nie uwierzyłem... Postanowiłem walczyć o nią... I tak byłem wspaniałym mężem, który zawsze o nią dbał i dawał z siebie 120 procent, to zacząłem dawać 1000 procent. Ale efekt był zupełnie odwrotny.. Atakowała mnie już na każdym kroku, nawet dla dzieci stałą się agresywna w końcu stwierdziła ze mnie nie kocha jako partnera, że mnie po prostu już nie lubi....Odeszła do mojego przyjaciela tydzień temu, zostawiając mnie z dziećmi. Zostawiła tylko list w którym stwierdziła, ze już mnie nie kocha i kocha innego, że to wszystko moja wina, że zabiłem jej wszystkie uczucia... że nie chce się ze mną zestarzeć... Po za tym napisała, że będzie chciała wrócić po dzieci, żeby zapewnić im lepszą przyszłość (żona wyjechała do Anglii). Wczoraj zadzwoniła aby ustalić kiedy do niej dzieci pojadą. Powiedziałem, że ich jej nie oddam, ze zostaną w Polsce... Wściekła się, stwierdziła, ze w takim wypadku spotkamy się w sądzie... Czy ten świat nie jest popieprzony?? Jeszcze 3 miesiące temu byłem najszczęśliwszym facetem na świecie..a teraz mogę stracić wszystko... Będę walczył o dzieci... żonę przegrałem ale może wygram dzieci.
Pisz, może się okazać, że dasz walczącym o opiekę nad dziećmi panom światełko nadziei
Widać, że poradziłeś sobie z emocjami po perfidii zony.
Jeszcze lepiej, ze odgadłeś jej kolejne oszustwo, próbę "terapii".
Wróciła do muminka, bo zorientowała się, ze na jej gierki nikt juz nie zwraca uwagi.
O ile pierwszy wypad za granicę, mogła by jakoś tłumaczy,c przed sądem ( wyjazd do "pracy" ), o tyle powtórka zupełnie ją pogrzebała w batalii o dzieci.
Pozostało Ci tylko ściągać z niej ...alimenty
Pozdrawiam
Komentarz doklejony:
No i w końcu zapadł wyrok...
1. Rozwód z winy ex
2. Wykonanie władzy rodzicielskiej dla ojca
3. Alimenty po 1000 zł na dziecko.
Pewnie będzie jeszcze apelacja, ale liczę na to że Sąd drugiej instancji podtrzyma wyrok.
Także panowie jest jeszcze trochę sprawiedliwości na tym świecie. Walczcie o swoje dzieci.