

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:43:36 |
Edek_2 | 00:50:36 |
Rognar | 00:58:55 |
Anetastp | 01:21:51 |
Landexpzglosy | 01:33:41 |

Nie będę oryginalny, zdradziła mnie żona. Dowiedziałem się o tym bardzo niedawno. Nie przez przypadek, powiedziała mi, choć w sumie to sam to z niej wyciągnąłem. Na razie jestem na etapie szoku, nie wiem co zrobić. Podczas naszego 7-letniego związku też niezawsze byłem aniołem, więc na tej podstawie skłaniam się do tego, by Jej wybaczyć i sądzę, że jestem w stanie. Czego natomiast nie umiem, to zrozumieć DLACZEGO to zrobiła.
Teoretycznie nasz związek był bardzo udany (ludzie zazdrościli nam, że tak bardzo się kochamy), na seks też nie mogliśmy narzekać (sądzę, że oboje czuliśmy się spełnieni). Dosłownie miesiąc przed Jej zdradą mieliśmy bardzo bardzo poważną decyzję do podjęcia, podczas której bardzo wsparłem Żonę. Powiedziała mi wtedy, że dopiero w takich sytuacjach jest w stanie docenić jak wielką jest szczęściarą mając takiego męża.
W pracy u Niej, mniej więcej w tym samym czasie, jedna koleżanka przyznała się, że mąż ją zdradził. Moja Żona widziała jak ta koleżanka cierpi, a mimo to zdradziła. Powiem szczerze, gdyby to był jednorazowy seks, po którym Żona by się zreflektowała i zrozumiała, że żałuje, że nie było warto, zrozumiałbym. Ale oni wylądowali w łóżku kilkakrotnie, za każdym razem zupełnie świadomie.
Mówi, że się zakochała oraz (to jest moje "ulubione" zdanie u kobiet) że to było silniejsze od niej...
Wciąż Ją kocham, chcę dać Jej szansę, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Jeśli tego nie zrozumiem, nasz związek się na pewno skończy.
Może ktoś bardziej doświadczony będzie w stanie odpowiedzieć na to pytanie?
Natomiast czasem faktycznie nachodzi taka myśl, że ona wywinęła się z tego bez szwanku.
Ona ma to co chciała (gacha, rozwód bez orzekania o winie), a by sprawiedliwości stało się zadość, powinna czekać ją jakaś kara... ale cóż, tak naprawdę ona to przeszłość i nie powinienem się na tym skupiać...
Co do jeszcze szybszego nowego związku, nie chcę się tu wdawać w szczegóły...
Jest naprawdę rewelacyjnie, w sensie... naprawdę do siebie pasujemy i na co dzień czuję się o wiele szczęśliwszy niż z żoną, ale jak wiadomo nie ma róży bez kolców...
W każdym razie, mimo, że naprawdę się pozbierałem i czuję się dawnym sobą, to jakaś zadra została... mam problem z zaufaniem i to całkiem spory... szczególnie oczywiście do kobiet.
Zobaczymy, co dalej. Na razie jest OK