NieOddycham | 01:22:25 |
Urzekajaca444 | 01:31:55 |
Crusoe | 01:53:49 |
Jess | 01:56:36 |
#
poczciwy | 03:10:28 |

Witam, chciałabym się podzielić moim problemem i moimi dylematami, może ktoś będzie miał dla mnie jakąś radę i podpowie mi jak dalej żyć. Mój mąż powiedział mi jakieś trzy miesiące temu, że od jakiś trzech lat jest mu źle w tym małżeństwie. Przyznał się, że 1,5 roku temu spotykał się z inną, ale skończył tę znajomość, a ona się zaręczyła i wyszła za mąż. Od kilku miesięcy mąż zachowuje się tak jakby go nic nie interesowało, praktycznie nie ma go w domu, przychodzi się do domu tylko przebrać i zaraz gdzieś znika -ma dużo znajomych i dużo zajęć. Zawsze tak było, jest wielkim indywidualistą i nikt mu nic nie może nic powiedzieć. W jego słowniku nie ma słowa my, wszystko robi sam, nikt mu nie jest potrzebny. Na zewnątrz jest świetnym kumplem i znajomym, zawsze uśmiechnięty, skłonny do pomocy, tylko, że nic nie robimy razem. Tak w ogóle to chodzi o to, że mamy 8 letnią, wspaniałą córeczkę i pytanie od blisko 3 m-cy jakie sobie zadaję brzmi co mam robić? jak żyć z człowiekiem który mnie już nie kocha, któremu już nasze małżeństwo się "wypaliło", nie ma żadnego uczucia. Gdyby nie było córeczki na pewno nie bylibyśmy już razem. Mam wziąć rozwód i narazić córkę na taką traumę, czy udawać i dalej żyć w zakłamaniu? Przecież prędzej czy później on sobie znowu kogoś znajdzie, czekać aż córka będzie starsza? Tylko to tak strasznie boli jak druga osoba cię nie kocha, nie zależy mu na tobie, i wiesz że jesteś nikim dla niego.
Komentarz doklejony:
Wiesz, same uczucia się nie zapalają, ani nie wypalają, bo to nie fruwa w powietrzu. A do tanga trzeba dwojga i chęci.
Dziękuje za Wasze komentarze
Są dwie drogi. Pytanie tylko, jakie musisz sobie zadać to- która droga dla Ciebie będzie bezpieczna, nie obciążająca zbytnio Twojej już i tak nadwyrężonej psychiki i nerwów.
1 Droga: Mieszkasz z mężem tak jak do tej pory. Z tą różnicą, że żyjesz już własnym życiem. Robisz Ty co Ty chcesz, wychowujesz dziecko, odnajdujesz czas dla dziecia i dla siebie. Traktujesz go jakby go w ogóle nie było. Bo go de facto itak nie ma. A dodatkowym plusem będzie wytłumaczenie sobie, że itak żyjesz sama itak. Więc jeśli nie chcesz przechodzić przez zamieszanie związane z wyprowadzką, szukaniem nowego lokum- na tą chwilę możesz przyjąć dla siebie bezpieczną i spokojną pozycję. to tez będzie dla Ciebie czas na przemyślenia i odizolowanie się emocjonalne od męża. Bo jak widzisz kochając go nie dostajesz nic w zamian.
2. Droga - przeprowadzasz rozmowę z mężem. I podejumujecie decyzję o jego lub Twojej wyprowadzce. O Waszym i dziecka życiu.Separacji na jakiś czas. Rozwód w Twoim przypadku umiejscawiam na końcu. Twój mąż to dosyć trudny charakter z tego co piszesz, więc i ta rozmowa bedzie trudna.
Obie drogi są bolesne, ale którąś z nich podążać trzeba.
zdzierżę. Wciąż jestem w szoku, że to mnie spotkało, mam wrażenie że to sen, który w końcu się skończy obudzę się i będzie jak kiedyś. Matko może on w ogóle mnie nie kochał? Wiem jedno, w takiej sytuacji jak jest teraz to nie można trwać. Muszę z nim porozmawiać.... Czy ja mam na czole napisane frajerka? możesz mnie wykorzystać.
Nie mam wyjścia, nie mam gdzie mieszkać musze z nim i muszę patrzeć na to jak mnie olewa, jak przychodzi do domu tylko się przebrać i wychodzi, wraca wieczorem, w nocy lub nad ranem. Niby ok, wogóle go nie ma, ale to wkurza, bo wolałabym tego nie widzieć i najzwyczajniej w świecie nie być zazdrosną.
Wiem, że wady trudno w sobie znaleźć ale ja nie czepiałam sie nigdy, jak gdzieś wychodził, ciągle miał jakieś swoje zajecia nie mówiłam nie a może trzeba było? Może powinnam być bardziej "aktywna" wpraszać się (ale jak jak niby chodził na pilkę co miałam siedziec na ławce i go pilnować? a kto by został z dzieckiem?) wszystko zaczą robić sam. Poszlismy raz do kwiaciarni on, ja i nasza córeczka - on kupił różyczkę dal córeczki fajnie, dla mnie nie. Coś przez to chciał pokazać? I to w tedy kiedy niby było jeszcze miedzy nami ok.
Nie mogę sie rozwieść z jego winy, bo sie do zdrady nie przyzna, ja nie mam dowodów a poza tym to mój drugi byłby rozwód. Pierwszy to był koszmar, szarpanina, poniżenie i tego chciałabym uniknąc. Więc pewnie bede w tym jednym pokoju siedzieć i tam będę musiała sobie stworzyć własny świat chyba, że prędzę trafi mnie szl...