Crusoe | 01:03:44 |
Julianaempat... | 01:32:09 |
#
poczciwy | 03:44:46 |
Aga104 | 05:47:09 |
NieOddycham | 09:22:40 |
Witam,
Też się tu znalazłem, chociaż szczerze myślałem że nigdy mnie to nie spotka. To co się wydarzyło, to najgorszy syf jaki mnie w życiu spotkał. Chciałbym rzucić tylko ogólny zarys żeby nie zanudzać, ale pewnie trochę się rozpiszę za co z góry przepraszam. Mam 32 lata, moja była żona jest ode mnie o 5 lat młodsza. Znamy się 10 lat, tyle byliśmy ze sobą razem, z 7 lat wspólnego mieszkania, 3 lata małżeństwa. Rozwiodłem się w maju tego roku ale tak naprawdę od marca nie jesteśmy razem. Nie mamy dzieci, nie mamy wspólnego kredytu etc. Pierwszy raz zdradziła mnie po 3-4 latach, byłem zakochany (nie będę pisał że mocno, bo nie wiem czy istnieje mocniejsze i słabsze zakochanie), coś we mnie pękło ale wybaczyłem jej, to był długi burzliwy proces ale jakoś sobie poradziłem z tym, uwierzyłem jej, wiem teraz że okazałem się prostodusznym bambusem. Ożeniłem się. Na 3 lata małżeństwa przynajmniej połowa to oszustwo (kolega z pracy, rzekoma miłość). Tak jak po pierwszej zdradzie domagałem się tysięcy wyjaśnień itp., tak po drugiej zostałem złamany doszczętnie, już nie obchodziły mnie tak bardzo okoliczności, powody itd. Ale dostałem wytłumaczenie, zakochała się. Kocha i mnie i jego. Nie potrafi być dla mnie na wyłączność, kocha nas obu i nie powiedziała mi wcześniej bo nie potrafiła zrezygnować z którejś z miłości. (wtf?!?) O zdradzie dowiedziałem się przez przypadek, ciekawe ile lat jeszcze bym żył w tym związku (sick!) gdyby nie to. Po długich przemyśleniach wiedziałem że to koniec. Nie będziemy w stanie uratować tego związku, tego małżeństwa. Ona nie walczyła, mówiła że sama nie wie czego chce, że jest pogubiona ale wie że kocha i mnie i jego i tego nie zmieni. Złożyłem wniosek bez orzeczenia o winie tak aby szybko uporać się z tym gównem. Minęło wiele miesięcy, niestety było kilka spraw które trzeba było wyjaśnić, zakończyć itd. Wymagało to niestety kontaktu z nią, ewentualnych spotkań, czego bardo nie chciałem. Ona od początku chciała abyśmy zostali przyjaciółmi (wtf?!?). Czułem że każde spotkanie mnie rozbija, każdy kontakt utrudnia moje poczucie podnoszenia się z kolan. Wiele razy ją ignorowałem (nie odbierałem tel, nie odpisywałem na mejle, esemesy ). Ale ona nie dawała za wygraną, co jakiś czas się odzywała, przypominała o sobie. Ostatnie spotkanie rozje. mnie doszczętnie. Pomijając szczegóły powodu spotkania i całej rozmowy, usłyszałem że ona już wie czego chce i już wie jak jej życie będzie wyglądać. Jest zakochana - jej sympatia z młodzieńczych licealnych lat. Znowu usłyszałem że ona chce się ze mną przyjaźnić, moje wytłumaczenia że taka przyjaźń nie jest mi potrzebna nie skutkowały przez te wszystkie miesiące. Powiedziałem jej że mamy już wszystko wyjaśnione, ale żeby nie dzwoniła i nie pisała do mnie, nie chcę mieć z nią kontaktu, życzę jej jak najlepiej ale nie chcę jej w moim życiu. Nie wiem na jak długo będę miał spokój, zobaczymy. Usłyszałem tylko coś w rodzaju: jak już kogoś pokochałam, to będę kochać go do końca życia (sick!)
Jeśli się komuś niespecjalnie chciało czytać to poniżej sedno mojego wpisu:
1) Jak długo czuliście że jesteście na samym dnie, jesteście rozłamani w pół i ciężko jest wam się podnieść?
2) Jestem sam, miałem jakieś tam różne przygody ale jestem sam i czuję że chcę być sam, muszę się najpierw pozbierać, jak długo powinienem unikać nowego związku, pchania się w coś nowego, bo w sumie mam taką okazję.
3) Jak powinienem podejść do spraw rodzinnych, chodzi o rodzinę z jej strony. Właściwie to unikam wszystkiego co jest z nią związane także i jej rodziny, nie wiem czy właściwie robię ale inaczej nie potrafię, przynajmniej teraz. Jak się zachować żeby źle nie wyjść w ich oczach ?
4) No i co myśleć o tej przyjaźni ?
Ciekawią mnie wasze uwagi, podpowiedzi. Jestem otwarty na dyskusję. Ciekawi mnie też to czy istnieje gdzieś sprawiedliwość, nie będę tego ukrywał, twierdzę że zostałem skrzywdzony, jeszcze bardziej mi trudno wiedząc że jej się wszystko układa i jest szczęśliwa, tzn. nie wiem tego ale tak mi się wydaje, oczywiście nigdy nie zależało mi aby miała być nieszczęśliwa, pisząc to bardziej skupiam się na sobie, w jakiś sposób dostałem mocny cios, głowa zryta, jakoś sobie radzę ale jest średnio. I tak jak w tytule; czy te 10 lat można spisać na stratę?
Ad 2.) Jeśli na razie czujesz, że chcesz być sam to w nic się na siłę nie pchaj ale nie pluj jadem i też na siłę nie unikaj, bo może Ci przejść koło nosa coś bardzo ważnego i pięknego.
Ad 3.) Kaszanka nie kiełbasa, teściowa nie rodzina.
Ad 4.) Przyjaźni ? ... jakiej przyjaźni ? Przyjaźń jest najwyższą formą miłości, więc nawet nie rozumiem tego pytania aby na nie odpowiedzieć.
ad 2 ciągle jestem sama, może do końca zostanę?
ad 3 żona nie rodzina
ad 4 przyjaciel to ten kto cię nigdy nie skrzywdził, ten na kim możesz polegać, ten, którego poznajesz w biedzie, a nie ten który ci wbija nóż w plecy, więc ... przyjaźń ? jaka przyjaźń? z daleka od takiej, im rzadziej widzisz tym mniej myślisz
10 lat spisać na straty? to tylko 10 lat, ja mam 20 lat spisanych na straty albo nie? to połowa mojego życia, tylko połowa , a twojego tylko jedna trzecia, nie jest źle
ad.2 skoro masz okazję, spróbuj nowego związku.Na pewno kontakt z kimś kto Cię wysłucha i zrozumie pomoże Ci dojść do równowagi emocjonalnej. Ale podejdź do tematu ostrożnie.
ad.3 Co do rodziny żony! W ich oczach to Ty jesteś tym złym ,co "zmarnował" życie ich córce. Może nie powiedzą tego wprost, ale to cholerę Ci kontakty z jej rodziną.ONI i tak mają swoją wersję zdarzeń,którą znają od Twojej żony.
ad.4 Czy zawarł byś przyjaźń z osobą,która "zabiła" Cię emocjonalnie?
Nie oszukujmy się, nigdy nie będziesz już taki sam(jak my zresztą też).Chcesz być spowiednikiem swojej byłej żony?
NA PRZYJAŹŃ TRZEBA ZASŁUŻYĆ!
Trzymaj się!
Komentarz doklejony:
Waka
Święte słowa. Na pewno nie ma sprawiedliwosci! I na pewno nie ma sensu na nią czekać! Trzeba samemu zacząć nowe życie,i spróbować zapomnieć o przeszłosci.Człowiek "porządny" funkcjonuje wedle ścisłych ram,dlatego z czasem staje się dla drugiej osoby nudny, przewidywalny,nieatrakcyjny.I trzymając się swoich zasad-przegrywa z osobami bez hamulców i kręgosłupa moralnego.
Moim zdaniem, to ty masz już z górki. Twoja historia pokazuje, że nie warto zadawać się z taką kobietą i trzeba jak najszybciej zakończyć znajomość. Zostaw ją ze swoim szczęściem. I nie zamęczaj się przeszłością. Zdobyłeś kolejne doświadczenie w życiu i jeżeli wyciągniesz wnioski, to Twój kolejny związek będzie tylko lepszy. Znajdziesz sobie kogoś wartego Twoich uczuć.
Waka, Drewno
Ja jednak wierzę w sprawiedliwość. Wierzę, że nie ma zbrodni bez kary. Życie wcześniej czy później odda za wyrządzone krzywdy. W moim przypadku właśnie tak było. Moja żona jakiś czas później miała problemy zdrowotne i zawodowe. Chociaż poważnie myślałem o rozstaniu, nie zostawiłem jej w trudnych chwilach, co zwielokrotniło u niej poczucie winy z powodu tego co zrobiła. I wiem, że mam u niej dozgonną wdzięczność za daną szansę. A kochaś przy kolejnej próbie kontaktu dostał publicznie takiego kosza, że do dzisiaj jej unika.
Dodam od siebie , abys przemyślał zmianę nr tel oraz adresu mailowego i tych innych miejsc przez ktore ona kontaktuje sie z Toba
O ile wcześniej do czasu pozamykania spraw było to konieczne o tyle teraz nie
i nie mów że znajomi maja ten nr , że bank itd To wszystko możan zmienic w 5 min
Zastrzeż też że nikt nie ma jej podawać Twwoich namiarów ani mówic co u Ciebie
Trucizne nalezy wyrzucić z organizmu , zablokuj jej dostep do siebie i będzie lepiej
W sumie to jesteś szczęściarzem, zero obciążeń, szybki bezproblemowy rozwód, czysta karta, czego chcieć więcej.
Zamiast rozkminiać jaki to masz zryty beret i jak bardzo zostałeś skrzywdzony zacznij żyć i cieszyć się życiem. Jesteś młody, nie warto marnować życia na samoumartwianie.
bumerang - dzięki za odpowiedzi, nigdy nie chciałem pocieszać się nieszczęściem innych, ale doceniam twoją próbę pocieszania mnie w ten sposób ;]
Waka - uważam że twój wpis jest bardzo wartościowy, trafia w to czego szukam, potwierdza mój sposób myślenia i obrany kierunek. nie jest źle ze mną widocznie tak do końca.
Pilatus - teraz w 100% jestem pewny że jedyny powód jej kontaktu ze mną, to utwierdzanie się że ze mną jest okej, aby zmniejszyć swoje poczucie winy, wyrzuty sumienia, wiem że to nie moja sprawa, ale wiem że taki właśnie jest powód.
Drewno - konretnie, dosadnie, okej dociera to do mnie. najgorszy jest fakt że jestem chrzestnym syna jej siostry, to mnie najbardziej boli... bo nie wiem jak się zachować.
"Człowiek "porządny" funkcjonuje wedle ścisłych ram,dlatego z czasem staje się dla drugiej osoby nudny, przewidywalny,nieatrakcyjny.I trzymając się swoich zasad-przegrywa z osobami bez hamulców i kręgosłupa moralnego."
właściwie te słowa podsumowały moją relację z byłą żoną - czyli jednak nie jestem sam, ktoś już mógł mieć podobnie.
milord - nie wiem co rozumiesz przez wsparcie? są pewne ostwarte kwestie z którymi chciałbym sobie poradzić, od początku miałem przyjaciół z kótrymi mogłem porozmawiać - pomogli. jednak nie mogę powiedzieć że są
to osoby obiektywne, wiadomo że będą chciały dla mnie dobrze. chciałem jednak usłyszeć odpowiedzi od osób obcych (przepraszam za taką formę), którzy z dystansem mogą podejść do tematu, którzy mają wiekszą wiedzę
na ten temat niż ja w tej chwili i mogą doradzić bo już mają rozeznanie. ja nie wiem, nie wiem czy dobrze robię, albo jak zrobić aby było dobrze. więc jednak wsparcie jest mile widziane.
Merlin - muszę sobie to uzmysłowić jeszcze, to z górki...i jeśli to zrobię to może rzeczywiście nie mam tak źle.
Jeszcze raz powtórzę - nie szukam sprawiedliwości!! poprostu zastanawiam się czy ona gdzieś jest. nie życzę byłej żonie źle, nie życzę sobie teraz zapłaty za wyrządzone krzywdy.
jestem mocnym realistą, a to pytanie o sprawiedliwość to takie głośne myślenie, głośne rozterki zranionej osoby.
Fenix - właśnie myślę o tej blokadzie trucizny,jednak bez tak drastycznych środków, typu zmiana nr i mejla. myślę że czas mi pomoże się wzmocnić, ignorowanie jest najlepszym lekarstwem w tym wypadku.
zastanawiam się ile tego czasu potrzebuję aby tą moc uzyskać hmm.
wolfie - wporządku.bez użalania się, bez samoumartwiania. to do mnie naprawdę dociera i jestem świadomy. czasami poprostu jest trudno, a i założenia zawsze wydają się łatwiejsze i prostsze niż praktyka.
A Ty,mając czyste sumienie,z czasem dojdziesz do równowagi psychicznej i spokoju wewnętrznego.Najważniejsze,żebyś nie mścił się na "losie" ,łamiąc swoje zasady.To nic nie da, a stracisz szacunek sam do siebie. Znajdziesz Swoją drugą połówkę, ale nie robaczywą,jak poprzednia.
zastanawiam się ile tego czasu potrzebuję aby tą moc uzyskać hmm.<<<<
Mniej więcej tyle, aż zacznie Cię wpieniać, gdy jej przyjdzie ochota się do Ciebie odezwać w najmniej oczekiwanym momencie
Paweł dałam Ci proste rozwiązanie problemu , odcięcia się od tego co Cię męczy i rozbija
Nie chcesz tego tak naprawdę , uważam że liczysz na to iż ona będzie prosić żeby mogła wrócić
I nie uda Ci się jej ignorowac świadczy o tym chocby to co napisałes w swojej historii
Napisałes że spotkania z nią Cię dobijają ...
Ćpasz chłopie ( nie dosłownie ) jestes tak uzalezniony od trucizny że boisz się ją odstawic
Mocy nie masz , gdybys ją miał nie byłoby Cie tutaj ....
Moim zdaniem jest ona po prostu bezczelna, bez cienia empatii, zapatrzona w siebie egoistka. Zranic najbliższą osobę, a potem szukać z nią kontaktu? Honoru jej po prostu brakuje,i szacunku dla Pawła. A Paweł potrzebuje po prostu więcej czasu, żeby poukładać z powrotem swój Świat.
Komentarz doklejony:
Trzy razy "po prostu",sorry za ubogie słownictwo.
" zrozumiałam schemat rządzący zdradą i ludźmi, którzy robią takie rzeczy. Dla mnie ci ludzie sa gorszym gatunkiem człowieka i czy to facet, czy kobieta dla mnie to ostatnie dno, uciekam od takich, bo sa to nic niewarci ludzie".
Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ze swojej strony dodałbym jeszcze,że dla niektórych przebywanie z takimi osobami może być po prostu"zaraźliwe".Widzę to na przykładzie swojej jeszcze żony, gdzie wpływ jej "nowoczesnego" rodzeństwa przestawił ją na złe tory.
Przecież nie mogła być gorsza,inna niż jej zdradzające rodzeństwo.
Miała rady typu-korzystaj z życia;rób tak ,żebyś była szczęśliwa(rada jej matki na etapie romansu),itd. I ja też powoli rozgryzam schematy rządzące zdradą, szkoda że dopiero po fakcie.
Cytat
oj, zgadzam się. Zwłaszcza że Ci nazwijmy ich "niepoprawni" są zawsze chętni do udzielania "dobrych rad" i wskazówek. Fakt, są jak zaraza.
jak przyjźń ??!! z oszustami nie zawiera się przyjaźni... bez wzgledu na płeć... inna sprawa, że w stosunkach damsko-męskich czasem kobieta proponuje starajacemu się o jej względy mężczyźnie "tylko przyjaźń" co oznacza ni mnie ni wiecej "wolę iść do łóżka z ropuchą jak z tobą..."
radzę to wziąść pod uwagę...następna uwaga, zastrzec nr telefonu, zmieńić adres e-mail i jeżeli z teściowa miał pan dobre relacje, wybrac sie do niej ostatni raz, wyjaśnić dlaczego jest to koniec ostateczny i skończyc wszelkie kontakty...
i na koniec, skońćzyć wszelkie kontakty z ex... do oficjalnej korespondencji wyznaczyz adwokata albo kogos zaufanego...o ile możliwe, nawet zmienić adres... jakiekolwiek sptkania, kontakty to strata czasu i co najważniejsze, rozdrapywanie nie zagojonych jeszcze ran...
panie kolego, zmień pan nr telefonu do cholery... albo ustaw pan funkcje na ignoruj... i każdy inny nr z którego zadzwni do pana automatycznie na ingonruj... definitywny koniec i tyle...
życzę powodzenia...
Fenix - nie wiem na jakim etapie ty jesteś ale zioniesz jadem strasznie. Widocznie to już mocno jest w tobie zakorzenione. Ale wporządku, dziękuję za mocne słowa, nie jestem tu aby głaskać mnie po głowie.
Waka i Drewno dzięki za słowa otuchy.
Zgryzolowaty - czytając twój wpis, już jestem pewny że ten wątek jest do zamknięcia. Już wiem co powinienem zrobić.
Podsumowując - wiem że jeszcze w przyszłości będę się z tego wszystkiego śmiał. Wiem że to nieuniknione, bo wiem jak skonstruowany jest świat. Osobiście życzę wszystkim powodzenia!
Chłopie ja wiem co to znaczy wychodzic z takiego toksycznego zwiazku uzaleznienia , dlatego mowie jak sobie radzic
zły jestes , bo w prosty sposób możesz załatwić sprawę a nie chcesz
to jest słabość , ja ją znam aż za dobrze
Myśl co chcesz i jak chcesz nie będe już Ci "jadu " siać
Powodzenia życze
szczerze, to nie zrozumiałem Twojego komentarza.
Kto ma się opamiętać?
Wiara w co?
Jaki cyrk?Jakie bzdury?
Czego się nie zapomina?
wiele czytalem czy to na forum czy gdzies indziej, wszedzie doradzaja zeby nie pchac sie w zwazek za szybko,zeby ulozyc sobie od nowa zycie w samotnosci. samotnosc cholernie boli, wiem ze wchodzic w zwiazek ktory od poczatku nie ma przyszlosci (bo jestem tego swiadomy) to totalne nieporommienie.
stad pytanie, czy samotnosc i cierpliwosc zaprowadzi nas do czegos wyjatkowego?
Zabierz się za siebie i nie jęcz bo nie ma o co.
Ja uważam,że na nowy związek masz jeszcze czas. Nie zagoiłeś ran po starym,i w pewnym sensie nie jesteś jeszcze tą osobowością, którą byłeś wcześniej. Co nie znaczy,że masz się z nikim nie spotykac! Samemu będziesz wiedział,że już czas na zmiany, naprawdę. Co do czipsów- jesli pomagają w stresie, to czemu nie?
spotykam sie ,az za duzo.tzn nie wiem czy tak mozna to okreslic.
wlasnie chodzi mi o ta osobowosc, tesknie za soba takim jakim bylem przed tym zwiazkiem. intuicja a niekoniecznie inne osoby, podpowiada mi aby byc cierpliwym, ta cierpliwosc nie ma nic wspolnego z izolacja, chociaz ma duzo wspolnego z samotnoscia.
Idziesz dobrą drogą,intuicyjnie wyczuwasz co jest dla Ciebie dobre. Jak mógłbyś zaczynać nowy związek będąc w fazie szoku? Od podsłuchów, GPS, sprawdzania billingów?Minie"żałoba", wróci "stary" Paweł. Zaufasz z powrotem ludziom, to i miłość sama przyjdzie. Co do cierpliwości, to pewnych etapów po prostu nie przeskoczysz,a samotność pozwala zregenerować na nowo organizm. Sam zobaczysz,że zaczniesz się na nowo uśmiechać do ludzi.
I jeszcze jedno,już nie musisz się zmieniać dla żony, bo ona tego chce, czyli- włóż to, tego nie, jak ty wyglądasz? zrób to!nie rób tego!itd itp. Po prostu LUZ.