Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnio Widziani

Lilian02:01:35
Obito04:42:43
Apostata06:19:31
Malinka7306:30:54
smutna55508:09:06

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Traumata
19.08.2023 18:44:44
Cześć

Zibiki17
10.08.2023 11:29:45
08.01.2014

PiotrPro
04.08.2023 23:04:05
Trójmiasto Uśmiech

Siwek432
30.07.2023 11:47:48
Siema

NowySzustek
04.06.2023 21:23:11
wlasnie mi pękł okrąglutki roczek ZERO KONTAKTU.. efekt: wcześniej ledwo mogłem wydusić a dziś pełną pierśią krzyczę ..To była zwykła szmata! pzdr

Metoda 34 kroków

Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.

1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.

ku przestrodzeDrukuj

Zdradzony przez żonęMój przypadek niech będzie przestrogą jak nie należy postępować w związku, w którym jedno z dwojga małzonków dopuszcza się zdrady. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie i opinię, różny światopogląd czy priorytety, ale na moim błędzie będzie mógł przeanalizować swoją sytuację. Moje małżenstwo trwało (formalnie trwa nadal) 18 lat z czego 8 lat to była moja samotna walka o ratowanie małżeństwa, zakończona moją klęską. Byliśmy zwykłym przeciętnym małżenstwem z 10 letnim stażem (i dziesięcioletnim synem). Ja zajmowałem się zapewnieniem bytu, a małżonka opieką nad dzieckiem, przy czym zaznaczam r11; to był jej wybór. Wszstko zacząło się od tego, że na dodatkowych zajęciach pozaszkolnych moja żona poznała tatę innego dziecka. Na począku jeszcze mi o nim opowiadała, jaki on fajny, elokwentny, ładnie gra na gitarze i takie tam. Ponieważ zawsze ufałem bezgranicznie malzonce, i uważałem, że ograniczanie swobód w małżeństwie nakazami, zakazami jest bez sensu bagatelizowałem całą sprawę, choć w środku ten ucisk koło serca (doswiadczeni wiedzą o czym piszę) dawał juz znać o sobie. Jednak byłem tak pewny poczucia swojej wartości, że to jakieś tam co najwyżej chwilowe zauroczenie. Tymbardziej, że planowaliśmy budowę domu i.....drugie dziecko. Jednak wcześniej moja cierpliwość się skończyła i odbyliśmy gwałtowną rozmowę r11; kłótnię. Prosiłem, aby skończyła tą znajomość, a ona na to że nie może, że mają tyle wspolnego, że on ma zone, dzieci, że porządny , ze o co mi chodzi, że do niczego nie doszło i nie dojdzie r11; że to taka przyjaźń r11; ja jednak widziałem już wtedy, że ten błysk w oku mojej żony, leci w inną stronę. Nawet wtedy zagroziłem rozwodem,ale oczywiście zostałem zagłaskany. Rozpoczęła się budowa domu i poczęła się córka. Nie muszę pisać tak wtedy wygląda życie. 24 godziny to było mało i tak trzy lata zleciały r11; w tym czasie moja zona ograniczyła kontakty z tym facetem, zresztą on miał swoje problemy (chorą żonę, która w końcu umarła). Myślałem, że wszystko wróciło do normy r11; był już ładny wymarzony domek parka dzieci, sadziło się drzewa i kwiaty w ogrodzie. A tu się okazało, że juz wtedy wdowiec korzystał z pocieszania mojej małżonki r11; nie wiem czy fizycznego (na prawdę nie wiem). Miałem już wtedy więcej czasu r11; zwłaszcza w zimie i zainteresowałem się bliżej co moja małżonka porabiała popołudniami poza domem. Nie musiałem się bardzo wysilać, aby to ustalić r11; od razu trafiłem w 10. Jak mnie zapewniała r11; to była tylko taka miłość bratniej duszy bez fizyczności. Że już z tym skończą, że to dlatego, że mnie w domu niebyło (spełniałem przecież wtedy nasze ?marzenia związane z domem r11; brakowało mi czasu na sen, a co dopiero na całą otoczkę małżeństwa). Ubłagała mnie wtedy, że skończy z nim, żebym dał jej czas, ze dzieci, itd. Nie będę tu opisywał co sie ze mną wtedy 5 lat temu działo r11; gdybym wtedy tu trafił może byłoby inaczej. Można powiedzieć, że wtedy showtime się rozpoczął r11; przeszli do podziemia. Pozory były tak zachowane, żonka milutka, w łóżku super, pyszne obiadki r11; myslałem, że naprawdę skończyła z nim, i się zmieniła a jak za kolejny rok się okazało, lepiej się tylko kamuflowali. I tu powinien nastapić koniec opowieści, ale 4 lata temu ubzdurałem sobie związek tylko dla dobra dzieci. Oczywiście po bardzo burzliwej kłótni, w którą wciągnąlem jeszcze gacha, ale on sięwycofał twierdząc że to nasz problem. Zawarliśmy jednak chory układ (biję sięteraz w piersi, bo sam się pod nim podpisałem). Zachowujemy pozory rdla dobra dziecir1;, tzn. żyjemy razem (śpimy, jemy,wypoczywamy), ale poza tym nic nas nie łączy. Nawet kłótni juz nie było. Uwierzcie mi, że żyłem w czymś takim 4 lata r11;koszmar, na pozór wszystko ok, piekna kochająca się rodzinka. A wsrodku poniżenie i brak szacunku do samego siebie, owszem widząc dzieci jak rosna nieswiadome niczego (no starszy to był już swiadomy od dłuzszego czasu r11; teraz się dowiedziałem) widziałem sens takiego życia. Nie będę tu opisywał jak to planowałem zakończyć (pewnie się domyślacie). Koniec końców nie wytrzymalismy tego oboje i się rozstajemy. Z tym, że ja jestem już wrakiem psychicznym. Trafiłem tu za późno przynajmniej o 4 lata  Nawet piszę już o tym bez emocji. Domyślam się jakie gromy spadną tu na mnie, jaka będzie szydera. To jest tylko przestroga, gdyby ktoś chciał isć taką drogą jak ja r11; ona prowadzi do nikąd r11; czysta autodestrukcja. Zmarnowane osiem lat r11; z jednym wyjątkiem r11; szacun mojego syna, który jednak stwierdził, że nie było warto się aż tak poświęcać. (córka niestety zbyt mała, żeby zrozumieć r11; dla niej byłoby lepiej, abysmy się rozstali wcześniej). Oby nikt tak marnie nie skończył - nie życzę tego nikomu r11; nawet swojej jeszcze małzonce. Pozdrawiam, franc
Gość: rekonstrukcja
<
#1 | Gość: rekonstrukcja dnia 21.03.2013 02:41
Jakie gromy? Jaka szydera?
Franc, walczyłeś stary do samego końca. Każdy kto kocha dzieciaki powinien Cię zrozumieć. Czy było warto aż tak się poświęcać? Czas to pokaże, a nie któreś z nas wycelowanym w Ciebie paluchem.
Doszedłeś do ściany, czas na w tył zwrot. Zregenerujesz się, tylko zacznij w to wierzyć. Człowiek to niesamowicie mocna istota, choć czasem to przeszkadza, bo chciałoby się paść i mieć już w końcu święty spokój. Masz dla kogo żyć, to i siłę znajdziesz. A z mózgiem i energią życiową można robić takie cuda, że w pale się nie mieściZ przymrużeniem oka. Jakoś jestem o Ciebie spokojna, a podobno mam dobrą intuicję.

Pozdrawiam, rekonstrukcja.
2495
<
#2 | Tulia dnia 21.03.2013 07:31
czemu malzonka, Franc, nie chciala przez te cztery lata spac, odpoczywac, jesc ze swoim lubym? nie wydaje mi sie, zeby ona byla rownie chetna do poswiecen sie w imie dobra dzieci. kobiety sa nieco inaczej skonstruowane. gdyby sytuacja z kochankiem byla czysta, raz dwa by sie ta iluzoryczna sielanka rodzinna skonczyla. czemu ona zostala z Toba? finalizacja zwiazku z Toba jej nie w smak?
3739
<
#3 | Deleted_User dnia 21.03.2013 07:44
Masz rację Franc, Twoja historia powinna podziałać jak kubeł zimnej wody na niektóre głowy.Z długimi romansami jest jak z każdym nałogiem, albo się trzeźwieje i wraca do rzeczywistości albo pogrąża w niebyt. U Ciebie dawno temu już nie było co ratować ale szacunek za to,że próbowałeś.
Przykre jest to,że wszystko odbywało się Twoim kosztem i zapłaciłeś za to wysoką cenę.
Co do dzieci,tutaj potwierdza się kolejny raz to co wszyscy po czasie wiemy : one są bystrzejsze niż myślimy. Troszczymy się o nie ale często ignorujemy. Potem okazuje się,że już dawno przeczuwały co dzieje się z ich rodzicami. Wiem to na swoim przykładzie.
Twoje życie nie kończy się z chwilą rozwodu,przeciwnie jak sobie poukładasz w głowie wszystko od nowa,może być tylko lepiej.
Masz też wsparcie syna - to ważne. Córka zrozumie jak dorośnie.
wszystko przed Tobą ,powodzenia.

Komentarz doklejony:
Żona raczej nie chciała niczego ratować,to było czyste wyrachowanie i wygodnictwo.
Gość: milord
<
#4 | Gość: milord dnia 21.03.2013 10:42
Jesteś na początku nowej drogi życia Franc. Ale z różnych obserwacji myślę, że ten swąd poprzedniej drogi jeszcze długo się nie zakończy. Z różnych obserwacji wiem, że Twoja jeszcze póki co !tfu! żona jak otrzyma już swoją nagrodę w postaci kochasia > zatęskni za Tobą i będzie musiała też walczyć o szacunek dzieci, który u syna już nie istnieje. Nie daj sobie syna zabrać bo tak naprawdę z was obojga tylko Tobie na nim zależy. Życie toczy się czasami bardzo różnie > ale coś mi mówi, że Twoja jeszcze !tfu! żona zostanie w tym wszystkim sama bo jak pojawią się jakiekolwiek kłopoty (a pojawią się na 100%) > nikt nie poda jej ręki. Nawet Ci co sami lekko podchodzą do tego typu spraw. Wiesz kiedy to się zaczyna Franc? Wtedy gdy rodzic usłyszy od własnego dziecka "nienawidzę cię (tu wpisz sobie dowolną inwektywę)".
6755
<
#5 | Yorik dnia 21.03.2013 11:49
Zgodziłeś się na życie w układzie. To była decyzja wymuszona przez żonę a nie wynikająca z obopulnej potrzeby, więc masz uczucie poświęcenia się, braku szacunku.

Dostosowałeś się wbrew sobie. Inwestowałeś wciąż w coś, co Ci się nie zwróciło, a miałeś jednak taką nadzieję, bo pozory były duże.
Dobrze wiedziałeś, ze to tylko gra, a jednak się łudziłeś.
Nie znalazłeś sobie nikogo jako odskoczni, tylko wciąż przy niej trwałeś. To było jednak życie na minie, która musiała wybuchnąć.

Czy nie było warto się aż tak poświęcać ? Chyba nie do końca nie było. Masz teraz świadomość, że zrobiłeś co mogłeś, poszedłeś na ogromne ustępstwa, aby zachować funkcjonowanie rodziny.
Mogłeś się w tym układzie tylko inaczej ustawić. Tak, żeby być przygotowanym na koniec. Teraz go gorzej znosisz.
Raczej gdybyś rozstrzygnął ostro sprawę wcześniej, nie żył byś tyle czasu w niepewności jutra..

Zgadzam się z Milordem, że tylko z pozoru ślubna spada na cztery łapy, bo wydaje jej się, że w końcu będzie miała to co tyle lat było tak upragnione. Dlaczego nie dałeś jej tego od razu? Skoro nie była w stanie się określić, trzeba było zrobić to za nią z uwzględnieniem siebie.

Tulia dobrze zauważyła, że gdyby gość był takim rarytasem rekompensującym rodzinę, to już dawno by jej nie było.
Duże prawdopodobieństwo, że będzie chciała powrotu do tego co było, bo jeszcze nie wie ile traci. Naogół dociera dopiero po czasie, jak już nie ma odwrotu.

Teraz nie zastanawiaj się już, co by było gdyby. Czemu twierdzisz, że tak marnie kończysz, że zmarnowane 8 lat ?
No tak, mogłeś przez ten czas wygrzewać się na jakiejś wyspie z młodymi pięknymi latynoskami, nie pomyślałem Z przymrużeniem oka
A niby czemu ma być na to za późno ?
Masz następne wyzwania, więc nie marnuj czasu na przeszłość.
Często zamknięcie jednych drzwi umożliwia otwarcie następnych, bo masz nowy układ. Czy z niego skorzystasz czy nie, zależy od Ciebie.
4138
<
#6 | 4138 dnia 21.03.2013 12:04
<<<Dostosowałeś się wbrew sobie>>> mysle,ze ten blad popelnil kazdy z nas
Franc nie badz dla siebie zbyt surowy,masz zycie przed soba i sporo dobrego tam na Ciebie czeka.Zakoncz ten rozdzial i idz dalej.
Gość: milord
<
#7 | Gość: milord dnia 21.03.2013 13:28
Widziałem już jak zdradzacze z podkulonymi penisami i zasznurowanymi... tymi... noooo... Starali się wrócić i po 10 latach. Jak tam gdzieś w ich idealnym życiu wszystko zaczyna się rypać. Jak starają się cokolwiek zrobić by dawne wróciło > a pierwsze co ich spotyka to > spier... na drzewoZ przymrużeniem oka Wtedy odgrywają rolę skrzywdzonych przez los przerzucając winę na wszystko dookoła. Nawet na zwierzęta domowe. To jest cena jaką płacą. Nikt nie chce mieć z nimi do czynienia lub się nimi pobawić chwilę. Myślę , że tak powinno zostać. A jedyne na co powinieneś się uodpornić Franc to to co napisałem powyżej. Nigdy nie podawaj ręki suce, o której wiesz, że może użreć. I niech Ci nie przyjdzie do głowy kiedykolwiek jakakolwiek litość względem niej.
3739
<
#8 | Deleted_User dnia 21.03.2013 13:45
franc,
ode mnie szacun.
Zrobiłeś co uważałeś za słuszne w tamtym momencie. A że małżonka wysyłała sprzeczne sygnały, nie jest dziwne, że dałeś się zamotać odrobinkę, wszak ty miałeś dobre intencje, ona wprost przeciwnie.
Zysk - jesteś daleko bogatszy o wiedzę i doświadczenie, pogodzony ze zmianą w scenariuszu, wiesz, czego nie wiedziełeś 8 lat temu.
Ta wiedza jest bezcenna.
Zacznij nowy rozdział w swoim życiu, odetnij się od przygnębiającej cię przeszłości i zechciej na życie spojrzeć nieco bardziej optymistycznie.
Jedno jest absolutnie pewne, że twojej żonie nie możesz zaufać już NIGDY.
3739
<
#9 | Deleted_User dnia 21.03.2013 17:32
franc , mysle ze mnie czeka to samo jestem obecnie w identycznym ukladzie. I niestety wiem jak Ty ze moja kochana kiedys zona spotyka i kontaktuje sie z nim .Rece opadaja ze to wszystko dzieje sie identycznie u wszystkich . U mnie jak i u Ciebie zostalem tylko dla dzieci . Ale pewnego dnia wiem ze to nastapi -odejde a znajac zycie on nie bedzie z moja kiedys kochana zona. Wezmie co mu daje i poszuka mlodszej .HIHIHIHIHIHIHI pozdrawiam mechanik
7914
<
#10 | rogacz76 dnia 21.03.2013 18:26
mechanik
Jako syn tego co zdradził powiem Ci tak
Nie warto zostawać dla dzieci.Szczerze.To jest gorsze niż miałbyś być tzw.dochodzącym ojcem.
Dzieci i tak będą Twoje bez wględu na to czy będziecie razem czy osobno.Jak odejdziesz od żony nauczysz dzieci bardzo ważnej rzeczy
Szacunku do samego siebie.

Komentarz doklejony:
Kto wie.Może gdybyś odszedł na samym początku to żonę by olśniło i życie potoczyłoby się innaczej.
Choć z drugiej strony Nigdy nie jest na to za późno.Prawda?
3739
<
#11 | Deleted_User dnia 21.03.2013 18:36
rogaczu ,wiem ale misi majac 6 lat gdy to sie stalo z dnia na dzien zaczal sikac do lozka, starsz olala szkole . Dzieci zgodnie prosily o to bysmy byli razem wszyscy . Tylko zonie kiedys kochanej bylo obojetne ale gdy jej powiedzialem ze nie ma nic to kopara opadla . Wiem o czym napisales rozumiem to doskonale ,ale czy dzieci to pojmuja????
3739
<
#12 | Deleted_User dnia 21.03.2013 19:00
Trafiłeś tu o całe 8 lat za późno, nie będzie szydery, bo wtedy nie posłuchał byś rad zamieszczonych na tej stronie, wiele osób nie słucha i nie wierzy. Wielu patrzy na przestrogi zgorzkniałych, połamanych nieudaczników którzy nie potrafią zaufać kłamcom i oszustom tym, którzy potrafili zagrać zdradę a teraz grają naprawę, bo tak potrafią. I naprawdę nie ma znaczenia, czy to długotrwały romans, czy krótkie przerwy w byciu wiernym, dawanie szansy zależy od tego subtelnego szczegółu, zbyt wielu zdradzającym w żadnym wypadku nie należy się żadna szansa.
6755
<
#13 | Yorik dnia 21.03.2013 21:46
Hmm......Wielu zdradzającym właśnie należy się szansa na dalsze wspólne życie, chociażby po to, aby mieć pewność, co jest grane ?
Niestety, dawanie jej bezwiednie z automatu, to często katastrofa.
3739
<
#14 | Deleted_User dnia 22.03.2013 02:01
witam, dziękuję za Wasze słowa krytyki czy otuchy. Gdybym odkrył ten portal wcześniej postapił bym inaczej - to pewne. chciałbym dodac jeszcze jeden wazny wątek dotyczący dzieci. dla mojego syna największym upokorzeniem, było to, ze jego wielu kolegów wiedziało o co chodzi, i smiali się z jego mamy i ze mnie. A on biedny, myslał że ja nic nie wiem, nie mówił mi o tym, tylko dzielnie to znosił - bo bał się, ze odejdę. i przez to moje pokręcenie cierpiał dodatkowo. dopiero teraz to wszystko wychodzi. wszyscy bioracy dobro dzieci niech o tym pamietaja...pisałem tu wczesniej na innym watku, o porade jak sie rozstac. poniewaz mi rowod do niczego potrzebny nie jest, myslalem jedynie o rozdzielnosci majatkowej i podziale tego co zostanie po splatach kredytow,ale na szczescie uswiadomiono mnie, że w moim przypadku aby nie miec problemow z ewentualnymi alimentami na niepracujacego malzonka musze miec rozwod z orzeczeniem i do tego sie teraz przygotowywuje. cięzko jest strasznie, bo myslalem ze po sprzedazy domu i wyprowadzce bede mogl odetchnac, a tu niezla przprawa przede mna. nie wiem czy tylko podolam. ile to bedzie jeszcze trwalo.
proszę się tez nie obawiać - przez tyle lat zdarzylem się juz z malzonki wyleczyc - powrotu juz nie ma - to jest nieodwracalne.
nie czuje nawet nienawisci, nic nie czuje moze obojętność. podnosze sie powoli z kolan - dobrze że jesteście bo nawet nie mialem komu tego opowiedziec . dobranoc
Gość: milord
<
#15 | Gość: milord dnia 22.03.2013 09:55
To wszystko co zamierzasz Franc będzie trudne > ale nie niewykonywalne. Na córkę raczej nie masz szans > ale na syna już spore. Myślę, ze dla jego i Twojego dobra jak już będzie po wszystkim najlepiej byłoby gdybyś zmienił z synem klimat. Mam na myśli inne miasto, zmianę szkoły itd. Słowem > odcięcie syna od tego patologicznego środowiska bu się chłopak wykończy psychicznie. Ty też jak będziesz na niego patrzyl jak się męczy. A szanowna żonkisia mieszka teraz z wami czy już w nowym gniazdku? Napisz jak się zachowuje. Szczególnie w stosunku do dzieci. No i faktycznie jak najszybciej podział majątku bo jeśli ona nie zarabia > to może być kiedyś problem.
3739
<
#16 | Deleted_User dnia 22.03.2013 12:16
Milordzie - ja do tego tak nie podchodze. z synem mam dardzo dobry kontakt przez to że od małego prowadzalem do przedszkola, potem szkoly chodzilem na zebrania, do lekarza itd. poswiecalem czasu ile mialem - on i tak juz bedzie sie usamodzielnial za niedlugo - za rok matura. do tego czasu musze zmknac temat wspolnego zamieszkania - koniecznie. i potem raczej dajemy nogę z tego kraju. juz rozmawialismy o tym - ja i tak go musze temperowac bo on jest strasznie zle nastawiony do zony - to w sumie jego matka, a matki sie nie wybiera - ja to rozdzielam - matke zawsze musi szanowac. z corka tez zdarzylem juz nawiazac dobry kontakt, ale z matka spedza wiecej czasu. wiem ze kiedys jak bedzie starsza to bedziemy mieli dobry kontakt - prawde i tak pozna - od brata. A ex, to nawet nie wiem - raz jest raz jej nie ma, raczej na noce wraca, bo z córką chce miec kontakt, rozmawiamy tylko sporadycznie. Syn ma do niej żal juz nawet nie o mnie, tylko o to że nim sie nie interesuje, ze nie robi obiadow, ze jej nie ma....mimo wszystko to przykre, bo ja chocbym nie wiem jak sie staral to mamy mu nie zastapie - ale robi sie z niego juz facet, wiec bedzie dobrze...bedzie sie musial bez niej obejsc.Z przymrużeniem oka
7914
<
#17 | rogacz76 dnia 22.03.2013 12:41
Wiem o
czym napisales rozumiem to
doskonale ,ale czy dzieci to
pojmuja????
mechanik
Wszystko zależy od ich wieku i tego co widzą w domu.Wiesz jak to jest.Miłość jak i nienawiść między dwojgiem jest dość łatwo wyczuwalna zwłaszcza dla dzieci.Nie wiem jaka jest Twoja żona dla Nich ale widzę że,Ty Je kochasz więc daj im tą miłość.Nawet jeśli teraz tego nierozumieją to z wiekiem dojdą do tego.Czas,cierpliwość i dużo miłości to właściwie podstawa którą musisz im dać od siebie.
3739
<
#18 | Deleted_User dnia 21.09.2013 11:33
Franc napisz co teraz u Ciebie ?
Widzę że pojawiłeś się na forum.
3739
<
#19 | Deleted_User dnia 21.09.2013 14:53
taaaak, znów na forum.... o ile sam ze soba poradziłem sobie jako-tako, wiem co mam robic, jak dalej postępować, czego się wystrzegać, to teraz dotarło do mnie jak bardzo tą sytuację przeżywa mój syn Smutek Caly czas jestesmy w zawieszeniu, dom na sprzedaz, ale chetnych jak na lekarstwo i pogodzilem sie z tym ze zajmie to troche czasu.. dobrze bylo w lecie - gdzies sie wyjechalo z dzieciakami i zmienilo otoczenie.
wczesniej patrzyłem na niego w większym optymizmem -jest juz dorosły to zrozumie tą sytuację i jakoś się też z tym pogodzi. Ale w jego przypadku to chyba teraz do niego dociera na czym polega rozstanie rodziców, ze juz są tylko mama i osobno tata. na mamę nie moze juz liczyc choc jest tuz obok. a ja matki mu nie zastąpię. mam z nim dobry kontakt ale tylko jak factet (ojciec) z facetem (syn). wizyta u psychologa to będzie konieczność.
A córka (8l) tak mi sie wydaje że lepiej to znosi, ale to tylko na zewnątrz. Widziałem jak w czasie wakacji z zazdrością patrzyła na koleżanki które miały u swojego boku mame... a ona tylko mnie.
Przykre to, ale tak to juz jest że najwieszka cene za głupote starych płacą dzieci...
8724
<
#20 | rado dnia 22.09.2013 00:25
Franc
szacun mojego syna, który jednak stwierdził, że nie było warto się aż tak poświęcać. (córka niestety zbyt mała, żeby zrozumieć r11; dla niej byłoby lepiej, abysmy się rozstali wcześniej).

Córka ma tyle lat co mój syn i dobrze zauważyłeś, że z zazdrością patrzy na koleżanki.. podobnie patrzył na mojego syna kolega, którego rodzice się rozstali i ta zazdrość przeradzała się w przemoc.
Twoja żona odpłynęła a Ty cały czas trzymasz fason. Dzieciaki w wieku 7-8 i 15-16 lat najbardziej przeżywają rozstanie rodziców dlatego skup uwagę na córce i przeprowadź męską rozmowę z synem i zasuwaj z nim do psychologa. Dom sprzedaje się średnio 2 lata musisz uzbroić się w cierpliwość. Jesteś bardzo rozsądnym facetem dlatego nie poddawaj się i bądź autorytetem dla dzieci.
Szacun
Pozdrawiam
Rado
7375
<
#21 | B40 dnia 22.09.2013 01:06
Franc szacun dla ciebie walczyłeś cóż nie wyszło moja starsza córka ma teraz 7 lat. Nie jest tak że lepiej to znosi dusi to w sobie. Dzieci takie są z perspektywy roku po widzę jak corka w tym czasie w trakcie spaceru tuliła się do mnie. Myslałem że to tęsknota ale podejrzewam że była świadkiem rozmów telefonicznych gwiazdy. Teraz nie ma dnia aby nie przyszła powiedzieć mi dobranoc o pani potrafi zapomnieć o mnie nigdy. Przyjrzyj się jej dziecko odbiera to inaczej od nas często wmawia sobie winę.
Porządny z Ciebie gość powodzenia.
3739
<
#22 | Deleted_User dnia 22.09.2013 02:34
tak mi się wydaje, że chyba z dziećmi mam za dobry kontakt i dlatego wszystkie swoje żale kierują do mnie. zreszta w jaki sposob moglyby im pomoc ktos, przez kogo cierpia? wiedzą, ze oprócz nich nie mam nikogo i wykorzystują to. trochę mnie to przeraża bo tak się przyzwyczaiły, ze zawsze mogą na mnie liczyc, że cięzko mi bedzie kiedys uporzadkowac wlasne zycie - a chcialbym bardzo. ale poki co musza wiedziec ze jest ktos tylko dla nich. ale ustrzec ich przed cierpieniem nie jestem w stanie i to jest najgorsze - ta bezsilnosc.
3739
<
#23 | Deleted_User dnia 22.09.2013 09:12
Dla mnie jestes fantastycznym facetem, tzw. prawdziwym mezczyzną, niczego sobie nie wyrzucaj, za dziesięc, dwadziescia lat bedziesz dumny z siebie jeszcze bardziej. wielki szacun ode mnie. Wszystkiego dobrego.
3739
<
#24 | Deleted_User dnia 22.09.2013 09:32
Franc,
moja córka miała 18 lat,syn 7.
Jakoś przez to wszystko przebrnęliśmy.Okazało się,że to właśnie w niej mam największe oparcie,i odwrotnie.

Dzisiaj,dorosła Kobieta,mieszkająca oddzielnie,mająca własne życie,mówi,że ma dla mnie ogromny szacunek.Za wszystko,za walkę,za przegraną,za porażkę.

Bywało różnie,o psychologa też się otarło,nie hamowałam jednak emocji to ojca.Były krzyki,przycinki,ironia...Było wszystko.Za radą psychologa pozwoliłam na wszystko.

Miałam taki moment,że mnie przerażała swoim zachowaniem,słowami,postawą wobec ojca,
Poszłam po pomoc,pogadałam z psychologiem i wzięłam sobie słowo do serca;

---Dzieci maja prawo do własnych emocji,mają prawo do wykazywania niezadowolenia,na szacunek u Dzieci trzeba sobie zapracować,Dzieci widzą więcej,niż Nam się wydaje,Dzieci są w o wiele gorszej sytuacji niż MY,bo widzą jak rodzic jest krzywdzony przez drugiego rodzica,a przecież kochają oboje.

Duzo takich mądrych słów było.

Dziś moja córka,która zdała po drodze maturę,zaczyna trzeci rok ciężkich studiów,dziennie,w wekendy pracuje,jest cudowną,piękną i mądrą KObietą.Dziś,od kilku miesięcy ,nie utrzymuje z ojcem kontaktu.
Nie ma siły,żeby ją do tego zmusić.Długo rozmawiałyśmy.Próbowałam znowu tłumaczyć,słuchać...

Kilka dni temu,przy fantastycznym mojito,które dla mnie zrobiła,powiedziała;
--Mamo,kocham go,on mnie wychował,był świetnym ojcem,pokazał mi świat,zawsze traktował jak kobietkę,to idealny ojciec.
Brakuje mi go.
Jednak w momencie,kiedy potraktował Rodzinę w taki sposób-stał się innym człowiekiem.
Tak,mamo,mój ojciec umarł,zauważ,że dziś mówię o nim ,używająć imienia.


To przerażające,tym bardziej,że jestem jedną z tych,które walczyły nie tylko o Rodzinę,ale również o kontakty z dziećmi.

Chyba jest tak,że Dzieci,szczególnie te dorastające,czują się tak samo zdradzane jak My.
Moja córka mówi,że nie potrafi mu wybaczyć,że ją zostawił,że nie było go na maturze,że nie świętowali jak dostała się na studia,że nie uczył się z nią fizjologi,że nie mogła przyjśc,usiąść na kolanach i popłakać,albo się przytulić.
W końcu,że nie było go,kiedy kilka tygodni temu,jej chłopak zginął tragicznie.

Nie wiem Franc ,jak masz postępować z synem,może po prostu bądż,bo jak widzisz,ja szukałam pomocy wszędzie,a nie udało mi się zachować dobrych kontaktów między nimi.

Jakby je dziś je nazwać????
Ironia wymieszana z cynizmem,mocno przyprawiona inteligencją młodej Kobiety.


Co do trafienia tutaj,nie Ty jeden się spóżniłeś,tez trafiłam za póżno.
I wielki szacunek dla CiebieSzeroki uśmiech
Co do sprzedaży domu---witaj w klubie,jakoś cięzko też mi to idzieSzeroki uśmiech
3739
<
#25 | Deleted_User dnia 22.09.2013 22:37
dzięki WSZYSTKIM za wsparcie, ale u mnie nie będzie tak dobrze jak u Ciebie MOA. Exinska moze i nie poswieca czasu synowi (zreszta zawsze mieli slaby kontakt), ale z córką ma dobry i wiem, że po wyprowadzce córka pójdzie z nią Smutek. a do mnie bedzie wracać tylko jak bedzie jej zle.
coż - dobre i to. tak jest teraz, tak będzie później. boje się tylko tego zeby nasze wiezi nie osłabły jak juz razem nie bedziemy mieszkac. dlatego teraz robie wszystko zeby je wzmocnic.
Nie wiem - moze kiedys, jak bedzie juz starsza i zrozumie więcej z życia, bedzie chciała ze mna wiecej czasu spedzac.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?