

| cytrynkaxd | 12. Lipiec |
| urszula40 | 12. Lipiec |
| anusia60 | 12. Lipiec |
| karina26 | 12. Lipiec |
| kobieta | 12. Lipiec |
Magda417 | 00:06:31 |
#
poczciwy | 01:08:54 |
niekompatybilny | 02:06:51 |
Julianaempat... | 06:28:59 |
NieOddycham | 07:30:38 |

Mój przypadek niech będzie przestrogą jak nie należy postępować w związku, w którym jedno z dwojga małzonków dopuszcza się zdrady. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie i opinię, różny światopogląd czy priorytety, ale na moim błędzie będzie mógł przeanalizować swoją sytuację.
Moje małżenstwo trwało (formalnie trwa nadal) 18 lat z czego 8 lat to była moja samotna walka o ratowanie małżeństwa, zakończona moją klęską. Byliśmy zwykłym przeciętnym małżenstwem z 10 letnim stażem (i dziesięcioletnim synem). Ja zajmowałem się zapewnieniem bytu, a małżonka opieką nad dzieckiem, przy czym zaznaczam r11; to był jej wybór. Wszstko zacząło się od tego, że na dodatkowych zajęciach pozaszkolnych moja żona poznała tatę innego dziecka. Na począku jeszcze mi o nim opowiadała, jaki on fajny, elokwentny, ładnie gra na gitarze i takie tam. Ponieważ zawsze ufałem bezgranicznie malzonce, i uważałem, że ograniczanie swobód w małżeństwie nakazami, zakazami jest bez sensu bagatelizowałem całą sprawę, choć w środku ten ucisk koło serca (doswiadczeni wiedzą o czym piszę) dawał juz znać o sobie. Jednak byłem tak pewny poczucia swojej wartości, że to jakieś tam co najwyżej chwilowe zauroczenie. Tymbardziej, że planowaliśmy budowę domu i.....drugie dziecko. Jednak wcześniej moja cierpliwość się skończyła i odbyliśmy gwałtowną rozmowę r11; kłótnię. Prosiłem, aby skończyła tą znajomość, a ona na to że nie może, że mają tyle wspolnego, że on ma zone, dzieci, że porządny , ze o co mi chodzi, że do niczego nie doszło i nie dojdzie r11; że to taka przyjaźń r11; ja jednak widziałem już wtedy, że ten błysk w oku mojej żony, leci w inną stronę. Nawet wtedy zagroziłem rozwodem,ale oczywiście zostałem zagłaskany. Rozpoczęła się budowa domu i poczęła się córka. Nie muszę pisać tak wtedy wygląda życie. 24 godziny to było mało i tak trzy lata zleciały r11; w tym czasie moja zona ograniczyła kontakty z tym facetem, zresztą on miał swoje problemy (chorą żonę, która w końcu umarła). Myślałem, że wszystko wróciło do normy r11; był już ładny wymarzony domek parka dzieci, sadziło się drzewa i kwiaty w ogrodzie. A tu się okazało, że juz wtedy wdowiec korzystał z pocieszania mojej małżonki r11; nie wiem czy fizycznego (na prawdę nie wiem). Miałem już wtedy więcej czasu r11; zwłaszcza w zimie i zainteresowałem się bliżej co moja małżonka porabiała popołudniami poza domem. Nie musiałem się bardzo wysilać, aby to ustalić r11; od razu trafiłem w 10. Jak mnie zapewniała r11; to była tylko taka miłość bratniej duszy bez fizyczności. Że już z tym skończą, że to dlatego, że mnie w domu niebyło (spełniałem przecież wtedy nasze ?marzenia związane z domem r11; brakowało mi czasu na sen, a co dopiero na całą otoczkę małżeństwa). Ubłagała mnie wtedy, że skończy z nim, żebym dał jej czas, ze dzieci, itd. Nie będę tu opisywał co sie ze mną wtedy 5 lat temu działo r11; gdybym wtedy tu trafił może byłoby inaczej. Można powiedzieć, że wtedy showtime się rozpoczął r11; przeszli do podziemia. Pozory były tak zachowane, żonka milutka, w łóżku super, pyszne obiadki r11; myslałem, że naprawdę skończyła z nim, i się zmieniła a jak za kolejny rok się okazało, lepiej się tylko kamuflowali. I tu powinien nastapić koniec opowieści, ale 4 lata temu ubzdurałem sobie związek tylko dla dobra dzieci. Oczywiście po bardzo burzliwej kłótni, w którą wciągnąlem jeszcze gacha, ale on sięwycofał twierdząc że to nasz problem. Zawarliśmy jednak chory układ (biję sięteraz w piersi, bo sam się pod nim podpisałem). Zachowujemy pozory rdla dobra dziecir1;, tzn. żyjemy razem (śpimy, jemy,wypoczywamy), ale poza tym nic nas nie łączy. Nawet kłótni juz nie było. Uwierzcie mi, że żyłem w czymś takim 4 lata r11;koszmar, na pozór wszystko ok, piekna kochająca się rodzinka. A wsrodku poniżenie i brak szacunku do samego siebie, owszem widząc dzieci jak rosna nieswiadome niczego (no starszy to był już swiadomy od dłuzszego czasu r11; teraz się dowiedziałem) widziałem sens takiego życia. Nie będę tu opisywał jak to planowałem zakończyć (pewnie się domyślacie). Koniec końców nie wytrzymalismy tego oboje i się rozstajemy. Z tym, że ja jestem już wrakiem psychicznym. Trafiłem tu za późno przynajmniej o 4 lata
Nawet piszę już o tym bez emocji. Domyślam się jakie gromy spadną tu na mnie, jaka będzie szydera. To jest tylko przestroga, gdyby ktoś chciał isć taką drogą jak ja r11; ona prowadzi do nikąd r11; czysta autodestrukcja. Zmarnowane osiem lat r11; z jednym wyjątkiem r11; szacun mojego syna, który jednak stwierdził, że nie było warto się aż tak poświęcać. (córka niestety zbyt mała, żeby zrozumieć r11; dla niej byłoby lepiej, abysmy się rozstali wcześniej).
Oby nikt tak marnie nie skończył - nie życzę tego nikomu r11; nawet swojej jeszcze małzonce.
Pozdrawiam,
franc
Franc, walczyłeś stary do samego końca. Każdy kto kocha dzieciaki powinien Cię zrozumieć. Czy było warto aż tak się poświęcać? Czas to pokaże, a nie któreś z nas wycelowanym w Ciebie paluchem.
Doszedłeś do ściany, czas na w tył zwrot. Zregenerujesz się, tylko zacznij w to wierzyć. Człowiek to niesamowicie mocna istota, choć czasem to przeszkadza, bo chciałoby się paść i mieć już w końcu święty spokój. Masz dla kogo żyć, to i siłę znajdziesz. A z mózgiem i energią życiową można robić takie cuda, że w pale się nie mieści
Pozdrawiam, rekonstrukcja.
Przykre jest to,że wszystko odbywało się Twoim kosztem i zapłaciłeś za to wysoką cenę.
Co do dzieci,tutaj potwierdza się kolejny raz to co wszyscy po czasie wiemy : one są bystrzejsze niż myślimy. Troszczymy się o nie ale często ignorujemy. Potem okazuje się,że już dawno przeczuwały co dzieje się z ich rodzicami. Wiem to na swoim przykładzie.
Twoje życie nie kończy się z chwilą rozwodu,przeciwnie jak sobie poukładasz w głowie wszystko od nowa,może być tylko lepiej.
Masz też wsparcie syna - to ważne. Córka zrozumie jak dorośnie.
wszystko przed TobÄ… ,powodzenia.
Komentarz doklejony:
Żona raczej nie chciała niczego ratować,to było czyste wyrachowanie i wygodnictwo.
Dostosowałeś się wbrew sobie. Inwestowałeś wciąż w coś, co Ci się nie zwróciło, a miałeś jednak taką nadzieję, bo pozory były duże.
Dobrze wiedziałeś, ze to tylko gra, a jednak się łudziłeś.
Nie znalazłeś sobie nikogo jako odskoczni, tylko wciąż przy niej trwałeś. To było jednak życie na minie, która musiała wybuchnąć.
Czy nie było warto się aż tak poświęcać ? Chyba nie do końca nie było. Masz teraz świadomość, że zrobiłeś co mogłeś, poszedłeś na ogromne ustępstwa, aby zachować funkcjonowanie rodziny.
Mogłeś się w tym układzie tylko inaczej ustawić. Tak, żeby być przygotowanym na koniec. Teraz go gorzej znosisz.
Raczej gdybyś rozstrzygnął ostro sprawę wcześniej, nie żył byś tyle czasu w niepewności jutra..
Zgadzam się z Milordem, że tylko z pozoru ślubna spada na cztery łapy, bo wydaje jej się, że w końcu będzie miała to co tyle lat było tak upragnione. Dlaczego nie dałeś jej tego od razu? Skoro nie była w stanie się określić, trzeba było zrobić to za nią z uwzględnieniem siebie.
Tulia dobrze zauważyła, że gdyby gość był takim rarytasem rekompensującym rodzinę, to już dawno by jej nie było.
Duże prawdopodobieństwo, że będzie chciała powrotu do tego co było, bo jeszcze nie wie ile traci. Naogół dociera dopiero po czasie, jak już nie ma odwrotu.
Teraz nie zastanawiaj się już, co by było gdyby. Czemu twierdzisz, że tak marnie kończysz, że zmarnowane 8 lat ?
No tak, mogłeś przez ten czas wygrzewać się na jakiejś wyspie z młodymi pięknymi latynoskami, nie pomyślałem
A niby czemu ma być na to za późno ?
Masz następne wyzwania, więc nie marnuj czasu na przeszłość.
Często zamknięcie jednych drzwi umożliwia otwarcie następnych, bo masz nowy układ. Czy z niego skorzystasz czy nie, zależy od Ciebie.
Franc nie badz dla siebie zbyt surowy,masz zycie przed soba i sporo dobrego tam na Ciebie czeka.Zakoncz ten rozdzial i idz dalej.
ode mnie szacun.
Zrobiłeś co uważałeś za słuszne w tamtym momencie. A że małżonka wysyłała sprzeczne sygnały, nie jest dziwne, że dałeś się zamotać odrobinkę, wszak ty miałeś dobre intencje, ona wprost przeciwnie.
Zysk - jesteś daleko bogatszy o wiedzę i doświadczenie, pogodzony ze zmianą w scenariuszu, wiesz, czego nie wiedziełeś 8 lat temu.
Ta wiedza jest bezcenna.
Zacznij nowy rozdział w swoim życiu, odetnij się od przygnębiającej cię przeszłości i zechciej na życie spojrzeć nieco bardziej optymistycznie.
Jedno jest absolutnie pewne, że twojej żonie nie możesz zaufać już NIGDY.
Jako syn tego co zdradził powiem Ci tak
Nie warto zostawać dla dzieci.Szczerze.To jest gorsze niż miałbyś być tzw.dochodzącym ojcem.
Dzieci i tak będą Twoje bez wględu na to czy będziecie razem czy osobno.Jak odejdziesz od żony nauczysz dzieci bardzo ważnej rzeczy
Szacunku do samego siebie.
Komentarz doklejony:
Kto wie.Może gdybyś odszedł na samym początku to żonę by olśniło i życie potoczyłoby się innaczej.
Choć z drugiej strony Nigdy nie jest na to za późno.Prawda?
Niestety, dawanie jej bezwiednie z automatu, to często katastrofa.
proszę się tez nie obawiać - przez tyle lat zdarzylem się juz z malzonki wyleczyc - powrotu juz nie ma - to jest nieodwracalne.
nie czuje nawet nienawisci, nic nie czuje moze obojętność. podnosze sie powoli z kolan - dobrze że jesteście bo nawet nie mialem komu tego opowiedziec . dobranoc
czym napisales rozumiem to
doskonale ,ale czy dzieci to
pojmuja????
mechanik
Wszystko zależy od ich wieku i tego co widzą w domu.Wiesz jak to jest.Miłość jak i nienawiść między dwojgiem jest dość łatwo wyczuwalna zwłaszcza dla dzieci.Nie wiem jaka jest Twoja żona dla Nich ale widzę że,Ty Je kochasz więc daj im tą miłość.Nawet jeśli teraz tego nierozumieją to z wiekiem dojdą do tego.Czas,cierpliwość i dużo miłości to właściwie podstawa którą musisz im dać od siebie.
Widzę że pojawiłeś się na forum.
wczesniej patrzyłem na niego w większym optymizmem -jest juz dorosły to zrozumie tą sytuację i jakoś się też z tym pogodzi. Ale w jego przypadku to chyba teraz do niego dociera na czym polega rozstanie rodziców, ze juz są tylko mama i osobno tata. na mamę nie moze juz liczyc choc jest tuz obok. a ja matki mu nie zastąpię. mam z nim dobry kontakt ale tylko jak factet (ojciec) z facetem (syn). wizyta u psychologa to będzie konieczność.
A córka (8l) tak mi sie wydaje że lepiej to znosi, ale to tylko na zewnątrz. Widziałem jak w czasie wakacji z zazdrością patrzyła na koleżanki które miały u swojego boku mame... a ona tylko mnie.
Przykre to, ale tak to juz jest że najwieszka cene za głupote starych płacą dzieci...
szacun mojego syna, który jednak stwierdził, że nie było warto się aż tak poświęcać. (córka niestety zbyt mała, żeby zrozumieć r11; dla niej byłoby lepiej, abysmy się rozstali wcześniej).
Córka ma tyle lat co mój syn i dobrze zauważyłeś, że z zazdrością patrzy na koleżanki.. podobnie patrzył na mojego syna kolega, którego rodzice się rozstali i ta zazdrość przeradzała się w przemoc.
Twoja żona odpłynęła a Ty cały czas trzymasz fason. Dzieciaki w wieku 7-8 i 15-16 lat najbardziej przeżywają rozstanie rodziców dlatego skup uwagę na córce i przeprowadź męską rozmowę z synem i zasuwaj z nim do psychologa. Dom sprzedaje się średnio 2 lata musisz uzbroić się w cierpliwość. Jesteś bardzo rozsądnym facetem dlatego nie poddawaj się i bądź autorytetem dla dzieci.
Szacun
Pozdrawiam
Rado
Porządny z Ciebie gość powodzenia.
moja córka miała 18 lat,syn 7.
Jakoś przez to wszystko przebrnęliśmy.Okazało się,że to właśnie w niej mam największe oparcie,i odwrotnie.
Dzisiaj,dorosła Kobieta,mieszkająca oddzielnie,mająca własne życie,mówi,że ma dla mnie ogromny szacunek.Za wszystko,za walkę,za przegraną,za porażkę.
Bywało różnie,o psychologa też się otarło,nie hamowałam jednak emocji to ojca.Były krzyki,przycinki,ironia...Było wszystko.Za radą psychologa pozwoliłam na wszystko.
Miałam taki moment,że mnie przerażała swoim zachowaniem,słowami,postawą wobec ojca,
Poszłam po pomoc,pogadałam z psychologiem i wzięłam sobie słowo do serca;
---Dzieci maja prawo do własnych emocji,mają prawo do wykazywania niezadowolenia,na szacunek u Dzieci trzeba sobie zapracować,Dzieci widzą więcej,niż Nam się wydaje,Dzieci są w o wiele gorszej sytuacji niż MY,bo widzą jak rodzic jest krzywdzony przez drugiego rodzica,a przecież kochają oboje.
Duzo takich mądrych słów było.
Dziś moja córka,która zdała po drodze maturę,zaczyna trzeci rok ciężkich studiów,dziennie,w wekendy pracuje,jest cudowną,piękną i mądrą KObietą.Dziś,od kilku miesięcy ,nie utrzymuje z ojcem kontaktu.
Nie ma siły,żeby ją do tego zmusić.Długo rozmawiałyśmy.Próbowałam znowu tłumaczyć,słuchać...
Kilka dni temu,przy fantastycznym mojito,które dla mnie zrobiła,powiedziała;
--Mamo,kocham go,on mnie wychował,był świetnym ojcem,pokazał mi świat,zawsze traktował jak kobietkę,to idealny ojciec.
Brakuje mi go.
Jednak w momencie,kiedy potraktował Rodzinę w taki sposób-stał się innym człowiekiem.
Tak,mamo,mój ojciec umarł,zauważ,że dziś mówię o nim ,używająć imienia.
To przerażające,tym bardziej,że jestem jedną z tych,które walczyły nie tylko o Rodzinę,ale również o kontakty z dziećmi.
Chyba jest tak,że Dzieci,szczególnie te dorastające,czują się tak samo zdradzane jak My.
Moja córka mówi,że nie potrafi mu wybaczyć,że ją zostawił,że nie było go na maturze,że nie świętowali jak dostała się na studia,że nie uczył się z nią fizjologi,że nie mogła przyjśc,usiąść na kolanach i popłakać,albo się przytulić.
W końcu,że nie było go,kiedy kilka tygodni temu,jej chłopak zginął tragicznie.
Nie wiem Franc ,jak masz postępować z synem,może po prostu bądż,bo jak widzisz,ja szukałam pomocy wszędzie,a nie udało mi się zachować dobrych kontaktów między nimi.
Jakby je dziś je nazwać????
Ironia wymieszana z cynizmem,mocno przyprawiona inteligencją młodej Kobiety.
Co do trafienia tutaj,nie Ty jeden się spóżniłeś,tez trafiłam za póżno.
I wielki szacunek dla Ciebie
Co do sprzedaży domu---witaj w klubie,jakoś cięzko też mi to idzie
coż - dobre i to. tak jest teraz, tak będzie później. boje się tylko tego zeby nasze wiezi nie osłabły jak juz razem nie bedziemy mieszkac. dlatego teraz robie wszystko zeby je wzmocnic.
Nie wiem - moze kiedys, jak bedzie juz starsza i zrozumie więcej z życia, bedzie chciała ze mna wiecej czasu spedzac.