

#
poczciwy | 00:37:41 |
Aga104 | 00:52:05 |
Crusoe | 01:57:57 |
JamesTon | 03:31:16 |
Landexpzglosy | 11:24:43 |

Witam
Kolejna historia. 14 lat razem , 12 lat po ślubie , dziecko 9 lat. Beztroskie życie , praca dom, w weekendy rodzinne spotkania , 2 razy w roku wyjazdy wakacyjne. Od samego początku malżeństwa myślałem o budowie domu , trwało 7 lat zanim przekonałem żonę że dom ma więcej zalet niż wad. Zaakceptowała tą inwestycję , ale chyba "dla świętego spokoju" , sama nie bardzo była zaangażowana. Ja byłem za to bardzo napalony i w całości sie poświęciłem budowie naszego wspólnego gniazda. Budowa jak budowa - dużo poświęceń , w tym glównie poświęcałem swój czas -kazdy wieczor , weekendy. No może nie każdy bo poźniej już bylem zmęczony, powiedzmy średnia to 2 wieczory w tygodniu i cała sobota. Po powrocie do mieszkania czlowiek był zdenerwowany , że znów coś nie wyszło , że nie pasuje , myslami już przy kolejnym dniu , jak to poprawić itp itd. Fakt , że nie miałem sił na "miłą rozmowę z żoną " z drugiej strony nie było też dużo czasu bo rano do pracy. Budowa się przeciągała , nie latami , tylko miesiącami. Najpierw nie z naszej winy ( formalności urzędnicze) póżniej z braku funduszy a i też z mojej pedantyczności - wolalem niektóre prace wykonywać sam. Sam - znaczy się dokładnie ale i wolno. Okazalo sie że ZA wolno...
Żona pracuje w firmie ze znaczną przewagą liczebna facetów. Takie "meskie' towarzystwo od samego początku mnie denerwowało , ale znalem żone ( czyt. wydawalo mi sie że znałem ) i byłem przekonany że traktuje kolegow na dystans. Zaufałem jej i ufałem przez te wszystkie lata. Z biegiem czasu zauważylem że jej telefon stał sie bardziej chroniony od prezydenta. cały czas w torebce i wyciszony w domu. raz chcialem go pożyczyć na 1 godzinny wypad na budowę , bo moj został w mieszkaniu. Oczywiście odmowa. Kilka razy spradzilem polączenia i sms. nic podejrznego. sms tylko moje i rodziny , czasem wykasowana cala skrzynka. Odpóściłem , zajety byłem budową, żonie ufalem na 100% więc tak sobie to trwało miesiącami.
Przypadkowo natrafiłem w miesięcznym bilingu zony na jeden numer , ktory dość często się powtarzał. Na początku nie traktowalem tego poważnie , nawet odpóścilem , ale po miesiącu czy dwóch postanowilem bardziej pogrzebać. zamówilem bilingi z calego ubiegłego roku. To co zobaczyłem zszokowało mnie i odrętwiałem. Dzień w dzień , w tygodniu w weekendy w sylwestra w czasie urlopu po kilka - kilkadziesiąt sms ! od rana do 23. Krótkie śledztwo i wyszło na jaw że to numer kolena samym jej początku zapytałem mimochodem czy zna ten feralny numer. zaprzeczyła. gi z pracy. Wtedy już wiedziałem. załamalem się. Przygotowalem się do rozmowy. Dalem zonie wiadomość i przekazałem te wydruki z opisem na wstępie. Czekalem na reakcję bez slowa. Wtedy żona się przyznała że miała dośc budowy , że ze mnie w domu nie bylo , że nawet jak byłem to miałem "nudne" przyziemne tematy , że budowa sie przeciągała itp tu miala wesołego kolegą , ktory opowiadal mile rzeczy , przyjemne historie o wyjazdach wakacyjnych o sporcie , komplementy , starał sie. Tego jej u mnie brakowalo - klasyk mozna powiedziec... ale przyznala sie wtedy tylko do romansu sms , kilku spotkań poza pracą i "nic więcej". Dwa kolejne tygodnie - mój dramat , w dwa tygonie 8 kilogramów mniej , w pracy żadnego pożytku , tylko jeżdzilem fizycznie , myslami cały czas przy ty,m. układalem sobie calą historię. oglądałem zdjęcia z "tamtych" miesięcy. czekalem aż zona sie "otworzy " przede mną. Niestety ona zyła jakgdyby nigdy nic. po 2 tygodniach z mojej inicjatywy kolejna poważna rozmowa - okazalo się że spotkań po pracy bylo wiecej i były "czulości" - całowanie dotykanie. Gdy sprawy zaczęły nabierać tempa - próbowala się już wycofać, później juz "smsowe sprzeczki. Rzyczywiście ilośc sms spadla 10 siokrotnie , jednak nadal kilkanascie , kilkadziesiat miesięcznie było. Tyle. kolejna dawka informacji. u mnie znowu myśli przez 24 h/dobę skierowane na ukladanie klarownego obrazu z tych informacji jakie miałem. analizowalem. próbowalem przypomieć sobie ten okres. Napisalem żonie dość dlugi list. A żona - może troche milej sie do mnie odnosi , więcej sms pisze do mnie ( do niego juz nie pisze , jednaj nadal maja codzienny kontakt w pracy ). Mówi że załuje , mowi że to byl błąd , który juz się nie powtórzy , ale to wszystko tylko słowa. A niestety moje zaufanie w jej słowa spadlo poniżej zera. Czekam na daszy ciąg , na to że wreszcie to ona przejawi inicjatywę , usiądzie wieczorem kolo mnie i do ucha powie calą prawdę. Brakuje mi juz zapalu żeby inicjować te rozmowy , wszystko muszę wyciągać. a to podwójnie boli.
Generalnie chcialbym wrócić to naszego starego zycia. Oboje kochamy naszego dzieciaka. Mieszkamy w nowym domu , mieliśmy plany kolejnego dzieciaka. Teraz wszystko jest takie puste , powierzchowne , nie wiem czy zapomnieć , machąć reką , moze jej oddać , może poszukać sobie jakiegoś hobby. Ale obawiam sie że tę bliznw bedę cały czas widzial i cały czas będę do niej wracal z myslami. boje się zrealizowac planu z drugim dzieckiem , boję się że będzie mi się zle kojarzyć. Nie chcę odchodzić , nie mam dokąd , ale życie z tą swiadomością ( a sprawa jest nadal rozwojowa ) teżnie nie cieszy.
Przepraszam za blędy , za forme ( skakanie z tematu na temat ) jest wiele szczegółow których nie napisalem ale mogą mieć znaczenie. Jesli czegoś Wam brakuje w tej historii - zadajcie pytania - odpiszę. Będę wdzięczny za komentarze. pozdrawiam wszyskich złączonych w bolu...