NieOddycham | 01:06:37 |
Urzekajaca444 | 01:16:07 |
Crusoe | 01:38:01 |
Jess | 01:40:48 |
#
poczciwy | 02:54:40 |

I stało się... Podjęłam decyzję o rozwodzie. Mam nadzieję, że przemyślaną dokładnie przez kilka lat. Więc to nie jest decyzja pochopna. Ustaliliśmy razem, że bez orzekania o winie, żeby było szybko. Wzięłam adwokata, pozew już napisany, właśnie go zatwierdziłam i pani mecenas już ma go złożyć. Mąż jak najbardziej chce się dogadać w sprawie podziału majątku, więc może jakoś wyjdę z tego związku nie najgorzej pod kątem materialnym. I tak jak pisałam wcześniej pojawił się w moim życiu ktoś , kto jest dla mnie ważny i kto pomaga mi przez to przejść to jednak nie potrafię pogodzić się z faktami. Nie pojmuję jak można zostawić rodzinę, dziecko, nowy dom i odejść do innej... A ta inna to bardzo egoistyczna kobieta. Sama nie zakończyła swojego małżeństwa, ciągle w nim tkwi, zwodzi swojego męża, coś mu obiecuje i to samo robi z moim zdrajcą. Każe mu czekać... że może w końcu ona się odważy i odejdzie. Może... A mój zdrajca czeka i chce na nią czekać. Wczoraj zabolały mnie jego słowa bo kiedy powiedziałam mu, że jak nasza córka dorośnie i wszystko zrozumie to zapewne nie będzie chciała go znać za to wszystko bo i tak teraz nie mają dobrego kontaktu... A on odpowiedział: "Mówi się trudno..." Boże... Trudno??? Ile znaczy dla niego własne dziecko? Boli mnie też zachowanie teściów, że tak łatwo zaakceptowali to co się dzieje. Że nie mają nic przeciwko tej nowej kobiecie mojego zdrajcy... Mnie traktują jak powietrze, nikt ze mną nie rozmawia, kiedy teściowa raz odbierała córkę ze szkoły, a ja tam pracuje więc widziałam ten uśmiech, radość w jej oczach jakby naprawdę było się z czego cieszyć. Boli mnie to, że on patrzy mi prosto w oczy i mówi że nie chce ze mną być... I nie chodzi mi o to, że ja chcę bo nie... ale nie jest to dla mnie łatwa sytuacja. Coś boli... Jak mam się zwracać do teściów po rozwodzie? Mamo i tato? Proszę Pani, proszę pana?
A jak ułożyć sobie ten nowy związek żeby się udał? Jak zaufać?
Przeraża mnie to wszystko... A najbardziej ta myśl, że jeszcze nie wiem co ze mną będzie po rozwodzie. Czy on spłaci mnie, czy ja jego? Gdzie będe mieszkać? Czy zostane w domu czy bede musiała zamieszkać w bloku...? Mam teraz taki syndrom bezdomności bo chociaż są 3 wyjścia jesli chodzi o podział majątku to ciągle nie wiem ktory jest dla mnie najlepszy... Zwyczajnie się boje...
>>>Jak zaufać?<<<
Odpowiedź jest bardzo prosta
A blok nie jest wcale taki zły. Może i ciut ciaśniej, może trzeba rano stać w kolejce do kibelka > ale jak sąsiedzi są fajni > cała masa problemów z człowieka spada. Np. podlewanie kwiatów jak się jedzie na urlop
Nie rozumiem natomiast dyskomfortu spowodowanego "lepszą opcją" lokalową. Trochę egoistycznie i materialnie podchodzisz do sprawy. Uwolniłaś się od gnoja. Masz aż 3 opcje do wyboru. Jesteś wolnym człowiekiem i w dobrej kondycji materialnej.
Nie bój się bloku. Najważniejsze, żebyś tam miała swój azyl do którego będziesz chciała wracać i czuć sie bezpiecznie.
Nie jedna kobieta, chciałaby mieć taki wybór. Pomyśl o tym i głowa do góry
Nie jestem ekspertem, ale nic tu nie widzę do naprawiania , albo ratowania. Teściowie- rzecz nabyta, nimi sobie głowy nie zawracaj.
Gnojek i tyle.