

| darek717171 | 13. Grudzień |
| alijan | 13. Grudzień |
| Szyszak4 | 13. Grudzień |
| trylogia | 13. Grudzień |
| Ola1312 | 13. Grudzień |
Anetastp | ![]() |
#
poczciwy | 00:11:40 |
Edek_2 | 00:12:12 |
Julianaempat... | 00:36:17 |
Joanna96 | 01:37:23 |

Wiem, że napiszecie wiele gorzkich ale prawdziwych słów komentując mój związek... ale tak naprawdę to właśnie tego potrzebuję. Muszę przełamać ten marazm, znaleść swoją godność i wartość bo na własne życzenie pozwoliłam to w sobie zabić.
Od dwóch lat próbowałam ratować małżeństwo bo nie umiałam i nie mogłam uwierzyć, że mam wymazać z pamięci 20 lat życia. Mąż zakochał się w przyjaciółce z pracy. Powiedział mi o tym sam bo chciał być szczery i nie chciał oszukiwać. Wyrzuciłam go z domu, potem pozwoliłam wrócić. Po kilku miesiącach uczucie kochanków odżyło. Wyrzuciłam z domu po raz drugi. Dla dobra wszystkich i swojego sumienia (bo bardzo ciężki ze mnie przypadek i niereformowalny wręcz) chciałam rozstać się kulturalnie. Dodam tylko (brzmi to prawie jak element komiczny ale to najprawdziwsza prawda!) do tej pory mój mąż prowadził ze swoją ukochaną związek platoniczny, oparty na kilku spotkaniach i głównie telefonach i smsach. Przysięgam; to prawda, sama nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy już zaczęły się rozmowy o rozwodzie mąż doszedł do wniosku, że niestety "poczucie odpowiedzialności" za mnie za dom itd. nie pozwala mu na to wszystko (ciekawe, że wcześniej nie miał takich oporów?). Ugiełam się... bo mąż targnął się na życie. Nie zniosłam tego, wiedziałam, że nie bedę mogła żyć z poczuciem tego co mogło się stać. Wrócił do domu. Dostałam też wcześniej jeszcze esemesa od kochanki, że zostawił ją itd. Było ciężko ale pchaliśmy to do przodu. Niestety zaczęło się od nowa. Kontaktują się ze sobą, on nie wie dalej jak ma żyć (tak jak ja bym wiedziała) nie umie skończyć , wybrać, zdecydować. Kochanka (zdecydowanie zmądrzała) zastrzegła sobie warunek, że nie jest zainteresowana związkiem z żonatym mężczyzną, więc krótko mówiąc jak odejdzie ode mnie i rozwiedzie się to mogą zacząć układać sobie coś razem. Brak mi już słów i sił. Wczoraj kolejny raz powiedziałam odejdź i daj mi żyć. Znów boli wszystko.....
dlaczego to Ty czujesz sie winna , odpowiedzialna za niego?
Nie szkoda Ci życia ?
Trudno , niech idzie dokÄ…d chce , niech robi co chce
Jeżeli zabije sie skutecznie to będzie jego wybór , on swojego dokonał wdając się w romans
Ogarnij się i znajdź w sobie tyle siły żeby odejść
Masz jeszcze torchę lat przed sobą , możliwe że za zakrętem czeka Cię jeszcze wiele dobrego , tylko nalezy zajrzeć za róg ściany
Zyczę Ci abyś znalazła siłę w sobie na decyzje dobre dla Ciebie
Ostre cięcie, odchorować, otrzepać się i zacząć żyć. Przecież jest tyle ciekawych rzeczy, warto marnować czas, który nam został?
Komentarz doklejony:
Ach te litrówki, chyba wystartuję na admina, żeby je sobie móc poprawiać
Taki już mój urok, że zawsze bedę czuła się winna jeśli moje dziecko straci ojca w taki sposób. Wiem, że to jego życie i jego wybór ale dopiero z takim doświadczeniem będzie mi naprawdę ciężko żyć. Zawsze gdzieś w głębi siebie słyszę, że "prawdziwej miłości i dobrego małżeństwa nie da się zniszczyć". Więc jeśli tak się stało to chyba moje małżeństwo nie było takie dobre, a wydawało mi się inaczej.... Chciałabym zasnąć i obudzić się za kilka lat, nie mam już siły po raz kolejny układać życia od nowa. Wiem... i tak nikt inny za mnie tego nie zrobi...
Życzę Ci dużo szczęścia i wiary w siebie.