

| goya1421 | 18. Czerwiec |
| dziusia | 18. Czerwiec |
| Tomaszek_65 | 18. Czerwiec |
| marcin7791 | 18. Czerwiec |
| dogerek | 18. Czerwiec |
#
poczciwy | 00:50:02 |
NieOddycham | 03:21:06 |
Crusoe | 03:53:06 |
loqs | 11:44:58 |
Rognar | 17:30:38 |

Kochani,
Napisalam juz co nie co o mojej historii w innym watku, ale sie jakos rozmylo wszystko, a poza tym zmienilo sie pare rzeczy od tamtej pory.
W skrocie tylko opowiem, ze po prawie 8 latach zwiazku i 4 malzenstwa, moj maz mnie zdradzil, tu po porodzie. Trwalo to pare miesiecy, moze dluzej, nie wiem, ale przylapalam go podczas romantycznego naszego wypadu, ktory zorganizowalam ja (dziecko zostawilam u mamy, w naszym zwiazku zle sie dzialo, chcialam,zebysmy sie jakos na nowo odnalezli) No i bach...wiadomosc od jego kolezanki z pracy, ze ´´tez go kocha´´. Wiecej nie zobaczylam, bo mnie krew zalala. Obudzilam go i tak sie oto dowiedzialam, choc, nie ukrywam, moja intuicja mi podpowiadala to wczesniej, po prostu nie chcialam tego widziec...glupia...
No i postanowlismy, ze sprobujemy raz jeszcze. Ale po powrocie z Polski (mieszkam za granica, on nie jest Polakiem, mieszkamy w jego kraju) nagle oznajmil, ze pracy nie rzuci (tak ustalilismy w Polsce)i w ogole sie nie staral o mnie... Ja oczywiscie znow oszalalam z rozpaczy.
I tak dzien po dniu bylo coraz gorzej. Pomyslalam, ze powinnismy powiedziec jego matce o wszystkim, bo bardzo ma z nia silny zwiazek, to madra kobieta. Ale to tylko go jeszcze bardziej nastawilo na rozstanie. Kiedy wrocilismy z jego domu, bez slowa poszedl do drugiego pokoju spac.
I tak tkwimy w tym. Powiem szczerze, ze oprocz ogormnego bolu zwiazanego ze zdrada i coraz bardziej zbllizajacym sie rozstaniem, bardzo sie boje. Panicznie sie boje. Bo teraz juz nie ma mowy o powrocie do kraju. Mam z nim dziecko i nie moge tak ot sobie wyjechac. Nagle dopadlo mnie, ze na zawsze musze tu zostac, bez mojej rodziny, najblizszych przyjaciol, na obcej ziemi.
On...szybko sie podniesie, ma tu wspaniala rodzine i przyjaciol, w koncu to jego kraj. A ja...
Jestem w strasznym dolku. Co sobie pomysle, jak mnie perdifnie oszukiwal to az mi sie slabo robi, bo nie wiem jak bede w stanie zaufac komukolwiek po tym.
Sluchajcie, jak wy sie podniesliscie, jesli sie podniesliscie po czyms takim?? Co wam pomoglo?? Co robiliscie, zeby zagluszyc bol? Jak znalezliscie nowych partnerow, ja sie boje, ze z dzieckiem nikt mnie juz nie zechce.
Czy wasze historie sie dobrze jakos dla was skonczyly?? Jestem w totalnej rozsypce i bardzo samotna, bo moi najblizsi nie moga byc teraz fizycznie ze mna, choc z daleka mnie bardzo wspieraja...
masz poczucie zagrozenia. na co czekasz w tym malzenstwie? zostalas zdradzona, czekasz na ostateczna odprawe? wiaza sie z tym jakies gratyfikacje finansowe czy co? po co czekasz na te katastrofe, nie rozumiem. nowy zwiazek i nowy facet to zadna poduszka. Takie rozwiazanie nazwalabym nawet czarna dziura z klopotami. Twoim zadaniem jest sie teraz ogarnac.
dlaczego nie mozesz opuscic kraju, z ktorego pochodzi Twoj maz? jakis problem prawny? nie jestescie w stanie ustalic sposobu sprawowania opieki nad Waszym dzieckiem? Twoja praca - rozumiem, ze w kraju swojego meza jej nie masz? jesli nic Cie nie trzyma tam, wroc do Polski, do rodziny i przyjaciol. jesli nie bedziesz ogladac swojego meza, to i bol stanie sie znosniejszy.
zastanow sie na czym Ci naprawde zalezy i czego sie boisz. piszesz o tym, ze samotnosci. obawiasz sie, ze nikt Cie z dzieckiem nie zechce. zdaje sie dziecko mozesz zostawic z mezem, prawda? bedziesz wolna i od nowa mozesz zajac sie szukaniem partnera. czy o to Ci chodzi? dziewczyno, poukladaj sobie najpierw priorytety. czy chcesz na sile ratowac zwiazek, czy najwazniejsze jest zabezpieczenie finansowe ze strony meza, czy chcesz zyc wsrod swoich w kraju, czy dla dobra dziecka chcesz pozostac w kraju meza, czy najwazniejsze jest czym predzej znalezc nowego faceta czy - u licha - usiasc z mezem, zastanawic sie nad tym, co bedzie najmniej dotkliwym rozwiazaniem dla Waszego dziecka i dzialac w tym kierunku.
nie zastanawiaj sie nad samotnoscia i nowa miloscia. samotnosc jest czescia zycia, moze byc zaledwie etapem. nie jest wcale taka najgorsza. samotnie mozna poznac granice samego siebie. jest przestrzenia, w ktorej duzo moze sie wydarzyc. poza tym masz dziecko i to ono na jakis czas powinno byc najwazniejsze. uszy do gory. mniej rozpaczy, wiecej zdrowego rozsadku. powodzenia.
od siebie dodam, że powinnaś znaleźć coś, co będzie sprawiało Ci przyjemność, Np jakieś hobby. Wiem, co pomyślisz: z łóżka w tym bólu nie mogę wstać a mam zająć się hobbym. Mi też tak radzono: zaczęłam biegać i po jakimś czasie nawet sprawiało mi to przyjemność (na początku się zmuszałam)
To hobby pozwoli Ci zobaczyć inny świat, świat bez niego. On naprawdę istnieje (!), tylko my, głęboko zamknięci w swoim bólu, nie zauważamy go. I ten świat jest nawet kolorowy
:cacy
Tyle dopowiem emiili weź się w garść i działaj zamiast plakać
Zaraz moment, nigdzie w moim poscie nie napisalam, ze chce teraz wyladowac na miekkiej poduszce, w postaci np nowego zwiazku. Po prostu zapytalam jak WY sobie poradziliscie,czy znalezliscie kogos, komu zaufaliscie...
I to, ze poiedzialam w poscie moim, ze obawiam sie, ze nikt mnie (kiedys tam w przyszlosci) nie zechce, nie oznacza, ze teraz chce zostawic dziecko i zajac sie szukaniem nowych znajomosci. No tez...skad w ogole takie domniemania?? Oczywiscie, ze teraz wiele mysli mi przychodzi do glowy i mysle, ze to naturalne, ze nowy, ewentualny partner (kiedys tam) jest mysla naturalna...co nie znaczy, ze ja to TERAZ rozpatruje...
I oczywiscie, ze NIE MOGE sobie tak opuscic kraju meza z dzieckiem, jestem 3000km oddalona od Polski. Przeciez on musi wyrazic zgode na to, zebym wyjechala z dzieckiem! Wiec chyba moje obawy sa podstawne. Jesli, Tulia, masz wiedze na ten temat i moglabys mi podpowiedziec, co w takiej sytuacji zrobic, to bede ci wdzieczna, ale jesli nie, to po prostu nic nie mow, a nie obrazaj mnie.
JAk to chce znalezc sobie jak najszybciej nowego faceta????? Gdzie ja to napisalam do jasnej w swoim poscie????
Naprawde...przeczytalam wiele historii na tym forum, napisalam, po krotce swoja i spodziewalam sie jakis konstruktywnych odpowiedzi, tzn odpowiedzi na mojego posta, a nie obrazania mnie,
Tulia, zastanow sie moze nad tym, czy rzeczywiscie zasluzylam sobie na takie ostre slowa z twojej strony.
JEstem w fazie bardzo swiezej, jasne, ze placze, jasne, ze sie nie moge wziac jeszczse w garsc, nawet miesiac nie uplynal od tego wszystkiego. Pewnie sie wezme w garsc i przestane plakac....kiedys...nie w tym problem, chcialam poczytac o waszych doswiadczeniach troche.
Dzieki, Kaktus, za konkretna porade. Mysle, ze wlasnie tak zrobie.
obawy najlepiej jest rozwiac w rozmowie. jesli juz bedziesz wiedziala, czego chcesz i gdzie bedzie Ci latwiej zyc, to i rozmowa powinna byc latwiejsza, bo mowisz o konkretach. choc emocji sie nie uniknie, to jednak taka rozmowa ma cel, ktorego nie mozesz stracic z oczu. moje doswiadczenia sa wlasnie takie. mimo bolu, ukladac sobie zycie na nowo, a do tego potrzeba rozmow z bylym partnerem, chocby w sprawie wychowania i przyszlosci dzieci. mysmy sie dogadali. nie jestesmy razem, a moj byly maz mieszka 2000 km ode mnie. i bardzo dobrze
jesli zamiast rozmowy potrzebujesz slow, ze na pewno bedzie dobrze i ze na pewno znajdziesz sobie kiedys kogos - to faktycznie, trafilam z moimi radami jak kula w plot. rada, zeby sie ogarnac, to nie jest proba obrazenia kogos.
Juz mam namiary nawet na prawnika i podpytalam sie jak przynajmniej zrobic podzial majatku i obowiazkow nad dzieckiem. Brakuje tylko kropki nad ´´i´´ czyli tego, zeby sie wyprowadzil. Wszystko tak szybko sie potoczylo, ze az czasem winna sie czuje, ze podjelam kroki takie, jakie podjelam. Chcialam go otrzezwic, np. tym, ze powiedzielismy jego rodzinie (ma bardzo madra matke) a to tylko jeszcze zaostrzylo sytuacje, bo stwierdzil, ze go do tego zmusilam i mysle, ze ma zal o to do mnie. Naprawde chcialam ratowac ten zwiazek...chyba nadal, cholera, bym chciala, tylko,ze do tanga trzeba dwojga i dlatego tak mi tez ciezko.
A teraz czekam, przyznam, na jego krok. Nie wiem,czy dobrze robie, ale nie chce go ´´wyrzucic´´´z domu, zeby do konca wiedzial, ze to on podjal krok o wyprowadzce, nie ja. Po prostu wkurza mnie, ze wszyscy za niego podejmuja zawsze decyzje, wiec chce, zeby tym razem to ON poczul bol podejmowania decyzji, no chyba, ze dlugo to bedzie trwalo, ale nie sadze.
Mieszkam w Hiszpanii. Kultura jak nasza. Po prostu boje sie, ze jesli bym chciala wyjechac, to on powie, ze nie pusci dziecka, a z tego,co wiem, nie moge wywiezc dziecka bez zgody ojca. Niby nie przewiduje walki o dziecko, ale wiecie co....nie przewidywalam tez zdrady ani tego, co sie teraz dzieje, ze facet po prostu sie poddal i chce odejsc. Wiec nie chce popelnic tego samego bledu.
Dziekuje za rady...naprawde, jedyne, co mnie teraz pociesza to jakas tam nadzieja, ze zycie na jednym zwiazku sie nie konczy i ze mozna samemu dalej z usmiechem (a ja tego usmiechu do niedawna naprawde duzo mialam) isc.
Reakcja mojego meza na to: Jeszcze bardziej sie w sobie zamknal. On nie ma temperamentu poludniowego, zaden tam z niego macho. Wrecz przeciwnie.
Mysle, ze musze pogadac z prawnikem, bo, prawde mowiac, nie wiem na czym stoje, jesli chodzi o powrot do kraju.
Mam wrazenie, ze on po prostu przestal mnie kochac. I choc to boli, boli, bo nie walczyl, nie walczy o nas, to musze powoli zaczac to akceptowac...:-( mysle, ze dla mnie przelom nastapi, jesli to przelkne...bo na razie noz mi sie otwiera w kieszeni...pewnie jak nam wszystkim...