

| cytrynkaxd | 12. Lipiec |
| urszula40 | 12. Lipiec |
| anusia60 | 12. Lipiec |
| karina26 | 12. Lipiec |
| kobieta | 12. Lipiec |
Magda417 | 00:28:44 |
#
poczciwy | 01:31:07 |
niekompatybilny | 02:29:04 |
Julianaempat... | 06:51:12 |
NieOddycham | 07:52:51 |

Znamy się z żoną jak ja to mówię od zawsze(ta sama podstawówka itd), pracuję w firmie, która troszeczkę mnie pochłania tzn. dużo szkoleń, wyjazdów na kontrole a od 3 lat pracuję 140km od miejsca zamieszkania (bardzo bużo tracę na dojazdy - wyj.5.00 powr.17.40). Pewnej soboty kolega,który ma różne możliwości zadzwonił do mnie i poprosił mnie o spotkanie u niego w firmie. Jadąc tam nie wiedzialem po co jadę,powiedział siadaj i sie zaczeło-pokazal mi film na którym w roli głównej była moja żona z kolesiem z pracy. Na tym filmie było jak wsiada z nim do naszego sam. i póziniej jedzie pod jego blok i tam namietnie się z nim całuje a następnie wysiadaja i ida do jego miieszkania. Po prostu nie wierzyłem bo dla niej "czerwone światło to czerwone światło". Znałem tego kolesia bo często wychodziła z nim i z naszym synkiem 6 l. na kawę, lody itp. Po tym filmie wróciłem do domu i nie wiedziałem co się dzieje- swiat sie zawalił-nadal nie wierzyłem. Ugotowałem obiad bo żona była w kinie z synkiem i czekałem na powrót. Po powrocie nie wiedzialem od czego zacząć i czekałem po pewnym czasie sms od niego bo przez przypadek tel. mojej żony leżał na ławie co od jakiegoś czasu się nie zdażało. Po pewnym czasie oznajmiła mi, że wychodzi do koleżanki ja powiedziałem, że ok. wiem gdzie bedzie sam. parkował i to zaważyło. Ja siedziałem wieczorem w pokoju i piłem piwo nie wiedziałem od czego zacząć(myśli tysiące) żona jak nigdy przyszla do mnie i oświadczyła, że chce się rozstać bo ma kogoś - ja oznajmiłem, że wiem bo widzialem ich w niedwuznacznej sytułacji. Oczywiście zaprzeczenie, że nic nie było -okazało się, że był u nas w domu dwa razy a ja na wyjeźdie. Po długiej rozmowie postanowiliśmy, że ja wybaczam a ona to kończy -bardzo ją kocham. Ona postanowiła pojechać do niego aby to skończyć -odradzałem ale ona powiedziała, że robi to dla nas. 2 gdzi. 16 min. bardzo długi czas do zastanowienia i to najbardziej bolało.Dużo rozmów , z mojej strony dużo zakazów (nie dzwoń, nie pisz) a ona przekonywawła mnie, że teraz to tylko będzie kolega.Mówiłem, że kolegą to on był -i to uśpiło moją czujność bo tak jw. wspomniałem kawa, lody- jak okazałem zazdrość to żona mówiła tyle dziewczyn się o niego bije i nawet ona udzielała tym dziewczyną rad w stosunku do niego. Mowiłem ok. mnie nie ma często w domu, wyjeżdzam - to spotkania tzw. pracowe były dla mnie normalne nie myślałem o czymś więcej bo byłem przyzwyczajony do zasad czerwone to czerwone.Po całym zajściu tuż przed świętami spotkali się i wymienili się prezentami "nic nieznaczącymi" odrazu wyrzucilem go do kosza i nadal rozmowy i uświadamianie, że to było jak nóż w plecy.Mówiąc o tym, że jeszcze rana nie przestała krwawić a tu coś takiego, tłumaczenie żony, że to wszystko to nie była zdrada bo nie było sexsu i to tez nie było wymierzone we mnie. Jak zaczołem sprawdzać to przez cały czas meilowali bo ona myślała, że ja mówiłem tylko o tel. Jest to moja wina lub mojego kolegi bo ona by mi to sama powiedziała tuz po świętach i zabardzo ją kontroluje, na pytanie czy daje mi powody aby tego nie robić nie odpowiada. Kocham ją bardzo i co mam robić czy nadal kontrolować ? a tym bardziej stać przy swoim, że koleżeństwo to już było i pozostała znajomość z pracy?