JamesTon | 01:10:41 |
Rognar | 02:31:15 |
Aga104 | 02:48:45 |
NieOddycham | 06:20:37 |
Julianaempat... | 08:49:25 |

Hej, jestem tu i zastanawiam sie co włsściwie robię, czemu ma służyć pisanie tego wszystkiego, czy to coś zmieni? Nie wiem, zobaczymy...
We wrześniu wyrosły mi rogi... (po pięciu latach małżeństwa). Na początku świat mi się zawalił, czarna rozpacz, nie wiedziałam co robić, nie chciało mi się już nic, nawet dzieci nie cieszyły mnie już... chciałam umrzeć, zapaść się pod ziemię, zniknąć z oczu wszystkim... Odpuściłam, powiedziałam, żebyśmy się spokojnie zastanowili jak załatwić formalności, podzielić życie i świat na pół. Kiedy ja odpuściłam jemu zaczęło zależeć... Chciał wszystko naprawiać, walczyć o nas... Na początku była euforia, ognisty sex, radość i nadzieja, potem emocje stopniowo opadały... mineło 5 miesięcy... On chce być z nami - teraz nie mam co do tego wątpliwości, stara się, okazuje to i wiem, że żałuje... chce wszystko odbudować a moja nadzieja jakoś przygasa... ciąglę wracają złe wspomnienia... Są chwile, gdy jest fajnie, choć nie ufam mu i chyba już nigdy nie będę... coraz częściej wątpię czy go kocham... chyba kocham, ale nie umiem o tym wszystkim zapomnieć... ciężko mi, jak większości tutaj... jak zapomnieć i nie myśleć o tym co się stało? Mam wrażenie, że cofam się w tym wszystkim? Co to oznacza?