| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 01:13:41 |
JamesTon | 03:42:51 |
Urzekajaca444 | 03:48:41 |
Julianaempat... | 04:32:37 |
Aga104 | 06:01:09 |

Okazało się, że zdrada to długi proces przemiany mnie samej. Mój mąż przyznał się do zdrad w wakacje - dałam szansę i przyjęłam na siebie połowę winy, próbowałam żyć też bardziej dla siebie ale wtedy jeszcze nie umiałam. Separacja osobnego mieszkania trwała 2 tygodnie, jak tylko wpuściłam go do domu, moje oczekiwania względem jego przemian przestały być dla niego ważne, ZOSTAŁAM ZDRADZONA PO PAZ KOLEJNY. Myślałam, że zwariuję, wpuścił dziwk.... do naszego domu, do naszego łóżka przy zabawkach dzieci, gdzie wisi nasze zdjęcie ślubne ( już nie wisi). Podejrzewałam, że wrócił do narkotyków a nie do zdrad, podłożyłam więc dyktafon, bo jego zachowanie było coraz bardziej gniewne, ale nagrało się jak mój mąż zaprosił ją do domu, żalił się, że musi wyłaczyć się od tych wszystkich problemów i ludzi, po 2 godzinach ona wyszła a mój mąż następne 2 dni się dołował przy naszych piosenkach. Co zrobiłam - wyrzuciłam go, i zdałam sobie sprawę, że to ja chce się mienić nie dla niego ale dla siebie, że jego nie zmienię i nic nie wiem o całym tym procesie. Nie dzwoniłam (odbierałam telefony), nie prosiłam a nawet sama pobiegłam na terapię do ośrodka dla osób uzależnionych choć nie jestem uzależniona, i zrozumiałam, że to ja potrzebuję czasu, by stanąć na nogi, nabrać dystansu, dowiedzieć się jak nie dać się ranić, co to jest to uzależnienie. Wystąpiłam o separację z orzekaniem o winie. I założyłam zeszyt moich planów i marzeń, które chcę zrealizować. Jak jest dziś...realizuję, chodzę na terapię, mój mąż zapisał się do tego samego ośrodka ale do innego terapeuty, powolutku odkreślam to co zaniedbałam u siebie, daje sobie czas, bo wiem, że bardzo go potrzebuję, nie ma dla mnie znaczenia ile czasu będe trawić ból byle z pozytywnym skutkiem dla mnie, wiem, że na końcu tej drogi będe silniejsza, widzę to powoli już dziś, jest dużo łatwiej i lżej na sercu kiedy jestem konsekwentna, to też trudne bo raczej nie byłam, więc się uczę. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą połówkę ale nie winni ich zdrad. Mój mąż tak naprawdę dopiero teraz walczy o rodzinę, poznał smak kiedy jej naprawdę nie ma, poznał wartość rodziny, ja natomiast uczę się żyć na nowo, nasi terapeuci widzą szansę na wspólną terapię i szczęśliwe zakończenie dla naszego małżeństwa - decyzja należy do mnie, a ja potrzebuję czasu na zebranie sił i tej separacji. Już nie płaczę, a mnóstwo wylałam łez, nawet złapałam się na ty, że gdy nie mogę dodzwonić się do męża a w tym czasie zadzwoni ktoś z znajomych to zapomniałam, że próbowałam skontaktować się z mężem, potem patrze w telefon a tam 8 połączeń nieodebranych od niego i sms treści "z kim ty tyle gadałaś"- wierzę w swoje możliwości i wierzę, że w końcu przestanie boleć. Pozdrawiam
Okresowo jest bardzo dobrze, ale są też momenty, kiedy mam strasznego "doła".
Zastanawiam się, jak długo te trudne chwile będą wracać...?
Może ktoś z doświadczonych forumowiczów ma jakieś sugestie, co jeszcze można zrobić...?
Poza rozmowami, spędzaniem czasu razem, terapią...
Ile czasu to jeszcze może trwać?
Można oczywiście się rozstać, ale nie ma przecież gwarancji, że takie rozwiązanie przyniesie nam poczucie szczęścia, a dla dzieci lepiej by było, gdyby rodzice zostali razem... Szczęśliwi, o ile to możliwe...
Ściskam wszystkich serdecznie i życzę sobie i Wam mądrych wyborów!