Kakua | ![]() |
Julianaempat... | 00:21:21 |
Krz 78 | 01:02:12 |
NieOddycham | 01:22:56 |
DanielInfug | 05:13:31 |
Chce tylko podzielić się przeżyciem jakiego niedawno doświadczyłem. Otóż po dwudziestu pięciu latach małżeństwa dowiedziałem się, że żona zdradziła mnie gdy byliśmy młodym małżeństwem (2-3 lata po ślubie) Pomimo tego że to już historia mnie boli to jakby zdarzyłoby się to wczoraj, w głowie mam mętlik. Staram się o tym zapomnieć ale się nie da, wyobraźnia płata mi figla, widzę to oczyma wyobraźni tzn wyświetlam w głowie wymyślone obrazy, ech dziwna to sytuacja...
To forum służy wsparciem dla osób takich jak Ty. Napisz coś więcej o sobie i o swojej historii a postaramy się jakoś pomóc.
W jaki sposob wypłynęła zdrada? Żona sama się przyznała, czy w innych okolicznościach się dowiedziałeś? To była jednorazowa przygoda czy dłuższy romans?
Waka
>>>>to co dasz sobie w zamian?<<<<<
Bez pytania, zbędnych tłumaczeń i ograniczenia czasowego moze sobie wyskoczyć np. na ryby
Ona - zrobiła skok w bok, potem żałowała i bała się Ciebie stracić, Ty - nie pogodziłbyś się z tym faktem.
Gdyby Ci powiedziała wtedy, to nie przeżylibyście tylu może całkiem dobrych lat, dochowalibyście się dzieci, wnuków.,,,
Jeden głupi błąd który .... ?
Ale to Ty jesteś od tego żeby ocenić czy taki scenariusz ma racje bytu.
Proszę się jednak zastanowić bo sytuacja naprwdę nie jest do pozazdroszczenia
Wystarczy się zastanowić kim jesteśmy Co stanowi o naszej spójności jako osób To jest nasze życie, nasze wspomnienia Nasza osobowość to oczywiście poza danym nam od losu czy rodziców aparatem genetycznym to to co przeżyliśmy A co się stanie jeżeli juz po przejściu kawałka życia stajemy nagle przed następującą perspektywą Wszystko co pamiętamy to kłamstwo Ten wspólny wieczór z zachodem słońca to kłamstwo Ta miłość to kłamstwo. Te dzieci to może tez kłamstwo bo wszystko co pamiętamy z ostatnich 20 lat przestaje byc naszym życiem a staje sie jakim matriksem gdzie widzieliśmy tylko lukier i pozłotkę którą nam serwowano.
Przed takim problemem staną autor wątku Czy to życie które pamięta które jest nim to prawda czy tylko manipulacja I WŁAŚCIWE NIE PRZEŻYŁ NIC NA PRAWDĘ
TO JEST BARDZO POWAŻNY PROBLEM Myślę ze może być trudniejszy do przejścia i rozwiązania niz te burze hormonów i naruszone ego którymi sie tu z upodobaniem zajmujecie
Howg
Czy od żony. czy rozmawialiscie o tym?
Czy od osoby trzeciej. Czy zweryfikowałęs fakty? czy masz pewnośc że takie zdarzenie, w takiej oprawie o jakiej usłyszaleś się wydarzyły?
Milord
Mój post kierowałem nie do Sztyleta, ale do komentujących jego wypowiedź Chciałem zwrócić uwagę ze choć jego sytuacja jest inna niz standard tu opisywany to tez ma swoją głębie przeżycia. Odniosłem wrażenie że to ciut lekko traktujecie i tyle.
Sztylet
Niezależnie czy coś opiszesz lub nie to sytuacja się nie zmieni Fakty się nie zmieniają natomiast grono osób zgromadzone tutaj ( nie mówię o sobie takim przypadkowym gościu ) być może pozwoli Ci spojrzeć na fakty szerzej Nie zapominaj też o terapeutycznej mocy wywalenia problemu z siebie tym bardziej że tu jesteś anonimowy.
Nie namawiam cie do pisania bowiem to jest tylko Twoja decyzja i zrobisz jak ci serce i rozum podyktuje Nieżalżenie od tego myślę że poradzisz sobie z sytuacją ;-) Powodzenia
Cytat
a jak tak, to ja cofam moje pytania.
Nie, nie będzie takie samo, ale moze te 25 lat jest warte tych kolejnych, aczkolwiek "innych"
Chciałbym przedstawić Ci pewne fakty
Jeżeli człowiek sam rozmyśla nad jakimś problemem często zapętla się. Zatrzymuje. Nie potrafi pójść dalej i krąży wokół kilku myśli. Jest to powszechny efekt i dlatego przy badaniach a szcsególnie przy rozwiązywaniu problemów zalecana jest wymiana mysli. Takie r0;rozmowyr1; czy to bezpośrednio, czy pisemnie mają kilka aspektów
Często myślimy emocjami a nie logiką Chcąc przedstawić to co myslimy najpierw sami musimy to sprecyzować uporzadkować . Ubrać precyzyjnie w słowa. Takie porzadkowanie tego co myślimy
Drugim aspektem jest poddanie naszych mysli pod osąd kogoś innego kto stojacy trochę z boku i niezaangażowany emocjonalnie potrafi wytknąć nam nasze błędy, nieścisłości i przekłamania.
To nie dotyczy tylko emocji takich jak Twoje ale stosowane jest powszechnie w najróżniejszych problemach od emocjonalnych do naukowych czy projektowych To działa
Dlatego radzę abyś spróbował tak postąpić Biorąc pod uwagę wrażliwość spraw które Cię dotyczą sam musisz wybrać dyskutantów /dyskutanta oraz formę wymiany myśli
Sam mam do Ciebie jeżeli pozwolisz tylko jedno pytanie.
Podobno po 25 latach dobrego małżeństwa dowiedziałeś się, że żona zdradziła Cię ponad 20 lat temu. Skąd taka wiadomość i pewność, że jest prawdziwa. Minęło prawie ćwierć wieku. Ślady materialne nawet jeżeli coś się wydarzyło zaginęły w czasie i przestrzeni. Świadkowie i r0;Życzliwir1; potrafią kłamać nawet bezpośrednio po wydarzeniu a co dopiero po takim czasie. Zresztą jest powiedzenie prawnicze r0;kłamie jak naoczny świadekr1;. Przeżyłeś ze swoją żoną 25 lat Znacie się jak stare konie i chyba potrafisz ocenić czy w ogóle potrafiła by odwalić taki numer i ocenić wiarygodność dowodów na zdradę
Pozdrawiam StaryZgred
Czy to pewne, że po tej wpadce 20 lat temu małżonka przez kolejne lata była "grzeczna"? Jeżeli to prawda, to tak właściwie powinieneś się cieszyć. Małżonka, mimo że zasmakowała "zakazanego owocu" wybrała Ciebie. Zrobiła to z własnej woli. Wygrałeś z konkurencją nie wiedząc nawet, że ją masz. Zazdroszczę Ci. Zdecydowana większość odwiedzających ten portal przyłapało swoje połówki na mniej lub bardziej gorącym uczynku. W takim wypadku, gdy zostaje się razem jest niestety obawa przed "powtórką". Po czymś takim nawet jeżeli zdradzacz stara się być najlepszym małżonkiem pod słońcem, to niestety pozostaje bez odpowiedzi pytanie o motywację. Czy wybiera mnie z miłości (cokolwiek by to nie znaczyło), czy strachu przed kolejnym przyłapaniem, z obawy przed utratą bezpieczeństwa i stabilności życiowej, ze względu na dzieci czy innego jeszcze powodu? Ty jesteś mniej lub bardziej wolny od takich dylematów. Zazdroszczę Ci.
Jak prawie każdy z nas miałeś poczucie, że twoje małżeństwo jest wyjątkowe i wolne od tego g., które widzi się wszędzie wokół. Nagle ktoś Ci popsuł ten ładnie namalowany obrazek. Odczuwasz z tego powodu rodzaj straty, ale to z czasem przejdzie. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie najgorzej było chyba z utratą wiary w ludzi. Jeżeli najbliższa osoba robi ci coś takiego, to czego możesz spodziewać się od innych? Nie poddawaj się temu. Będzie ok :tak_trzymaj.
Pomimo, że zadałem pytania nie było moim celem wyciąganie cie przed tablice a raczej danie tematu do zastanawiania się. Po Twojej odpowiedzi widzę, że nie mając danych o Tobie i twojej sytuacji strzeliłem kulą w płot Poszedłem po najprawdopodobniejszej dla mnie interpretacji tego co napisałeś.
Pomimo , że twoja sytuacja wydaje mi sie taka mało prawdopodobna, dziwna to az się boję zadawać dalszych pytań żeby znowu nie zostać posądzonym o pociąganie Cię za Język ;-)
Jeżeli się zgodzisz to mogę napisać je na priva
Pozdrawiam i myślę, ze w miarę szybko poukładasz sobie świat wokół Ciebie od nowa.
Jakie znaczenie ma to, że zdrada miała miejsce 25 lat temu? To jest nadal zdrada. Jak ktoś zabił dziecko 25 lat temu ale potem nie robił nic złego, to znaczy, że zrozumiał swój błąd i trzeba mu wybaczyć? Ok, może to nie jest najlepsze porównanie, ale rozumiecie do czego dążę?
Zlosnica Ty tak serio? Widzisz w ogóle logikę w tym co napisałaś? Jak sztylet ma nie patrzeć na to negatywnie, skoro teraz jego dalsze życie skazane będzie na cierpienie? I to w imię czego? Tego, że jego żona dzięki zdradzie zrozumiała jak bardzo go "kocha"? haha
Wiem, że odświeżam post po 5 latach, ale jeśli sztylet nadal jest z tą kobietą to współczuję. I współczuję wszystkim tym, którzy wybaczyli swoim partnerom, bo jest mi trudno uwierzyć, że takie coś przestanie boleć.
Niestety, moja sytuacja jest podobna jak Sztyleta, z tym, że moja zdradziła mnie przed ślubem po 5 latach "chodzenia" i w zasadzie narzeczeństwa.
Dowiedziałem się rok temu, dowody zdobyłem w tym.
Niestety masz rację, to, że zdarzyło się to 21 lat temu nie ma żadnego znaczenia, pomimo tego, że "wybrała" mnie. Ryje mi to psychikę a jej psychikę ryję ja. Fajnie byłoby mieć w głowie "reset do ustawień fabrycznych" i po prostu nie pamiętać. Niestety, nic na to nie poradzimy, że takie sprawy się się dzieją w związkach. Jedni, mają szczęście tego nie doznać, inni niestety nie. C'est la vie jak mówią Francuzi.
Nie wiem, czy fajnie byłoby mieć taki "reset", po prostu żyłbyś wtedy bez świadomości krzywdy jaką wyrządziła Ci druga osoba, jak w iluzji. Wiedza zawsze jest lepsza od niewiedzy (przynajmniej według mnie) bo wtedy wiesz po czym stąpasz. Bardzo Ci współczuję i mam nadzieję, że Twoje życie się ułoży, ale na pewno nie z żoną.
Czytam teraz Twój wątek o zdradzie i serio - dlaczego te kobiety bronią Twojej żony i ją usprawiedliwiają? Dżizas, to jest straszne.
My faceci jestesmy po prostu mocno zafiksowani na punkcie tego, ze ktos kiedys dotykal Nasze kobiety. Ten problem i te obrazy to wlasnie wynik tej psychologii meskiej. Nie sa to moje "odkrycia" a Pana Zbigniewa Lwa-Starowicza, najlepszego seksuologa w PL.
Jest jednak tez druga strona medalu, sa dwa typy zdrad: zdrada dla samej zdrady- poplyniecie emocjonalne i fizyczne polaczone z brakiem skruchy badz skrucha "sztuczna". Wtedy czesto Twoja oblubienica wraca do Ciebie bo druga galaź tj. kochanek nie jest dosc mocna aby sie jej "chwycic"(czytaj: kochanek ma ja w d.., chcial tylko zamoczyc) Drugi typ to taki, ze kobieta zdradzila bo faktycznie popelnila blad, zadziałała "chemia" zabladzila i ten blad chce naprawic. Musisz dojsc prawdy z czym miales doczynienia i jakie byly pobudki zony. Jezeli to typ drugi, mysle, ze mozesz "odpuscic", uwolnic sie od tego. Po tak dlugim czasie od tej sytuacji, to by bylo jakies rozwiazanie.
Ostatnia kwestie jest tez obecna postawa zony, czy jest u niej skrucha, czy tlumaczy, czy czuje sie winna? Czujesz w niej milosc do siebie i chec naprawy, oddania Ci honoru?
Pozdrawiam
Cytat
Myślę, że tak całkiem być szczęśliwym i wolnym od złych myśli i podejrzeń już NIGDY nie będzie możliwe. No może tylko wtedy, gdy winowajczyni szczerze okaże skruchę i gotowość do naprawy zniszczonego zaufania. Ale takie coś to tylko w tanich romansach.
W moim przypadku generalnie zawaliło się wszystko w ciągu jednego roku. Właśnie likwiduję firmę budowaną z mozołem od 18 lat, z żoną w zasadzie już nie ma związku, egoistyczne dzieci nas nienawidzą, moi rodzice schorowani jeżdżą po szpitalach i wymagają mojej opieki, czeka mnie zarobkowa, samotna emigracja - aż dziw, że jeszcze nie całkiem osiwiałem. Na szczęście poddanie się nie leży w mojej naturze, trochę przypominam Toshiro Mifune przeszywanego setkami strzał w finałowej scenie "Tronu we krwi" :-)
https://www.youtube.com/watch?v=3GvVz...GvVzvoEx4w