

Julianaempat... | 00:40:57 |
Quanta1670 | 03:03:49 |
Crusoe | 04:20:04 |
SS20 | 05:09:13 |
NieOddycham | 06:05:50 |
podzielę sie z Wami moją historią-)) nie jest to nic nowego, powiedziałbym standard..
Na początku listopada przez przypadek odkryłem że żona ma romans z kolegą z pracy..banalne, prawda? Pracują w dwóch różnych miastach oddalonych od siebie o 450 km ale w jednej firmie.
Przeżyłem szok ale Ok. Mamy 2 dzieci więc stwierdziłem ,że nie ma takiej siły co by nas rozdzieliła i że wszystko można naprawić tym bardziej ,że zapewne doszło do tego też z mojej winy.
Przez pierwszy miesiąc chciałem rozmawiać natomiast moja małżonka niestety nie. Uważa ,że nie ma o czym i że ten romans już zakończyła. Nie było żadnej chęci z jej strony aby wystartować od nowa i zbudować nowy związek. Teksty w stylu ,że ona nic nie musi a żeby było dobrze to ja muszę przestać ją osaczać i zachowywać się normalnie jak by nic się nie stało. Mam jej wybaczyć i zaufać.
Wybaczyć Ok ale z zaufaniem to chyba nie ten czasr30; zachowuje się normalnie i odpuściłem temat ale cały czas dochodzi między nami do kłótni o byle co .Każde moje słowo czy też gest interpretuje jako atak na jej osobę i tak naprawdę wszystko wrzuca do jednego worka.
Na początku stycznia korzystając z jej komputera znalazłem na pulpicie list do niego w którym informuje go ,że to już koniec i nie mogą być razem ze względy na to że jego żona jest z drugim dzieckiem w ciąży a ona nie grać drugoplanowej roli i że podjęła taką decyzję bo go kocha.
Jak dla mnie to być może skończyła ten romans ( chciałbym w to wierzyć) ale uczucie do niego niestety pozostało. Obawiam się, że do chwili kiedy nie przestaną razem pracować w jednej firmie i nie kontaktować się ze sobą w sprawach codziennych to nie zaangażuje się w naprawę małżeństwa. Powiedziałem jej ,że mówi do mnie że nie chce się rozstawać i że chce aby było dobrze a z drugiej strony robi sama sobie krzywdę rozmawiając z nim codziennie. Poza tym skończyła z nim w ostatnim dniu grudnia a mi mówiła że skończyła go na początku listopada
Mówi że się zaangażuje w 100% ale w ogóle tego nie robi. Najważniejsze dla Niej jest święty spokój i nie rozmawianie na temat tego co się stało.
Wydaje mi się że dalsza walka nie ma sensu i chodzą mi myśli że powinienem się wyprowadzić i zbudować sobie Zycie od początku.Może izolacja coś da i w końcu dojdzie do niej cokolwiek i zacznie jej zależeć?
Nie mam pojęcia co zrobić.
Przepraszam za chaos i za to ,że piszę ogólnikowo ale Wy wszyscy wiecie jak to wygląda więc nie wdawałem się w szczegóły.
pozdrawiam