Julianaempat... | 01:59:36 |
Quanta1670 | 04:22:28 |
Crusoe | 05:38:43 |
SS20 | 06:27:52 |
NieOddycham | 07:24:29 |
mija prawie rok odkąd wiem o zdradzie...postanowiłam wybaczyć...było ciężko nawet bardzo i mnie i jemu.... on walczył jak lew o mnie i dziecko.... a dziś po tylu miesiącach myślę, że się udało :D..... wylałam wiele łez ale on był przy mnie...temat wyskoku przemielony sto tysięcy razy....21 marca odeszła moje ukochana babcia...nawet nie wiecie jak bardzo mnie wspierał i wspiera.... walczymy już teraz razem o nasze małżeństwo o rodzinę... bardzo się zmienił na plus oczywiście .... dziś cieszę się, ze dałam szansę i jednak go nie skreśliłam.....nie skreśliłam nas.... czasem warto wsadzić swoje ego do kieszeni i jak ktoś szczerze załuje to choć spróbować wybaczyć.....
Komentarz doklejony:
Wracam tu nadal z dobrymi wiesciami:-)... Wszystko u mnie dobrze, poszlam do przodu w sumie poszlismy... Rok temu urodzilam synka:-) dziekuje za wszystkie rady i mile slowa i wiare ze dam rade:-)
Rok temu zarejestrowałam się tu i opisałam swoją historię. Byłaś jedną z pierwszych osób, które mi odpowiedziały. Szukałam wtedy jakiegoś przykładu, że wszystko może się udac. Dziękuję Ci za to.
Dodam, że ja też postanowiłam dac nam szansę. Przez ten rok wiele przeszłam, wylałam morze łez i nieskończoną ilośc razy analizowałam nasz związek.
Na chwilę obecną nie żałuję swojej decyzji. Oboje bardzo się zmieniliśmy.
Nie powiem, że jest jak dawniej bo nie jest ale budujemy nowe, inne, wspólne życie.
Cieszę się, że napisałaś bo myślę, że takie przykłady też są bardzo potrzebne.
M.
Mimo wszystko powodzenia.
M.
Każda historia jest jednak inna. Pewnie w części przypadków faktycznie nastąpi nawrót ale może jednak nie przekreślajmy absolutnie wszystkich.
Skoro ktoś czuje, że danie szansy jest tym czego chce to powinien postąpic wbrew sobie?
Ps uwielbiam takie trole;-)
Marswiatek zrobiła duży krok a może i skok, życzę Jej wszystkiego najlepszego.
No to może jeszcze ja dołożę swoją cegiełkę dla tych, którzy wątpią, że po zdradzie można żyć normalnie. Mnie również się udało ( tzn nam
Pozdrawiam i życzę szczęścia
Życzę wszystkim z całego serca, aby też tą prostą w swoim życiu znaleźli niezależnie od podjętych decyzji
Ps. Może niedługo powrócę do swojej historii i napiszę zakończenie i mam nadzieją ze będzie ono już ostateczne.
Pozdrawiam cieplutko
Umiesz sensownie odpowiedzieć na to pytanie?
Nie należę do klaku bijących brawo, że wam się udało... Bo nic wam się nie udało! Szklanki raz zbitej, nie poskładasz w sensowną całość.. Za dużo wiem o życiu, żeby jak głupi z bateryjki cieszyć się z fatamorgany...
Żyjesz dziewczyno na odbezpieczonej bombie; Nie wiesz kiedy wybuchnie, a wybuchnie na pewno. Wspomnisz moje słowa.
Gdyby ktoś z premedytacją wyciął ci nerkę i ją sprzedał, uwierzyłabyś później w jego milość do ciebie? NIE? A dlaczego? Przecież ci powiedział, że żałuje, że przeprasza, że więcej tego nie zrobi...Nawet przez dwa lata nie sięgnąłby do następnej...Nie uwierzyłabyś...
A nerka to tak niewiele...
M.
Cytat
Żyjesz dziewczyno na odbezpieczonej bombie; Nie wiesz kiedy wybuchnie, a wybuchnie na pewno. Wspomnisz moje słowa.
Marysiu, wszyscy tkwimy w holograficznym wytworze własnego mózgu, dla niepoznaki nazywanym światem. Zdarza się, że gad się maskuje - ale przecież nie zawsze każdy. Czasami jest tak, że ulega iluzji, że z jakąś inną kobietą będzie mu lepiej, daje się zwabić, oczarować, uwieść - a przerażenie przychodzi za rogiem, że wdepnął, kiedy wraca myślenie.
Wtedy, warto dostrzec błąd i wrócić do żony, gdy dostało się taką szansę.
Wiesz dlaczego mężczyźni męczą się ze swoimi żonami aż tyle lat, że czasem aż do śmierci?
Hasło - WYSTARCZAJĄCO dobra żona, jest szansą dla tych wszystkich kobiet, które może nie są już kandydatkami na miss, urodziły dzieci, przytyły, ale przecież ich mężowie są nadal z nimi, a przez to, że własna żona jest WYSTARCZAJĄCO dobra, nie szukają innej, bo i po co.
W swojej naturze my samce w sporej większości jesteśmy wygodni. Wielu z nas nie lubi też zmian i nowego. Choć są i tacy, co za nimi nie nadążysz - to często określa charakter człowieka. Prędzej więc głodna nowych emocji kobieta zdradzi ponownie swojego męża, niż taki mąż, co włączył myślenie, ma swoją michę, hobby i seks - i już wie, jakie piekło sobie i żonie zafunduje, gdy sięgnie po inną.
My faceci nie gonimy za emocjami, owszem - jesteśmy wzrokowcami i lubimy piękno i gadżety, ale gdy mamy WYSTARCZAJĄCO dobrze, to rzadko decydujemy się na zmiany, chyba że stajemy się ofiarami upolowanymi przez sprytną hienę. A hieny to kobiety, "których łono pali jak ogień", jak to pięknie określił w Egipcjanin Sinuhe, Mika Waltari - polecam tę dobrą książkę dla relaksu.
No tak facet tkwi przy "dobrej " żonie z lenistwa?
Poza tym z twoich wpisów wyczytałam że twój mąż zdradzał cię notorycznie, mój zrobił to tylko raz trwał w tym swoim romansie tydzień i się do wszystkiego przyznał. Widzisz jakąś różnice w naszych historiach?
Daj może każdemu prawo do podejmowania swoich decyzji i nie linczuj ludzi, którzy chcą żyć po swojemu.
Ramirez dzięki , podniosłeś mnie na duchu, teraz jeszcze bardziej wierze w to że nam się uda!!!!!:tak_trzymaj
Cytat
No tak facet tkwi przy "dobrej " żonie z lenistwa?
Wygodny związek z "wystarczająco dobrą" żoną??
Co prawda podawane jakieś statystyki mówią, że 1/3 związków się rozstaje po latach, nie sądzę jednak, że przyczyną odejścia męża jest fakt, że żona mu się starzeje, czy przytyła
Oczywiście, jako dziewczyny podchodzicie emocjonalnie do męskiego pragmatyzmu jak do jeża - bowiem zawsze powinna o byciu z kimś decydować miłość, która winna być bezwarunkowa, jednak miłość jest konstruktem trwającym na bazie bycia WYSTARCZAJĄCO dobrym/dobrą.
Inaczej nie byłoby tych ucieczek kochających kobiet od mężów alkoholików, czy zdradzających notorycznie. Tu działa prosty schemat: zdradziłeś mężu mnie, nie jesteś więc już dla mnie WYSTARCZAJĄCO dobry, choć przed chwilą kochałam cię na zabój - więc teraz żądam rozwodu!
To dowodzi tylko jednego, że w związkach podlegamy ocenom. Do czasu gdy nie popełnimy czegoś głupiego czy strasznego, możemy nabierać brzuszka i starzeć się z godnością. Jednak gdy ocena się zmienia i przekracza próg naszej tolerancji: WYSTARCZAJĄCO dobrego partnera na życie, to pojawia się pozew rozwodowy wraz z adwokatem.
Nie jesteś partnerem wystarczająco dobrym bo nagle pojawili się "lepsi" - z taką "gorszą" oceną również trafiają są zmiany - ale przez zdrady i późniejsze rozwody.
Bowiem gdyby miłość istniała na zawsze i była bezwarunkowa, to zdrada nie byłaby żadnym problemem, by być dalej razem. Ot, chwila słabości i przyjemności, na którą można zawsze machnąć ręką...
Cytat
Zgoda. Związek jest zawsze inwestycją. Bez zainwestowania "całego siebie" - znikają emocje, więc pojawia się naturalna chęć zmiany partnera, by te głodne emocje znowu się pojawiły.
Cytat
Umiesz sensownie odpowiedzieć na to pytanie?
Nie należę do klaku bijących brawo, że wam się udało... Bo nic wam się nie udało! Szklanki raz zbitej, nie poskładasz w sensowną całość.. Za dużo wiem o życiu, żeby jak głupi z bateryjki cieszyć się z fatamorgany...
Żyjesz dziewczyno na odbezpieczonej bombie; Nie wiesz kiedy wybuchnie, a wybuchnie na pewno. Wspomnisz moje słowa.
Gdyby ktoś z premedytacją wyciął ci nerkę i ją sprzedał, uwierzyłabyś później w jego milość do ciebie? NIE? A dlaczego? Przecież ci powiedział, że żałuje, że przeprasza, że więcej tego nie zrobi...Nawet przez dwa lata nie sięgnąłby do następnej...Nie uwierzyłabyś...
A nerka to tak niewiele...
maraykee....nie oczekuję wpadania w euforię.... bo życie po zdradzie to nie jest bajka...piszesz że oddałam nerkę..masz rację oddałam.. mam dwie i z jedną moge żyć.. drugiej nie oddam ale ta jedna chciałam oddać tak jak oddałbym ja swojemu dziecku...moze ich nie masz i nie wiesz jak dzieci reagują na rozwody.. ja mam za soba rozwód rodziców. z którym sie pogodziłam bo innego wyjscia miedzy nimi nie było... życie to nie tylko och i ach ale i dzieci o których nie mozna nie myśleć i czasem jak sie je kocha to myśli się tylko o nich... oczywiście byłam wściekła na to co zrobił ale widziałam oczy mojego dziecka, wiem ze i je zdradził ale to dziecko, które nie wie i kocha czystą milością oboje rodziców i chce mieć normalny dom a on moze istnieć gdy jesteśmy razem i gdy dojdziemy do ładu ze sobą jeśli mamy na to siłe i chęci a mieliśmy, chcieliśmy walczyc o rodzinę i dzieci o dom... dlaczego miałam pozwolić zeby one cierpiały za jego bład? czy mialam im dołozyć swoją dumę? Ich szczęscie i spokój były dal mnie najważniejsze ale to mozę zrozumiec ktoś ktos innych przedkłada ponad siebie..rozumiesz? nie jest łatwo wybaczyć, tego nie mówie, bo sama wylałam morze łez ale to jest mozliwe do zrobienia.... bardzo trudne, trudne okropnie ale mozliwe....mi przyszło niełatwo moze inny łatwiej... innym trudniej... ale dziś tu staję pełna energii do walki o dom, miłośc i szczęscie moich dzieci a tobie gratuluję tej lekkości oceny i decyzji ...bo to bardzo trudne takową posiadać a może nie potrafisz postawić innych przed siebie ..nie wiem ..nie mnie to oceniać..ale życzę powściagliwości w ocenie innych ludzi bo nie wiesz kto w nich miesza i czym się kierują w życiu. soba czy dobrem innych...
Rozumiem twój motyw, sama jestem matką i wiem co tobą kierowało. Tylko czy to jest wystarczający powód?
Bo dla mnie on jest ważny, ale nie najważniejszy. Coś innego powinno być powodem, by jednak spróbować być razem po takiej traumie jaką jest zdrada, ale dzieci jak dla mnie to nie najważniejszy powód.
Dziwie ci się, że szłaś do ołtarza mając taką wiedzę. Kolejny ważny powód by być razem: zaproszeni goście, kupiona kiecka weselna?
Mam wrażenie, że wszyscy na około są ważni, tylko ty dla siebie jakby mniej.
Pamiętam też rozmowę z Lisbet. Gdy bardzo pozytywnie wyraziła się o daniu szansy rodzinie. BO DANIE SZANSY ZDRAJCY to również danie szansy rodzinie. Aby to zrozumieć trzeba ją mieć. Sam już nie pamiętam ile czasu rozmyślałem czy spróbować, czy dać szansę. Tylko aby to zrozumieć trzeba mieć szansę ją dać. Rozmowa o odgrzewaniu kotletów itp z kimś kto jadł fasolkę to rozmowa jak że ślepym o kolorach.
Gdyby chodziło tylko o mnie podejrzewam że bym odszedł, ale była dwójka małych dzieci. To że małżonka nie myślała o nich nie zwalnia mnie z odpowiedzialności abym ja o nich pomyślał.
Rada ode mnie Marswiatek, nie daj zaszczepić w sobie nienawiści. Jest wiele osób na forum którym się udało. A duma, honor. Cóż czasami trzeba ją odwiesić na hak. Czasami trzeba wybrać mniejsze zło. My jesteśmy dorośli poradzimy sobie. Czy mamy prawo zrzucać nasze porażki na dzieci, w imię czego naszej satysfakcji? Bo tak uważam. Zdrada jest również naszą porażką. Nie winą ale porażką.
Kiedyś Yorik w innym wątku powiedział m/w, im człowiek jest większym egocentrykiem tym trudniej godzi się ze zdradą - dużo racji.
Od siebie dodam: Im ktoś miał mniejszy wybór, szansę tym więcej odmawia go innym.
I tu do ciebie Marakee "na pewno" tak samo pewne jak " nigdy"
"Im człowiek jest większym egocentrykiem tym trudniej godzi się ze zdradą".. Ładnie brzmi, tylko co zrobić z takimi jak ja, które latami godziły się ze zdradą, ciągle wierzyły, dawały się zwodzić, oszukiwać, i czekały... A zdradzacz obiecywał, przysięgał i coraz bardziej wyszkolony w kłamstwie pozwalał wierzyć, że tym razem to "na pewno" i teraz to "nigdy'? Co mam zrobić z tą swoją wiedzą i doświadczeniem?... Powiedzieć, że nie są nic warte, bo przecież to moja osobista porażka? A świat wokół zapełniony jest aniołami, co to gdy zdradzają, to robią to z przymusu, nigdy nie ma uczucia w nich do tych kochanek, nie uprawiają z nimi seksu i nie mówią im dokładnie tych słów, które potem nam szepczą w chwili uniesienia? Wreszcie schwytani i ujęci na tym procederze wiją się i korzą, przysięgną wszystko, żeby tylko zachować status quo, bo przecież też są ludźmi... Też kochają te dzieci, też lubią ten ład i porządek w życiu i ciepłe bambosze po powrocie z pracy...Żal to wszystko tracić.. Szkoda, że o tym nie myśleli kiedy gzili się pewni swojej bezkarności.
Nie ma w nas tolerancji dla złodziei, bandytów, handlarzy narkotyków, bo to przecież naganne i to grzech.. Ale jakże łatwo przychodzi niektórym rozgrzeszanie zdrady... Bo przecież to chwila zapomnienia, wszyscy jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy itd. A czym się różni rozjechanie przechodnia na pasach, od zdrady dobrego i ufnego współmałżonka? Przecież tu i tu można tłumaczyć zajście chwilą nieuwagi, niefrasobliwości, zapomnienia... Tylko to pierwsze jest srogo karane prawem, zdrada nie.. Choć skutki są równie poważne, a czasem śmiertelne.. I przed zdradą ma się jeszcze czas do namysłu, więc zdrada jest jak najbardziej wyborem, nie przypadkiem.
Tak, nie wierzę w poprawę u kogoś kto zdradził.. Mam prawo, po tym czego doświadczyłam.. Umierałam powoli po każdej zdradzie mojego zdradzacza i podnosiłam się, żeby znów zaufać, po czym dostawałam następnego kopa, jeszcze silniejszego i tak czas sobie biegł...., po jednym takim przypadku znalazłam się w szpitalu po próbie samobójczej.. Wychodziłam z tego piekła miesiącami, choć nie wszystko da się uleczyć. Do dziś mam problemy zdrowotne po tym "zajściu".
Teraz wreszcie mam święty spokój.. odzyskałam spokój i równowagę w życiu.
Czy to tylko moje doświadczenia? Takie rzadkie i niespotykane? To pierwszy z brzegu przykład, moja szkolna przyjaciółka, jest nią do dziś, odwiedzamy się i pisujemy do siebie. Siedemnaście lat małżeństwa, trzynaście lat po zdradzie jej męża, gdzie też przysięgał że nigdy więcej tego nie zrobi. Dziś jej powiedział, że ich małżeństwo to pomyłka, powinni się rozejść wtedy, te trzynaście lat temu. Teraz właśnie spotkał miłość swojego życia i wnosi o rozwód!
I na koniec jeszcze powiem, że po ostatniej zdradzie miałam znów wybór Betrayed40... Mogłam znów dać szansę, albo nie... Wybrałam wariant drugi. I nie żałuję...
Każdy robi ze swoim życiem co chce. Tutaj tylko udziela się rad, każdy wg. własnego doświadczenia i własnych przekonań doradza. Jeśli ktoś chce powrotu zdradzacza, to zrobi to, niezależnie co tutaj przeczyta. Jednak nie można zamiatać pod dywan doświadczeń ludzi takich jak ja, tylko dlatego że nie pasują do ogólnej koncepcji wykreowanej przez kogoś, komu dobrze jest niczego nie zmieniać w swoim życiu.
Z pozdrowieniami
M.
https://www.youtube.com/watch?v=7Qv4B...Qv4BW0UjN8
"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze..."
Cytat
W podejmowaniu jakichkolwiek decyzji bardzo ważna jest dobra ocena, nie ślepa wiara w to co byśmy chcieli, która bardzo nagina rzeczywistość. Prorokiem jednak nikt nie jest, a jedyną pewną rzeczą jest to, ze ,,na pewno" umrzemy
Maraykee wierze, że to co przeszłas bardzo Cie zmieniło jako czlowieka, bo nie da sie takich rzeczy zapomnieć i strach przed zaufaniem pewnie cie już nie opuści. Możliwe, ze jestes prorokiem i w moim przypadku ale to ja musze to przeżyć na własnej skórze i sprawdzić , bo ni jak mi wychodzi uczenie sie na cudzych błędach
https://www.youtube.com/watch?v=l1hFslY6oVw
M.