Landexpzglosy | 02:11:03 |
JamesTon | 02:53:33 |
P1501 | 03:51:01 |
Rognar | 06:42:23 |
#
poczciwy | 07:29:43 |

Jestem sama,nie mam komu się wyżalić.Może nikt tego nawet nie przeczyta,a mi może ulży.Jesteśmy małżeństwem krytyczną ośmiolatkę.Mamy dwoje wspaniałych dzieci,z miłości nie z przypadku.Jakiś rok temu coś się zaczęło psuć.zaczęliśmy się mijać w drzwiach.Nie mieliśmy wspólnych tematów.Całe dnie w pracy a noce w piwnicy.wychodził jak spałam,wracał jak już spałam.I tak dzień za dniem.Najpierw mówiłam sobie ,że prościej by mi było zrozumieć jego zachowanie gdyby kogoś miał.ąle to co przeżyłam w noc przed pierwszą komunią naszej córki to najgorszy horror którego nie życzę najgorszemu wrogowi.Wyjątkowo szłam spać później niż on(dodam ,że nie śpimy razem już ponad rok).Jego telefon zadzwonił gdzieś ok 1godz nie odebrałam bo to jego kolega z pracy,ale coś mnie tknęło i przeczytałam smsy których nie zdążył wykasować."kochanie już nie mogę się doczekać kiedy będziemy się kochać" "kochanie u mnie wszyscy już śpią".Dowiedziałam się,że to mężatka z dwoma synami.Po natychmiastowej rozmowie z nim dowiedziałam się,że to nic nie jest on do niej nic nie ma to ona narobiła sobie nadziei O ludu co za banały.Obiecał mi że wszystko skończone z nią ale ja jakoś nie mogę w to uwierzyć,to tak strasznie BOLI.Teraz jego wyjścia przepłakuje bo wciąż myślę że może do niej akurat dzwoni,może do niej pojechał.Ale żeby tego wszystkiego było mało sprawę komplikuje fakt,że ja nadal bardzo go kocham i chcę być z nim.Chce mi się wyć z rozpaczy i bezsilności.